ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Żydowscy żołnierze Hitlera 
7 listopad 2025      Jonas E. Alexis
Polska historia - czy na pewno polska?  
17 luty 2014      www.polskawalczaca.com
Gdzie jest zabytkowy ołtarz z kościoła w Ustce ? Część III 
26 luty 2010      Zygmunt Jan Prusiński
Gwałt!
Wystąpienie Sary Cunial w Parlamencie włoskim 9 września 2021
 
13 wrzesień 2021     
Włoskie banki na krawędzi bankructwa 
12 lipiec 2016      www.independenttrader.pl
Nie słowa, ale czyny świadczą o człowieku 
13 lipiec 2015      Artur Łoboda
Dlaczego Polacy nie mogą się zjednoczyć? Wnioski na 2011 
8 czerwiec 2011      Artur Łoboda
Dużo zdrowia w Nowym Roku 
1 styczeń 2015      Artur Łoboda
Polityka to doskonalsza forma złodziejstwa  
15 maj 2020     
Jaki paragraf? 
20 kwiecień 2020     
Eksperyment ze szczepieniami: ile zgonów jest etycznie uzasadnionych? 
8 marzec 2021     
Prokuratura podjęła decyzję. Nie będzie ponownej ekshumacji ofiar w Jedwabnem 
18 marzec 2019     
Kandydatka do sejmu  
25 październik 2015     
Terroryści z Państwa Islamskiego opublikowali cennik chrześcijańskich kobiet 
8 listopad 2014      www.polskawalczaca.com
Dziwna Kampania Wyborcza w USA 2010 bez Dyskusji o Obecnym Udziale USA a Wojnach 
7 listopad 2010      Iwo Cyprian Pogonowski
Pandemia Covid była fałszywa… 
7 luty 2025      Kit Knightly
Boże, chroń nas przed takimi przyjaciółmi 
1 czerwiec 2013      Artur Łoboda
Medyczne potwory na wolności 
27 sierpień 2021     
Zygmunt Jan Prusiński NIEBIESKI BLUES - część dwunasta 
21 luty 2021      Zygmunt Jan Prusiński
List otwarty do konstytucyjnych organów władzy RP 
15 luty 2013      Tadeusz Cichocki

 
 

Elita pilnuje koryta, a lud czeka na cud

Pojęcie elity nie oznacza dziś ludzi broniących interesu „suwerena”, który elitę wybrał, lecz interesu samej elity.
Elita podzieliła się na korporacje z własnym etosem korporacyjnym i wybiera się sama.

Elita manipuluje ludem i oszukuje go, a lud się tego właśnie domaga. Zmienić się tego w rozsądnej perspektywie nie da.

O czym to jest?

Jednym z ważniejszych – przynajmniej teoretycznie - zadań każdej grupy trzymającej władzę jest poprawa relacji między elitą, a resztą społeczeństwa.
Próbuje się to robić przez modyfikację prawa, ale i metody socjologiczne czy psychologiczne.
Pytanie o możliwość zmian poprzez wpływ na ludzkie zachowania podejmowane jest przez wiele systemów pedagogiki i m.in. ze względu na koneksje ideologiczne prowadzi do kłopotliwych i trudnych rozważań światopoglądowych.
Wydaje się jednak, że zmiany w jakimś sensie „zasadnicze” poprzez samo tylko poprawiania praw też nie są możliwe, bo nie będą akceptowane ani przez „trzymająca władzę” elitę, ani przez podejrzliwy (i słusznie!) lud.
W tym sensie poniższy tekst widzieć można jako „uzasadnienie” dla jego tytułu.

Czy elita to elita?

Słowo ”elita” pochodzi z francuskiego i oznacza „wybrani”.
Wybrani przez kogoś „z zewnątrz”, spoza samej „elity”. Tym wyborcą był kiedyś tzw. suweren, posiadający jakąś władzę człowiek, potrzebujący elity do pomocy w realizacji swych celów. Dziś elita, to zwykle ludzie o większej inteligencji połączonej z wysokimi walorami etycznymi i do elit zaliczamy hurtem np., wszystkich sędziów, naukowców, artystów, literatów czy ogólnie mówiąc tzw. twórców (nie mylić z „tfu-rcami”).

Takie rozumienie elit okazało się jednak ułomne; sędziowie bywają skorumpowanymi draniami, naukowcy oszukują, a twórcy (np. literaci czy artyści) robią z nas durniów. Można też mówić o elitach, podobnie jak wyższe uczelnie, przymiotnikowych.
Byliby to ludzie dobrzy w swoim fachu niezależnie od ich walorów etycznych. Do tak rozumianej elity należałoby jednak zaliczyć dobrych złodziei (np. hakerów czy rosyjskich „worów w zakonie”) bo trudno ich postawić przed sądem, zbrodniarzy (np. niektóre formacje SS; zob. dywizja Tottenkopf), bo znakomicie się bili czy niektórych, tzw. dobrych adwokatów wykorzystujących prawo w sposób szkodzący społeczeństwu.
Te grupy „fachowców” połączonych mistrzostwem w swoim fachu i pragnieniem utrzymania „czystości szeregów” nazywa się nazywa się korporacjami.
Wydaje się, że ostatnio przez elitę zaczynamy rozumieć ludzi w stopniu większym niż szary obywatel bezkarnych.
Bezkarność tą zapewnia im zwykle jakaś grupa społeczna; korporacja zawodowa, partia polityczna czy inna grupa ludzi, która na ukaraniu takiego „eliciarza” coś straci; wpływy, forsę, opinię czy coś innego co uważa za ważne. Elita dzieli się w naturalny sposób na wspomniane wyżej korporacje złożone jednak nie ze wszystkich mistrzów w swoim rzemiośle, a tych tylko, którzy są od innych członków korporacji „równiejsi” i mogą liczyć na większą niż pozostali bezkarność.

Przeciętny człek uznaje zwykle za elitę takich właśnie ludzi.
Jednym z kryteriów zaliczania do elit jest tu umiejętność gadania/przemawiania do niego językiem używanym przez jakiś „autorytet”, który powiedział mu, że tak gadają ludzie uczeni (prawi, moralni, niezłomni, etc.) czyli członkowie elit właśnie.
I to dokładnie ten „autorytet” robi tak naprawdę za suwerena i wybiera elity. W tym sensie elity wybierają się same.
Widziany (przez siebie samego) jako suweren naród/lud robi tu za przygłupa, który nie kumając o co biega, uśmiecha się gdy śmieje się „autorytet” i wkurza gdy autorytet jest niezadowolony. Tak działa oferująca zbyt wiele dowolności (wolności?) w myśleniu demokracja.

Etos i władze korporacji Ważną cechą korporacji jest tworzący się stopniowo etos; system wartościowania zachowań, często obejmujący też specyficzny język i wyrażany w nim zbiór obowiązków członka korporacji. Dawniej zawierał on powiedzenie, że „szlachectwo zobowiązuje”, zastępowane dziś przez zdanie „cel uświęca środki”.
Ponieważ każda większa grupa ludzi musi jakoś rozstrzygać swoje konflikty, więc i elity/korporacje dorabiają się jakichś władz, w tym rozmaitych form tzw. władzy sądowniczej nazywanej tu władzą (komisją, izbą, itp.) dyscyplinarną.
Zadaniem tej władzy jest ocena czy członkowie korporacji przestrzegają przyjętych w niej zasad.

Tak więc korporacja to takie „państwo w państwie”.
Teoretycznie określające „etos” zasady, uwzględniają wszystkie „normalne” prawa społeczeństwa, w którym elity funkcjonują; każdy lekarz jest najpierw obywatelem, a dopiero potem lekarzem, sędzia/prawnik, budowlaniec, naukowiec czy urzędnik państwowy podobnie.

Taka jest teoria.
Jak to wygląda w praktyce wiedzą ci, którzy mieli z członkiem korporacji konflikt; z lekarzem, gdy przed sądem wypowiada Izba Lekarska czy sędzią, gdzie najpierw korporacja musi wyrazić zgodę na pozbawienie go immunitetu.
Dotyczy to również członków korporacji polityków, np. parlamentarzystów.
Tu zazwyczaj (są jednak wyjątki) nie ma miejsca na wartości etyczne czy jakąś np. prawdę, uczciwość czy sprawiedliwość; wartością nadrzędną jest ochrona interesu członków korporacji.
Pod hasłem dbania o dobro ludu, oczywiście.
Podział elity na korporacje takie podejście usprawiedliwia, bo łatwiej jest szaremu obywatelowi zaakceptować ważną społecznie rolę korporacji, np. naukowców, lekarzy czy sędziów, niż pojedynczego sędziego.
Członek korporacji może spokojnie wygrzewać się w blasku jej świetności wygenerowanej przez potrzebujący autorytetów lud, który wątpiących w ową świetność współziomków potrafi bardzo dotkliwie ukarać. Dobrym przykładem jest staruszka dorzucająca drewno na stos Husa (to stąd pochodzić ma powiedzenie o „świętej naiwności”).
Tyle o elitach.

Lud. Co to takiego?

W tym tekście przez „lud” rozumieć będziemy wszystkich obywateli nie należących do (podzielonej na broniące ich interesów korporacje) elity.
Tak więc zapijaczony menel jest równie dobrym reprezentantem ludu, co „niestowarzyszony” inteligent, np. znakomity programista czytający Dostojewskiego i słuchający Chopina.
To, co ich łączy, to fakt, iż nie widać siły społecznej zainteresowanej ich obroną gdy zdarzy im się podpaść jakiemuś ważniakowi.
Elita potrzebuje ludu głównie po to by było komu pracować na chleb i np. produkować coraz lepsze samochody. Lud potrzebuje elity by miał kto nim zarządzać, rozstrzygać konflikty czy wskazywać wzorce zachowań. Lud narzeka, że elita go oszukuje; więcej zarabia, wykorzystuje swe możliwości do unikania odpowiedzialności czy „ustawiania” swych krewnych i znajomych na lukratywnych posadach, że ludem pogardza i generalnie elity nie lubi głównie za to, że ma ona to, czego on (lud) nie posiada.
Tak nawiasem mam nieprzyjemne odczucie, że bardziej tych „eliciarzy” nie lubi za ich przewagę intelektualną/cwaniacką(?), niż finansową.
Pewnie dlatego, że przy odrobinie szczęścia nawet matoł może się dorobić, a żadne szczęście nie pomoże mu przeistoczyć się w faceta/facetkę inteligentnego. Elita też za ludem nie przepada. Ta bardziej wyrafinowana, „intelektualna”, jej część nie trawi prymitywnego w jej pojęciu sposobu myślenia, pojmowania świata, systemu wartości i opartych na nich zachowań ludu („ryba zamiast wędki”, „jak Kali ukraść to dobrze, jak ukraść Kalemu to źle”, itp.).
Ludzie ci wymagają od ludu bycia podobnymi do nich, „zapominając” różnice w dostępie do wiedzy (na chleb lud pracować musi dłużej i nie ma czasu na „poszerzanie horyzontów”), wychowania („wydolność wychowawcza” rodziny rośnie z jej zamożnością), środowisku i podobnych duperelach.
Ci bardziej „praktyczni” członkowie elit również nie lubią ludu; m.in. – choć nie tylko - dlatego, że sami się zeń często wywodzą i jak wszyscy nuworysze chętnie by o tym zapomnieli (I słusznie, bo niby po jaką cholerę byle gnój ma ich pytać skąd wzięli forsę na „wkupienie” się do elity).
Jak się elita z ludem układa czyli skąd ten tytuł.
Ja nie znam żadnego przykładu społeczeństwa gdzie elity zgodnie koegzystują z ludem. Obie strony czują się pokrzywdzone, lud ma odczucie, że elita żyje „na jego koszt”, a elita widzi lud jako masę prymitywów czyhających na zagarnięcie jej dóbr.
I, podobnie jak każdy normalny, przekonany o swej wartości, człowiek, elita bronić będzie tego - co słusznie, w jej pojęciu – posiada. Jeśli nazwiemy to „ludowo” korytem, to mamy pierwszą część tytułu tego tekstu; elita broni koryta.

Lud próbował już wielokrotnie poprawiać swoje położenie poprzez zmianę elit na „swoje” rewolucjami.
Prowadziło to do powstania jeszcze gorszych elit „ludowych” (np. Francuska – zob. Wandea, Październikowa – liczby ofiar nikt oszacować nawet dobrze nie potrafi czy powstanie i rozwój naszej PRL – zob. działalność i skład np. UB i SB).

Było i tak, że zmiany poprawiając znacząco dolę ludu prowadziły go jednak w raczej niebezpieczne sytuacje (zob. np. faszyzm we Włoszech czy nazizm w Niemczech).

Zasadnicza różnica między elitą, a ludem pojawia się w sytuacjach krytycznych; tu elita kombinuje jakby tu wodza/rząd/partię wymienić na inny, sprawniejszy, egzemplarz, a lud trwa w swych przekonaniach i dalej wodzowi/rządowi/partii ufa.
Jeśli trzeba to walczy.
I czeka. W sytuacjach beznadziejnych czeka na cud (np. na to, że elita w imię „solidarności” czy „sprawiedliwości” społecznej, dla dobra ludu zaniedba swoje interesy). Dla większości ludzi życie bez nadziei, wiary w możliwość poprawy swej sytuacji życiowej, traci sens.
Oczekują oni, iż poprawią ich sytuację za nich, jacyś wyjątkowo uczciwi i prawi, ludzie elity. Nigdy, nigdzie i nikomu nie udało się znaleźć wystarczającej liczby takich uczciwych, a równocześnie inteligentnych i sprawnych, wspanialców; sprawiedliwych sędziów, rzetelnych naukowców, przedkładających dobro pacjenta nad forsę lekarzy czy empatycznych lecz przestrzegających prawa urzędników państwowych.
Lud jednak wierzy, że akurat jego aktualnym wybrańcom ten numer się uda.

Smutna konkluzja.

Używany w tym tekście podział członków społeczeństwa na elity i lud nie jest ani idealny ani powszechnie akceptowany.
Uznanie za elitę osób, mających tzw. plecy budzić może opór (odrazę?) ludzi wrażliwych, którzy widzą elitę jako emanację społecznego dobra; mądrości, moralności, empatii itp.. Lud w takie szczegóły jednak nie wchodzi; hierarchię widzi jako kolejność dziobania. Jeśli osobnik A może dziobać osobnika B, a ten ostatni nie może się odwzajemnić, to A jest ważniejszy/lepszy niż B.
Tę kolejność dziobania akceptujemy na zasadzie, przekazywanej przez kształtujące nas środowisko tradycji nie badając czy ma to sens czy nie (np. dlatego, że dawniej „człowiek honoru” przyłapany na szwindlu strzelał sobie w łeb, a dziś kombinuje jakby tu „uwalić” faceta, co szwindel ujawnił).
Co więcej przenosimy naszą kolejność dziobania z jednej dziedziny na inne, uznając np. że znakomity naukowiec, powiedzmy noblista, w dziedzinie ekonomii ma również wysokie kwalifikacje etyczne.
Jest to chyba najpowszechniejszy i najbardziej szkodliwy stereotyp (pop?)kulturowy.

Jeden z moich znajomych mawiał, że „Kanalizacja jest dobra, gdy woda płynie do góry a gówno na dół, zła gdy jest odwrotnie i fatalna, gdy woda miesza się z gównem”.
To mieszanie wody z gównem uprawiają ochoczo zarówno elity manipulując informacją, językiem jej przekazywania (emocje, zadęcie, „dopinanie się” z miną eksperta do idei, których nie rozumieją itp.), jak i lud domagający się rozwiązań prostych, „zrozumiałych”, a nade wszystko „dobrych i sprawiedliwych”. Pytającego o szczegóły tego jak to „dobro i sprawiedliwość” rozumieć lud uznaje za swego wroga i wyznacza mu rolę Sokratesa w sądzie skorupkowym.
On też za dużo pytał i wprawiał rozmówców w zakłopotanie. Nie widać, niestety, żadnej możliwości zmiany tej sytuacji, bo większość ludu ma większe zaufanie do sprawności elity (w sensie możliwości wygenerowania pomysłów na zmianę) niż do współplemieńców i oczekuje, że to ona wyłoni z siebie ludzi mądrych i sprawiedliwych, którzy dolę ludu poprawią.
W tej sytuacji każda próba zastąpienia choćby części tych potencjalnych „świętych sprawiedliwych” reprezentantów elit, np. przez komputer czy jasno napisane, możliwe do skontrolowania przez szarego obywatela, prawo traktowana jest podejrzliwie i widziana jako kolejna próba zawłaszczenia kawałka demokracji.

Ten spektakl, gdzie elity robią za aktorów, a lud za klakierów trwa od zawsze.
Być może zmieni go malejące gwałtownie zapotrzebowanie na pracowników wielu zawodów (np. amerykańscy kierowcy ciężarówek już dziś czują się zagrożeni przez pojazdy autonomiczne) i powiększanie się tłumu ludzi nikomu niepotrzebnych, ale jest to (na szczęście) perspektywa wielu lat i ja już tego nie obejrzę.
28 maj 2021

Waldemar Korczyński 

  

Komentarze

  

Archiwum

Przegrana "Polski Michnika"
marzec 12, 2005
przesłał prof. Iwo Cyprian Pogonowski
Miałeś chamie złoty róg
lipiec 24, 2008
Artur Łoboda
Hołd dla Caudillo
sierpień 6, 2006
Olgierd Domino
Towarzysz kombatant
grudzień 29, 2008
Marek Jastrząb
The Iraqi National Resistance
styczeń 22, 2008
nadesłał Marduk
Aksjomaty Polskości
listopad 7, 2006
Artur Łoboda
LaRouche o najważniejszych kwestiach po wyborach 7 listopada
grudzień 12, 2006
Biuletyn Informacyjny Instytutu Schillera
Pan premier Kaczynski Zydom obiecal!!!!
marzec 3, 2007
zrodlo: http://www.jta.org/cgi-bin/iowa/breaking/1
Harpagoni, na start! (2)
kwiecień 15, 2008
Marek Jastrząb
Israelis ‘blew apart Syrian nuclear cache’
wrzesień 16, 2007
Jedyna rzecz jaką Amerykanie budują w Iraku - gargantuiczna ambasada - fragment książki Doroty Szczepańskiej "Duch Apokalipsy
wrzesień 23, 2006
Dorota Szczepańska
"Moralność" na usługach finansjery
luty 14, 2003
PAP
Pax Americana
maj 25, 2003
Jacek Majchrowski – prezydent Krakowa
Zniewalanie ludzi i państw konsumeryzmem
listopad 1, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Emigrujcie mlodzi, zrobcie miejsce
maj 6, 2004
Elzbieta
Demontaż publicznej służby zdrowia przy bezczynnosci rządu
październik 1, 2007
dr Adam Sandauer - przewodniczący Stowarzyszenia P
"Demokratyczny fundamentalizm" a potęga nafty
sierpień 9, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Walka o Nowy Bliski Wschód?
lipiec 29, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Przez Globalizację do Globalnego Imperium
grudzień 17, 2004
To Państwo odpowiada za przestępstwa ciągłe popełnione przez swoich funkcjonariuszy!
wrzesień 15, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media