ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz (przez rok pracowała jako nauczyciel w Domu Polskim w Iwieńcu): List do Prezydenta RP w sprawie Białorusi 
4 marzec 2010      wstawił MG
Filipiki 
24 wrzesień 2009      Marek Jastrząb
Nigdy nie wiadomo - kiedy głupi żartuje 
5 maj 2016      Artur Łoboda
... 
27 grudzień 2017      ...
PiS likwiduje PiS 
26 maj 2020      Artur Łoboda
Europejski poker finansowy 
22 sierpień 2011      Marek Pielach
Sumliński o uzbrojonych żołnierzach Mossadu na Okęciu! 
12 maj 2019     
Powiem ci tylko to Kazimierzu, odszedłeś niespełniony... 
29 listopad 2020      Zygmunt Jan Prusiński
Mroczne oświecenie 
21 luty 2021     
To musicie zobaczyć 
18 grudzień 2025     
Zakrzyczeć prawdę  
25 lipiec 2011      Artur Łoboda
Niemcy nigdy tak naprawdę nie zmierzyły się z własną historią. Prościej było ją odrzucić 
28 wrzesień 2017      Konrad Kołodziejski
Wirusologia ujawniona: Nowe dowody wskazują, że wirusy nie istnieją — teoria CDC dotycząca zarazków upada pod wpływem krytyki 
23 sierpień 2025     
Czego powinna nauczyć sprawa zabójstwa Igora Stachowiaka 
24 maj 2017     
Czy mafia Majchrowskiego jest mocno osadzona w Ministerstwie Sprawiedliwości? 
4 listopad 2025     
Naomi Wolf: Pfizer W PEŁNI ŚWIADOMA NIEBEZPIECZEŃSTWA swojej szczepionki mRNA COVID 
25 kwiecień 2022      Ramon Tomey
Coś dla zdrowia 
6 marzec 2020      Artur Łoboda
Trzej levi tenorzy uśmiechnięci jak podpaski 
28 sierpień 2019      Alina
Podobno najlepiej jest przeciwdziałać zakażeniom? 
2 marzec 2020      Artur Łoboda
Jack Bernstein: Życie amerykańskiego Żyda w rasistowskim, marksistowskim Izraelu  
7 luty 2015      Jack Bernstein

 
 

Donald Trump. Znienawidzili go za dwa słowa: America First

Najwięksi sponsorzy kampanii wyborczej Hillary Clinton to Żydzi. To nie cytat z Protokołów Mędrców Syjonu, to donos izraelskiej „Haaretz”. A dla niej pisanie o żydowskiej potędze to nie antysemityzm, ale dozwolone, a nawet pożądane działanie.

Na czele listy są George Soros, Jay Pritzker, Donald Sussman, Daniel Abraham i Haim Saban. „Piątkę” wymienił też „Washington Post” (a za nią Żydowska Agencja Telegraficzna), dodając, że chodzi o izraelsko-amerykańskich właścicieli funduszy hedgingowych i potentata przemysłu hazardowego, którzy wcześniej zasilali Fundację Clintonów, czyli pralnię pieniędzy trafiających na konta prywatne Billa i Hillary. Czy coś znaczyło, że cała „piątka” to Żydzi i wielcy zwolennicy Izraela? Czy nie żądali w zamian specjalnego traktowania? Jeden z nich, Haim Saban rzekł kiedyś: Jestem facetem jednego tematu, a tym tematem jest Izrael. Gigantyczne pieniądze fundacja otrzymała z Wall Street. Swe sakiewki otworzyło dla niej wiele hollywoodzkich gwiazd. Czy im też coś obiecała? A może to wszystko antysemickie plotki? Według „Wall Street Journal” gospodarzem fundraisingowej gali (bilet wstępu 100 tys. od łebka) była Lynn Forester de Rothschild. Osiem milionów dał Soros. Grosza nie poskąpił Steven Spielberg i jego biznesowy partner z Dream Works Jeffrey Katzenberg – każdy dał po milionie. Według „Washington Post” za 12 wystąpień przed bankierami z Wall Street Clintonowa zainkasowała 3 mln dolarów (600 tys. tylko za prelekcję dla Goldman Sachs). Nie poprzecie mnie, bo ja nie chcę waszych pieniędzy – Trump przekomarzał się z aktywistami Republican Jewish Coalition, przesłuchującymi kandydatów do Białego Domu. Każdy z nich miał swego żydowskiego przyjaciela i sponsora, dla których – jak to zgrabnie ujął Nathan Gutman z wydawanego w Nowym Jorku w angielskim i jidysz „Forward” – „rozstawili żydowski kram”. Tylko Trump, mimo że w prawyborach wysuwał się na czoło, nie miał nikogo. Brylowali Jeb Bush, Marco Rubio, Ted Cruz i Lindsey Graham. Ten ostatni obiecywał: będziecie mieli pierwszy w historii w pełni żydowski rząd. Wszyscy ze wstrętem wymawiali słowo „Trump”. Ani grosza nie dali menedżerzy funduszów hedgingowych Paul Singer i Bruce Kovner, poparcia odmówił diler samochodowy z Florydy Norman Braman i Larry Ellison z Doliny Silikonowej. Czy brak poparcia żydowskich „dobroczyńców” coś znaczył? Tylko teoretycznie, bo Trump napisał tu nowe reguły gry – w przeciwieństwie do innych kandydatów, o względy i pieniądze żydowskiej elity nie zabiegał. Miał coś, czego nie mieli faworyci Jewish Coalition – wielki i znany biznes.

Według Żydowskiej Agencji Telegraficznej spośród pretendentów do urzędu prezydenta najbardziej powiązany z Żydami był Trump: urodził się i całe życie spędził na Manhattanie, a biznes prowadzi w nasyconym Żydami sektorze nieruchomości. W pewnym sensie jest bardziej insiderem niż outsiderem tej społeczności – jego córka, zięć i dwóch wnuków to Żydzi, a prawą ręką w biznesie jest Michael Cohen. I wreszcie, jako jedyny spośród kandydatów ma hucpę. Dla porządku przypomnijmy: mężem jego córki jest Jared Kushner, syn znanej nowojorskiej rodziny handlarzy nieruchomościami; córka Ivanka przeszła na judaizm, jest członkiem ortodoksyjnej synagogi Looksteina i przestrzega szabatu (sam Trump jest prezbiterianinem, ale – jak mówi – do kościoła chodzi tylko z okazji Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy). Nawiasem mówiąc, za Żyda córkę wydali też Clintonowie, ta jednak pozostała przy wierze ojców. W lutym 2015 r. podczas gali żydowskiego stowarzyszenia prasowego Algemeiner Trump głosił: Chcę podziękować mojej żydowskiej córce. Mam żydowską córkę (…) tego nie było w planie, ale jestem szczęśliwy, że do tego doszło. Wyraźnie nieświadomy, że nawiązuje do antysemickich stereotypów, raz po raz podkreślał swe pokrewieństwo duszy z żydowskim audytorium. Mówił o łączącym go z Żydami handlowym zmyśle, przymilał się: Chłopaki, jestem handlarzem, tak jak wy. Zapytany, jak podejdzie do rozmów Izraela z Palestyńczykami, wykręcał się: Czy nikt na tej sali nie negocjował kontraktów? Dobry handlarz wie, że przed grą w pokera nie pokazuje się swych kart. Jego wystąpienie przyjęto z rozbawieniem, ale i nieukrywaną pogardą. Gdy odmówił odpowiedzi na pytanie o status Jerozolimy, został wprost wygwizdany. Nie dotarło do niego, że audytorium nie chodziło o filosemityzm, ale o coś zupełnie innego – o bezwarunkowe poparcie Izraela. Na coś innego zwracano też uwagę w Izraelu. Według Tal Shaleva z portalu Walla, większość Izraelczyków o rodzinie Trumpa nawet nie słyszała. Co nie znaczy, że się Trumpem nie zajmowali. Wybory w Ameryce są bowiem obsesją tamtejszych mediów, mówią o nich jakby Izrael był 51. stanem USA. „Haaretz” i „Jediot Achronot” nie tyle jednak pisały o złożonych relacjach rodzinnych Trumpa z narodem wybranym, co o tym, jak zmieni relacje z Izraelem. Nie interesował ich filosemityzm Trumpa i to że wydał córkę za Żyda, ale czy zerwie porozumienie nuklearne z Iranem. „Israel Hayom” przy innej okazji pisał: Ważne, czy administracja Trumpa będzie wpierać Izrael, a kilka incydentów z molestowaniem znanych amerykańskich Żydów nie ma dla Izraela znaczenia.

Wytoczyli przeciwko niemu wszelkie argumenty: że molestuje, że przeklina, że nie płaci podatków, że jest bogaty, że pomaga mu Putin, że chce wymienić wszystkich polityków, bo kłamią. Ale nikt nie powinien mieć wątpliwości – znienawidzili go za dwa słowa: America First. W drugiej minucie swego wystąpienia w Center for National Interest Trump zadeklarował: Głównym i najważniejszym hasłem mej prezydencji będzie Ameryka przede wszystkim. Politykę zagraniczną Obamy, Clintona i Busha, 15 lat wojen na Bliskim Wschodzie uznał za katastrofę, gdzie rozum zastąpiła głupota i klęska jedna po drugiej. Pytał: czy inwazja na Irak, interwencje w Libii i Syrii warte były amerykańskiej krwi i 6 bln dolarów? Za niebezpieczny uznał pomysł eksportowania demokracji do państw, które nie są nią zainteresowane. W pierwszym rzędzie zajmijmy się własnym narodem i własnym krajem. Wychodźmy z tego biznesu. Nie zostawił suchej nitki na elicie dyplomatycznej Wschodniego Wybrzeża z obu partii: Pozbądźmy się ich i Ameryka znowu będzie wielka. A wiedzieć trzeba, że elita ta zaludniona jest głównie synami lub wnukami żydowskich uchodźców z Polski i Europy Wschodniej. Gdy rzucił hasło „America First”, na stronników „Israel First”, tych, którzy przekupili elity obu partii, media i generałów, by wszyscy lub prawie wszyscy działali w interesie Izraela, a nigdy lub prawie nigdy w interesie Ameryki, padł blady strach. Dotarło do nich, że to koniec wojen w interesie kraju, który dla bezpieczeństwa USA nie ma żadnego znaczenia, wojen w interesie arabskich satrapów płacących łapówki na fundusz wyborczy Clinton i na bibliotekę byłego prezydenta. Porzucenia hasła „America First” zażądała od Trumpa Liga Antydefamacyjna, bo przed Pearl Harbor używał go America First Committee, który powołał Charles Lindbergh, sympatyk nazistów, a jego retoryka pełna była antysemickich stereotypów o zagrożeniu, jakie stanowią Żydzi dla USA z uwagi na ich wpływy w przemyśle filmowym, radiu, prasie i rządzie.

Od kilku dekad Ameryką rządzą na przemian dwa nurty – liberałowie i neokonserwatyści. Przy czym „konserwatyzm” neokonserwatystów sprowadza się do skrajnej postawy proizraelskiej oraz zapalczywości w awanturach na Bliskim Wschodzie. Neokonów, bo tak się ich nazywa, nie interesują konserwatywne wartości. Ich interesuje ich Izrael. Dochodzą do tego, typowe dla trockizmu, inklinacje sekciarskie. Bo wiedzieć trzeba, że określający się tym mianem politycy, którzy dokonali wrogiego przejęcia ruchu konserwatywnego, przez prawdziwych konserwatystów zwani są neotrockistami, bo tak jak Trocki dążą do światowej rewolucji pod płaszczykiem szerzenia postępu i demokracji. Prawdziwi konserwatyści niechętni byli amerykańskiemu zaangażowaniu w świecie, krytykowali „republikanów Rockefellera”, czyli finansową elitę o lewicowych poglądach, dla których wolny rynek to lichwa, a wolności obywatelskie to sodomia. Wśród neokonów jest tak dużo Żydów, że nazwa ta odbierana jest jak antysemicka obelga, a neokonserwatywne postulaty – jak cytaty z Protokołów Mędrców Syjonu. Eric Edelman, z-ca sekretarza obrony z czasów Busha jest autorem słów: Nienawidzę terminu neokonserwatysta, bo w wielu kręgach to grzeczne określenie Żyda. Bazę neokonserwatystów, czyli w gruncie rzecz ateistów-syjonistów, poszerzają tzw. chrześcijańscy syjoniści, tj. ewangelicy wierzący w umocowane w Biblii prawo Izraela do całej Palestyny. Należą do nich Świadkowie Jehowy, tj. hybryda judaizmu i chrześcijaństwa, którzy napędzali kampanię wyborczą Teda Cruza. Wszyscy, poza Trumpem, wydawali się wierzyć, że droga do Białego Domu prowadzi przez odkurzenie polityki Busha. Wszyscy na podium wyborczym krzyczeli: podrzeć porozumienie z Iranem, zbombardować Asada, więcej broni dla Kijowa. Tryumf Trumpa to nie tylko kłopot demokratów. To także kłopot neokonserwatystów, bo oznacza dalszą banicję na politycznej Syberii i pogrzebanie szansy wyjścia z politycznego niebytu. W czasach Busha byli u szczytu władzy, okupowali Biały Dom, Pentagon i wpływowe think-tanki, odegrali pierwszoplanową rolę w inwazji na Irak. Na jej temat Trump wyraził się jasno: Była wielkim, wielkim błędem. Nigdy w Iraku nie powinniśmy się znaleźć. Kłamali, że jest tam broń masowego rażenia. Nie było jej i wiedzieli, że jej tam nie ma. Wypowiedź ta neokonom mówiła wszystko.

Podczas kampanii wyborczej podłączyli się pod Jeba Busha, a potem Marco Rubio, upatrując w nich najlepszą szansę na odbudowę wpływów. Do ekipy Rubio weszła ich cała zgraja. Ale Rubio w prawyborach przepadł. Wykopał go renegat Trump, a to nie jest dobre dla Izraela, ani dla Żydów – pisał w „Forward” Nathan Guttman. Zaczęli myśleć o czymś nie do pomyślenia. Elliott Abrams głosił: Nigdy nie zagłosuję na Trumpa. Eliot Cohen, dyplomata Busha (który według Politico mobilizował neokonserwatystów do podpisania manifestu „Never-Trump”) diagnozował: Hillary jest mniejszym złem. Paul Wolfowitz zgryźliwie wypominał: Trump z uznaniem wypowiada się o Saddamie Husajnie, bo zabijał terrorystów i robił to dobrze. Robert Kagan lamentował: Jedyną opcją jest głosowanie na Hillary. Kagan to czołowa postać klanu-rodu waszyngtońskich neokonów. Należy do niego Victoria Nuland, ta sama, która rozrabiała na Majdanie, i ta sama, która stała za obaleniem Kadafiego i zbrojeniem dżihadystów w Syrii. Do obozu „Never Trump” przyłączyło się 116 weteranów administracji Busha. Co ich przestraszyło (poza tym że Trump nazwał ich generałami, którzy przegrali wszystkie wojny)? Zapowiedź, że będzie neutralnym pośrednikiem między Izraelem i Palestyńczykami (tak jak Carter w Camp David), że ułoży się z Putinem (tak jak Nixon z Breżniewem i Mao Tse-tungiem), że nie wyruszy z nową krucjatą na Bliski Wschód i że nie będzie przeszkadzał Putinowi w bombardowaniu Państwa Islamskiego. Swoje w Fox News dorzucił Newt Gingrich: Establishment jest przerażony, bo Trump nie należy do tajnego stowarzyszenia i nie bierze udziału w jego rytuałach.

„Nadchodzą ciężkie czasy” – taka zmora musiał majaczyć się większości amerykańskich Żydów, gdy budzili się 9 listopada z wielkim powyborczym kacem – pisał „Forward”. Mimo różnic z Obamą co do Iranu, Żydzi nigdy nie mieli prezydenta tak bliskiego ich wizji świata i ich jestestwa. Obama nie tylko promował, ale ucieleśniał wizję społeczeństwa wielokulturowego i liberalne idee propagowane przez amerykańskich Żydów. Żydowską kulturę i Yiddishkeit znał i rozumiał lepiej niż jakikolwiek poprzedni lokator Białego Domu. Żartowali, że z reformowanym judaizmem różnią go jedynie dni obchodzonych świąt. Przez większość Żydów postrzegany był jako „mensch”. Za jego prezydentury Żydzi sięgnęli szczytów swej akceptacji i zakorzenienia w amerykańskim mainstreamie, a bycie amerykańskim Żydem stało się hip i cool. Żydowską idyllę przerwał brutalnie wybór Trumpa. Zimny prysznic wzmocniło jego zaplecze wyborcze w postaci aktywistów „alt-right” (alternatywnej prawicy), którzy regularnie potępiali światowe gremia finansowe zdominowane przez Żydów. Co prawda Trump zdystansował się od – jak nazywały ich żydowskie media – heteroseksualnych białych chrześcijańskich mężczyzn, obawiających się, że ich wnuki staną się znienawidzoną mniejszością we własnym kraju, ale zrobił to pod przymusem. W opisie Chemi Shalev z „Haaretz” liderzy i żydowskie kongregacje religijne odebrały zwycięstwo Trumpa jako narodową katastrofę. W synagogach całej Ameryki zapanowała atmosfera żałoby, lały się łzy. Z dnia na dzień z insiderów stali się outsiderami – w większości głosowali na Clintonową, a neokonserwatywna elita zdystansowała się od Trumpa i nie będzie w przyszłej administracji odgrywać żadnej roli. Poglądy wyznawane przez Trumpa są diametralnie sprzeczna z żydowskimi. Do Białego Domu wniesie nacjonalizm, poglądy rasistowskie, teorie spiskowe, myzoginizm, islamofobię i faszyzm – alarmował rabin Jonah Dov Pesner.

Jest wiele sposobów na wywołanie zachwytu żydowskiego audytorium, np. poruszanie takich, drogich Żydom, tematów, jak bezwarunkowe poparcie i zobowiązanie do zwiększenia pomocy dla Izraela, stronniczość w rozmowach z Palestyńczykami, uznanie Jerozolimy za stolicę państwa żydowskiego. Trump wszystkie zignorował. Zamiast tego uciekał się do metafor o Żydach owładniętych obsesją na punkcie pieniądza. Gdy złożył deklarację, że zawsze na pierwszym miejscu stawiał będzie interesy USA i przebąkiwał o neutralnym podejściu do bliskowschodnich konfliktów, już nazajutrz pojawiły się karykatury Trumpa z hitlerowskim wąsikiem. Bo dla Żydów „neutralność”, a nie pełne i bezwarunkowe poparcie dla Izraela, to zakamuflowany antysemityzm. Jeśli Trump znowu zrobi Amerykę wielką, to kosztem Izraela (...) Izrael potrzebuje prezydentów, którzy wychwalają go jak tylko można często i głośno. Mr. Trump nie oferuje nic z tych rzeczy – lamentował Shmuel Rosner w „New York Times”. Dla Chemi Shalev z „Haaretz” wiara, że prezydent, który nastąpi po Obamie będzie lepszy dla Izraela, zanika z każdym dniem, a strategia, że Partia Republikańska jest warownią Netanjahu, wali się jak domek z kart. Trump przyciągnął do siebie niewykształconych wyborców białej klasy robotniczej, wyalienowanych z ekonomicznego i politycznego systemu. Nie wiemy, jakie mają poglądy na Izrael, ale jeśli wyleźli z Dzikiego Zachodu, aby głosować na Trumpa, bo obiecał im pracę, to mogą nie polubić kosztownego pakietu pomocowego dla Izraela – lamentował Jonathan Guttman.

Linie podziałów politycznych w naszym kraju mają ponadnarodowy lub, jak kto woli, etniczny charakter, a relacje z Ameryką to stosunki polsko-żydowskie, a nie polsko-amerykańskie. I to, kto urzęduje w Białym Domu i co mówią o nim Żydzi, ma znaczenie. Na działaczy PiS-u Trump działał jak czerwona płachta na byka. Wzbudzał w nich, na przemian, potępieńcze tyrady i życzenia klęski. Szczególnie osobliwe głosy pojawiały się na łamach „Gazety Polskiej”. Dla jednego z jej dziennikarzy sukces Trumpa to perspektywa prezydentury „amerykańskiego Leppera”. PiS to duplikat waszyngtońskich neokonserwatystów w Polsce, a szczyt marzeń naszych neokonów, dla których gotowi byli poświęcić wszystko, to USA na ścieżce wojennej z Rosją, zaś zwycięstwo Trumpa to koszmar, bo trudno będzie wojować z Putinem w „strategicznym partnerstwie” z lilipucią Litwą i zbankrutowaną Ukrainą. Zwycięstwo Trumpa oznacza dla PiS-u utratę gruntu pod nogami, bo Trump spadku po neokonserwatystach nie przejmie. Słowa Trumpa: Najpierw zadbamy o nasz kraj, zanim będziemy się przejmować wszystkimi innymi, wystraszyły nie tylko waszyngtońskie elity. Przeraziły także te nad Wisłą. Przed Polską rysuje się nowa koniunktura i z Trumpem trzeba się ułożyć. Szkopuł w tym, że po naszej stronie do rozmów z nim zasiądą ci, którzy przejmują się wszystkimi innymi, a nie własnym krajem. Gdy Waszczykowskiemu zadano pytanie, czy ma swojego człowieka w sztabie Trumpa, odpowiedział bezradnie: Z tego co wiem, tam są Polacy, związani z Polonią. Trzeba będzie natychmiast uruchamiać wszystkie kanały. Szkopuł w tym, że jego kanały to Applebaumowie, a jego Polonia to Schnepf.

warszawskagazeta.pl
9 styczeń 2017

Krzysztof Baliński 

  

Komentarze

  

Archiwum

Majaczenia Korwina
czerwiec 15, 2007
Apel do Prezydenta RP
luty 24, 2007
Bogusław
Fundacje Jako Narzędzie w Grze Politycznej
październik 20, 2005
Iwo Cyprian Pogonowski
Za naszą i waszą ... cywilizację
sierpień 12, 2003
Klaudiusz Wesołek
Zaufanie do policji
listopad 6, 2006
luzak
Wypowied? Kołodki w sejmie
grudzień 20, 2002
Artur Łoboda / PAP
Balcerowicz przed Trybunał Stanu
marzec 10, 2006
Przedruk
Czy Sankcje Karne Dadzą Iranowi Przewagę?
maj 12, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
I maja 2004
maj 1, 2004
Eliza
Czy już wkrótce międzynarodowe listy gończe za Polskim Przezydentem, Premierem, Prokuratorem Generalnym...
czerwiec 9, 2007
tłumacz
Początek końca
sierpień 9, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Stowarzyszenie Primum Non Nocere - pytania do tych którzy chcą kandydować w wyborach prezydenckich
maj 20, 2005
Adam Sandauer
Fragment książki "Duch Apokalipsy" - CZĘŚĆ PIˇTA - 11 WRZEŚNIA 2001
wrzesień 11, 2006
Dorota Szczepańska
Pazerzy nieprzyjaznego państwa
kwiecień 27, 2008
Mirosław Naleziński, Gdynia
Fetysz niepodległości
luty 12, 2003
Leszek Skonka
Pakistan niebezpieczny w stanie wojennym
listopad 5, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Biada doroslym
luty 2, 2009
Elzbieta Gawlas Toronto
Antysemityzm jako broń w walce o wyższość Żydów
listopad 7, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
100 tys. antyglobalistów w Genui
lipiec 21, 2002
IAR
Testament Jozefa Mackiewicza
sierpień 29, 2008
...
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media