ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Naiwność wyborców 
9 listopad 2016     
Arcybiskup Viganò: Jak kryzys Covid powinien doprowadzić do Nowego Porządku Świata 
9 kwiecień 2021      Obserwator
Rosyjska „szczepionka na Covid” Sputnik V jest teraz oficjalnie bezużyteczna. Rosjanie obiecali „zaktualizowaną” szczepionkę, ale nie będą mogli zobaczyć danych z prób 
12 listopad 2023      Edward Slavsquat
Co czeka Nas za zakrętem?  
18 marzec 2021     
Oda do Młodości 
2 luty 2012      Artur Łoboda
Pandemia niedoinformowanych 
20 listopad 2021      Beate Bahner
Zależności między polityką a kulturą 
9 styczeń 2013      Artur Łoboda
Zygmunt Jan Prusiński ZBUDZISZ WE MNIE ROZKWIT DŹWIĘKÓW - część piąta 
1 lipiec 2021      Zygmunt Jan Prusiński
Prośba o pomoc 
23 kwiecień 2019      Artur Łoboda
Św. Jan Paweł II i pokrzywdzeni 
21 październik 2018      Paweł Ziółkowski
Kobiecie jest zawsze mało jeden mężczyzna 
1 lipiec 2020      Zygmunt Jan Prusiński
Kula w łeb!  
29 marzec 2018      Artur Łoboda
Co dalej z Polską? 
21 sierpień 2012      Artur Łoboda
Wirusy jak krasnoludki, nikt nie udowodnił ich istnienia, a wielu w nie wierzy! 
14 maj 2023      Anthony Ivanowitz
*** 
3 listopad 2017      Jolanta Michna
Czy oni zostali wcześniej zaszczepieni? 
11 marzec 2021      Artur Łoboda
Światowe protesty wobec żydomasońskiej wojny skierowanej przeciwko Ludzkości 
14 marzec 2021     
Kojące światło  
4 czerwiec 2022      Paweł Ziółkowski
Dajcie mi sędziego, a paragraf się znajdzie 
20 lipiec 2017     
Zygmunt Jan Prusiński METAFORY ZE SNU - część siedemnasta 
19 luty 2022      Zygmunt Jan Prusiński

 
 

Elita pilnuje koryta, a lud czeka na cud

Pojęcie elity nie oznacza dziś ludzi broniących interesu „suwerena”, który elitę wybrał, lecz interesu samej elity.
Elita podzieliła się na korporacje z własnym etosem korporacyjnym i wybiera się sama.

Elita manipuluje ludem i oszukuje go, a lud się tego właśnie domaga. Zmienić się tego w rozsądnej perspektywie nie da.

O czym to jest?

Jednym z ważniejszych – przynajmniej teoretycznie - zadań każdej grupy trzymającej władzę jest poprawa relacji między elitą, a resztą społeczeństwa.
Próbuje się to robić przez modyfikację prawa, ale i metody socjologiczne czy psychologiczne.
Pytanie o możliwość zmian poprzez wpływ na ludzkie zachowania podejmowane jest przez wiele systemów pedagogiki i m.in. ze względu na koneksje ideologiczne prowadzi do kłopotliwych i trudnych rozważań światopoglądowych.
Wydaje się jednak, że zmiany w jakimś sensie „zasadnicze” poprzez samo tylko poprawiania praw też nie są możliwe, bo nie będą akceptowane ani przez „trzymająca władzę” elitę, ani przez podejrzliwy (i słusznie!) lud.
W tym sensie poniższy tekst widzieć można jako „uzasadnienie” dla jego tytułu.

Czy elita to elita?

Słowo ”elita” pochodzi z francuskiego i oznacza „wybrani”.
Wybrani przez kogoś „z zewnątrz”, spoza samej „elity”. Tym wyborcą był kiedyś tzw. suweren, posiadający jakąś władzę człowiek, potrzebujący elity do pomocy w realizacji swych celów. Dziś elita, to zwykle ludzie o większej inteligencji połączonej z wysokimi walorami etycznymi i do elit zaliczamy hurtem np., wszystkich sędziów, naukowców, artystów, literatów czy ogólnie mówiąc tzw. twórców (nie mylić z „tfu-rcami”).

Takie rozumienie elit okazało się jednak ułomne; sędziowie bywają skorumpowanymi draniami, naukowcy oszukują, a twórcy (np. literaci czy artyści) robią z nas durniów. Można też mówić o elitach, podobnie jak wyższe uczelnie, przymiotnikowych.
Byliby to ludzie dobrzy w swoim fachu niezależnie od ich walorów etycznych. Do tak rozumianej elity należałoby jednak zaliczyć dobrych złodziei (np. hakerów czy rosyjskich „worów w zakonie”) bo trudno ich postawić przed sądem, zbrodniarzy (np. niektóre formacje SS; zob. dywizja Tottenkopf), bo znakomicie się bili czy niektórych, tzw. dobrych adwokatów wykorzystujących prawo w sposób szkodzący społeczeństwu.
Te grupy „fachowców” połączonych mistrzostwem w swoim fachu i pragnieniem utrzymania „czystości szeregów” nazywa się nazywa się korporacjami.
Wydaje się, że ostatnio przez elitę zaczynamy rozumieć ludzi w stopniu większym niż szary obywatel bezkarnych.
Bezkarność tą zapewnia im zwykle jakaś grupa społeczna; korporacja zawodowa, partia polityczna czy inna grupa ludzi, która na ukaraniu takiego „eliciarza” coś straci; wpływy, forsę, opinię czy coś innego co uważa za ważne. Elita dzieli się w naturalny sposób na wspomniane wyżej korporacje złożone jednak nie ze wszystkich mistrzów w swoim rzemiośle, a tych tylko, którzy są od innych członków korporacji „równiejsi” i mogą liczyć na większą niż pozostali bezkarność.

Przeciętny człek uznaje zwykle za elitę takich właśnie ludzi.
Jednym z kryteriów zaliczania do elit jest tu umiejętność gadania/przemawiania do niego językiem używanym przez jakiś „autorytet”, który powiedział mu, że tak gadają ludzie uczeni (prawi, moralni, niezłomni, etc.) czyli członkowie elit właśnie.
I to dokładnie ten „autorytet” robi tak naprawdę za suwerena i wybiera elity. W tym sensie elity wybierają się same.
Widziany (przez siebie samego) jako suweren naród/lud robi tu za przygłupa, który nie kumając o co biega, uśmiecha się gdy śmieje się „autorytet” i wkurza gdy autorytet jest niezadowolony. Tak działa oferująca zbyt wiele dowolności (wolności?) w myśleniu demokracja.

Etos i władze korporacji Ważną cechą korporacji jest tworzący się stopniowo etos; system wartościowania zachowań, często obejmujący też specyficzny język i wyrażany w nim zbiór obowiązków członka korporacji. Dawniej zawierał on powiedzenie, że „szlachectwo zobowiązuje”, zastępowane dziś przez zdanie „cel uświęca środki”.
Ponieważ każda większa grupa ludzi musi jakoś rozstrzygać swoje konflikty, więc i elity/korporacje dorabiają się jakichś władz, w tym rozmaitych form tzw. władzy sądowniczej nazywanej tu władzą (komisją, izbą, itp.) dyscyplinarną.
Zadaniem tej władzy jest ocena czy członkowie korporacji przestrzegają przyjętych w niej zasad.

Tak więc korporacja to takie „państwo w państwie”.
Teoretycznie określające „etos” zasady, uwzględniają wszystkie „normalne” prawa społeczeństwa, w którym elity funkcjonują; każdy lekarz jest najpierw obywatelem, a dopiero potem lekarzem, sędzia/prawnik, budowlaniec, naukowiec czy urzędnik państwowy podobnie.

Taka jest teoria.
Jak to wygląda w praktyce wiedzą ci, którzy mieli z członkiem korporacji konflikt; z lekarzem, gdy przed sądem wypowiada Izba Lekarska czy sędzią, gdzie najpierw korporacja musi wyrazić zgodę na pozbawienie go immunitetu.
Dotyczy to również członków korporacji polityków, np. parlamentarzystów.
Tu zazwyczaj (są jednak wyjątki) nie ma miejsca na wartości etyczne czy jakąś np. prawdę, uczciwość czy sprawiedliwość; wartością nadrzędną jest ochrona interesu członków korporacji.
Pod hasłem dbania o dobro ludu, oczywiście.
Podział elity na korporacje takie podejście usprawiedliwia, bo łatwiej jest szaremu obywatelowi zaakceptować ważną społecznie rolę korporacji, np. naukowców, lekarzy czy sędziów, niż pojedynczego sędziego.
Członek korporacji może spokojnie wygrzewać się w blasku jej świetności wygenerowanej przez potrzebujący autorytetów lud, który wątpiących w ową świetność współziomków potrafi bardzo dotkliwie ukarać. Dobrym przykładem jest staruszka dorzucająca drewno na stos Husa (to stąd pochodzić ma powiedzenie o „świętej naiwności”).
Tyle o elitach.

Lud. Co to takiego?

W tym tekście przez „lud” rozumieć będziemy wszystkich obywateli nie należących do (podzielonej na broniące ich interesów korporacje) elity.
Tak więc zapijaczony menel jest równie dobrym reprezentantem ludu, co „niestowarzyszony” inteligent, np. znakomity programista czytający Dostojewskiego i słuchający Chopina.
To, co ich łączy, to fakt, iż nie widać siły społecznej zainteresowanej ich obroną gdy zdarzy im się podpaść jakiemuś ważniakowi.
Elita potrzebuje ludu głównie po to by było komu pracować na chleb i np. produkować coraz lepsze samochody. Lud potrzebuje elity by miał kto nim zarządzać, rozstrzygać konflikty czy wskazywać wzorce zachowań. Lud narzeka, że elita go oszukuje; więcej zarabia, wykorzystuje swe możliwości do unikania odpowiedzialności czy „ustawiania” swych krewnych i znajomych na lukratywnych posadach, że ludem pogardza i generalnie elity nie lubi głównie za to, że ma ona to, czego on (lud) nie posiada.
Tak nawiasem mam nieprzyjemne odczucie, że bardziej tych „eliciarzy” nie lubi za ich przewagę intelektualną/cwaniacką(?), niż finansową.
Pewnie dlatego, że przy odrobinie szczęścia nawet matoł może się dorobić, a żadne szczęście nie pomoże mu przeistoczyć się w faceta/facetkę inteligentnego. Elita też za ludem nie przepada. Ta bardziej wyrafinowana, „intelektualna”, jej część nie trawi prymitywnego w jej pojęciu sposobu myślenia, pojmowania świata, systemu wartości i opartych na nich zachowań ludu („ryba zamiast wędki”, „jak Kali ukraść to dobrze, jak ukraść Kalemu to źle”, itp.).
Ludzie ci wymagają od ludu bycia podobnymi do nich, „zapominając” różnice w dostępie do wiedzy (na chleb lud pracować musi dłużej i nie ma czasu na „poszerzanie horyzontów”), wychowania („wydolność wychowawcza” rodziny rośnie z jej zamożnością), środowisku i podobnych duperelach.
Ci bardziej „praktyczni” członkowie elit również nie lubią ludu; m.in. – choć nie tylko - dlatego, że sami się zeń często wywodzą i jak wszyscy nuworysze chętnie by o tym zapomnieli (I słusznie, bo niby po jaką cholerę byle gnój ma ich pytać skąd wzięli forsę na „wkupienie” się do elity).
Jak się elita z ludem układa czyli skąd ten tytuł.
Ja nie znam żadnego przykładu społeczeństwa gdzie elity zgodnie koegzystują z ludem. Obie strony czują się pokrzywdzone, lud ma odczucie, że elita żyje „na jego koszt”, a elita widzi lud jako masę prymitywów czyhających na zagarnięcie jej dóbr.
I, podobnie jak każdy normalny, przekonany o swej wartości, człowiek, elita bronić będzie tego - co słusznie, w jej pojęciu – posiada. Jeśli nazwiemy to „ludowo” korytem, to mamy pierwszą część tytułu tego tekstu; elita broni koryta.

Lud próbował już wielokrotnie poprawiać swoje położenie poprzez zmianę elit na „swoje” rewolucjami.
Prowadziło to do powstania jeszcze gorszych elit „ludowych” (np. Francuska – zob. Wandea, Październikowa – liczby ofiar nikt oszacować nawet dobrze nie potrafi czy powstanie i rozwój naszej PRL – zob. działalność i skład np. UB i SB).

Było i tak, że zmiany poprawiając znacząco dolę ludu prowadziły go jednak w raczej niebezpieczne sytuacje (zob. np. faszyzm we Włoszech czy nazizm w Niemczech).

Zasadnicza różnica między elitą, a ludem pojawia się w sytuacjach krytycznych; tu elita kombinuje jakby tu wodza/rząd/partię wymienić na inny, sprawniejszy, egzemplarz, a lud trwa w swych przekonaniach i dalej wodzowi/rządowi/partii ufa.
Jeśli trzeba to walczy.
I czeka. W sytuacjach beznadziejnych czeka na cud (np. na to, że elita w imię „solidarności” czy „sprawiedliwości” społecznej, dla dobra ludu zaniedba swoje interesy). Dla większości ludzi życie bez nadziei, wiary w możliwość poprawy swej sytuacji życiowej, traci sens.
Oczekują oni, iż poprawią ich sytuację za nich, jacyś wyjątkowo uczciwi i prawi, ludzie elity. Nigdy, nigdzie i nikomu nie udało się znaleźć wystarczającej liczby takich uczciwych, a równocześnie inteligentnych i sprawnych, wspanialców; sprawiedliwych sędziów, rzetelnych naukowców, przedkładających dobro pacjenta nad forsę lekarzy czy empatycznych lecz przestrzegających prawa urzędników państwowych.
Lud jednak wierzy, że akurat jego aktualnym wybrańcom ten numer się uda.

Smutna konkluzja.

Używany w tym tekście podział członków społeczeństwa na elity i lud nie jest ani idealny ani powszechnie akceptowany.
Uznanie za elitę osób, mających tzw. plecy budzić może opór (odrazę?) ludzi wrażliwych, którzy widzą elitę jako emanację społecznego dobra; mądrości, moralności, empatii itp.. Lud w takie szczegóły jednak nie wchodzi; hierarchię widzi jako kolejność dziobania. Jeśli osobnik A może dziobać osobnika B, a ten ostatni nie może się odwzajemnić, to A jest ważniejszy/lepszy niż B.
Tę kolejność dziobania akceptujemy na zasadzie, przekazywanej przez kształtujące nas środowisko tradycji nie badając czy ma to sens czy nie (np. dlatego, że dawniej „człowiek honoru” przyłapany na szwindlu strzelał sobie w łeb, a dziś kombinuje jakby tu „uwalić” faceta, co szwindel ujawnił).
Co więcej przenosimy naszą kolejność dziobania z jednej dziedziny na inne, uznając np. że znakomity naukowiec, powiedzmy noblista, w dziedzinie ekonomii ma również wysokie kwalifikacje etyczne.
Jest to chyba najpowszechniejszy i najbardziej szkodliwy stereotyp (pop?)kulturowy.

Jeden z moich znajomych mawiał, że „Kanalizacja jest dobra, gdy woda płynie do góry a gówno na dół, zła gdy jest odwrotnie i fatalna, gdy woda miesza się z gównem”.
To mieszanie wody z gównem uprawiają ochoczo zarówno elity manipulując informacją, językiem jej przekazywania (emocje, zadęcie, „dopinanie się” z miną eksperta do idei, których nie rozumieją itp.), jak i lud domagający się rozwiązań prostych, „zrozumiałych”, a nade wszystko „dobrych i sprawiedliwych”. Pytającego o szczegóły tego jak to „dobro i sprawiedliwość” rozumieć lud uznaje za swego wroga i wyznacza mu rolę Sokratesa w sądzie skorupkowym.
On też za dużo pytał i wprawiał rozmówców w zakłopotanie. Nie widać, niestety, żadnej możliwości zmiany tej sytuacji, bo większość ludu ma większe zaufanie do sprawności elity (w sensie możliwości wygenerowania pomysłów na zmianę) niż do współplemieńców i oczekuje, że to ona wyłoni z siebie ludzi mądrych i sprawiedliwych, którzy dolę ludu poprawią.
W tej sytuacji każda próba zastąpienia choćby części tych potencjalnych „świętych sprawiedliwych” reprezentantów elit, np. przez komputer czy jasno napisane, możliwe do skontrolowania przez szarego obywatela, prawo traktowana jest podejrzliwie i widziana jako kolejna próba zawłaszczenia kawałka demokracji.

Ten spektakl, gdzie elity robią za aktorów, a lud za klakierów trwa od zawsze.
Być może zmieni go malejące gwałtownie zapotrzebowanie na pracowników wielu zawodów (np. amerykańscy kierowcy ciężarówek już dziś czują się zagrożeni przez pojazdy autonomiczne) i powiększanie się tłumu ludzi nikomu niepotrzebnych, ale jest to (na szczęście) perspektywa wielu lat i ja już tego nie obejrzę.
28 maj 2021

Waldemar Korczyński 

  

Komentarze

  

Archiwum

4 mld zł z budżetu - 30% podwyżki płac w Służbie Zdrowia.
luty 24, 2006
Adam Sandauer
Final Letter from President Saddam Hussein to the People of Iraq
styczeń 23, 2007
marduk
Kto tu Podlec.Z sun timesa tłumacz.lużnie..
styczeń 29, 2008
2MUCH
6,5 mld euro z unijnego budżetu dla Polski” (?)
listopad 29, 2002
Adam Zieliński
Dymać Policję!
styczeń 6, 2008
Mirosław Naleziński, Gdynia
Canada: opposing Zionist wars
sierpień 21, 2007
przysłał ICP
Idą Święta
grudzień 21, 2003
Andrzej Kumor
Wrocław: matka z czworgiem dzieci na bruku
sierpień 17, 2002
PAP
Szowiniści przeciw UE
marzec 25, 2004
PAP
IV Rzeczpospolita
marzec 17, 2004
SOBCZAK i SZPAK
Gulf War 1991:
Prefiguration and prelude to the 2003 Iraq debacle
Part one

luty 19, 2005
Stefan J. Śniegoski
Manifestacja w Warszawie - przeciw wojnie w Iraku
czerwiec 30, 2004
Serwis wiadomości w 2 językach o wydarzeniach na terenie byłego ZSRR
marzec 8, 2008
tłumacz
2006 - był rokiem politycznego szamba, burz i skandali...
styczeń 2, 2007
Zdzisław Raczkowski
Traktat Konstytucyjny za trudny na referendum
wrzesień 12, 2003
Ateiści chcą pokazać pornografię w kościele!
listopad 22, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
Rada luzuje politykę
lipiec 29, 2004
Prawdziwi demokraci głosują tylko przeciw Okrągłemu Stołowi...
marzec 31, 2005
uczciwy demokrata
Prawa i wolności w naszej spółdzielczości
grudzień 13, 2008
Witold Filipowicz
Wyboru już dokonano. Teraz pora na głosowanie
czerwiec 16, 2004
(PAP)
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media