ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Młodości! ty nad poziomy wylatuj 
8 marzec 2020      Artur Łoboda
Prokurator Generalny uważa, że jest ponad Prawem 
16 wrzesień 2019     
Immunitet jurysdykcyjny 
15 grudzień 2017     
Wesołe podsumowanie wizyty Putina w Polsce 
2 wrzesień 2009      tłumacz
Pomnik stulecia Bitwy warszawskiej 
1 marzec 2020     
Breakout - Modlitwa 
3 lipiec 2014      Artur Łoboda
Nie bylo holokaustu ? 
25 styczeń 2011      Goska
Sto kilkadziesiąt pytań do p. prezydenta A. Dudy i p. premier B. Szydło oraz do władz PiS-u (II)  
15 padziernik 2016      Jerzy Robert Nowak
PRZECIW TYRANII – część druga – wiersze z lat młodości – WIESŁAW SOKOŁOWSKI 
9 marzec 2014      www.trwanie.com
Dezinformacja 
17 marzec 2010      Goska
Powiem Ci tylko to Kazimierzu, odszedłeś niespełniony... 
7 grudzień 2014      Zygmunt Jan Prusiński
Najlepszą formą obrony przed Sanepid jest atak 
17 kwiecień 2020     
Podpisy 
25 kwiecień 2010      Goska
Czym jest pieniądz - prolog 
5 grudzień 2012      Artur Łoboda
Jak strącono samolot pod Smoleńskiem 
15 wrzesień 2010      Artur Łoboda
Komunikat Ministerstwa Prawdy nr 479: Buczenie w obronie Demokracji!  
8 sierpień 2015      Słoneczny Grób
Krzyżu Chrystusa  
14 kwiecień 2017     
Wanda czeka na wiersz 
28 kwiecień 2020      Zygmunt Jan Prusiński
Fatalna kondycja rynków wschodzących zwiastunem polskich problemów. Część 2. 
31 maj 2016      www.independenttrader.pl
Państwo Islamskie założyli zachodni agenci? 
28 sierpień 2014      www.polskawalczaca.com

 
 

Kłamstwa ppłk. Lecha Kowalskiego

Moja trzyletnia wojna sądowa z autorem paszkwili

Toczyły się wojny 30-letnia, a nawet 100-letnia. Mnie wypadło toczyć boje w wojnie znacznie krótszej, bo zaledwie trzyletniej, ale równie wyczerpującej.

Ppłk Lech Kowalski, autor książki „Jaruzelski. Generał ze skazą” (RYTM, Warszawa 2012), zamieścił w swoim dziele m.in. informację, że na zebraniu organizacji partyjnej w Sztabie Generalnym w lipcu 1967 r. poddano krytyce moją wypowiedź, że do wybuchu wojny izraelsko-arabskiej w czerwcu 1967 r. doprowadziły prowokacje państw arabskich. Wspomniał też o tym, że za niewłaściwą (zdaniem organizacji) ocenę przyczyn wspomnianego konfliktu ukarano mnie partyjną naganą. Do relacji z tego zebrania dodał jednak od siebie fałszywą informację, że jestem oficerem pochodzenia żydowskiego, co było ewidentnym naruszeniem moich dóbr osobistych, gdyż jestem Polakiem.

Nie chciałem wdawać się w długotrwały proces. Ograniczyłem się do wzmianki w moim artykule opublikowanym w „Głosie Weterana i Rezerwisty” (grudzień 2002) wkrótce po ukazaniu się pierwszego wydania wspomnianej książki.

Lech Kowalski nie zareagował i fałszywą informację powtórzył w drugim wydaniu (Zysk i S-ka, Poznań 2012). Tym razem wysłałem do autora list z żądaniem usunięcia fałszywej informacji i przeproszenia mnie za naruszenie moich dóbr osobistych.

Odpowiedź mnie zaskoczyła. Autor dzieła stwierdził, że żądanie jest bezzasadne, i próbował mnie od wytoczenia mu procesu odstraszyć: „Jednocześnie nadmieniam, że będę również żądał od Pana upoważnienia do przeprowadzenia kwerend archiwalnych we wszystkich dostępnych instytucjach cywilnych i religijnych związanych z pana osobą (…), będę musiał babrać się w pana osobistym życiu i pańskiej rodziny sięgając do pokoleń” (pisownia oryginalna). Nie pozostało mi nic innego, jak przekazać sprawę do sądu.

W sądzie okręgowym

Miałem nadzieję, że proces się zakończy już na pierwszym posiedzeniu sądu, bo do pozwu załączyłem archiwalne urzędowe dokumenty świadczące o tym, że jestem Polakiem. Niestety, przeciągnął się, bo mój przeciwnik za zgodą sądu przeprowadzał zapowiedziane kwerendy. Spędził wiele czasu w różnych archiwach, ale dowodów mojego rzekomo żydowskiego pochodzenia nie znalazł, bo takowe nie istnieją.

Nie mogąc się powołać na autentyczne dowody, Lech Kowalski zaatakował mnie jak desperat, operując argumentami, które – z pewnością wbrew intencjom – ujawniły, że jego kwalifikacje jako historyka pozostawiają wiele do życzenia. Świadczą o tym jego pisma procesowe. Przeglądając moje akta personalne, ujrzał wpis, że moimi rodzicami byli Antoni i Tekla. W mgnieniu oka ustalił, że moja matka była Żydówką, a ja jestem Żydem, o czym poinformował mnie w odpowiedzi na pozew: „W społeczności żydowskiej pochodzenie narodowościowe przejmuje się po matce a nie po ojcu. Odsyłam do bogatych zasobów biblioteki (80 tys. woluminów) Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie. Imię matki powoda o brzmieniu Tekla uważam za trop w pożądanym kierunku celem wyjaśnienia pochodzenia narodowościowego powoda. Stąd wnoszę o przedłożenie metryki urodzenia matki powoda wraz z imionami rodziców matki i nazwiskiem rodowym babki powoda”.

Wbrew zaleceniom Kowalskiego uznałem, że wizyta w bibliotece ŻIH jest pozbawiona sensu, bo Tekla jest świętą Kościołów katolickiego i prawosławnego równą apostołom.

Aby przekonać przeciwnika, że jestem Polakiem, mimo że moja matka miała na imię Tekla, przedstawiłem w sądzie świadectwa mojego urodzenia i chrztu w obrządku katolickim, a także świadectwo gimnazjalne z 1939 r. Dla Lecha Kowalskiego nie miało to żadnego znaczenia. Oto jak w odpowiedzi na pozew potraktował te dwa dokumenty: „Odniosę się teraz do dwóch kolejnych dokumentów. Pragnę wyjaśnić, iż w okresie okupacji tysiące jak nie setki tysięcy obywateli narodowości żydowskiej dla ratowania się przed wysłaniem do obozów koncentracyjnych nabywało te dwa dokumenty mające poświadczać o narodowości polskiej i wyznaniu rzymskokatolickim”.

Stwierdził, że są to fałszywki, mimo że doskonale wiedział, że w czasie okupacji Polski przebywałem początkowo na Syberii, a potem byłem żołnierzem 1. Armii WP. Jest o tym nawet wzmianka w książce „Jaruzelski. Generał ze skazą” – w tej samej, w której zamieścił fałszywą informację o moim pochodzeniu.



Niedorzeczne są również inne argumenty, którymi Kowalski, odpowiadając na wezwanie do usunięcia fałszywej informacji, uzasadnił uznanie mnie za Żyda: „Analizując przebieg zebrania partyjnego, na którym Pana linczowano, oraz wskazania płk. Adama H., który nie miał wątpliwości, że jest Pan oficerem narodowości żydowskiej (…) miałem prawo do zakwalifikowania Pana jako oficera narodowości żydowskiej”.

„Pragnę Pana zapewnić, że nie sprzeniewierzyłem się zasadom warsztatowym obowiązującym historyka, analizę przeprowadziłem zgodnie z obowiązującymi zasadami metodologii postępowania w takim przypadku”.

Lech Kowalski nie zna zasad, o których pisze, albo usiłuje ze mnie zakpić. Czy analiza przebiegu zebrania może zastąpić lub unieważnić urzędowe dokumenty dotyczące narodowości danego człowieka?

Nie mogą być dowodem również mityczne „wskazania” płk. Adama H., których Kowalski sądowi nie przedstawił. Adama H., oficera pochodzenia żydowskiego, represjonowanego w 1967 r., poznałem na spotkaniu kombatantów, będąc już emerytem. Nie bawiłem się z nim w dzieciństwie w piaskownicy. Nie miał żadnych podstaw, aby powiedzieć Kowalskiemu, że jestem Żydem. Już dawno zmarł. Owe „wskazania” to po prostu informacja z Agencji JPP (Jedna Pani Powiedziała), z której usług Kowalski, opracowując książkę „Jaruzelski. Generał ze skazą”, bardzo często korzystał.



Mój przeciwnik był tak pewny swoich racji i skuteczności ataków na mnie, że tuż przed zamknięciem rozprawy w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga zamieścił w piśmie procesowym apel: „Apeluję więc do Powoda i Pani Pełnomocnik o pójście po rozum do głowy i wycofanie tej sprawy z wokandy sądowej”. Sprawy nie wycofaliśmy.

Sąd okręgowy wyrokiem z dnia 21 października 2015 r. orzekł zakaz sprzedaży książki „Jaruzelski. Generał ze skazą” do czasu usunięcia z niej fałszywej informacji o moim pochodzeniu i zobowiązał Lecha Kowalskiego, aby tę informację z książki usunął. Zobowiązał go również do przekazania mi przeprosin listem poleconym.

Nie mogłem zaakceptować takiej formy przeprosin i wniosłem apelację do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

W sądzie apelacyjnym

Ponadroczny okres oczekiwania na rozprawę w sądzie apelacyjnym Kowalski wykorzystał do dalszych bezpardonowych ataków na mnie. Aby udowodnić, że zarzut naruszenia moich dóbr osobistych jest bezzasadny, w odpowiedzi na apelację powołał się nawet na kremlowskie kuranty. „Świat powoda pełen matrioszek i kremlowskich kurantów zawalił się wraz z Polską Ludową i powód to strasznie przeżywa. W tej nowej Polsce nigdy się nie odnalazł, stąd atakuje wszystkich, którzy nie podzielają minionego światopoglądu”.

O kremlowskich kurantach nigdy nie myśleliśmy – ani ja, ani moi krewni. W naszej pamięci tkwi coś zupełnie innego.

Mój ojciec Antoni Bielejewski bił się z bolszewikami w 1920 r. Był ranny w bitwie pod Radzyminem. Jako osadnika wojskowego na Kresach Wschodnich II RP i wroga ZSRR w 1940 r. deportowano go wraz z rodziną na Syberię.

Starszy brat ojca Stanisław, oficer WP, walczył z bolszewikami w obronie Warszawy. W 1944 r. jako żołnierz AK na Wileńszczyźnie został aresztowany przez NKWD. Ślad po nim zaginął. Jego akta personalne są w Centralnym Archiwum Wojskowym.

NKWD „zainteresowało się” także młodszym bratem ojca Józefem. Data i miejsce jego śmierci są nieznane.

Los oszczędził mojego ojca. Nie został zakatowany tak jak jego bracia przez NKWD. Przeżył syberyjską gehennę, a po niej jako żołnierz 1. Armii WP walczył z niemieckim najeźdźcą na Polskę na froncie wschodnim. W maju 1945 r. ojciec, weteran wojny z bolszewikami, wraz ze mną i moim bratem Edwardem uczestniczył w szturmie na Berlin.



We wszystkich pismach procesowych Lech Kowalski twierdził, że zarzut naruszenia moich dób osobistych jest tylko zasłoną dymną: „Narodowość jest (…) jedynie pretekstem, powodowi chodzi o zdyskredytowanie pozwanego, autora piszącego książki”. Odpowiadając na apelację, Lech Kowalski zarzucił mi, że domagam się ogłoszenia przeprosin w prasie po to, aby go „dopaść i zniszczyć (…) skompromitować w oczach czytelników jako autora nierzetelnego”.

Nie chciałem i nie chcę go „zniszczyć”. Żądałem jedynie usunięcia skutków naruszenia moich dóbr osobistych, które Kowalski ma w nosie. Sprzeciwiał się ogłoszeniu przeprosin w prasie, bo nie chce, by czytelnicy dowiedzieli się, że jest autorem niewiarygodnym. Pragnie uchodzić za wybitnego historyka i biografa, aby nadal mógł bezkarnie deptać godność i naruszać dobra osobiste ludzi, o których pisze, bo to mu sprawia niewysłowioną wręcz radość. Świadczą o tym nawet jego pisma procesowe.



Niezwykle mocne uderzenie w wojnie ze mną ppłk Lech Kowalski wykonał na rozprawie w sądzie apelacyjnym 10 marca 2017 r. W ostatniej chwili – 20 minut przed ogłoszeniem wyroku – przedstawił sądowi nowe dowody. Były to kserokopie dwóch artykułów opublikowanych w tygodniku „Do Rzeczy”, tekstu Sławomira Cenckiewicza „Generał bez skazy?” (nr 30/181 z 25 lipca 2016 r.) i wywiadu z Lechem Kowalskim przeprowadzonego przez Wojciecha Wybranowskiego (nr 31/182 z 1 sierpnia 2016 r.). Cenckiewicz pisze o dożywotnim wpływie gen. Jaruzelskiego na sytuację w kraju, a Wybranowski o szykanach, które dotknęły Kowalskiego po ukazaniu się jego książki.

We wniosku o włączenie tych publikacji do akt sprawy jako dowodów Kowalski, powołując się na ich treść, napisał: „W świetle powyższego złożona przez Powoda apelacja jest tym bardziej bezzasadna i nie zasługuje na uwzględnienie”.

Za sformułowaniem „W świetle powyższego” kryła się jednak absolutna pustka. W świetle czego sąd miałby moją apelację odrzucić? To nie gen. Jaruzelski polecił Kowalskiemu zamieścić w książce informację, że jestem oficerem pochodzenia żydowskiego. Mój frontowy kolega Wojciech Jaruzelski dobrze mnie znał i wiedział, że jestem Polakiem. Zamieszczenie fałszywej informacji o moim pochodzeniu to suwerenna decyzja Kowalskiego. Nie miały z tym nic wspólnego ani kremlowskie kuranty, ani gen. Jaruzelski.

Nie ma żadnego związku z przedmiotem procesu także opowieść Kowalskiego o szykanowaniu go z powodu wydania przez niego biografii gen. Jaruzelskiego. Fałszywą informację o mnie zamieścił przed szykanami, które go podobno dotknęły.

Nowe „dowody” sąd apelacyjny odrzucił i moją apelację uwzględnił. Wyrokiem z dnia 10 marca 2017 r. zmienił formę przeprosin określoną przez sąd okręgowy. Ppłk Lech Kowalski ma przekazać mi przeprosiny nie listem poleconym, lecz zamieszczając stosowne ogłoszenie na łamach „Gazety Wyborczej”.

Prawomocny pozostaje wyrok sądu okręgowego z dnia 21 października 2015 r. zobowiązujący Kowalskiego do usunięcia z książki „Jaruzelski. Generał ze skazą” fałszywej informacji, że jestem oficerem pochodzenia żydowskiego, i orzekający zakaz sprzedaży tej książki do czasu usunięcia z niej wspomnianej informacji.



Tak się zakończyła moja trzyletnia wojna z tow. ppłk. Lechem Kowalskim. Była zbyt długa, bo autor książki „Jaruzelski. Generał ze skazą”, mimo że pisał o ludziach, nie znał pojęcia dobra osobiste człowieka i nie wiedział, że pozostają one pod ochroną prawną. Jakże trafnie ocenił to dzieło prof. dr hab. Wojciech Wrzesiński, były prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego, w recenzji dla wydawnictwa RYTM: „Praca jest tylko pozornie o charakterze naukowym. (…) W rzeczywistości książka w obecnej formie stała się publicystycznym paszkwilem (…), niektóre sformułowania i oceny pojedynczych osób, nie tylko Wojciecha Jaruzelskiego, doprowadzą zapewne do procesów sądowych”. I tak się stało.

Mam nadzieję, że porażka w procesie sądowym skłoni Lecha Kowalskiego do wyciągnięcia właściwych wniosków i jego kolejne publikacje zyskają oceny znacznie lepsze aniżeli dzieło jego życia – książka „Jaruzelski. Generał ze skazą”.

Autor jest płk. dypl. w st. spocz., sybirakiem, uczestnikiem szturmu na Berlin, kawalerem Orderu Wojennego Virtuti Militari
8 luty 2020

Czesław Bielejewski  

  

Komentarze

 

Zadam pytanie, po co ten wpis?
Czy, aby wyjść naprzeciw "towarzyszce panience?"
I się uwiarygodnić?
W sumie to są rozgrywki ludzi, którzy są po drugiej stronie lustra.

2020-02-11
Magellan

 

Ten wpis ja zamieściłem.


Tak się składa, że kilka lat temu zarejestrowałem spotkanie z Lechem Kowalskim.
Ale później zaczęły do mnie docierać o nim różne informacje łącznie z tym, że w LWP był politrukiem.
Wiele z wątków jego wypowiedzi to propaganda.
A ten tekst został dołączony przez kogoś do mojego filmu.

Napisałem kiedyś, że zawsze staram się mówić prawdę - jaką znam.

Nie ulega wątpliwości, że w 1967 roku to Egipt szykował się do rozprawy z Izraelem. Razem z Syrią został dozbrojony przez Rosjan i czuł się pewnie.
Izrael był wtedy jeszcze słaby, bo dopiero później został wzmocniony o oficerów z LWP.

Autor tekstu chce tylko tego, by Kowalski nie nazywał go żydem.
I ma do tego pełne prawo - niezależnie od własnej przeszłości w LWP.

2020-02-11
Artur Łoboda

  

Archiwum

Wizyta w Kanadzie
styczeń 1, 2005
Lewed
Bieg im. Bogdana Włosika
padziernik 8, 2005
Gdzie są te standarty? - pyta Ryszart Kaliż
marzec 17, 2009
Mirosław Naleziński, Gdynia
Nicea to pomyłka
luty 4, 2004
PAP
Odwracanie uwagi od bieżących problemów
listopad 4, 2005
PAP
Westchnąć tylko, och!
maj 1, 2007
Marek Olżyński
Aby Kwaśniewską stać było na charytatywność, przy współudziale jej męża umierają ludzie
listopad 30, 2003
http://www.se.pl
Pozycja nauczyciela w społeczeństwie
wrzesień 13, 2003
ABCnet
Światowy Dzień Chorego - uchwały Primum Non Nocere
luty 11, 2006
Adam Sandauer
Chiny wykorzystują echa zimnej wojny
marzec 24, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
"Nie pokój wam przynoszę ale miecz". Egzemlipikacja 1
marzec 5, 2004
Ala
Prokreatorzy i ich prokreatory
wrzesień 4, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
A która wojna była straszliwsza?
wrzesień 1, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
Największa mądrość.......... nie tylko Kościoła.
lipiec 6, 2008
Artur Łoboda
"¬le księgowała"
lipiec 6, 2002
PAP
"Szkoły myślenia" wedle tych, którzy zniszczyli Polskę
czerwiec 16, 2004
(PAP)
Uczciwy demokrata doszedł do tych samych wniosków co ks.Jankowski
maj 13, 2005
czytelnik
(NFI) Jupiter świeci brudnym światłem
lipiec 30, 2002
PAP
Przeminął czas
styczeń 12, 2004
przesłała Elżbieta
Twardziele - SOBCZAK i SZPAK
listopad 26, 2002
SOBCZAK i SZPAK http://www.angora.pl/
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media