ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Skazany za pestki moreli, B17  
Faszyzm w barwach demokracji 
Pandemia covid nigdy nie istniała 
Ogłoszony w 2020 roku apel 33 lekarzy z całego świata należących do sojuszu World Doctors Alliance, w którym ostrzegają przed ryzykiem związanym z nowymi eksperymentalnymi szczepionkami na Covid-19, wyjaśniają na jakiej zasadzie one działają i co dokładnie czyni je tak niebezpiecznymi.  
Między piekłem a niebem - sytuacja 1 września 2020 
Hanna Kazahari z Tokio 1 września 2020. 
Szczepienia przeciw Covid prowadzą do uszkodzenia płuc 
 
FILM, KTÓREGO IZRAEL NIE CHCE, ŻEBYŚ OGLĄDAŁ 
 
Rozmowa Adnieszki Wolskiej z Sucharitem Bhakdi 
 
Światowy dług 
Ciekawe kto jest "wierzycielem" tego długu? 
Tu jest Polska, a nie Polin! Protest pod Sejmem! 
Protest przeciwko świecy chanukowej pod Sejmem w Warszawie.
 
Jak to jest z kowidem na Florydzie? 
 
GLOBALIZM - Prawdziwa historia 
Jak amerykański historyk Prof. Carroll Quigley odkrył tajny Rząd bankierów 
Damian Garlicki - ratownik medyczny przypomina! 
 
Ubezpieczenie od szczepień na kowida 
Tak Ministerstwo Finansów wycenia szkody w zdrowiu - wynikłe z eksperymentalnego szczepienia przeciwko nieistniejącemu kowidowi. 
Deborah Tavares o broni elektromagnetycznej stosowanej wobec społeczeństw cz I, 13 marca 2021 
Deborah Tavares z portalu StopTheCrime.net i PrimaryWater.org ma liczne filmy na YouTube i niestrudzenie bada dokumenty wypuszczane przez amerykańską administrację.  
Ponad 5 lat po kowidzie wojna wobec uczciwych lekarzy trwa dalej 
Zbrodniarze kowidowi niszczą lekarzy 
Egzekucja nad dr.Ratkowską wstrzymana 
Patologia w środowisku medycznym 
CZY ROZUMIESZ SKĄD ZAMIESZKI I PRÓBA WYWOŁANIA WOJNY DOMOWEJ W USA?  
nie podejmuje żadnych interwencji w stosunku do osobników kierujących takimi organizacjami jak „Antifa” i Black Lives Matter – czyli George Sorosowi, Billowi Gates czy Amerykański wirusolog i członek powołanej przez administrację Donalda Trumpa grupy zadaniowej ds. epidemii COVID-19 Anthony Fauci – który jest siłą napędową dla Gatesa i Sorosa w sparawie Covid-19 i szczepionek. – to wszystko, zaprzecza opisom powyższego artykułu. Myślę że czas pokaże co dalej… 
Izrael. Historia Palestyny w XX wieku. 
 
Nazwisko Horban na mapie świata 
 
Pożary w Kaliforni - poważna analiza 
Jak lewacy spalili Los Angeles
 
Dr Carrie Madej bada fiolki „szczypawek” i ujawnia przerażające wyniki 
Dr Carrie Madej przedstawia na Stew Peters Show co znalazła w fiolkach szczypawek Moderna i J&J 
więcej ->

 
 

Świat według Wildsteina

http://www.obywatel.org.pl/index.php?name=News&file=article&sid=7109

Praca, niepewność jutra i seksualna pruderia to ulubione "wartości" obecnego szefa TVP.

Dwa i pół roku temu w „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł obecnego prezesa TVP Bronisława Wildsteina. Artykuł był polemiką z wcześniejszym tekstem Piotra Skwiecińskiego pt. „Tradycjonaliści na szlaku nomadów”. Natomiast tekst obecnego prezesa telewizji nosił tytuł „Mobilność i tradycja” („Rzeczpospolita” 23 sierpnia 2004 r.) i poruszał wiele istotnych wątków dotyczących stanu naszej cywilizacji. Z uwagi na to, że jego autor kieruje obecnie najważniejszym medium publicznym, wpływającym na świadomość milionów Polaków, warto jego tezy przypomnieć i zastanowić się nad nimi.

To, co rzuca się w oczy jako pierwsze, to nie tylko wiara Wildsteina w to, że zna naturę ludzką, ale co bardzo ważne: iż jest ona zawsze taka sama. Dlatego słowa „człowiek” on używa tak, jakby ludzie byli jednakowi, mieli w każdych okolicznościach podobną psychikę i systemy wartości. Taka generalizacja dotyczy w każdym razie tych, którzy należą do, jak to nazywa autor tekstu, „naszej zachodniej, judeochrześcijańskiej kultury”.

Już samo nazwanie naszej kultury judeochrześcijańską oznacza spore jeśli nie zafałszowanie, to na pewno uproszczenie, bo dla większości europejskich społeczeństw judaizm był czymś obcym i egzotycznym, natomiast elity w szkołach uczyły się łaciny, a nawet czasami greki, co pozwalało im czytać w oryginale starożytną literaturę i filozofię. Pomijanie dziedzictwa Grecji i Rzymu to dzisiaj jeden z najbardziej widocznych trendów w sporze o tożsamość Europy. Jest charakterystyczne, że dostrzegł i uznał za stosowne o tym przypomnieć tak znakomity umysł, jak obecny zwierzchnik Kościoła Katolickiego Papież Benedykt XVI.

Jednak taki zabieg jest dla retoryki Wildsteina konieczny, gdyż w jego argumentacji bardzo małą, lub wręcz żadną, rolę odgrywa zdrowy rozsądek, świadectwa zmysłów czy dowody nauki. Tym, co obecny prezes TVP ceni najbardziej są argumenty religijne, a konkretnie wojowniczy Stary Testament. To czego chce według niego człowiek, w dużym stopniu opiera się na tym, że „zmiana wpisana jest w naszą zachodnią, judeochrześcijańską kulturę. To w Biblii pierwszy raz spotykamy się z koncepcją czasu linearnego, który biegnie od jednoznacznie określonego początku w kierunku konkretnego celu. Inne kultury poruszają się po ustalonych i niezmiennych torach wyznaczanych przez czas cykliczny, odtwarzający święty ład. To w Biblii Bóg daje człowiekowi ziemię i wszystko, bo na niej zamieszkuje, i pozwala użytkować ją dla swoich celów. Daje mu wolność. W innych kulturach działania ludzkie skrępowane są przez dany raz na zawsze ład otaczającego go świata, porządek wynikający z sakralizacji natury – który człowiek może tylko odtwarzać”.

Dlatego według Wildsteina, „człowiek dąży do zwiększenia swoich możliwości. Postęp techniczny służy podbojowi świata. Nie tylko poprawia warunki życia i czyni je przyjaznymi, nie tylko redukuje uzależnienie od otaczającej przyrody, ale uwalnia w człowieku twórcze możliwości i pozwala realizować coraz ambitniejsze projekty”. Na poparcie tezy o lepszych warunkach Wildstein nie przytacza jednak żadnych faktów, natomiast dalej wyjaśnia, że jeżeli chodzi o kultury takie jak np. Aborygeni, to „nie możemy zanegować, że to my wygraliśmy konkurencję z nimi”. Nie zauważa jednak wcale, że choć rzeczywiście dokonaliśmy wielu ludobójstw (także w Australii), to jednak wcale nie świadczy to o tym, że jakość naszego życia jest wyższa. W swojej znanej książce „Słomiane psy” John Gray słusznie zauważa w tym kontekście, że jakość pożywienia współczesnych myśliwych z pustyni Kalahari czy chłodów Arktyki jest wyższa niż ubogich mieszkańców Zachodu. Pisałem m.in. w bieżącym numerze „Obywatela” o starannie, także w Polsce, ukrywanym zjawisku niedożywienia na masową skalę.

Wildstein popełnia tu podstawowy błąd, jakim jest utożsamianie sztuczności i ilości technicznych gadżetów z jakością życia. Zachowuje się tak, jakby już pisząc tamten tekst na serio traktował serwowane dzisiaj w swojej telewizji reklamy „nowych, lepszych produktów”. Nie zauważa, że tak zwany postęp techniczny to, zacytuję Graya, „możliwość życia gorszej jakości dla coraz większej ilości ludzi”. Większość tego, co Wildstein nazywa „twórczością” i de facto ogranicza do sfery materialnej, to pomysły na usuwanie skutków „twórczej” działalności poprzedników. Wildstein paradoksalnie potwierdza to w żałosnym z perspektywy skali dzisiejszych zmian klimatu zdaniu o tym, że „postęp niszczy środowisko naturalne, ale odbudować może je jedynie postęp właśnie”. Drugie ?ródło i motyw tego rodzaju „twórczości” to poszukiwanie coraz skuteczniejszych środków w walce o kurczące się zasoby bogactw naturalnych. W tej dziedzinie rzeczywiście wygraliśmy konkurencję, a nasze ekploatatorskie wobec Ziemi i innych ludzi nastawienie nie ma sobie równych. I trzeba się z Bronisławem Wildsteinem zgodzić, iż ten sukces zawdzięczamy także wierze części z nas w posiadanie recepty na zbawienie świata, w to, że znamy prawa dziejowe, a wszystko na tej Ziemi jest po to, by służyć naszej chciwości.

Absurdalna, by nie rzec szalona teoria dodawała nam energii i motywacji do niszczenia i grabienia innych i w tym sensie okazała się skuteczna, ale to wcale nie znaczy, że jak sugeruje Wildstein, wizja świata w niej zawarta była prawdziwa. Miesza on tutaj skutki z przyczynami, w myśl zasady, że siła jest prawdą. Tymczasem historia zna aż nadto wiele przykładów, gdy wiara w szalone ideologie czy fanatyzm religijny walnie przyczyniała się do militarnych zwycięstw swoich wyznawców. Tym razem jednak na szczęście dla prawdy jest tak, że ponieważ religia Wildsteina i jego współwyznawców dotyczy nie tylko mitów religijnych, ale sprowadza je do konkretnego ziemskiego wymiaru oraz stosunku do całej przyrody i rzeczywistości materialnej, to w końcu nie kto inny, tylko przyroda zaczyna dokonywać jej weryfikacji. Przekupywanie i zastraszanie naukowców tak samo jak zakłamanie mediów jest w stanie oszukać ludzi i opinię publiczną, ale nie Gaję i odwieczne prawa natury, którymi tak gardzi obecny prezes TVP.

Wildstein wiele wysiłku w swoim tekście wkłada – właściwie jest to główna teza jego artykułu – w udowodnienie, że pomimo zmiany materialnego otoczenia, tj. „Przyjęcia za naturalne i nieuniknione procesu postępu technologicznego, który w warunkach wolności prowadził będzie do zmian form pracy” możliwe jest zachowanie dawnych cnót. Środkiem na ich zachowanie ma być jego zdaniem zawsze „tworzenie wspólnot rządzących się w miarę precyzyjnymi etycznymi wartościami”. Aby dowiedzieć się czegoś o tym, jakie to są cnoty, warto przyjrzeć się przykładom, które na poparcie tej tezy podaje. Pierwszy to jego zdaniem społeczeństwo wiktoriańskie i „rygoryzm moralności wiktoriańskiej (tak wyśmiewanej przez licznych prześmiewców), który był reakcją na kryzys wywołany rewolucją przemysłową i to reakcją zwycięską”. Tak a propos, to właśnie wtedy angielscy dżentelmeni robili sobie kapciuchy ze skór mordowanych mieszkańców Tasmanii, czyli wygrywali z nimi konkurencję.

Drugi przykład takiego zwycięskiego ponoć połączenia tradycyjnych wartości z „imperatywami rynku” to według Wildsteina współczesne społeczeństwo amerykańskie. W tym wypadku chodzi przede wszystkim o połączenie tradycyjnych cnót z tak zwaną mobilnością, która oznacza, że z uwagi na „imperatyw rynku” kilkanaście razy w życiu trzeba zmieniać miejsce zamieszkania i pracy, a często także zawód. Wildstein przyznaje, że w związku z ową mobilnością w USA rodzina wielopokoleniowa to przypadek rzadszy niż w Europie. Radzi sobie jednak z tym problemem poprzez nazwanie takiej rodziny „rodziną Kiepskich”, którą „łączy wyłącznie gnuśność i brak odwagi”. W tym miejscu pojawia się wartość, którą Wildstein ceni bardzo wysoko – jest nią... ryzyko. Ryzyko jest według niego „fundamentalnym elementem kondycji człowieka”. Inna wartość, wobec której używa tak mocnego przymiotnika, to praca, która jest „fundamentalnym czynnikiem odbudowującym kapitał społeczny”. Dzięki tym fundamentom społeczeństwo amerykańskie zdaniem Wildsteina kwitnie, a jego przykład pokazuje, że „mobilność nie musi prowadzić do kryzysu rodziny ani wspólnoty sąsiedzkiej. Jest uderzające jak w USA natychmiastowo przybysz wchodzi w struktury sąsiedzkie i angażuje się w rozmaite wspólne przedsięwzięcia”.

Trudno odmówić Wildsteinowi racji. Na przykład w Los Angeles liczba aktywnych członków gangów obliczana jest na 40 tysięcy. Oni też stanowią wspólnoty podpadające pod kryteria Wildsteina, czyli „rządzące się w miarę precyzyjnymi etycznymi zasadami”. Drugą taką wspólnotą jest licząca ponad dwa i pół miliona grupa wię?niów. Gdyby Polacy także w tej dziedzinie stosowali wzory amerykańskie, to proporcjonalnie powinno ich być u nas bez mała 300 tysięcy. Dla porównania, wśród bardzo niemobilnych Japończyków, współczynnik ten jest 20 razy mniejszy niż w USA. Ale to oczywiście ironia. Są w Ameryce miejsca, gdzie rzeczywiście autentyczne lokalne wspólnoty dobrze działają, wywodzi się to w oczywisty sposób z tego, że jest to społeczeństwo bardzo młode i w jakimś sensie ciągle pionierskie, jednak trzeba na takie zjawiska zawsze patrzyć dynamicznie, a w Stanach Zjednoczonych procesy społecznej marginalizacji i izolacji postępują w kierunku przeciwnym niż sugerowana przez Wildsteina idylla.

Tekst Wildsteina jest ważny, bo porusza w istocie najważniejszy problem, z jakim borykamy się od czasu tak zwanej rewolucji przemysłowej. Jest nim niemożność pogodzenia dawnej jakości życia i zwyczajnych ludzkich potrzeb z tym, w co zamieniliśmy nasz materialny świat i życie społeczne. Być może największą klęską było to, że rewolucja dokonała się zanim nauczyliśmy się regulować płodność naszego gatunku. Z drugiej strony trzeba w tym kontekście pamiętać, iż nasilająca się walka o czynienie sobie Ziemi poddaną, czyli o surowce naturalne, w XIX wieku wytworzyła powrót do starego trybalizmu, zwanego nacjonalizmem. Dzietność w jego ramach zaczęła być traktowana jako oręż w walce. Także dzisiaj największe współczynniki płodności mają społeczności walczące w Palestynie, a obecna imperialna retoryka Busha zawiera oprócz wezwań do de facto podboju świata ogniem i mieczem także wiele elementów bardzo podobających się tak zwanym obrońcom życia, choć patrząc na nie w kontekście całości widać jasno, że stoi za nią jedynie potrzeba większej ilości żołnierzy do siania śmierci i zniszczenia.

Ale moralność wiktoriańska opierała się na obłudzie. Jest zresztą charakterystyczne, że wszystkie totalitaryzmy zawsze lansowały moralność zbliżoną do wiktoriańskiej. Warto pamiętać, że prawo rodziców do regulowania liczby własnego potomstwa nie jest wcale, jak można gdzieniegdzie wyczytać, prawem stalinowskim, ale właśnie poststalinowską reakcją na przymus rodzenia jak najliczniejszych potencjalnych poddanych i żołnierzy. Epoka wiktoriańska to także chyba historyczny szczyt zjawiska, o którym dzisiaj mówi się praca lub jako takie życie w zamian za seks. Na takiej umowie opierały się wiktoriańskie małżeństwa i zależność ta działała w obie strony. Jednak pomijając upodobanie do moralności pani Dulskiej, co jest rzeczą gustu, Wildstein popełnia zasadniczy błąd utożsamiając mieszczański purytanizm z tradycyjnymi wartościami. Jest to błąd świadczący o zwyczajnej ignorancji i nieznajomości historii obyczajów zarówno w Średniowieczu, jak i w nieprotestanckiej Europie czasów belle epoque. Natomiast trzeba mu przyznać rację, że wraz z jej końcem zaczął się okres dominacji purytańskich Anglosasów, ich zapał w walce o czynienie sobie Ziemi i innych ludzi poddanymi nie miał zresztą sobie równych od początku powstania tej odmiany chrześcijaństwa.

Praca (Wildstein broni explicite wyścigu szczurów i pracoholizmu, a tych, którzy go krytykują, nazywa mędrkami), ciągłe poczucie zagrożenia i niepewności, bo tym jest kult mobilności i ryzyka oraz wiktoriańska moralność seksualna, to dosyć ponury zestaw cnót. Wynika on jednak wprost z całej ideologii Wildsteina, której celem jest podbój Ziemi, coraz większe poczucie mocy i kontrola wszystkiego, co żywe. Nakłada się na to przekonanie o człowieku jako bycie kompletnie wyobcowanym z przyrody i totalnie podporządkowanym ideologii postępu technicznego. Ten zestaw „cnót” jest tak nędzny właśnie dlatego, że zdaniem współwyznawców Wildsteina wartości prawdziwe są niepotrzebne, a wręcz szkodliwe. Dobroć, prawda, piękno, bezpieczeństwo, harmonia, stabilizacja, szczęśliwe życie seksualne, sprawiają, że człowiek nie żywi kultu ryzyka, przeciwnie – unika go jak może, do pracy podchodzi z należnym szacunkiem, ale i z dystansem, i nie ma potrzeby zawierania małżeństw dla pieniędzy. Nie ma też potrzeby kontrolowania innych, bo jest szczęśliwy. Natomiast jest także mniej agresywny i bezwzględny i dlatego często przegrywa w grze o nazwie „czynienie sobie Ziemi poddaną”.

Teza Wildsteina, że natura ludzka jest niezmienna, w połączeniu z założeniem, że społeczne i materialne otoczenie nie ma na nią żadnego wpływu, oznacza w istocie regres człowieczeństwa do poziomu podkorowego, a więzienny zestaw wartości, jaki wyłania się z jego tekstu, sprowadza się do najniższego poziomu tych, które służą jedynie najbardziej prymitywnej walce o byt. Bo tylko te wartości są wspólne i niezależne od tego, czy przyszło nam żyć np. we współczesnej Danii czy w społeczności obozu pracy na Kołymie opisanym przez Szałamowa, czy w wariancie pośrednim, jakim jest wiele współczesnych dzielnic USA. Różnica nie wynika z tego, że Duńczycy są genetycznie lepsi, lecz z tego, że w Danii aby przeżyć nie trzeba być bandytą. Jednak Europa to zdaniem Wildsteina obszar „stagnacji”, a USA – wzór do naśladowania. Zresztą nawet małpy zachowują się inaczej na wolności, a inaczej w klatce, dla ich systemu „wartości” ma także znaczenie, czy w klatce jest ich 2 czy 20. Tam, gdzie jest ciaśniej i bardziej niepewnie, tam są czasem bardziej „dynamiczne” i pomysłowe w niszczeniu wrogów, inne wpadają w depresję, tylko że w odróżnieniu od USA w ZOO nie ma tylu psychoanalityków.

A jednak dobrze, że taki tekst się ukazał, bo trudno o lepszy portret sposobu myślenia współczesnych amerykańskich protestanckich fundamentalistów i judaistycznych neokonserwatystów. Lekceważenie nauki i świadectwa zmysłów, fanatyczna wiara w to, że wykonuje się zamiary samego Boga, nienawiść do wszystkiego, co żywe, przyjemne i niepoddające się kontroli – to nie zestaw przekonań politycznych, ale klasyczny przykład połączenia tego, co Erich Fromm nazywał tendencją nekrofilską w człowieku i paranoi przebranej w religijny kostium. Jeżeli ktoś mianował takiego człowieka szefem publicznej telewizji, to albo sam wyznaje podobną ideologię, albo być może wydaje mu się, że w obliczu nasilającej się globalnej walki o byt taki zastrzyk prymitywizmu, brutalności i obłudy jest Polsce potrzebny, żeby uczynić nas bardziej skutecznymi w walce o kontrolę nad resztkami bogactw naturalnych.

Niestety, wprawdzie w historii nowoczesnego Zachodu na ogół, choć wcale nie zawsze, wygrywali ludzie wyznające podobne „cnoty” co prezes TVP, to jednak coraz więcej znaków na niebie i termometrze pokazuje, że tym razem możemy mieć do czynienia z przeciwnikiem innego rodzaju, cichym i spokojnym, który nie wierzy w historiozoficzne teorie, a tylko „w dany raz na zawsze ład otaczającego świata”. Człowiek może go czasem troszkę poznać, co nieco zmienić, próbować wykorzystać i nauczyć się z nim żyć. Starożytne cnoty to nie kult ryzyka, innowacji, mobilności i tym podobny barbarzyński żargon, ale sprawiedliwość, męstwo, umiar i przede wszystkim rozsądek. A wartości to piękno, dobro i prawda. Natomiast ten, kto lekceważył prawa natury, popadał zdaniem naszych przodków w szaleństwo, jakiego symptomem jest zawsze pycha. Najgorsze jest jednak to, że ci, którzy mu ulegali, z reguły nie kończyli tylko jako zbrodniarze, ale przede wszystkim jako głupcy. Pół biedy, gdy dotyczyło to ich samych – gorzej, że często pociągali lub pchali do tego innych. Jak się rządzi krajem, to warto sobie o tym czasem przypomnieć...

9 luty 2007

Olaf Swolkień 

  

Archiwum

Przynieście nam głowy zdrajców
wrzesień 12, 2004
 "Solidarność kłamstwa" na temat Grodna oraz Mińska
sierpień 12, 2005
Marek Głogoczewski
Jarmulka i prezydent
listopad 28, 2006
wielbiciel poezji
Polacy Jako "Kozly Ofiarne" Fałszywego Mitu Żydowskiego w USA
marzec 8, 2005
Iwo Cyprian Pogonowski
Byle jak najdalej od żydowskiego Boga mamony
lipiec 4, 2007
TVN24
Demonstracja antywojenna na zakończenie Forum Społecznego w Brazylii
styczeń 29, 2003
PAP
Nie będzie referendum na temat tarczy
kwiecień 3, 2007
PAP
Kolaboracja
sierpień 5, 2003
prof. Iwo Cyprian Pogonowski
Norwegowie i NIE dla Unii
maj 18, 2003
przesłała Elżbieta
Gorzej niż niewolnica
październik 15, 2004
Pokonać bestię i zająć jej miejsce
sierpień 7, 2004
PAP
Recent dealings in Russian weapons. Video presentations. Ostatnie transakcje rosyjskim uzbrojeniem - materiał video
wrzesień 27, 2008
tlumacz
Kwaśniewski liczy na kompromis RPP - Rząd
czerwiec 17, 2002
PAP
Kampania wyborcza - jak reklamy proszku do prania...
październik 2, 2005
Adam Sandauer
"L" ("lewoskrętne") oraz "P" ("prawowite") odmiany chrześcijaństwa
wrzesień 21, 2006
dr Marek Głogoczowski
Sprawa księgarni Antyk, Postanowienie prokuratora o umorzeniu śledztwa
listopad 11, 2006
Dorota
Wojowniczy Milosnik Pokoju
marzec 3, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
POLSKA - UNIA 15
listopad 24, 2002
Prof. Jerzy Nowak
Doniesienia ze wschodniego frontu i spekulacje na temat najbliższej przyszłości...
kwiecień 4, 2007
tłumacz
Reymont i Kociubińska
październik 25, 2006
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media