ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Pisowscy krętacze i spolegliwi frajerzy 
23 wrzesień 2019      Artur Łoboda
Promieniowanie bezprzewodowe z urządzeń mobilnych powodujące PRAWDZIWĄ SZKODĘ dla ludzi 
17 kwiecień 2022      Mary Villareal
Szokująca, przemilczana afera PiS, PO i III RP! Media, służby, sądy! "Wszyscy, wszystko wiedzieli"! Gersdorf - przestępca. 
25 listopad 2018     
Foliarstwo 
5 lipiec 2021     
Teksty źródłowe do „Cudów” w USA oraz w Watykanie 
16 czerwiec 2009      Marek Głogoczowski
A świat będzie wolny... 
1 marzec 2017     
"Ostatnie pokolenie" 
27 kwiecień 2024      Artur Łoboda
Totalitaryzm Liberalny 
5 luty 2011      Artur Łoboda
"Artyści" PRL-u 
1 czerwiec 2015      Artur Łoboda
PRZEBUDZENIE - petycja do społeczeństwa 
3 luty 2014      www.polskawalczaca.com
Rzucam pomysł na doskonały biznes 
22 listopad 2021      Artur Łoboda
Dr Robert Malone mówi, że czas zacząć wskazywać wszystkich członków Światowego Forum Ekonomicznego 
9 kwiecień 2022     
"Sprawiedliwi" bali się UB 
16 luty 2016      Artur Łoboda
Chodź synu na spacer 
17 maj 2020      Zygmunt Jan Prusiński
Negocjacje START między USA a Federacją Rosyjską - komentarz 
21 maj 2009      tłumacz
Porzućcie bryczki! Wezwanie do Polaków 
18 listopad 2011      Artur Łoboda
Angela Merkel się trzęsie. Czy całe Niemcy też? 
18 czerwiec 2019      Alina
Jak Nawrocki zostanie prezydentem to wróci komunizm 
30 maj 2025     
W sprawie roszczeń żydowskich 
15 styczeń 2018     
Eksperyment ze szczepieniami: ile zgonów jest etycznie uzasadnionych? 
8 marzec 2021     

 
 

Patriotyzm poezji

Płoniemy, a nie giniemy



Z Wojciechem Wenclem, poetą, laureatem tegorocznej Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza, rozmawia Agnieszka Żurek

11 listopada odebrał Pan Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza za „De profundis”. Po raz pierwszy nagroda ta została przyznana za tomik poetycki. Na medalu, który został Panu wręczony, widnieje cytat z Józefa Mackiewicza – „Jedynie prawda jest ciekawa”. Tylko poezja poszukująca prawdy może być autentyczna?
- Myślę, że szczególnie dotyczy to poezji. W prozie dążenie do prawdy często sprowadza się do realizmu, obyczajowego czy historycznego, który jest cenny dla kultury, ale rejestruje jedynie powłokę rzeczywistości. Dojrzała poezja sięga głębiej, do samej istoty bytu. Zwykle posługuje się zmysłowym konkretem, ale zarazem posiada wymiar metafizyczny. Nawet gdy odnosi się do faktów historycznych, jednocześnie dotyka tajemnicy istnienia, cierpienia, dobra i zła. Nieco uogólniając, można powiedzieć, że jeśli powieściopisarz przedstawia losy człowieka czy narodu, to poeta próbuje opisać ich duszę. Jedno i drugie świadectwo prawdy jest bardzo potrzebne, zwłaszcza tu i teraz, w Polsce – jak to ujmuje Jarosław Marek Rymkiewicz – nierzeczywistej, zredagowanej przez media. Trzeba jednak pamiętać, że ta nierzeczywistość jest dużo starsza niż współczesne media. Na przykład Thomas Stearns Eliot w „Ziemi jałowej” z 1922 r. pisał o Londynie jako Nierzeczywistym Mieście. W każdym społeczeństwie, gdzie ludzie tracą absolutny punkt odniesienia, życie staje się wegetacją bez znaczenia, kontrolowaną przez fantomy. Wolna literatura jest dziś jedną z ostatnich redut prawdy o Bogu, człowieku i konsekwencjach jego wyborów.

Czy Pana zdaniem, w świecie poezji, podobnie jak w życiu duchowym, istnieją „błędne ogniki”, zjawy prowadzące na manowce, a podające się za przewodników? Jakie niebezpieczeństwo kryje się w deprecjonowaniu roli poezji bądź próbach jej infantylizowania czy też zamknięcia w „getcie estetyki”?
- Takich „błędnych ogników” jest bardzo wiele. Choćby przekonanie, że poezja to wyłącznie język, izolujące ją od realnego życia i redukujące autora do roli kuglarza słów. Wielu współczesnych poetów wierzy, że projekcje ich umysłu mają wartość autonomiczną. Tymczasem jej główną wartością jest zdolność do opisywania autentycznych ludzkich doświadczeń w taki sposób, żeby czytelnicy czerpali z tego piękno, nadzieję, poczucie sensu świata i własnej godności. Język jest ważny jak glina dla garncarza, ale jeśli się go absolutyzuje, staje się jałowy. Po drugie, całkowita eliminacja mowy wysokiej, która jest naturalnym językiem śmierci, miłości, wiary. Po trzecie, kult oryginalności. Niektórzy sądzą, że uda się im stworzyć coś zupełnie nowego. Ale oryginalność w literaturze osiąga się nie przez błysk geniuszu, lecz przez wierność prawdzie. Trzeba wyruszyć w drogę do źródeł polszczyzny po śladach dawnych poetów, zaczerpnąć stamtąd żywej wody, a potem długo wracać, wydeptując własną ścieżkę, która miejscami łączy się z innymi ścieżkami, potem znów biegnie sama… Ten powrót od przedwiecznego Słowa do słowa poetyckiego to pisarska dojrzałość. Jacques Maritain mówił wprost: „Tradycja i karność są prawdziwymi żywicielkami oryginalności”.
Słusznie pani zauważyła, że społeczna rola poezji jest dziś kwestionowana przez samych poetów. Sprowadzili oni twórczość do poziomu infantylnej gry towarzyskiej dla garstki znajomych, najczęściej też piszących. Ich ideał wiersza to inteligentny dowcip. Występując na różnych slamach i festiwalach, chcą przede wszystkim błysnąć humorem. Dlaczego tak się dzieje? Poeci, najczęściej młodzi mężczyźni, cierpią na te same choroby cywilizacyjne co ich rówieśnicy. Są słabi, ociężali duchowo, boją się trudnych decyzji, uciekają od wielkich wyzwań, bo nie wierzą, że mogliby im sprostać. Szczytem ich marzeń jest awans w środowiskowej hierarchii, ewentualnie Nagroda Nike, czyli odpowiednik kariery w firmie. Bronią tej swojej małej stabilizacji, zgodnie twierdząc, że dotarcie z wierszami pod strzechy jest już niemożliwe. To oczywiście wykręt, bo ludzie wciąż potrzebują poezji, zwłaszcza w kontekście dramatycznych doświadczeń prywatnych czy wspólnotowych, takich jak smoleńska tragedia. Tyle że musi to być poezja pisana krwią, wiarygodna, a do tego poruszająca problemy istotne nie tylko dla autora. Żeby podjąć takie wyzwanie, młodzi twórcy musieliby mieć poczucie powołania, nieskrępowaną wyobraźnię, odporność na szyderstwa, gotowość do zmierzenia się ze skostniałymi formami polskiej kultury, sporo cierpliwości i trochę romantyzmu. Do nabycia tych cech niektórym moim starszym kolegom wystarcza siła woli, zakorzenienie w tradycji niepodległościowej albo w Herbertowskim etosie inteligenta. Dla mnie kluczowa jest relacja z Bogiem, bez której nie byłbym zdolny do zrealizowania żadnego marzenia.

Skoro rozmawiamy o współczesnej literaturze, z czego Pana zdaniem może wynikać paradoks zalewu literatury opisującej rozkład – czy to ten pojmowany dosłownie, czy też ten moralny, pod warunkiem jednak, że nie będzie zawierał otwarcia na żadną inną perspektywę – przy jednoczesnej histerycznej ucieczce od tematu śmierci, jeśli będzie to śmierć męczeńska, śmierć za Ojczyznę?
- Genezę tej „bebechowatości” doskonale opisał Witkacy jako skutek rewolucji bolszewickiej. Odwracając się od metafizyki, twórca skupił się na opisywaniu własnej egzystencji na poziomie fizjologii. „Niemyta dusza” straciła swój „rozpęd do nieskończoności”, a więc czynnik decydujący o człowieczeństwie. Przedłużeniem tego nurtu jest współczesny „banalizm”. Dzisiejsi „artyści” uwielbiają babrać się w bebechach, licząc na zaszokowanie odbiorcy, natomiast panicznie boją się duchowego rozwoju. Dlatego odrzucają perspektywę eschatologiczną, która przenosi doświadczenie rozkładu na wyższy poziom i może stać się początkiem zmiany. „Śmierć męczeńska”, „śmierć za Ojczyznę” – te wartości irytują, bo kłócą się z ideą powszechnego upodlenia, wyrywają ludzi z letargu, tłumią zwierzęce popędy. Także sztuka, która – zgodnie ze słynnym zdaniem Arystotelesa – „oczyszcza żądze”, jest dziś przedmiotem agresji. Po opublikowaniu „De profundis” wielokrotnie byłem oskarżany o „nekrofilię”, choć każdy wiersz w tym zbiorze jest dokumentacją zwycięstwa nad śmiercią. Choćby „Wołyń 1943″, gdzie historyczna fotografia poćwiartowanej dziewczyny zostaje porównana do obrazu Fra Angelico „Zwiastowanie”. Zbrodnicza machina tego świata potrafi zniszczyć ciało, ale nie jest w stanie odebrać człowiekowi godności ofiarowanej mu przez Boga. Tym, co drażni dzisiejszych krytyków, nie jest naturalizm śmierci, ale przeciwnie – ukazanie jej jako części życia.

Pana tomik poezji „De profundis” powstał w szczególnym momencie, został wydany w 2010 roku. Jest swoistym „Apelem Poległych”. Przywołuje Pan w nim tragiczne wydarzenia naszej historii, takie jak rzeź wołyńska czy mordy dokonane na uczestnikach „powstania antykomunistycznego”, jak nazywano działalność żołnierzy NSZ czy WiN. Czy katastrofa smoleńska była momentem, kiedy ludzie ci na nowo „stanęli do Apelu”, jeszcze raz ogłosili gotowość do obrony Ojczyzny?
- Takie miałem doświadczenie w trakcie pisania. Odczuwałem niemal fizyczną bliskość dawnych bohaterów. Przychodzili w milczeniu i ustawiali się w szeregu, jakby obrona Ojczyzny razem z nami, żywymi, była dla nich oczywistością. Tym, co szczególnie zwracało uwagę, był ich spokój. Nie przypominali zbłąkanych duchów z „Dziadów” Mickiewicza, nie skarżyli się na swój los, nie dziwili się też temu, co stało się w Smoleńsku. Biło od nich jakieś wieczne światło. Zrozumiałem, że polskość, którą wspólnie niesiemy, jest niezniszczalna, błogosławiona przez Boga. Trzeba tylko być jej wiernym. To samo dotyczy dawnych poetów, których głosy rozpoznawałem na poziomie języka. Razem stanęliśmy na granicy śmierci, między światem doczesnym a wiecznym, i nawoływaliśmy się jak ptaki nad przepaścią. Było to doświadczenie tak sugestywne, że czasami traciłem pewność, który głos dobiega ze współczesnej Polski, a który z zaświatów. Te niezwykłe przeżycia sprawiły, że traktuję „De profundis” jako tom, który nie należy wyłącznie do mnie. To raczej spisana w natchnieniu, wielogłosowa opowieść o istocie polskości, wyrażenie tego, co jest wspólne nam wszystkim. Od momentu wydania tej książki dostałem kilkadziesiąt listów i e-maili z podziękowaniami od czytelników. Wielu z nich odnalazło w „De profundis” własną miłość do Polski, bliskie sobie obrazy i metafory. Niektórzy płakali w trakcie lektury, uczyli się fragmentów na pamięć. Dzięki tym wierszom i spotkaniom autorskim otworzył się przede mną żywioł polskiego patriotyzmu. Spotkałem setki osób, którym nie trzeba niczego tłumaczyć, bo – w odróżnieniu od krytyków – od dzieciństwa przechowują w sobie ikonografię polskości. „De profundis” to literacka wykładnia tego, co istnieje w ich sercach i wyobraźni.

Istnienie tej wspólnoty, przekraczającej nie tylko ramy przestrzeni, ale i czasu, wzbudza ogromny sprzeciw. O czym, Pana zdaniem, świadczy trwająca w Polsce od ponad półtora roku „walka z duchami”, która oznacza również walkę z Pana poezją? Walczy się z pamięcią o poległych, a nawet z materialnymi dowodami tej pamięci, zawartymi często w symbolice światła. Znicze nagle stały się śmieciami, a pochodnie – atrybutem faszystów.
- Duchy ciągną nas za rękaw, burzą święty spokój, przypominają o biografiach przodków, zmuszają do opowiedzenia się wobec wspólnotowego doświadczenia. A większość Polaków chce wegetować, czyli bogacić się i bezrefleksyjnie korzystać z uroków życia. Światło trzeba zgasić, żeby nie odsłaniało grozy i wspaniałości polskiego losu. Oprócz zniczy i pochodni nośnikami tego światła bywają wiersze, stąd Agata Bielik-Robson na łamach „Rzeczpospolitej” już dwa tygodnie po katastrofie smoleńskiej nazwała Rymkiewicza i mnie „cholernie niebezpiecznymi poetami”. Jestem przekonany, że uczestniczymy dziś w wielkiej wojnie cywilizacyjnej, której stawką jest nie tylko przyszłość Polski, ale i Europy. Nasi przeciwnicy chcą całkowicie wyrugować z kultury metafizykę, patriotyzm i pamięć o dawnych Polakach. To nowe zjawisko, bo nawet komuniści, którzy „redagowali” historię metodą białych plam, nie odważyli się wypowiedzieć polskiej duszy wojny totalnej. Oczywiście, mówimy tu o głębszych przyczynach „walki z duchami”, bo np. dla obecnej władzy ma ona charakter ściśle partyjniacki. Jej celem jest niedopuszczenie do ugruntowania mitu Lecha Kaczyńskiego – zjawiska, które mogłoby zmienić preferencje wyborcze. Ci, którzy próbują gasić światło, zapominają o jednym. Nasze znicze i wiersze nie płoną ludzką mocą. Odpalamy je od Chrystusowego paschału. Dopóki tak jest, światło będzie świecić w ciemności i ciemność go nie ogarnie.

Ci, którzy odeszli już do wieczności, także są z nami. W tomiku „De profundis” nazywa Pan śp. Annę Walentynowicz „Panią Cogito”. Czy Anna Solidarność i Zbigniew Herbert, autor „Guzików” wraz z ich niemal profetycznym wersem „i dymi mgłą smoleński las”, są szczególnymi patronami tego ostatniego czasu, jaki przeżywamy od 10 kwietnia 2010 roku?
- Powiem więcej: są wśród nas na Krakowskim Przedmieściu podczas każdej smoleńskiej miesięcznicy. Patronami tych spotkań są bł. ks. Jerzy Popiełuszko i bł. Jan Paweł II, a pośrednio także ks. Prymas Stefan Wyszyński. To prorocy narodowego powstania, które – wierzę w to głęboko – doprowadzi do zbudowania cywilizacji chrześcijańskiej, promieniującej na cały świat. Ich świadectwa, do niedawna traktowane jako patetyczne albo niezrozumiałe, nagle stały się zadziwiająco aktualne. Herberta właściwie trzeba dziś czytać na nowo, bo każdy jego wiersz brzmi jak komentarz do polskiego życia po Smoleńsku. Bez niego i Anny Walentynowicz nie potrafilibyśmy bronić spraw – po ludzku – przegranych. A testament naszych wielkich duchownych nadaje temu wysiłkowi sens głębszy od heroizmu. Jest zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa nie tylko w niebie, ale już tu, na ziemi.

„Jeszcze Polska nie zginęła, póki my giniemy” – tak zaczyna się napisany przez Pana 10 kwietnia 2010 r. wiersz „In hora mortis”. Czy oznacza on, że Polska wciąż żyje, bo Bóg nadal uznaje ją za godną, żeby w jej imieniu przelewać krew?
- Bóg bardzo kocha Polskę. Dlatego nie pozwala nam upodobnić się do innych narodów europejskich. Wciąż z nami dialoguje, przeprowadza przez granicę śmierci, żeby odsłonić głębię wieczności i wyzwolić nas z lęku. Ta miłość jest trudna do wytłumaczenia, bo po wyjściu z komunizmu zasadniczo odwróciliśmy się od Stwórcy, postanowiliśmy żyć po swojemu, odrzucając przygotowaną dla nas historię. A jednak Bóg nieustannie widzi w nas potencjał, co wyjawił św. Faustynie Kowalskiej: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje”.

Czego, Pana zdaniem, dzisiaj, w listopadzie 2011 roku, wymaga od nas Polska? Do czego zobowiązują nas – mówiąc Pana słowami – „wierne oczy poległych”?
- Urodziliśmy się Polakami, żeby realizować nie tylko osobiste powołanie do małżeństwa, kapłaństwa czy samotności, lecz także wspólnotową misję. Musimy niezmiennie kochać wolność, stawać po stronie „poniżonych i bitych”, czerpać z romantycznej tradycji, stawiać sobie wielkie wyzwania, nie popadać w jałowy konsumpcjonizm, bo – jak mówił Jan Paweł II – każdy z nas ma swoje Westerplatte. Trzeba żyć na serio, w gotowości do poświęcenia życia dla Boga i Ojczyzny, tak jak wcześniejsze pokolenia. Musimy być ofensywni: nie tylko bronić niepodległości własnego państwa, ale także szukać wspólnych wartości z innymi narodami, zwłaszcza w Europie Środkowej. Wreszcie musimy być pokorni wobec własnej historii. Pamiętać, że nic, co się zdarza, nie dzieje się przypadkiem. Dlatego nie wolno nam popadać w polityczną gorączkę, zniechęcać się przegranymi wyborami, obrażać się na Boga, że nie dostosował się do naszego terminarza. To my mamy dostosować się do Jego planu. Cierpliwie budować przestrzeń wolności wokół siebie, a kiedy trzeba, stawać do walki, nie oczekując natychmiastowej nagrody.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111112&typ=my&id=my03.txt
12 listopad 2011

Elzbieta Gawlas 

  

Komentarze

  

Archiwum

LIBERAL = PHILOCRIMINAL
grudzień 6, 2008
Marek Glogoczowski
Czy posty powinny być podpisywane imieniem i nazwiskiem?
kwiecień 14, 2005
anonim
Jimmy Carter wszedł do jaskini zbójców
kwiecień 30, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Już ponad 30 tys. Niemców żąda zwrotu mienia pozostawionego w Polsce
październik 27, 2003
Wprost
Medioci Igraszki TVN wokół śmierci Slobodana Miloszevicia
marzec 17, 2006
serbofil
Skandal z lekiem corhydron
listopad 9, 2006
Adam Sandauer
Stałe błędy ortograficzne
kwiecień 12, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
Podobne kariery polityczne Bush’a i Putina
czerwiec 30, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
POLISH PROGENITOR AND STALIN
kwiecień 9, 2008
Bogdan "Trzy Radla"
Fundament naszej nedzy i degredacja systemu ekologicznego
grudzień 10, 2007
markus
Prawdziwi wierni Bogu Żydzi ortodoksyjni uważają państwo Izrael i syjonizm za nazizm !
luty 23, 2003
Artur Łoboda
Uczmy się walczyć o swoje
grudzień 15, 2003
Andrzej Kumor
Nowa Ksiazka "Masakra w Jedwabnem", Walka z Falszowaniem Historii Polski
styczeń 24, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Żyd ujawnia całą prawdę - wideo
luty 7, 2007
Dorota
Czarna dziura
czerwiec 11, 2003
DLACZEGO POLACY NIE POTRAFIˇ SIĘ JEDNOCZYĆ?
maj 14, 2005
Leszek Skonka
Bracia w " wierze " w UE
kwiecień 17, 2003
przesłała Elżbieta
Pax Americana po Zydowsku
kwiecień 26, 2005
Iwo Cyprian Pogonowski
Ruch Przełomu Narodowego
czerwiec 19, 2008
Dariusz Kosiur
AKT OSKARŻENIA PRZECIWKO:
styczeń 17, 2003
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media