ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Być Polakiem - Iwo Cyprian Pogonowski 
5 luty 2013      Artur Łoboda
"Minimalna krajowa" i podatek ZUS 
22 styczeń 2018      Artur Łoboda
Polityczna prowokacja Episkopatu Polski 
9 wrzesień 2012      Artur Łoboda
Eksperci potwierdzają, że to zastrzyki Covid, a NIE infekcje powodują zapalenie mięśnia sercowego 
27 styczeń 2023     
Media i totalitaryzm 
19 maj 2010      Goska
"To partia, która kieruje się zasadami marksistowskimi"  
25 wrzesień 2020     
Немецкий антиполонизм.  
17 maj 2013      Artur Loboda
Logika szczepień? 
12 sierpień 2026     
Donatan RÓWNONOC "Z dziada-pradziada" Trzeci Wymiar  
26 październik 2012     
Dziesiąte Wezwanie o uzasadnienie wysłania Yael Bartana - jako reprezentantki polskiej kultury na 54. Biennale Sztuki w Wenecji 
18 grudzień 2014      Artur Łoboda
A wyjdzie tak - jak z PiSem zwykle wychodzi 
29 listopad 2020      Artur Łoboda
Zawiadomienie o prawdopodobnym dokonaniu morderstwa na Januszu Sanockim 
14 grudzień 2020     
Na swoją opinię żydzi pracowali przez tysiąclecia 
9 czerwiec 2026      Artur Łoboda
Wasale zatopionej Atlantydy. 
26 sierpień 2011      Bogusław
Already in the XVIth century Poland were ideas also fundamental to contemporary political theory, according to Norman Davies of Oxford University:  
17 listopad 2011      Iwo Cyprian Pogonowski
Targowica wystąpiła pod znakiem krzyża.... Kaczyński również. 
11 listopad 2009      Artur Łoboda
Tak zaczynały się francuskie rewolucje 
24 listopad 2018     
Dr Wodarg wRealu24! Odradzam brania szczepionki!
Koronawirus nie jest tak niebezpieczny!
 
14 grudzień 2020     
Zawiadomienie o współudziale w zbrodni ludobójstwa dokonywanej przez Andrzeja Horbana 
14 grudzień 2020     
Portugalia 
25 marzec 2011      Iwo Cyprian Popgonowski

 
 

Stalinowski August Bęc-Walski straszy w czarnej komedii pt. „Rewers”



Reżyser Borys Lankosz (ur. 31 marca 1973 w Krakowie)

Kilka dni temu moja młodsza generacja, której studencka przerwa świąteczna przedłużyła się aż do Trzech Króli, zabrała mnie w Zakopanem do kina. Akurat grali w lokalnym, zbudowanym jeszcze przed wojną kinie „Sokół” nagrodzony „Złotymi Lwami” na zeszłorocznym Festiwalu w Gdyni film „Rewers”, więc się zgodziłem młodszej generacji towarzyszyć. Spodziewałem się bowiem, tak jak to było zazwyczaj za czasów PRL, że będzie to coś ciekawego. Niestety zawiedliśmy się oboje i to pomimo naszej, sięgającej blisko pół wieku, różnicy pokoleniowej. Ja już gdzieś w połowie tego wynagradzanego aż dziesięciokrotnie w Gdyni filmu chciałem z nudów wyjść z kina. Zachwalany przez media „Rewers” okazał się bowiem być czymś w rodzaju namolnego, propagandowego stalinowskiego „produkcyjniaka”, oczywiście ustawionego „w odwrotną stronę”, czyli rodzajem „ubęcwalacza”, charakterystycznego dla ducha nowo-kapitalistycznej Polski. Skąd ten neologizm „ubęcwalacz”? Otóż jak pamiętam, w latach 1950 w krakowskim tygodniku „Przekrój” co tydzień na ostatniej stronie pojawiała się proto-komiksowa postać „hrabiego Augusta Bęc-Walskiego”, który wygłaszał reakcyjne, pro-kapitalistyczne i anty-ludowe sentencje. Zaś w „Rewersie” takie właśnie anty-ludowe sentencje wygłasza starsza wiekiem przedstawicielka klasy przed II Wojną posiadającej, której rolę w filmie odegrała znana krakowska aktorka Anna Polony.

Jak na opowieść o życiu w Polsce anno domini 1952 przystało, zamiast wizerunków Papieża, częstokroć dekorujących ważne dzisiaj placówki kultury duchowej, w tym i witryny internetowe (patrz np. portal wirtualnapolonia.com), na filmie gabinet redaktora naczelnego czasopisma „Poezja” przyozdabia (rzeczywiście wtedy obowiązkowy) portret prezydenta Bieruta, zaś w sekretariacie redakcji umieszczony został (nie obowiązkowy wtedy) portret Karola Marksa. No i przez pierwszą – bez przesady – połowę filmu, jego młoda, z „dobrej rodziny” bohaterka, którą gra Agata Buzek, się męczy nad sposobem ukrycia, przed Władzą Ludową, złotej – chyba 20? – dolarówki, z symbolicznym napisem „Liberty” czyli „Wolność”. Tę złotą monetę, symbolizującą rozwydrzenie amerykańskiego kapitalizmu, ówczesna obrzydliwie totalitarna władza rodzinie o dobrych ziemiańskich korzeniach chciała oczywiście zarekwirować. I tu zachodzi historyczna nieścisłość. Otóż z tych odległych dzisiaj czasów jako dziecko zapamiętałem, że moja dalsza litewska, ziemiańska rodzina – a pochodził z niej przecież najlepszy as wywiadu „średniego” PRL, kapitan Andrzej Czechowicz, który pod koniec lat 1960 „rozpracował” redakcję Wolnej Europy w Monachium – rzeczywiście kamuflowała otrzymywane z USA papierowe dolary w wypełnionych mąką puszkach po darach z UNRA. Natomiast nasze rodzinne post-burżuazyjne precjoza, w tym i te ze złota, nie interesowały władz, istniały wtedy przecież sklepy „Jubilera”, w których można było legalnie takie przedmioty kupić względnie sprzedać.

Aby ukryć tę ponoć trefną za Stalina, złotą (20?)-dolarówkę, młoda redaktorka miesięcznika „Poezja” zastosowała znaną od tysiącleci metodę polegającą na połykaniu i ukrywaniu w przewodzie pokarmowym cennych, małych przedmiotów. (Według źródeł historycznych ta metoda była tak popularna wśród Żydów uciekających z Jerozolimy po jej zdobyciu przez Rzym w 135 roku, że rzymscy żołnierze „na żywo” rozcinali uciekinierom trzewia, by wydobyć ukryte w ich wnętrzu kosztowności.) Ta dobrze znana i współczesnym przemytnikom metoda nadaje się do względnie krótkotrwałego ukrycia nie rozpuszczalnych przez kwasy żołądkowe przedmiotów, natomiast staje się ona kompletnie absurdalna gdy trefny obiekt trzeba ukrywać przez długie okresy czasu. Na pozór rewelacyjny zatem pomysł autora scenariusza, by w ten antyczny sposób kamuflować, przez całe miesiące, posiadanie złotych monet, pasuje zatem jak ulał do tekstów satyrycznej rubryki „Przygody rodziny Augusta Bęc-Walskiego” w krakowskim „Przekroju” lat 1950-tych. Ponieważ po kilku dniach złoty symbol „amerykańskiej wolności” był przez bohaterkę filmu z konieczności wydalany wraz ze stolcem, więc po jego odszukaniu w odchodach (czego na szczęście w kinie nie pokazywano), trzeba go było dokładnie opłukać i połknąć po raz wtóry. I na fotogenicznych zdjęciach dokonywanej cyklicznie w łazience przed lustrem, czynności oczyszczania i połykania złotej „hostii”, zbiegała w zasadzie pierwsza połowa filmu „Rewers”, mająca przedstawiać zabawno-straszne sceny z życia we wczesnym PRL-u.

Dopiero następnego dnia po obejrzeniu tego osiągnięcia młodej polskiej kinematografii zacząłem kojarzyć, że sceny z połykaniem złotej monety były celowo wydłużone jako „wprowadzenie ideologiczne” do głównego wątku „Rewersu”. Otóż eksponowany na ścianie redakcji „Poezji”, brodaty Karol Marks, w krótkim artykule „Zur Judefrage” z roku 1844 („W kwestii żydowskiej”, patrz I tom „Dzieł” K. Marksa i F. Engelsa) postulował, że pieniądz i złoto to „prawdziwy bóg żydowski”, który stał się „bogiem świata”. A zatem i połykana przez młodą aktorkę z nabożeństwem, przed lustrem złota „hostia” z napisem „Liberty”, to było nic innego jak powtarzanie w filmie znanych z kościoła aktów przyjmowania komunii, w tym wypadku komunii z „bogiem” kapitalizmu, o którego powrocie marzył, na łamach „Przekroju” przed 50 laty, hrabia August Bęc-Walski. Co więcej, od mego francuskiego, pochodzącego z żydów sefardyjskich kolegi Jeana Abou, którego znałem jeszcze z czasów naszych graduate studies na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, dowiedziałem się, przy okazji mego kolejnego pobytu w Paryżu w latach 1990-tych, że dla wczesnych chrześcijan pieniądz i złoto po prostu kojarzyły się z ...gównem. A zatem i nie uwidocznione na taśmie „Rewersu”, konieczne dla rzetelności scenariusza, sceny wydobywania przez bohaterkę – w realu córkę obecnego Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka – złota z jej własnych odchodów, też mogą być traktowane jako ilustracje marksistowsko-freudowskiej teorii wielbienia przez burżuazję oralno-analnych kontaktów seksualnych z tejże burżuazji „bogiem”.

Takich, przeniesionych w czasy stalinowskie, zachowań się współczesnego społeczeństwa hiper-burżuazyjnego, było pokazanych na filmie więcej. Mianowicie tak zwane „służby” – w 1952 to było UB, później SB, dziś to CBA, ABW i im podobne – w „Rewersie” aż dwa razy aresztowały i wyprowadzały poza plan, w domyśle do aresztu, prominentne postacie ówczesnego reżymu: raz to był jakiś popularny generał, którego wieczorem wyciągnięto z łóżka, drugi raz naczelny redaktor „Poezji”, któremu ten afront uczyniono w biały dzień, w obecności wszystkich pracowników redakcji oraz pilnujących budynku redakcji cieci. Pierwowzorami dla tych scen było niewątpliwie wyciągnięcie 3 lata temu z łóżka – co prawda nie o 10 wieczór ale o 6 rano – przez UB, przepraszam ABW, śląskiej posłanki Barbary Blidy; w biały zaś dzień, w obecności pracowników Sejmu (oraz zapewne specjalnie na tą okazję ściągniętych dziennikarzy TV), miało nastąpić spektakularne aresztowanie przez CBA wicepremiera Leppera 2,5 roku temu. W życiu jednak nie wszystko wychodzi tak gładko jak w filmie, posłanka Blida w łazience, zamiast połknąć kompromitujące ją dokumenty, naprawdę sama sobie strzeliła w komorę serca, której usytuowanie w piersi wcześniej musiała dokładnie poznać, by się długo po tym zabiegu nie męczyć; wicepremier Lepper naprawdę został przez kogoś ostrzeżony, że do jego gabinetu „służby” wniosą mu czarną walizkę z 3 milionami złotych. I jak to przez następne pól roku wałkowano w telewizji, z przygotowanego przez SB – przepraszam, przez CBA – spektaklu „złapaliśmy w Rządzie złodzieja” wyszły spektakularne nici.


Jednak prawdziwym cymesem „Rewersu” jest męska postać przystojnego i fizycznie sprawnego agenta SB, którego zachowanie się reżyser najwyraźniej modelował na wizerunku medialnym tak zwanego „agenta Tomka”. To właśnie oglądając na filmie, powtarzające się kilkukrotnie sceny przynoszenia, przez tajemniczego amanta o imieniu „Bronisław”, dla jego wybranki kwiatów, zacząłem się zastanawiać, że ja te sceny z kwiatami, całkiem niedawno widziałem w polskiej telewizji. I przypomniałem sobie, że były to zrobione ukrytą kamerą zdjęcia fachowego „podrywania” Beaty Sawickiej przez pracownika CBŚ o kryptonimie „Tomek”. W „czarnej komedii”, jaką reklamuje się być „Rewers”, agentowi SB o kryptonimie „Bronisław” nie udaje się jednak skorumpować rozkochanej w nim dziewczyny, przez matkę i babkę iście po Bęc-walsku ponaglanej by nareszcie wyszła za mąż. W wyniku tego służbowego niepowodzenia agent „Bronek” ginie w okropnych, fachowo odegranych na filmie męczarniach, otruty przez specjalizującą się w połykaniu i odzysku złotych monet przedstawicielkę zdeklasowanej burżuazji. W realu natomiast z roku 2007, agent „Tomek” tak skutecznie symuluje miłość, że udaje mu się przekonać byłą nauczycielkę, posłankę PO – a dzięki jej współpracy i burmistrza miasteczka Hel – do wzięcia łapówki 250 tysięcy zlotach. I zapewne za ten swój wyczyn playboya, którego miłosne „podchody” kosztowały Państwo Polskie ponoć aż 100 tysięcy złotych, „agent Tomek” ogłoszony został formalnie, w prawdziwym realu Polski roku 2009, „człowiekiem roku”.

Skąd się wzięła ta sytuacja, że prawie wszystkie sceny z filmu zrealizowanego w latach 2008-2009, na taśmie czarno-białej i dzięki temu podbudowanego prawdziwymi zdjęciami filmowymi ulic Warszawy A.D. 1952, są odbiciami zdarzeń nagłośnionych przez polskie mass media roku 2007? W „Rewersie” widzimy przecież obowiązkowe obecnie dla każdego filmu sceny kopulacji (jak przystało na moralność lat 1950-tych, w prawie pełnym ubraniu), z których migawka w gabinecie dyrektora oczywiście przywodzi na myśl szeroko omawiane w mediach seksualne wyczyny pracownicy biura „Samoobrony” Anety K. Tą swą „pracą u podstaw” skutecznie doprowadziła ona do uwięzienia posła Łyżwińskiego, a premier Lepper ledwo się wtedy wybronił przed „kiciem” przy pomocy (nie znanych w latach 1950) testów DNA. Ponieważ moja młodsza generacja ma niezdrowe ciągoty – najwyraźniej i po ojcu i po dziadku, profesorze UJ – w kierunku filozofii, więc zobowiązany jestem do bardziej ogólnego spojrzenia na zjawisko „małpowania”, przez młodego reżysera „Rewersu”, rzeczywistości w której zwykł on przebywać. Otóż papugi, gdy słyszą powtarzane po wielokroć w ich obecności słowa, czy nawet całe frazy, to wręcz automatycznie zaczynają imitować słyszane glosy, oczywiście nie rozumiejąc, co w istocie one oznaczają. To zjawisko „asymilacji” otoczenia zaobserwowali już filozofowie starożytności i od samego Arystotelesa wywodzi się stwierdzenie „nihil est in intelectu quod prius fuerit in sensu” (nie ma nic w umyśle czego nie było wcześniej w zmysłach), które później rozpropagowane zostało przez angielskiego empirystę Locke’a. I właśnie z tej prostej, czysto fizjologicznej przyczyny, mający lat zaledwie 16 w momencie upadku „komuny” Borys Lankosz nafaszerował swą „czarną komedię”, usytuowaną w latach 1950, znanymi mu dobrze z telewizji wydarzeniami dekady lat 2000.

Poważny problem tkwi jednak w tym, że na dobrą sprawę nikt z dopuszczanych do głosu w mediach, przedstawicieli starszego pokolenia twórców kultury, tego ewidentnego „przekrętu” historycznego nie odważył się młodemu reżyserowi wytknąć. Na odwrót, korupcję poznawczą młodego Borysa Lankosza (jego ojciec, sadząc po nazwisku, był jednym z mych młodszych szkolnych kolegów) uhonorowano w Gdyni „Złotym Lwem” i nawet zaproponowano, by tym osiągnięciem współczesnej polskiej sztuki filmowej koniecznie podzielić się z resztą Europy. Otóż, wracając do filozofii, już ponad dwa wieki temu, bardzo religijny filozof-gnostyk Emanuel Swedenborg (1688-1772) zauważył (rozwijając przytoczoną powyżej myśl Arystotelesa), że „to widzisz, kim jesteś”. A zatem wystarczy przeczytać króciutkie krytyki „Rewersu” zamieszczone w pierwszym, tegorocznym numerze tygodnika „Przegląd” by sobie wyrobić opinię o stanie umysłów dzisiejszych polskich autorytetów kulturalnych. Na przykład Tomasz Jastrun (poeta, publicysta, ur. w 1950) stwierdził: „’Rewers’ jest fala idąca przez młode pokolenie. To po prostu dobre kino, a właśnie ono jest najlepszym ambasadorem kraju”; także zdaniem Hanny Bakuły (malarki i publicystki, ur. też w 1950) „’Rewers’ to perła z mega-utalentowanymi bohaterkami. Śmiałam się ogromnie, ale niestety byli ze mną Amerykanin i Francuzka mówiący po polsku i nie bardzo się zachwycili”. Natomiast Barbara Hoff (urodzona w Katowicach co najmniej kilka lat wcześniej niż ja w Zakopanem, w 1942 roku) stwierdziła: „’Rewers’ to całkowite nieporozumienie. Źle zagrane, zły scenariusz i chwilami nudne. Nie wiem dlaczego takie halo.” Z kolei doświadczony publicysta i krytyk kulturalny „Polityki”, Zdzisław Pietrasik (ur. 1947) skwitował „Rewers” politycznie poprawnym milczeniem, zauważając tylko, iż „Młodzi atakują z impetem (czego dowodem ostatni festiwal w Gdyni), lecz mistrz (Andrzej Wajda ze swym „Tatarakiem”) ciągle w formie. Nagroda w Berlinie i FIPRESCI za… poszukiwanie nowych dróg dla sztuki filmowej!”

Na premierze „Rewersu” w Krakowie był obecny jeden z mych kolegów, który opowiadał mi, że po projekcji filmu na widowni zapanowała cisza, nikt nie klaskał, ktoś zapytał nawet, obecną na premierze Annę Polony, co ją skłoniło do wzięcia udziału w realizacji tego dzieła. Mająca lat trochę ponad 70 aktorka nic na to pytanie nie odpowiedziała, pytanie bowiem było retoryczne, czyli samo narzucające odpowiedź. Mej młodszej, mającej niezadługo wejść w życie zawodowe generacji, zobowiązany jestem w tym miejscu przypomnieć, że już sto lat temu, a więc w Polsce jeszcze kapitalistycznej, czyli przed-komunistycznej i przed-solidarnościowej, znany był dwuwiersz:
„Dla pieniędzy ksiądz się modli,
Dla pieniędzy lud się podli”
Jak to sprawdziłem w Wikipedii, nazwisko „Polony” jest niewątpliwie arystokratyczne i w dodatku blisko związane z nazwiskami Zamoyskich. A zatem w realu lat 2000, w którym monetaryzm z napisem „Wolność” stał się nie kwestionowanym „Panem Świata”, nie tylko kler oraz lud, ale także (była) arystokracja zrozumiała, że by (za)istnieć „w świecie”, temu Panu Świata trzeba służyć, gdyż właśnie na takiej „służbie” polega sens życia w Globalnej Cywilizacji…


dr Marek Głogoczowski, fizyk, literat i filozof, w latach 1968-69 współorganizator przerzutów do Polski, przez Tatry, książek paryskiej „Kultury”; przez całą dekadę lat 1970 na emigracji publikował w tejże giedroyciowej „Kulturze” swe „antyamerykańskie” artykuły.

11 styczeń 2010

Marek Glogoczowski 

  

Komentarze

  

Archiwum

Lekarze biorą sprawy we własne opiekuńcze ręce
grudzień 27, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
Gmina Kraków zaciągnęła 40 mln zł kredytu w DB 24 SA
styczeń 2, 2003
PAP
Je?d?cy globalizacji
styczeń 16, 2005
Uczcie się czytać między wierszami
marzec 3, 2009
PAP
Porządkowanie Krakowa
luty 18, 2006
Artur Łoboda
Sfałszowane dowody
Prasa niemiecka podważa motywy ataku na Irak

czerwiec 13, 2003
Waldemar Maszewski
Geneza...
maj 17, 2007
PiS wysyła młodych na zmywak
luty 17, 2006
IAR
Wielki deprawator George Soros (Tajna władza Świata)
listopad 19, 2005
Krzysztof Warecki - www.naszdziennik.pl
Bezprawne Opłaty Sądowe
kwiecień 22, 2006
Andrzej Grabowski
Bezsensowna śmierć
czerwiec 27, 2005
Mirosław Naleziński, Gdynia
Głupi tylko ma pewność
wrzesień 7, 2002
Jan Kasprowicz
Kto z Was ma jeszcze jakiekolwiek złudzenia wobec PiS? (2)
kwiecień 22, 2006
Artur Łoboda
Traktat akcesyjny. Miller nie ma obaw ale ja mam
kwiecień 10, 2003
Piotr Mączyński
Respektowanie (?) elementarnych zasad dyplomacji w Polsce
październik 5, 2003
cywilizowany
"Pralnie pieniedzy"
październik 24, 2005
Goska
General Conclusion of Irving’a trial
kwiecień 15, 2008
przysłał ICP
Odbiera Polsce Wolność
marzec 18, 2005
Ks. prof. Czesław S. Bartnik
Zniewolenie ekonomią
lipiec 28, 2003
Prof. Anna Ra?ny
Hołota i żydohołota (II)
luty 20, 2006
Artur Łoboda
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media