ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Wszyscy jesteśmy dziećmi Tego świata  
12 październik 2015     
Najwyższy czas: dr Sam White z Wielkiej Brytanii wzywa innych lekarzy, aby przestali szczepić ludzi i zabrali głos 
26 kwiecień 2022      Kevin Hughes
Podobno Trump rozważa atak nuklearny na Iran 
18 marzec 2026     
Ryszard Makowski blog "Omnibus prowizoryczny" 
26 styczeń 2016      Ryszard Makowski
Magiczne słowo "reforma" 
29 maj 2012      Artur Łoboda
Czy choroba umysłowa jest karalna? 
22 styczeń 2018     
Stanowisko Grecji to dla nas wielka szansa 
30 czerwiec 2015      Artur Łoboda
Zdrowych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia 
24 grudzień 2017     
Swołocz 
30 lipiec 2019      Artur Łoboda
Poseł do PE chce wyjaśnień w sprawie grafenu w szczepionkach Covid i zadaje pytania 
19 luty 2022     
Zniesienie kary śmierci jest tu PODSTAWOWYM elementem układanki 
25 luty 2017      Alina
Zapytanie do Pani Premier Rządu  
28 listopad 2016      Jacek Bartyzel
Wołyń 1943  
11 lipiec 2013     
V jak Vendetta (weto) 
11 styczeń 2021      DJ NovoS
Niesamowite: Drosten przyznaje, że „choroba nie istnieje!”  
8 kwiecień 2021     
Fikcyjne testy Szumowskiego 
7 sierpień 2020     
Anormalni 
4 maj 2012      Artur Łoboda
COVID-19: globalna operacja finansowa 
6 styczeń 2023      Michael Bryant
Zygmunt Jan Prusiński METAFORY ZE SNU - część ósma 
3 styczeń 2022      Zygmunt Jan Prusiński
Jednym zdaniem  
28 marzec 2016      Artur Łoboda

 
 

Jak Niemcy rozgrywają Polskę

Nadzorca Bundeswehry, niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen wywołała burzę, oznajmiając 2 listopada w znanym programie niemieckiej rządowej telewizji ZDF Maybritt Illner, że niemiecki rząd musi wspierać ruch oporu w Polsce („Ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce musimy wspierać”). Von der Leyen zwracała się do siedzących naprzeciwko niej liderów partii, które chcą stworzyć z CDU/CSU rządową koalicję, do Cema Özdemira z Partii Zielonych i Christiana Lindnera z FDP, którzy jej przytakiwali ze zrozumieniem. Rok po nieudanym ciamajdanie w Warszawie mamy do czynienia z niespotykaną w Unii Europejskiej ingerencją w wewnętrzne sprawy europejskiego sąsiada.

Powrót do przeszłości

Po upadku muru berlińskiego mieliśmy wejść w błogi okres miłości i braterstwa w Europie. Szybko okazało się, że czym bardziej świat się zmienia, tym bardziej jest taki sam. RFN przystąpiła szybko do przejęcia NRD (reunifikacji), a następnie stolicę połączonych Niemiec równie szybko przeniesiono z bukolicznego Bonn do pruskiego Berlina. Zaczęło się odbudowywanie Reichstagu, polerowanie Bramy Brandenburskiej, remont byłego Ministerstwa Lotnictwa III Rzeszy i budowa Kanzleramtu (siedziby kanclerza). Tak jakby lata 1945–1991 były tylko nieznaczącą krótką przerwą w historii Wielkich Niemiec. Niewątpliwie alianci ponoszą winę za wydanie lekkomyślnej zgody na przeniesienie stolicy Niemiec z powrotem do Berlina. Bonn było miastem łagodnym, cywilizowanym, z winnicami nieopodal, położonym w katolickiej Nadrenii-Westfalii, blisko innych dużych europejskich miast. Berlin ze swoimi gruzami, pustymi polami w środku miasta i mroczną historią absolutnie nie nadawał się na stolicę nowoczesnych Niemiec, namaszczonych na lidera nowej pokojowej Unii Europejskiej. O ile Bonn idealnie pasowało geograficznie do francusko-niemieckiego motoru Unii, to powrót niemieckich polityków do Berlina przypomniał im na nowo o nieograniczonych możliwościach, jakie oferuje Lebensraum na wschodzie. O utraconych terenach i o ich historycznej konkurencji z Rosją o dominację Europy Środkowej, a w pierwszym rzędzie krnąbrnej Polski.

Lenno niemieckie

Wszystko było poukładane po myśli Berlina, dopóki Polską rządziły potulne ekipy, które oczekiwały tylko na poklepanie po plecach. Pierwsze 25 lat tzw. naszej wolności przyzwyczaiły Niemców do łatwej i taniej kontroli terenu nad Wisłą. Partia CDU prowadziła Platformę Obywatelską, a SPD lewicę. Donald Tusk jako premier RP dostawał co rok jakiś medal lub nagrodę pieniężną, Radosław Sikorski wygłaszał płomienne przemówienia w Berlinie, apelując do Niemców o leadership, prowadzenie Europy (tzw. hołd berliński), Władysław Bartoszewski obcmokiwał pojednanie, a Lech Wałęsa głosił wprost, że Polska i Niemcy powinny się połączyć. Polska była grzecznym politycznym satelitą Berlina, tanią montownią dla niemieckiej gospodarki i rynkiem zbytu na niemieckie produkty, w tym stare czołgi Leopard 2A, które zawalały magazyny Bundeswehry. Niemieckie konglomeraty przejęły lwią część polskiego rynku prasy, a Bundeswehra umieściła swoje pionki w Szczecinie w ramach tzw. Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego, który zastąpił wcześniejszy niemiecki korpus LANDJUT (jednostka niemiecko-duńska) działający w latach 1961–1999.

Raj utracony

No, ale zdarzyło się nieszczęście, które zachwiało odgórnie ustaloną miłością i braterstwem pomiędzy sąsiadami znad Odry. Wybory w Polsce w 2015 r. wygrał nie ten, kto powinien wygrywać w starannie ustawionej demokracji, czyli PiS. Napięcia zaczęły się od przepychanek osobowych. Kiedy ambasador RP przy Unii Europejskiej (a wcześniej w Berlinie) Marek Prawda został odwołany, to Niemcy posadzili go w Biurze Komisji Europejskiej w Warszawie. Tak się szczęśliwie składa, że dobra znajoma Marka Prawdy z czasów studiów w NRD, Cornelia Pieper, jest konsulem generalnym Niemiec w Gdańsku. Potem Niemcy strasznie oburzali się na reformę Trybunału Konstytucyjnego i sądownictwa. I wściekli się, kiedy rząd PiS odmówił przyjęcia 12 tys. muzułmańskich migrantów. Działo się to w czasach, kiedy Berlin trząsł całą Unią Europejską, wtedy ówczesny francuski prezydent Hollande dreptał potulnie za Angelą Merkel na unijnych szczytach i był pogardliwie nazywany przez Marine Le Pen (cytat) „wicekonsulem na Francję”.

Każda akcja wywołuje reakcję. Od czasu wyborczej wygranej PiS byliśmy więc świadkami festiwalu oczerniania rządu PiS w niemieckich mediach, instrukcji niemieckich wydawców dla polskich dziennikarzy, jak mają pisać o rządzie PiS, i groźnych pomruków niemieckich polityków. Wachlarz podjętych działań rozciągał się od złośliwych karykatur Jarosława Kaczyńskiego na karnawałowych defiladach w Kolonii do równie karnawałowego ciamajdanu w Warszawie w grudniu ubiegłego roku.

Jak Polska śmie się stawiać?

Myśleliśmy, że niemiecki rząd, zajęty swoimi własnymi problemami po wrześniowych wyborach (wciąż nie ma nowej koalicji), pofolgował sobie trochę w atakowaniu Polski. Wypowiedź von der Leyen obudziła nas z naiwnej drzemki. Dlaczego von der Leyen (nazywana rezerwową kanclerz Niemiec) rzuciła hasło wspierana ruchu oporu w Polsce podczas telewizyjnej dyskusji z liderami partii FDP i Zielonych, którzy są potencjalnymi koalicjantami rządowymi CDU/CSU? Chlapnięcie językiem, poniesienie emocjami czy wyrachowany test?

Ursula von der Leyen jest od urodzenia częścią niemieckiej elity, która rządzi krajem, jej ojciec był przez 14 lat premierem landu Dolnej Saksonii. Leyen pełni nieprzerwanie od 2005 r. funkcje ministerialne w rządzie Merkel. Wcześniej była ministrem w rządzie Dolnej Saksonii, kiedy premierem tego rządu był Christian Wulff. To ważny detal, ponieważ kiedy Christian Wulff został prezydentem Niemiec w 2010 r., zaczął agitować na rzecz islamu w Niemczech, wygłaszając słynne zdanie „Islam jest częścią Niemiec” („Islam gehört zu Deutschland”). Projekt islamizacji Niemczech był przygotowywany na długo przed słynnym zaproszeniem migrantów do Niemczech przez Merkel w 2015 r. Według niemieckiej prasy von der Leyen już w 2014 r. przyjęła pod swój dach syryjskiego migranta. Nic dziwnego, że odmowa polskiego rządu wejścia w niemiecki projekt systematycznej islamizacji Europy musiała wywołać u Leyen szok i niedowierzanie. Jak Polska śmie się stawiać?

Wszczęcie dyskusji o niemieckich reparacjach wojennych dla Polski nie poprawiło sytuacji. A rozpad niemieckiej wielkiej koalicji po wrześniowych wyborach i wejście AfD do Bundestagu wywołało wśród niemieckiej elity od dawna nieznane poczucie bezsilności i bezradności. Publiczny atak na Polskę przeprowadzony 2 listopada przez minister von der Leyen był więc owocem narastających frustracji wśród berlińskiej elity. Nic tak nie buduje wewnętrznego wsparcia jak wspólny zewnętrzny wróg. Adolf Hitler to dobrze rozumiał.

Oporniki Bundeswehry

Czy Berlin ma praktyczne możliwości wykreowania i wsparcia ruchu oporu w Polsce? Niestety ma. Niemiecki rząd ma dużo pieniędzy (nadwyżki budżetowe) i posiada w Polsce co najmniej cztery kanały wpływu: szeroką sieć niemieckich mediów (prasa regionalna, krajowa oraz internet), sieć niemieckich fundacji kształtujących opinię publiczną, kanały partyjne wspierające polskich polityków opozycji, takich jak np. Grzegorz Schetyna (CDU), Ryszard Petru (FDP), Robert Biedroń (SPD) i strumień finansowy dla polskich fundacji, stowarzyszeń, samorządów i prywatnych szkół wyższych. Mniejszym kanałem wpływu jest bezpośrednie niemieckie rządowe wsparcie dla Luteranów w Polsce oraz dla tzw. mniejszości niemieckiej, cokolwiek ona znaczy.

Oprócz tego Niemcy mają rozbudowany wywiad cywilny i wojskowy, który dba o ekonomiczne i polityczne interesy Berlina. Już parę miesięcy temu zwróciłem uwagę na pracownika departamentu politycznego Ambasady Niemiec w Warszawie Marca Gutekunsta, specjalistę od outsourcingu kampanii wyborczych. Marco Gutekunst spędził wcześniej jako student semestr na Uniwersytecie Koźmińskiego w Warszawie, potem obronił w Niemczech doktorat z outsourcingu kampanii wyborczych, został przyjęty do akademii niemieckiego MSZ i po krótkich stażach szkoleniowych w innych departamentach powrócił do Warszawy od razu na stanowisku nr 2 w departamencie politycznym. Kiedy zacząłem się interesować bliżej Gutekunstem, jego nazwisko znikło ze strony internetowej ambasady, a kiedy opublikowałem jego zdjęcie wzięte z jego publicznego profilu na Facebooku, Gutekunst zaskarżył to i Twitter zablokował moje konto. W międzyczasie konto Gutekunsta na Facebooku znikło.

W odróżnieniu od Niemców polski rząd nie ma żadnych kanałów wpływów w Niemczech. Co prawda, Polacy stanowią największą mniejszość narodową w Niemczech w kategorii posiadaczy podwójnych paszportów, ale są obywatelami drugiej klasy, bez znaczenia politycznego. Z Niemiec docierają do nas tylko wiadomości o zabieraniu polskich dzieci rodzinom przez niemiecki Jugendamt lub o możliwym zabraniu kościoła polskiej wspólnocie katolickiej. Merkel już składa życzenia noworoczne po arabsku, składać ich po polsku nie potrzebuje, bo Polacy w Niemczech są niewidoczni. Do tego jeszcze istniejąca sieć polskiej dyplomacji została przetrzebiona przez Radosława Sikorskiego, który z uporem maniaka dopiął swego i sprzedał historyczny budynek konsulatu RP w Kolonii, zamieniając go na anonimowe pomieszczenia w biurowcu w coraz niebezpieczniejszej części miasta. A działka pod budowę nowej polskiej ambasady w Berlinie na prestiżowej alei Unter den Linden od dekad porasta trawą. Tak jakby ktoś uzgodnił z Berlinem, że Polska w Niemczech będzie przysłowiową myszą pod miotłą.

Historia przypomina nam, że Niemcy mają doświadczenie w rozgrywaniu przeciwników. Wysłanie Lenina pociągiem do Rosji spowodowało rozwiązanie kwestii rosyjskiej w końcówce I wojny światowej, a jednostronne uznanie niepodległości Słowenii rozpoczęło proces rozpadu Jugosławii. Dzisiaj, oprócz kanałów wpływów w Polsce, Berlin dysponuje propagandowym narzędziem kontrolowanej przez Niemców Unii Europejskiej, w której w ramach hasła „obrona europejskich wartości” można w teorii zrobić wszystko. Niemcy mają swoich ludzi na kluczowych pozycjach w brukselskiej biurokracji, aż po gabinet Jeana-Claude’a Junckera, którym kieruje członek partii CDU Martin Selmayr.

Wymachiwanie hasłem „obrony europejskich wartości” już było wielokrotnie używane w ostrych unijnych atakach na polski rząd. Na szczęście dla nas unijna armia nie istnieje. Słowa niemieckiej minister obrony i nadzorcy Bundeswehry, wypowiedziane 2 listopada, nie są przypadkowe. Von der Leyen od 12 lat funkcjonuje w rządzie Merkel, ma więc głęboką wiedzę o niemieckich planach i strategii na Polskę, szczególnie po dojściu do władzy PiS. Ten atak został przeprowadzony na użytek niemieckiej widowni i szefów dwóch partii siedzących naprzeciwko Leyen w studiu. Prawdopodobnie Leyen nie spodziewała się, że jej słowa zostaną dostrzeżone w Polsce. Na pewno nie wyłowiłyby je kontrolowane niemieckie media lub polskie media mainstreamu. Ale w dobie technologii i internetu słowa minister Leyen zostały dostrzeżone przez internautów i w ciągu 24 godzin wywołały burzę w Polsce, wraz z reakcjami MON i MSZ.

Wyjmowanie z kontekstu

Wkrótce potem ruszyła kampania odkręcania słów minister Leyen przez Ambasadę Niemiec w Warszawie, niemiecki MON, rządową „Deutsche Welle”. Szybko ustalono linię obrony, która wytrzymała dwie doby: „Słowa minister Leyen zostały wyjęte z kontekstu i częściowo zmienione”. Drugą linią frontu obrony było stwierdzenie w komunikatach „Deutsche Welle”, że (cytat): „Na platformach społecznościowych rozgorzała dyskusja na ten temat, głównie mało rzeczowa i obraźliwa. Wynikało z niej, że komentatorzy nie mają pojęcia, o co chodzi, nie znają języka niemieckiego, nie słuchali dyskusji i wyławiali z kolportowanych tekstów to, co im pasowało. Podsycano uprzedzenia i niechęć do Niemiec, twierdząc wręcz, że »Niemcy chcą z powrotem swoje ziemie wschodnie«”. Czyli po prostu zwalono winę na głupich Polaków, którzy nie rozumieją niemieckiego, nie znają kontekstu, a do tego jeszcze są pełnymi uprzedzeń ksenofobami.

Ruszył też front obrony słów minister Leyen w Polsce. Specjaliści od językoznawstwa przekonywali, że Leyen nie mówiła o wspieraniu „ruchu oporu”, tylko o wspieraniu „oporu”, co miało być okolicznością łagodzącą. W języku niemieckim słowo „opór” (Widerstand) w ustach polityków kojarzy się od razu z Widerstand gegen den Nazionalsozialismus, czyli z ruchem oporu przeciwko faszyzmowi. Mało tego, w języku niemieckim istnieje odrębne pojęcie Passiver Widerstand, czyli „opór pasywny” (jaki na przykład stawiali strajkujący niemieccy robotnicy w czasie francuskiej okupacji Ruhrgebietu w 1923 r.). Skoro istnieje wyodrębniona definicja Passiver Widerstand, jasne jest, że przez prostą opozycję definicja Widerstand oznacza opór aktywny, ruch.

Bardziej komicznych analiz słów minister Leyen dostarczył na antenie TVN24 niemiecki korespondent Radia Zet Wojciech Hernes. Zaczął od tłumaczenia, że był to tylko prywatny pogląd minister Leyen, potem przekabacił „ruch oporu” na „opieranie się trendom”, a na koniec stwierdził, że nic się nie stało, bo tak właściwie to minister Leyen nawet „nie jest ministrem”, bo „nie ma nowego rządu”. Radiu Zet gratuluję korespondenta. Do akcji wkroczył też były korespondent „Wyborczej” w Berlinie Bartosz Wieliński, wyjaśniając, że minister Leyen nie powiedziała tego, co powiedziała, a z czasem, kiedy sytuacja stała się beznadziejna, zakrzyknął w rozpaczy na Twitterze (cytat): „Czy faktycznie jest o co się awanturować?”.

Ruch oporu w Polsce wspierany przez nadzorcę Bundeswehry to bardzo poważna sprawa. Ale kabaretowa kampania odkręcania słów minister von der Leyen warta jest sama w sobie pracy magisterskiej z dziennikarstwa, ba, może nawet pracy doktorskiej. Żyjemy niestety w ciekawych, ale też czasami wesołych czasach.
6 grudzień 2017

Stanislas Balcerac  

  

Komentarze

 

JAK SWIAT SWIATEM NI MOZE NIEMIASZEK POLAKOWI BYC BRATEMMM,NI MOZE I JUZ ..
NIEMIASZKOW PRAC KTO W BOGA WIERZY
KIEMLICZE
NIEMIASZKOW INO PRAC..PRAC ..PRAC..JAK NIE DZIS TO PRZYNAJMNIEJ PSYCHOLI MCIAREWITZOW
PRZESTROIC NA NIENAWISC ZE WSCHODU NA ZACH ...NA JUTRO ..
TEZ PSYCHOL WEUS

2017-12-06
wues

 

A przedstawmy taką hipotezę.
Amerykanie (wojsko) w Polsce nie są po to, aby bronić wschodniej flanki NATO, a po to, by bronić zachodniej flanki WNP.
Dalej, Korea Północna nie zamiaruje walczyć z USA, a jedynie przejść pod jej kuratelę.
Może w Europie odbywa się proces wdrażania ochrony Rosji, jako podmiotu, który przyjmie na siebie, jako pierwszy ciosy z Chin?
Zdarzenia zdają się nabierać tempa.
Rewolta na półwyspie i w Arabii Saudyjskiej, deklaracja Trumpa o przeniesieniu ambasady USA w Izraelu z Tel Awiwu do Jerozolimy, impas parlamentarny w Niemczech, Brexit i obecne perturbacje w naszej Ojczyźnie, wskazują, że następuje eskalacja zdarzeń.
Myślę, że postępuje rozłam na linii Rosja - Niemcy, niezależnie od tego, kto w tych państwach sprawuje rzeczywistą władzę.



2017-12-07
Magellan

 

Bardzo karkołomna teza.
Ale. Na tym świecie wszystko jest możliwe.

2017-12-07
Artur Łoboda

  

Archiwum

Bezpiecznie byc generalem
kwiecień 16, 2003
przesłała Elżbieta
Władysław Bartoszewski Jeszcze jeden „autorytet”
lipiec 12, 2006
Michał Miłosz
Eksperymentalna broń laserowa w Iraku - video
listopad 9, 2006
Dorota
Prezentów nie dostarczono przez 9 dni!
grudzień 29, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
Największy polski prozaik (wedle "tłumacza")
marzec 30, 2008
tłumacz
OŚWIADCZENIE EMIGRACJI POLSKIEJ
październik 28, 2006
LaRouche o najważniejszych kwestiach po wyborach 7 listopada
grudzień 12, 2006
Biuletyn Informacyjny Instytutu Schillera
Obama ulega lobby Izraela?
marzec 17, 2009
Iwo Cyprian Pogonowski
Mełłaby dwa dolce na sekundę
marzec 18, 2008
Mirosław Naleziński, Gdynia
Uśmiechnij się
kwiecień 15, 2003
przesłała Elżbieta
Kazimierz Wielki był naprawdę wielkim, a największym kobieciarzem
październik 6, 2003
Elew
Gdy indoktrynacja zastępuje edukację
maj 5, 2008
Dariusz Kosiur
Co wart jest traktat z USA
marzec 25, 2004
PAP
Auschwitz
styczeń 28, 2005
"Niewidoczny Słoń w Pokoju"
kwiecień 7, 2006
Iwo Cuprian Pogonowski
Zdrowych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia
grudzień 25, 2007
zaprasza.net
Lewizna na wydziale prawa (ideały sięgają bruku)
październik 28, 2004
Mirosław Naleziński
Książka oskarża Izrael o napad na wieżowce i Pentagon
sierpień 15, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Pamiętniki sprzymierzeńcami policji
lipiec 24, 2005
Mirnal
Nie dezerterzy
czerwiec 26, 2008
przeslala Elzbieta Gawlas Toronto
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media