Przez wiele lat walczyłem swoimi artykułami z post stalinizmem w polskiej kulturze.
Jak się jednak dziś okazuje, był to zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Typowym przejawem stalinizmu w nauce sowieckiej była postać Trofima Łysenki, który był "znawcą wszechrzeczy", ale w nauce sowieckiej pozostawił ogromne spustoszenia.
Jedną z jego "genialnych" teorii była taka, że „wystarczy zacząć karmić pokrzewkę ogrodową gąsienicami, a powstanie kukułka”.
Takich naukowych Łysenków mamy dziś w Polsce przeogromnie dużo.
Twierdzą, że "mamy chorobę bezobjawową" i podają całą masę "rad" jak pozwolić się zaszczuć zdegenerowanym politykom.
Ale takiego to obłędu - jak choroba której nikt nie odczuwa i nie widzi - to nawet Łysenko nie był w stanie wymyślić.
Kiedy odbierzemy PiS władzę to bardzo ważna będzie destalinizacja polskiej kultury i nauki, chociaż przeprowadzona 65 lat za późno. Wszyscy post-łysenkowscy naukowcy i pseudo-lekarze winni zostać pozbawieni uprawnień do wykonywania zawodu - bo okazali się tylko i wyłącznie szkodzącymi Obywatelom funkcjonariuszami reżimu!