ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Zygmunt Jan Prusiński NAGIE PACIERZE - część czwarta  
13 maj 2022      Zygmunt Jan Prusiński
Szok. Autorytety KOD  
9 czerwiec 2016      Polak
Tajna wojna Joe Bidena na Ukrainie 
21 lipiec 2022      Philip M. Giraldi
Wnioski po Święcie Niepodległości 
12 listopad 2013      Artur Łoboda
Brak wzrostu liczby koronawirusa Dwa tygodnie po zniesieniu mandatu dotyczącego maski w Teksasie 
26 marzec 2021     
Wiekopomny zwrot w TVP 
1 kwiecień 2020      Alina
Sytuacja jest poważna, ale będzie dobrze 
6 marzec 2020     
Zygmunt Jan Prusiński METAFORY ZE SNU - część dziesiąta 
15 styczeń 2022      Zygmunt Jan Prusiński
Deprecjacja polskiej kultury pod rządami Bogdana Zdrojewskiego 
14 luty 2014      Artur Łoboda
Czy polscy telewidzowie mają jakieś skojarzenia z tymi zdjęciami? 
15 luty 2010      tłumacz
Jeżeli w Polsce ma nastać normalność 
20 luty 2016      Artur Łoboda
Elity rządzące i rządy, które kontrolują, pokazały niezbicie, że są przeciwko nam, ludowi 
17 luty 2022      Paul Craig Roberts
Demonstracja na stacji Brighton przeciwko ludobójstwu w Rafah 
18 luty 2024     
Polska jest dobrem najwyższym KOMUNIKAT 
19 październik 2012      www.trwanie.com
Zmarł nagle  
8 kwiecień 2020     
Ta muszelka w nocy 
22 czerwiec 2020      Zygmunt Jan Prusiński
Grypa ? 
25 wrzesień 2010      Goska
Ty się koleś nie znasz 
5 lipiec 2016      Artur Łoboda
Wstyd i kompromitacja! 
2 grudzień 2014      www.polskawalczaca.com
Pokraczna bezczelność Rządu Ewy Kopacz, czyli korupcja zakamuflowana 
24 październik 2014      Artur Łoboda

 
 

Patriotyzm poezji

Płoniemy, a nie giniemy



Z Wojciechem Wenclem, poetą, laureatem tegorocznej Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza, rozmawia Agnieszka Żurek

11 listopada odebrał Pan Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza za „De profundis”. Po raz pierwszy nagroda ta została przyznana za tomik poetycki. Na medalu, który został Panu wręczony, widnieje cytat z Józefa Mackiewicza – „Jedynie prawda jest ciekawa”. Tylko poezja poszukująca prawdy może być autentyczna?
- Myślę, że szczególnie dotyczy to poezji. W prozie dążenie do prawdy często sprowadza się do realizmu, obyczajowego czy historycznego, który jest cenny dla kultury, ale rejestruje jedynie powłokę rzeczywistości. Dojrzała poezja sięga głębiej, do samej istoty bytu. Zwykle posługuje się zmysłowym konkretem, ale zarazem posiada wymiar metafizyczny. Nawet gdy odnosi się do faktów historycznych, jednocześnie dotyka tajemnicy istnienia, cierpienia, dobra i zła. Nieco uogólniając, można powiedzieć, że jeśli powieściopisarz przedstawia losy człowieka czy narodu, to poeta próbuje opisać ich duszę. Jedno i drugie świadectwo prawdy jest bardzo potrzebne, zwłaszcza tu i teraz, w Polsce – jak to ujmuje Jarosław Marek Rymkiewicz – nierzeczywistej, zredagowanej przez media. Trzeba jednak pamiętać, że ta nierzeczywistość jest dużo starsza niż współczesne media. Na przykład Thomas Stearns Eliot w „Ziemi jałowej” z 1922 r. pisał o Londynie jako Nierzeczywistym Mieście. W każdym społeczeństwie, gdzie ludzie tracą absolutny punkt odniesienia, życie staje się wegetacją bez znaczenia, kontrolowaną przez fantomy. Wolna literatura jest dziś jedną z ostatnich redut prawdy o Bogu, człowieku i konsekwencjach jego wyborów.

Czy Pana zdaniem, w świecie poezji, podobnie jak w życiu duchowym, istnieją „błędne ogniki”, zjawy prowadzące na manowce, a podające się za przewodników? Jakie niebezpieczeństwo kryje się w deprecjonowaniu roli poezji bądź próbach jej infantylizowania czy też zamknięcia w „getcie estetyki”?
- Takich „błędnych ogników” jest bardzo wiele. Choćby przekonanie, że poezja to wyłącznie język, izolujące ją od realnego życia i redukujące autora do roli kuglarza słów. Wielu współczesnych poetów wierzy, że projekcje ich umysłu mają wartość autonomiczną. Tymczasem jej główną wartością jest zdolność do opisywania autentycznych ludzkich doświadczeń w taki sposób, żeby czytelnicy czerpali z tego piękno, nadzieję, poczucie sensu świata i własnej godności. Język jest ważny jak glina dla garncarza, ale jeśli się go absolutyzuje, staje się jałowy. Po drugie, całkowita eliminacja mowy wysokiej, która jest naturalnym językiem śmierci, miłości, wiary. Po trzecie, kult oryginalności. Niektórzy sądzą, że uda się im stworzyć coś zupełnie nowego. Ale oryginalność w literaturze osiąga się nie przez błysk geniuszu, lecz przez wierność prawdzie. Trzeba wyruszyć w drogę do źródeł polszczyzny po śladach dawnych poetów, zaczerpnąć stamtąd żywej wody, a potem długo wracać, wydeptując własną ścieżkę, która miejscami łączy się z innymi ścieżkami, potem znów biegnie sama… Ten powrót od przedwiecznego Słowa do słowa poetyckiego to pisarska dojrzałość. Jacques Maritain mówił wprost: „Tradycja i karność są prawdziwymi żywicielkami oryginalności”.
Słusznie pani zauważyła, że społeczna rola poezji jest dziś kwestionowana przez samych poetów. Sprowadzili oni twórczość do poziomu infantylnej gry towarzyskiej dla garstki znajomych, najczęściej też piszących. Ich ideał wiersza to inteligentny dowcip. Występując na różnych slamach i festiwalach, chcą przede wszystkim błysnąć humorem. Dlaczego tak się dzieje? Poeci, najczęściej młodzi mężczyźni, cierpią na te same choroby cywilizacyjne co ich rówieśnicy. Są słabi, ociężali duchowo, boją się trudnych decyzji, uciekają od wielkich wyzwań, bo nie wierzą, że mogliby im sprostać. Szczytem ich marzeń jest awans w środowiskowej hierarchii, ewentualnie Nagroda Nike, czyli odpowiednik kariery w firmie. Bronią tej swojej małej stabilizacji, zgodnie twierdząc, że dotarcie z wierszami pod strzechy jest już niemożliwe. To oczywiście wykręt, bo ludzie wciąż potrzebują poezji, zwłaszcza w kontekście dramatycznych doświadczeń prywatnych czy wspólnotowych, takich jak smoleńska tragedia. Tyle że musi to być poezja pisana krwią, wiarygodna, a do tego poruszająca problemy istotne nie tylko dla autora. Żeby podjąć takie wyzwanie, młodzi twórcy musieliby mieć poczucie powołania, nieskrępowaną wyobraźnię, odporność na szyderstwa, gotowość do zmierzenia się ze skostniałymi formami polskiej kultury, sporo cierpliwości i trochę romantyzmu. Do nabycia tych cech niektórym moim starszym kolegom wystarcza siła woli, zakorzenienie w tradycji niepodległościowej albo w Herbertowskim etosie inteligenta. Dla mnie kluczowa jest relacja z Bogiem, bez której nie byłbym zdolny do zrealizowania żadnego marzenia.

Skoro rozmawiamy o współczesnej literaturze, z czego Pana zdaniem może wynikać paradoks zalewu literatury opisującej rozkład – czy to ten pojmowany dosłownie, czy też ten moralny, pod warunkiem jednak, że nie będzie zawierał otwarcia na żadną inną perspektywę – przy jednoczesnej histerycznej ucieczce od tematu śmierci, jeśli będzie to śmierć męczeńska, śmierć za Ojczyznę?
- Genezę tej „bebechowatości” doskonale opisał Witkacy jako skutek rewolucji bolszewickiej. Odwracając się od metafizyki, twórca skupił się na opisywaniu własnej egzystencji na poziomie fizjologii. „Niemyta dusza” straciła swój „rozpęd do nieskończoności”, a więc czynnik decydujący o człowieczeństwie. Przedłużeniem tego nurtu jest współczesny „banalizm”. Dzisiejsi „artyści” uwielbiają babrać się w bebechach, licząc na zaszokowanie odbiorcy, natomiast panicznie boją się duchowego rozwoju. Dlatego odrzucają perspektywę eschatologiczną, która przenosi doświadczenie rozkładu na wyższy poziom i może stać się początkiem zmiany. „Śmierć męczeńska”, „śmierć za Ojczyznę” – te wartości irytują, bo kłócą się z ideą powszechnego upodlenia, wyrywają ludzi z letargu, tłumią zwierzęce popędy. Także sztuka, która – zgodnie ze słynnym zdaniem Arystotelesa – „oczyszcza żądze”, jest dziś przedmiotem agresji. Po opublikowaniu „De profundis” wielokrotnie byłem oskarżany o „nekrofilię”, choć każdy wiersz w tym zbiorze jest dokumentacją zwycięstwa nad śmiercią. Choćby „Wołyń 1943″, gdzie historyczna fotografia poćwiartowanej dziewczyny zostaje porównana do obrazu Fra Angelico „Zwiastowanie”. Zbrodnicza machina tego świata potrafi zniszczyć ciało, ale nie jest w stanie odebrać człowiekowi godności ofiarowanej mu przez Boga. Tym, co drażni dzisiejszych krytyków, nie jest naturalizm śmierci, ale przeciwnie – ukazanie jej jako części życia.

Pana tomik poezji „De profundis” powstał w szczególnym momencie, został wydany w 2010 roku. Jest swoistym „Apelem Poległych”. Przywołuje Pan w nim tragiczne wydarzenia naszej historii, takie jak rzeź wołyńska czy mordy dokonane na uczestnikach „powstania antykomunistycznego”, jak nazywano działalność żołnierzy NSZ czy WiN. Czy katastrofa smoleńska była momentem, kiedy ludzie ci na nowo „stanęli do Apelu”, jeszcze raz ogłosili gotowość do obrony Ojczyzny?
- Takie miałem doświadczenie w trakcie pisania. Odczuwałem niemal fizyczną bliskość dawnych bohaterów. Przychodzili w milczeniu i ustawiali się w szeregu, jakby obrona Ojczyzny razem z nami, żywymi, była dla nich oczywistością. Tym, co szczególnie zwracało uwagę, był ich spokój. Nie przypominali zbłąkanych duchów z „Dziadów” Mickiewicza, nie skarżyli się na swój los, nie dziwili się też temu, co stało się w Smoleńsku. Biło od nich jakieś wieczne światło. Zrozumiałem, że polskość, którą wspólnie niesiemy, jest niezniszczalna, błogosławiona przez Boga. Trzeba tylko być jej wiernym. To samo dotyczy dawnych poetów, których głosy rozpoznawałem na poziomie języka. Razem stanęliśmy na granicy śmierci, między światem doczesnym a wiecznym, i nawoływaliśmy się jak ptaki nad przepaścią. Było to doświadczenie tak sugestywne, że czasami traciłem pewność, który głos dobiega ze współczesnej Polski, a który z zaświatów. Te niezwykłe przeżycia sprawiły, że traktuję „De profundis” jako tom, który nie należy wyłącznie do mnie. To raczej spisana w natchnieniu, wielogłosowa opowieść o istocie polskości, wyrażenie tego, co jest wspólne nam wszystkim. Od momentu wydania tej książki dostałem kilkadziesiąt listów i e-maili z podziękowaniami od czytelników. Wielu z nich odnalazło w „De profundis” własną miłość do Polski, bliskie sobie obrazy i metafory. Niektórzy płakali w trakcie lektury, uczyli się fragmentów na pamięć. Dzięki tym wierszom i spotkaniom autorskim otworzył się przede mną żywioł polskiego patriotyzmu. Spotkałem setki osób, którym nie trzeba niczego tłumaczyć, bo – w odróżnieniu od krytyków – od dzieciństwa przechowują w sobie ikonografię polskości. „De profundis” to literacka wykładnia tego, co istnieje w ich sercach i wyobraźni.

Istnienie tej wspólnoty, przekraczającej nie tylko ramy przestrzeni, ale i czasu, wzbudza ogromny sprzeciw. O czym, Pana zdaniem, świadczy trwająca w Polsce od ponad półtora roku „walka z duchami”, która oznacza również walkę z Pana poezją? Walczy się z pamięcią o poległych, a nawet z materialnymi dowodami tej pamięci, zawartymi często w symbolice światła. Znicze nagle stały się śmieciami, a pochodnie – atrybutem faszystów.
- Duchy ciągną nas za rękaw, burzą święty spokój, przypominają o biografiach przodków, zmuszają do opowiedzenia się wobec wspólnotowego doświadczenia. A większość Polaków chce wegetować, czyli bogacić się i bezrefleksyjnie korzystać z uroków życia. Światło trzeba zgasić, żeby nie odsłaniało grozy i wspaniałości polskiego losu. Oprócz zniczy i pochodni nośnikami tego światła bywają wiersze, stąd Agata Bielik-Robson na łamach „Rzeczpospolitej” już dwa tygodnie po katastrofie smoleńskiej nazwała Rymkiewicza i mnie „cholernie niebezpiecznymi poetami”. Jestem przekonany, że uczestniczymy dziś w wielkiej wojnie cywilizacyjnej, której stawką jest nie tylko przyszłość Polski, ale i Europy. Nasi przeciwnicy chcą całkowicie wyrugować z kultury metafizykę, patriotyzm i pamięć o dawnych Polakach. To nowe zjawisko, bo nawet komuniści, którzy „redagowali” historię metodą białych plam, nie odważyli się wypowiedzieć polskiej duszy wojny totalnej. Oczywiście, mówimy tu o głębszych przyczynach „walki z duchami”, bo np. dla obecnej władzy ma ona charakter ściśle partyjniacki. Jej celem jest niedopuszczenie do ugruntowania mitu Lecha Kaczyńskiego – zjawiska, które mogłoby zmienić preferencje wyborcze. Ci, którzy próbują gasić światło, zapominają o jednym. Nasze znicze i wiersze nie płoną ludzką mocą. Odpalamy je od Chrystusowego paschału. Dopóki tak jest, światło będzie świecić w ciemności i ciemność go nie ogarnie.

Ci, którzy odeszli już do wieczności, także są z nami. W tomiku „De profundis” nazywa Pan śp. Annę Walentynowicz „Panią Cogito”. Czy Anna Solidarność i Zbigniew Herbert, autor „Guzików” wraz z ich niemal profetycznym wersem „i dymi mgłą smoleński las”, są szczególnymi patronami tego ostatniego czasu, jaki przeżywamy od 10 kwietnia 2010 roku?
- Powiem więcej: są wśród nas na Krakowskim Przedmieściu podczas każdej smoleńskiej miesięcznicy. Patronami tych spotkań są bł. ks. Jerzy Popiełuszko i bł. Jan Paweł II, a pośrednio także ks. Prymas Stefan Wyszyński. To prorocy narodowego powstania, które – wierzę w to głęboko – doprowadzi do zbudowania cywilizacji chrześcijańskiej, promieniującej na cały świat. Ich świadectwa, do niedawna traktowane jako patetyczne albo niezrozumiałe, nagle stały się zadziwiająco aktualne. Herberta właściwie trzeba dziś czytać na nowo, bo każdy jego wiersz brzmi jak komentarz do polskiego życia po Smoleńsku. Bez niego i Anny Walentynowicz nie potrafilibyśmy bronić spraw – po ludzku – przegranych. A testament naszych wielkich duchownych nadaje temu wysiłkowi sens głębszy od heroizmu. Jest zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa nie tylko w niebie, ale już tu, na ziemi.

„Jeszcze Polska nie zginęła, póki my giniemy” – tak zaczyna się napisany przez Pana 10 kwietnia 2010 r. wiersz „In hora mortis”. Czy oznacza on, że Polska wciąż żyje, bo Bóg nadal uznaje ją za godną, żeby w jej imieniu przelewać krew?
- Bóg bardzo kocha Polskę. Dlatego nie pozwala nam upodobnić się do innych narodów europejskich. Wciąż z nami dialoguje, przeprowadza przez granicę śmierci, żeby odsłonić głębię wieczności i wyzwolić nas z lęku. Ta miłość jest trudna do wytłumaczenia, bo po wyjściu z komunizmu zasadniczo odwróciliśmy się od Stwórcy, postanowiliśmy żyć po swojemu, odrzucając przygotowaną dla nas historię. A jednak Bóg nieustannie widzi w nas potencjał, co wyjawił św. Faustynie Kowalskiej: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje”.

Czego, Pana zdaniem, dzisiaj, w listopadzie 2011 roku, wymaga od nas Polska? Do czego zobowiązują nas – mówiąc Pana słowami – „wierne oczy poległych”?
- Urodziliśmy się Polakami, żeby realizować nie tylko osobiste powołanie do małżeństwa, kapłaństwa czy samotności, lecz także wspólnotową misję. Musimy niezmiennie kochać wolność, stawać po stronie „poniżonych i bitych”, czerpać z romantycznej tradycji, stawiać sobie wielkie wyzwania, nie popadać w jałowy konsumpcjonizm, bo – jak mówił Jan Paweł II – każdy z nas ma swoje Westerplatte. Trzeba żyć na serio, w gotowości do poświęcenia życia dla Boga i Ojczyzny, tak jak wcześniejsze pokolenia. Musimy być ofensywni: nie tylko bronić niepodległości własnego państwa, ale także szukać wspólnych wartości z innymi narodami, zwłaszcza w Europie Środkowej. Wreszcie musimy być pokorni wobec własnej historii. Pamiętać, że nic, co się zdarza, nie dzieje się przypadkiem. Dlatego nie wolno nam popadać w polityczną gorączkę, zniechęcać się przegranymi wyborami, obrażać się na Boga, że nie dostosował się do naszego terminarza. To my mamy dostosować się do Jego planu. Cierpliwie budować przestrzeń wolności wokół siebie, a kiedy trzeba, stawać do walki, nie oczekując natychmiastowej nagrody.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111112&typ=my&id=my03.txt
12 listopad 2011

Elzbieta Gawlas 

  

Komentarze

  

Archiwum

Statystyka skarg na błędy i wypadki medyczne; postulowane zmiany prawa
luty 16, 2009
Adam Sandauer
Matka Solidarności
grudzień 15, 2005
Zbigniew Głuszczyk
2009.03.17. Serwis wiadomości ze świata bez cenzury
marzec 17, 2009
tłumacz
Władza i etyka
sierpień 23, 2003
"Niedziela"
Ograniczenia w kandydowaniu na głowę państwa demokratycznego
październik 9, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Poparcie dla protestujących pacjentów w Radomiu. Wedle PiS prawa pacjenta są wystarczająco dobrze chronione
sierpień 21, 2007
dr Adam Sandauer, przewodniczący stowarzyszenia
Polska atrapa demokracji
marzec 27, 2003
zaprasza.net
Historyczna Perspektywa Chrześcijan i Muzułmanów
kwiecień 21, 2005
Iwo Cyprian Pogonowski
Ghandi i Churchill
maj 3, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Były pracownik Optimusa przed prokuratorem. Protest Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych
lipiec 7, 2002
PAP
Dlaczego mamy płacić my Polacy ?
czerwiec 21, 2003
Elżbieta
Grzechy Ameryki w Japonii i w Iraku
sierpień 12, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Kiedy plastykowe wydanie Rzecz(y)pospolitej?
styczeń 18, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
PiS-owski pakt stabilizacji? - kolejny bajer? Co z tymi wcześniejszymi wyborami? - z cyklu oceniamy sytuację polityczną i rzą
styczeń 27, 2006
Zdzisław Raczkowski
Pogrom kielecki, 1946, jako ogniwo włańcucha aktów terroru
kwiecień 15, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Energofaszyzm, Czyli Zniewolenie Amerykanów?
marzec 4, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Warto poczytać książkę Putina o judo
luty 21, 2008
marduk
NIE dla baz USA w Polsce!
grudzień 29, 2003
Adrian Dudkiewicz
Błędy witryny RJP
lipiec 22, 2005
Mirosław Naleziński
Ku rozwadze - zdrajcy
czerwiec 14, 2008
Artur Łoboda
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media