Pół roku czekałem, by Rząd Beaty Szydło dowiódł uczciwych intencji wobec Polaków.
Gdy Piotr Gliński wykazał swoją ukrywaną nienawiść do polskiej kultury i zakulisowe wspieranie tych wszystkich, którzy plują na Polskę, wspieranie KODu, lewaków i sorosowaską agenturę w Polsce, otrzymałem jasny przekaz prawdziwych intencji PiS.
PiS bowiem "bohatersko walczy z problemami, które sam tworzy". A inne po dziesięć razy zmienia, by czymś zająć własnych wyborców.
Media doniosły, że na na ostatnim w tym roku posiedzeniu Sejmu przegłosowano ustawę "znoszącą wymóg zezwolenia na wycinkę drzew - na własnej posesji".
Brzmi to logicznie i sugeruje, że PiS walczy z absurdami, które sam wcześniej tworzył.
Jednak między informacją medialną a prawdą jest jeszcze spora różnica.
Otóż PiS przegłosował w Sejmie zezwolenie na wycinkę drzew o OBWODZIE 50 centymetrów. A to oznacza, że wolno wyciąć drzewo średnicy MAKSYMALNIE 16 centymetrów czyli tyle - ile mają najgrubsze choinki sprzedawana przed świętami.
Ponieważ informacja o tym Prawie jest pokrętna to należy się spodziewać, że nieświadomi Polacy wytną większe drzewo i zostaną za to ukarani bardzo wysoką grzywną.
Chciałbym jednak przypomnieć, że wycinka drzew to dłuższy wątek działań pozorowanych PiS.
Jeszcze w sierpniu pisowskie Ministerstwo Środowiska wydało Rozporządzenie w sprawie opłat za usunięcie drzew i krzewów.
Zadam zatem retoryczne pytanie: jakie prawa ma Sejm, bądź Ministerstwo środowiska, by rządzić się prywatną własnością obywateli, a więc drzewami rosnącymi na ich własnych działkach?
Odpowiedzią byłoby stwierdzenie, że żyjemy w kraju tyranii urzędniczej, której PiS nie zmienia, a jedynie pozoruje jakieś działania.
|