ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
Nie dajmy się lobbystom energetyki jądrowej! Wywiad z prof. Mirosławem 
Energetyka jądrowa jest przeżytkiem - nadzieje na tanią energię dawała w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie, które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Nie możemy się mu poddać. 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Kto mordował w Katyniu 
Izraelska gazeta „Maariv” z 21 lipca 1971 r. wyjawia końcowy sekret katyńskiej masakry. 
"Quo Vadis Polonia?" Lech Makowiecki  
 
Skazany za pestki moreli, B17  
Faszyzm w barwach demokracji 
PAKT WOJSKOWY POLSKA - IZRAEL.  
Ewa Jasiewicz,Yonatan Shapira na spotkaniu w Krakowie 22 czerwca 2010  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
Ostatni mit (o polityce sowieckiej) 
 
"patriotyzm" po 1989 roku 
komentarz zbędny 
Niezależna witryna Alexa Jones'a 
Alex Jones należy do nielicznych ludzi na świecie którzy mają odwagę mówić prawdę o antyspołecznej konspiracji 
Iwo Cyprian Pogonowski 
Notka wikipedii dotycząca osoby prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego 
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
Wszystko pod kontrolą 
Od zawsze służby specjalne kontrolowały rzekome niezaplanowane spotkania oficjeli z obywatelami.
Przykład podstawionego Putina - jako przypadkowego przechodnia.
 
Na straży wolności: Goldman Sachs  
Gerald Celente i John Stossel rozmawiają z sędzią Napolitano o różnych, nie do końca jasnych powiązaniach, między amerykańskimi bankami i rządem USA. Największe podejrzenia budzi bank Goldman Sachs, który ma dziwną nadreprezentację we władzach rządowych. Dla przypomnienia, dodam, że pracownikiem tego banku jest były premier RP, Kazimierz Marcinkiewicz, a bank był zamieszany w spekulacje na złotówce. 
Pomylił Chrześcijaństwo z Judaizmem 
Skandaliczna niewiedza Prezydenta USA, czy też raczej perfidna prowokacja?
W przemówieniu Baracj Obama opisuje Chrześcijaństwo odwołaniami do Judaizmu.  
Cała prawda o ataku z 11 września 
Jeden z filmów usułujących przedstawić prawdę i ataku z 11 września 2001 roku 
whatreallyhappened.com 
Warto dodać ten link do Pana strony: http://whatreallyhappened.com/

99% tez dotyczących religii, polityki i ekonomii i filozofii się pokrywa z tezami zaprasza.net. Topowa strona. 
Strona Krzysztofa Wyszkowskiego 
Strona domowa Krzystofa Wyszkowskiego 
Młodzież izraelska w Polsce 
Doskonały dokument o wycieczce młodzieży izraelskiej do Polski. 
więcej ->

 
 

Głos z Australii


Moje trzy grosze

Przyznam, że jako Polak i patriota z bólem serca śledzę rozwój wypadków w tzw. środowiskach narodowych, który ma miejsce po udzieleniu owego nieszczęsnego wywiadu przez p. Romana Giertycha Gazecie Wyborczej.
Uważnie prześledziłem reakcje na ten wywiad, wypowiedzi prof. Nowaka i prof. Brody, p. Piotra Mazura, p. Lizuta oraz komentarze autora tego portalu, p. Zbyszka Łabędzkiego. Posypały się istne gromy na głowę Romana Giertycha i LPR.

Długo się zastanawiałem, czy warto o tym pisać, po prostu przyznam się, że jestem już tym wszystkim zniechęcony. Ale może i warto. Sam nie wiem. Ale jeszcze dołączę swój głos do tej dyskusji.

Opowiem Państwu krótką historyjkę z australijskiego podwórka, ponieważ droga, którą przebywa Polska i LPR, nie jest żadnym przecieraniem szlaków czy odkrywaniem Ameryki. W innych krajach istnieją precedensy polityczne, które warto poznać i z których należy wyciągać wnioski.


Pauline Hanson

Otóż kilka lat temu w australijskim Parlamencie znalazła się nowa, nikomu nieznana posłanka z Queensland, Pauline Hanson. Prosta, nie przyzwyczajona do publicznych wystąpień stremowana kobieta, jąkająca się podczas udzielanych mediom wywiadów, często nie rozumiejąca zadawanych jej pytań. Np. podczas jednego z wywiadów wykazała się nieznajomością znaczenia słowa „ksenofobia i poprosiła prowadzącą ten wywiad redaktor o wyjaśnienie, co oczywiście obiegło całe australijskie media, które ją bezlitośnie z tego powodu wyśmiały.


Tradycją australijskiego Parlamentu jest, że nowy poseł, zabierając po raz pierwszy głos w Parlamencie, wygłasza tzw. maiden speech, która to przemowa ma być z zasady krótka, nie kontrowersyjna, powinna zawierać krótką pochwałę poprzednika oraz podziękowanie wyborcom, a także przedstawienie tego nowego polityka zarówno jego parlamentarnym kolegom jak i wyborcom z innych okręgów.

Pauline Hanson w swojej pierwszej przemowie parlamentarnej odbiegła od tej tradycji. Wygłosiła mowę, która można chyba bez przesady powiedzieć zatrzęsła Parlamentem i spowodowała ogromne zamieszanie na australijskiej scenie politycznej.

Aby Państwu wyjaśnić, na czym polegało owe "trzęsienie ziemi", przytoczę krótkie fragmenty tej wypowiedzi w polskim tłumaczeniu.

"Panie Marszałku, w swojej pierwszej przemowie gratuluję Panu wyboru i pragnę podkreślić, jak bardzo jestem dumna z tego, że znalazłam się tutaj jako niezrzeszona (bezpartyjna) przedstawicielka okręgu Oxley. Przychodzę tutaj nie jako wytrawny polityk, lecz jako kobieta z ogromnym życiowym doświadczeniem.

Moje podejście do zagadnień politycznych oparte jest na zdrowym rozsądku, doświadczeniu jako matki czworga dzieci i jako businesswoman. Z powodu mojej postawy zostałam nazwana rasistką.(...)

Mamy teraz sytuację, gdzie rodzaj odwrotnego rasizmu jest stosowany do zwykłych, przeciętnych Australijczyków przez wyznawców politycznej poprawności i tych, którzy mają pod swoją kontrolą różne przedsięwzięcia i organizacje opłacane przez australijskiego podatnika, a które służą jedynie Aborygenom, wielokulturowości i innym mniejszościom.


W odpowiedzi na moje nawoływania o równe traktowanie wszystkich Australijczyków, bez względu na kolor czy przynależność etniczną, najgłośniej krytykowana byłam przez ludzi zarządzających tymi organizacjami, biurokratów i społecznych inżynierów. Oni to krzyczeli najgłośniej, ponieważ to oni mogą najwięcej z tego powodu stracić władzę, pieniądze i stanowiska, wszystko to ufundowane przez podatników. (...)

Dzisiaj, 41 lat pó?niej, mówię o całkowitym odwróceniu sytuacji o przywilejach które stały się udziałem Aborygenów, a nie są osiągalne dla innych Australijczyków. Szczegółowo badałam te przywileje, i rzucam tu wyzwanie każdemu, kto potrafi mi udowodnić, w jaki sposób prześladowani są Aborygeni, skoro tylko oni mają prawo do specjalnych, 3 % i 5 % procentowych pożyczek umożliwiających zakup domu.

Ci, którzy pasożytują na tej sytuacji, są niechętni jakimkolwiek zmianom. Spójrzmy na Radę Porozumienia z Aborygenami. Jej członkowie otrzymują diety w wysokości $290 dziennie i $320 dziennie na zwrot kosztów podróży, a oprócz tego większość tych osób zajmuje świetnie płatne stanowiska w różnorakich organizacjach. Nic więc dziwnego, że nie chcą z tego wszystkiego zrezygnować.(...)

Największym powodem załamania życia rodzinnego jest bezrobocie. Nasz kraj posiada największe na świecie zasoby bogactw mineralnych, ogromne obszary ziemi nadające się pod uprawę rolną, bogactwa otaczających go oceanów, lecz pomimo to mamy $190 miliardów długu, z którego spłata samych jedynie procentów powoli nas dławi.

Bezrobocie wśród młodzieży w wieku od 15 do 24 lat wynosi 25%, a w moim okręgu wyborczym nawet więcej. Statystyki, które podlegają różnym manipulacjom twierdzą że mamy 8,6% bezrobocia, czyli trochę poniżej 1 miliona bezrobotnych. Jeżeli odrzucimy oficjalną, fikcyjną definicję bezrobocia, która uznaje za w pełni zatrudnioną osobę, która przepracowała jeden dzień w tygodniu, to okaże się, że w rzeczywistości mamy 1,5-2 miliony bezrobotnych. To jest problem, którego rząd woli nie zauważać.

Ostatnie dziesięciolecie przyniosło znaczny spadek naszej stopy życiowej. W latach 60-tych zarobki wzrastały o 3% rocznie a bezrobocie wynosiło 2%. Dziś, nie dość, że nie ma realnego wzrostu zarobków, to wręcz cofamy się pod tym względem, a według oficjalnych danych bezrobocie wynosi 8,6%. Prawdziwe bezrobocie musi więc wynosić pomiędzy 12-13%.(...)

Utraciliśmy nasz przemysł i największe firmy. Teraz rząd chce sprzedać Telstrę, przedsiębiorstwo które przyniosło rządowi zeszłego roku $1,2 miliarda czystego zysku, a w tym roku przewiduje się, że przyniesie $2 miliardy zysku. Ale przed sprzedaniem tej firmy, rząd nosi się z zamiarem wyrzucenia na bruk 56 000 pracowników, aby wykazać wyższy zysk. Każdy, kto posiada jakiekolwiek pojęcie o prowadzeniu interesu wie, że nie wyprzedaje się firmy, która z roku na rok przynosi dobre dochody. Jestem jedynie właścicielką małego przedsiębiorstwa, a nie ekonomistką, ale niektórzy z ekonomistów powinni wreszcie oderwać się od swoich podręczników i nawiązać kontakt z rzeczywistością. Ja bym im nie pozwoliła prowadzić nawet swojego gospodarstwa domowego.

Emigracja i wielokuturowość są jednym z zagadnień z którymi boryka się ten rząd, usiłując je naprawić, ale bez większego skutku. W tych sprawach żadna z głównych partii nie pyta o zdanie obywateli, z których większość domaga się radykalnych zmian w polityce emigracyjnej. Ja uważam, że grozi nam zalew emigrantów z Azji. W latach 1984-1995 emigranci z krajów azjatyckich stanowili 40% napływu emigrantów. Mają oni swoją własną religię i kulturę, formują getta i nie asymilują się. Oczywiście za te słowa zostanę nazwana rasistką, ale jeżeli mam prawo zaprosić do własnego domu kogo zechcę, to takie samo prawo powinnam mieć w stosunku do swojego kraju. Naprawdę wielokulturowe państwo nigdy nie będzie silne ani zjednoczone. Na świecie jest pełno negatywnych tego przykładów, począwszy od Irlandii poprzez Bośnię, aż do Afryki, bliżej naszego kraju wystarczy spojrzeć na sytuację w Papui Nowej Gwinei. Ameryka i Wielka Brytania też już płacą cenę za niewłaściwą politykę emigracyjną.(...)


W tym roku finansowym wydamy najmniej $1,5 miliarda na pomoc zagraniczną i nie mamy żadnej pewności co do tego, czy te pieniądze będą właściwie wydane, ponieważ kraje, które są odbiorcami tej pomocy, odznaczają się korupcją monumentalnych wręcz rozmiarów.


Australia powinna przemyśleć swoje członkostwo w O.N.Z. i opłacanie składek tej organizacji, ponieważ jest ona podobna do A.T.S.I.C., tyle że na większą skalę, z wolnymi od podatków pensjami w amerykańskich dolarach, wolnymi od cła luksusowymi samochodami oraz statusem dyplomatycznym swoich przedstawicieli.

Rząd powinien zrobić wszystko, aby obniżyć stopę podatkową dla przedsiębiorstw. Jak mamy konkurować z Japonią, Niemcami czy z Singapurem, jeżeli nasze firmy muszą płacić o wiele wyższe podatki niż tamtejsze przedsiębiorstwa? Wygląda również na to, że za obniżanie taryf celnych na produkty wytwarzane w innych krajach, które konkurują z lokalną produkcją, Australia płaci utratą miejsc pracy własnych obywateli. Musimy zadbać o samych siebie, zamiast zapewniać miejsca pracy dla obywateli innych krajów i wypełniać portfele inwestorów kosztem naszych warunków życia i przyszłości.(...) "


Nie będę już Państwa dalej zanudzał tym przemówieniem. Wystarczy tylko powiedzieć, że Hanson swoim przemówieniem wsadziła istny kij w mrowisko. Media zawyły zgodnym chórem, była bezlitośnie i na każdym kroku wyśmiewana i poniżana. Zwykły repertuar: rasizm, ksenofobia, faszyzm, hitleryzm, zaściankowość, populizm, itp. Skąd ja to znam...

Ale dzielna Pauline Hanson jakoś sobie radziła; w międzyczasie pod jej przywództwem powstała nowa partia pod nazwą One Nation (Jeden Naród), której notowania wręcz lawinowo wzrastały. Im bardziej wzrastała jej popularność, tym bardziej nasilała się medialna nagonka przeciw tej partii. Im mocniejsza była nagonka, tym bardziej wzrastała popularność tej partii i jej założycielki. Należy tu nadmienić, że w Australii nie ma publikacji typu „Nasz Dziennik, „Nasza Polska, „Głos czy innych im podobnych, a więc ta nowa partia właściwie rozwijała się i przedstawiała swoje programy wyborcze jedynie za pomocą internetu, ponieważ media albo mówiły o nich ?le, albo nie mówiły wcale. To była istna orgia nienawiści i propagandy skierowana przeciwko Pauline i jej partii. Z tego względu jedynym dostępnym dla tej partii medium był Internet, i na ich stronie zamieszczane były programy wyborcze.

W końcu nadszedł czas następnych wyborów federalnych i nieuniknione przed nimi sondaże opinii publicznej. I co się okazało? One Nation osiąga w tych sondażach nawet 10-15% poparcia, a w niektórych okręgach nawet ponad 30%. Powiało grozą. Wszak to o wiele, wiele więcej niż Zieloni i Demokraci razem wzięci. Ba, nawet zagrażało to dwóm głównym partiom, dla których szykowała się wręcz klęska wyborcza, a szczególnie partii którą można określić jako centroprawicową (Liberal-National). Ale od czegóż chwyty poniżej pasa? Rząd błyskawicznie rzucił się do "reformy" systemu wyborczego, wprowadzając jedynie "kosmetyczne" poprawki.

Przed samymi wyborami, zdarzyło się coś, co NIE MIAŁO PRECEDENSU w historii Australii. Nie sądzę, aby zainteresowały kogokolwiek zawiłości australijskiego systemu wyborczego, więc nadmienię jedynie, że obie główne partie doszły do porozumienia, na podstawie którego podzielą się tzw. preferencjami wyborców. Miało to polegać na tym, że jeżeli w jakimś okręgu wyborczym stawało trzech kandydatów, jeden z One Nation, drugi z koalicji Liberal-National, a trzeci z Labor Party i jeżeli np. kandydat One Nation zdobył 25% poparcia w tzw. głosach podstawowych, kandydat Labor 17%, a Liberal-National 18%, to kandydat Labor skieruje swoje preferencje do kandydata Liberal-National i tym sposobem ten kandydat osiągnie 35% ogólnych głosów i wejdzie do Parlamentu. Odkąd powstały te obie partie (Labor, Liberal) zawsze znajdowały się one we wzajemnej opozycji. Nigdy nie zdarzyło się, aby partia lewicowa oddawała swoje głosy partii prawicowej, czy też odwrotnie. Do tego porozumienia przystąpiły również pomniejsze partie, Zieloni i Demokraci, którzy zwykle jako partie o odchyleniach lewicowych oddawały swe głosy Labor Party przeciwko koalicji Liberal-National. Ogłoszono to jako "WIEKOPOMNE" POROZUMIENIE W CELU RATOWANIA AUSTRALII PRZED FASZYSTOWSKˇ ZARAZˇ (czyli przed wolą wyborców, bo przecież "jaśnie oświeceni" lepiej wiedzą co potrzeba a raczej: co należy się motłochowi). Była to "wiekopomna", ale bardziej manipulacja niż porozumienie. Gdyby nie to, normalną koleją rzeczy kandydat partii centroprawicowej powinien oddać swe preferencyjne głosy partii prawicowej, czyli One Nation, a już z całą pewnością nie partii lewicowej, opozycyjnej. Ten manewr mocno podciął szansę na ogromny sukces wyborczy One Nation. Czyli po prostu stwierdzono, że choćby w koalicji z samym diabłem, ale przeciwko One Nation.


Nie dość tego. Przeprowadzono również inny manewr polityczny. Otóż Labor przesunęła się w swoim programie z lewa nieco na prawo, czyli do środka, a Liberal-National ze środka nieco bardziej na prawo, ale oczywiście nie za daleko. Zresztą mniej więcej od 1983 r. programy wyborcze tych partii niczym się specjalnie nie różniły w swoich głównych założeniach programowych. Typowy dwupartyjny system, który próbuje się również stworzyć w Polsce. My mieliśmy SLD i AWS, które wspólnie i zgodnie wprowadzały Polskę do Unii Europejskiej rozkradając na różne sposoby, mniej lub nieco bardziej legalnie, majątek narodowy. Skutki ich rządów każdy widzi gołym okiem.


Pomimo tych wszystkich zabiegów swoich przeciwników, One Nation udało się wprowadzić kilku posłów do Parlamentu i Senatu, ale w sumie bardzo niewielu, co właściwie nie miało i tak większego znaczenia dla polityki kraju.

Ale to nie koniec. One Nation nadal istniała, nadal cieszyła się 15% poparciem elektoratu. A to było niebezpieczne. W następnych wyborach mogła uzyskać nawet większe poparcie i tym samym poważnie zagrozić status quo australijskiej sceny politycznej. A więc zaczął się następny etap działania, można to określić jako etap, na którym znajduje się w tej chwili LPR. Z tego to powodu przedstawiam tu tę nieco przydługą historię.

Otóż niektórzy posłowie One Nation, zaczęli prowadzić rozbijacką robotę "od środka". Nie udało się zniszczyć One Nation za pomocą kruczków prawnych i histerycznej propagandy mediów, to trzeba szukać innej drogi, trzeba było tę partię rozwalić od środka. I zaczęło się. Ten występował z partii, bo władze partyjne są dyktatorskie; tamta, bo się nagle obudziła i zobaczyła, że nie ma w tej partii demokracji tylko wymagają dyscypliny partyjnej; następny, bo mu się przestało podobać, że Pauline Hanson pozowała do plakatu wyborczego udrapowana w australijską flagę narodową; jeszcze inny, bo mu się nie podobało przywództwo Pauline Hanson i związanych z nią osób, itp. bzdury.

Widziałem, co się dzieje, że wszystko zaczyna się rozsypywać pod wpływem nieodpowiedniego postępowania. Myślę sobie: jedyna partia, która może stanąć na drodze tryumfalnie kroczącego globalizmu, ograniczyć lichwiarską wszechwładzę banków (mieli w swoich założeniach stworzenie systemu finansowego bardzo podobnego do Kredytu Społecznego, ale nie aż tak radykalnego). Krótko mówiąc, może ta partia postawić Australię na nogi i stać się przykładem dla innych krajów świata, że można zawrócić z prowadzącej do unicestwienia drogi i świat się nie zawali. A poza tym, jakiż świetny byłby to dla nas przykład! A więc zapisałem się do tej partii i opłaciłem składkę członkowską, żeby mieć prawo zabierania głosu na zebraniach. No i byłem na paru, ostrzegałem, tłumaczyłem na zdrowy chłopski rozum, że te waśnie się niczym dobrym nie skończą, że głównym celem jest przejęcie władzy, naprawa systemu, naprawa kraju, a pó?niej to możemy się kłócić ile chcemy. Może nam się Pauline Hanson nie podobać, może nam się spodobać Smith i wtedy jego postawimy na czele partii. Ale to wszystko należy robić pó?niej, po tym jak osiągniemy szerokie poparcie społeczeństwa, nie 15% tylko 40% i obejmiemy władzę, a nie teraz. Tłumaczyłem jak krowom na miedzy, żeby nie le?li w szkodę, bo popełnią samobójstwo polityczne, zniechęcą do siebie wyborców nie prezentując im jednolitego frontu, tylko partyjkę rozdartą wewnętrznymi swarami i kłótniami personalnymi. Nic z tego. W Western Australia One Nation zadecydowała, że oderwie się od Pauline Hanson, a że politycy nadal bru?dzili, to i stało się. W ostatnich wyborach zdobyli chyba niecałe 5% poparcia. I One Nation się skończyła. Tzn. istnieją jeszcze jakieś struktury, ale odeszły już do politycznego niebytu. A na horyzoncie nic. Jedyną korzyścią, jaka wynikła z tej całej hecy było to, że jaśnie panująca koalicja Liberal-National przesunęła się pod względem politycznym nieco bardziej na prawo i zdobyła się przynajmniej na tyle odwagi, że powstrzymała zalew uciekinierów z krajów muzułmańskich.

Jaki z tego wniosek? Uważajcie żebyście nie "wylali dziecka razem z kąpielą". Przestańcie tego "kopania i walenia w Ligę, żeby się obudziła", bo jedynym skutkiem tego kopania będzie zupełne zniechęcenie wyborców. Od 13 lat Liga jest jedyną partią budzącą jakieś nadzieje, która osiągnęła jakikolwiek sukces wyborczy.

Być może tendencje panów Macierewicza, Łopuszańskiego i innych są zacne (mam szczególny szacunek do p. Łopuszańskiego), ale w ciągu tych trzynastu lat nie stworzyli oni niczego znaczącego, a każdy chce być wodzem. Mieli 13 lat i nic. Czy pewną ilość stronnictw, porozumień i garstkę posłów sejmowych można nazwać osiągnięciem na miarę 13 lat pracy? W takim tempie, to za sto lat staną się mającą jakie takie znaczenie parlamentarną opozycją. Teraz ostentacyjnie występują z LPR, bo im się przywództwo p. Giertycha nie podoba. Powtórzę to samo, co powiedziałem na zebraniach One Nation: zjednoczcie się, stańcie murem za LPR, bo to jedyna szansa na objęcie i umocnienie władzy. Wyborcy mają dosyć tych niewiele w sumie znaczących, wiecznie skłóconych ugrupowań, partyjek, stronnictw po stronie narodowej. Podetniecie LPR i co? Co powie wyborca, kiedy stworzycie mu jeszcze jedną narodową partię, choćby i o najbardziej szczytnych celach i kryształowym przywództwie? Ja wiem, co powie wyborca to samo co ja. Będzie miał tego dosyć i w dniu wyborów pozostanie w domu. Powie: ot co, jeszcze jedna partyjka narodowa, zabłyśnie na firmamencie politycznym podobnie jak LPR, a za parę lat, tak samo jak LPR z wielkim hukiem się rozleci. Bo zawsze coś się komuś nie będzie podobało. A to wodzowskie zapędy pana X czy Z, a to że nie chcą w Polsce przywrócić monarchii, a to że nikt się ich o radę nie pytał, a to że ktoś komuś udzielił wywiadu, a nie powinien, itp. duperele. I tyle z tego będzie. Zbyt wielu wodzów, zbyt mało Indian (czyli wyborców). Zniechęcicie jeszcze bardziej do polityki ludzi i tak już wyra?nie zniechęconych, i nadal będzie szło do głosowania około 30% elektoratu, a czyj to elektorat, to dobrze wiemy. I tak zginie Polska, ponieważ jej najlepsi synowie i córki nie potrafili w porę zaprzestać swarów i personalnych waśni.

A kto odniesie korzyści z tych swarów i kłótni, to też dobrze wiemy. Czytaliśmy prace prof. Konecznego, Israela Shamira, Israela Shahaka, Samuela Maurice'a czy Marcusa Ely Ravage. Po co to zostało napisane? Żeby dać zatrudnienie drukarzom? Nie po to, żeby to czytać i z tego wyciągać wnioski. Sposób działania i metody określił zwię?le i uzasadnił w wielu swoich pracach Maurice Samuel, w czym pomogli mu także inni żydowscy myśliciele. Według tej "ideologii" żeby coś zdobyć, podbić, trzeba najpierw niszczyć od zewnątrz i od wewnątrz i wszelkimi sposobami, żeby w końcu móc dokonać ostatecznego unicestwienia i podboju. Pamiętajmy Judeopolnię!

"My Żydzi, my, niszczyciele, pozostaniemy niszczycielami na zawsze. Nic z tego co zrobicie nie zaspokoi naszych żądań. Będziemy zawsze niszczyć ponieważ my potrzebujemy świat dla nas samych, Boży świat, którego zbudowanie nie leży w waszej naturze.

W waszym świecie człowiek powinien być lojalny w stosunku do swojego kraju, prowincji czy miasta. Dla Żyda wszelka lojalność jest rzeczą całkowicie niezrozumiałą. Wyrzeczenie się judaizmu wcale nie zmienia Żyda. [You Gentiles, Samuel Maurice].

"My wzięliśmy was w ręce i ściągnęliśmy z was piękną i wspaniała tkankę, którą stworzyliście i zmieniliśmy cały kierunek waszej historii. Podbiliśmy was jak żadne z waszych imperiów nie było w stanie podporządkować sobie Afryki lub Azji. Zrobiliśmy to bez pocisków, bez krwi, bez wrzawy, bez jakiejkolwiek siły. Zrobiliśmy to wyłącznie dzięki potędze naszego ducha, ideą i mocą naszej propagandy.

Patriotyczny Żyd imieniem Paul lub Saul zrodził ideę powalenia rzymskich mocy przez zniszczenie dotychczasowego morale rzymskich żołnierzy przez doktrynę miłości i nie stawiania oporu, którą to głosiła mała sekta żydowskich chrześcijan. Wykonał swoją pracę tak dobrze, ze w ciągu 4 wieków wielkie imperium, które podporządkowało sobie Palestynę razem z połową świata, stało się ruiną i prawo które wyszło z Syjonu stało się oficjalną religią Rzymu.(...)

To był początek naszej dominacji w świecie, tylko początek.(...)

Koniec jest jeszcze bardzo daleko. W dalszym ciągu panujemy nad wami. (...)

Denerwujecie się i krzyczycie na temat wpływów, jakie mają Żydzi w waszych teatrach i kinach. Prawda, macie racje. Jednakże czym to jest w porównaniu z nieporównywalnie większymi wpływami, które mamy w waszych kościołach, waszych szkołach, waszych prawach i rządzie, w waszych umysłach. (...)

Jeszcze nawet nie zaczęliście zdawać sobie sprawy z prawdziwej głębi naszej winy. My zabraliśmy wasz naturalny porządek świata, wasze ideały, waszą przyszłość i zrobiliśmy z tego chaos. My zlikwidowaliśmy waszych idoli, zniszczyliśmy waszą rasę i zastąpiliśmy ją naszym bogiem i naszymi tradycjami. My wznieciliśmy nie tylko ostatnią wojnę (I Wojnę Światową przyp. K.J.), ale także wszystkie wasze wojny i rewolucje. My wprowadziliśmy konflikt, zamieszanie i frustracje w wasze życie prywatne i publiczne. My ciągle jeszcze to robimy. Dokonaliśmy tego wszystkiego jedynie za pomocą siły naszego ducha, naszej pomysłowości i propagandy."(...) (Marcus Eli Ravage)

Tak. Dla NAS dupokracja, wolność, równość i braterstwo, tolerancja, miłowanie nieprzyjaciół, nadstawianie drugiego policzka, pokora, ucho igielne, przez które prędzej przejdzie wielbłąd niż bogacz, braterstwo ludów, mieszanka rasowa i narodowa itp.

Dla NICH wybraństwo, bezpardonowa siła, duma, buta, szmal, rządy i solidarność plemienna oczywiście na zewnątrz w stosunku do gojów, bo między sobą żrą się jak psy o kość, która z nas wkrótce pozostanie, jeśli się w porę nie obudzimy. Wystarczy tu choćby przypomnieć sprawę zwrotu komunalnej własności żydowskiej, kiedy to różne organizacje toczyły o nią bezpardonową, aż niesmaczną walkę, co było ze szczegółami opisane w żydowskich wydawnictwach.


Nasze partie narodowe stanowią dla nich szczególne zagrożenie, dlatego muszą być za wszelką cenę niszczone, rozbijane. Jak się nie da od zewnątrz, to trzeba od wewnątrz. Skłócić, połechtać ambicje i osobistą próżność. Co, on ma być lepszy ode mnie? I tak właśnie działają. Temu szepną słówko, tamtemu podsuną myśl (oczywiście "odpowiednią"); tego przekupią, tamtego nieprzekupnego skompromitują. Najlepiej gra się na próżności, miłości własnej, żądzy władzy. To przecież nic nie kosztuje, a jakaż ta rozbijacka metoda niezwykle skuteczna!


Jeżeli się w porę nie obudzimy, nie przyjmiemy za swoje ich metod walki, nie będziemy równie jak oni bezpardonowi w tej walce i równie solidarni, chytrzy i przebiegli, jeżeli nie nauczymy się tej solidarności i zwierania szeregów w obliczu zewnętrznego wroga to zginiemy. Metod walki należy uczyć się od przeciwnika, a nie bawić się w rycerskość i skrupuły, kiedy ten bezpardonowo atakuje. Musimy myśleć na przyszłość, starać się przejrzeć zamiary naszego przeciwnika, wyprzedzić jego ruchy. Coś tak jak w szachach. Chcą rozwalić LPR dlaczego? Dlatego, że jest dla nich zagrożeniem, ma szanse na powodzenie.

A tymczasem jeden z naszych wielkich polityków powiedział:

"Jestem Polakiem - to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy. Jestem nim nie dlatego tylko, że mówię po polsku, że inni mówiący tym samym językiem są mi duchowo bliżsi i bardziej dla mnie zrozumiali, ale także dlatego, że obok sfery życia osobistego, indywidualnego znam zbiorowe życie narodu, którego jestem cząstka, że obok swoich spraw znam sprawy narodowe, INTERESY POLSKI, JAKO CAŁOŚCI, INTERESY NAJWAŻNIEJSZE, DLA KTÓRYCH NALEŻY POŚWIĘCIĆ TO, CZEGO DLA OSOBISTYCH SPRAW POŚWIĘCIĆ NIE WOLNO."

Zastanówmy się nad tym ostatnim zdaniem: interesy najważniejsze, dla których należy poświęcić to, czego dla osobistych spraw poświęcić nie wolno. A więc wszystko. Wszystko musi być złożone na ołtarzu ofiarnym. A miłość własną, próżność, pychę i niewyżyte instynkty wodzowskie należy złożyć w pierwszym rzędzie. Trzeba sobie powiedzieć: nie dla siebie to robię, robię to dla sprawy. Jeżeli jest inny, bardziej do działania zdatny, niech on prowadzi. Może niekoniecznie lepszy, ale mający większą szansę powodzenia. Może odznaczający się jedynie większą charyzmą. A to w walce wyborczej jest niezwykle ważne.

Być może Giertych faktycznie popełnił błąd udzielając tego wywiadu. Może nie powinien tego wywiadu udzielić Wyborczej. Młody, niedoświadczony polityk, który sztuki politykowania dopiero się uczy... Ale nie sądzę. W swojej opinii przychylam się do opinii p. Piotra Mazura na łamach "Nowej Myśli Polskiej". Według mnie, nie wyrządziło to większej szkody, a może poszerzyć krąg jeżeli już nie potencjalnych wyborców, to przynajmniej zainteresowanych. Na podstawie wielu opinii wygłaszanych przez osoby sceptycznie nastawione do ruchu narodowego mogę stwierdzić, że ten wywiad pozytywnie je zaskoczył. Na zasadzie „nie taki diabeł straszny jak go malują. Nie taki z Giertycha oszołom, jak go nam "Gazeta Wyborcza" czy "Rzeczpospolita przedstawiają".



Proszę spojrzeć, jak sprytnie wykorzystuje te wszelkiego rodzaju tarcia po stronie narodowej właśnie Lizut w swoim artykule Masoni podrzucili Giertycha. Czy ktoś naprawdę myśli, że on broni Giertycha? Na to, że są osoby tak myślące wskazują liczne komentarze, zarówno do tego artykułu, jak i do wywiadu. Przecież Lizut ten artykuł, niby biorący w obronę Giertycha, napisał jakby na zamówienie, jakby się spodziewał takiej a nie innej reakcji. A tymczasem należało to po prostu pominąć milczeniem. Teraz mają reakcje, na jakie liczyli. Bo nie bronią oni ani Giertycha, ani LPR, ani narodowej prawicy, ani prof. Nowaka czy prof. Brody, tylko napuszczają sprytnie jednych na drugich, wprowadzając rozłam po stronie narodowej. I należy powiedzieć, że im się to całkowicie udało. Prawdopodobnie Michnik, zamieszczając ten wywiad z p. Giertychem w „Wyborczej, a następnie artykuł Lizuta, na to właśnie liczył. Muszę powiedzieć, że niestety polaliście wodę na ich młyn...

Michnikowi można wszystko zarzucić, ale nie brak inteligencji i zdolności do intryganctwa. Prawdopodobnie pomyślał on sobie: najbardziej niebezpieczna po wrogiej mi stronie jest LPR i jej lider Giertych. Jak ich tu zdyskredytować? Ano, cóż prostszego jak zrobić z nim wywiad, zobaczymy co z tego wyniknie. Podczas tego wywiadu nie będziemy go zbyt ostro atakować, niech się wygada, może się z czymś wyłoży, może palnie coś od rzeczy, najwyżej się ośmieszy, a jeżeli wszystko pójdzie mu gładko, to przynajmniej go nieco zdyskredytujemy w oczach jego środowiska, że to niby z nami kolaboruje. W sumie nic nas to nie kosztuje, a zobaczymy jaka będzie reakcja po tym wsadzeniu kija w jego środowisko polityczne. To się w angielskim nazywa stirring shit lub rzucaniem gówna na wiatrak, zobaczymy kogo obryzga.

Jak postanowił, tak zrobił. Zamieścił wywiad z p. Giertychem. Co gorętsze i bardziej narodowo "ortodoksyjne" głowy zakrzyknęły wielkim głosem "zdrada" i zaczęła się po stronie narodowej prawicy zadyma. Artykuł Lizuta był jedynie następnym, logicznym krokiem tego postępowania, dolewającym przysłowiowej oliwy do ognia. Oj, coś mi się wydaje, że co niektórzy zostali sprytnie wyprowadzeni w pole. Tragedią natomiast jest, że się to ujemnie odbije na popularności LPR, Giertycha, całego nurtu narodowego, a co za tym idzie przyniesie Polsce jedynie szkodę.

Wiem, że można Giertychowi i jego partii wiele zarzucić, zwłaszcza nieudolnie prowadzoną kampanię antyunijną. Tu poszkapili sprawę. Ale przecież w stosunku do polityków zachodnich czy choćby rodzimych postkomunistów, stawiają w polityce dopiero pierwsze kroki. Ale my ich za to potępiamy, bo nie chcieli słuchać naszych rad, nie stosowali się. A Michnik i spółka łapska zacierają i złośliwie chichoczą, jak to się za ich sprawą za łby wzięliśmy.

Jakoś na horyzoncie nie widać męża opatrznościowego, który mógłby stanąć na moście i rozgonić na cztery wiatry ten cały burdel i wziąć wszystko za mordę. A tak: za mordę. Bo w wyniku moich obserwacji doszedłem do wniosku, że to wszystko przypomina mi postkolonialne rządy w Afryce, które nie potrafią same sobą, bez nadzoru białego człowieka, rządzić i w efekcie wszystko doprowadzają do ruiny. Czy przypadkiem nie przeceniałem możliwości i zdolności własnego Narodu? Właśnie śledzę przebieg wypadków na Solomon Islands. Nawet w politycznie poprawnych australijskich mediach stwierdzili, że kiedy były one kolonią Anglii, nosiły nazwę Wysp Szczęśliwych, a teraz celem opanowania tamtejszego chaosu Australia musiała wysłać siły interwencyjne. Coś niezbyt daleko odeszliśmy od tzw. narodów zacofanych...

Czy nie warto rzucić wszystkiego na jedną szalę? Zagrać tą właściwie ostatnią kartą jaką mamy? Poprzeć na całego LPR? Bo inne karty już nie wzbudzą zaufania wyborców, a przynajmniej nieprędko, może za 50 lat. Oczywiście, Giertychowi i kompanii należy uważnie patrzeć na ręce, jak zresztą wszystkim politykom. Tutaj w pewnym sensie papierkiem lakmusowym może być stanowisko, jakie zajmie LPR w sprawie rozpisania referendum nad przyjęciem unijnej konstytucji czy będą o takie referendum walczyć, czy też pominą to milczeniem. Ale jeszcze raz powtórzę: nie wylewajcie dziecka z kąpielą. Bo za te niesnaski, rozłamy, niewyżyte instynkty wodzowskie polityków wszyscy zapłacimy i to drogo.

W sumie to wszystko nie napawa mnie optymizmem. Jak już nie raz powiedziałem: gdyby to dotyczyło jakiegoś innego kraju, to bym się, widząc tą całą grę, zaśmiewał do rozpuku. Ale dotyczy to mojej Ojczyzny i mojego Narodu. I dlatego mi smutno.

31 lipca, 2003
2 sierpień 2003

Krzysztof Janiewicz 

  

Archiwum

Kłamcy z "Wyborczej"
styczeń 25, 2006
Tomasz Domalewski
Rząd Millera, nie reprezentujący już prawie nikogo, ciągnie Polaków do Unii Europejskiej
kwiecień 16, 2003
Adam
Podsumowanie tematu logowania
grudzień 4, 2007
Artur Łoboda
2008.06.12. godz 1200 Serwis wiadomości
czerwiec 12, 2008
tłumacz
Prywatyzacja WSiP. Fundusz pomoże Muzie
styczeń 23, 2003
http://www.rzeczpospolita.pl/
Bliski Wschód Bez Broni Nuklearnej?
czerwiec 19, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Walka o władzę
listopad 27, 2003
"Nasz Czas" (Litwa)
Watykan zmienił zdanie wobec nauki
listopad 9, 2005
EAI
Kto dba o popularność SLD?
wrzesień 11, 2003
cywilizowany euroentuzjasta
Nowa tradycja - kolejna milenijka?
grudzień 25, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
Czego USA chce w Afganistanie?
kwiecień 27, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
I maja 2004
maj 1, 2004
Eliza
News lepszy od porannej kawy
listopad 30, 2007
Marek Olżyński
"Nowa Lewica Polska" a obchody rocznicy powstania "Pierwszej Solidarności"
wrzesień 16, 2005
Gracjan Cimek
(Ostrzeżenie) Samoobrona za Geremkiem
lipiec 15, 2004
Marek Pol, minister infrakłamstwa
grudzień 23, 2002
zaprasza.net
prezydent nie zmienia opinii o Huszczy
styczeń 7, 2004
Fiasko walki o kontrolę ropy naftowej Iraku?
maj 9, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Chavez, Hazardzista w Wenezueli
luty 10, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Szturmy kanadyjskie
styczeń 24, 2006
zaprasza.net
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media