ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Charlie Sheen & Alex Jones on 9/11 
Znany aktor Hollywood aktor zebrał się na odwagę powiedzenia tego co myśli o 11 września 2001 roku 
Wielkie pytania o 9/11 
Strona poświęcona analizie wydarzeń z 11 września 2001 
whatreallyhappened.com 
Warto dodać ten link do Pana strony: http://whatreallyhappened.com/

99% tez dotyczących religii, polityki i ekonomii i filozofii się pokrywa z tezami zaprasza.net. Topowa strona. 
Próba upodmiotowienia obywateli za pośrednictwem internetu 
Celem serwisu jest umożliwienie obywatelom wyrażenia swojej woli w najważniejszych dla nich sprawach. 
Pomylił Chrześcijaństwo z Judaizmem 
Skandaliczna niewiedza Prezydenta USA, czy też raczej perfidna prowokacja?
W przemówieniu Baracj Obama opisuje Chrześcijaństwo odwołaniami do Judaizmu.  
Cała prawda o World Trade Center 
Filmik dokumentalny przedstawiający wydarzenia z 11 września 2001 roku. 
PAKT WOJSKOWY POLSKA - IZRAEL.  
Ewa Jasiewicz,Yonatan Shapira na spotkaniu w Krakowie 22 czerwca 2010  
Przedsiębiorstwo holokaust 
Telewizyjny wywiad z Normanem Finkelsteinem 
"patriotyzm" po 1989 roku 
komentarz zbędny 
Młodzież izraelska w Polsce 
Doskonały dokument o wycieczce młodzieży izraelskiej do Polski. 
Wszystko pod kontrolą 
Od zawsze służby specjalne kontrolowały rzekome niezaplanowane spotkania oficjeli z obywatelami.
Przykład podstawionego Putina - jako przypadkowego przechodnia.
 
Kaczyński również nas w to wciągnął 
Zbrodnie wojskowe w Iraku 
Żydzi tradycjonaliści przeciwko syjonistom 
 
Mój dom, mój świat ...  
BOŻENA MAKOWIECKA - MÓJ DOM, MÓJ ŚWIAT...
Tytułowa piosenka z płyty "Mój dom, mój świat" powstała tuż po obaleniu rządu Olszewskiego.
O ile refren podobał się wszystkim, o tyle zwrotki - niekoniecznie... Stąd opóźniona o prawie 20 lat premiera teledysku ... 
Strona Krzysztofa Wyszkowskiego 
Strona domowa Krzystofa Wyszkowskiego 
Zakrzyczana prawda 
Mamy 2010 rok a zbrodniarze którzy doprowadzili do wielu wojen i kryzysu światowego w w dalszym ciągu - z tupetem - niczym Josef Goebbels kłamią w oczy w kwestii sytuacji gospodarczej świata i Stanów Zjednoczonych
 
Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
Patriotyzm 
Piosenka Lecha Makowieckiego 
Niezależna witryna Alexa Jones'a 
Alex Jones należy do nielicznych ludzi na świecie którzy mają odwagę mówić prawdę o antyspołecznej konspiracji 
www.globalresearch.ca 
świetne analizy polityczne i gospodarcze w skali mikro i makro + anty-NWO 
więcej ->

 
 

Tecumseh – Przechodząca Pantera - Część Pierwsza powieści "Duch Apokalipsy" Johna Higginsa - fragmenty


“Przybyłem zabijać Indian i wierzę, że prawym i szlachetnym jest użycie do tego wszelkich danych od Boga środków.” - Chivington

“Nie mają ani inteligencji, ani przemysłu, ani moralnych zwyczajów ani chęci poprawy. Znalazłszy się wśród innej, wyższej rasy muszą się koniecznie poddać i zniknąć.” - Prezydent USA Andrew Jackson do Kongresu 1833

„Żaden kraj nie osiągnie właściwego poziomu kultury, cywilizacji ani postępu dopóki Indianom pozwoli się pozostać przy życiu.” - Prezydent USA Martin Van Buren

“Najzacniejszą wojną ze wszystkich jest wojna z dzikusami, mimo, że jest też najstraszniejsza i nieludzka. U każdego ordynarnego, bezwzględnego osadnika, który likwiduje dzikusa cała cywilizowana ludzkość na niezaprzeczalny dług. Indianin i Hindus, Boer i Zulus, Kozak i Tatar, Nowozelandczyk i Maorys – w każdym wypadku zwycięzca, straszny tak jak i jego uczynki, położył fundament dla przyszłych pokoleń i przyszłej wielkości potężnych ludzi. Jest niewysłowienie ważnym aby Ameryka, Australia i Syberia zostały przejęte z rąk swoich czerwonych, czarnych i żółtych rdzennych mieszkańców i stały się spuścizną dominujących ras świata.” -
- Theodore Roosevelt

„Przyszłe bezpieczeństwo zależy od terroru który wobec nich zastosujemy. Macie działać agresywnie. Żołnierze niechaj z okrzykiem wojennym na ustach i bagnetem na muszkietach zastraszają i przerażają swoich wrogów. - George Waszyngton

„Celem jest totalna destrukcja i dewastacja Indiańskich wiosek. Kraj ma być nie tylko najechany, ale i zdewastowany. Wioski spalone, plony zniszczone. Nie przyjmuj żadnych ofert pokojowych zanim nie nastąpi totalne zniszczenie ich i ich osiedli.” - George
Waszyngton do Sullivana. 31 Maja 1779

„Będzie wypłacone z publicznej kasy tej prowincji każdej ekipie która wyruszy na własna rękę poszukiwać i ścigać Indiańskich wrogów i buntowników; za każdego zabitego mężczyznę i każdą kobietę 50 funtów, a za każde dziecko wspomnianego wroga poniżej 10 roku życia będzie wypłacane 10 funtów w srebrze.” - Prawo
skalpowe


***

- Pamiętaj Tecumseh – mówił Pucksinwah do Tecumseha – Nigdy nie zawieraj pokoju z Wasi'chu - chciwymi lud?mi. Wszystko co robią, robią aby nas skrzywdzić. Podstępnie przywłaszczają sobie naszą ziemię, bezlitośnie trzebią zwierzynę, naszych młodszych braci; nied?wiedzie, jelenie i bizony, po to, byśmy nie mogli prowadzić życia, takiego jak dawniej. Abyśmy głodowali, abyśmy zaprzestali naszego pradawnego życia, i byli tak jak oni. A jeszcze lepiej, żeby nas w ogóle nie było. Jeśli ich nie powstrzymamy, zniszczą nasz naród. Zniszczą wszystkie narody naszej ziemi. Od jednej wielkiej wody do drugiej. Zawładną całą Matką Ziemią. I uwiężą ją. Zakują w swój wynalazek – kajdany, i spłynie krwią niewinnych. Zniewolą wszystko począwszy od nas; ludzi, a potem zwierząt, poprzez glebę, wodę i powietrze. Jeśli ich nie powstrzymamy, zniknie wszystko.

MONETO

- Najwyższym bytem jest Moneto – tłumaczył Pucksinwah synowi - Który rządzi Yalakuquakumigigi-Wszechświatem, i rozdaje błogosławieństwa i nagrody tym, którzy zaskarbią sobie jego łaski, a tym, co gniewają go swym występnym prowadzeniem, przynosi niewysłowiony smutek i cierpienie. Wielka Dusza lnumsi Ilafewanu jest rządcą przeznaczenia i jest podporządkowana Moneto. Jest prababką, która nieustannie tka wielką złotą sieć zwaną skemotah. Pewnego dnia rzuci tę sieć i wyłapie do niej wszystkich prawych ludzi tego świata, a następnie zabierze ich do krainy wielkiego pokoju i szczęścia. U nas moralność to ustalone prawo, ale każdy musi być swoim własnym sędzią. Żyjemy zgodnie z naszymi zasadami. Absolutna uczciwość wobec współplemieńców jest podstawą charakteru i pryncypia są wypełniane skrupulatnie. Taka jest nasza Złota Zasada, Złota Reguła Shawnee, której przestrzega każdy: „Nie zabijaj, ani nie rań swojego sąsiada. Bo nie jego krzywdzisz, lecz siebie. Czyń dobro, tym samym przyczyniaj się do dni szczęścia twojego sąsiada, tak jak przyczynisz się do swoich. Kochaj go, bo Moneto kocha go, tak jak kocha ciebie.” W plemieniu Shawnee, jak i u wszystkich naszych czerwonych braci, nie ma koncepcji więzienia. Są inne rodzaje kary za grzechy w zależności od stopnia ich wagi. Słowo wodza jest prawem i chłosta, a nawet śmierć, są karą za uparte łamanie naszych praw. Jeżeli skazany nie zechce poddać się karze chłosty jest zsyłany na banicję lub zabijany. W naszym społeczeństwie nie ma miejsca dla jednostek krzywdzących innych lub posługujących się wobec innych przemocą. Naszych dzieci się nie bije. Karą dla nich jest brak uwagi ze strony dorosłych lub brak pochwał. A im więcej pochwał dziecko zbierze od rodziny i sąsiadów, tym bardziej jest szanowane, tym wyższy status przez swą mądrość może osiągnąć.

1774


Lord Dunmore rozkazał kapitanowi Johnowi Connelly’emu zebrać armię trzech tysięcy żołnierzy i poprowadzić ich przeciwko Indianom znad rzeki Scioto; Mingo, Irokezom i Shawnee. Fakt rozpoczęcia przez Dunmore’a wojny z Indianami rozzuchwalił wielu wyjętych spod prawa, a ukrywających się niegodziwców, dla których zabijanie Indian było rozrywką i przerywnikiem w nieustających pijaństwach. Do takich łotrów należeli Jacob Greathouse, Bill Grills i bracia Mahon’owie. Wyprawili się na terytorium Indian Mingo i pod pretekstem grzecznościowego spotkania udali się do obozowiska Shikellimus’a, ojca wodza Logana. Obaj Indianie byli wielkimi przyjaciółmi białych. orędowali pokój z nimi i nigdy nie podnieśli przeciwko nim oręża.

- Wielki Wodzu – Greathouse zwrócił się do Shikellimus’a szeroko się uśmiechając – Życzę ci pokoju, szczęścia i pełnego żołądka – powiedział poklepując starego człowieka po brzuchu. – Ja i moi kompani chcielibyśmy zaprosić cię i twoich ludzi na wieczór przy ognisku i skosztowanie porcji zacnego rumu i zabawy przy konkursie zręcznościowym.

- Chętnie przyjąłbym zaproszenie – odrzekł Shikellimus z uśmiechem - Ale mamy całe mnóstwo pracy przy zwijaniu obozu – jednak widząc niekryte rozczarowanie na twarzy przybysza dodał - Ale wyślę mojego syna i córkę Tay-la-nee – już niedługo pocznie dziecko – ręką zrobił gest oznaczający jej duży brzuch - Jej męża, i trzech innych młodych wojowników.

Kiedy już goście przepłynęli rzekę tylko tych trzech ostatnich dało się namówić na kosztowanie rumu. Pośród śmiechu i rozmów nie zauważyli, że biali ledwo maczają usta w rumie, podczas gdy Indianie byli już mocno rozgrzani alkoholem.

Podczas gdy wojownicy w najlepsze grali z białymi w gry zręcznościowe nagle z zasadzki w zaroślach wyskoczyło kilkudziesięciu mężczyzn i nie dając szansy na obronę skierowało na krewnych Logana grad kul z trzydziestu jeden strzelb.

Indianie zostali otoczeni przez grupę mężczyzn. Pijani i zaskoczeni nie byli zdolni do walki z przeciwnikami i szybko zostali pokonani.

Kiedy Tay-la-nee z krzykiem pobiegła ku rzece, napastnicy strzelili również do niej, a potem przynieśli ranną lecz przytomną do ogniska, gdzie, po oskalpowaniu zabitych Indian przywiązali ją do pala. Następnie zdarli z niej ubranie i jednym ciosem tomahawka rozcięli wielki brzuch. Jego zawartość wypłynęła na ziemię.

Indianie z drugiego brzegu pospieszyli z pomocą, ale również zostali zamordowani.

Następnego dnia, patrząc na zmasakrowane ciała swojej siostry i brata Wódz Logan przypomniał sobie słowa wodza Puckinwah’a i Blue Jacket’a, którzy ostrzegali go przed nadchodzącym niebezpieczeństwem, po tym jak wojownicy podsłuchali białych łotrów planujących zniszczyć jego wioskę Yellow Creek. Nie posłuchał ich, ślepo wierząc, że ze strony białych nie może ich spotkać nic złego. Teraz Logan poprzysiągł krwawo pomścić tę potworną masakrę.

Indiańskie powstanie rozpoczęte przez wodza Logana miało być zdławione przez Lorda Dunmore’a, który wprowadził 1400 żołnierzy na terytorium Ohio. Wódz Cornstalk powiódł 1000 Indiańskich wojowników aby go odeprzeć.

Bitwa pod Point Pleasant, 10 pa?dziernika 1774

O świcie przed walką, Puckinswah wstał jak zwykle godzinę po wschodzie słońca. Modlił się w specjalnie do tego przygotowanym miejscu, wykąpał w zimnych wodach Małej Rzeki maumee - Miami i wrócił do wigwamu na śniadanie, przygotowane przez Methotasa. Nabił fajkę ulubioną mieszanką kinnikinnick. Kiedy skończył palić zwrócił się do młodszego syna.
- Tecumseh. Ja i twój starszy brat Chisika wyruszamy dziś na wojnę z Wasichu, białymi twarzami – rzekł sadzając sobie sześciolatka na kolanach i patrząc mu prosto w oczy – Broń tych, którzy sami nie mogą się bronić. Bąd? najdzielniejszym wojownikiem – przytulił synka i ucałował. – Traktuj Chisika jakby był twoim ojcem. Kochaj swoje rodzeństwo i swój lud. To twoja krew. Będziesz wielkim wojownikiem. To niezwykła odpowiedzialność. Za wszystkich naszych czerwonych braci.

W południe Puckinswah wskoczył na konia i popatrzył na gromadkę dzieci i na próbującą powstrzymać łzy Methotasa. Jej brzuch zaczynał się zaokrąglać. Była ciężarna. Miała urodzić trzech chłopców. Wiedziała o tym od męża.
Uśmiechnął się do niej i pognał konia. Starszy syn i reszta wojowników podążyli za nim.


PUCKINSWAH – ZAPALA-SIĘ-LECˇC

Jechali tak już pół dnia. Ojciec rozmawiał z Chisika, ale wydawał się nieobecny duchem.
- Chisika, synu – rzekł Pucksinwah – Zajrzałem w przyszłość. Wiem, że zginę dziś w walce.
Chisika aż zatrzymał konia z wrażenia.
- Czy Wielki Duch nie mógłby poczekać jeszcze trochę? – zapytał po chwili zdruzgotany. – Jesteś młodym wojownikiem. Masz szóstkę dzieci.
- Taka jest wola Moneto, naszego Boga, synu – powiedział Pucksinwah po chwili milczenia –Powierzam ci Tekumte. – mówił dalej ojciec – Pamiętaj abyś nauczył go wszystkiego, czego ja ciebie nauczyłem. I tego czego się jeszcze nauczysz. Jesteś wspaniałym wojownikiem. A będziesz jeszcze większym. Lecz to jego Moneto wyznaczył głosicielem słowa i krzewicielem czynu. W nim cała nasza nadzieja. Całego naszego czerwonego plemienia.
- Tak, ojcze – rzekł Chisika z trudem wydając z siebie głos. Odwrócił głowę, żeby Pucksinwah nie widział jego twarzy. Umiał ukrywać cierpienie, ale teraz, przez ułamek sekundy jago kamienna twarz wyrażała największy ból.
- I jeszcze jedno – rzekł Pucksinwah – Nigdy, nigdy nie czyń pokoju z białymi. Oni chcą nas pochłonąć.
Koń Pucksinwaha zbliżył się do karego konia syna. Ojciec popatrzył mu głęboko w oczy i położył dłoń na ramieniu Chisika, który odwzajemnił jego pożegnanie.
Potem ruszyli dalej w drogę na spotkanie Wyandotte’ów, którzy oczekiwali ich w następnej osadzie.

Bitwa odbyła się pod Point Pleasant nad rzeką Kanawah.

Wojownicy Shawnee, Delawarów i Wyandotów zaskoczyli siły zbrojne Virginni pod dowództwem Dunmore’a rankiem 10 pa?dziernika 1774 roku. Tam, gdzie rzeka Ohio łączy się z Wielką Rzeką Kanawah Indianie naparli na Brytyjczyków, kiedy ci byli odwróceni plecami do rzeki i dosłownie tracili grunt pod nogami. Wygrana Indian była już pewna. Lecz nagle przybyli zwiadowcy
Hokolesqua – Cornstalk’a i powiadomili go, że Andrew Lewis prowadzi armię 1000 żołnierzy na odsiecz Dunmore’owi.
Wódz zarządził odwrót i Indianie zniknęli w gęstwinach kniei Ohio. Biali stracili siedemdziesięciu pięciu żołnierzy i oficerów, a rannych było stu czterdziestu. Połączone siły Indian straciły dwudziestu dwóch wojowników. Wśród zabitych był wódz jednego z klanów Shawnee, ojciec Chisika i Tecumseha, Pucksinwah.

Rozpacz po śmierci ojca i nienawiść małego Tecumseha do białych nie miała granic.
- Będę jak ogień rozprzestrzeniający się na wzgórza i doliny. Jak ogień będę pochłaniał rasę ciemnych dusz – poprzysiągł.

Rok 1774 naznaczony był seriami najazdów kolonialnej milicji i białych rozbójników na wsie pokojowych Shawnee i Mingo.

Ta wojna zakończyła się, gdy po latach podstępnych napaściach na swoje wsie i podstępnych działaniach Dunmore’a Shawnee postanowili przyjąć warunki białych i miłujący pokój wódz Hokolesqua podpisał w 1786 roku Traktat z Fortu Stanwix cedujący na białych ziemie Shawnee na wschód i południe od rzeki Ohio.
Lecz w końcu nawet on, Hokolesqua, mimo swojego łagodnego nastawienia do białych, także zmienił zdanie.

- W ciągu kilku lat Shawnee od bycia Wielkim Narodem zostali zredukowani do garstki – powiedział Hokolesqua - Kiedyś posiadali ląd do brzegu wielkiej wody – tu zrobił zamaszysty gest ręką - Ziemie gdzie jeszcze tak niedawno Shawnee polowali pokryte są fortami i zbrojnymi lud?mi. Jeśli pojawia się fort, można być pewnym, że wkrótce pojawią się miasta i osady białych. Jest oczywistym, że bali zamierzają nas wytępić. Lepiej, żebyśmy umarli jak wojownicy. Sprawa Indian jest uczciwa i mam nadzieję, że Stwórca będzie po naszej stronie.

Chisika wiedział, że aby chłopiec rozwinął umiejętności i został wyborowym tropicielem, łowcą i wojownikiem trzeba wielu lat nieustannego, wyczerpującego szkolenia.
- Każdy ze zmysłów trzeba odpowiednio trenować – mówił do małego brata – Twoje oczy muszą być czujne i szybkie. Twoje uszy wrażliwe na każdy d?więk kniei. To twój dom. Musisz go dobrze poznać. Musisz poznać jego mieszkańców i ich zwyczaje. Czy jest to zwierz na nogach, łapach, czy kopytach? Na skrzydłach, czy pełznący na brzuchu? Dlaczego ptak zerwał się z gałęzi? Dlaczego żółw zazwyczaj leniwy tak szybko wbiegł do wody? Kiedy zwierzę tędy przechodziło? Dokąd poszło? Po co? Jaki zapach jest niesiony z wiatrem? Musisz znać odpowiedzi na te wszystkie pytania. Odgłosy są inne za dnia, a inne w nocy. Musisz umieć rozróżnić, czy spotkana istota to przyjaciel czy wróg. Najniebezpieczniejszy jest biały człowiek. Łatwo go wytropić. Musisz poruszać się pewnie i cicho na swoich stopach. Jakbyś był z ziemią jednością. To twoja matka. Zawsze ją czułeś i będziesz czuł, kochał i rozumiał. Zresztą ty bracie masz jeszcze jeden szczególny dar. Jeszcze mocniejszy niż ja i nasz dzielny ojciec. Widzenia przyszłości. Jednak musisz też być doświadczonym wojownikiem. Umysł, mięśnie i ciało mieć skoordynowane. Ruch tak szybki jak myśl. Musisz być wytrzymały, wytrwały. Niepokonany.

Jak wszystkie Szawneńskie dzieci Tecumseh uczony był opanowania i ukrywania uczuć. Uprawiał zapasy, łowił ryby, wprawiał się w myślistwie, brał udział w wyścigach, zarówno na własnych nogach jak i konnych. Grał z rówieśnikami i starszymi w rozliczne gry umysłowe i sprawnościowe.

W wieku dziewięciu lat wraz z innymi chłopcami przystąpił do treningów zwiększających wytrwałość i samokontrolę. Kąpali się w lodowatych strumieniach, gołymi rękami łamali lód na rzekach. Kiedy dorastali wyruszali na poszukiwania Duszy Opiekuńczej, która objawia się pod postacią zwierząt lub wydarzeń.

Piętnastoletni chłopcy mogli już nosić broń, ale młodzież pozostawała pod kontrolą dorosłych do dwudziestego roku życia.

Tecumseh był ze wszech miar sukcesorem swoich przodków i wzorowym wychowankiem najszlachetniejszych członków swojego plemienia. Zdyscyplinowany, mądry i szczodry. Szczególnie upodobał sobie siostrę Tecumpanse, i to jej przywoził wszystkie podarki i zdobycze z wypraw. Szybko się uczył, i przewyższał sprytem i celnością wszystkich chłopców w osadzie. Jego strzały zawsze trafiały w cel. Jego podchody były najcichsze.

***

„Kiedy wasza armia weszła do kraju Sześciu Plemion, nazwaliśmy was Niszczycielem Miast, i do dziś, kiedy to imię jest wymawiane nasze kobiety trwożnie oglądają się za siebie i bledną, a nasze dzieci lgną do szyj swoich matek. Nasi mędrcy i wojownicy to mężczy?ni i nie da się ich przestraszyć, ale ich serca są rozżalone strachem naszych kobiet i dzieci i pragną aby był on ukryty tak głęboko, aby nikt już o nim nie usłyszał.” - - - Wódz Cornplanter plemienia Seneka do Waszyngtona, 1790 rok.

„Po przemaszerowaniu sześciu mil dotarliśmy do zamku, który składał się ze 128 domostw dużych i eleganckich. Miasto było pięknie położone z wielkimi polami zbóż i wielką ilością warzyw różnego rodzaju. Cała armia zaczęła natychmiast niszczyć uprawy. Plony spalono w domach, aby wróg nie mógł wykorzystać żadnej ich części - tej metody nauczyliśmy się w innych miejscach. Każdy strumień i rzeka przeszukane, a cały okolica zbadana w poszukiwaniu Indiańskich osiedli i oprócz jednego nie pozostało już żadne miasto w kraju pięciu narodów.” - - - Generał John Sullivan w sprawozdaniu do kongresu Tioga, Nowy Jork, 30 września 1779 rok.

Amerykanie wzięli Hokolesqua i jego syna jako zakładników, mimo iż ci przybyli z flagą negocjatorów, następnie torturowali ich przez miesiąc, a pó?niej zamordowali.

„Kiedy armia białych walczy z Shawnee i wygrywa nazywa się to “Wielkie Zwycięstwo”, ale kiedy przegrywa nazywa się „Masakra” i większe wojska są tworzone. Jeśli Shawnee ucieka przed najazdem takich armii, i kiedy potem pragnie wrócić widzi, że biali ludzie mieszkają tam, gdzie on mieszkał. Jeśli próbuje walczyć z takimi armiami, jest zabijany, a jego ziemia jest zabierana. Kiedy zabijany jest Indianin, jest to wielka strata, która zostawia wyrwę i smutek w sercach naszych narodów; kiedy biały jest zabijany, trzech lub czterech przybywa na jego miejsce i nie ma końca temu potopowi. Biały chce podbić naturę, nagina ją do swej woli i marnotrawi, aż wszystko zniknie, a potem idzie dalej, pozostawiając za sobą zgliszcza i odpady, i szuka nowych miejsc do przejęcia. Cała biała rasa jest potworem, który zawsze jest głodny, a żywi się lądami.” - - - Chisika

Po Hokolesqua głównym wodzem został Blackfish - Chiungalla zaciekły wróg białych, który mścił się najazdami w całym Kentucky i zachodniej Pensylwanii. Adoptował Tecumseha i teraz on był jego nauczycielem. Młody wojownik uczył się plemiennych tradycji i mądrości, dobrego prowadzenia się i sztuki przemawiania.

Podczas wojny 1778 roku, kiedy w odwecie za śmierć wodza Hokolesqua Blackfish najechał Kentucky Tecumseh był świadkiem wielu okrucieństw ze strony białych.

Któregoś dnia, w niedalekiej osadzie armia amerykańska skierowała strzelby i armaty na chaty, które były obwieszone białymi flagami zawieszenia broni.

Jedna z kobiet z niemowlęciem na ręku, została zastrzelona w momencie, gdy dotknęła flagi. Dziecko nie wiedząc, że matka nie żyje wciąż ssało jej pierś.

Kilkudziesięciu konnych dogoniło grupę uciekających kobiet z dziećmi i strzelało do nich z bliskiej odległości, a dzieci padały pod uderzeniami kłonic. Mózgi wypływały z rozpłatanych czaszek. Wiele dzieci żyło jeszcze po takich ciosach i biegło z dziurami w głowach potykając się i upadając, bo krew zalewała im oczy. Kilkuletni chłopcy byli szybcy i zwinni. Wielu udało się uciec i schować w lesie lub krzakach. Powolne ciężarne kobiety były bezlitośnie zarzynane. Strzelano im w głowy i w brzuchy.

Kiedy w osadzie nie było już nikogo żywego żołnierze zaczęli nawoływać. Ktoś władający językiem Indian wzywał ich żeby wyszli z ukrycia, a nic im się nie stanie.

Po dłuższej chwili pojawiły się przerażone dzieci. Strach rozszerzał im ?renice. Mniejsze trzymały się za rączki i płakały. Rozglądały się po zgliszczach osady. Na ziemi leżały ciała ich matek i rodzeństwa. Żaden z mężczyzn; ojców, ani dziadków nie przeżył. Bronili rodzin do ostatniego tchu. Jednak nie udało im się ocalić żon i potomstwa.

Jedno po drugim, dzieci, dochodziły na środek polany. Rozglądały się przerażone dookoła. Niektóre głośno płakały rozpoznawszy w leżących swoje matki i rodzeństwo.

Głos spytał czy wszyscy już wyszli. Jakieś dziecko powiedziało, że tak. Wtedy żołnierze okrążyli grupkę maluchów i zaczęli do nich strzelać z bliska. Niektórzy żołnierze podchodzili i wbijali dzieciom noże w piersi i głowy. Obcinali im uszy i skalpowali. Na trofea obcinali również malutkie palce. Inni wycinali płaty skóry z małych ud na buty, paski lub leginsy.

***

27 kwietnia 1783 roku, Tecumseh wziął udział w naje?dzie na obozowisko białych z którego zabrano jeńca. We wsi Szawnisi, w odwecie za napad na kolejną osadę, okrutnie torturowali go, a następnie, przywiązanego do pala spalili żywcem. Tecumseh poruszony tym okropnym spektaklem, gniewnie wystąpił między nich.

- Powiecie, że jestem młody i niedoświadczony w takich kwestiach i będziecie mieli rację, ale nie mogę powstrzymać się od mówienia. To, co tu zobaczyłem sprawiło, że poczułem się ?le i wstyd mi za was i za siebie. Jakąż to odwagę, jakie męstwo, jaką siłę pokazaliście torturując człowieka niezdolnego do obrony? Czyż jesteśmy tak niepewni siebie, że aby pokazać swoją wyższość i sprawność musimy się zniżać do czegoś tak obrzydliwego i poniżającego? Posłuchajcie mnie teraz, moi starsi bracia, bo mówię prosto z serca, a serce moje jest ciężkie od wstydu i obrzydzenia. Nasz ukochany wódz Blackfish, był całkowicie przeciwny śmierci przy palu, ale aż do dzisiaj nie rozumiałem dlaczego. Teraz rozumiem. Teraz widzę, że w samym akcie popełniania tego czynu, zniżamy się do czegoś niższego niż zwierzęta, do czegoś złego i odrażającego. Nie wierzę i nie mogę uwierzyć, że Moneto mógłby pochwalać takie tchórzostwo, taką żądzę zadawania niepotrzebnego bólu. Był wrogiem, tak! Zasłużył na śmierć, tak! Ale na śmierć mężczyzny, a nie szczura zapędzonego w róg, związanego i spalonego żywcem. Jak mamy czelność nazywać się wojownikami, czy nawet lud?mi, jeśli tak się zachowujemy? Moje serce jest chore i ciężkie, a to, co tu zobaczyłem nigdy nie zostanie wymazane z mojego umysłu i nigdy nie przestanę się tego wstydzić. Może i jestem młody. Może i niedoświadczony. Ale to mogę powiedzieć z pewnością: nigdy więcej nie wezmę udziału w torturach, żadnej żywej istoty, człowieka czy zwierzęcia. Nigdy! Ani nie będę uważał za przyjaciela żadnego człowieka który pozwoli sobie na wzięcie udziału w czymś tak degradującym.

***

„Jeśli kiedykolwiek posiadaliśmy ten kraj posiadamy go nadal, bo nigdy go nie sprzedaliśmy. W uzgodnieniach z narad przedstawiciele twierdzili, że nasz kraj został sprzedany rządowi. Załóżmy że biały przychodzi do mnie i mówi, Joseph, podobają mi się twoje konie i chcę je kupić. Potem idzie do mojego sąsiada i mówi do niego: „Konie Josepha, Chcę je kupić, ale on odmawia sprzedaży”. Mój sąsiad odpowiada, „zapłać mi pieniądze, a ja sprzedam ci konie Josepha.” Biały wraca do mnie i mówi, „Joseph, kupiłem twoje konie i musisz mi je dać.” Jeśli sprzedaliśmy nasze ziemie rządowi, to w taki sposób je kupili.” Wódz Joseph-Nez Perce.

***

W 1800 roku Tecumseh zaczął wprowadzać w życie swój wielki plan zjednoczenia wszystkich plemion w jeden naród.

Na zebraniach plemienia, i podczas jego licznych podróży, przemówienia Tecumseha były wysłuchiwane z czcią i szacunkiem. Były to mowy nie tylko pięknych słów, ale słów szlachetnych i mądrych. Takich które chwytały za serce i przypominały o obowiązkach czerwonych braci względem ich Matki Ziemi.

- Jesteśmy jednym narodem. Powinniśmy się zjednoczyć w walce z ciemnymi duszami. Musimy zachować nasze pradawne ziemie. Żadne grupy pośród nas nie mają prawa sprzedawać. Ani jedno drugiemu, ani tym bardziej obcym. Sprzedać kraj! A może sprzedać powietrze, wielkie morze, glebę? Czyż Wielka Dusza nie stworzyła tego wszystkiego dla swoich dzieci? Jedynym sposobem jest zjednoczenie we wspólnym żądaniu do prawa do ziemi takiej jaka była kiedyś, i jest, bo nigdy nie była podzielona. Daliśmy im góry pokryte lasami, i doliny pełne zwierzyny, a co oni w zamian za to dali naszym wojownikom i kobietom? Rum, paciorki i grób.

***

1810 rok

W czerwcu 1810 Harrison przysłał Tecumsehowi list ostrzegający go o daremności jakichkolwiek zbrojnych walk z białymi. Zapytywał też szyderczo, czy wódz zamierza walczyć z Amerykanami.

- Nie zamierzam toczyć wojny – rzekł Tecumseh do wysłannika - Ale niemożliwym jest zostać przyjaciółmi białych ludzi dopóki nie porzucą myśli o osiedlaniu się dalej na północy i zachodzie. Dopóki nie przyznają, że Kraj Zachodni jest wspólną własnością wszystkich plemion Indiańskich.

Tecumseh i Harrison spotkali się 15 sierpnia 1810 roku w posiadłości ziemskiej gubernatora. Tecumseh przybył tam z olbrzymią świtą godna jego statusu, w końcu był Indiańskim odpowiednikiem prezydenta i najwyższego generała w jednej osobie. Wódz odmówił wejścia do zamku i zażądał aby usiedli na dworze.

- Usiąd?my zatem na powietrzu – rzekł Harrison. – Poślę po krzesła i zastawę, abym mógł zapewnić ci godną gościnę, ponieważ twój ojciec w Waszyngtonie rozkazał aby okazać ci należną gościnę.

- Mój ojciec? – powiedział Tecumseh. Potrząsnął głową i pokazał ręką w górę – Słońce jest moim ojcem, a matką ziemia, która mnie żywi i w jej ramionach legnę.

“Jeden z najlepiej wyglądających ludzi, jakich w życiu widziałem. Sześć stóp wzrostu, wyprostowany, z pięknymi rysami twarzy, i w ogólnie zuchwale prezentujący się człowiek.” – zapisał oficer Harrisona.

„Gdyby nie bliskość Stanów Zjednoczonych, Tecumseh prawdopodobnie byłby założycielem imperium, które przerosłoby chwałą Meksyk i Peru. Żadna przeszkoda nie jest w stanie go zniechęcić. Od czterech lat jest w bezustannym ruchu. Dziś widzisz go w Wabash, a zaraz potem słyszysz, że jest nad brzegami jeziora Erie lub Michigan, lub nad brzegami Mississippi, i gdziekolwiek pójdzie osiąga swój cel.” William Henry Harrison

- Bracie – powiedział Tecumseh zbliżając swoją twarz do twarzy gubernatora - Chcę, żebyś teraz uważał, bo myślę, że nie rozumiesz dokładnie. Chcę porozmawiać z tobą o obietnicach, które dali Amerykanie. Przypominasz sobie kiedy Indianie-Jezusi z plemienia Delawarów mieszkali obok Amerykanów? I ufali ich obietnicom o przyja?ni, i myśleli, że są bezpieczni. Jednak Amerykanie zamordowali wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci, nawet kiedy modlili się do Jezusa? Takie same obietnice były kiedyś dane Shawnee. Było to w Fort Finney, gdzie niektórzy z moich ludzi zostali zmuszeni do podpisania traktatu. Dano moim ludziom flagi i powiedziano im, że teraz są dziećmi Amerykanów. Powiedziano nam: „Jeśli jakiś biały chciałby cię skrzywdzić, podnieś do góry tę flagę i wtedy będziesz bezpieczny od wszelkiego niebezpieczeństwa”. Zrobiliśmy to w dobrej wierze. I co się stało? Nasz ukochany wódz Moluntha stał z Amerykańska flagą wyciągnięta przed siebie i z autentycznym traktatem w dłoni, lecz jego głowa została odrąbana przez Amerykańskiego oficera, i żaden z twoich ludzi nigdy nie został ukarany.

Bracie, po tak gorzkich wydarzeniach, czy możesz winić mnie za pokładanie małego zaufania w obietnice Amerykanów? Kiedy zakopaliśmy tomahawk pod Greenville, Amerykanie powiedzieli, że są naszymi nowymi ojcami, już nie Brytyjczycy, i że będą nas dobrze traktować.

Od tego układu, oto jak Amerykanie dobrze nas traktowali; zabili wielu Shawnee, wielu Winnebagoes, wielu Miamis, wielu Delawares i zabrali im ziemie. Kiedy ich zabili, żaden Amerykanin nie został ukarany. Ani jeden.

To wy, Amerykanie, takimi złymi uczynkami spychacie czerwonych ludzi do nieszczęścia i zmuszacie ich do walki. Nie chcecie jedności między Plemionami i niszczycie je. Próbujecie je poróżnić. My, ich przywódcy, chcemy, żeby się zjednoczyły i uważały swoje ziemie za wspólną własność

Skłócacie nasze narody i dobijacie z nimi targu, jeden po drugim, i radzicie im, żeby nie wchodzili w unię. Wasze stany dały przykład formując unię między wszystkimi siedemnastoma Ogniami, Dlaczego mielibyście nas cenzurować za podążenie za waszym przykładem? Ale, bracie, zamierzam zebrać wszystkie plemiona razem, wbrew tobie. Mówię ci to dlatego, że chcesz, przez uczynienie podziału między Indiańskimi plemionami i przydzielając każdemu kawałek ziemi, nastawić ich przeciwko sobie, i w ten sposób nas osłabić.

Nigdy nie widzicie, żeby Indianin przyszedł i próbował nakłonić białych do podziałów, nieprawdaż? A wy zawsze doprowadzacie do tego czerwonych ludzi! Co najmniej wyparlibyście ich do Wielkiego Jeziora, gdzie nie mogą ani stać ani chodzić. Bracie, powinieneś wiedzieć, co robisz Indianom. (...)

Jedynym sposobem na powstrzymanie tego zła, to zjednoczenie czerwonych ludzi i deklaracja równej własności ziemi. Tak było na początku, i powinno być nadal, bo ziemia nigdy nie była podzielona, ale była do użytku dla wszystkich. Każde plemię mogło pójść na pustą ziemię i postawić tam swój dom. A kiedy opuszczali to miejsce, inne plemię mogło się tam osiedlić.

Bracie, Ucieszyłem się na to co powiedziałeś. Powiedziałeś, że jeśli udowodnimy, że ziemia została sprzedana przez ludzi, którzy nie mieli prawa jej sprzedać, to ją oddacie.

Udowodnię, że ci co ją sprzedali nie posiadali jej. Czy oni mieli tytuł własności? Nie! Mówisz że takie właśnie papiery udowadniają, że ktoś jest właścicielem ziemi. Ci wodzowie tylko mówili, że je posiadają, więc ty udawałeś, że wierzysz w ich twierdzenia, tylko dlatego, że chciałeś te ziemie.(...)

Gdyby nie te oszustwa nie musiałbym przychodzić do gubernatora Harrisona i prosić go, aby podarł traktat i zatarł po sobie ślady, żeby zabrał ze sobą swoje budynki i naprawił wyrwy które zostawił w ziemi. Powiedziałbym do niego: Sir, ma pan wolność powrotu do swego własnego kraju. Byt we mnie, który słyszy głos wieków mówi mi, że kiedyś, zawsze, aż do niedawna, nie było żadnych białych ludzi na całej tej wyspie, że należała ona wtedy do czerwonych ludzi, dzieci tych samych rodziców, umieszczonych tutaj przez Wielką Duszę która ich stworzyła, aby ją utrzymali, aby po niej wędrowali, aby cieszyli się jej płodami, aby zaludniali ją lud?mi tej samej rasy, niegdyś szczęśliwej rasy, unieszczęśliwionej przez białych ludzi, którzy nigdy nie są usatysfakcjonowani, ale zawsze atakują. Zawsze to robicie, po obietnicy, że już nie będziecie, jednak wymagacie żebyśmy my mieli wiarę w wasze przyrzeczenia.

Jak możemy pokładać ufność w białych ludziach? Kiedy Jezus Chrystus przyszedł na ziemię, zabiliście go, syna swojego własnego Boga, przybiliście go gwo?dziami! Myśleliście, że umarł, ale się myliliście. I dopiero po tym, jak myśleliście że go zabiliście, zaczęliście go czcić, i zabijać tych, którzy go nie wielbili. Jak mamy wam ufać?

Jedynym sposobem, aby powstrzymać to zło jest zjednoczenie się wszystkich czerwonych plemion i żądanie wspólnego prawa do ziemi, takiego jakie było na początku. Biali ludzie nie mają prawa odbierać ziemi Indianom, ponieważ oni byli tu pierwsi. Ziemia jest ich.


Bracie, nie przyszedłem tu po podarki od ciebie. Jeśli nam jakieś zaproponujesz nie we?miemy ich. Przyjmowanie podarków od ciebie oznacza, że będziesz potem mówił, że kupiłeś od nas następną połać lądu.

Wielki Ducha dał tę wielką wyspę czerwonym dzieciom. Białych umieścił po drugiej stronie wielkiej wody. Nie byli zadowoleni ze swojej własnej ziemi i przyszli odebrać nam naszą. Przepędzili nas od morza do jezior. Nie możemy iść dalej. Biali uzurpowali sobie prawo do mówienia, że ta część ziemi należy do Miami, a tamta do Delawarów i tak dalej, ale Wielki Duch ustanowił je wspólną własnością wszystkich plemion. Wielki Duch nas tutaj zesłał i tutaj zostaniemy.
19 padziernik 2006

John Higgins 

  

Archiwum

Dziennikarska kaczka i medialna bomba
maj 26, 2005
Mirosław Naleziński, Gdynia
Alkaida w Iraku i w Afganistanie
czerwiec 1, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Wzrost OC, czyli koncepcja Religi inflacyjnego ratowania dziurawego systemu ochrony zdrowia
sierpień 8, 2006
Adam Sandauer
Polski elektryk
padziernik 22, 2008
Artur Łoboda
Winne lampki na balu
styczeń 9, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
NIEMIECKIE NIEPORZˇDKI
marzec 1, 2003
Kazimierz Poznański
A ja bym ją powiesił
padziernik 17, 2007
Artur Łoboda
Jak stracili wladze
wrzesień 6, 2005
przeslala Elzbieta
Boeing za 30 groszy opuści zakłady lotnicze
padziernik 8, 2004
Zbigniew Krzysztyniak
Co się stało z AIDS?
grudzień 26, 2006
2012
Open Letter to Michael Jones and Israel Adam Shamir
lipiec 27, 2008
Kwaśniewski spotka się z Putinem na Wawelu
styczeń 26, 2005
Bieriezowski : Juszczenko oddaj moją kasę!!!!!!!!!!
wrzesień 6, 2007
marduk
Afera na naszych oczach. "Prywatyzacja" PZU
grudzień 31, 2002
Adam Zieliński
Wielu dziennikarzy postępuje nieetycznie
grudzień 2, 2002
http://www.naszdziennik.pl/
Niezależne Obchody Rocznicy Strajków Sierpniowych 1980 we Wrocławiu
sierpień 24, 2005
Leszek
Pokaże czy pokarze
czerwiec 23, 2003
Półgłówek
czerwiec 1, 2008
PAP
Szwecja ostrożna wobec nowych krajów UE
sierpień 19, 2002
IAR
"Krytyka i prawda" prof. Teresa Grabinska
czerwiec 8, 2008
przeslala Elzbieta Gawlas Toronto
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media