ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Siergiej Jastrzembski jako reżyser filmów etnograficznych o dzikich ludach 
25 czerwiec 2010      tłumacz
Wspólny interes Polaków 
30 padziernik 2012      Artur Łoboda
"Obrońcy demokracji" 
14 sierpień 2017     
Przypadek Orwella w historii cywilizacji 
14 luty 2012      Artur Łoboda
Szymon Perez: Wykupujemy Manhattan, Rumunię, Węgry, Polskę, nie mamy z tym problemu... X 2007 roku 
13 lipiec 2017      Alina
Głupcy - gdy ich bieda dosięgnie, w przeciwieństwo uciekają 
5 sierpień 2016      Artur Łoboda
Film dokumentujący XX-lecie ANTY-POLSKICH RZĄDÓW w Polsce 
5 padziernik 2010      Gasienica
Antynazista - "faszystą" 
9 sierpień 2017     
"Gender" - ta wojna toczy się naprawdę 
14 grudzień 2013      Artur Łoboda
Zdrowych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia 
24 grudzień 2017     
Prawda ponad wszystko 
1 grudzień 2016     
Zmarł Kazimierz Świtoń 
4 grudzień 2014     
Hymn Kongresu Sędziów Polskich 
4 wrzesień 2016      Artur Łoboda
O anoreksji 
10 wrzesień 2016      Artur Łoboda
Świat psychopatów 
19 styczeń 2012      Artur Łoboda
Sekciarze gangsterzy 
5 marzec 2010      Artur Łoboda
Stalinowski wymiar bezprawia będzie trwał dalej 
18 wrzesień 2009      Artur Łoboda
Strajk generalny w Belgii. 
15 grudzień 2014      www.polskawalczaca.com
Profilowanie bezrobotnych  
12 kwiecień 2014      www.polskawalczaca.com
Dla nich jesteście idiotami 
10 lipiec 2015      Artur Łoboda

 
 

Brednie pana prezesa

Nareszcie wiadomo, co się stało, nareszcie wiadomo, dlaczego jest nam tak źle, dlaczego zarówno nasz kraj, jak i my wszyscy, jesteśmy tacy nieszczęśliwi. Objawił to nam pan prezes Jarosław Kaczyński przy okazji uroczystości rocznicy podpisania porozumień gdańskich. To porozumienie w imieniu „strony społecznej” podpisał „Bolek”, a w imieniu „strony rządowej” - wicepremier Mieczysław Jagielski. Mieczysław Jagielski wstąpił do PPR w 1944 roku, a więc można powiedzieć, że na pewno miał refleks. Czy miał jakiś pseudonim – o tym historia milczy – ale czy każdy musi mieć jakiś pseudonim? Jak by powiedziano w SS - czysty typ nordycki i bez mydła, to znaczy – pardon – oczywiście nie bez żadnego „mydła” tylko i bez pseudonimu jest czysty. „Strona rządowa” podpisując porozumienie, chciała zyskać na czasie, aż Caryca Leonida machnie ręką na tę całą partię, która pod naporem buntu zaczęła się rozpadać i przekaże inwestyturę RAZWIEDUPR-owi, który musiał ułożyć się z bezpieką cywilną. Jak już się poukładali co do rozdziału żerowisk, generał Jaruzelski „suwerenna decyzją” wprowadził stan wojenny i przedstawicieli „strony społecznej” powsadzał do ciupy, żeby mu skruszała. Sam siedziałem, więc wiem. Na tym właśnie opierała się sławna „linia porozumienia i walki” - żeby RAZWIEDUPR zorientował się, z kim walczyć, a z kim się porozumieć. Oczywiście chętnych do porozumienia nie brakowało, ale cóż z tego, kiedy na kilo wchodziło ich co najmniej trzech, więc wprawdzie zasilili szeregi PRON – ale oczywiście tylko w charakterze „pożytecznych idiotów” - bo na tamtym etapie obowiązywały takie właśnie mądrości.

Aliści w połowie lat 80-tych sowieciarze doszli do wniosku, że zamiast bronić do upadłego rozsypującego się porządku jałtańskiego, lepiej będzie zaproponować Amerykanom wspólne ustanowienie nowego porządku politycznego w Europie – i taką propozycję Michał Gorbaczow w marcu 1985 roku w Genewie złożył prezydentowi Ronaldowi Reaganowi, dla niepoznaki opakowując ją w traktat rozbrojeniowy. Oferta została przyjęta i na następnym spotkaniu w 1986 roku w Reykjaviku wyjaśniło się, że istotnym elementem nowego porządku będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej. Dla RAZWIEDUPR-a już zamiar złożenia oferty był sygnałem do rozprawy z SB i spektakularnym początkiem tej wojny było zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki, a spektakularnym zakończeniem, a zarazem wskazówką, że SB została w tej konfrontacji rozgromiona, była dymisja że wszystkich stanowisk partyjnych i państwowych generała Mirosława Milewskiego, który w UB był chyba od urodzenia, a w każdym razie – od 1945 roku. W rezultacie RAZWIEDUPR już w roku 1986 rozpoczyna przygotowania do transformacji ustrojowej, bo jużci, wiadomo, że skoro sowieciarze się ze Środkowej Europy wycofają, to ustrój, jakiego świat nie widział, nie przetrwa ani dnia dłużej, choćby z tego powodu, że nikt już nie da na to pieniędzy. W nowym zaś ustroju będzie liczył się stan posiadania, a skoro tak – to trzeba go zawczasu zgromadzić – oczywiście kosztem majątku państwowego – bo innego przecież nie było. Wprawdzie w propagandzie podtrzymywano jeszcze pogląd, że socjalizm jest najlepszym ustrojem na świecie – ze Związkiem Radzieckim na czele – ale już wokół przedsiębiorstw państwowych zaczynają pojawiać się spółki nomenklaturowe, przechwytujące ich zysk od przodu i od tyłu.

Drugim systemowym nurtem przygotowań do transformacji ustrojowej była selekcja kadrowa w strukturach podziemnych. Tak się akurat składa, że w strukturach podziemnych tkwiłem od 1977 roku, kiedy to za sprawą Adama Wojciechowskiego zostałem przyjęty nie tylko do Ruchu Obrony Praw Człowieka, ale też zaprzysiężony w Falenicy przez kolegę Jana Dworaka jako uczestnik zakonspirowanej organizacji wewnętrznej „N”. Nie mam najmniejszego powodu, by powątpiewać w dyskrecję kolegi Dworaka, ani żadnego innego kolegi, aliści muszę powiedzieć, że w roku bodajże 1989, a potem w roku 1980 SB założyła mi dwie sprawy operacyjnego rozpracowania; jedną pod kryptonimem „SAM” a drugą pod kryptonimem „STEN”. Najwyraźniej liczebność opozycjonistów znakomicie ułatwiała działania operacyjne młodym ubowniczkom. Kiedy dostałem swoje papiery z IPN, na co, mówiąc nawiasem, musiałem czekać aż dwa lata, ze zdumieniem przeczytałem recenzję wystawioną mi przez „mojego” ubeka, że jestem „pobożny aż do przesady”. Poszło o to, że „dobry” ubek przekonywał mnie, iż jako „inteligentny” człowiek, powinienem zrozumieć, że moja przyszłość właśnie znalazła się w moich rękach. Na to odpowiedziałem cytatem z Józefa Stalina, że „wszystko jest w ręku Boga”, co „dobrego” ubeka tak rozwścieczyło, że zaczął wymyślać mi od „skurwysynów”, a potem wystawił mi taką właśnie recenzję. Już wtedy przekonałem się, że rzeczywiście – to całe SB, to kupa gówna, która niestety została chyba w całości przeniesiona do III Rzeczypospolitej – o czym się przekonałem w roku 2012, kiedy to okazało się, że organizacyjni i ideowi spadkobiercy SB, czyli abewiaki, urządziły mi kolejną sprawę operacyjnego rozpracowania. Ta banda „powzięła wiadomość” o straszliwym spisku przeciwko Żydom w rocznicę powstania w warszawskim getcie. Prof. Jerzy Robert Nowak, Waldemar Łysiak i ja planowaliśmy mianowicie jakiś straszliwy zamach, udaremniony dzięki energicznej akcji ABW. Prawdziwe w tym wszystkim były oczywiście tylko pieniądze, którymi złodzieje - abewiaki się podzieliły – ale utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to kupa gówna. Czyż może być cokolwiek dobrego ze Służby Bezpieczeństwa – a to przecież synowie i późne wnuki młodych ubowniczków, co to z „pederastkami” w rękach „bronili socjalizmu” i „sojuszów”. Kupa gówna – a w dodatku śmierdzącego w dalszym ciągu – o czym się przekonałem, kiedy po prowokacji abewiackiego agenta o ksywie „sapere aude” , zawiadomiłem prokuraturę i policję o fałszerstwie. Minęły już 3 lata, a policja i prokuratura nadal prowadzą mozolne „czynności” - bo już nawet nie zniżam się do zasięgania informacji - co utwierdza mnie w przekonaniu, że „sapere aude” wykonywał zadanie zlecone przez abewiaków, jako ich konfident, którego nie tylko nie wolno im zdekonspirować, ale nawet pozbawić go dochodów z rabunków i kradzieży – bo przecież nie będą mu dawali z własnego, to chyba jasne. Tyle jego, co sobie ukradnie i zrabuje – nad czym czuwa zarówno niezależna prokuratura, jak i przebierający się w „śmieszne średniowieczne łachy” tak zwani „niezawiśli sędziowie”. Żałuję tedy każdej złotówki, jaką rabuje mi pod pretekstem podatków III Rzeczpospolita, na uposażanie tych darmozjadów – bo wiadomo, że – wbrew lizusowskim deklaracjom pana ministra Błaszczaka, który przed ubowcami składa się jak scyzoryk – to jest kupa gówna, która nie byłaby w stanie zapewnić bezpieczeństwa nawet sobie, a cóż dopiero – naszemu nieszczęśliwemu krajowi.

Wracając tedy do selekcji kadrowej, to Jacek Kuroń za pośrednictwem pułkownika Jana Lesiaka, przekazał ówczesnemu hegemonowi na tubylczej scenie politycznej, czyli RAZWIEDUPR-owi ofertę, że w zamian za wymiksowanie „ekstremy” z podziemnych struktur, „lewica laicka” a więc dawni stalinowcy, co to na skutek rasistowskich motywacji obrócili się przeciwko partii, a nawet przekształcili się w jeden z nurtów „opozycji demokratycznej”, udzieli RAZWIEDUPR-owi gwarancji zachowania pozycji społecznej komunistycznej nomenklaturze i gwarancji zachowania tego, co sobie akurat kradnie. I selekcja kadrowa też udała się w stu procentach; o ile pierwsza „Solidarność” była budowana od dołu do góry, to druga, ta reaktywowana – od góry do dołu. Wszystko było pod kontrolą, łącznie z „Bolkiem”, co to w nagłej potrzebie wygrywał w totolotka. To właśnie było najtwardszym jądrem porozumienia „okrągłego stołu”, którego najistotniejsze szczegóły zostały uzgodnione w Magdalence, z udziałem Lecha Kaczyńskiego, lansowanego dzisiaj na smoleńskiego świątka III Rzeczypospolitej.

No i teraz, w 26 lat po tym wszystkim, pan prezes Jarosław Kaczyński, objawił swoim wyznawcom, że wszystko się skawaliło dlatego, że „etos Solidarności uległ doktrynie postkomunizmu i neoliberalizmu”. Skoro taka – jak powiadają gitowcy – poważna zastawka nas spotkała, to wypada nam rozebrać ją z uwagę, co najmniej z taką samą, z jaką Wojski rozbierał przypowieść królowej Dydony. Otóż jeśli traktować poważnie fantasmagorie podawane do wierzenia przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego w hagiografii jego autorstwa, to ani przy okrągłym stole, ani tym bardziej w Magdalence, nic nie mogło zostać uzgodnione albo bez udziału „brata”, albo bez udziału obecnego pana prezesa, w stosunku do którego „brat” zawsze poczuwał się raczej do umiejętności wykonawczych, czemu dał wyraz w spontanicznym meldunku w roku 2005. Zatem pan prezes Kaczyński nie mógł nie mieć wpływu na program gospodarczy „Solidarności” z roku 1989, którego dwa filary („bo Berman oraz Minc Hilary, ludowej władzy dwa filary...”) sprowadzały się do „indeksacji płac i dochodów” to znaczy – pilnowania, by wszyscy dostawali „według żołądków” oraz do ugruntowania pozycji samorządów w zakładach pracy – oczywiście państwowych, no bo jakże by inaczej? Przypuszczenie, że pan prezes Jarosław Kaczyński, a już zwłaszcza jego brat Lech, nie miał żadnego wpływu na treść tego programu, byłoby niegrzeczne. No dobrze – ale co to właściwie znaczy? Ano to, że pan prezes Jarosław Kaczyński nie miał nic przeciwko temu, by uwłaszczona, czy uwłaszczająca się nomenklatura, nie tylko stała się główny organizatorem życia gospodarczego, ale żeby system prawny został podporządkowany interesom tej szajki. Przypuszczenie, że mogło być inaczej, to znaczy, że ani Lech Kaczyński, ani tym bardziej pan prezes Jarosław Kaczyński nie miał wtedy nic do gadania, bo podzielał propagandową tezę, ze wobec „panu Balcerowicza nie ma alternatywy”, stałoby w jaskrawej sprzeczności z opublikowaną właśnie hagiografią, więc jakże jej zaprzeczać? Ale w tej sytuacji musimy przyjąć, że promotorami – cóż z tego, że nieświadomymi rzeczy? - ideologii „doktryny postkomunizmu”, byli bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy. Co gorsza – pan prezes Jarosław Kaczyński nadal jest promotorem „ideologii postkomunizmu”, nawet jeśli czyni to – w co chętnie wierzę - „bez swojej wiedzy i zgody”. Autoryzowany przezeń program rozdawnictwa publicznych pieniędzy za cenę zadłużania przyszłych pokoleń Polaków, jest obliczony – jeśli podjąć próbę jakiejś racjonalizacji tego idiotyzmu – na zaskarbienie sobie nostalgicznych wspomnień na wzór nostalgii za Edwardem Gierkiem, a więc na budowanie sobie pomnika trwalszego od spiżu. Przyszłe pokolenia Polaków będą z tego powodu jęczały w babilońskiej niewoli lichwiarskiej międzynarodówki – ale pan prezes schroni się już przed wszelką krytyką w grobie. To oczywiście jest przypuszczenie uprzejme, bo uznanie, że forsowany przez pretorianów pana prezesa Kaczyńskiego: panią Szydło i pana Morawieckiego program rozdawnictwa, nie jest obliczony na żaden efekt, byłoby już bardzo niegrzeczne.

O ile zatem ideologia „postkomunizmu” jest realizowana przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, to jak potraktować spostrzeżenie, że drugą przyczyną paroksyzmów, jakie spotykają naszą biedną Ojczyznę, jest uległość „etosu „Solidarności” wobec „doktryny neoliberalizmu”. Już mniejsza o ten przedrostek „neo”, który ma zapewne świadczyć o biegłości pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego we współczesnych doktrynach – ale nie powinniśmy tego brać na serio, bo bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest intencja zaimponowania maluczkim – jaką to mianowicie tęgą głowę ma pan prezes. To oczywiście prawda, jakże by inaczej; skoro pan prezes osiągnął taką pozycję w naszej biednej Ojczyźnie, to głowę musi mieć nie od parady – ale co z tym całym liberalizmem? Otóż warto zwrócić uwagę, że w porównaniu do stanu prawnego, jaki pojawił się w następstwie wejścia w życie ustawy o działalności gospodarczej autorstwa Mieczysława Wilczka z 12 stycznia 1989 roku, każdy późniejszy rok stanowił pogorszenie, jeśli chodzi o zakres wolności gospodarczej. O ile ustawa w brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku przewidywała koncesjonowanie tylko w 11 przypadkach, to już minister Glapiński przełamał tę barierę, wprowadzając koncesjonowanie obrotu paliwami płynnymi, no a potem już poszłooo! Ustawa ta w ciągu pierwszych 10 lat była nowelizowana ponad 60 razy, a więc wielokrotnie w ciągu każdego roku, a każda taka nowelizacja polegała na dopisywaniu coraz to nowych przypadków reglamentacji. W rezultacie, po 10 latach od wejścia w życie ustawy Wilczka, różne formy reglamentacji: koncesje, licencje, zezwolenia i pozwolenia, zostały przywrócone w 202 OBSZARACH działalności gospodarczej. W tej sytuacji opowieści pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, jakoby „etos Solidarności uległ ideologii neoliberalizmu”, możemy śmiało włożyć między bajki, podobnie jak inne hagiograficzne opowieści, czy to o Lechu Kaczyńskim, czy to o samym panu prezesie Jarosławie Kaczyńskim, który najwyraźniej nie znalazł wśród współczesnych godnego siebie lizusa i w rezultacie sam sporządził własny panegiryk.
16 wrzesień 2016

Stanisław Michalkiewicz 

  

Komentarze

  

Archiwum

Ideał Zachodu - panowanie nad światem niewolników
luty 9, 2006
Zbigniew Jankowski
Lekarze biorą sprawy we własne opiekuńcze ręce
grudzień 27, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
Niemiecki dziennik o Centrum przeciwko Wypędzeniom
sierpień 16, 2002
PAP
"Wojna w Iraku zagraża losom ludzkości"
marzec 22, 2003
PAP
Drodzy byli internowani piszcie jak było a nie jak byście chcieli.
maj 1, 2006
tadeusz
Prawdziwa gra prezydenta
grudzień 13, 2002
Artur Łoboda
Monitoring materiałów wyborczych w TVP
listopad 5, 2006
PAP
Szósta rocznica ataków rządu amerykańskiego na budynki World Trade Center 1, 2 i 7. Nowy Jork 11 września 2001
wrzesień 11, 2007
Dorota Szczepańska
Zespół do Spraw Reintegracji
listopad 27, 2002
PAP
Będzie dobrze!
czerwiec 2, 2003
"JM"
Konstytucja USA traci znaczenie?
wrzesień 20, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Poklepywanie złodzieji - "Zysk dla obu stron"
luty 25, 2004
www.krakow.pl
Pomóżcie znale?ć pieniądze
czerwiec 13, 2008
PAP
Chyba, że zdarzy się cud (refleksja powyborcza)
padziernik 11, 2005
Wiesław Sokołowski
Polityka Oburzenia w „Wojnie Przeciwko Terrorowi”
czerwiec 15, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Oszukują przy wyborach w następujący sposób:
padziernik 14, 2007
Grażyna
Obejrzyj film "Terror Storm" w sieci
grudzień 26, 2006
Kormak za Prison Planet
Poprawność polityczna wedle posłanki PiS - Szczypińskiej
styczeń 7, 2009
Artur Łoboda
Równi... do czasu
czerwiec 9, 2008
Dialog on truth
sierpień 3, 2006
przysłał Iwo Cyprian Pogonowski
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media