ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Żydzi tradycjonaliści przeciwko syjonistom 
 
Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
Przedsiębiorstwo holokaust 
Telewizyjny wywiad z Normanem Finkelsteinem 
Polscy "nacjonaliści" o żydach 
Po prostu zobaczcie 
Cała prawda o World Trade Center 
Filmik dokumentalny przedstawiający wydarzenia z 11 września 2001 roku. 
Wielkie pytania o 9/11 
Strona poświęcona analizie wydarzeń z 11 września 2001 
Nie dajmy się lobbystom energetyki jądrowej! Wywiad z prof. Mirosławem 
Energetyka jądrowa jest przeżytkiem - nadzieje na tanią energię dawała w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie, które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Nie możemy się mu poddać. 
Iwo Cyprian Pogonowski 
Notka wikipedii dotycząca osoby prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego 
Na straży wolności: Goldman Sachs  
Gerald Celente i John Stossel rozmawiają z sędzią Napolitano o różnych, nie do końca jasnych powiązaniach, między amerykańskimi bankami i rządem USA. Największe podejrzenia budzi bank Goldman Sachs, który ma dziwną nadreprezentację we władzach rządowych. Dla przypomnienia, dodam, że pracownikiem tego banku jest były premier RP, Kazimierz Marcinkiewicz, a bank był zamieszany w spekulacje na złotówce. 
Niezależna witryna Alexa Jones'a 
Alex Jones należy do nielicznych ludzi na świecie którzy mają odwagę mówić prawdę o antyspołecznej konspiracji 
Niemcy 1940 - Izrael 2009 - Szokujące zdjęcia 
 
Patriotyzm 
Piosenka Lecha Makowieckiego 
Młodzież izraelska w Polsce 
Doskonały dokument o wycieczce młodzieży izraelskiej do Polski. 
Ostatni mit (o polityce sowieckiej) 
 
Kto mordował w Katyniu 
Izraelska gazeta „Maariv” z 21 lipca 1971 r. wyjawia końcowy sekret katyńskiej masakry. 
Strzeżcie się Obamy 
Kto naprawdę stoi za Barakiem Obamą? 
www.globalresearch.ca 
świetne analizy polityczne i gospodarcze w skali mikro i makro + anty-NWO 
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
PAKT WOJSKOWY POLSKA - IZRAEL.  
Ewa Jasiewicz,Yonatan Shapira na spotkaniu w Krakowie 22 czerwca 2010  
więcej ->

 
 

Sprawiedliwość w piekle (Zabójstwo Saddama Husajna)

http://www.obywatel.org.pl/index.php?name=News&file=article&sid=6862

Na chwilę przed śmiercią Saddam Husajn miał przebłysk genialności.

Gdy któryś ze strażników, pilnujących jego drogi na szafot, wrzasnął: „Id? do piekła”, odciął mu się pytaniem: „Do piekła, którym jest Irak?”. W Iraku, podczas ciągle jeszcze niewielu lat amerykańskiej okupacji, zginęło – wprost lub pośrednio w jej efekcie – około 600 tysięcy ludzi. Miara ta przybliża się już chyba do granicy ludobójstwa.

Oprócz szturmów na punkty oporu, pacyfikacji karnych czy prewencyjnego strzelania do cywilów, współtworzy ją, w największym bodaj stopniu, trwały niedostatek pomocy lekarskiej, elektryczności i wody pitnej. Zdobywcy, którzy od czasu do czasu używają wyrafinowanych środków z pogranicza broni konwencjonalnej i masowego rażenia, w tym zwłaszcza pocisków z białym fosforem bąd? zubożonym uranem, dotychczas nie odbudowali bowiem elementarnej infrastruktury, zniszczonej przez nich w pierwszych tygodniach najazdu. Ich przemoc jest zabójcza nawet wówczas, gdy okazuje się nieskuteczna. Walcząc nieudolnie z partyzantką, zdradza się z całkowitą bezradnością wobec uzbrojonych bandytów. Gro?niejsi od tych ostatnich potrafią zresztą być funkcjonariusze sił bezpieczeństwa, którzy nierzadko służą na drugim stanowisku w ciągle uganiających się za odwetem wyznaniowych milicjach. A jeśli się jakimś cudem uniknie śmierci? Wówczas codziennej męce istnienia w kraju, gdzie nic nie działa – i nawet na wolnym rynku występują dotkliwe braki – towarzyszy zniewolenie we wszystkich możliwych wymiarach: politycznym, narodowym, kulturowym i religijnym.

W takim piekielnym kręgu, chyba jednym z najniższych, pojawił się wszakże anioł sprawiedliwości. Nic dziwnego, że tak się pobrudził, iż w końcu wyglądał o wiele gorzej od diabła. Egzekucja jego wyroku przypominała lincz dokonany przez kompletnie zdziczałą hordę. Przyznajmy, że wśród strażników znale?li się pewnie ludzie, którzy – mając za sobą tortury, lata więzienia i utratę bliskich w czasach Saddama – mogliby w jakimś stopniu usprawiedliwić swoją zamianę w potwory. Przede wszystkim jednakże byli oni psami na amerykańskiej smyczy. Wydanie obalonego dyktatora w ręce Irakijczyków, o którym rozprawiano od samego jego ujęcia w grudniu 2003, nastąpiło faktycznie dopiero na minuty przed jego powieszeniem. Jest prawie pewne, że – gdyby do niego doszło wcześniej – zostałby on albo odbity, albo zabity. Aczkolwiek, w kwestii, czy najpierw dotarliby do niego zwolennicy – lub przynajmniej obrońcy honoru ostatniego suwerennego przywódcy swej ojczyzny, jaki by on nie był – czy wrogowie żądni zemsty, trudno już o wiarygodną ocenę.

Irak – odwołując się na chwilę do filozoficznych wychowawców ojców-założycieli supermocarstwa, które niedawno go podbiło – wrócił do „stanu natury”. Nad kłębiącą się w nim anarchią, amerykański korpus ekspedycyjny z coraz większym trudem – głównie w obejmującej rezydencje swych dowódców bagdadzkiej „zielonej strefie” oraz w niewielu innych regionach, których liczba w dodatku stale się zmniejsza – utrzymują podziurawioną pokrywę okupacji. Ta hybryda dwóch rodzajów przemocy, obcej i własnej, narzuconej od góry i powszechnej (druga z nich, oczywiście, została wywołana przez pierwszą) nie posiada sądowniczej trzeciej władzy, tak samo jak nie ma dwóch pierwszych. Niezależni z nazwy prokuratorzy i sędziowie, w których gestii znalazł się Saddam – podobnie jak wszyscy urzędnicy skleconej przez amerykańskich wielkorządców fasady irackich instytucji państwowych – są utrzymywani z budżetu, który Kongres USA przeznaczył hojnie na zajęcie ich kraju. Szkoda dodawać, że procedury i decyzje złożonego z nich trybunału ograniczały się do teatralnej formalności. Co nieco ciekawsze, nawet takiej pustej atrapy sądu nie udało się utrzymać w pozycji odpowiadającej jej zleceniodawcom bez środków nadzwyczajnych. Proces przerywano na długie tygodnie, na względnie rzadkich posiedzeniach bez żenady odbierano głos oskarżonym, maksymalnie utrudniono wzywanie świadków, w ogóle pozostawiając niewiele z prawa do obrony. Pomimo tego wszystkiego, niezbędna stała się fizyczna eliminacja kilku zbyt dociekliwych adwokatów. Anioł z wagą do wymierzania winy i kary długo pikował w dół jak strącony Lucyfer, zanim sięgnął bagna obelg miotanych na skazańca. Paradoksalnie, te odrażające wrzaski były jedynym aktem suwerenności, na jaki zezwolono strażnikom i prawnikom Iraku wolnego na amerykańską modłę. Pracodawca z władz okupacyjnych, który dotychczas dyktował im kolejne ruchy, nie mógł raczej zamówić ich – hańbiących również i jego – finalnych popisów.

Upieranie się przy krytyce tego, co stało się w Bagdadzie i okolicach, grzeszyłoby jednak powierzchownością. Powiedzmy więc, dla odmiany, że proces Saddama – włącznie nawet z epilogiem spod znaku linczu i sznura – przebiegał tak, jak powinien. Słuszne to, że zabrakło w nim pozorów, ułatwiających zazwyczaj godzenie się z faktem dokonanym. Społeczeństwo nie bez przyczyny oferowało jednostkom wysyłanym na śmierć coś w rodzaju gestu pojednania. Heretykowi, wstępującemu na stos, podawano krzyż, który miał ucałować. W nowoczesnym wymiarze sprawiedliwości, symbol wiary chrześcijańskiej zastąpiła przelotna, lecz uchwytna przyjemność, którą gwarantowały papieros i kieliszek koniaku. Zwyczaj znacznie starszy od właśnie wspomnianych, polecał katowi klęknąć przed ofiarą i upomnieć się o przebaczenie. Nie łud?my się jednak: ostatnie chwile mogły wyglądać łagodnie i humanitarnie, lecz kat wreszcie powracał do normalnego życia, zaś powieszony przezeń lub ścięty gnił w ziemi. Na przekór sentymentalnemu oszustwu, od czasu do czasu zdarzał się „obcy”, który nie chciał razem ze swymi zabójcami w majestacie prawa włączyć się do wspólnego i zarazem sensownego porządku – toteż wolał, żeby gapie wpatrujący się w szafot go „przywitali okrzykami nienawiści”. Nam przynajmniej podaje się samą prawdę w miejsce zbędnych iluzji.

Możemy zatem widzieć jasno. Sprawiedliwości, której nie znajdzie się w Iraku, próżno domagać się również w szerszej skali. Ban Ki Munowi, przewodniczącemu ONZ, który świeżo objął swoje obowiązki, spodobało się powieszenie głowy państwa członkowskiego jego organizacji. Nie tak dawno Saddam Husajn miał prawo do przemawiania z trybuny Narodów Zjednoczonych. Dziś natomiast wolno już go utłuc jak zwierzę. Tyle się w jego – oraz ogólnej – sytuacji zmieniło, że w tzw. międzyczasie Stany Zjednoczone wtargnęły zbrojnie do Iraku, obywając się zresztą bez zgody światowego zrzeszenia państw, którego są gospodarzem i głównym sponsorem. Politycznym podmiotom ONZ wolno wypowiadać swoje opinie, korzystając z wolności słowa, jaka w powszechnej demokracji liberalnej przysługuje w szczególności tym, którzy na nic nie mają wpływu. Jeżeli któryś z nich – jak ostatnio Hugo Chavez – powie, że prezydent Bush jest „diabłem”, to w efekcie jedynie ubarwi debatę, nie szkodząc specjalnie adresatowi użytego przezwiska. Gdyby natomiast zjednoczone narody zapragnęły, żeby wypadki na globie potoczyły się według ich myśli, to wystarczy im dostosować swoje deklaracje do ich prawdopodobnego kursu. Odgadnąć ten ostatni uda im się bez trudu, bo przecież z góry wiadomo, że zwykle dzieje się tak, jak prezydencka administracja USA sobie życzy.

Irackie młyny sprawiedliwości roztropnie zatrzymały się w momencie, kiedy wypadało im się zabrać do wojennych zbrodni Saddama. Aż wstyd dowodzić – jeśli dla kogoś to nadal byłoby potrzebne – że w roku 1980 ówczesny władca Iraku rozpoczął wojnę z pobliskim państwem ajatollahów za amerykańską zgodą, czy wręcz zachętą. Kto wie, czy wtedy właśnie nie zawinił on najbardziej – i to nie tylko wobec własnego czy irańskiego narodu, lecz również całej ludzkości. Nie przeszkadzając sobie wzajemnie – jeśli już spór terytorialny, rywalizacja na rynku naftowym oraz obustronne obawy przed sąsiedzką ingerencją w konflikty wewnętrzne wykluczały ich współpracę – „socjaliści arabscy” z Bagdadu oraz „rewolucjoniści islamscy” z Teheranu mieli poważną szansę przełamać hegemonię USA w regionie Zatoki Perskiej. Tymczasem, wyniszczając swoje siły na liniach frontu pod Kirkukiem i Basrą, kopali oni grób swym szerzej zakrojonym aspiracjom geopolitycznym. A bezpośrednio odpowiedzialnym za wtrącenie ich w tę pułapkę był z pewnością niefortunny zdobywca, Saddam Husajn. Oczywiście, sądzono go nie za to, lecz – w pewnym sensie – za błąd z przeciwnie zwróconym ostrzem. Swymi prędko pokrzyżowanymi dążeniami imperialnymi wmanewrował się on w pozycję wasala Stanów Zjednoczonych, które – jako jedyne – mogły dopomóc mu w zatrzymaniu o mały włos już zwycięskich szeregów żołnierzy Chomeiniego. Niedługo miał się przekonać, w skrajnie dla siebie dotkliwy sposób, że władza, którą sprawuje wasal, a czasem i jego życie, zależy od suwerena.

I znowu wszyscy się orientują – z czego absolutnie nic nie wynika – że gaz bojowy, potrzebny mu przeciw irańskim strażnikom rewolucji oraz rodzimym buntownikom kurdyjskim, Saddam otrzymał od Brytyjczyków, którzy wspólnie z nim znosili los wasala Białego Domu. Ochocze posługiwanie się zabójczą chemią początkowo mu nie szkodziło. Więcej nawet: po mozolnie wywalczonym remisie z Iranem, ocenił on, nie bez sugestii od wysłanników Waszyngtonu, że za skuteczne ograniczanie zasięgu rewolucji po drugiej stronie Zatoki należy mu się premia. Zajmując Kuwejt, oczekiwał więc, że suweren ukarze go co najwyżej nieszkodliwą burą na pokaz. Niestety, na peryferiach rzadko nadąża się za rozwojem wydarzeń w porządku globalnym. Skoro Związek Radziecki akurat dogorywał, światu należało zademonstrować, że przestał on być dwubiegunowy. Dlatego Ameryka interweniowała w obronie kuwejckiego państewka szejków naftowych nie – jak by to się pewnie stało w innej konstelacji międzynarodowej – ostrzeżeniem z przymrużeniem oka, tylko dywanowymi bombardowaniami. W Potomaku i Tygrysie musiało upłynąć jeszcze trochę wody (a w tym drugim również krwi), aż nareszcie Saddama uśmiercono za relatywnie drobną cząstkę zbrodni, które jego amerykańscy pogromcy, oskarżyciele, sędziowie i kaci zarazem popełnili w jego kraju i szeregu innych miejsc. Jak podsumować ten incydent? Chyba z zamysłu skrajnym stwierdzeniem, iż globalna rzeczywistość jest na tyle podła, że nie wolno jej odmawiać miejsca w swoich ramach żadnemu z mniej lub bardziej krwawych dyktatorów. Augusto Pinochet Ugarte umarł w łóżku – i tego samego szczęścia doczekają się zapewne tureccy generałowie, którzy po swojej stronie granicy nieraz wykonywali tę samą operację gazowania Kurdów, za którą w odwecie zmieciono z powierzchni ziemi państwo irackie. Saddam Husajn miał prawo domagać się dla siebie nie mniejszej łaski.

Godne uwagi, że świat tym razem przyznaje część racji przerażonych nim obserwatorom. Wyrazy oficjalnej satysfakcji z pseudolegalnego mordu należały raczej do wyjątków. W sporej większości stolic ostrzegano przed eskalacją przemocy, ubolewając zarazem nad zastosowaniem – zawsze niehumanitarnej – kary śmierci. To jednak przesadne oczekiwanie, iż fakty będą się stosować do aktualnie obowiązujących konwencji pojmowania praw ludzkich. Liczą się bowiem nie papierowe umowy i tyrady, tylko realnie działające mechanizmy. A zgodnie z nimi, powszechny suweren oddaje panowanie nad prowincjami swoim marionetkom, które – w dalszym obrocie koła fortuny – czasami karze za przejawy zła, do którego popełniania on sam ich sprowokował, skłonił albo wręcz zmusił. Moralność upada na dno i tam dogorywa do spółki ze sprawiedliwością.

Patrząc głębiej, nie tak znów wiele odkryje się miejsc na mapie, gdzie można rządzić bez terroru. Wyobra?my sobie kraj, którego granice zostały niepełne sto lat temu wykreślone na chybił trafił przez oficera brytyjskiego wywiadu, T. E. Lawrence’a. W takim razie, na jego obywateli trzeba jakimś cudem przerobić potomków obcych sobie – lub nawet się nienawidzących – plemion. Kraj ów, w odróżnieniu od niedalekiej Etiopii, nie musi wprawdzie wegetować w nędzy, ponieważ ma na sprzedaż cenny surowiec. Tym samym jednak, potentatom z regionu oraz zupełnie innego kontynentu ukazuje się on jako łup do wzięcia. Pewna część jego mieszkańców wspina się, przeskakując po kilka stopni, na piramidzie cywilizacyjnego awansu. Reszta wciąż jednak zalicza się, swymi przeświadczeniami, reakcjami umysłowymi i odczuciami, do zamierzchłej epoki, w której prawo nakazujące kamienować i ucinać ręce witano jako dar od boskiego proroka, gdyż wprowadzało ono względny ład. I wreszcie wybucha wojna, a raczej cykl wojen...

Operując wśród takich współrzędnych, dałoby się zapewne wyważyć trafną ocenę zbrodni popełnionych za władzy Saddama. Ilościowy wska?nik ich ofiar, 300 tysięcy, wygląda wprawdzie na propagandowo wyolbrzymiony, ale i tak – przypomnijmy dla ścisłości – jest dwukrotnie skromniejszy, aniżeli odpowiednie dane dla, dziesięć razy krótszej niż tamta władza, okupacji pod gwia?dzistym sztandarem. Mimo to, Saddam zostawił po sobie stos trupów, którego solidny segment wzniosły – pchając się na miejsce przywoływanej nadaremno racji stanu – tyleż wewnętrzne prawa systemu, który budował, co jego osobista pycha i mściwość. Nie zaszkodziłoby też ustalenie, jakie możliwości rozwojowe irackiego społeczeństwa zmarnotrawiono pod rządami klanu al-Tikriti. Kto jednakże, słusznie roszcząc sobie do tego pretensje, zajmie fotel sędziego? Byłych poddanych martwego dyktatora przeniesiono z własnego państwa, które wprawdzie dla wielu było więzieniem, do okupacyjnej klatki dla tresowanych zwierząt. Nic bardziej charakterystycznego jak to, że w dzisiejszym Iraku torturuje się – i to wymyślniej, jeśli nie brutalniej – za tymi samymi murami, gdzie to się działo pod obalonym reżimem. Skutki twardego wychowania pchają się w oczy. Funkcjonariuszy prawa i porządku nie zadowala powieszenie – i, wobec tego, muszą je wzmocnić poniżeniem. Z kolei, ich uzbrojeni wrogowie, by dawać znać o swojej walce, podkładają bomby na bazarach, nie licząc się ze stratami wśród rodaków.

Mawiano w starożytności, że tyran śmieje się, gdy umiera, albowiem przeczuwa, iż po nim przyjdzie wart jego następca. Współcześni tyrani do tej pewności mogliby dodać kolejną, równie budującą: nie będzie nikogo, kto bez kompromitująco chwiejących się i łamiących protez wspiąłby się na stanowisko moralnej wyższości, z którego powiodło by mu się ich potępić. Bo i gdzie go wypatrywać? Zbiorowość jego poddanych nie odnajduje przed sobą realnie się rysujących możliwości wyzwolenia, zamiast którego czeka ją – ze wszelkim racjonalnym prawdopodobieństwem – zniewolenie jeszcze gorsze niż obecne. Powtórzmy, że systematycznie, częstokroć wręcz na poziom podludzki degradowany niewolnik nie nadaje się na sędziego. Do sprawców znoszonego przezeń piekła to ostrzeżenie stosuje się tym ostrzej.

Gdzieniegdzie spotyka się jeszcze zwolenników poglądu, że Saddam Husajn otrzymał to, na co zasłużył. Posuwając się może nieco za daleko, nie zaszkodziłoby ich zapytać, co – według uznawanego przez nich rachunku „wet za wet” – należałoby się twórcom piekielnej farsy, w której, w ślad za swoim strąconym władcą, ginie Irak. Rozważania na ten temat byłyby jednakże chyba za bardzo makabryczne...
9 styczeń 2007

Jacek Zychowicz 

  

Archiwum

W czyim interesie?
styczeń 7, 2006
mgr inż. Józef Bizoń
"W koło Macieju"
padziernik 6, 2006
przesłala Elżbieta
PE głosuje nad kontrowersyjną dyrektywą
luty 12, 2006
PAP
200 rocznica urodzin Ignacego Domeyki
lipiec 30, 2002
PAP
Jan Paweł II
kwiecień 2, 2005
"Klepak" biedy nie klepie
sierpień 15, 2002
Oświadczenie RMS w związku ze smiercią Slobodana Miloąevića.
marzec 13, 2006
Radovan
Eutanazja dla górnictwa
sierpień 3, 2003
Teresa Wójcik
Kościelna Unia
padziernik 20, 2003
PAP
"Światem rządzi pomiędzynarodówka agresywnego durnia i nadętego półgłówka"
marzec 12, 2008
Artur Łoboda
Zmarł Stanisław Skalski
listopad 12, 2004
Ciekawostka - wojna z Irakiem była nielegalna
czerwiec 3, 2003
przesłała Elżbieta
sdfsaf
padziernik 4, 2005
adssa
Rebelia w afgańskiej prowincji
czerwiec 18, 2004
PAP
Who Rules Ukraine?
luty 7, 2007
Wybraliśmy do sejmu kanalie
marzec 20, 2003
zaprasza.net
Demokracja na sprzedaż - kultura korupcji
listopad 5, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Po raz kolejny oszukani przez UE
luty 4, 2003
PAP
Rada luzuje politykę
lipiec 29, 2004
Portrety świe(t)nych udawaczy (2): casus Pawła-Szawła z Tarsu
luty 9, 2007
Marek Głogoczowski
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media