ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Historia kontroli bankowej w USA 
Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie.  
Ostatni mit (o polityce sowieckiej) 
 
Na straży wolności: Goldman Sachs  
Gerald Celente i John Stossel rozmawiają z sędzią Napolitano o różnych, nie do końca jasnych powiązaniach, między amerykańskimi bankami i rządem USA. Największe podejrzenia budzi bank Goldman Sachs, który ma dziwną nadreprezentację we władzach rządowych. Dla przypomnienia, dodam, że pracownikiem tego banku jest były premier RP, Kazimierz Marcinkiewicz, a bank był zamieszany w spekulacje na złotówce. 
www.globalresearch.ca 
świetne analizy polityczne i gospodarcze w skali mikro i makro + anty-NWO 
Strona Krzysztofa Wyszkowskiego 
Strona domowa Krzystofa Wyszkowskiego 
Niemcy 1940 - Izrael 2009 - Szokujące zdjęcia 
 
Pomylił Chrześcijaństwo z Judaizmem 
Skandaliczna niewiedza Prezydenta USA, czy też raczej perfidna prowokacja?
W przemówieniu Baracj Obama opisuje Chrześcijaństwo odwołaniami do Judaizmu.  
Polscy "nacjonaliści" o żydach 
Po prostu zobaczcie 
Patriotyzm 
Piosenka Lecha Makowieckiego 
Przedsiębiorstwo holokaust 
Telewizyjny wywiad z Normanem Finkelsteinem 
Nie dajmy się lobbystom energetyki jądrowej! Wywiad z prof. Mirosławem 
Energetyka jądrowa jest przeżytkiem - nadzieje na tanią energię dawała w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie, które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Nie możemy się mu poddać. 
Mój dom, mój świat ...  
BOŻENA MAKOWIECKA - MÓJ DOM, MÓJ ŚWIAT...
Tytułowa piosenka z płyty "Mój dom, mój świat" powstała tuż po obaleniu rządu Olszewskiego.
O ile refren podobał się wszystkim, o tyle zwrotki - niekoniecznie... Stąd opóźniona o prawie 20 lat premiera teledysku ... 
Skazany za pestki moreli, B17  
Faszyzm w barwach demokracji 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Kanciarze z Wall Street 
Film przedstawia kulisy Wall street . Metody działania , które doprowadziły w ciągu kilku ostatnich lat do wywołania kryzysu finansowego. 
Charlie Sheen & Alex Jones on 9/11 
Znany aktor Hollywood aktor zebrał się na odwagę powiedzenia tego co myśli o 11 września 2001 roku 
Cała prawda o ataku z 11 września 
Jeden z filmów usułujących przedstawić prawdę i ataku z 11 września 2001 roku 
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
Wielkie pytania o 9/11 
Strona poświęcona analizie wydarzeń z 11 września 2001 
Kto mordował w Katyniu 
Izraelska gazeta „Maariv” z 21 lipca 1971 r. wyjawia końcowy sekret katyńskiej masakry. 
więcej ->

 
 

Kiedy hołota dorwie się do władzy


Reportaż - Co się dzieje w Narodowym Funduszu Zdrowia?

Gdy w środę, 8 pa?dziernika 2003 roku do centrali Narodowego Funduszu Zdrowia przy Grójeckiej w Warszawie po raz pierwszy dziarskim krokiem wkroczył płk Krzysztof Panas, nikt się nie spodziewał, że wraz z nim nadchodzą zmiany, o jakich nikomu w Gmachu się nie śniło. Nominacja zaskoczyła wszystkich, bo kandydat nigdy - nawet szeptem - nie pojawiał się wśród przewidywań. Premier Miller wyciągnął go jednak z rękawa. Z zanadrza. Czy może z kieszeni... Członkowie zarządu funduszu dowiedzieli się o nominacji z gazet. Ktoś próbował zasięgnąć języka o nowym pryncypale. Wieści z Łodzi, gdzie nowy szef był prezydentem miasta, były zatrważające.

Już nazajutrz na zebraniu zarządu - w słowach godnych raczej koszarowego podoficera niż pułkownika - zbeształ wiceprezesów, dając jasno do zrozumienia, że są finansowymi abnegatami i lichymi urzędnikami. Mocne wejście.

- Trzeba było widzieć ich twarze: zdziwienie, zażenowanie, w końcu złość. Szacowni wiceprezesi, spece od finansów, administracji i zarządzania stali jak dzieci pod tablicą - wspomina obecny podczas tej uroczystości.

Baczność!

Od tej pory praca w centrali NFZ przypominała służbę w pruskich koszarach. Bo nowy prezes zaprowadził taki dryl.

- Po kilku dniach Panas zawezwał naczelników i dyrektorów. Prawie całe kierownictwo - kilkadziesiąt osób - czekało w sali konferencyjnej. Prezes przyszedł po kilkunastu minutach. Słowa przepraszam nikt nie usłyszał. Przez jakieś 5 minut rzucił kilka ogólników i wyszedł, a my zastanawialiśmy się, po co właściwie oderwał nas od pracy - wspomina wysoki urzędnik funduszu.

Zebrania zarządu zwoływał często i nagle, dając dyrektorom, a czasem i wiceprezesom z kwadrans, by stawili się - nie w sali zebrań, lecz przed drzwiami, gdzie w ordynku czekali na niego - bywało - i pół godziny.

- Wiceprezes czy dyrektor nie miał właściwie swobody umawiania się na spotkania poza miejscem pracy. W każdej chwili mógł zad?więczeć telefon - z poleceniem, że za kilkanaście minut ma się stawić u prezesa. Chcąc nie chcąc, trzeba było przerwać spotkanie w pół zdania i gnać na rozkaz. Jeżeli ktoś spó?nił się choćby pół minuty, był besztany jak sztubak. Prezes nie miał w zwyczaju zapowiadać zebrań nawet z godzinnym wyprzedzeniem - dodaje nasz informator, częsty bywalec narad w gabinecie bossa.

Zza drzwi gabinetu często dobiegał podniesiony głos szefa: "Wy się nie znacie!", "Jesteście dyletantami", "Pan się guzik zna na swojej robocie, więc nie jest tu potrzebny!". Dostawało się i dużym i małym, choć tym drugim mniej, bo rzadziej stykali się z prezesem. Im się nawet Panas z początku podobał, bo wydawał się konkretnym facetem, który ustawia pod ścianą dotychczas "nietykalnych". Był - w przeciwieństwie do poprzednich szefów - zdecydowany. Podobał się - do czasu, gdy się z nim sami nie zetknęli...

Poprzednicy Panasa przynajmniej dyskutowali, pytali, próbowali zrozumieć, byli otwarci na cudze opinie. Panas - nie.

- Przekonywanie? Argumenty? Bez skutku! Musiało być jak w wojsku: tam rozkazów się nie kwestionuje - mówi nasze ?ródło.

Powiadomienia

O tym, co dzieje się w funduszu, jego pracownicy poinformowali Najwyższą Izbę Kontroli. - Od listopada 2003 roku wpłynęły do nas 4 skargi na sposób działalności centrali NFZ. Zostaną wzięte pod uwagę podczas najbliższej kontroli funduszu, która zacznie się nie pó?niej niż w połowie 2004 roku - powiedziała nam Małgorzata Pomiatowska, rzecznik prasowy NIK.
W prokuraturze okręgowej usłyszeliśmy o kilku zawiadomieniach o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Jedno z nich wpłynęło 22 stycznia 2004 roku i dotyczyło "działań niezgodnych z ustawą o finansach publicznych, ustawą o powszechnym ubezpieczeniu w NFZ i kodeksem pracy". Wśród zarzutów znalazły się m.in. przekroczenie przez prezesa uprawnień do dokonywania zmian w budżecie, brak nadzoru, ciągłe zastraszenie pracowników, postępowanie niezgodne ze statusem funduszu. Prokuratura analizuje te dokumenty.


- Faktycznie styl pracy prezesa przypominał komenderowanie plutonem kadetów. Bywało, że mówił: problem jest taki a taki, proszę znale?ć rozwiązanie lub pieniądze. Albo pan to zrobi i za godzinę przyjdzie z pomysłem, albo proszę pisać rezygnację - wspomina inny dostojnik funduszu.

- Wezwania do rezygnacji stosował też przy innych okazjach. Ale ja uważam, że z tym zwalnianiem ludzi, to taka figura retoryczna. Odruch, by postraszyć, demonstrować władzę. Dla mnie już wręcz groteskowy - dodaje jeden ze współpracowników prezesa.

- Z początku - krótko - brałem na poważnie wezwania do dyskusji. Ale kiedy - w sprawach bezpośrednio nie dotyczących moich kompetencji - usłyszałem ostre słowa, bez merytorycznego rozważenia tego, co powiedziałem, dałem sobie spokój. I wyłączałem się całkowicie podczas takich "obrad", koncentrując się tylko na tym, co mi podlega bezpośrednio. Zresztą... Niech sobie gada... Dramatem jest to, że przez te niezapowiedziane zebrania kompletnie dezorganizował mi pracę - dzieli się z nami spostrzeżeniami ważna w NFZ figura.

Panas miał także w zwyczaju ściągać dyrektorów oddziałów terenowych funduszu na narady.

- Spotykamy się, co najmniej dwa razy w miesiącu - potwierdza Kazimierz Łukawiecki, dyrektor opolskiego oddziału NFZ.

- Ludzie rzucają robotę i jadą do Warszawy z całej Polski na kilka godzin - by wysłuchać kilku banałów i wracać - dziwi się dyrektor jednego z oddziałów NFZ.

Po co przyjeżdżają, skoro dział informatyczny zakupił kosztowny sprzęt do prowadzenia wideokonferencji i telekonferencji z oddziałami?

Za krótki-za długi

Specjaliści z poszczególnych dziedzin deklarują zgodnie: kiedy zatrudniali się w funduszu, potrzebowali co najmniej kilku tygodni, by jako tako się wciągnąć w skomplikowane zarządzanie finansowaniem służby zdrowia. Prezesowi brak merytorycznej wiedzy, dotyczący NFZ, nie przeszkadzał.

- Nie podejmował merytorycznych dyskusji o dokumentach, które odrzucał. Jego poprzednicy, jeżeli z czymś się nie zgadzali, to uzasadniali dlaczego. A Panas co najwyżej burknął, że tekst jest za krótki lub za długi, albo że nie to słownictwo, nie ten język. Nie daj Boże, gdy ktoś zapytał, co właściwie jest nie tak? Wtedy krzyczał, że z nim się nie dyskutuje albo - jak zwykle - kazał pisać wymówienie - mówi wysoko postawiony pracownik funduszu, a potwierdza to - niemal tymi samymi słowami - inny, też bynajmniej nie szeregowy pracownik.

Taki kuriozalny system sprawiał, że wiele dokumentów, spraw "spadało" z zarządu i przez tydzień lub dwa czekało na ponowne rozpatrzenie.

Dyrektorzy, a nawet wiceprezesi, z niechęcią i obawą odnosili się do stylu zarządzania Panasa, jego niewyparzonego języka, arogancji. Wielu pracowników funduszu przyjmowało postawę bierno-wyczekującą. Przetrzymam go - powiadali sobie - przecież ten koszmar nie może trwać wiecznie, wkrótce premier go odwoła. Ludzie narzekają na ciężką atmosferę: zero merytorycznych dyskusji z prezesem, ciche korytarzowe rozmowy i strach o posadę dały się im we znaki.

- Zastraszenie. Zdecydowana większość nie akceptowała metod Panasa - twierdzi jeden z "hierarchów" funduszu.

- W funduszu pracuje mi się bardzo dobrze i nie mogę nic złego powiedzieć o panującej w nim atmosferze - twierdzi wiceprezes Marek Kondracki.

Uśmiecha się i przeprasza, że nie może mówić, bo akurat nie jest sam.

- Za poprzednich prezesów ludzie pracowali po godzinach, bo widzieli w tym sens. Teraz czekali tylko, by uciec do domu. Jak wiele można zepsuć w kilka miesięcy... - sumuje pracownica NFZ.

Ale nie wszystkim jest ?le.

Dwór

Jak wówczas, gdy obejmował fotel prezydenta Łodzi, tak i teraz Panas "przyprowadził" ze sobą swoich ludzi. Jego asystentka, dyrektor biura i dawny skarbnik z Łodzi stali się w NFZ ważnymi figurami.

- Wszystko należało załatwiać przez Mariana Czyżykowskiego, dyrektora gabinetu. To taki podoficer Panasa. Wydaje polecenia, wzywa, nakazuje... Ustawia nie tylko dyrektorów, ale nawet wiceprezesów! Stara się naśladować styl pryncypała. Ale co innego jednak, gdy szef - jaki by był - mówi panu, co ma pan robić, a co innego, gdy robi to ktoś, kto nie jest pana przełożonym. To jakaś nieformalna struktura... - mówi nasze ?ródło.

Asystentka prezesa Panasa, Iwona Safianowska m.in. rozdziela w funduszu dokumenty przychodzące do sekretariatu dla dyrektorów i wiceprezesów. Przed "rządami" Panasa czynność tę wykonywali prezesi NFZ. Czasami wyręczali ich dyrektorzy gabinetu. Czy oni powinni się tym zajmować - to już osobne pytanie. Ale zwyczaj był skuteczny. Nigdy nie powierzano tego zadania sekretarce... Za rządów Panasa pisma krążyły po funduszu i niekiedy mijało wiele dni, zanim znalazły się na biurku adresata. Często zresztą nie tym, na którym powinny.

Witold Barszcz teraz - uwaga: nowa funkcja! - koordynatorem dwóch kluczowych departamentów: finansowego i strategicznego. Członek SLD, skarbnik Łodzi za prezydentury Panasa. To on nadzorował finansową stronę budowy parku Widzewska Górka. Inspektorzy Regionalnej Izby Obrachunkowej którzy kontrolowali finanse tej inwestycji stwierdzili, że tylu nieprawidłowości i kantów w jednej tylko sprawie nie widzieli od lat. Mimo to Barszcz awansował i teraz praktycznie rządzi dwoma najważniejszymi departamentami w NFZ.

- W Łodzi uchodził za urzędnika niekompetentnego, nieznającego się na finansach, do tego aroganckiego i sobiepana. Jego podwładni wiedzieli o finansach miejskich więcej od niego. Zadłużał miasto, marnotrawił pieniądze publiczne na niejasne inwestycje - jak choćby w kolejne akcje Banku Komunalnego - twierdzi Michał Król (LPR), wówczas miejski radny.

- Często nie rozumie prostych pojęć, trzeba mu je tłumaczyć. Stalin z większą kulturą odnosił się do ludzi niż on. Naśladuje Panasa, o którym rozpowiada, że jest jego najlepszym przyjacielem - surowo ocenia z nim współpracę nasz informator.

Wraz z Panasem przyszedł do funduszu wiceprezes Andrzej Majewski. Wcześniej Panas wyciągnął go ponoć ze szpitala w Koszalinie, aby stanął na czele pionu medycznego. Niedawno grupę "ludzi prezesa" w NFZ powiększył Bogdan Trzonek, którego Panas mianował szefem pionu informatycznego. Za łódzkiej prezydentury Panasa odpowiadał za informatyzację urzędu.

Do gwardii pułkownika chciał chyba dołączyć Sylwester Rypiński, dyrektor pionu strategicznego. Czyżby się zawiódł? Odszedł już z NFZ do zarządu ZUS.

Schematyczne gry

- Służba zdrowia nie powinna być upolityczniona, lecz kryształowa. W końcu chodzi o zdrowie i życie pacjentów - twierdzi Kazimierz Łukawiecki, dyrektor opolskiego oddziału ZOZ.

Ma rację. Ale:
- W funduszu toczy się polityczna walka, kto będzie skutecznie kontrolować 29 mld zł, którymi on zarządza. Sami urzędnicy mają niewielki wpływ na jego wykorzystanie - twierdzi wysoki funkcjonariusz funduszu.

Na straży właściwego ich wydatkowania stoją - prócz prezesa - wiceprezesi NFZ, a zwłaszcza wiceprezes ds. finansowych. Ich zadaniem - tak chciał ustawodawca - jest dopilnować, by pieniądze jak najlepiej wydać na leczenie pacjentów.

Czy to prezes Panas wpadł na początku grudnia 2003 roku na pomysł reorganizacji centrali NFZ i "prac studyjnych" nad nowym schematem organizacyjnym, czy może ktoś mu ten projekt podsunął? Nikt nie wiedział, dlaczego w ogóle się do tego zabrano - i akurat właśnie wówczas, gdy było dużo więcej poważniejszych problemów, jak choćby ten z zielonogórskim porozumieniem lekarzy. Czyżby po to, by zmienić podział kompetencji wiceprezesów albo - wskutek reorganizacji - pozbyć się kogoś z nich, kogo - z braku prerogatyw - prezes nie mógł po prostu zwolnić?

Jak hartowała się stal (z pamiętnika pioniera)
Najpierw inicjatywa ministra Mariusza Łapińskiego o likwidacji kas chorych - uważam słuszna. Potem wielki organizacyjny bałagan, nazwałbym to: pośpiech ideologiczny. Wszystko puszczone na żywioł, bo na dobrą sprawę nie było vacatio legis (jedynie 2 tygodnie!).
Zakontraktowano usługi i fundusz ruszył pełną parą, a administracja dopiero powstawała! Aż trudno uwierzyć, że instytucja z budżetem 30 mld złotych, w ciągu roku robi dwa plany finansowe... Przez kilka miesięcy fundusz w ogóle działał bez planu! Zgodnie z ustawą, ministerstwo powinno do 1 kwietnia przekazać do NFZ plan finansowy, tymczasem w lipcu dopiero negocjowało z nim koszty! W drugim miesiącu istnienia funduszu minister nasłał kontrole: tuzin inspektorów sprawdzał pracę kilku urzędników w każdym departamencie.
Nieustanne zaskoczenia... Pierwszy dzień pracy, a ja nie mogę trafić do siedziby. Instytucja rozproszona po całej Warszawie, w 4 różnych miejscach. W końcu trafiam. Zastaje kilka osób, które coś tam robią, ale żadnego dyrektora, księgowej... W pośpiechu szukam wśród znajomych ludzi, którzy by mi pomogli w pracy. Pytam, kto zajmuje się inwestycjami. A tam, pani Krysia siedzi... - słyszę w odpowiedzi. A kto lekami - a ktoś tam, nie wiem zresztą dokładnie - mówi inny pracownik. Totalny nieład. Popracowaliśmy dwa tygodnie z kolegami, a tu kontrola od Sikorskiego... Potem minister chciał obciąć koszty na działalność funduszu. Nie rozumiał, że konieczny jest system informatyczny i że do zarządzania 30 mld złotych trzeba fachowców, a nie studentów... Czułem się, jak ktoś, kto na torze Formuły I ściga się syrenką. Tak zaczynaliśmy jeszcze niedawno. I to w specyficznej firmie, w której ciężko było spożytkować poprzednie doświadczenia, bo nikt ich po prostu nie mógł mieć. Wystarczy porównać, jak to działa dzisiaj - w sensie organizacyjnym. Dlatego irytują mnie opinie w rodzaju "jak ci urzędnicy tam działają!". O społecznym odbiorze funduszu w dużej mierze decyduje niedostatek pieniędzy, poczynania szefów i decyzje, na które fundusz de facto ma niewielki wpływ. Trzeba o tym pamiętać.


Nowy schemat organizacyjny, który przygotowali Sylwester Rypiński i Marian Czyżykowski, zakładał likwidację samodzielnego pionu finansowego i włączenie go do księgowości!

Pod tym papierowym, nieefektownym stwierdzeniem kryje się zasadnicza kwestia. Generalnie dział finansowy tak się ma do księgowości jak węgiel kamienny do kamienia węgielnego. Połączenie ich w jeden pion, to gro?na pomyłka. Tymczasem to właśnie główny księgowy NFZ miałby kontrolować finanse funduszu. W miejsce departamentu finansowego powstałby departament finansowo-księgowy, gdzie jednym z wydziałów miał być właśnie ten finansowy. Miało w nim pracować raptem 5 osób (tyle co w księgowości), a w np. w wydziale kadr czy wydziale ds. polityki medialnej - 6 osób, w wydziale administracyjnym zaś - 21! Najważniejszy pion w NFZ miał być sprowadzony do roli kopciuszka.

Drugą istotną zmianą, jaką zakładał nowy schemat organizacyjny było podporządkowanie pionu administracyjnego wiceprezesowi ds. mundurowych. Administracja to wydatki, więc logiczne, że do tej pory pion ten podlegał wiceprezesowi ds. finansowych. Kilka osób w funduszu przypuszcza, że miał na to wpływ konflikt między Stefanem Rączką, stojącym na czele pionu administracyjnego, a Markiem Kondrackim, szefem mundurówki.

- Tak, pamiętam, że pojawił się taki pomysł, aby mundurówka przejęła kontrolę nad administracją, ale z jakichś powodów upadł. A szkoda, bo ja bym chętnie to pociągnął... - mówi Marek Kondracki.

Na pytanie, dlaczego nie doszło do jego realizacji, kończy rozmowę.

- Nie chcę rozmawiać o atmosferze pracy w funduszu ani oceniać podejmowanych w nim decyzji. Powiem tylko, że pracowało mi się świetnie - i niech tak pozostanie. Bardzo proszę, dajmy już spokój tej rozmowie. Nie chcę mówić... - denerwuje się Stefan Rączka.

Inną zaskakującą propozycją było sprowadzenie Departamentu Informatycznego do wymiarów komórki Departamentu Strategii i Rozwoju. Informatyka w takiej instytucji, jak NFZ to monitorowanie wykorzystania środków, sprawozdawczość. Bez kontroli nad systemem informatycznym faktycznie uniemożliwia wgląd w to, co się dzieje - nie wiadomo na przykład, ilu jest świadczeniodawców i czy pieniądze są równo dzielone. Kto dzierży system informatyczny NFZ, ten po trosze trzyma rękę na kasie. Kilka dni temu Panas zwolnił dyrektora tego departamentu, Piotra Stażyka oraz jego zastępcę. Świetnych informatyków zastąpił m.in. Bogdanem Trzonkiem, o którym Ktoś zoreintownay mówi, że "jest miłym facetem, acz niekompetentnym".

Jak się dowiedzieliśmy, wiceprezesi i dyrektorzy departamentów mieli niecałe 3 godziny na zaopiniowanie nowego schematu! Projekt na szczęście upadł. Był tak nonsensowny i szkodliwy - w funduszu było głośno, że powstały nawet notatki służbowe z protestami w tej sprawie - że nawet "bezkompromisowy" prezes Panas się wycofał. Na razie? Na zawsze?

Inżynieria finansowa

- Gdy rozpisano przetarg na środki ortopedyczne, prezes Panas arbitralnie, wbrew opinii wszystkich wiceprezesów, zarządził: "Przerywamy konkurs. System będzie otwarty!" - wspomina wysoki urzędnik funduszu.

O co chodzi? System otwarty polega na tym, że pacjent u lekarza dostaje receptę na dowolny lek lub sprzęt, którą sam realizuje w dowolnej placówce. Fajnie? Fajnie. Ale nie wtedy, gdy finansowa kołdra jest tak dramatycznie krótka, jak dziś. Refundacje ze strony NFZ niepomiernie rosły, trudno też było kontrolować producentów, jakość i ceny.

A system zamknięty? Umożliwia lepszą kontrolę wydatków, dla funduszu - oszczędności. W ramach konkursu na środki ortopedyczne zamierzano wybrać najlepszych producentów, ustalić jak najniższe ceny. Konkurs rozpisano w listopadzie zeszłego roku, a wprowadzenie systemu zaplanowano od 1 stycznia 2004 roku. Krzysztof Panas to zablokował...

System pozostał otwarty, więc i kontrola finansów odbywa się większym kosztem, bo każdy oddział musiał powołać i utrzymuje zespół kontrolerów (na Mazowszu na przykład - kilkanaście osób).

- System zamknięty - przez konkurs ofert - dawał możliwość negocjowania cen z producentami i lepszej kontroli finansowej. Teraz cenę ustala producent - twierdzi Kazimierz Łukawiecki, dyrektor oddziału NFZ w Opolu.

- W Wiekopolsce system otwarty się sprawdza, bo - choć nie ma konkursu - pacjenci muszą się rejestrować. Kaganiec finansowy działał skutecznie - twierdzi jednak Andrzej Jasiewicz, pełnomocnik dyrektora oddziału ds. zabezpieczenia świadczeń medycznych w wielkopolskim oddziale NFZ.

To nie jedyny przykład finansowej beztroski w Narodowym Funduszu Zdrowia. Czy zawsze trzeba o nią obwiniać prezesa? Nie. Wymieńmy tylko sprawę rezerwy ogólnej. Ustawa przewiduje konieczność utworzenia przez NFZ rezerwy - 1 procent budżetu - na ewentualne straty. Minister zdrowia chciał zarządzeniem (w którym przyjął plan finansowy funduszu na 2003 rok) zmienić ten zapis, przesuwając ów procent na powiększenie świadczeń lekarskich. Pomysł wygodny z politycznego i społecznego punktu widzenia, ale nie z finansowego. Premier Hausner zgodził się na to, przedstawił pomysł na posiedzeniu Rady Ministrów, która nie wyraziła sprzeciwu.

I tak minister Sikorski, za ogólnym przyzwoleniem, zmienił zapisy ustawowe aktem niższej rangi (zarządzenie)! I pieniądze poszły na świadczenia - tyle że potem w kasie NFZ powstała strata (za 2003 rok), której nie było z czego pokryć. Do tego dochodzi nie rozliczona strata za 2002 rok i I kwartał 2003. Tak to krótkowzrocznie kłopoty przesunięto "na pó?niej".

Papierowa kalkulacja

Rzućmy okiem na uchwałę zarządu nr 349/2003 z 2003 roku o sposobie oddłużenia Zachodniopomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Centrala przekazała mu 50 mln na przeterminowane zobowiązania - z tytułu podpisanych umów o udzielenie świadczeń zdrowotnych i kosztów refundacji cen leków. Ta sama uchwała o tyle samo... pomniejszyła jednak składki na ubezpieczenie zdrowotne, przekazywane oddziałowi w następnych okresach. Na nowe świadczenia dla pacjentów oddział zapewne będzie musiał zaciągnąć nowe zobowiązania. Pacjenci nie strajkują...

Gorączkowo poszukiwano też środków dla zielonogórskich lekarzy. Pod koniec zeszłego roku zarząd NFZ przyjął uchwalę, zmniejszającą wydatki na leki na 2004 rok o 100 mln zł i przekazującą części tej kwoty do Wielkopolskiego NFZ, a części - do Zachodniopomorskiego NFZ. Zrobiono to, mimo iż wiadomo było wtedy, że wydatki na leki całego funduszu zostały przekroczone o kilkaset milionów złotych (a w Wielopolsce - ok. 50 mln zł).

- Przyjęto założenie, że tyle właśnie uda się zaoszczędzić na refundacji po 1 maja, gdy - po wejściu Polski do Unii - leki potanieją. Przekonywał o tym nawet minister Sikorski. Ale poważnie się obawiam, że owe prognozy są błędne. Tańsze leki pobudzą popyt - w rezultacie nakłady na leki wzrosną, a nie zmaleją - i to o 100-200 mln! - przestrzega jeden ze specjalistów funduszu.

O tym, że nie można liczyć na oszczędności z leków ostrzegał również departament leków, twierdząc, że w 2004 roku zabraknie na nie pieniędzy i należy zwiększyć, a nie zmniejszyć środki na ten cel!

- To wirtualne pieniądze. Nigdy ich nie będzie, bo na leki i tak zabraknie. To nic innego jak całkowicie świadome powiększanie straty, która za 2003 rok przekroczy 500 mln zł. Takie ruchy można ewentualnie robić, gdy się ma oszczędności, a nie długi - twierdzi wysoki urzędnik NFZ.

Innymi słowy, zielonogórscy lekarze dostali pieniądze, których fundusz tak naprawdę nie ma.

- To naruszenie dyscypliny finansowej i ustawy o finansach publicznych, bo ta decyzja stanowiła ewidentne naruszenie planu finansowego. Nowy plan finansowy przed uruchomieniem środków musi zatwierdzić minister finansów i minister zdrowia. Nie zrobili tego. Dopiero wówczas NFZ mógł wyrazć zgod na przesunięcie owych 50 mln w wielkopolskim oddziale funduszu z jednej pozycji na drugą - opowiada człowiek z funduszu

Sprawy wewnętrzne

Bałagan organizacyjny sprawił, że do remontu swojej siedziby funduszu przy ul. Koszykowej w Warszawie fundusz za kilkadziesiąt tysięcy złotych wynajął firmę, zlecając jej prace związane z odnowieniem i adaptacją budynku, do którego nie miał prawa własności. Firma robotę skończyła i żąda zapłaty, strasząc sądem. Fundusz nie może zaś zapłacić, bo nie jest właścicielem budynku... Sprawę ujawnił w firmie Stefan Rączka, dyrektor administracyjny.
Kilka dni po przyjściu na Grójecką, Krzysztof Panas zarządził, by jego najbliżsi współpracownicy - w tym asystentka, rzecznik prasowy i dyrektor gabinetu - otrzymali telefony komórkowe bez limitu rozmów, wiceprezesi - 1000 zł, a dyrektorzy departamentów i oodziałów - limit 500 zł. Niby drobiazg, ale symptomatyczny. Zwłaszcza na tle narzekań o braku środków funduszu i nawoływań do oszczędzania. Podobno dyrektor finansowy zaopiniował negatywnie tę decyzję. Gdy prezes się o tym dowiedział, wpadł w furię i kazał natychmiast wysłać do jego działu kontrolę.
Innym razem dyrektor Czyżykowski - ni stąd ni zowąd - zarządził, by 21 listopada kilkadziesiąt osób "pozostawało do dyspozycji aż do odwołania", nie tłumacząc, po co ani też, kto i jak miałby je odwołać z dyżuru. Zgodnie z kodeksem pracy za każdą nadgodzinę fundusz musiałby zapłacić 150 procent wynagrodzenia. W wypadku dyrektorów to spore pieniądze.


Podobnie jest teraz z podkarpackimi lekarzami. Fundusz obiecał im 300 mln, by nie strajkowali. Tyle że to także wirtualne pieniądze. Tym razem oparto się na problematycznych prognozach większych wpływów ze składek z ZUS.

Te przykłady ilustrują inną jeszcze ułomność prezesa Panasa: brak wyobra?ni i powiększanie - i tak już niebotycznych - strat NFZ. Nic nowego. Panas, będąc jeszcze prezydentem Łodzi, jedyny ratunek dla miejskich finansów widział w kredytach, przez co doprowadził miasto na skraj zarządu komisarycznego. Teraz pogłębia olbrzymi deficyt funduszu.

Menedżer takiej instytucji, jak NFZ winien być także strategiem: postrzegać skutki bieżących decyzji w perspektywie lat. Prezes Panas zdaje się nie wybiegać wyobra?nią poza kilka najbliższych tygodni.

Dowodem może być bagatelizowanie pionu integracji europejskiej, który już za chwilę, po wejściu Polski do Unii, będzie miał nowe, ogromne zobowiązania finansowe, do których jest dziś kompletnie nieprzygotowany. Chodzi o niebagatelne kwoty, bo minimum 200-300 mln zł (ostrożne szacunki) za leczenie obywateli Unii w Polsce lub Polaków w unijnych szpitalach (swobodny przepływ towarów i usług).

- U nas karetka i trzydniowy pobyt w szpitalu wraz z podstawowymi badaniami to około 500 zł. To samo, powiedzmy, w Niemczech kosztuje prawie 2500 euro - zauważa Kazimierz Łukawiecki.

Skoro na proste badania w polskim szpitalu - bywa - trzeba czekać po kilka miesięcy, a w słowackim, czeskim czy niemieckim można je wykonać od ręki - kto powstrzyma polskich pacjentów przed "medyczną turystyką", za którą zapłaci fundusz?

- Ten problem uderzy z całą siłą jesienią. Ale dla prezesa Panasa przyszłość to jutro, pojutrze, a nie pół roku czy rok - mówi pesymista z funduszu.

Lekką rączką

Minister zdrowia uchylił regulamin wynagradzania pracowników NFZ, co w praktyce oznaczało brak limitów wysokości ich zarobków. Panas zezwolił więc dyrektorom oddziałów wojewódzkich zwiększyć liczbę pracowników, o ile uznają to za stosowne. Dotychczas, każdy z nich miał limit etatów i z każdego nowo przyjętego pracownika musiał się tłumaczyć przed centralą NFZ. Dzięki temu fundusz mógł kontrolować koszty zatrudnienia. Wynagrodzenia stanowią 61 proc. kosztów administracyjnych funduszu Teraz, gdy wszystko poszło na żywioł, realizacja planu finansowego i z tego powodu może stać pod znakiem zapytania - twierdzi wysoki funkcjonariusz funduszu.

"Lekka rączka" prezesa dała o sobie znać również w kwestii tzw. nadlimitów (usług wykonywanych przez większość szpitali ponad te zakontraktowane przez NFZ).

Szpitale zażądały od funduszu, aby płacił im również za nadlimitowe świadczenia. Panas - mimo orzeczeń Sądu Najwyższego, że nie musi płacić za nadlimity - obiecał, że zapłaci po I kwartale 2004 roku niemal 20 proc. tych świadczeń. Nie konsultował tego z działem finansowym i nie miał pieniędzy w budżecie na ten cel. I nie mógł mieć, bo funduszowi nie starczało nawet na zapłatę za świadczenia już zakontraktowane, więc co dopiero mówić o nadlimitach!

Chcąc zjednać sobie przychylność oddziałów, Krzystof Panas obiecywał szpitalom gruszki na wierzbie, stwarzając nadzieje na pieniądze, których nie było i nie będzie. Wkrótce szpitale zaczną się o nie upominać... Podobno wiceprezesi w końcu się postawili - i w tym roku fundusz nie pozwala już szpitalom na nadlimitowe świadczenia, ale z poprzednich zobowiązań prezesa trzeba się rozliczyć.

Szybka decyzja

Wiele rozstrzygnięć o wydatkowaniu milionów złotych zapadało w niezbyt formalny sposób. Na zarząd wielokrotnie trafiały dokumenty nie zaopiniowane wcześniej przez odpowiednie departamenty. Częstą praktyką było nakłanianie dyrektorów do podpisywania tzw. "Karty zgłoszenia dokumentu na posiedzenie zarządu" już po zapadnięciu pozytywnej uchwały! Mamy w posiadaniu kopie kart, na których wyra?nie widać brak kilku podpisów - mimo że dokumenty, których dotyczą, zostały kilka dni wcześniej przyjęte przez zarząd NFZ.

- Trafiały do nas umowy już podpisane przez zarząd, które widzieliśmy na oczy po raz pierwszy lub które wcześniej zaopiniowaliśmy negatywnie - potwierdza pracownik jednego z departamentów.

Przykład pierwszy z brzegu: regulamin kontroli aptek. Gdy trzeba było zasiąść przy stole rokowań z zielonogórskimi lekarzami i rozmawiać o konkretach, prezes NFZ po prostu pojechał na polowanie. Jako prezydent Łodzi też wolał przecinanie wstęg niż obecność na posiedzeniach rady miejskiej. Sporo decyzji wymuszał na wiceprezesach - naciskał, by podejmowali je szybko, niemal od ręki, bez wymaganych analiz i konsultacji.

- Było to tym bardziej niebezpieczne, że przecież większość dotyczyła wydatkowania wielu milionów złotych - zauważa nasz informator.

- Tak na dobrą sprawę nie mamy wpływu na to, co dzieje się w Funduszu. Zapadają decyzje, za które musimy imiennie odpowiadać, choć nie zawsze się z nimi zgadzamy. W razie kontroli to nas pociągną do odpowiedzialności, a nie Panasa. Ratują nas jedynie notatki służbowe, świadkowie, ale czy "w razie czego" to wystarczy? - pyta inne nasze ?ródło wewnątrz funduszu.

Tyle tylko, że - zgodnie z ustawą o finansach publicznych - to prezes jest zobowiązany do "sprawowania właściwego nadzoru". Chcieliśmy porozmawiać z Krzystofem Panasem o pracy centrali NFZ (przedtem wielokrotnie usaiłowaliśmy skłonić go do rozmowy, podczas powstawania naszego styczniowego tekstu o łódzkim okresie jego kariery). I tym razem odmówił. Także minister zdrowia nie znalazł dla nas ani chwili czasu.

Korowód

- W funduszu jestem bardzo długo. Oględnie mówiąc - nie miał on szczęścia do prezesów. Aleksander Nauman był jednak najlepszym menedżerem. Radził sobie z zarządzaniem. Mówię o pracy operacyjnej w funduszu, a nie o przyczynach, które doprowadziły do jego dymisji. Po nim nastał Maciej Tokarczyk. Porządny człowiek, wiele słuchał i analizował, za mało jednak decydował. W czasie jego choroby rządzili tymczasowo Marek Mazur - spec od finansów, a przedtem Mirosław Manicki (tego do Ministerstwa Zdrowia ściągnął Łapiński), menedżer-teoretyk z idee fixe: marzył, że zmieni zasady kontraktowania, przejdzie na katalogi świadczeń, że ujednolici system, wdroży doświadczenia światowe etc. Trzy dni po śmierci Tokarczyka premier mianował obecnego prezesa NFZ - Krzysztofa Panasa, o którym powiem jedno: totalna porażka - kończy krótką charakterystykę pryncypała znawca realiów w NFZ.

Prawie wszyscy nasi rozmówcy w funduszu, mówiąc o poczynaniach szefa, stale używają czasu przeszłego. Podświadome nadzieje?

Pytania

To Leszek Miller, wybrał i mianował prezesów NFZ, uznał, że są na to stanowisko co najmniej odpowiedni. I Leszek Miller ostatnio powołał na szefa funduszu kogoś, przeciw komu Regionalna Izba Obrachunkowa w Piotrkowie Trybunalskim prowadzi sprawę o naruszenie ustawy o zamówieniach publicznych. "Arogancki. Sobiepan, miłośnik blichtru, kiepski urzędnik, menedżer i finansista - słychać w Łodzi. Krzysztof Panas jak nikt potrafił zjednoczyć miasto. Szkoda, że tylko przeciw sobie" - pisaliśmy w styczniu, obficie uzasadniając przykładami ten portret. Kto jak kto, ale premier powinien wiedzieć dokładnie, co działo się w Łodzi, o czym mówili nawet koledzy partyjni szefa rządu.

I co? Leszek Miller przeniósł ginekologa z zawodu, Krzysztofa Panasa do Ministerstwa Środowiska, powierzając mu nadzór nad wydatkowaniem 1 mld euro, jakie Unia Europejska przeznaczyła na ochronę środowiska w Polsce. Mimo że wiele polskich miast i gmin marzy o własnej oczyszczalni ścieków czy spalarni śmieci, Panas rozdysponował wśród nich kwotę stanowiącą... równowartość kilku luksusowych limuzyn. Reszta pozostała w sejfach Brukseli.

Analiza sukcesów Krzysztofa Panasa na obu stanowiskach skłoniła jednak premiera, by awansowago na prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Człowiek, który nie radził sobie z funduszami kilkusettysięcznego miasta i wykorzystaniem unijnych funduszy, zarządza więc wielomiliardowymi funduszami na leczenie 40-milionowego narodu.

Premier zachowuje się niby dziecko we mgle, choć szczęśliwa ręka i roztropność w mianowaniach to jedna z podstawowych zalet na jego urzędzie. Żadna z nominacji na szefa NFZ nie była trafna. Zastanawiający ten pech szefa rządu. Piszemy pech, bo inaczej musielibyśmy przyjąć, że w nominacjach na szefa NFZ premier kieruje się partyjnym interesem a nie korzyścią społeczną albo - nie daj Boże! - dba bardziej o kondycję i satysfakcję ludzi z własnej partii niż o zdrowie obywateli.

"Puls Biznesu"
13 luty 2004

Jacek Konikowski 

  

Archiwum

Konferencja prasowa Krzysztofa Wyszkowskiego
marzec 11, 2006
przeslala Elzbieta
Niecierpliwość
lipiec 13, 2008
Marek Jastrząb
Radio z wozu, koniom lżej?
kwiecień 7, 2006
Renata Rudecka-Kalinowska
13 grudnia 2002
Ogłoszono rozszerzenie Unii Europejskiej

grudzień 14, 2002
PAP
Nie mają wartości - których należałoby bronić...
grudzień 7, 2008
Artur Łoboda
Wirtualny dolar i jego skutki
padziernik 14, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Rosja jako " przyjaciel" Polski
sierpień 20, 2008
Jacobsdamm Warszawa.
Znikają gruszki z unijnych wierzb...
lipiec 1, 2003
Włodzimierz Kałuża
Jak przegrać „wojnę przeciwko terrorowi?”
kwiecień 2, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Przyszlosc Europy
grudzień 31, 2006
przeslala Elzbieta
Mafia w Kościele Mariackim
czerwiec 19, 2006
Stan Dawid Ligoń
Sprawiedliwość i życie
padziernik 29, 2005
Stanisław Michalkiewicz
Traktat - Unia decyduje za Nas
kwiecień 25, 2005
przesłała Elżbieta
Złudzenia związane z Unią
czerwiec 3, 2003
Niemiecki dziennik o Centrum przeciwko Wypędzeniom
sierpień 16, 2002
PAP
Udział Polonii w referendum
maj 2, 2003
przesłała Elżbieta
Pierwszy Polak zginął w Afganistanie
sierpień 15, 2007
Zygmunt Jan Prusiński
Moralność a la moralność
padziernik 27, 2005
Piotr
No passarant : "Front obrony demokracji przed Lepperem"
czerwiec 24, 2002
PAP
Wstyd za Instytut Pamięci Narodowej
luty 26, 2003
Dr Leszek Skonka
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media