ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Zyczenia Swiateczne 
27 grudzień 2010      Goska
Ruskie pierogi w gębie długodystansowca posła 
24 marzec 2009      Zygmunt Jan Prusiński
Czym jest totalitaryzm liberalny w kulturze 
10 luty 2011      Artur Łoboda
Przedawnienie 
19 luty 2020      Artur Łoboda
W kraju służb specjalnych 
18 maj 2015      Artur Łoboda
Światowy terroryzm zbiera dziś żniwo 
26 czerwiec 2015      Artur Łoboda
Rondo Zofii Kossak w Rzeszowie 
26 luty 2016      Artur Łoboda
Tzw. Politycy i prawnicy 
8 luty 2011      Bogusław
Granica dobra i zła 
7 marzec 2015      Artur Łoboda
Pokolenie bez telewizora zbliża się  
21 maj 2015      Michał Kuź
Kompetencje rządzących 
27 marzec 2020     
Tego systemu nie da się zreformować 
23 styczeń 2015      Artur Łoboda
14 czerwca 2012 - doroczny Pochód Lajkonika 
8 czerwiec 2012     
Zadbajmy o obronność swojego kraju - skoro ekipa Tuska nam tego nie zapewnia! 
3 wrzesień 2014      www.polskawalczaca.com
Zbóje pogrzebowi 
2 listopad 2014      www.polskawalczaca.com
Pokonajmy współczesnych Bolszewików 
12 listopad 2018      Artur Łoboda
Zniewolone umysły (2)  
7 czerwiec 2014      Artur Łoboda
„Dziś” to Stefana Pastuszewskiego epos z „życia na niby” biznes-Polski XXI wieku 
12 lipiec 2010      Marek Głogoczowski
Oby to był początek światowego powstania narodów  
6 lipiec 2015      Artur Łoboda
Dzieci w służbie dżihadu 
9 wrzesień 2014      www.polskawalczaca.com

 
 

Jak Niemcy rozgrywają Polskę

Nadzorca Bundeswehry, niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen wywołała burzę, oznajmiając 2 listopada w znanym programie niemieckiej rządowej telewizji ZDF Maybritt Illner, że niemiecki rząd musi wspierać ruch oporu w Polsce („Ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce musimy wspierać”). Von der Leyen zwracała się do siedzących naprzeciwko niej liderów partii, które chcą stworzyć z CDU/CSU rządową koalicję, do Cema Özdemira z Partii Zielonych i Christiana Lindnera z FDP, którzy jej przytakiwali ze zrozumieniem. Rok po nieudanym ciamajdanie w Warszawie mamy do czynienia z niespotykaną w Unii Europejskiej ingerencją w wewnętrzne sprawy europejskiego sąsiada.

Powrót do przeszłości

Po upadku muru berlińskiego mieliśmy wejść w błogi okres miłości i braterstwa w Europie. Szybko okazało się, że czym bardziej świat się zmienia, tym bardziej jest taki sam. RFN przystąpiła szybko do przejęcia NRD (reunifikacji), a następnie stolicę połączonych Niemiec równie szybko przeniesiono z bukolicznego Bonn do pruskiego Berlina. Zaczęło się odbudowywanie Reichstagu, polerowanie Bramy Brandenburskiej, remont byłego Ministerstwa Lotnictwa III Rzeszy i budowa Kanzleramtu (siedziby kanclerza). Tak jakby lata 1945–1991 były tylko nieznaczącą krótką przerwą w historii Wielkich Niemiec. Niewątpliwie alianci ponoszą winę za wydanie lekkomyślnej zgody na przeniesienie stolicy Niemiec z powrotem do Berlina. Bonn było miastem łagodnym, cywilizowanym, z winnicami nieopodal, położonym w katolickiej Nadrenii-Westfalii, blisko innych dużych europejskich miast. Berlin ze swoimi gruzami, pustymi polami w środku miasta i mroczną historią absolutnie nie nadawał się na stolicę nowoczesnych Niemiec, namaszczonych na lidera nowej pokojowej Unii Europejskiej. O ile Bonn idealnie pasowało geograficznie do francusko-niemieckiego motoru Unii, to powrót niemieckich polityków do Berlina przypomniał im na nowo o nieograniczonych możliwościach, jakie oferuje Lebensraum na wschodzie. O utraconych terenach i o ich historycznej konkurencji z Rosją o dominację Europy Środkowej, a w pierwszym rzędzie krnąbrnej Polski.

Lenno niemieckie

Wszystko było poukładane po myśli Berlina, dopóki Polską rządziły potulne ekipy, które oczekiwały tylko na poklepanie po plecach. Pierwsze 25 lat tzw. naszej wolności przyzwyczaiły Niemców do łatwej i taniej kontroli terenu nad Wisłą. Partia CDU prowadziła Platformę Obywatelską, a SPD lewicę. Donald Tusk jako premier RP dostawał co rok jakiś medal lub nagrodę pieniężną, Radosław Sikorski wygłaszał płomienne przemówienia w Berlinie, apelując do Niemców o leadership, prowadzenie Europy (tzw. hołd berliński), Władysław Bartoszewski obcmokiwał pojednanie, a Lech Wałęsa głosił wprost, że Polska i Niemcy powinny się połączyć. Polska była grzecznym politycznym satelitą Berlina, tanią montownią dla niemieckiej gospodarki i rynkiem zbytu na niemieckie produkty, w tym stare czołgi Leopard 2A, które zawalały magazyny Bundeswehry. Niemieckie konglomeraty przejęły lwią część polskiego rynku prasy, a Bundeswehra umieściła swoje pionki w Szczecinie w ramach tzw. Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego, który zastąpił wcześniejszy niemiecki korpus LANDJUT (jednostka niemiecko-duńska) działający w latach 1961–1999.

Raj utracony

No, ale zdarzyło się nieszczęście, które zachwiało odgórnie ustaloną miłością i braterstwem pomiędzy sąsiadami znad Odry. Wybory w Polsce w 2015 r. wygrał nie ten, kto powinien wygrywać w starannie ustawionej demokracji, czyli PiS. Napięcia zaczęły się od przepychanek osobowych. Kiedy ambasador RP przy Unii Europejskiej (a wcześniej w Berlinie) Marek Prawda został odwołany, to Niemcy posadzili go w Biurze Komisji Europejskiej w Warszawie. Tak się szczęśliwie składa, że dobra znajoma Marka Prawdy z czasów studiów w NRD, Cornelia Pieper, jest konsulem generalnym Niemiec w Gdańsku. Potem Niemcy strasznie oburzali się na reformę Trybunału Konstytucyjnego i sądownictwa. I wściekli się, kiedy rząd PiS odmówił przyjęcia 12 tys. muzułmańskich migrantów. Działo się to w czasach, kiedy Berlin trząsł całą Unią Europejską, wtedy ówczesny francuski prezydent Hollande dreptał potulnie za Angelą Merkel na unijnych szczytach i był pogardliwie nazywany przez Marine Le Pen (cytat) „wicekonsulem na Francję”.

Każda akcja wywołuje reakcję. Od czasu wyborczej wygranej PiS byliśmy więc świadkami festiwalu oczerniania rządu PiS w niemieckich mediach, instrukcji niemieckich wydawców dla polskich dziennikarzy, jak mają pisać o rządzie PiS, i groźnych pomruków niemieckich polityków. Wachlarz podjętych działań rozciągał się od złośliwych karykatur Jarosława Kaczyńskiego na karnawałowych defiladach w Kolonii do równie karnawałowego ciamajdanu w Warszawie w grudniu ubiegłego roku.

Jak Polska śmie się stawiać?

Myśleliśmy, że niemiecki rząd, zajęty swoimi własnymi problemami po wrześniowych wyborach (wciąż nie ma nowej koalicji), pofolgował sobie trochę w atakowaniu Polski. Wypowiedź von der Leyen obudziła nas z naiwnej drzemki. Dlaczego von der Leyen (nazywana rezerwową kanclerz Niemiec) rzuciła hasło wspierana ruchu oporu w Polsce podczas telewizyjnej dyskusji z liderami partii FDP i Zielonych, którzy są potencjalnymi koalicjantami rządowymi CDU/CSU? Chlapnięcie językiem, poniesienie emocjami czy wyrachowany test?

Ursula von der Leyen jest od urodzenia częścią niemieckiej elity, która rządzi krajem, jej ojciec był przez 14 lat premierem landu Dolnej Saksonii. Leyen pełni nieprzerwanie od 2005 r. funkcje ministerialne w rządzie Merkel. Wcześniej była ministrem w rządzie Dolnej Saksonii, kiedy premierem tego rządu był Christian Wulff. To ważny detal, ponieważ kiedy Christian Wulff został prezydentem Niemiec w 2010 r., zaczął agitować na rzecz islamu w Niemczech, wygłaszając słynne zdanie „Islam jest częścią Niemiec” („Islam gehört zu Deutschland”). Projekt islamizacji Niemczech był przygotowywany na długo przed słynnym zaproszeniem migrantów do Niemczech przez Merkel w 2015 r. Według niemieckiej prasy von der Leyen już w 2014 r. przyjęła pod swój dach syryjskiego migranta. Nic dziwnego, że odmowa polskiego rządu wejścia w niemiecki projekt systematycznej islamizacji Europy musiała wywołać u Leyen szok i niedowierzanie. Jak Polska śmie się stawiać?

Wszczęcie dyskusji o niemieckich reparacjach wojennych dla Polski nie poprawiło sytuacji. A rozpad niemieckiej wielkiej koalicji po wrześniowych wyborach i wejście AfD do Bundestagu wywołało wśród niemieckiej elity od dawna nieznane poczucie bezsilności i bezradności. Publiczny atak na Polskę przeprowadzony 2 listopada przez minister von der Leyen był więc owocem narastających frustracji wśród berlińskiej elity. Nic tak nie buduje wewnętrznego wsparcia jak wspólny zewnętrzny wróg. Adolf Hitler to dobrze rozumiał.

Oporniki Bundeswehry

Czy Berlin ma praktyczne możliwości wykreowania i wsparcia ruchu oporu w Polsce? Niestety ma. Niemiecki rząd ma dużo pieniędzy (nadwyżki budżetowe) i posiada w Polsce co najmniej cztery kanały wpływu: szeroką sieć niemieckich mediów (prasa regionalna, krajowa oraz internet), sieć niemieckich fundacji kształtujących opinię publiczną, kanały partyjne wspierające polskich polityków opozycji, takich jak np. Grzegorz Schetyna (CDU), Ryszard Petru (FDP), Robert Biedroń (SPD) i strumień finansowy dla polskich fundacji, stowarzyszeń, samorządów i prywatnych szkół wyższych. Mniejszym kanałem wpływu jest bezpośrednie niemieckie rządowe wsparcie dla Luteranów w Polsce oraz dla tzw. mniejszości niemieckiej, cokolwiek ona znaczy.

Oprócz tego Niemcy mają rozbudowany wywiad cywilny i wojskowy, który dba o ekonomiczne i polityczne interesy Berlina. Już parę miesięcy temu zwróciłem uwagę na pracownika departamentu politycznego Ambasady Niemiec w Warszawie Marca Gutekunsta, specjalistę od outsourcingu kampanii wyborczych. Marco Gutekunst spędził wcześniej jako student semestr na Uniwersytecie Koźmińskiego w Warszawie, potem obronił w Niemczech doktorat z outsourcingu kampanii wyborczych, został przyjęty do akademii niemieckiego MSZ i po krótkich stażach szkoleniowych w innych departamentach powrócił do Warszawy od razu na stanowisku nr 2 w departamencie politycznym. Kiedy zacząłem się interesować bliżej Gutekunstem, jego nazwisko znikło ze strony internetowej ambasady, a kiedy opublikowałem jego zdjęcie wzięte z jego publicznego profilu na Facebooku, Gutekunst zaskarżył to i Twitter zablokował moje konto. W międzyczasie konto Gutekunsta na Facebooku znikło.

W odróżnieniu od Niemców polski rząd nie ma żadnych kanałów wpływów w Niemczech. Co prawda, Polacy stanowią największą mniejszość narodową w Niemczech w kategorii posiadaczy podwójnych paszportów, ale są obywatelami drugiej klasy, bez znaczenia politycznego. Z Niemiec docierają do nas tylko wiadomości o zabieraniu polskich dzieci rodzinom przez niemiecki Jugendamt lub o możliwym zabraniu kościoła polskiej wspólnocie katolickiej. Merkel już składa życzenia noworoczne po arabsku, składać ich po polsku nie potrzebuje, bo Polacy w Niemczech są niewidoczni. Do tego jeszcze istniejąca sieć polskiej dyplomacji została przetrzebiona przez Radosława Sikorskiego, który z uporem maniaka dopiął swego i sprzedał historyczny budynek konsulatu RP w Kolonii, zamieniając go na anonimowe pomieszczenia w biurowcu w coraz niebezpieczniejszej części miasta. A działka pod budowę nowej polskiej ambasady w Berlinie na prestiżowej alei Unter den Linden od dekad porasta trawą. Tak jakby ktoś uzgodnił z Berlinem, że Polska w Niemczech będzie przysłowiową myszą pod miotłą.

Historia przypomina nam, że Niemcy mają doświadczenie w rozgrywaniu przeciwników. Wysłanie Lenina pociągiem do Rosji spowodowało rozwiązanie kwestii rosyjskiej w końcówce I wojny światowej, a jednostronne uznanie niepodległości Słowenii rozpoczęło proces rozpadu Jugosławii. Dzisiaj, oprócz kanałów wpływów w Polsce, Berlin dysponuje propagandowym narzędziem kontrolowanej przez Niemców Unii Europejskiej, w której w ramach hasła „obrona europejskich wartości” można w teorii zrobić wszystko. Niemcy mają swoich ludzi na kluczowych pozycjach w brukselskiej biurokracji, aż po gabinet Jeana-Claude’a Junckera, którym kieruje członek partii CDU Martin Selmayr.

Wymachiwanie hasłem „obrony europejskich wartości” już było wielokrotnie używane w ostrych unijnych atakach na polski rząd. Na szczęście dla nas unijna armia nie istnieje. Słowa niemieckiej minister obrony i nadzorcy Bundeswehry, wypowiedziane 2 listopada, nie są przypadkowe. Von der Leyen od 12 lat funkcjonuje w rządzie Merkel, ma więc głęboką wiedzę o niemieckich planach i strategii na Polskę, szczególnie po dojściu do władzy PiS. Ten atak został przeprowadzony na użytek niemieckiej widowni i szefów dwóch partii siedzących naprzeciwko Leyen w studiu. Prawdopodobnie Leyen nie spodziewała się, że jej słowa zostaną dostrzeżone w Polsce. Na pewno nie wyłowiłyby je kontrolowane niemieckie media lub polskie media mainstreamu. Ale w dobie technologii i internetu słowa minister Leyen zostały dostrzeżone przez internautów i w ciągu 24 godzin wywołały burzę w Polsce, wraz z reakcjami MON i MSZ.

Wyjmowanie z kontekstu

Wkrótce potem ruszyła kampania odkręcania słów minister Leyen przez Ambasadę Niemiec w Warszawie, niemiecki MON, rządową „Deutsche Welle”. Szybko ustalono linię obrony, która wytrzymała dwie doby: „Słowa minister Leyen zostały wyjęte z kontekstu i częściowo zmienione”. Drugą linią frontu obrony było stwierdzenie w komunikatach „Deutsche Welle”, że (cytat): „Na platformach społecznościowych rozgorzała dyskusja na ten temat, głównie mało rzeczowa i obraźliwa. Wynikało z niej, że komentatorzy nie mają pojęcia, o co chodzi, nie znają języka niemieckiego, nie słuchali dyskusji i wyławiali z kolportowanych tekstów to, co im pasowało. Podsycano uprzedzenia i niechęć do Niemiec, twierdząc wręcz, że »Niemcy chcą z powrotem swoje ziemie wschodnie«”. Czyli po prostu zwalono winę na głupich Polaków, którzy nie rozumieją niemieckiego, nie znają kontekstu, a do tego jeszcze są pełnymi uprzedzeń ksenofobami.

Ruszył też front obrony słów minister Leyen w Polsce. Specjaliści od językoznawstwa przekonywali, że Leyen nie mówiła o wspieraniu „ruchu oporu”, tylko o wspieraniu „oporu”, co miało być okolicznością łagodzącą. W języku niemieckim słowo „opór” (Widerstand) w ustach polityków kojarzy się od razu z Widerstand gegen den Nazionalsozialismus, czyli z ruchem oporu przeciwko faszyzmowi. Mało tego, w języku niemieckim istnieje odrębne pojęcie Passiver Widerstand, czyli „opór pasywny” (jaki na przykład stawiali strajkujący niemieccy robotnicy w czasie francuskiej okupacji Ruhrgebietu w 1923 r.). Skoro istnieje wyodrębniona definicja Passiver Widerstand, jasne jest, że przez prostą opozycję definicja Widerstand oznacza opór aktywny, ruch.

Bardziej komicznych analiz słów minister Leyen dostarczył na antenie TVN24 niemiecki korespondent Radia Zet Wojciech Hernes. Zaczął od tłumaczenia, że był to tylko prywatny pogląd minister Leyen, potem przekabacił „ruch oporu” na „opieranie się trendom”, a na koniec stwierdził, że nic się nie stało, bo tak właściwie to minister Leyen nawet „nie jest ministrem”, bo „nie ma nowego rządu”. Radiu Zet gratuluję korespondenta. Do akcji wkroczył też były korespondent „Wyborczej” w Berlinie Bartosz Wieliński, wyjaśniając, że minister Leyen nie powiedziała tego, co powiedziała, a z czasem, kiedy sytuacja stała się beznadziejna, zakrzyknął w rozpaczy na Twitterze (cytat): „Czy faktycznie jest o co się awanturować?”.

Ruch oporu w Polsce wspierany przez nadzorcę Bundeswehry to bardzo poważna sprawa. Ale kabaretowa kampania odkręcania słów minister von der Leyen warta jest sama w sobie pracy magisterskiej z dziennikarstwa, ba, może nawet pracy doktorskiej. Żyjemy niestety w ciekawych, ale też czasami wesołych czasach.
6 grudzień 2017

Stanislas Balcerac  

  

Komentarze

 

JAK SWIAT SWIATEM NI MOZE NIEMIASZEK POLAKOWI BYC BRATEMMM,NI MOZE I JUZ ..
NIEMIASZKOW PRAC KTO W BOGA WIERZY
KIEMLICZE
NIEMIASZKOW INO PRAC..PRAC ..PRAC..JAK NIE DZIS TO PRZYNAJMNIEJ PSYCHOLI MCIAREWITZOW
PRZESTROIC NA NIENAWISC ZE WSCHODU NA ZACH ...NA JUTRO ..
TEZ PSYCHOL WEUS

2017-12-06
wues

 

A przedstawmy taką hipotezę.
Amerykanie (wojsko) w Polsce nie są po to, aby bronić wschodniej flanki NATO, a po to, by bronić zachodniej flanki WNP.
Dalej, Korea Północna nie zamiaruje walczyć z USA, a jedynie przejść pod jej kuratelę.
Może w Europie odbywa się proces wdrażania ochrony Rosji, jako podmiotu, który przyjmie na siebie, jako pierwszy ciosy z Chin?
Zdarzenia zdają się nabierać tempa.
Rewolta na półwyspie i w Arabii Saudyjskiej, deklaracja Trumpa o przeniesieniu ambasady USA w Izraelu z Tel Awiwu do Jerozolimy, impas parlamentarny w Niemczech, Brexit i obecne perturbacje w naszej Ojczyźnie, wskazują, że następuje eskalacja zdarzeń.
Myślę, że postępuje rozłam na linii Rosja - Niemcy, niezależnie od tego, kto w tych państwach sprawuje rzeczywistą władzę.



2017-12-07
Magellan

 

Bardzo karkołomna teza.
Ale. Na tym świecie wszystko jest możliwe.

2017-12-07
Artur Łoboda

  

Archiwum

Promocja obydwu przemysłów
styczeń 13, 2007
Stanisław Michalkiewicz
Czy Zmiany w USA Są Gro?ne dla Żydów?
luty 14, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Dariusz Benedykt Ciesielski - ZAŻALENIE
grudzień 4, 2004
Dariusz Benedykt Ciesielski
Po referendum. Co dalej?
czerwiec 10, 2003
"Jakub Mariawicz"
"Polska agresja" i "modelowanie od nowa" Bliskiego Wschodu
listopad 4, 2005
Iwo Cyprian Pogonowski
Wałęsa szanujący prokuratorów
marzec 10, 2005
Lech Wałęsa
Korupcja przyczyną kryzysu
listopad 5, 2003
PAP
Związek Sowiecki i Zamach na Jana Pawła II
marzec 3, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Plany redukcyjne globalistow wobec zbednej masy podatkowej
maj 22, 2007
kruzoe2
Minister Izraela: "Musimy być częścią Unii Europejskiej i NATO"
styczeń 4, 2007
BIBUŁA - pismo
ŻYCZENIA NOWOROCZNE
grudzień 31, 2006
sredni
Piotr Skarga - Kazanie ósme
styczeń 28, 2006
Apel PiS : "internet bez VAT"
marzec 5, 2004
PAP
W judaizmie Bóg jest Bogiem tylko dla Żydów
styczeń 8, 2006
http://www.kielce.pl/forum/
Konwój do Betlejem
wrzesień 27, 2003
Israel Shamir
tyrty
kwiecień 2, 2006
tryrty
Ucz się póki masz od kogo !!!
grudzień 18, 2006
Wojciech Faber
What jewish scripture teachers...
sierpień 4, 2006
przesłał Iwo Cyprian Pogonowski
SDP nagle przypomniało sobie o moralności
luty 3, 2003
PAP
Podejrzewamy osoby zarządzające ZOZ MSWiAw Krakowie o świadome działanie o charakterze przestępczym
sierpień 3, 2004
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media