ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Żydzi tradycjonaliści przeciwko syjonistom 
 
Iwo Cyprian Pogonowski 
Notka wikipedii dotycząca osoby prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego 
Strzeżcie się Obamy 
Kto naprawdę stoi za Barakiem Obamą? 
Pomylił Chrześcijaństwo z Judaizmem 
Skandaliczna niewiedza Prezydenta USA, czy też raczej perfidna prowokacja?
W przemówieniu Baracj Obama opisuje Chrześcijaństwo odwołaniami do Judaizmu.  
www.globalresearch.ca 
świetne analizy polityczne i gospodarcze w skali mikro i makro + anty-NWO 
Na straży wolności: Goldman Sachs  
Gerald Celente i John Stossel rozmawiają z sędzią Napolitano o różnych, nie do końca jasnych powiązaniach, między amerykańskimi bankami i rządem USA. Największe podejrzenia budzi bank Goldman Sachs, który ma dziwną nadreprezentację we władzach rządowych. Dla przypomnienia, dodam, że pracownikiem tego banku jest były premier RP, Kazimierz Marcinkiewicz, a bank był zamieszany w spekulacje na złotówce. 
PAKT WOJSKOWY POLSKA - IZRAEL.  
Ewa Jasiewicz,Yonatan Shapira na spotkaniu w Krakowie 22 czerwca 2010  
Kanciarze z Wall Street 
Film przedstawia kulisy Wall street . Metody działania , które doprowadziły w ciągu kilku ostatnich lat do wywołania kryzysu finansowego. 
Przedsiębiorstwo holokaust 
Telewizyjny wywiad z Normanem Finkelsteinem 
"Quo Vadis Polonia?" Lech Makowiecki  
 
Wezwanie do przebudzenia 
Film opisujący mechanizmy ekonomicznej władzy nad światem 
Zakrzyczana prawda 
Mamy 2010 rok a zbrodniarze którzy doprowadzili do wielu wojen i kryzysu światowego w w dalszym ciągu - z tupetem - niczym Josef Goebbels kłamią w oczy w kwestii sytuacji gospodarczej świata i Stanów Zjednoczonych
 
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
Wielkie pytania o 9/11 
Strona poświęcona analizie wydarzeń z 11 września 2001 
Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Młodzież izraelska w Polsce 
Doskonały dokument o wycieczce młodzieży izraelskiej do Polski. 
Niemcy 1940 - Izrael 2009 - Szokujące zdjęcia 
 
whatreallyhappened.com 
Warto dodać ten link do Pana strony: http://whatreallyhappened.com/

99% tez dotyczących religii, polityki i ekonomii i filozofii się pokrywa z tezami zaprasza.net. Topowa strona. 
Próba upodmiotowienia obywateli za pośrednictwem internetu 
Celem serwisu jest umożliwienie obywatelom wyrażenia swojej woli w najważniejszych dla nich sprawach. 
więcej ->

 
 

Spór o polski ład ekonomiczny

Zasadnicza teza tego artykułu brzmi: wprawdzie Polska straciła w roku 1989, niepowtarzalną co do skali, szansę samodzielnego kształtowania ustroju społeczno-ekonomicznego, nadal jednak stoi przed takim wyborem, choć ma obecnie znacznie węższy margines swobody niż przed prawie dziesięcioma laty (1).

Nie wywoła chyba sporu twierdzenie, że słowo "wybór" jest w dużym stopniu metaforą, ponieważ nawet najbardziej zaprojektowane systemy powstawały w procesie społecznym, w starciu krzyżujących się dążeń różnych grup społecznych, mocno odbiegają więc od myślowego pierwowzoru. Dlatego należałoby raczej mówić o wyborze "idei kierunkowych" (zapożyczam się u Stefana Czarnowskiego), które nadawałyby, właśnie, kierunkowy tylko sens działaniom głównych sił politycznych i społecznych, w tym także rządowych. Chodzi tu głównie o politykę zmian organizacyjnych i instytucjonalnych, a w pewnej mierze także o politykę gospodarczą w wąskim tego słowa znaczeniu.

Odrzucam termin "transition" - przejście, gdyż nie znamy systemu w jego konkretnych kształtach, do którego zmierzamy (w moim pojęciu kapitalizm jest mega-systemem" o wielu wariantach systemowych). Nie możemy znać systemu docelowego, gdyż jego kształty zależą od mało przewidywalnych procesów społecznych. Słabo jest jeszcze wykształcony (w dwojakim - organizacyjnym i edukacyjnym znaczeniu) układ sił społecznych, który zadecyduje o zmianach systemowych. Trudno też ocenić siłę oddziaływania tradycji, historii Polski, tego, co David Stark, a za nim wielu "tranzytologów" nazywa "path development".

Gra o zmianę w warunkach nieznanej przyszłości

Kolejna uwaga wstępna wymaga rozwinięcia. Nie wiemy na jakie to konkretne wyzwania odpowiadać będzie nasza polityka transformacji. Z historii wiemy bowiem, że u podstaw zmian systemowych leżało często pragmatyczne podejście, czyli reagowanie na aktualną sytuację. Jaskrawym przykładem jest amerykański New Deal. Zapoczątkował on reformy kładące podwaliny pod współczesne państwo dobrobytu, które przetrwało kilka dziesięcioleci. A przecież dziś już dobrze wiadomo (dowodziło tego wielu historyków), że Rooseveltowi nie przyświecała, jakaś ogólniejsza koncepcja zmiany systemowej. Jego działania podyktowane były przede wszystkim aktualnymi problemami i konfliktami. Nawet system szwedzki, który miał wyjątkowe silne "umocowanie" zarówno w teoretycznej tradycji socjaldemokracji (tzw. funkcjonalny socjalizm i funkcjonalna teoria własności), jak i w słynnej na cały świat sztokholmskiej szkole ekonomicznej, kształtował się bardziej jako pragmatyczna reakcja na Wielki Kryzys lat trzydziestych, niż jako realizacja jakiejś wizji ustrojowej. Ta zresztą miała charakter maksymalistyczny - celem szwedzkich socjaldemokratów pozostawał aż do lat ostatnich socjalizm, To zaś co dziś nazywa się modelem szwedzkim miało być tylko fazą przejściową. Może najbliższa koncepcji teoretycznej była "społeczna gospodarka rynkowa" (o czym niżej).

Obecnie największym wyzwaniem, przed jakim stoi Polska, to perspektywa wejścia do Unii Europejskiej. Z tego właśnie względu wielką rolę już teraz zaczęły odgrywać, trudne do przewidzenia czynniki zewnętrzne. Chodzi przede wszystkim o ustrojowe skutki wejścia Polski do Unii Europejskiej. Nie wiemy - i na to mamy minimalny wpływ - jaka będzie ta Unia. Wizja wyłaniająca się z traktatu z Maastricht jest coraz ostrzej, i wewnątrz i na zewnątrz, ostro krytykowana. W niektórych krajach zachodnich, jak Francja, Niemcy, następuje wyra?ne przebudzenie ruchów społecznych. Tak różne indywidualności jak G. Soros, M. Friedman, czy J. Naisbitt wróżą rozpad Unii Europejskiej jeśli będzie się trzymała dogmatów z Maastricht. Soros zarzuca jej, że zatraciła społeczne cele gospodarowania i wręcz zachęca, by Unia ze sprawiedliwości społecznej uczyniła główne przesłanie swej misji. Naisbitt pisze o Unii w katastroficznym wręcz tonie [1994] (2). Wszyscy trzej uważają, że w obecnych warunkach przejście do euro jest złym pomysłem, z wielu punktów widzenia wręcz niebezpiecznym. Martin Feldstein [1997] przewiduje, że euro zrodzi ostre konflikty wewnętrzne i zewnętrzne.

To co nas powinno najbardziej obchodzić, to fakt, że oddanie głównej władzy ekonomicznej centralnemu bankowi Unii oznaczać musi drastyczne ograniczenie, jeśli nie paraliż polityki rządów narodowych w warunkach braku jednolitego rynku pracy, bardzo zróżnicowanych i co do wysokości i co do struktury systemów podatkowych, systemów zabezpieczenia społecznego i innych uprawnień pracowniczych. Nawet rynki kapitałowe są zróżnicowane. Tworzy się substytut dla banków centralnych w warunkach, gdy brak (albo jest bardzo mizerny, ułamkowy) centralnego ośrodka zarządzającego całą gospodarką (czy lepiej byłoby powiedzieć - gospodarkami) Unii.

Nie wiemy też, nie możemy wiedzieć, jaki będzie w przyszłości margines swobody poszczególnych krajów w ramach w samej Unii (do czego powrócę niżej). Jednym ze wskazań dla badań na najbliższe lata powinna być obserwacja tego, co się stało, lub staje z osobliwościami instytucjonalnymi krajów, które całkiem ostatnio weszły do Unii. System ekonomiczny oraz bieżąca polityka gospodarcza Austrii i Szwecji mocno się różniły od krajów dwunastki. Czy były i są jeszcze możliwości zachowania pewnych osobliwości systemowych w tych krajach? Nie dysponujemy badaniami, które pozwoliłyby nam na te pytania odpowiedzieć. Problematyka więc ewolucji instytucjonalnych przemian w krajach wewnątrz Unii powinna być jednym z priorytetów badawczych krajów do niej aspirujących.

Co podpowiada doświadczenie dotychczasowe? Wbrew dość powszechnemu w Polsce przekonaniu, w Europie Zachodniej nie powstał jednolity system gospodarczy, a proces upodobniania się gospodarek Unii Europejskiej jest powolny. Oto co pisał parę lat temu Michel Albert: "W Europie nie istnieje jednorodny model gospodarczy. Model Wielkiej Brytanii jest bliższy Stanom Zjednoczonym niż Niemcom. Modelu włoskiego, zdominowanego przez kapitalizm rodzinny, słabość państwa, ogromny deficyt finansów państwowych i zadziwiającą żywotność małych i średnich firm, nie da się porównać z niczym innym, oprócz być może modelu Chińczyków z diaspory"[Albert 1994: 24]. Przy innych okazjach Albert wskazuje na odmienności modelu francuskiego (bliskiego raczej Hiszpanii) oraz niemieckiego. Najważniejsze jednak stwierdzenie Alberta dotyczy tego, że walka o dominację kapitalizmu neoamerykańskiego i nadreńskiego nie jest ani zakończona, ani łatwa do przewidzenia: "Będzie to wojna podziemna, gwałtowna, zacięta, lecz wyciszona, a nawet pełna hipokryzji, jak pełne hipokryzji są wszelkie walki koterii w łonie jednego Kościoła. Walka bratnich wrogów, uzbrojonych w dwa modele - pochodne jednego systemu - będące nośnikami dwóch antagonistycznych rodzajów logiki w obrębie tego samego liberalizmu. I być może(...) dwóch systemów wartości...".

Oczywiście, można się zgodzić z opinią, że tyrady Alberta to przesadny, efektowny język publicystycznego bestsellera. Ale tylko przesadny, ale nie niesłuszny! W świetle bowiem widocznego obecnie wzrostu niezadowolenia z integracji w Szwecji i Austrii i wyra?nych prób zakonserwowania ich instytucji, można sądzić, iż wejście krajów EFTA, a następnie krajów postkomunistycznych z ich nabrzmiałymi problemami społecznymi oraz odmiennym stosunkiem do pracy i państwa, przyczyni się do zwiększenia różnorodności (mozaiki) systemowej Unii Europejskiej, a może i do wzmocnienia tendencji odśrodkowych. Nic nie zapowiada szybkiego zglajchszaltowania odmienności systemowej tych różnych grup krajów w jej ramach. Niezależnie więc od przesady, argumenty Alberta i Naisbitta wydają się wystarczające, by nie pojmować "systemu ekonomicznego" Unii Europejskiej jako już mocno zunifikowanego, a Europy jako ra?no kroczącej nie tylko do jednej waluty i jednego banku centralnego, lecz także do jednolitego ustroju społeczno-ekonomicznego. Wcale nie jest tak, że obecne konflikty są tylko wyrazem dążenia do "odsocjalizowania" jej gospodarki. Walka toczy się o społeczny, a przede wszystkim polityczny (3) kształt systemu. Jedna zaś głębsza recesja może sytuację radykalnie zmienić. Na znaczną różnorodność systemową Unii wskazują także autorzy zbiorowej książki [Berger, Dore, 1995].

Albert za główny cel swej książki postawił wykazanie, że "obok modelu neoamerykańskiego są inne, które mogą być "jednocześnie bardziej efektywne ekonomicznie i bardziej sprawiedliwe społecznie" [Albert, 1995: 22]. Eksplikuje też wartości dla których model "reński" jest dlań lepszy. W podobnym kierunku argumentuje Ronald Dore [1992], którego zdaniem, w świecie zachodnim toczy się "darwinowska walka o zwycięstwo modelu anglosaskiego, czy japońsko-niemieckiego.
Dostrzegam również przesadę w pojmowaniu tempa globalizacji gospodarki światowej. Na całą gospodarkę rzutuje się zbyt łatwo, oczywisty dziś, fakt globalizacji rynku pieniężno-kapitałowego. Zapomina zaś, że jeśli chodzi o udział handlu zagranicznego w dochodzie narodowym, to w ciągu ostatnich dziesięcioleci Europa zaledwie zdołała odbudować stan sprzed pierwszej wojny światowej, a Japonia ma jeszcze wiele do nadrobienia: jeszcze obecnie udział eksportu w PKB jest mniejszy niż w 1913 r. Nie mówiąc już o rynku pracy, który nawet w Europie miał wówczas nie więcej, a może mniej ograniczeń niż dzisiaj.

Nie ma więc dostatecznych powodów, by zaniechać debaty nad wyborem modelu, a zwłaszcza możliwością połączenia efektywności ze społeczną sprawiedliwością, zadowalając się stwierdzeniem, że ustrój społeczno-gospodarczy Polski będzie taki jak całej Unii Europejskiej. Zresztą, nie tylko zmiany systemowe w Polsce i Środkowo Wschodniej Europie, lecz także transformacja samej Unii Europejskiej zależy w dużym stopniu od ogólnej ewolucji świata kapitalistycznego. Od tego, czy nadal będzie dominował "Zeitgeist" wolnego rynku, czy też powróci czas ponownego uspołeczniania i rynku i kapitalizmu.

Jeśli więc, przy tylu niewiadomych, chcemy aktywnie wpływać na nasz los zbiorowy, także na kształt systemu społeczno-ekonomicznego, to musimy przyjąć jako realistyczne, choć ryzykowne założenie, że UE pozostawi nowym członkom spory (nie mniejszy niż obecnie) margines swobody. Że sama Unia będzie się zmieniała w kierunku zgodnym nie tylko z Traktatem Maastricht, lecz także z Kartą Socjalną, która tylko na razie ma czysto deklaratywny charakter. Że więc niektóre rygory wspomnianego traktatu okażą się raczej progiem od przekroczenia którego zależy wejście do EMU, niż trwałymi regułami. Podobnie werbalny charakter mają różne oświadczenia na temat środków zaradczych przeciwko bezrobociu. Częścią tego założenia jest przekonanie, że obecne wysiłki zmierzające do ograniczenia różnych sfer zabezpieczenia społecznego są próbami dostosowania wydatków do spowolnionego tempa wzrostu gospodarczego świata zachodniego. Nie oznaczają więc próby ostatecznego demontażu państwa opiekuńczego. W żadnym kraju zachodnim nie udało się znacząco zmniejszyć zakresu redystrybucji (wydatków) państwa [Crook, 1997], choć zmieniła się jej struktura. W dodatku, już teraz wyłaniają się pewne procesy, które pozwalają mieć nadzieje, że UE będzie ewoluowała w kierunku ponownego uspołeczniania kapitalizmu.

Czas złych wyborów

Coraz powszechniejsze jest przekonanie, że o różnicach w stopie wzrostu, stopie życiowej, bogactwie narodów, decyduje głównie i przede wszystkim szeroko pojęta polityka gospodarcza. Szeroko pojęta oznacza tu - zarówno ta bieżąca, obracająca się wokół polityki fiskalno-monetarnej oraz socjalnej, jak i ta, którą niemieccy "ordoliberałowie" nazwali "Ordnungspolitik", czyli stwarzająca systemowo-organizacyjne ramy dla działalności gospodarczej. W tym świetle, nie sposób nie zadać pytania, czy obecny nasz ustrój społeczno-ekonomiczny jest również rezultatem tak rozumianej polityki. Pytanie to wymusza jednak dłuższą dygresję na temat atmosfery czasów, w których żyjemy.

Bywają okresy dobrej i złej polityki gospodarczej. Przykładem tej drugiej jest polityka prowadząca do Wielkiej Depresji lat trzydziestych. Jak wiemy, wyjaśnienie tego zjawiska zasadniczo różni Galbraitha i Friedmana. Są oni jednak zgodni co do tego, że tak wielkie załamanie nie było konieczne, lecz było rezultatem fatalnych działań lub zaniechań władz.

New Deal oraz powojenny, oparty zresztą częściowo na doświadczeniach gospodarki wojennej, interwencjonizm przyniósł wielkie przyspieszenie rozwoju gospodarczego. Również planowanie typu sowieckiego przyczyniło się początkowo do skoku w uprzemysłowieniu szeregu krajów wschodniej i środkowej Europy. A w dodatku, współzawodnictwo dwóch systemów legło u podstaw przyspieszenia wzrostu. Już jednak od połowy lat 1960 okazało się, że kraje komunistyczne nie są w stanie przejść od wzrostu ekstensywnego do intensywnego. Wpadły w pułapkę "konserwatywnej modernizacji" [Brus, Kowalik, 1993]. Po obu stronach Łaby doszło do degeneracji planowania i interwencjonizmu. Oprócz rozrostu coraz bardziej bezwładnej biurokracji, państwo nie umiało sobie poradzić z cenami i płacami w warunkach pełnego zatrudnienia W głównych krajach zachodnich, w Stanach Zjednoczonych i RFN, w ciągu szeregu lat bezrobocie spadło do poniżej 2% [Vickers, 1997]. Wzrósł udział płac w dochodzie narodowym, spadła zaś stopa zysku. W drugiej połowie lat 1960 i początku lat 1970 w szeregu krajów występują ostre konflikty klasowe. Po masowych demonstracjach młodzieży w 1968 r., w następnym roku odnotowujemy "gorącą jesień" w Niemczech i Włoszech. W latach 1973-4 w Wielkiej Brytanii miał miejsce długotrwały strajk górników. W szeregu krajów związki zawodowe są oskarżane o arogancję.

We wpływowych kołach krajów OECD marzy się mniej lub bardziej otwarcie o recesji, która by ukróciła tę arogancję. Dobrze wyraża te nastroje Raport sekretarza generalnego OECD (Paryż 1970) pt. Inflation: the present problem. Postuluje się w nim pilną potrzebę uznania stabilizacji cen za priorytet ("the urgent need to give higher priority to price stability"). Nadwyżka popytu powinna być zlikwidowana, a rządy powinny przygotować się, tam gdzie konieczne, na akceptację czasowego obniżenia poziomu aktywności gospodarczej, do chwili, gdy ceny się ustabilizują ("Excess demand should be eliminated and government should be prepared, where necessary, to accept a temporary reduction of the rate of activity until there are signs that better price stability has been achieved") Wskazuje się równocześnie na trudność zastosowania takiego lekarstwa ze względu na zmianę stosunku społeczeństw do recesji. Mianowicie, w latach 1930 uważano by recesję za dopust boży (it could be thought that this was the result of a natural disaster). Obecnie zaś tłumaczono by ją jako rezultat "świadomej polityki rządu".
Kryzys naftowy 1973 r. był dla świata zachodniego takim "dopustem bożym", przyszedł bowiem z zewnątrz, ale postanowiono wykorzystać go dla ochłodzenia gospodarki. Znamienne, że jeszcze cztery lata pó?niej, OECD publikuje Raport zawierający następującą rekomendację: (wszystkie cyt. za: [Korpi, 1991:233-234]) "lepiej mieć obecnie wolniejszy spadek bezrobocia, by stało się niższe w latach pó?niejszych". Recepta monetarystów świetnie się do tego celu nadawała. Rozpoczyna się też okres systematycznego osłabiania związków zawodowych, nadzwyczajnych zmian w systemach podatkowych na rzecz wielkich korporacji, ataku na państwo opiekuńcze [Kowalak, 1996], [Kozłowski, 1996], redukcji inwestycji publicznych. Ideologią, czy też duchem nowego czasu (Zeitgeist) staje się neoliberalizm, czyli apoteoza skrajnie pojmowanego wolnego rynku. Rozpoczyna się długi okres wzrostu nierówności dochodowych (i majątkowych). Udział płac w dochodzi narodowym spada, wzrasta udział zysków.

Wszelako są podstawy, by utrzymywać, iż było to z czysto ekonomicznego punktu widzenia przysłowiowe Phyrrusowe zwycięstwo. W konsekwencji tych wszystkich zabiegów, spadła prawie o połowę stopa wzrostu gospodarek zachodnich. Nadzwyczaj powolny stał się wzrost produkcyjności pracy. Ogromny był w tym udział dewolucji gospodarki amerykańskiej, spowodowanej, jak to ostatnio wskazują badacze amerykańscy [Erenburg, 1994] [Aschauer, 1997a] [Aschauer, 1997b] [Baily, 1993], ograniczeniem przez władze tego kraju nakładów na "kapitał publiczny", czyli na szeroko pojętą infrastrukturę i na kapitał ludzki, głównie na edukację. Musiało to znale?ć wyraz w spadającej stopie wzrostu gospodarczego. Myślę, że zrozumienie tego faktu, iż kraje zachodnie zmniejszyły swą dynamikę rozwojową niejako na własne życzenie, jest niesłychanie ważne dla krajów transformujących się, w tym dla Polski.

"Cywilizacja nierówności"

W komentarzu do swej słynnej, choć błędnej co do podstawowego założenia, ale do dziś pobudzającej do myślenia, książki, Joseph Schumpeter napisał: "Kapitalizm nie polega na tym, że gospodyni domowa może wpływać na produkcje, wybierając między grochem i fasolą, ani na tym, że młodzieniec może zadecydować, czy będzie pracował na farmieczy w fabryce, ani na tym, że menedżer ma pewien zakres wyboru co produkować. Kapitalizm oznacza pewien system wartości, stosunek do życia - cywilizacja nierówności i fortun rodzinnych" [Schumpeter, 1962: 419].

Nasz system ekonomiczny będzie, oczywiście, nadal ulegał dalszym przemianom. (4) Zwężał się będzie przede wszystkim zakres sektora publicznego. Nastąpi dalsze urynkowienie sfery socjalnej. Ale z całą pewnością można rzec, iż fundamenty nowego ustroju, jako jednej z odmian i części mega-systemu zwanego kapitalizmem, zostały już zbudowane. Nie zagraża im odwrót, ani też radykalna zmiana jeśli założyć, że do głosu nie dojdą silne ruchy społeczne.

Zakładam, że nietrudno byłoby osiągnąć zgodę co do tego, że do zasadniczych cech ustrojowych systemu społeczno-ekonomicznego należą:
- zakres alokacji rynkowej oraz rola państwa (czyli "system regulacji" w rozumieniu Kornaia),
- zakres i stosunek władz do bezrobocia,
- zakres i stosunek władz do ubóstwa, i wreszcie,
- skala nierówności oraz państwowa polityka podziału.

Bez rozpatrzenia pozostawię problematykę powstającego systemu regulacji (częścią tego zagadnienia, rolą państwa zajmowałem się gdzie indziej [Kowalik,1994]. Myślę, że w tym zakresie swoboda wyboru będzie najbardziej ograniczona przez czynniki zewnętrzne - umowy z UE oraz rygory Światowej Organizacji Handlu (WTO). Jeśli założyć, że Polska zostanie na początku przyszłego wieku (choć niekoniecznie w pierwszych latach) przyjęta do Unii Europejskiej, a jej polityka pozostanie przy kanonach traktatu z Maastricht złagodzonych tylko w sferze socjalnej, to łącznie z przynależnością do WTO wymusi ona dość zbliżone w całej Unii reguły. Oczywiście, i w odniesieniu do pozostałych cech wpływ polityki gospodarczej Unii będzie istotny. Jednakże, obserwując różnorodność rozwiązań systemowych nawet wśród najstarszych członków Unii, można być pewnym, że kraje post-komunistyczne na dość długo zachowają wiele odmienności. Od nich zależy, czy będą to tylko "przeżytki" z czasów realnego socjalizmu, a przede wszystkim rezultaty "szokowej terapii", czy też kształty będące rezultatem strategicznej myśli ustrojowej. Jeśli chodzi o aspekty społeczne, to system nasz charakteryzują głównie i przede wszystkim skutki pierwszych lat przyspieszonej transformacji po 1 stycznia 1990 r. Mam na myśli następujące cechy.

1. Masowe bezrobocie. Temat i liczby są dobrze znane, więc ograniczę się tylko do jednej uwagi. Spadek rejestrowanego bezrobocia z ponad 16 do 11 % jest co najmniej w połowie fikcyjny. W małym tylko stopniu znajduje wyraz we wzroście zatrudnienia (który okazał się największe w rolnictwie stające się przechowalnią wyrejestrowanych bezrobotnych). Nadal, z roku na rok, około jednej trzeciej populacji bezrobotnych i niemal tyle samo - populacji młodych (poniżej 25 lat) rozpoczyna swe dorosłe życie od odrzucenia przez społeczeństwo. Dla dużej części z nich, właśnie ten okres bezczynności kształtuje stosunek do pracy, społeczeństwa, obowiązków na całe życie. Bezrobocie, zwłaszcza wśród młodzieży, to czynnik niezwykle kryminogenny, patologizujący i frustrujący. Dorywcze prace w szarej strefie mają również zdecydowanie zły wpływ na morale młodych. Na długa metę, przy masowym bezrobociu, nie można oczekiwać społeczeństwa stabilnego i bezpiecznego. Jest to także zagrożenie dla demokracji. Bezrobocie w największym stopniu dotyka województwa północne i wschodnie, gdzie stopa bezrobocia jest kilkakrotnie wyższa niż w wielkich miastach Polski centralnej i Zachodniej. W perspektywie zaś największego wśród krajów europejskich przyrostu nowych roczników siły roboczej z ostatniego wyżu demograficznego grozi nam dalsze "odmłodzenie" populacji bezrobotnych. Marazm w tej dziedzinie, niezdolność władzy do zmiany struktury szkolnictwa, do podjęcia jakiegoś szerszego frontu robót, bardzo niskie wydatki na aktywne formy bezrobocia, oznacza przyzwyczajanie społeczeństwa do tego, że masowe i długotrwałe bezrobocie jest po prostu częścią "powrotu do normalności". Tak jak za Piłsudskiego, a nawet Eugeniusza Kwiatkowskiego, bezrobocie, zwłaszcza to utajone, było stanem normalnym w tym sensie, że bez wojny nie było żadnej perspektywy pożegnania się z bezrobociem (pochodzę z "zagłębia ludzi zbędnych", gdzie nawet pierwsze lata wojny i okupacji przyjmowano z ulgą, bo nie trzeba było płacić podatków, a i z kontyngentami można było okupantów kiwać).

2. Duże obszary ubóstwa. W dotychczasowych badaniach przyjmuje się różne kryteria biedy. Jest jednak rzeczą znamienną, że liczne już obecnie badania krajowe [Beskid, 1996], [Deniszczuk, 1995]; [Golinowska 1996a;] [Golinowska, 1996b] oraz Banku Światowego [Bank, 1994], [World, 1994], a ostatnio GUS-u wskazują zgodnie, że w ciągu ostatnich ośmiu lat liczba ludzi żyjących w ubóstwie więcej niż podwoiła się. Decyduje o tym zarówno wysokie bezrobocie, jak i gwałtowny spadek płac realnych oraz duży w nich udział płac najniższych. Ekspertyzy ujawniają też, że wśród krajów Centralnej Europy najwyższa stopa bezrobocia jest właśnie w Polsce. Według wiedeńskiego badania SOCO [Beskid, 1996: 15] liczba osób otrzymujących połowę lub poniżej przeciętnego dochodu do dyspozycji (na jednostkę ekwiwalentną) wynosiła w 1995 r. w Polsce 18,3%, na Węgrzech 9,3%, na Słowacji 6,7%, w Republice Czeskiej 6,1%, w Niemczech Wschodnich 6,6%. (5) Istnieją też mocne podstawy, choć tu o porównania znacznie trudniej, by sądzić, iż udział ludzi biednych jest w Polsce jednym z najwyższych w Europie na zachód od Bugu.

3. Masowemu bezrobociu i dużemu zakresowi ubóstwa towarzyszy wyjątkowo duże zróżnicowanie wynagrodzeń i dochodów. Podobnie jak w przypadku ubóstwa, z ekspertyz i badań [Milanowic, 1995; Atkinson, 1996; Borkowska, 1996] wynika, że rozpiętości dochodowe są w Polsce najwyższe pośród krajów Centralnej Europy i należą do najwyższych w porównaniu z krajami zachodnioeuropejskimi. Pod względem nierówności mierzonej współczynnikiem Gini, Polska w ciągu zaledwie kilku lat wyprzedziła większość krajów kontynentu europejskiego (nie tylko Skandynawię). Na szczególną uwagę zasługuje tu pazerność, czy wręcz rozwydrzenie warstwy menedżerów, których wynagrodzenia już teraz sięgają 60-krotnej płacy przeciętnej, a więc takiej, jaka występowała w Stanach Zjednoczonych kilkanaście lat temu. (6) W dodatku, apanaże menedżerów szybko wzrastają, a prym wiodą ostatnio wynagrodzenia szefów firm państwowych. (7) Nie działo się to bez cichego przyzwolenia władz z lewicowym logo. Polska fatalnie wypada również w porównaniach dotyczących dochodowej dyskryminacji kobiet. (8)

4. Dziewiętnastowieczne stosunki pracy w prywatnym sektorze. W prywatnych firmach nagminnie nie przestrzega się higieny i bezpieczeństwa pracy, prawnie nakazanej, pisemnej umowy o pracę, nie dotrzymuje się jej warunków umowy, w regionach dużego bezrobocia lub imigracji ze Wschodu i Południa płaca jest często niższa od ustalonej prawem płacy minimalnej. Nie zezwala się też na zakładanie i działanie związków zawodowych. Początkowo można to było tłumaczyć brakiem doświadczenia nowych właścicieli, wyjątkowością sytuacji, reorganizacją, a więc i czasowym bezwładem instytucji kontrolnych. Najwyższy niepokój powinien budzić fakt, że publikowane co roku Raporty Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) wskazują, niestety, nie na poprawę, lecz pogarszanie warunków pracy. Nadzieje więc na ucywilizowanie sektora prywatnego niebezpiecznie się oddalają.

"Rzeczpospolita" zamieściła niedawno omówienie sprawozdania PIP-u pod znamiennym tytułem: Prawo pracy coraz częściej łamane. W pracy bardziej niebezpiecznie [Olczyk i Pilczyński, 1996]. W sprawozdaniu tym czytamy, iż w r. 1995, w stosunku do poprzedniego, "liczba wypadków [przy pracy] wzrosła o 20%", o 12% zaś wzrosła liczba karnych orzeczeń PIP. Aż w 70 % firm poddanych kontroli ujawniono "łamanie przepisów o wynagrodzeniach, m. in. wypłacanie pensji niższych niż minimalna płaca". W omówieniu nie wyodrębniano wprawdzie firm prywatnych, ale z poprzednich Raportów PIP wiadomo, że poza państwowym górnictwem, które ma duży udział w wypadkach, dane te odnoszą się przede wszystkim do firm prywatnych.
Jeden z dyrektorów PIP pisze podobnie: "Systematycznie wzrasta liczba wypadków przy pracy, zwłaszcza wypadków śmiertelnych. Przy tym ten wzrost jest szybszy niż wzrost liczby zakładów prywatnych i osób pracujących w tych zakładach". Co więcej, autor ten informuje także o znanym PIP od paru lat zjawisku "zmniejszania pracowniczej wrażliwości na warunki bhp, wobec istotniejszych dla nich spraw ekonomicznych. Jest to naturalna hierarchia potrzeb - najpierw zdobycie ?ródeł utrzymania, a dopiero pó?niej troska o pracę bezstresową, bezpieczną i higieniczną. Sytuacja na rynku pracy sprawia, że ludzie często świadomie godzą się na pracę w warunkach występujących zagrożeń zawodowych".

L. Kolarska-Bobińska [1993] już parę lat temu przestrzegała, iż to właśnie oblicze firm prywatnych może się stać główną przeszkodą dalszej transformacji systemowej. Znajduje to niezmiennie wyraz w wysokim stopniu obaw przed pracą w firmie prywatnej, lub sprywatyzowanej (tylko po kilka procent respondentów deklaruje gotowość pracy w pierwszych i drugich), chociaż w firmach poprzednio państwowych prawa pracownicze są znacznie rzadziej łamane. Jest rzeczą znamienną, iż stosunek respondentów do prywatyzacji i do firm prywatnych nie poprawia się mimo zwolnienia jego tempa oraz poprawy koniunktury. Państwowa Inspekcja Pracy i Kolarska-Bobińska należą do wyjątków. Zarówno stosunki pracy, jak i wspomniane obawy ludzi stanowią nieznaczny margines zainteresowania ekonomistów, choć dotyczy to milionów ludzi. Jeden z amerykańskich politologów zauważył niedawno, że w kraju dziesięciomilionej "Solidarności" pojęcie robotnik zniknęło z dyskursu politycznego. W "przekaziorach" (zapożyczam się tu u znanego pisarza), jak i w pracach naukawych króluje "giełda" (o której pisze się przynajmniej tysiąc razy więcej niż o stosunkach pracy), prywatyzacja, sektor prywatny jako "motor napędzający dynamikę gospodarki". Jeśli pisze się lub mówi o wypadkach, to nie przy pracy, lecz drogowych. Trudno o jaskrawszy wyraz klasowej schizofrenii .

5. Zarówno ze względu na charakter mało wymiernego zjawiska, jak i brak odpowiednich badań porównawczych, nie mam możliwości odniesienia prywatyzacji w Polsce do tego procesu w innych krajach. Dwie sprawy są jednak jasne.

a). Rządy solidarnościowe wypowiedziały walkę pracowniczej partycypacji. Chodziło nie tylko o politykę ograniczania rad pracowniczych, lecz także o zablokowanie bardziej partycypacyjnych form własności wyłaniających się z procesu prywatyzacji. Władze polityczne maja swój znaczący udział w upadku spółdzielczości [Kleer, 1996]. Chciano również nie dopuścić do powstawania spółek pracowniczych, a pó?niej - ten proces trwa do dziś - czyniono wiele by przekształciły się one w spółki menedżerskie. Ani władze polityczne, ani centrale związkowe nie uczyniły praktycznie nic by rozciągnąć działalność związków zawodowych na nowo powstały sektor prywatny.

b) Możliwe, że, z punktu widzenia sprawiedliwości wyższa ocena Narodowych Funduszy Inwestycyjnych niż kuponowej prywatyzacji czeskiej nie była iluzoryczna. Że w sposobach prywatyzacji nie jesteśmy gorsi, niż Węgrzy, a na pewno znacznie lepsi niż Rosjanie. Ale i tak poczucie niesprawiedliwości niesionej przez prywatyzacje jest w Polsce bardzo silne i zapewne ono właśnie wzmacnia obserwowane od paru lat nastawienia egalitarne. Zdaniem Jacka Kurczewskiego [1995] "Polska znajduje się znów w wyjściowym stanie pierwotnym, kiedy tytuły własności musza być rozdane między uczestników gry społecznej (...) W wojnie o władzę, własność i majątek biorą udział naprawdę wszyscy, choć szanse nie były na starcie równe i ta nierówność daje o sobie co i rusz znać - poczuciem niesprawiedliwości z jednej i arogancją z drugiej strony" [Kurczewski, 1995].

6. I wreszcie trzeba odnotować katastrofę mieszkaniową. Zjawisko opisane wielokrotnie. Wydaje mi się jednak, że należy zestawić je z innym fenomenem - z nieprawdopodobnym boomem samochodowym. To co się rodzi na naszych oczach, to karykatura zachodniej karykatury. Zatłoczenie, kilometrowe korki nawet w czasie poza szczytowym, nędzny transport publiczny - to wszystko znamy z państw zachodnich. Starsi z nas jeszcze pamiętają powojenny francuski spór na temat kształtu cywilizacji: chodziło o to, na co postawić - na mieszkania, czy na samochody. Wiemy, że wygrały te drugie. Przynajmniej jednak na kontynencie Europy zachodniej udało się zachować jakieś proporcje dzięki intensywnie wspieranemu budownictwu mieszkaniowemu ze środków publicznych. W Polsce natomiast odtwarza się w tej dziedzinie sytuacja dobrze znana z Trzeciego Świata.

M. in. na tle mieszkaniowo-pałacowych kontrastów Jacek Kuroń ponownie przeżywa okres pisania "Winy i kary". Po zauważeniu "rozlicznych willi, pałaców", należących do nowych "właścicieli Polski", w następujących słowach opisuje on drugi biegun mieszkaniowy: "W mojej okolicy, podobnie jak w wielu punktach Warszawy, tam gdzie miejska zabudowa nagle się urywa i gdzie dotychczas istniały dzikie chaszcze - przez ostatnie lata wyrosły (...) domy klecone z przeróżnych rupieci, kawałków falistej blachy, szczątków starych mebli" [Kuroń, 1997]. (9) Zestawienie tych dwóch procesów: niezwykle szybkiej motoryzacji oraz powstających slumsów pokazuje jak bardzo przegrała mieszkaniowa "Agora" Edwarda Lipińskiego, czy "szklane domy" Żeromskiego. W rezultacie dotychczasowej transformacji powstał ustrój brzemienny w konflikty społeczne, tymczasem przyciszone ze względu na niedawno przeżyty przez społeczeństwo szok, z jednej strony, oraz cykliczne ożywienie gospodarcze z drugiej. Także dzięki szeregowi złudzeń rodzonych przez częste wybory parlamentarne, mitowi "skoku do zasobnej Europy" itp. Jacek Kuroń ostrzega: "Kiedy duże grupy społeczne maja poczucie, że zostały wypchnięte poza społeczeństwo, że pozbawiono je szansy udziału w normalnym życiu, że odebrano im możliwość spełnienia swych aspiracji, to zaczynają się buntować przeciwko takim porządkom i mogą je zniszczyć" [Kuroń, op. cit]. Które z wymienionych wyżej cech przestaną być problemem w ciągu najbliższych dziesięciu - piętnastu lat? Obawiam się, że przy braku większych wstrząsów społecznych, wymuszających zmiany, będą one nadal charakteryzowały "Polski model ekonomiczny" (jak mawiano po Pa?dzierniku 1956).

Polskie opcje

Nie wchodząc w bardziej szczegółowe klasyfikacje systemów społeczno-ekonomicznych, zastanówmy się, który z dwóch wielkich grup systemów - anglosaski, czy niemiecko-japoński, ma większe szanse w Polsce. Przyjemnie mi odwołać się do niebanalnego poglądu Jana Szomburga, który wprowadza, czy nawet eksponuje wagę kryterium "kulturowej adekwatności" systemów ekonomicznych. Wyróżnia on (przykładowo) kapitalizm zorientowany na grę rynkowa (czyli anglosaski, inaczej zwany "panter capitalism") oraz kapitalizm zorientowany instytucjonalnie (niemiecko-japoński). Szomburg twierdzi, że: "Liczne analizy porównawcze nie tylko poszczególnych krajów, ale także różnych modeli (np. anglosaskiego i niemiecko-japońskiego) nie prowadzą(...) do jednoznacznych wniosków co do wyższości ekonomicznej jednej postaci kapitalizmu nad drugą. Raczej trzeba się zadowolić skromniejszą konstatacją, że nie ma bezwzględnie najsprawniejszych systemów kapitalistyczno-rynkowych i że kluczowym warunkiem ich "sprawnosci" jest szeroko rozumiana "adekwatność kulturowa" [Szomburg,1995: 3].

Z cytowaną wyżej tezą Szomburga o względności systemów w zupełności się zgadzam. Zastrzeżenia moje budzi jednak prognoza i szkoda, że została ona tak skrótowo wyrażona. Że autor tutaj właśnie nie dopowiada, iż wybór modelu to wybór wartości, a przynajmniej ich hierarchii. Pełne zatrudnienie może być taką wartością. Dlatego zarówno Albert, jak i Szomburg niepotrzebnie łączą, systemy japoński (oparty na pełnym zatrudnieniu) i niemiecki ("reński") w jeden model. Różnice bowiem między nimi pozostały duże. Mimo tego zastrzeżenia, oparty na tej klasyfikacji systemów pogląd prof. Szomburga na kierunki rozwoju polskiej transformacji jest tak ważny, że warto się nad nim zastanowić. Oto jego słowa: "Przed Polską stoi problem wyboru, który z systemów - lub też jaką mieszankę - promować u siebie. Praktycznie wybór ten dokonuje się niejako ciągle, w toku wielu decyzji legislacyjnych i wykonawczych dotyczących prywatyzacji, restrukturyzacji przedsiębiorstw i banków, reprezentacji Skarbu Państwa, funkcjonowania rynku kapitałowego itp. Niewątpliwie proces ten będzie trwał jeszcze wiele lat a jego składowymi będą też różnego rodzaju niespójności, korekty i "zygzaki". Chodzi o to, by możliwie od początku iść w generalnie "własciwym" kierunku i w ten sposób fundować system bardziej konkretny i mogący szybciej pracować efektywnie. Polacy nigdy nie będą tak dobrzy w grze instytucjonalnej jak Niemcy i Japończycy. Raczej nie można też stawiać na nasze uzdolnienia biurokratyczno-etatystyczne. Dysponujemy natomiast sporym potencjałem uzdolnień w zakresie gry rynkowej. Żywioł ten już okazał się bliski naturze wielu Polaków. Wskazaniem byłby więc ład promujący grę rynkową".

Pogląd to zaskakujący i należy żałować, że prawie nie poparty argumentami. Czy istotnie potencjał uzdolnień do gry rynkowej jest na tyle trwały, obejmuje tak dużą część Polaków, że na tym właśnie można budować polską odmienność modelową? Czy o tendencjach biurokratyczno-etatystycznych decydują bardziej uzdolnienia niż społeczne oczekiwania i przyzwyczajenia? Dlaczego to wyłaniająca się z I wojny światowej Polska niepodległa, przez ponad stulecie pozbawiona własnej państwowości, a więc i własnej biurokracji, nie oparła swej gospodarki na "grze rynkowej", lecz na daleko idącym etatyzmie? I co począć z głęboko zakorzenionym solidaryzmem, której organizacyjnym wyrazem był dziesięciomilionowy ruch o tej nazwie? Z umowami społecznymi i silnymi tendencjami korporacjonistycznymi. A z ruchem samorządów pracowniczych? Z "bitnością polskich" robotników? Czy to wszystko należy już do bezpowrotnej przeszłości?

Liczne badania socjologiczne wskazują na silne tendencje egalitarne w polskim społeczeństwie. Natomiast doświadczenie powojenne uczy, iż im więcej we współczesnych gospodarkach kapitalistycznych rynku tym większe nierówności dochodowe i majątkowe. Właśnie w czasie rządów R. Reagana i M. Thatcher rozpiętości dochodowe i majątkowe w świecie anglosaskim i kontynentalnej Europy drastycznie wzrosły. W przeciwieństwie do tego instytucjonalne odmiany kapitalizmu w Japonii i (przynajmniej do czasu) w Niemczech na tym przecież polegały, że takie wielkie plagi społeczne, jak bezrobocie, ubóstwo, kulturowa marginalizacja ubogich, wszystkie one stały się przedmiotem systematycznej polityki społecznej i gospodarczej. Nauczeni doświadczeniem 1989 roku, gdy, paradoksalnie, zwyciężyła koncepcja konserwatywnych liberałów - najsłabszego pośród nurtów politycznych, nie możemy wykluczyć, że i w przyszłości zwycięskie okażą się "polskie gry rynkowe". Stałoby się to jednak wbrew preferencjom większości społeczeństwa i było brzemienne w konflikty społeczne. Na długą metę nie mogłoby to służyć przyspieszeniu rozwoju gospodarczego.


ANEKS:

BALCEROWICZ - ERHARD

Gdy pó?nym latem 1989 T. Mazowiecki szukał ekonomisty odpowiedzialnego w rządzie za gospodarkę, mawiał, że poszukuje "polskiego Erharda". Potem ta analogia wielokrotnie się pojawiała. Fakt zaś, że L. Balcerowicz otrzymał dwa lata temu nagrodę Fundacji im. Ludwiga Erharda, tę analogię wzmocnił. A przecież nietrudno o zestawienie faktów, które wskazywałoby, iż Mazowiecki popełnił "kolumbowy błąd" - szukał wzoru w Bonn, a podsunięto mu wzory z Chicago i Waszyngtonu [Kowalik, 1997].

Czy i do jakiego stopnia analogia: Balcerowicz - polski Erhard jest uzasadniona?

Nie stawiając sobie zadania oceny tych dwóch programów, ograniczę się do suchego zestawienia faktów głównie z czasów ich pierwszego pchnięcia. Można oczywiście spekulować dlaczego politykowi niemieckiemu udało się sprawować władze przez lat kilkanaście, gdy tymczasem Balcerowicz przestał mieć bezpośredni wpływ na gospodarkę już po dwóch latach, a pozostanie w gabinecie J.K. Bieleckiego było wynikiem splotu szeregu nadzwyczajnych okoliczności wewnętrznych i zewnętrznych. Nasuwa się pytanie, czy przypadkiem różnej długości czas ich kariery nie był rezultatem ich odmiennych koncepcji. Czy więc miało tu zastosowanie rosyjskie przysłowie: "wolniej jedziesz..."

Nie wiemy, czy w czasie przygotowywania swego programu, Leszek Balcerowicz znał reformy niemieckiego poprzednika. Myślę raczej, że działał tu ogólny mit rynkowego radykalizmu niemieckiego reformatora, który zapoczątkował niemiecki cud gospodarczy. Na pewno tyle, nie więcej, wiedział o Erhardzie Tadeusz Mazowiecki.

Dokonując takiego zestawienia należy pamiętać o wielkich różnicach otoczenia, w jakich działali. Przede wszystkim, odmienne były determinanty zewnętrzne. Wprawdzie w obu krajach stacjonowało obce wojsko, ale Mazowiecki-Balcerowicz mogli liczyć co najwyżej na neutralność tej armii. Natomiast okupanci zachodni byli już wówczas mocno zainteresowani w reformie i odbudowie gospodarki niemieckiej, do której popłynął główny strumień pomocy w ramach Planu Marshalla. Władze okupacyjne współtworzyły z Erhardem założenia reformy, a niektórzy analitycy [Hansson, 1990] uważają wręcz, że ich głos ważył więcej niż Erharda i jego współpracowników.

Inne musiały być też zadania obu tych reform. W Polsce chodziło nie tylko o deregulację i liberalizację cen w taki sposób, by sprzyjało to zahamowaniu inflacji, lecz także o odejście od państwowej własności. W Zachodnich zaś Niemczech chodziło tylko o odejście od gospodarki wojennej. Z drugiej jednak strony, Polska gospodarka końca 1989 r., a zwłaszcza system cen, była - paradoksalnie, a pewnie dla wielu nie do wiary - znacznie bardziej rynkowa, niż niemiecka. Fakty polskie są znane. Przypomnę tylko, że już rząd Rakowskiego uwolnił ceny na produkty żywnościowe, a rząd Mazowieckiego - już jesienią 1989 r. zmniejszył subsydia. Natomiast w Bizoni, czyli w brytyjsko-amerykańskiej strefie okupacyjnej (do tej tylko strefy ograniczyła się w pierwszej fazie reforma z czerwca 1948 r.) ceny ogromnej większości produktów konsumpcyjnych i produkcyjnych były regulowane, mocno odbiegając od czarnorynkowych. W Niemczech zachodnich mieliśmy do czynienia nie tyle z inflacją otwartą, ile z zawieszoną. Przykładowo, oficjalny wska?nik kosztów utrzymania w amerykańskiej strefie okupacyjnej wzrósł od pa?dziernika 1945 r. do maja 1948 r. zaledwie o 17 %. Waluta niemiecka była jednak b. słaba. Często za środek wymiany i tezauryzacji służyły amerykańskie papierosy lub kawa. Wymiana zaś barterowa i czarno rynkowa sięgała połowy produktów przemysłowych. Ceny czarnorynkowe były częstokroć 50 a nawet 200 razy wyższe od oficjalnych. Skutkiem było "chomikowanie" zanikająca produkcja przemysłowa, jej symboliczny udział w eksporcie. Wskazuje to równocześnie na ogromny nawis inflacyjny.

Sednem reformy Erharda z czerwca 1948 r. musiała więc być reforma pieniężna, znacznie drastyczniejsza niż nasza z 1950 r. Osoby fizyczne mogły wymienić tylko 60 Reichsmarks na 60 DM, ale tymczasem dostawali do ręki tylko 40, a 20 dopiero za dwa miesiące. Kwoty zarejestrowanych pieniędzy w przedziale od 60 do 600 RM przepadały, a jeszcze większe sumy można było zamieniać tylko w proporcji 10:1. Firmy mogły zamienić po 60 RM na jednego zatrudnionego. Administracyjną decyzją zredukowano prywatne oszczędności do 1/10, a wewnętrzny dług sektora państwowego po prostu unieważniono. W wyniku szeregu tych i innych operacji, ilość pieniądza w obiegu została zmniejszona niemal dziesięciokrotnie.

Drugim filarem reformy było urealnienie i uwolnienie cen. Deregulacja cen objęła nie podstawowe artykuły żywnościowe, lecz wiele innych dóbr konsumpcyjnych, łącznie z obuwiem i ubraniami oraz większość dóbr kapitałowych. Nadal regulowane pozostały: płace, czynsze, podstawowe dobra żywnościowe, usługi łącznie z transportem osobowym i towarowym, paliwo i rudy, operacje międzynarodowe i na rynku kapitałowym. Z regulacji płac i niektórych cen zrezygnowano już pod koniec 1948 r. Ale z urzędowych cen cukru i metali nieżelaznych zrezygnowano dopiero w 1950 r., ropy naftowej i niektórych innych paliw w 1951, węgla i metali szlachetnych w 1954, wody i gazu w 1959, czynszów w 1960.

Taka reforma cen nie mogła oczywiście zlikwidować czarnego rynku, choć go poważnie ograniczyła. Już w pół roku pó?niej wolne ceny chleba były 2,5-krotnie wyższe od administracyjnych, masła niemal ośmiokrotnie, cukru sześciokrotnie.
Poza pewnym urealnieniem kursu, rynek kapitałowy i handel zagraniczny pozostał reformą prawie nietknięty. Europejska Unia Płatnicza powstała dopiero 1950 r., wprowadzając operacje clearingowe w miejsce bilateralnych. Minimalnie zmieniono system podatkowy. Przyjęto wprawdzie ostre kryteria ustawowe dotyczące równowagi budżetowej, dopuszczano jednak kilka wyjątków.

Wszystko to każe ocenić reformę Erharda (poza pieniężną) jako umiarkowaną. W oczach kanadyjskiego ekonomisty: "zachowanie kontroli cen, brak jasnych reguł w systemie podatkowym, selektywne racjonowanie kredytu, kontrola handlu zagranicznego oraz brak wymienialności pieniądza - wszystko to było dalekie od konsekwentnego liberalizmu" [Hansson, 1990]. Właśnie ze względu na radykalizm połączony z umiarem Hansson zalecał krajom postkomunistycznym reformę Erharda jako wzór niezbyt trudny do naśladowania.

Zasadniczy krok w kierunku wolnego rynku, ale równocześnie znaczne rozszerzenie podstaw państwa opiekuńczego dokonany został dopiero na początku lat 1950. Oprócz szeregu uprawnień socjalnych, wprowadzono instytucję pracowniczej partycypacji oraz mediacji pomiędzy biznesem, związkami zawodowymi i państwem. Można więc je tutaj pominąć. Nie mogę natomiast pominąć roli państwa w nakręcaniu koniunktury, gdyż w ostatnim czasie przedstawia się gospodarkę niemiecką wczesnych lat powojennych jako wzór gospodarki wolnorynkowej, gdzie rola państwa ograniczała się w zasadzie do spraw socjalnych. Tak jednak nie było. U podstaw niemieckiego cudu gospodarczego legł ogromny wysiłek inwestycyjny zarówno biznesu jak i państwa. Wysiłek państwa zarówno bezpośredni, jak i drogą stymulacji firm prywatnych. Świadczą o tym dane dotyczące oszczędności netto. Oszczędności gospodarstw domowych wzrosły w latach 1950-55 z 2 do prawie 7 mld DM, prywatnego biznesu - 4,7 do 13,6, rządu z 4,1 do 10,7 mld DM. W dodatku, w latach 1953-4 oszczędności a więc i stopa inwestycji rządu, były znacznie większe niż biznesu [Overy, 1990]. Udział państwa był szczególnie duży w budownictwie mieszkaniowym, które "wspierano ulgami podatkowymi, nisko oprocentowanymi pożyczkami i ogromnym zastrzykiem funduszy publicznych" [Feinstein, 1990: 31]. Inny ekonomista brytyjski (Milward, 1996:29] utrzymuje, że w okresie bezpośrednio powojennym udział władz centralnych i lokalnych w budownictwie mieszkaniowym przekraczał 70% i legł u podstaw cudu gospodarczego.

I jeszcze jedno. Często przedstawia się pierwsze lata powojenne w RFN jako czas wyrzeczeń. W pewnym zakresie jest to słuszne. Zapomina się jednak, że realne płace były tam w 1948 r. o jedną piątą wyższe niż w 1938 r.


Przypisy

(1) W jednej z dyskusji w 1994 r., Mario Nuti na zarzut, że obecnie skupia swą uwagę głównie na konieczności ustrojowego dostosowania się do UE, odpowiedział: "było wybierać w 1989 r. Teraz jest już za pó?no". Chociaż nie uważam, że nawet obecnie sprawa jest beznadziejna, zgadzam się z Nutim co do tego, że w 1989 r. margines swobody wyboru był znacznie większy niż obecnie. Uważam, że wówczas istniała alternatywa, a Polska była do wyboru alternatywnego znacznie lepiej przygotowana niż jakikolwiek kraj pokomunistyczny. Dotyczyło to zarówno zarysu programu, jak i sił społecznych, na których ten program można było oprzeć. I jak to bywa w czasach wielkich przełomów, rola jednostki, czy paru jednostek okazała się wówczas olbrzymia.

(2) Oto jego słowa: "There will be no real union of Europe. It is in name only. The very watered-down version that was ratified in the fall of 1993 will never be implemented. The more people are bound together economically, the more they want to otherwise be free to assert their own distinctiveness. The EC [teraz Unia Europejska] will not adopt a common currency - not in this century and beyond - because our money, both paper and coin (...) is one of the things that distinguishes us from others" (s. 10).

(3) Welu autorów wskazuje (por. J. Jankowiak [1997]) na brak oczywistych korzyści z wprowadzenia unii monetarnej i na głównie polityczny charakter tych dążeń. M. Feldstein [1997] pisze, że celem unii walutowej jest federalny kształt przyszłej Europy, natomiast korzyści ekonomiczne euro są, przynajmniej w krótkim i średnim okresie, wątpliwe. Na tym tle może również dojść do kryzysu, czy nawet zakwestionowania celów politycznych. Należy tu odnotować list otwarty 155 niemieckich profesorów ekonomii, zwracających uwagę na niedojrzałość warunków dla unii walutowej [Zagrodzka, 1998].

(4) Przyjmowanie 1989 roku jako cenzury dla nowego ustroju jest niezupełnie słuszne, bowiem polski system ekonomiczny już w latach osiemdziesiątych ulegał zasadniczej zmianie, i to zarówno w sferze politycznej, jak i ekonomicznej. Przypomnę, że już wówczas określano go jako "stan żadności" (Herer, Sadowski). Podobnie, T. Bauer określał wtedy system węgierski jako "ani plan, ani rynek". Zmiany systemowe trwają więc już blisko dwie dekady, i czas najwyższy zastanowić się jaki system społeczno-ekonomiczny wyłonił się z tych przemian. Dotyczy to, oczywiście, krajów Centralnej Europy, wśród których Polska należy do najbardziej zaawansowanych. Bo w większości państwa powstałe w wyniku rozpadu ZSRR, może z wyjątkiem nadbałtyckich, znajdują się jeszcze w początkowej fazie przemian, które przypominają raczej konwulsje niż przemyślane zmiany systemowe. Trudno więc przewidzieć, co się z tych konwulsji wyłoni.

(5) Przyjmując niższe kryterium (21-14% średniego wynagrodzenia) UNICEF podaje niższe liczby, ale o podobnych rozpiętościach [Beskid, 1996].

(6) "The Economist" informuje, iż w Stanach Zjednoczonych, w ciągu ostatnich dwudziestu lat "wielokrotność przeciętnego wynagrodzenia czołowych menażerów [chief executives] w stosunku do przeciętnej płacy pracownika produkcyjnego zwiększyła się z 35 do 120" [Woodal, 1996: 24]. Doświadczenie japońskie pokazuje, iż tak wysokie apanaże menedżerów nie są warunkiem wysokiej efektywności. Według R. Dore'a "The salary of an Iacocca is a three-figure multiple of a Chrysler shop-floor worker's; in Toyota or Nissan the ratio is not far into two figure "[Dore, 1994: 379-380]. W Polsce wynagrodzenia prezesów setki największych firm nie są znane. Uchylili się oni od odpowiedzi na ankietę rozesłaną przez B. Wyżnikiewicza. Ale i tak, okazało się, ze roczne dochody brutto prezesów sięgają pół miliona złotych, czyli ok. 50-krotności średniej krajowej [Wyżnikiewicz, 1997: 62]. Jest więc oczywiste, iż pod tym względem w Polsce dominują wzory amerykańskie.

(7)Według Wyżnikiewicza [Tamże] w 1996 r. "Wzrost średniego dochodu dyrektorów przedsiębiorstw państwowych wyniósł 72%, prezesów SP [Skarbu Państwa] 49%, a prezesów firm prywatnych - 36%".

(8) Międzynarodowe badania porównawcze (sześciu krajów) ujawniło, że suma miesięcznych zarobków (praca główna i dodatkowe) pracującej kobiety wynosi w Polsce tylko niecałe 57% takich zarobków mężczyzny. Co więcej. Jest to wska?nik najgorszy pośród sześciu przebadanych krajów, gorszy nie tylko niż dla Węgier i Czech, co byłoby może zrozumiałe, lecz także dla Słowacji, Bułgarii, a nawet... Rosji. Podobna relacja odnosząca się do wynagrodzeń za pracę główną nie wygląda o wiele lepiej (tu wyprzedzamy przynajmniej Rosję) [Domański, 1996: 124].

(9) Wykropkowałem twierdzenie Kuronia, że tego typu zabudowy są "znane z obrzeży wielu innych zachodnich metropolii". Jeśli bowiem przez zachodnie metropolie rozumieć "zachodnioeuropejskie", to dzielnice takie należą już na ogół do przeszłości. Wyjątkiem są południowe miasta Włoch.

Bibliografia

Albert M., 1994, Kapitalizm kontra kapitalizm, Znak, Kraków
Aschauer D. A., 1997a, Output and employment effects of public capital, The Jerome Levy Economic Institute's working paper no 190
Aschauer D. A., 1997b, Dynamic output and employment effects of public capital, The Jerome Levy Economic Institute's working paper no 191
Atkinson A. B., 1996, Income distribution in Europe and the United States, "Oxford Review of Economic Policy", vol 12 no 1
Bank Światowy, 1994, Analiza i ocena ubóstwa w Polsce, Warszawa, tekst powielany, London-New York Baily et al, 1993, Growth with equity, Economic policymaking for the next century, Brookinngs Institutions, Washington D.C.
Bank Światowy, 1994, Analiza i ocena ubóstwa w Polsce, Warszawa, tekst powielany, London-New York
Berger S. i Dore R., 1995, National Diversity and Global Capitalism, MIT, Cambridge Mass.
Beskid L., 1997, Ubóstwo w Polsce, ekspertyza przygotowana dla Rady Strategii Spoleczno-Ekonomicznej, maszynopis powielony.
Borkowska S., 1997, Zróżnicowanie wynagrodzeń w Polsce w okresie transformacji, ekspertyza przygotowana dla Rady Strategii Społeczno-Gospodarczej, Maszynopis powielony,
Warszawa Brus W., Kowalik T., 1993, Socialism and development, "Cambridge Journal of Economics", nr 3
Crook C. , 1997, The future of the state, A survey of the world economy, "The Economist", 20 wrzesień
Deniszczuk L, 1995, Obszary ubóstwa w Polsce, w: Polska '95. Raport o rozwoju społecznym w Polsce, UNDP, Warszawa
Dore R, 1992, Japanese capitalism, Anglosaxon capitalism; How will the Darvinian context turn out?, Occasional paper no 4, LSE London
Erenburg S. J., 1994, Linking public capital to economic performance, Public capital: The missing link between investment and economic growth, Public Policy Brief no 14
Feinstein C., 1992, Wzory zmian systemowych, F-cja Polska Praca, Warszawa
Feldstein M., 1997, The political economy of the European economic and monetary union: political sources of an economic liability, "The Journal of Economic Perspectives", nr 4
Golinowska S. (edit.), 1996a, Social policy towards poverty, Comparative approach, IPiSS, Warszawa
Golinowska Stanisława (red.) 1996b, Polska bieda. Kryteria, ocena, przeciwdziałanie, IPiSS, Warszawa
Hansson A., 1990, The 1948 West German economic reforms: A model for Eastern Europe?, discussion paper 90-05, The University of British Columbia, Vancouver
Jankowiak J J., 1997, Ekonomia polityczna europejskiej integracji, "Rzeczpospolita", 17 grudnia
Kleer J., 1996, Marginalizacja sektora spółdzielczego w Polsce, "Ekonomista", nr 4
Korpi W., 1991, Political and economic explanations for unempolyment: a cross-national and long-term analysis, "British Journal of Political Science", nr 3
Kowalak T., 1996, Problemy społeczne Stanów Zjednoczonych, IPiSS. Warszawa
Kowalik T., 1994, Rola państwa w okresie transformacji, "Gospodarka Narodowa"
Kowalik T., 1997, Zmiany systemowe w Polsce.. Kontekst wewnętrzny i międzynarodowy, referat na konferencji PTE, pt. Scenariusze ewolucji systemu gospodarczego w Polsce,
Kozłowski S. G., 1996, Współczesna Ameryka. Społeczeństwo, gospodarka, polityka, Wykłady otwarte UMCS, Lublin
Kurczewski J., 1995, Taka młoda a taka brzydka, "Gazeta Wyborcza"
Kuroń J., 1997, Wykluczeni, wyróżnieni, niewidzialni, "Magazyn Gazety Wyborczej", 22 sierpień
Milward A., 1996, The life and death of great European boom, Center for Social Theory and Comparative History, Los Angeles, seminar paper, mimeo
Naisbitt J., 1994, The global paradoxes. The bigger the world economy, the more powerful its smallest players, New York
Overy R., 1990, From command economy to free market: West Germany 1945-1955, working paper,
Schumpeter J. A., 1962, Capitalism, socialism and democracy, New York
Szomburg J., 1995, Społeczno-polityczne uwarunkowania budowy nowego ładu gospodarczego, Gdańsk.
Woodall P., 1996, The hitchhiker's guide to cybernomics, Survey of the world economy, "The Economist", 28 sierpnia
World Bank, 1994, Poverty in Poland, vol. I & II, Washington D.C.
Vickers William, 1996, Fifteen fatal fallacies of financial fundamentalism. A disquisition on demand side economics, Columbia University wwwp, October 5,
Zagrodzka D., 1998, Eurowcześniak, "Gazeta Wyborcza", 10 luty
2 czerwiec 2002

Tadeusz Kowalik 

  

Archiwum

Przewlekłość względna
marzec 8, 2009
Witold Filipowicz
Milena Rindal, fragmenty książki 'Ameryka - mit czy kit'
kwiecień 6, 2007
LPR w sprawie Jedwabnego
lipiec 17, 2002
PAP
Do Bronka Wildstaina
maj 19, 2006
TATAR
Co wypisują kretyni
luty 29, 2008
Jan (wielu imion)
Francis Fukuyama i taktyka amerykańskiego imperializmu
kwiecień 20, 2006
Jan Duranowski
Balcerowicz tłumaczy się
marzec 10, 2006
PAP
100 tysięcy ofiar amerykańskiej agresji na Irak
padziernik 28, 2004
PAP
Komisja Trójstronna i Klub Bildberga
(Tajna władza Świata)

listopad 19, 2005
www.naszdziennik.pl
"Trzecia droga" Lecha Wałęsy
wrzesień 27, 2003
Punkt widzenia a miejsce siedzenia
czyli "poczucie przyzwoitości wedle Millera"

czerwiec 5, 2003
red. Krzysztof
Ubecka mniejszość narodowa
marzec 29, 2005
Jadwiga Szcześkiewicz London (Kanada)
Zły Omen?
marzec 27, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
NIEMIECKIE NIEPORZˇDKI
marzec 1, 2003
Kazimierz Poznański
Przecieki w Mediach i Odpowiedzialność za Zbrodnie Wojenne
listopad 25, 2005
Iwo Cyprian Pogonowski
Francja traci prestiż
wrzesień 21, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Kielce and fear
czerwiec 28, 2006
Norman G. Finkelstein
Stanęliśmy przed kolejną ważną próbą. list otwarty do Edwarda Moskala - Prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej
luty 28, 2003
Artur Łoboda
Żydowskie media i "niedojrzałość polityczna".
czerwiec 14, 2004
Artur Łoboda
WOŚP na Hali Krupowej i Luboniu Wielkim
styczeń 4, 2005
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media