ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Śpij spokojnie, ORMO czuwa 
21 grudzień 2009      Artur Łoboda
Jak oligarchia okradła obywateli USA 
9 marzec 2010      Iwo Cyprian Pogonowski
Nie widzą - bo sami w tym uczestniczą! 
20 lipiec 2016      Artur Łoboda
Debil Wałęsa postuluje nawrót komunizmu 
25 luty 2011      Artur Łoboda
Konfrontacja „kapitalizmu lichwiarskiego” USA i „państwowego” Chin  
18 listopad 2010      Iwo Cyprian Pogonowski
Afganistan i wielka gra o dominację Eurazji 
13 listopad 2009      Iwo Cyprian Pogonowski
Dziś święto polskiego sportu 
23 padziernik 2014      Artur Łoboda
Zacieśnia się izolacja Izraela na Bliskim Wschodzie 
12 wrzesień 2011      Iwo Cyprian Pogonowski
Symbole władzy 
23 kwiecień 2016      Artur Łoboda
Referendum - taktyczna zagrywka Majchrowskiego 
22 maj 2014      Artur Łoboda
Afganistan a Pakistan i Chiny  
28 kwiecień 2011      Iwo Cyprian Pogonowski
Odwetowa Salva Rakiet Iranu Zagraża Izraelowi  
17 marzec 2012      Iwo Cyprian Pogonowski
Źródła kłamstwa 
21 luty 2016      Artur Łoboda
Szanujmy się wzajemnie 
30 grudzień 2012      Artur Łoboda
Buldog 
22 listopad 2013      Artur Łoboda
Mowa nienawiści 
13 styczeń 2018      Artur Łoboda
Wiesław Sokołowski MARSZ PAMIĘCI rusza a my na końcu włączamy się w jego nurt 10.06.2012 WARSZAWA  
16 czerwiec 2012      www.trwanie.com
Rozumieją się wspólnym językiem i obyczajem 
10 sierpień 2016      Artur Łoboda
Rurociąg na dnie Bałtyku 
7 listopad 2009      Iwo Cyprian Pogonowski
Wolność,prawo i Bastiat 
3 kwiecień 2013      Michu

 
 

Pokolenie bez telewizora zbliża się

Polscy politycy głównego nurtu nie zauważyli, że wraz ze zmianą przyzwyczajeń dotyczących konsumpcji mediów zmienić się musi strategia prowadzenia kampanii wśród dwudziesto- i trzydziestolatków - pisze dr Michał Kuź z "Nowej Konfederacji".

Polacy w wieku 19–35 lat nie są specjalnie mobilizowani przez główne siły polityczne. Oczywiście powodów jest wiele. Jeden wydaje się jednak tyleż prozaiczny, co brzemienny w dość ciekawe skutki. Otóż, polscy politycy głównego nurtu nie zauważyli, że wraz ze zmianą przyzwyczajeń dotyczących konsumpcji mediów zmienić się musi strategia prowadzenia kampanii wśród dwudziesto- i trzydziestolatków. Oczywiście, na razie mogą jeszcze uprawiać politykę głównie w oparciu o starszy elektorat. Ponieważ jednak pewne kluczowe cechy nowego pokolenia raczej nie zanikną wraz z wiekiem, to zmiany będą w końcu nieuchronne. Pytanie tylko, kto zrozumie to pierwszy?

Strategię kampanijną przyszłości można, jak sądzę, już dziś streścić w trzech punktach. Po pierwsze, następuje zanik umiarkowanego centrum, nowe media wymuszają raczej budowanie koalicji sieciowych „plemion” niż walkę o mitycznego wyborcę środka. Przez plemiona należy tu zaś rozumieć relatywnie małe grupy zainteresowane polityką opartą na konkretnych kwestiach i stosunkowo niszowych tożsamościach, a stroniącą od dawnych wielkich tożsamości (np. socjalizm, nacjonalizm, konserwatyzm); doskonale tę teorię rozwija Michel Maffesoli. Po drugie, grzeczny, politpoprawny przekaz źle się dziś sprzedaje, to typowa estetyka ery telewizji. Obecnie przekaz polityczny musi być wyrazisty i zarazem zniuansowany w zależności od konkretnego środowiska, do którego jest skierowany. Po trzecie, telewizja to medium ludzi starszych i stopniowo będzie tracić na znaczeniu, nie ma więc sensu zbyt wiele politycznego wysiłku w nią inwestować.

Pokolenie bez telewizora

Zacznijmy od punktu ostatniego, czyli od odejścia młodych od telewizji. Z danych Nielsena za rok 2012 wynika, że spada oglądalność telewizji wśród najmłodszych (4–19), choć nie wśród seniorów. Obecnie statystycznie dla grupy 20–34 to trzy godziny i trochę ponad dwie godziny dla grupy 4–19. Dla porównania, seniorzy w grupie 60+ na wpatrywanie się w szklany ekran poświęcają aż sześć godzin dziennie. Trzy godziny to z pozoru nie tak mało. Na podstawie ankiet przeprowadzanych wśród moich studentów nabrałem jednak podejrzenia, że wskaźnik ten mocno spada w przypadku bardziej wykształconych mieszkańców dużych miast. W Warszawie ze świecą muszę dziś szukać tych, którzy w telewizor wpatrują się dłużej niż godzinę. Połowa nie ma odbiornika w ogóle lub też nie planuje go kupować po wyprowadzeniu się od rodziców.

Co ciekawe, młodzi Polacy oglądają znacząco mniej telewizji niż Rosjanie czy też inni mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej, a nawet mniej niż wiele nacji zachodnioeuropejskich. Wydłuża się za to dzienny okres przebywania w sieci. Według danych CBOS, u nastolatków wyraźnie przewyższa on średni czas spędzany przed telewizorem, a w przypadku ludzi młodych – co najmniej się z nim zrównuje. Wszystko wskazuje więc na to, że tak jak weszliśmy w epokę telewizyjnej rewolucji w ślad za Amerykanami, tak również, powielając niektóre z procesów społecznych zza oceanu, obecnie z niej wychodzimy.

Co więcej, badania mogą zawyżać oglądalność, bo uwzględniają również oglądanie telewizji na komputerach. Nie biorą też pod uwagę tego, że coraz więcej osób korzysta z telewizji jak z radia, czyli słucha przekazu jednym uchem podczas innych czynności, często surfowania w sieci. Warto też podkreślić, że ludzie z reguły pozostają wierni mediom, z którymi dorośli. Dzisiejsza młodzież, gdy będzie już w podeszłym wieku, nadal będzie siedzieć na „fejsie” lub czymś podobnym.

W Polsce odejście od telewizji to dla jednych frakcji politycznych problem, dla innych wprost przeciwnie, tworzy to nowe szanse. Pytanie tylko, czy będą umiały ją wykorzystać? PiS i prawica niepisowska nie od dziś narzekają, że nie są pupilami komercyjnych stacji. O tym, że tak samo jest w TVP, gdzie niepodzielnie rządzi Juliusz Braun (notabene stryj Grzegorza), nawet nie wspomnę. W warunkach panującej w Polsce tzw. italianizacji mediów, czyli braku niezależnych ośrodków i powszechnym tworzeniu partyjno-medialnych spółdzielni, taki nierówny rozkład sił musi boleć.

Czy to jednak oznacza, że słabsza strona ma wchodzić w stary wyścig zbrojeń, czy też może powinna raczej zacząć nowy, na własnych warunkach? Prawicowi polityczni przedsiębiorcy mogą oczywiście dalej topić grube miliony w kolejnych Telewizjach Republikach i Telewizjach Trwam. Ale z góry można przewidzieć, że efekty będą mizerne, bo rynek się kurczy, a widownia, nawet jeśli ogląda nieco więcej w przeliczeniu na godziny, jest już leciwa i ma mocno wyrobione gusta, zarówno co do mediów, jak i do polityki. Polityczne karty w tych pokoleniach zostały już rozdane. Rewolucji się raczej z nimi nie zrobi.

Polityczna papka i kuchnia plemienna

Odnośnie punktu drugiego, dotyczącego wymogu większej wyrazistości, warto podkreślić, że to nieprawda, iż młodzi ludzie są apolityczni. Oni są raczej antysystemowi, czyli nie akceptują polityki w dotychczasowym wydaniu. Dowodem są liczne zjawiska i badania przeprowadzane zarówno w Polsce, jak i za granicą. Ruchy protestu i ekscentryczni kandydaci rosną w siłę, a jednocześnie stare partie tracą na znaczeniu. Wzrasta aktywizm młodych, zwłaszcza w sieci, a spada z reguły frekwencja i poparcie dla tradycyjnych partii, których młodzi wyborcy wręcz nie znoszą już na poziomie czysto estetycznym.

To dość zrozumiałe. W czasach mediów szerokiego przekazu, kiedy w ramach swego rodzaju obywatelskiego rytuału niemal wszyscy oglądali wieczorem te same "Wiadomości", polityka musiała trzymać się nudnego środka. Nie wiedząc, kogo mogą urazić, politycy budowali zwykle przekaz ogólnikowo-obywatelski. Partie i gremia decyzyjne na „frontmenów” typowały zaś ludzi o raczej przeciętnych cechach osobowościowych, dobrze trafiających w uśrednione gusta.

Dziś problem polega jednak na tym, że młode pokolenie to tak zwane pokolenie sieci. Media dla tej grupy są z definicji nie masowe, tylko plemienne („ja i moi znajomi to lubimy”). Młodzi ludzie informacje polityczne, które odbierają, przyprawiają tak, jak chcą. Dla nich stary przekaz w stylu wieczornych "Wiadomości" nic już nie znaczy, jest tylko mdłą papką.

Nowe media jako narzędzie polityczne wydają się naturalnie niektórym słabe i niepoważne. Jest tak jednak tylko dopóty, dopóki używamy ich w anachroniczny sposób. Budujemy strony, które wyglądają jak gazety i produkujemy podcasty, które przypominają programy telewizyjne. Tymczasem, jak słusznie zauważa Marshall McLuhan, „środek przekazu sam jest przekazem”. Polityka w sieci, czyli w naturalnym środowisku medialnym ludzi poniżej 35. roku życia, musi być inna niż dotąd, a jednocześnie musi jej być więcej i musi być bardziej przemyślana. Tylko wtedy może młode pokolenie do czegokolwiek zmotywować.

Koronnymi dowodami potrzeby nowej estetyki przekazu politycznego są wyniki kandydatów antysystemowych. Zarówno Kukiz, jak i Korwin pokazali, że można uzyskać całkiem dobry sondażowy wynik właściwie bez specjalnej przychylności tradycyjnych mediów, głównie w oparciu o elektorat zmobilizowany w sieci. Korwinowi dodatkowo popularność w internecie wydatnie pomogła w zbieraniu funduszy na kampanię. Dziś wśród kandydatów planktonowych uchodzi on wręcz za krezusa. Według "Rzeczpospolitej" w kulminacyjnym punkcie swojego „fundraisingu”, tylko w jeden dzień – środę 15 kwietnia 2015 r. – zebrał 200 tys. złotych.

Broń precyzyjna i koniec centrum

Odnośnie punktu trzeciego, czyli budowania koalicji plemiennych, należy podkreślić, że jest to sztuka, której jeszcze nikt w Polsce w pełni nie opanował. Nawet udane kampanie antysystemowców wciąż pokazują brak pogłębionej refleksji nad metodami komunikacji politycznej w sieci. Korwin, który ilością „lajków”, „szerów”, „memów” i wszystkich innych wyznaczników internetowej popularności bije innych kandydatów na głowę, to jednak wciąż jeszcze przykład kogoś, kto organizuje kampanię spontanicznie, a nie systematycznie. Spontanicznie w sieci jest zaś łatwo zaistnieć, wystarczy być mocnym i brutalnym. Tak, aby przebić się przez zwały wszelakiego „kontentu”, codziennie zalewającego sieć w danym kraju.

Znacznie trudniejsza jest sieciowa kampania przeprowadzona systematycznie. W walce o urząd najlepiej udokumentowanym przykładami takiej kampanii są oba starty Baracka Obamy oraz kampania obecnej prezydent Brazylii Dilmy Rousseff. W promowaniu swojej polityki zagranicznej bardzo dobrze wykorzystał nowe media Władimir Putin.

Na czym polega systematyczność? Po pierwsze, na bardzo dokładnym ilościowym zbadaniu gdzie, kiedy i na kogo musimy wpłynąć, by osiągnąć pożądany rezultat. Niezwykle użyteczne są tutaj tak zwane cyfrowe dane polityczne, które zdaniem niektórych specjalistów dają znacznie „czystsze” informacje na temat politycznych preferencji danych grup niż zwykłe sondaże przeprowadzane na tych samych grupach.

Czym są te dane? W skrócie są to zagregowane informacje o aktywności internetowej różnych osób – a dokładniej ich adresów IP. Na tej podstawie można bowiem wyciągnąć daleko idące wnioski co do ich preferencji, gustów, sytuacji rodzinnej, majątkowej itp. Na szeroką skalę wykorzystują to już dziś internetowi handlowcy. Na podstawie tego, co dany użytkownik wyszukuje, specjalne algorytmy odgadują jego potrzeby, by potem podsuwać mu odpowiednio sprofilowane produkty w formie wyskakujących reklam czy też „sidebarów”. Jakże często zdarza się, że na naszej ulubionej stronie atakuje nas, niby to przypadkiem, reklama akurat tego, czego od jakiegoś czasu szukamy? Jak to jest, że pani Ania, odwiedzając tę samą stronę, widzi z boku reklamy torebek, a pan Adam sprzętu wędkarskiego?

Dlaczego w ten sam sposób nie reklamują się politycy? Dlaczego spot narodowców nie uderza do klientów internetowego sklepu znanego ze sprzedaży odzieży patriotycznej? Albo inaczej: jeśli PiS wie, że aby wygrać w Wielkopolsce, musi, dajmy na to, walczyć o głosy matek z klasy średniej w Poznaniu, to dlaczego reklamówka z jakimś ciepłym prorodzinnym przekazem PiS-u nie wyskakuje, kiedy tylko pochodzące z Poznania panie wchodzą np. na ulubione strony informacyjno-poradnikowe? To jest, można powiedzieć językiem Maleszki, „bardzo dobre pytanie”. W USA po przewrocie Obamowskim takie zarządzanie reklamami politycznymi to już standard.

W przypadku Putina podobny efekt miał strategicznie zaplanowany atak popierających go trolli. Został on przeprowadzony przez związane z Kremlem wyspecjalizowane firmy zatrudniające setki pracowników i uderzające w kluczowe miejsca w internetowej strukturze Rosji i innych państw europejskich oraz USA.

Jednym słowem, nowe media pozwalają na niebywałą precyzję w docieraniu do dokładnie tych wyborców, do których polityk chce w danej chwili dotrzeć i niuansowaniu przy tym swojego przekazu. Zestawienie takiej nowo medialnej kampanii z kampanią w tradycyjnych mediach „szerokonadających” (broadcastingowych) przypomina trochę porównanie inteligentnej rakiety z bombardowaniem dywanowym.

Działania sztabu Obamy przyczyniły się też walnie do ostatecznego obalenia mitu politycznego centrum, do którego polityk bezwzględnie musi dążyć. Przed wyścigiem wielu speców nie wróżyło bowiem senatorowi z Illinois świetlanej przyszłości. Czarny o muzułmańsko brzmiącym imieniu i raczej lewicowych poglądach po prostu nie trafiał w preferencje statycznego centrum. A mimo to wygrał. Jak?

Ci, którzy opisywali potem jego kampanię medialną – zwłaszcza tę internetową – podkreślali umiejętność łączenia różnych środowisk, lepienia z nich całości, a raczej ich w całość zszywania. Kiedy tylko pojawiały jakieś oddolne inicjatywy promujące zbliżone do kampanii Obamy treści, jego stratedzy natychmiast takie grupy, grupki i indywidua wciągali na pokład. Strona mybarackobama.com przypominała wręcz swoistego Facebooka.

Oczywiście konkretne techniki będą różne w różnych krajach. W Polsce np. nie od dziś wiadomo, że blogosfera i twitterownia są raczej prawicowe. Wystarczyłoby z tego skorzystać. Co by na przykład było, gdyby strona PiS, zamiast wyglądać jak stronka powiatowego liceum, zaczęła bardziej przypominać Salon24, otworzyła się bardziej na użytkowników od dołu? Co by było, gdyby kandydat Platformy w wyborach prezydenckich umiał pokazać w sieci coś więcej niż żenującą ustawkę na popularnym podcaście?

Płynne koalicje

Nie twierdzę, że droga Obamy to jedyne rozwiązanie, warto natomiast zrozumieć samą ogólną strategię, bo jest ona uniwersalna. A sens tej strategii streszcza się w odrzuceniu „sięgania po centrum”. Centrum już nie ma, są tylko płynne koalicje plemion. Współczesny polityk, niczym feudalny lord, by wygrać, musi pracowicie zszywać całość z różnych kawałków i kawałeczków, nie gardzić nawet tymi najmniejszymi.

Oczywiście cały powyższy wywód może się wydać nieco cyniczny. Polityka to jednak nie miejsce dla nieuzbrojonych proroków, jakby to ujął Machiavelli. Także największy idealista musi wiedzieć, za pomocą jakiego oręża już wkrótce będzie się w jego kraju toczył bój polityczny. Nawet ktoś, kogo plemienny i neofeudalny charakter współczesnej polityki głęboko przeraża, musi nauczyć się z taką polityką sobie radzić.
21 maj 2015

Michał Kuź 

  

Komentarze

  

Archiwum

Nic nowego
grudzień 15, 2008
Artur Łoboda
Do Polskich Partii, organizacji i środowisk patriotycznych
czerwiec 19, 2004
sss
padziernik 25, 2004
"Żydowska ucieczka do Medyny"
wrzesień 11, 2004
Ucieczka od świadomości klęski
grudzień 4, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Mit o Zyzypie
kwiecień 29, 2006
Andrzej Grabowski
Weterani Sierpnia 80
sierpień 30, 2003
Ojczyzna.pl
Czterdzieści i cztery
styczeń 11, 2007
Jarosław Tomasiewicz
Tak mi się napisało.
listopad 7, 2006
"Waldi"
Żyć z koszyka
czerwiec 13, 2008
Marek Jastrząb
Czy można dać dziecku na imię Opieniek?
lipiec 20, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
Strategia restrukturyzacji energetyki polskiej
maj 8, 2006
Siła euro, Unia i zadania syjonistów
maj 10, 2003
prof. Iwo Cyprian Pogonowski
Platforma programowa anarchosyndykalistów
grudzień 15, 2003
Adrian Dudkiewicz
Kto naprawdę Polsce służy
luty 26, 2007
Artur Łoboda
Przynajmniej wiadomo o co naprawdę "Unii Europejskiej" chodzi
luty 21, 2006
PAP
Manipulating the herd
lipiec 13, 2005
D.I.
List Otwarty do Władz Najwyższych Rzeczypospolitej na okoliczność XV Rocznicy Śmierci Michała Tadeusza Falzmanna
lipiec 13, 2006
prawica.net
Plastynanci w plastynarium
czerwiec 17, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
O moralnych problemach kapitalizmu
grudzień 30, 2003
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media