ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
Mój dom, mój świat ...  
BOŻENA MAKOWIECKA - MÓJ DOM, MÓJ ŚWIAT...
Tytułowa piosenka z płyty "Mój dom, mój świat" powstała tuż po obaleniu rządu Olszewskiego.
O ile refren podobał się wszystkim, o tyle zwrotki - niekoniecznie... Stąd opóźniona o prawie 20 lat premiera teledysku ... 
Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
Ostatni mit (o polityce sowieckiej) 
 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Próba upodmiotowienia obywateli za pośrednictwem internetu 
Celem serwisu jest umożliwienie obywatelom wyrażenia swojej woli w najważniejszych dla nich sprawach. 
Żydzi tradycjonaliści przeciwko syjonistom 
 
Na straży wolności: Goldman Sachs  
Gerald Celente i John Stossel rozmawiają z sędzią Napolitano o różnych, nie do końca jasnych powiązaniach, między amerykańskimi bankami i rządem USA. Największe podejrzenia budzi bank Goldman Sachs, który ma dziwną nadreprezentację we władzach rządowych. Dla przypomnienia, dodam, że pracownikiem tego banku jest były premier RP, Kazimierz Marcinkiewicz, a bank był zamieszany w spekulacje na złotówce. 
whatreallyhappened.com 
Warto dodać ten link do Pana strony: http://whatreallyhappened.com/

99% tez dotyczących religii, polityki i ekonomii i filozofii się pokrywa z tezami zaprasza.net. Topowa strona. 
Skazany za pestki moreli, B17  
Faszyzm w barwach demokracji 
Charlie Sheen & Alex Jones on 9/11 
Znany aktor Hollywood aktor zebrał się na odwagę powiedzenia tego co myśli o 11 września 2001 roku 
Kaczyński również nas w to wciągnął 
Zbrodnie wojskowe w Iraku 
PAKT WOJSKOWY POLSKA - IZRAEL.  
Ewa Jasiewicz,Yonatan Shapira na spotkaniu w Krakowie 22 czerwca 2010  
Kanciarze z Wall Street 
Film przedstawia kulisy Wall street . Metody działania , które doprowadziły w ciągu kilku ostatnich lat do wywołania kryzysu finansowego. 
Strona Krzysztofa Wyszkowskiego 
Strona domowa Krzystofa Wyszkowskiego 
Niemcy 1940 - Izrael 2009 - Szokujące zdjęcia 
 
Niezależna witryna Alexa Jones'a 
Alex Jones należy do nielicznych ludzi na świecie którzy mają odwagę mówić prawdę o antyspołecznej konspiracji 
Strzeżcie się Obamy 
Kto naprawdę stoi za Barakiem Obamą? 
Młodzież izraelska w Polsce 
Doskonały dokument o wycieczce młodzieży izraelskiej do Polski. 
Cała prawda o ataku z 11 września 
Jeden z filmów usułujących przedstawić prawdę i ataku z 11 września 2001 roku 
więcej ->

 
 

Wpływ lobby izraelskiego na politykę USA


jest to tumaczenie omówienia pracy tych dwóch panów które ukazało się w London Reviev. Ostatnio artykuł na temat ich pracy ukazał się w Polityce Link do pełnej wersji http://ksgnotes1.harvard.edu/Research/wpaper.nsf/rwp/RWP06-011
John Mearsheimer i Stephen Walt „Izraelskie Lobby”

Przez ostatnie kilkanaście dekad a zwłaszcza od czasów wojny sześciodniowej w roku 1967, główną kwestią amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie stanowiły stosunki z Izraelem. Kombinacja niezachwianego poparcia dla Izraela oraz powiązane z nią wysiłki mające na celu rozpowszechnienie „demokracji” w regionie, nie tylko wzburzyły Arabów oraz islamską opinię, ale także zagroziły bezpieczeństwu USA i reszty świata. Nigdy podobna sytuacja nie miała miejsca w amerykańskiej historii. Dlaczego USA były gotowe poświęcić zarówno własne bezpieczeństwo jak i bezpieczeństwo swoich sprzymierzeńców na rzecz wspierania interesów innego państwa? Można przepuszczać, że związek łączący oba kraje jest oparty na wspólnie podzielanych strategicznych i moralnych celach i, że nie istnieje żadne inne wyjaśnienie tak znaczącego stopnia zarówno materialnego jak i dyplomatycznego, które USA dostarczają.

Jest przeciwnie, kierunek amerykańskiej polityki w regionie wynika prawie wyłącznie z polityki w USA a zwłaszcza z działalności „Izraelskiego Lobby”. Żadnej innej grupie promocji interesu nie udało się tak skrzywić kierunku polityki, ale żadnemu lobby nie udało się też tak daleko odwrócić uwagi od tego, co może sugerować interes narodowy, podczas gdy równocześnie przekonuje się Amerykanów, że amerykańskie interesy oraz interesy innego kraju- w tym wypadku Izraela- są w całości takie same.

Od czasu wojny pa?dziernikowej w 1973 roku Waszyngton zaopatruje Izrael w pomoc, której poziom przewyższa pomoc, którą otrzymują od Waszyngtonu jakiekolwiek inne państwo. Państwo to jest corocznie od 1976 obdarowane bezpośrednią pomocą wojskową i ekonomiczną. Jest jej największym odbiorcą od czasu II wojny środkowej, której wielkość przekroczyła w 2004 roku sumę 140 biliona dolarów. Izrael otrzymuje 3 biliony dolarów bezpośredniej pomocy, co stanowi 1/5 budżetu federalnego przeznaczonego na pomoc zagraniczną. Wielkość tej pomocy jest uderzająca zwłaszcza, że Izrael stał się bogatym przemysłowym krajem, a dochód obywatela tego kraju jest równy dochodowi mieszkańca Południowej Korei, lub Hiszpanii.

Inni odbiorcy pomocy otrzymują jej w kwartalnych ratach, z kolei Izrael otrzymuje ją w całości z początkiem każdego roku podatkowego, czerpie z niej także inne korzyści. Od większości odbiorców pomocy wojskowej wymaga się, żeby pieniądze na sprzęt wojskowy wydawali w całości w USA, ale Izrael ma prawo przeznaczyć 25% tej pomocy na subsydia dla własnego przemysłu zbrojeniowego. Jest to także jedyny odbiorca, który nie musi zdawać USA sprawozdania na temat wydatków z tej pomocy, co sprawia, że niemożliwe jest sprawdzenie czy pomoc ta nie jest wydawana na cele, którym USA są przeciwne, jak np. budowa osiedli na Zachodnim Brzegu. Ponadto USA dostarczają także prawie 3 bilionów dolarów na rozwój oraz udostępnia dostęp do najnowocześniejszych broni takich jak helikoptery Black, Hawk oraz myśliwce F-16. Na koniec USA umożliwił Izraelowi dostęp do informacji wywiadowczych, czego odmawia nawet państwom wchodzącym w skład NATO oraz przymykał oko na prace nad bronią jądrową w Izraelu.

Waszyngton zapewnia także Izraelowi stałe dyplomatyczne wsparcie. Od 1982 roku USA zawetowały 32 rezolucje Rady Bezpieczeństwa krytyczne w stosunku do Izraela, przez co ustanowił rekord pod tym względem, gdyż żadne inne państwo dysponujące prawem veta nie użyło ich tak często. Blokował także wysiłki państw arabskich mające na celu poddanie nuklearnego arsenału Izraela pod nadzór IAEFA. Amerykanie przychodzili z pomocą temu państwu w czasie wojen oraz popierali go w czasie negocjacji pokojowych. Administracja Nixona ochroniła go przed gro?bą radzieckiej interwencji oraz zaopatrzył go w materiały wojskowe w czasie pa?dziernikowej wojny. Waszyngton był głęboko zaangażowany w negocjacje, które zakończyły tą wojnę oraz w długotrwały proces kroków, które po tym nastąpiły, oraz w negocjacjach, które poprzedziły i nastąpiły po porozumieniu z Oslo w 1996 roku. W każdym z tych przypadków dochodziło do drobnych konfliktów pomiędzy amerykańskimi a izraelskimi urzędnikami, jednak nie zakłóciły ona stałego wsparcia udzielanego przez USA izraelskiej polityce. Jeden z amerykańskich uczestników szczytu w Camp David w 2000 roku stwierdził „My zbyt często występujemy w roli prawnika Izraela” Na koniec jednym z celów planu transformacji bliskowschodniej administracji Busha jest częściowe poprawienie strategicznego położenia Izraela.

Ta nadzwyczajna hojność byłaby zrozumiała, gdyby Izrael był koniecznym amerykańskim sprzymierzeńcem, lub gdyby wspierał sprawy, w które USA są zaangażowane. Ale, żadne z tych wyjaśnień nie jest przekonywujące. Można przekonywać, że Izrael był użyteczny w czasie Zimnej Wojny. Służąc jako amerykańskie narzędzie po 1967 roku pomógł zatrzymać radziecką ekspansję w regionie i zadał upokarzające klęski radzieckim klientom takim jak Egipt, lub Syria. Od czasu do czasu pomógł ochronić amerykańskich sprzymierzeńców (takich jak król Husajn z Jordanii) a jego siła wojskowa zmusiła Moskwę do przeznaczenia więcej środków na wsparcie sprzymierzeńców w regionie. Również informacje o potencjale radzieckim dostarczane przez Izrael okazały się użyteczne.

Wspieranie Izraela nie było tanie, oraz skomplikowało stosunki Ameryki z światem arabskim. Na przykład decyzja o przyznaniu Izraelowi pomocy wojskowej o wartości 2,2 bilionów dolarów spowodowała embargo OPEC, które zadało znaczące straty gospodarce zachodniej. Poza tym izraelskie siły nie były w stanie chronić amerykańskich interesów w regionie. USA nie mogło oprzeć się na Izraelu, gdy w 1979 roku irańskie rewolucja wzbudziła obawy o bezpieczeństwo zapasów ropy naftowej. Zostały zmuszone do stworzenia własnych sił szybkiego reagowania.

Pierwsza wojna w zatoce ujawniła w całej okazałości, że Izrael jest strategiczną przeszkodą. USA nie mogły wykorzystać izraelskich baz bez rozbicia anty irackiej koalicji, musiały swoje zasoby (na przykład baterie pocisków antyrakietowych Patriot) żeby zapobiec ewentualnym posunięciom Tel Avivu, które mogły zaszkodzić przymierzu przeciwko Saddamowi. Historia powtórzyła się w 2003 roku, chociaż Izrael był skłonny zaatakować Irak wspólnie z USA, Bush nie zgodził się, gdyż uruchomiłoby to natychmiast sprzeciw świata arabskiego. Więc Izrael pozostał na widowni.

Począwszy od 1990 roku i nawet po 11 września udzielanie wsparcia przez USA Izraelowi usprawiedliwiane jest twierdzeniem, ze państwa te są zagrożone przez grupy terrorystyczne mające swoje korzenie w świecie muzułmańskim i arabskim, i „państwa zbójeckie”, które albo wspierają je lub dążą do uzyskania broni jądrowej. Według propagatorów tego twierdzenia oznacza to, że USA, powinny nie wtrącać się poczynania izraelskie w stosunku do Palestyńczyków, nie powinny też wywierać presji na Izrael by dawał on koncesje Palestyńczykom, dopóki palestyńscy terroryści nie zostaną albo uwięzieni lub zabici. Ponadto USA powinny zaatakować takie państwa jak Syria i Iran. Izrael jest uważany za kluczowego sprzymierzeńca w wojnie z terroryzmem, ponieważ jego wrogowie są wrogami USA. Faktycznie to na Izraelu ciąży odpowiedzialność za wojnę z terroryzmem oraz szerokie wysiłki mające na celu zniszczenie „państw zbójeckich”.

„Terroryzm” nie jest pojedynczym wrogiem, ale taktyką wykorzystywaną przez szerokie spektrum grup politycznych. Terrorystyczne organizacje, które zagrażają Izraelowi nie zagrażają USA, z wyjątkiem przypadków, gdy USA interweniowały przeciwko nim (Liban 1982). Ponadto palestyński terroryzm nie jest przypadkową przemocą wymierzona w Izrael, ale jest w ogromnym stopniu odpowiedzią na trwającą nadal kolonizację izraelską Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu.

O wiele ważniejsze jest stwierdzenie sięgające wstecz, że USA i Izrael są zjednoczone z powodu gro?by terrorystycznej wymierzonej w oba państwa. Poważną przyczyną kłopotów USA z terrorystami są zbyt bliskie stosunki tego kraju z Izraelem. Wsparcie udzielane Izraelowi nie jest jedynym ?ródłem antyamerykańskiego terroryzmu, ale jest najważniejszą jego przyczyną.. Sprawia też ogromne trudności w wygraniu wojny z terroryzmem. Nie jest żadnym odkryciem, że jednym z motywów stojących za działalnością przywódców al.-Kaidy łącznie z Osamą Bin Ladenem jest obecność Izraela w Jerozolimie oraz trudne sytuacja Palestyńczyków. Bezwarunkowe wsparcie dla Izraela umożliwia ekstremistom pozyskiwanie wsparcia ludności oraz nowych rekrutów.

Co do tzw. „zbójeckich państw” na Bliskim Wschodzie nie są one bezpośrednią gro?bą dla życiowych amerykańskich interesów, z wyjątkiem tego, że są one gro?bą dla Izraela. Nawet, jeżeli te państwa uzyskają broń nuklearną-, co jest nie do pogodzenia-zarówno dla Izraela jak i USA nie będą one w stanie szantażować gro?bą jej użycia, ponieważ szantażysta nie mógłby spełnić gro?by jej użycia, gdyż może mu grozić natychmiastowy odwet. Gro?ba przekazania jej w ręce terrorystów jest również odległa, gdyż „państwo zbójeckie” nie może być pewne, że tego rodzaju transfer pozostanie tajemnica. Przywódcy tych państw zdają sobie dobrze sprawę, że w razie ujawnienia takiego transferu prędzej czy pó?niej doprowadzi do ukarania zarówno ich jak i ich krajów. Stosunki z Izraelem sprawiają, że tym trudniej jest USA uporać się z tymi państwami. Jedną z przyczyn dążenia przez niektóre z tych państw do uzyskania broni nuklearnej jest obawa przed izraelskim arsenałem nuklearnym. Również amerykańskie pogróżki o zmianie reżimu wzmagają tylko dążenia do uzyskania tej broni.

Ostatecznym powodem kwestionowania strategicznej wartości Izraela jest to, że nie zachowuje się jak lojalny sprzymierzeniec. Izraelscy urzędnicy często ignorowali amerykańskie żądania oraz nie dotrzymywali złożonych przez siebie obietnic (łącznie z obietnicami zaprzestania budowy nowych osiedli oraz powstrzymania się od „celowych zabójstw” palestyńskich przywódców). Izrael dostarczał wrażliwe wojskowe technologie potencjalnym wrogom USA jak Chiny, co przybrało postać według inspektora z departamentu stanu postać „systematycznego i rosnącego modelu nieautoryzowanych transferów”. Według GAO Izrael także przeprowadza najbardziej agresywne operacje szpiegowskie przeciwko USA niż jakikolwiek sprzymierzeniec. Na dodatek oprócz sprawy Jonathana Pollarda, którzy przekazywał Izraelowi olbrzymie ilości tajnych materiałów w latach 80 (były one następnie przekazywane Związkowi Radzieckiemu w zamian za wizy dla tamtejszych Żydów), nowa afera wybuchła w 2004 roku, gdy ujawniono, że główny urzędnik Pentagonu Larry Franklin przekazywał tajne informacje izraelskiemu dyplomacie. Trudno stwierdzić, czy Izrael jest jedynym państwem szpiegującym na terenie USA, jednak jego gotowość do szpiegowania swojego głównego patrona wzbudza, co raz większe wątpliwości odnośnie jego wartości strategicznej.
Wartość strategiczna Izraela nie jest jedyną kwestią. Popierający Izrael także przekonują, że zasługuje on na wsparcie bez zastrzeżeń, ponieważ jest słaby i otoczony przez wrogów: jest także demokracją, naród żydowski w przeszłości prześladowania i z tego powodu zasługuje na specjalne traktowanie: także zachowanie Izraela jest moralnie wyższe niż jego przeciwników. Po bliższym przyjrzeniu się, żaden z tych argumentów nie jest przekonywujący. Wspieranie istnienia Izraela jest silnym moralnym powodem, ale obecnie nic mu nie zagraża. Oceniając obiektywnie zachowanie Izraela zarówno obecne jak i z przeszłości nie daje ono żadnych moralnych podstaw do uprzywilejowania tego kraju kosztem Palestyńczyków.

Izrael jest często przedstawiany jako Dawid stojący w obliczu Goliata trzeba stwierdzić, że prawdziwa jest odwrotność. W przeciwieństwie do popularnej opinii Syjoniści mieli lepiej wyekwipowane, większe i lepiej dowodzone siły w czasie wojny o niepodległość w 1947-1949. Izraelskie Siły Obronne odniosły szybkie i łatwe zwycięstwa nad Egiptem w 1956 oraz Egiptem Syrią i Jordanią w 1967- zanim zaczęła napływa amerykańska pomoc wojskowa na dużą skalę. Dzisiaj Izrael jest najsilniejszą potęgą wojskową na Bliskim Wschodzie. Jego siły konwencjonalne przewyższają siły jego sąsiadów jako jedyne państwo na Bliskim Wschodzie posiada on broń jądrową. Egipt i Jordania podpisały z nim traktaty pokojowe a Arabia Saudyjska wyraziła swoją gotowość do jego podpisania. Syria straciła swojego Radzieckiego patrona, Irak został zniszczony w czasie trzech katastrofalnych wojen a Iran jest oddalony o setki mil. Palestyńczycy mają siły policyjne, o których nie można powiedzieć, że są specjalnie efektywne. Nie istnieje żadna armia, która mogłaby zagrozić Izraelowi. Według oceny z 2005 roku Centrum Studiów Strategicznych w Jaffie podległej Uniwersytetowi W Tel Avivie „równowaga strategiczna sprzyja Izraelowi, gdyż w dalszym ciągu będzie się pogłębiała przepaść pomiędzy jego potencjałem i siłą uderzeniową a potencjałami i siłą uderzeniową armii sąsiadów”. Jeżeli sprzyjanie słabszemu jest wystarczającym motywem, to Stany Zjednoczone powinny raczej wspierać przeciwników Izraela.

To, że Izrael jest państwem demokratycznym otoczonym przez wrogie mu państwa rządzone przez dyktatorów nie jest wystarczającym powodem do uzasadnienia obecnego poziomu pomocy: istnieje wiele demokracji na świecie, ale żadna z nich nie otrzymuje takiego rozrzutnego wsparcia. USA obalały w przeszłości demokratyczne rządy i wspierały dyktatury, jeżeli było to korzystne dla jej interesów- obecnie Stany Zjednoczone utrzymują dobre stosunki z wieloma dyktatorami.

Niektóre aspekty demokracji w Izraelu nie pasują do amerykańskich standardów. W przeciwieństwie do USA, gdzie ludzie przypuszczalnie cieszą się równymi prawami niezależnie od przynależności rasowej, religijnej, etnicznej Izrael wyra?nie został utworzony jako żydowskie państwo a obywatelstwo można dostać w tym kraju na zasadzie pokrewieństwa krwi. Biorąc pod uwagę nic dziwnego, że 1,3 miliona Arabów żyjących w tym kraju jest traktowanych jak obywatele drugiej kategorii a niedawna komisja izraelskiego rządu odkryła, że są oni dyskryminowani i traktowani niedbale przez Izrael. Status Izraela jako demokracji jest podminowany tym, że nie chce on przyznać Palestyńczykom prawa do posiadania wiarygodnego państwa, gdzie mogliby korzystać w pełni z swoich praw.

Trzeci usprawiedliwieniem jest to, że Żydzi cierpieli prześladowania na chrześcijańskim zachodzie zwłaszcza w czasie Holokaustu. Ponieważ Żydzi byli prześladowani w tych krajach i mogą czuć się bezpiecznie tylko w swojej ojczy?nie, wielu ludzi wierzy, że Izrael powinien z tego powodu liczyć na specjalne traktowanie ze strony Ameryki. Nie budzi wątpliwości fakt, że stworzenie tego kraju było stosowną odpowiedzią na długi czas prześladowań Żydów, ale stworzenie tego państwa było przyczyną przestępstw, których ofiarą padła trzecia strona nie mająca nic wspólnego z prześladowaniami Żydów na zachodzie.

Pierwsi przywódcy Izraela dobrze to rozumieli. Dawid Ben Gurion powiedział w rozmowie z Nahumem Goldmanem przewodniczącym Światowego Kongresu Żydowskiego:

„Gdybym był arabskim przywódcą nigdy nie pogodziłbym się z istnieniem Izraela. To jest naturalne zabraliśmy im ich kraj...Pochodzimy z Izraela, który istniał dwa tysiące lat temu, ale co ich to obchodzi? Istniał antysemityzm, Naziści, Hitler, Auschwitz, ale czy to była ich wina? Oni widzą tylko jedną rzecz, przyszliśmy tutaj i ukradliśmy ich kraj. Dlaczego oni powinni to zaakceptować?”

Od tej pory celem izraelskiej polityki było przeciwstawienie się ambicjom narodu palestyńskiego. W okresie swojej kadencji jako premier Golda Meir stwierdziła, że „Nie istnieje naród palestyński”. Presja wywierana przez ekstremistów, wzrost populacji palestyńskiej zmusiła izraelskich polityków do wycofania się z Strefy Gazy oraz rozważania innych koncesji terytorialnych, ale nawet, Icchak Rabin nie był chętny do zaoferowania Palestyńczykom wiarygodnego państwa. Uważana za hojną oferta Ehuda Baraka złożona przez niego Palestyńczykom w czasie negocjacji w Camp David przewidywała tylko istnienie siatki rozbrojonych Bantustanów znajdujących de facto pod kontrolą izraelską. Tragiczna historia narodu żydowskiego nie zobowiązuje USA dzisiaj do udzielenia Izraelowi pomocy niezależnie od tego, co to państwo robi.

Zwolennicy Izraela opisują go jako kraj, który stale dąży do utrzymania pokoju oraz stara się nie dać sprowokować. Z kolei Arabowie według nich działają powodowani niegodziwością. Gdyby jednak przyjrzeć się z bliska temu, co się działo na Bliskim Wschodzie to można stwierdzić, że Izrael niczym się nie różni od swoich przeciwników. Sam Ben Gurion przyznał, że pierwsi Syjoniści byli dalecy od życzliwości w stosunku do broniących się przed ich najazdem Arabów palestyńskich- trudno się temu dziwić, gdyż syjoniści próbowali stworzyć własne państwo na ziemi arabskiej. Aktowi tworzenia Izraela w latach 1947-1948 towarzyszyły akty czystek etnicznych łącznie z egzekucjami, masakrami i gwałtami dokonywanymi przez Żydów, także pó?niejsze zachowanie Izraela zaprzecza twierdzeniu o jego moralnej wyższości nad sąsiadami. W latach 1949-1956 siły bezpieczeństwa Izraela zabiły od duch tysięcy siedmiuset do pięciu tysięcy arabskich infiltratorów, z których większość była nieuzbrojona. IDF zamordowała setki egipskich jeńców wojennych w czasie wojny z 1956 i 1967 roku oraz wygnała od stu do dwustu sześćdziesięciu tysięcy Palestyńczyków z podbitego Zachodniego Brzegu oraz osiemdziesiąt tysięcy Syryjczyków z Wzgórz Golan.

W czasie pierwszej intyfady IDF rozdysponowała gumowe pałki wśród żołnierzy oraz zachęcała ich do łamania kości palestyńskim demonstrantom. Według szacunków szwedzkiej gałęzi organizacji „ocalić dzieci” od 23,600 do 29,900 dzieci wymagało leczenia z powodu pobicia w pierwszych dwóch lat intyfady. Prawie 1/3 z nich była w wieku 10 lat i poniżej”. Odpowied? na drugą intyfadę była tak pełna przemocy, że zmusiło izraelską gazetę Ha’aretz do zadeklarowania „IDF przekształciła się w zabójczą machinę, której skuteczność inspiruje, ale i szokuje”. W czasie pierwszych dni powstania armia izraelska wystrzeliła milion pocisków. Od tej pory stosunek zabitych jest następujący za każdego zabitego Izraelczyka z rąk IDF zginęło 3,4 Palestyńczyków, z czego większość to niewinni przechodnie, stosunek zabitych Palestyńczyków do zabitych izraelskich dzieci jest nawet wyższy (5,7;1). Warto zapamiętać, że Syjoniści opierali się na taktyce terrorystycznych zamachów bombowych w celu wypędzenia Brytyjczyków z Palestyny a ówczesny terrorysta a pó?niejszy premier Izraela Icchak Szamir zadeklarował „ani żydowska tradycja ani żydowska etyka nie mogą zdyskwalifikować terroryzmu jako środka walki”

Uciekanie się przez Palestyńczyków do terroryzmu jest złe, ale nie dziwi. Palestyńczycy wierzą, że nie mają innego sposobu na zmuszenie Izraela do ustępstw. Sam Ehud Barak przyznał raz, że gdyby był Palestyńczykiem to „wstąpiłby do organizacji terrorystycznej”

Jeżeli nie ma żadnych wiarygodnych strategicznych i moralnych argumentów usprawiedliwiających wsparcie USA dla Izraela jak można wyjaśnić udzielanie go?

Wyjaśnieniem może być niezrównana siła izraelskiego lobby. Przez Lobby rozumiemy grupę osób i organizacji, które aktywnie pracuje nad ukierunkowaniem amerykańskiej polityki zagranicznej w kierunku korzystnym dla Izraela. Nie oznacza to, że pod tym pojęciem kryje się zjednoczony ruch z centralnym kierownictwem, lub, że poszczególni ludzie zaangażowani w jej działalność nie zgadzają się w pewnych kwestiach. Nie wszyscy amerykańscy Żydzi są częścią lobby, ponieważ Izrael nie jest dla nich najważniejszą sprawą dla wielu z nich. Według badania opinii publicznej z 2004 roku w przybliżeniu 36% amerykańskich Żydów stwierdziło, że nie jest zupełnie ani częściowo związana emocjonalnie z Izraelem.

Amerykanie żydowskiego pochodzenia różnią się także w swoich poglądach na temat izraelskiej polityki. Kluczowe organizacje należące do lobby takie jak AIPAC American-Israel Public Affairs Committee oraz Conference of Presidents of Major Jewish Organisations są kierowane przez twardogłowych, którzy w całości popierają politykę ekspansji Likudu, łącznie z wrogością w stosunku do procesu pokojowego z Oslo. Przeważająca część amerykańskich Żydów jest skłonna do koncesji na rzecz Palestyńczyków, a kilka grup –takich jak Jewish Voice for Peace- popiera kroki w tym kierunku. Pomimo tych różnic zarówno umiarkowani jak i twardogłowi popierają pomoc udzielaną dla Izraela.

Nie budzi zdumienia fakt, że przywódcy społeczności żydowskiej w USA konsultują się z izraelskimi urzędnikami chcąc się upewnić czy ich poczynania sprzyjają izraelskim celom. Jeden z działaczy z większej organizacji żydowskiej napisał „Jest rutyną dla nas twierdzenie „to jest nasza polityczna decyzja w danej sprawie, ale musimy sprawdzić, co o niej sądzą Izraelczycy. My jako wspólnota robimy to cały czas” Istnieje silny uprzedzenie przeciwko krytyce izraelskiej polityki a działanie mające na celu wywieranie presji na Izrael są uważane za niedopuszczalne. Edgar Bronfman Sr prezydent World Jewish Congress został oskarżony o perfidię, kiedy napisał w połowie 2003 roku list do prezydenta Busha wzywający go do wyperswadowania Izraelowi budowy kontrowersyjnej „zasieki bezpieczeństwa” Jego krytycy mówili, że „Byłoby obsceniczną, rzeczą, gdyby prezydent Światowego Kongresu Żydów przekonywał prezydenta amerykańskiego, by ten przeciwstawił się polityce promowanej przez rząd izraelski”

Podobnie, kiedy prezydent Israel Policy Forum Seymour Reich doradzał sekretarz stanu, Condoleezzie Rice w listopadzie 2005 roku, żeby poprosiła Izrael o otwarcie krytycznego przejścia granicznego w strefie Gazy, jego działanie określono jako „nieodpowiedzialne” Jego krytycy stwierdzili, że „nie ma miejsc w głównym nurcie żydowski dla agitatorów przeciwko polityce bezpieczeństwa....Izraela” Broniąc się przed tymi atakami Reich stwierdził, że „słowo presja nie występuje w moim słownictwie, jeżeli chodzi o Izrael”

Żydowscy Amerykanie stworzyli imponujący zestaw organizacji, które mają na celu wpływanie na zagraniczną politykę amerykańską, z nich wszystkich najsilniejszą i najbardziej znaną jest AIPAC. W 1997 roku magazyn Fortune poprosił członków kongresu i ich personel o listę najpotężniejszych organizacji lobbystycznych w Waszyngtonie. AIPAC znalazł się na drugim miejscu za American Association of Retired People ale przed AFL-CIO i National Rifle Association. W marcowym studium sporządzonym przez National Journal można znale?ć podobne wnioski umieściło ono AIPAC na drugim miejscu egzekwio z AARP w Waszyngtońskim rankingu agencji public relation.

Lobby obejmuje także wpływowych chrześcijańskich ewangelistów takich jak Gary Bauer, Jerry Fallwel, Ralph Reed i Pat Robertson, jak również Dick Armey i Tom Delay byli przywódcy większości republikańskiej w izbie reprezentantów. Wszyscy oni wierzą, że odrodzenie Izraela jest zgodne z wolą bożą oraz popierają jego politykę ekspansji, gdyż sprzeciw wobec niej byłby sprzeczny z wolą bożą. Neokonserwatyści tacy, jak John Bolton, Robert Bartley, były redaktor Wall Street Journal William Bennett, była sekretarz edukacji Jeane Kirkpatrick, były ambasador w ONZ i wpływowy felietonista George Will są także, jego nieugiętymi zwolennikami.

Formy amerykańskiego rządu sprzyjają tym, którzy chcą wpływać na jego politykę. Grupy interesów wpływają na deputowanych, członków kierownictwa partii, pomagają w kampaniach, wpływają na głosowania w wyborach, próbują kształtować opinię. Oni cieszą się nieproporcjonalnym wpływami, jeżeli są zaangażowani w sprawę w stosunku, do której większości ludności jest obojętna. Twórcy polityki mają tendencję do wysługiwania się ludziom dbającym o daną sprawę nawet, jeżeli ich liczba jest niewielka, gdyż wiedzą, że nie zostaną ukarania przez wyborców.

W swoich podstawowych operacjach izraelskie lobby nie różni się od lobby związkowego, farmerskiego, stalowego, tekstylnego lub innych etnicznych lobby. Nie ma też niczego niestosownego w tym, że amerykańscy Żydzi i ich chrześcijańscy sprzymierzeńcy próbują wpływać na amerykańską politykę: działalność lobby w niczym nie przypomina konspiracji opisanej w traktatach typu Protokoły mędrców Syjonu. W większości przypadków grupy związane z izraelskim lobby robią to samo, co inne grupy, ale robią to w lepszy sposób. W przeciwieństwie do pro arabskich grup, które nawet, jeżeli istnieją są słabe, co ułatwia zadanie izraelskiego lobby.

Lobby działa według dwóch szerokich strategii. Po pierwsze ono utrzymuje znaczące wpływy w Waszyngtonie wywierając presję zarówno na kongres jak i na kierownictwa poszczególnych partii. Jakiekolwiek prawnik lub kongresman ma poglądy na temat Izraela lobby próbuje ich przekonać, że popieranie interesów izraelskich jest „mądrym wyborem”. Po drugie stara się upewnić, że państwo Izrael jest przedstawiane w publicznej dyskusji w pozytywnym świetle oraz rozpowszechniając mity o jego założeniu oraz promując jego punkt widzenia w debatach politycznych. Celem jego działalności jest zapobieżenie temu by krytyczne opinie i komentarze na temat działalności Izraela nie odbiły się szerokim echem w politycznych debatach. Kontrola debaty jest niezbędna, gdyż gwarantuje amerykańskie wsparcie, ponieważ uczciwa debata mogłaby skłonić Amerykanów do popierania innej polityki.

Kluczowym filarem efektywności lobby są jej wpływy w kongresie, gdzie praktycznie rzecz biorąc Izrael jest wolny od krytyki. To jest samo przez się znaczące, gdyż rzadko przy debatach nad poszczególnymi sprawami kongres jest wolny krytyki. Kiedy jednak przychodzi do omawiania sprawy powiązanej z Izraelem, potencjalni krytycy milczą. Jedną z przyczyn jest to, że niektórzy główni członkowie to chrześcijańscy syjoniści jak np. Dick Armey, który we wrześniu 2002 roku stwierdził „Moim priorytetem numer 1 w polityce zagranicznej jest obrona Izraela”. Przeciętny Amerykanin myśli pewnie, że obowiązkiem numer 1 kongresmana jest obrona interesów Ameryki. Są także kongresmani i senatorowie pochodzenia żydowskiego, którzy dbają o to by polityka zagraniczna USA wspierała Izrael.

Kolejny, ?ródłem siły lobby jest użycie personelu kongresmanów o poglądach pro izraelskich. Morris Amitay były przewodniczący AIPAC przyznał raz: „Tam jest wielu ludzi pracujących w personelu, którzy są Żydami oraz, którzy są gotowi spojrzeć na daną sprawę z punktu widzenia żydowskiego... Ci ludzie są na takich stanowiskach, na których mogą wpłynąć na decyzję senatorów. Możesz wiele dokonać przy pomocy ludzi z personelu”.

Sam AIPAC z kolei tworzy jądro wpływów lobby w Kongresie. Jej sukces wynika ze zdolności do nagradzania tych kongresmanów i kandydatów do kongresu, którzy są skłonni wspierać jej cele oraz zwalcza tych, którzy się im przeciwstawiają. Pieniądze są krytyczne dla amerykańskich wyborów (skandal z lobbystą Jackiem Abramoffem boleśnie nam o tym przypomniał) AIPAC zapewnia, że jego przyjaciele uzyskają silne wsparcie pieniężne od pro izraelskich komitetów. Każdy, kto jest uważany przez tą organizację za nieprzychylnie nastawionego do państwa izraelskiego może być pewien, że AIPAC skieruje fundusze na kampanię do jego lub jej przeciwników. AIPAC organizuje także listowne kampanie popierające oraz zachęca redaktorów gazet do popierania proizraelskich kandydatów.

Nie ma wątpliwości, co do efektywności tego rodzaju taktyki. Przykładem jej może być klęska senatora z Illinois Charlesa Percy, do, której przyczynił się AIPAC, który według znanej osobistości z lobby „wyrażał brak wrażliwości a nawet wrogość w stosunku do naszych spraw”. Thomas Dine szef, AIPAC w tym czasie wyjaśnił, co się stało „Wszyscy Żydzi w Ameryce zebrali się żeby usunąć Percy. I Amerykańscy politycy -zarówno ci, którzy mieli miejsca w kongresie jak i ci, co do kongresu aspirowali- otrzymali wiadomość”.

Wpływ AIPAC na Kapitolu idzie dalej. Według Douglasa Bloomfielda, byłego członka kierownictwa AIPAC „Jest powszechnie wiadomo, że członkowie kongresu i ich personel na początek radzą się AIPAC, kiedy potrzebują informacji a potem dopiero wzywają pracowników biblioteki kongresu, służby badawczej kongresu, personel komitetów lub ekspertów rządowych”. On zauważył także, że „AIPAC jest wzywany do pracy przy napisaniu przemówień wygłaszanych w czasie posiedzeń, doradza w sprawie taktyki, prowadzi badania, zbiera sponsorów oraz głosy wyborców”.

Rezultatem tego jest to, że AIPAC, de facto agent obcego rządu, dusi kongres, w rezultacie nie ma żadnej debaty w kongresie odnośnie amerykańskiej polityki w stosunku do Izraela, chociaż ta polityka ma swoją konsekwencje dla całego świata. Innymi słowem jedna z gałęzi rządu jest mocno zaangażowana w spieranie Izraela. Jeden z były senatorów z partii demokratycznej, Ernest Hollings, zauważył opuszczając biuro „nie możesz prowadzić innej polityki w stosunku do Izraela niż ta, którą narzuca ci AIPAC”. Lub jak Ariel Szaron, który powiedział swojemu amerykańskiemu audytorium, „kiedy ludzie pytają się mnie jak mogą pomóc Izraelowi, mówię im „pomagajcie AIPAC”.

Dzieje się tak dzięki wpływowi żydowskich wyborców na prezydenckie wybory, Lobby wywiera także znaczący wpływ na kierownictwa partii. Chociaż oni stanowią tylko 3% ludności, oni składają duże dotacje pieniężne na kampanie kandydatów obu partii. Washington Post oszacował, że kandydaci na urząd prezydencki z ramienia partii demokratycznej „opierają się na swoich żydowskich zwolennikach, którzy zapewniają im 60% wsparcia pieniężnego”. Ponieważ żydowscy wyborcy dostarczają ich w dużej ilości, oraz z powodu ich koncentracji w kluczowych stanach Florydzie, Pensylwanii, Illinois, New York i z tego powodu kandydaci na prezydencki urząd wolą ich nie drażnić.

Kluczowe organizacje w lobby upewniają się, że żaden krytyk Izraela nie obejmie ważnego stanowiska w polityce zagranicznej. Jimmy Carter chciał mianować Georga Balla na sekretarza stanu, ale wiedział, że ponieważ Ball był znany jako krytyk Izraela jego nominacja spotka się z sprzeciwem. W ten sposób każdy, kto chce odegrać jakąś rolę w polityce zagranicznej musi oczywiście wspierać Izrael, podczas, gdy publiczny krytyk Izraela jest odsyłany na boczny tor.

Kiedy Howard Dean wezwał Stany Zjednoczone do przyjęcia „bardziej samodzielnej roli” w konflikcie izraelsko palestyńskim, senator, Joseph Lieberman oskarżył go o zepchnięcie Izraela do rzeki i stwierdził, że jego oświadczenia było „nieodpowiedzialne” Wszyscy główni demokraci podpisali list krytykujący uwagi Deanna a Chicago Jewish Star napisał, że „anonimowi napastnicy...Zapełnili skrzynki mailowe żydowskich przywódców na świecie, ostrzegając ich- nie mając dowodów-, że Dean jest ?le nastawiony do Izraela”.

Te obawy były absurdalne. Dean był znany z tego, że był gorącym zwolennikiem Izraela. W czasie jego kampanii jego głównym współpracownikiem był były prezydent AIPAC, sam, Dean stwierdził, że jego poglądy na temat Bliskiego Wschodu są bliskie AIPAC a nie umiarkowanej organizacji Americans for Peace Now. On sugerował, tylko, że jeżeli Waszyngton chce doprowadzić do zbliżenia obu stron powinien być uczciwy wobec każdej z nich. Trudno to uznać za radykalną ideę, ale nawet taka umiarkowana idea jest nie do pomyślenia dla AIPAC.

W czasie kadencji administracji Clintona na politykę bliskowschodnią mieli w dużym stopniu wpływ urzędnicy blisko powiązani z Izraelem lub powiązani z pro izraelskimi organizacjami wśród nich znajdował się Martin Indyk były zastępca dyrektora do spraw badań w AIPAC. I pro izraelskiego Waszyngtońskiego Instytutu Polityki Blisko Wschodniej (Washington Institute for Near East Policy), Denis Ross, który po ustąpieniu z rządu dołączył do WINEP i Aron Miller, który mieszkał w Izraelu i często odwiedzał ten kraj. Ci ludzie należeli do grona bliskich doradców Clintona w czasie szczytu w Camp David w lipcu 2000 roku. Chociaż oni wszyscy wspierali proces pokojowy z Oslo i sprzyjali powstaniu państwa palestyńskiego, chcieli żeby powstało, ale w granicach zaakceptowanych przez Izrael. Amerykańska delegacja zasięgnęła wskazówek u Ehuda Baraka oraz skoordynowała przed spotkaniem proces negocjacji z Izraelem, nie wysunęła także własnych propozycji. Nic dziwnego, że pó?niej palestyńscy negocjatorzy żalili się, że negocjowali z dwoma zespołami jednym pod flagą izraelską a drugim pod flagą amerykańską.

Ten obraz jest o wiele bardziej wyrazisty za administracji Busha, w skład, której wchodzą tacy gorący zwolennicy Izraela jak Elliot Abrams, John Bolton, Douglas Feith, I. Lewis (‘Scooter’) Libby, Richard Perle, Paul Wolfowitz i David Wurmser. Jak dalej zobaczymy ci politycy konsekwentnie forsują politykę korzystną dla Izraela i są wspierani przez organizacje działające w lobby.
Oczywiście lobby nie chce otwartej debaty, ponieważ Amerykanie mogliby zakwestionować rozmiar wsparcia, jaki dostarczają. Odpowiednio, więc pro izraelskie organizacje starają się ciężko pracować by wpłynąć w odpowiedni sposób na instytucje mające wpływ na kształtowanie opinii publicznej.

Punkt widzenia lobby przeważą w mediach głównego nurtu opisując debaty na temat Bliskiego Wschodu dziennikarz Eric Alterman napisał, że są one „zdominowane przez ludzi, dla których krytyka Izraela jest nie do pomyślenia”. On sporządził listę 61 felietonistów i komentatorów, na których można liczyć, że będą odruchowo wspierali Izrael niezależnie od tego czy działania tego państwa są usprawiedliwione czy nie. On znalazł zaledwie pięciu ekspertów, którzy krytykowali Izrael oraz popierali arabskie postulaty. Czasami gazety zamieszczają felietony otwierające krytykujące politykę Izraela, ale większość artykułów w nich zamieszczanych popiera tylko to państwo.

„Szamir, Szaron, Bibi- cokolwiek ci ludzie zechcą jest to według mnie uzasadnione” Robert Bartley raz zauważył. Nic dziwnego, że jego gazeta Wall Street Journal oraz inne prominentne gazety jak Chicago Sun-Times i Washington Times regularnie publikują felietony redakcyjne, w których silnie wspierają Izrael. Magazyny takie jak Commentary, New Republic, i Weekly Standard bronią Izrael za każdym razem.

Sympatie redaktorów można także znale?ć w gazetach takich jak New York, Times, który od czasu do czasu krytykuje Izrael oraz przyznaje, że Palestyńczycy mają powody do niezadowolenia, jednak nie są one usprawiedliwione. W swoich wspomnieniach były redaktor gazety Max Frankel przyznał się, że na jego redaktorskie decyzje miały wpływ jego sympatie polityczne „Byłem głęboko oddany Izraelowi i ośmielałem się to pokazać....Umocniony swoją znajomością Izraela i moimi znajomościami, sam napisałem większość z komentarzy na temat Bliskiego Wschodu. Więcej arabskich niż izraelskich czytelników może przyznać, że były one pisany z punktu widzenia strony izraelskiej”

Wiadomości są o wiele bardziej sprawiedliwe, gdyż reporterzy starają się zachować obiektywność, ale także, ponieważ trudno jest przekazując wiadomości z okupowanych terytorium nie uwzględnić działania izraelskiej armii. W celu zniechęcenia do przekazywania nieprzychylnych raportów lobby organizuje kampanię listów, demonstracji i bojkot tych mediów, których przekaz uważa ona za antyizraelski. Jeden z członków kierownictwa CNN powiedział, że czasami otrzymuje 6000 email skarżących się na przekaz danej historii. W maju 2003 roku proizraelski Committee for, Accurate Middle, East Reporting in America (CAMERA) zorganizował demonstracje przed 33 stacjami National Public Radio, próbował także przekonać ofiarodawców stacji by wycofali swoje wsparcie, tak długo jak przekaz wiadomości stacji z Bliskiego Wschodu nie będzie bardziej przychylny dla Izraela. Bostońska stacja NPR WBUR, straciła w rezultacie tych działań milion dolarów wsparcia od ofiarodawców. Dalsza presja na NPR przyszła ze strony przyjaciół Izraela w kongresie, którzy poprosili o wewnętrzną kontrolę przekazu wiadomości z Bliskiego Wschodu i większy nadzór nad nim.

Izraelskie lobby zdominowało także fundacje i instytuty naukowe, które odgrywają ważną rolę w wpływaniu na debaty publiczne jak również na aktualną politykę. Lobby stworzyło własny instytut naukowy w 1985 roku, kiedy Martin Indyk pomógł założyć WINEP. Chociaż WINEP pomniejsza swoje związki z Izraelem twierdząc, że dostarcza „bezstronne i realistyczne omówienia sytuacji na Bliskim Wschodzie”, jest założone i kierowane przez osoby głęboko zaangażowane w forsowanie polityki korzystnej dla Izraela.
Wpływ Lobby rozciąga się daleko poza WINEP. Udało im się umocnić swoją obecność w American Enterprise Institute, Brookings Institution, Center for Security Policy, Foreign Policy Research Institute, the Heritage Foundation, Hudson Institute, Institute for Foreign Policy Analysis, i Jewish Institute for National Security Affairs (JINSA). Te instytuty lub fundacje naukowe albo nie zatrudniają lub zatrudniają tylko kilku krytyków wsparcia udzielanego Izraelowi.

Przyjrzyjmy się Brookings Institution. Przez wiele lat jego głównym ekspertem odnośnie Bliskiego Wschodu był William Qandt były urzędnik NSC z ugruntowaną reputacja bezstronnego eksperta. Teraz analizy z Bliskiego Wschodu są przygotowane przez Saban Center for Middle East Studies, które jest finansowane przez Haima Sabana izraelsko amerykańskiego biznesmena i żarliwego syjonistę. Obecnie dyrektorem tego centrum jest wszechobecny Martin Indyk. Brookings Institution jest obecnie częścią pro izraelskiego chóru.

Jedynym obecnie miejscem, gdzie lobby ma trudno w narzuceniu określonych poglądów są uniwersyteckie campusy. Na początku procesu z Oslo, istniała tylko umiarkowana krytyka Izraela, ale ona stawała się coraz silniejsza wraz z upadkiem procesu z Oslo i dojściem Szarona do władzy, stała się głośna po rozpoczęciu ponownej okupacji Zachodniego Brzegu wiosną 2002 roku oraz wysłaniem tam sił z zadaniem stłumienia drugiej intifady.

Lobby natychmiast poczyniło starania, żeby „odzyskać campusy”. Pojawiły się nowe grupy jak Karawana Dla Demokracji (Caravan for Demokracy), która sprowadzała izraelskich rzeczników do amerykańskich koledży. Powstałe grupy takiej jak Jewish Council for Public Affairs i Hillel, przyłączyły się a nowo stworzona grupa Israel on Campus Coalition miała skoordynować prac pozostałych grup mające na celu przedstawić sprawę Izraela. AIPAC przeznaczył trzykrotnie więcej funduszy na programy mające monitorować działalność uniwersytecką i trenować młodych rzeczników w celu „pomnożenia studentów na campusach... Działających w pro izraelskim duchu”

Lobby także monitoruje, co profesorowie piszą i czego nauczają. We wrześniu 2002 roku, Martin Kramer i Daniel Pipes dwaj namiętni pro izraelscy neokonserwatyści stworzyli stronę (Campus Watch), - która gromadziła akta z informacjami na temat podejrzanych akademików i zachęcała studentów do przesyłania uwag na temat zachować wrogich w stosunku do Izraela. Była to jednoznaczna próba szantażu i zastraszania uczonych, która sprowokowała ostrą reakcję. Pipes i Kramer pó?niej usunęli akta, ale strona ciągle zachęca studentów do przesyłania informacji na temat anty izraelskiej działalności.

Grupy tworzące lobby wywierają presję na akademików i uniwersytety. Uniwersytet Columbia stał się częstym celem takich ataków bez wątpienia z powodu obecności zmarłego Edwarda Saida, który wchodził w senatu. „Jest pewne, że jakiekolwiek oświadczenie popierające naród palestyński wygłoszone przez znanego krytyka literackiego Edwarda Saida sprowokowałoby setki emaili, listów i dziennikarskich oświadczeń wzywających do potępienia Saida lub ukarania go łącznie z wyrzuceniem go z uniwersytetu” mówił były rektor Jonathan Cole. Kiedy Columbia przyjęła historyka Raszida Khalida z Chicago, sytuacja się powtórzyła. To samo miało miejsce, gdy Princeton próbowało przejąć Khalida z Columbii.

Klasycznym przykład tego rodzaju polityki w stosunku do akademików miał miejsce pod koniec 2004 roku, gdy David Project wyprodukował film oskarżający członków fakultetu programu Studiów Bliskowschodnich na Uniwersytecie Columbia o antysemityzm i zastraszanie żydowskich studentów. Columbia została skrytykowana przez prasę, komitet wyznaczony do zbadania zarzutów nie znalazł żadnych dowodów na antysemityzm a jedyny incydent godny zanotowania wynikł z gwałtownej wypowiedzi jednego z profesorów na pytanie studenta. Wykazano, też, że wykładowcy ci stali się celem kampanii zastraszania.

Prawdopodobnie najbardziej niepokojącym aspektem tego wszystkiego są wysiłki grup żydowskich w celu zmuszenia kongresu do ustanowienia mechanizmów monitorujących to, co profesorowie wygłaszają. Jeżeli uda im się to przeforsować uniwersytety oskarżone o antysemityzm mogą być pozbawione funduszów federalnych. Ich wysiłki nie zostały na razie uwieńczone sukcesem, ale podjęte starania są dowodem powagi, jaką Lobby przykłada do tej sprawy.

Wielu żydowskich filantropów ostatnio ustanowiło programy Izraelskich Studiów (obok już istniejących 130 studiów żydowskich) ich celem jest zwiększenie liczby profesorów przyjaznych państwu Izrael na uczelniach. W maju 2003 roku NYU ogłosiło o powstaniu Taub Center for Israel Studies, podobne programy zostały ustanowione w Berkley, Brandeis i Emory. Administratorzy akademików podkreślają ich pedagogiczną wartość, ale ich celem jest promowanie przychylnego obrazu Izraela. Fred Laffer kierownik fundacji Tauba jasno stwierdził, że celem tych programów jest przeciwstawienie się arabskim poglądom, które według niego przeważają w programie studiów bliskowschodnich NYU.

Żadna dyskusja na temat lobby nie może się obejść bez omówienia najsilniejszej broni, jaką jest oskarżenie o antysemityzm. Każdy, kto krytykuje działania Izraela lub twierdzi, że pro izraelskie grupy mają znaczący wpływ na bliskowschodnią politykę Ameryki- wpływ, jakim się AIPAC cieszy- jest na dobrej drodze do oskarżenia o antysemityzm. Rzeczywiście każdy twierdzi, że istnieje izraelskie lobby nawet, jeżeli przytoczy określenie z izraelskich mediów o istnieniu w Ameryce izraelskiego lobby naraża się o oskarżenie o antysemityzm. Innymi słowami Lobby na początku rozwija swoje wpływy a pó?niej oskarża każdego, kto zwraca na to uwagę. Jest to bardzo skuteczna taktyka, gdyż nikt nie chce być posądzony o antysemityzm.

Europejczycy są bardziej chętni do krytykowania Izraela, co niektórzy przypisują odrodzeniu antysemityzmu w Europie. „Zbliżacie się do punktu, gdzie jest tak ?le jak w 1930 roku” stwierdził amerykański ambasador przy Unii Europejskiej. Oskarżenie o antysemityzm są poważną sprawą jednak istnieją dowody, że jest przeciwnie. Na wiosnę 2004 roku, kiedy wysunięto te oskarżenia zostały przeprowadzone odrębne badania opinii publicznej w Europie przez mające swoje siedziby w USA Anti-Defamation League i Pew Research Center for the People and the Press. Na podstawie ich wyników można stwierdzić, że on spada w przeciwieństwie do roku, 1930 gdy antysemityzm był rozpowszechniony we wszystkich warstwach społecznych i akceptowany.

Lobby i jego przyjaciele często przedstawiają Francję jako najbardziej antysemicki kraj w Europie. Ale w 2003 roku głowa wspólnoty żydowskiej w Francji stwierdziła, że „Francja jest niewiele mniej antysemicka niż Ameryka” Według ostatniego artykułu w Ha’reetz francuska policja zanotowała spadek antysemickich incydentów, o 50%, chociaż we Francji znajduje się największa populacja muzułmańska w Europie. Kończąc, kiedy w Paryżu został zamordowany francuski żyd przez muzułmański gang, setki tysięcy Francuzów wyszło na ulicę, żeby zaprotestować przeciwko antysemityzmowi. Jacques Chirac i Dominik de Villepin wzięli udział w pogrzebie, żeby zademonstrować swoją solidarność.
Nikt nie może zaprzeczyć, że wśród muzułmanów w Europie istnieje antysemityzm, w niektórych wypadkach jest on spowodowany przez politykę izraelską w Palestynie oraz przez zachowanie niektórych polityków izraelskich. Jednak jest odrębną kwestią czy dzisiejsza Europa jest podobna do tej z lat 30. Nikt nie może zaprzeczyć, że istnieją antysemici w Europie (podobnie jak w USA), jednak są oni w mniejszości a ich poglądy nie są podzielane przez większość Europejczyków.

Zwolennicy Izraela, kiedy zostają przyparci do muru, twierdzą, że istnieje nowy antysemityzm, który według nich jest równoznaczny z krytyką Izraela. Innymi słowem mówiąc, jeżeli krytykujesz Izrael to jesteś antysemitą. Kiedy synod kościoła anglikańskiego zrezygnował z usług firmy Caterpillar Inc. Z powodu produkcji przez tę firmę buldożerów, używanych przez armię izraelską do niszczenia palestyńskich domów. Główny Rabin żalił się, „że to będzie miało szkodliwe reperkusje na.... żydowsko-chrześcijańskich stosunkach”, podczas gdy rabin Tom Bayfield przewodniczący ruchu reform stwierdził „istnieje problem antysyjonizmu- wywodzącego się z antysemityzmu- zachowania te są nie tylko rozpowszechnione wśród zwykłych księży, ale także w wyższej hierarchii”, Ale kościół był winien głównie tego, że zaprotestował przeciwko izraelskiej polityce.

Krytycy Izraela są oskarżani o jego bezpodstawną krytykę, lub kwestionowanie jego prawa do istnienia. Ale to są fałszywe oskarżenia. Nikt spośród krytyków polityki Izraela na zachodzie nie podważa prawa do istnienia tego państwa. Oni krytykują tylko zachowania tego państwa w stosunku do Palestyńczyków, jak również w stosunku do samych Izraelczyków. Żadne państwo w tym Izrael nie jest niesprawiedliwie krytykowane. Traktowanie przez Izrael Palestyńczyków wywołuje ten sprzeciw, gdyż jest ono sprzeczne z uznawanymi powszechnie prawami człowieka, prawem międzynarodowym oraz prawem narodów do samoobrony. I trudno jest zaprzeczyć, że tylko to jedno państwo jest przedmiotem krytyki z powyższych powodów.

Jesienią 2001 roku i na wiosnę 2002 roku administracja Busha próbowała zmniejszyć antyamerykańskie nastroje wśród Arabów i podminować wsparcie dla grup terrorystycznych typu Al.-Kaida poprzez powstrzymanie ekspansjonistycznej polityki Izraela w okupowanych terytoriach oraz poparcie stworzenia państwa Palestyńskiego. Bush miał znaczące środki perswazji do swej dyspozycji. Mógł w przypadku odmowy spełnienia żądań amerykańskich przez Izrael zagrozić redukcja amerykańskiej pomocy ekonomicznej i dyplomatycznej i naród amerykański prawie na pewno poparłby go. Według badań opinii publicznej z maja 2003 roku więcej niż 60% Amerykanów było gotowych do wstrzymania pomocy dla Izraela w przypadku, gdyby odmówił spełnienia amerykańskich żądań mających na celu zakończenie konfliktu i, że liczba ta wzrosła do 70% wśród grupy aktywnej politycznie. Ponadto 73% badanych stwierdziło, że USA nie powinno faworyzować, żadnej ze stron.

Jednakże, administracji nie powiodło się doprowadzenie do zmiany polityki izraelskiej jak również zakończenie jej wspierania. W najbliższym czasie Waszyngton zaadoptował izraelskie usprawiedliwienia swojego stanowiska i w rezultacie nic nie różniło amerykańskiej retoryki od izraelskiej. W lutym 2003 roku Washington Post na pierwszej stronie podsumował całą sytuację „Bush i Szaron mają prawie identyczną politykę na Bliskim Wschodzie”. Główną przyczyną takiego obrotu sprawy było lobby.

Opowieść rozpoczyna się w ostatnich dniach września 2001 roku, gdy Bush wezwał Szarona do powstrzymania się od przemocy na terytoriach okupowanych. Wywarł także, na niego presję, by zezwolił ministrowi spraw zagranicznych Izraela Perezowi spotkanie się z palestyńskich przywódcą Jasirem Arafatem, chociaż on sam (Bush) był wysoce krytyczny w stosunku do sprawowania rządów przez Arafata. Bush stwierdził nawet publicznie, że on popiera utworzenie państwa palestyńskiego. Zaalarmowany Szaron oskarżył go,że próbuje ugłaskać Arabów naszym kosztem” stwierdziła także, że „Izrael nie będzie Czechosłowacją”

Bush był wściekły z powodu porównania go do Chamberlaina a rzecznik Białego Domu stwierdził, że uwagi Szarona są nie do zaakceptowania. Szaron złożył przeprosiny pro forma, ale szybko dołączył do lobby w celu wyperswadowania administracji i narodowi amerykańskiemu, że wspólnie z Izraelem są zagrożeni przez gro?bę terroryzmu. Izraelscy urzędnicy i reprezentanci lobby twierdzili, że nie ma żadnych różnic pomiędzy Osamą Bin Ladenem a Jasirem Arafatem.

Lobby rozpoczęło także pracę w kongresie. 16 Listopada osiemdziesięciu dziewięciu senatorów przesłało list do prezydenta Busha, w którym pochwaliło go za odmowę spotkania, z Arafatem, równocześnie żądali, żeby Stany Zjednoczone nie ograniczały izraelskiego prawa do odwetu w stosunku do Palestyńczyków. Stany Zjednoczone powinny bezwzględnie popierać Izrael. Według New York Times, list został przygotowany w czasie spotkania, które miało miejsce dwa tygodnie przedtem pomiędzy przywódcami amerykańskiej wspólnoty żydowskiej a głównymi senatorami, dodając, że AIPAC był „częściowo aktywny w dostarczaniu argumentów do tego listu”.

Pod koniec listopada, stosunki pomiędzy Waszyngtonem a Tel-Avivem znacznie się poprawiły. Stało się tak dzięki pracy lobby jak również dzięki początkowemu zwycięstwu w Afganistanie, które zredukowało oczekiwaną pomoc ze strony krajów arabskich w walce z Al.-Kaidą. Szaron odwiedził Waszyngton w grudniu i odbył spotkanie z Bushem w Białym Domu.

W kwietniu 2002 roku pojawiły się ponownie kłopoty, po tym jak armia izraelska rozpoczęła operacje „Obronna Tarcza” i przejęła rzeczywistą kontrolę na ważniejszymi obszarami na Zachodnim Brzegu. Bush wiedział, że działania Izraela zaszkodzą obrazowi USA w świecie islamskim i podminują wojnę z terroryzmem. Więc zażądał od Szarona, żeby „powstrzymał się od ataków i rozpoczął odwrót”. On podkreślił tą wiadomość dwa dni pó?niej mówiąc, że „Izrael ma się wycofać bez opó?nienia”. 7 Kwietnia Condoleezza Rice wtedy doradca ds. bezpieczeństwa narodowego powiedziała dziennikarzom „bez opó?nień znaczy bez opó?nień to znaczy teraz”. Tego samego dnia Colin Powell udał się na Bliski Wschód, żeby nakłonić wszystkie strony do zaprzestania walk.

Izrael i lobby przystąpili do działania. Pro izraelscy urzędnicy w biurze wiceprezydenta oraz w Pentagonie, jak również zagorzali neokonserwatyści w rodzaju Roberta Kagana i Williama Kristola zaczęli wywierać presję na Powella. Oni nawet oskarżyli go, że „nie rozróżnia terrorystów od tych, którzy ich zwalczają”. Z kolei na Busha wywierali presję żydowscy przywódcy i chrześcijańscy ewangelicy. Najbardziej zaangażowani w tą akcję mającą utrzymać wsparcie dla Izraela na dotychczasowym poziomie byli Tom De Lay oraz Dick Armey. Zarówno De Lay jak i przywódca mniejszości w senacie Tom Lott odwiedzili Biały Dom i ostrzegli Bush, żeby się wycofał z swoich działań.

Pierwszym znakiem świadczącym, że Bush ustąpił była wypowied? rzecznika Białego Domu z 11 kwietnia stwierdzająca, że prezydent wierzy, że Szarona jest człowiekiem pokoju-tydzień po tym jak wezwał Szarona do wycofania się-. Bush powtórzył to ponownie po powrocie Powella z nieudanej misji i powiedział reporterom, że Szaron udzielił mu satysfakcjonującej odpowiedzi w sprawie wezwania do szybkiego i natychmiastowego wycofania się. W rzeczywistości Szaron tego nie zrobił, ale Bush nie zamierzał dłużej zajmować się tą sprawą.

W tym samym czasie także kongres udzielił poparcia Szaronowi. 2 Maja nie wziął pod uwagę sprzeciwów administracji i przegłosował dwie rezolucje popierające wsparcie dla Izraela. (Głosowanie w senacie 94 głosy za 2 przeciw, w izbie deputowanych 352 głosy za przeciwko 21). Według obu rezolucji USA opowiadają się solidarnie za Izraelem i oba te kraje są „wspólnie zaangażowane w walkę przeciwko terroryzmowi”. Wersja izby reprezentantów także potępiła „trwające wsparcie i koordynację terroryzmu przez Jasira Arafata”, który został przedstawiony jako główny część problemu terroryzmu. Obie rezolucje zostały napisane przy wsparciu lobby. Kilka dni pó?niej delegacja kongresu składająca się z przedstawicieli obu partii wysłana do Izraela oświadczyła, że Izrael powinien przeciwstawić się wywieranej presji przez USA w celu rozpoczęcia przez ten kraj negocjacji z Arafatem. 9 Maja podkomisje izby reprezentantów poparły wniosek o przesłaniu Izraelowi dodatkowych 200 mln dolarów na walkę z terroryzmem. Powell przeciwstawił się temu, ale wskutek poparcia przez lobby przegrał.

Krótko mówiąc Szaron i lobby zwyciężyli prezydenta amerykańskiego i triumfowali. Hemi Shalev dziennikarz izraelskiej gazety Ma’ariv napisał, że doradcy Szarona nie ukrywali satysfakcji z porażki Powella. Szaron spojrzał w białka oczów prezydenta i prezydent zamrugał. Ale to właśnie lobbyści Izraela a nie Szaron i Izrael odegrali główną rolę w zwycięstwie nad Bushem.

Od tego czasu sytuacja nie wiele się zmieniła. Administracja Busha po raz kolejny odmówiła prowadzenia rozmów z Arafatem. Po jego śmierci wyznaczyła jako nowego przywódcę autonomii palestyńskiej Mahmuda Abbasa, ale nie wiele zrobiła, żeby mu pomóc. Szaron w dalszym ciągu rozwijał swój jednostronny plan mający na celu narzucenie jednostronnego układu z Palestyńczykami opartego na odwrocie z Gazy połączonego z dalszą ekspansją na Zachodnim Brzegu. Poprzez odmowę rokowań z Abbasem oraz uniemożliwienie mu wykazania się, że jego działania przynoszą korzyści Palestyńczykom, strategia Szarona w znaczącym stopniu przyczyniła się do zwycięstwa w wyborach Hamasu. Wraz z dojściem Hamasu do władzy Izrael ma kolejną wymówkę, żeby nie negocjować. Bush nawet popierał jednostronną izraelską aneksję Okupowanych Terytoriów wycofując się z polityki każdego prezydenta od czasu Lyndona Johnsona.

Amerykańscy urzędnicy od czasu do czasu łagodnie krytykują działania Izraela, ale mało pomogli, przy tworzeniu wiarygodnego państwa palestyńskiego. Według słów byłego doradcy ds. narodowego bezpieczeństwa Brenta Scowcrofta z pa?dziernika 2004 roku „Szaron owinął sobie Busha wokół palca”. Jeżeli Bush próbuje zdystansować się z USA od działań Izraela na okupowanych terytoriach a nawet je skrytykować to naraża się na zemstę lobby i jej zwolenników w kongresie. Demokratyczni kandydaci na prezydenta zrozumieli to bardzo dobrze i z tego powodu John Kerry w 2004 roku w czasie kampanii deklarował poparcie dla Izraela podobnie robi Hillary Clinton.

Utrzymania amerykańskiego wsparcia dla izraelskiej polityki skierowanej przeciwko Palestyńczykom jest podstawowym działaniem lobby, ale jej działania idą o wiele dalej. Ono chce także zapewnić amerykańskie wsparcie dla utrzymania obecnego statusu Izraela jako dominującej potęgi w regionie. Izraelski rząd i pro izraelskie grupy w USA prowadzą działania, których celem jest wpłynięcie na amerykańska politykę w stosunku do Iranu, Syrii, Iraku, jak również w celu upewnienia się, że zostanie wcielony w życie plan zmian na Bliskim Wschodzie.

Presja ze strony Izraela i lobby nie były jedynym czynnikiem stojącym za decyzją o ataku na Irak w marcu 2003 roku, ale była krytycznym. Niektórzy Amerykanie sądzą, że celem tej wojny jest ropa naftowa nie ma jednak bezpośredniego dowodu potwierdzającego tą tezę. Według Philipa Zelikowa Byłego członka rady doradczej ds. polityki zagranicznej, przewodniczącego komisji ds. 11 września i doradcy obecnej sekretarz stanu Condoleezzy Rice „Irak nie był gro?bą dla USA. Jedyną winą tego państwa było to, że stanowił gro?bę dla Izraela” Zelikow stwierdził to w czasie wykładu na University of Virginia we wrześniu 2002 roku. „Amerykański rząd nie przedstawia tego opinii publicznej, gdyż zdaje sobie sprawę, że tego argumentu nie da się sprzedać opinii publicznej”

16 sierpnia 2002 roku, jedenaście dni przed wygłoszeniem przez Cheneya przemówienia na zje?dzie weteranów zagranicznych wojen, które było sygnałem do rozpoczęcia kampanii za wojną w Iraku Washington Post przekazał informację, że „Izrael wzywa amerykańskich urzędników by nie opó?niali wojskowego uderzenia przeciwko Irakowi Saddama Husajna”. W tym punkcie według Szarona „współpraca strategiczna pomiędzy Izraelem a Stanami Zjednoczonymi osiągnęła niespotykane rozmiary, a izraelski wywiad przekazywał Waszyngtonowi różnego rodzaju alarmujące raporty na temat irackiego programu broni masowego rażenia. Jak to ujął przebywający na emeryturze izraelski generał „izraelski wywiad był w pełni odpowiedzialny za przedstawiony przez brytyjskie i amerykańskie służby specjalne obraz niekonwencjonalnych możliwości Iraku”

Izraelscy przywódcy byli głęboko zatroskani, gdy usłyszeli, że Bush dąży do uzyskania pozwolenia Rady Bezpieczeństwa na rozpoczęcie wojny z Irakiem, a nawet o wiele bardziej zmartwieni, gdy usłyszeli, że Saddam Husajn zgodził się na powrót inspektorów do Iraku. „Kampania przeciw Saddamowi Husejnowi musi się rozpocząć. Inspekcje i inspektorzy są dobrzy dla dobrych ludzi, ale nieuczciwi ludzie zawsze znajdą sposób na oszukanie inspekcji i inspektorów” powiedział Szimon Peres reporterom we wrześniu 2002 roku.

W tym samym czasie Ehud Barak zamieścił w New York Times felieton, w którym stwierdził, że „bezczynność zwiększa tylko ryzyko”. Jego poprzednik jako premier Beniamin Netanyahu opublikował podobny artykuł w Wall Street Journal zatytułowany „Sprawa obalenia Saddama Husajna” stwierdził w nim, że „dzisiaj nie ma nic ważniejszego od zniszczenia jego reżimu. Wierzę, że mówię w imieniu większość Izraelczyków, którzy popierają uprzedzające uderzenie na Irak”. Z kolei w Ha’aretz w lutym 2003 roku stwierdzono, że „kierownictwo polityczne i wojskowe pragnie wojny z Irakiem”

Wbrew temu, co sugerował Netanyahu zwolennicy wojny nie ograniczali się tylko do Izraela. Oprócz Kuwejtu, który Saddam najechał w 1990, Izrael był jedynym krajem, gdzie zarówno politycy jak i opinia publiczna popierali wojnę. Według dziennikarza, Gideona Levy „Izrael jest jedynym krajem na świecie, którego przywódcy popierają wojnę bez zastrzeżeń i gdzie nie jest rozpatrywana żadna inna opcja”. Faktycznie Izrael był tak gorliwy w propagandzie wojennej, że jego sprzymierzeńcy w Ameryce dali mu do zrozumienia, żeby stłumił swoją retorykę, gdyż sprawia to wrażenie, że wojna będzie toczona wyłącznie w interesie Izraela.

W Stanach Zjednoczonych główną siła opowiadającą się za wojną była mała grupa neokonserwatystów, z których wielu było powiązanych z Likudem. Ale przywódcy głównych organizacji tworzących Lobby także przyłączyli się do kampanii za wojną. Według Forward, „kiedy prezydent Bush podjął próbę sprzedania wojny w Iraku najważniejsze amerykańskie organizacje żydowskie zgromadziły się w jego obronie. W kolejnych wydawanych oświadczeniach przywódcy tych organizacji stwierdzali, że świat musi pozbyć się Saddama Husajna i jego arsenału broni masowego rażenia” Redakcja stwierdziła, że „obawa o bezpieczeństwo Izraela była głównym powodem tych oświadczeń”

Chociaż neokonserwatyści i inni przywódcy lobby byli chętni do inwazji na Irak wspólnota żydowska w Ameryce była temu przeciwna. Po wybuchu wojny Samuel Freedman stwierdził po zapoznaniu się z wynikami badań opinii publicznej przeprowadzonej przez PEW Research Center stwierdził, że populacja żydowska w porównaniu z całą ludnością USA mniej wspierała wojnę według niego od 52% do 62% populacji żydowskiej w USA było jej przeciwnej. Jest jasne, że przypisywanie odpowiedzialności za wybuch wojny w Iraku wpływom żydowskim jest błędne. Odpowiedzialność za nią spoczywa raczej na Lobby a zwłaszcza na neokonserwatystach.

Neokonserwatyści byli zdeterminowani w swoich wysiłkach w celu obalenia Saddama jeszcze przed dojściem Busha do władzy. Oni wzbudzili zamieszanie w 1998 roku, gdy opublikowali dwa listy do ówczesnego prezydenta amerykańskiego Billa Clintona wzywając w nich do odsunięcia, Saddama od władzy. Wielu spośród sygnatariuszy było wielu powiązanych z pro izraelskimi organizacjami takimi jak JINSA, lub WINEP wśród nich miedzy innymi Elliot Abrams, John Bolton, Douglas Feith, William Kristol, Bernard Lewis, Donald Rumsfeld, Richard Perle i Paul Wolfowitz nie mieli kłopotów z przekonaniem administracji Clintona do przyjęcia jako głównego celu usunięcia Saddama Husajna od władzy. Ale nie byli oni w stanie przekonać do wszczęcia z tego powodu wojny by to osiągnąć. Nie byli także w stanie stworzyć entuzjazmu do wojny w pierwszych miesiącach rządów Busha. Oni potrzebowali pomocy by to osiągnąć. Tą pomocą okazał się 11 września. Wydarzenia tego dnia zmusiły Busha i Cheneya do zmiany kursu i stania się zagorzałymi zwolennikami wojny prewencyjnej.
Kluczowe spotkanie miało miejsce 15 września w Camp David Wolfowitz przekonywał do ataku na Irak przed rozpoczęciem ataku na Afganistan, chociaż nie było żadnych dowodów na związki Saddama z atakiem na USA oraz wiadomo było, że Bin Laden przebywa w Afganistanie. Bush odrzucił jego radę i zdecydował się na atak na Afganistan, chociaż wojna z Irakiem pozostała nadal poważną możliwością 21 listopada prezydent wezwał wojskowych by przygotowali konkretne plany inwazji na ten kraj.

Inni neokonserwatyści tymczasem pracowali w cieniu. Nie mamy pełnej relacji, ale główną rolę w przekonaniu, Cheneya, że wojna w Iraku jest najlepszą opcją odegrali uczeni Bernard Lewis z Uniwersytetu w Princeton oraz Fouad Ajami z John Hopkin’s, chociaż także, neokonserwatyści z biura Cheneya-tacy jak Eric Edelman, John Hannah i Scooter Libby szef personelu Cheneya jedna z najpotężniejszych osób w administracji-odegrali swoją rolę. W początkach 2002 roku Cheney przekonał Busha, wojna stała się nieunikniona.

Poza administracją neokonserwatyści robili wszystko, żeby przekonać, że inwazja na Irak jest niezbędna by wygrać wojnę z terroryzmem. Celem ich wysiłków było sprawienie, żeby Bush w ostatniej chwili nie wycofał się oraz zniszczenie opozycji zarówno w szeregach rządu jak i poza nim. 20 Września grupa znanych konserwatystów i ich sprzymierzeńców opublikowała kolejny otwarty list: można w nim było przeczytać, „Chociaż nie ma żadnych bezpośrednich dowodów łączących Irak bezpośrednio z atakami, każda strategia mająca na celu zniszczenie terrorystów i ich sponsorów musi obejmować zdeterminowane starania mające na celu usunięcie Saddama od władzy”. W liście przypomniano Bushowi, że „Izrael pozostaje wiernym amerykańskim sprzymierzeńcem w wojnie z międzynarodowym terroryzmem”. W numerze Weekly Standard z pierwszego pa?dziernika Robert Kagan i William Kristol wezwali do zmiany rządu w Iraku jak najszybciej po klęsce Talibów. W tym samym dniu Charles Krauthammer przekonywał w Washington Post, że po uporaniu się z Afganistanem USA powinny zająć się Syrią, ale przedtem ich celem powinien stać się Irak i Iran: „wojna z terroryzmem zakończy się w Bagdadzie”, kiedy skończymy „z najbardziej niebezpiecznym terrorystycznym reżimem na świecie”

To był początek bezlitosnej kampanii, której celem było pozyskanie poparcia dla inwazji na Irak, główną jej częścią była manipulacja informacjami wywiadu w taki sposób by stworzyć wrażenie, że Saddam jest nieustanną gro?bą. Na przykład Libby wywarł presje na analityków z CIA, żeby znale?li dowody wspierające wojnę, pomógł także przygotować dyskredytujące przemówienie Powella, które on wygłosił na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wewnątrz Pentagonu grupa zajmująca się rozwojem terroryzmu otrzymała zadania znalezienia związków pomiędzy Al.-Kaidą a Irakiem, które wywiad mógł pominąć. Jej dwoma kluczowymi członkami byli David Wurmser twardogłowy neokonserwatysta oraz Michael Maloof Amerykanin pochodzenia libańskiego blisko powiązany z Perlem. Inna grupa w Pentagonie Biuro Specjalnych Planów miała odkryć dowody wspierające wojnę, które można by przekazać mediom. Kierował nią Abraham Shulsky, neokonserwatysta powiązany z Wolfowitzem. W skład grupy wchodzili członkowie pro izraelskich fundacji. Obie organizacje powstały bezpośrednio po 11 września i bezpośrednio podlegały Douglasowi Feithowi.

Podobnie jak wszyscy neokonserwatyści Feith jest głęboko zaangażowany w Izraelu: on jest głęboko powiązany z Likudem. W 1990 roku napisał artykuły popierające osadnictwo i opowiadające się za utrzymaniem przez Izrael okupowanych terytoriów. O wiele ważniejszy jest napisany wspólnie z Perlem i Wurmserem tzw. „czysta sprawa” przekazana Netanyahu, gdy został on w czerwcu 1996 roku premierem. Oprócz wielu innych rzeczy Netanyahu zaproponowano, żeby „skupił się na odsunięciu Saddama od władzy, co powinno być najważniejszym celem strategicznym Izraela”. Wzywali oni także Izrael do próby zmiany porządku na Bliskim Wschodzie. Netanyahu nie posłuchał tych rad, jednak Perle, Wurmser, Feith wkrótce namówili administrację Busha do prowadzenia stosownych działań wymienionych w artykule. Felietonista Ha’aretz Akiva Eldar ostrzegał, że Feith i Perle spacerują po cienkiej linie pomiędzy lojalnością wobec amerykańskiego rządu a....Izraelskimi interesami.

Wolfowitz jest w równym stopniu zaangażowany po stronie Izraela. Forward opisał go jako „największego jastrzębia najbardziej pro izraelskiego w administracji” i wybrał go na miejsce pierwsze w 2002 roku spośród 50 notabli, którzy „konsekwentnie popierają żydowskie działania”. W tym samym czasie JINSA przyznała Wolfowitzowi nagrodę Henryego M. Jacksona za promowania silnych związków pomiędzy Izraelem a USA, a Jerusalem Post opisał go jako „oddanego Izraelowi” i przyznał mu w 2003 roku tytuł człowieka roku.

Na koniec powinno się wyjaśnić poparcie neokonserwatystów dla Ahmeda Chalabiego nie mającego skrupułów irackiego uchod?cy, który przewodził Irackiemu Kongresowi Narodowemu. Oni poparli Chalabiego, ponieważ utrzymywał on bliskie związki z żydowsko amerykańskimi grupami oraz poprzysiągł, że będzie dążył do dobrych stosunków z Izraelem w przypadku przejęcia władzy. To było dokładnie to, co pro izraelscy zwolennicy polityki zmian rządów chcieli usłyszeć. Matthew Berger wyjaśnił dokładnie sens tego targu w Jewish Journal „INC w celu zyskania wsparcia dla swojej sprawy zdecydował się wykorzystać żydowskie wpływy w Waszyngtonie i Jerozolimie. Ze swojej strony żydowskie grupy zdecydowały się wykorzystać tą sposobność poprawienia stosunków iracko izraelskich, w przypadku, gdyby INC udało się zająć miejsce rządów Saddama Husajna”

Biorąc pod uwagę, oddanie neokonserwatystów dla Izraela ich obsesję na punkcie Iraku, ich wpływ na administrację Busha nikogo nie może zdziwić fakt, że wielu Amerykanów podejrzewa, że wojna ta ma posłużyć interesom Izraela. W marcu ubiegłego roku Barry Jacobs z Amerykańsko Żydowskiego Komitetu przyznał, że w środowisku wywiadowczym jest wszechobecny pogląd, że Izrael i neokonserwatyści konspirowali w celu wciągnąć USA do wojny przeciwko Irakowi. Większość z osób, które wypowiedziały się w podobny sposób publicznie-łącznie z senatorem Ernestem Hollingsem i reprezentantem Jamesem Moranem- zostały potępione za wypowiedzenie się w tej kwestii. Michael Kinsley napisał w ostatnich miesiącach 2002 roku, „że brak publicznej dyskusji na temat roli Izraela... Jest równoznaczny z wprowadzeniem słonia do sklepu z porcelaną”. Według niego przyczyną niechęci do prowadzenia tego rodzaju dyskusji jest obawa przed oskarżeniem o antysemityzm. Istnieje mało wątpliwości, że Izrael i lobby były głównymi czynnikami prącymi do wojny. Jest mniejsze prawdopodobieństwo, że decyzja ta zostałaby podjęta, gdyby nie ich działania. Sama wojna była tylko pierwszym krokiem. Krótko po jej rozpoczęciu na pierwszej stronie Wall Street Journal znalazła się informacja „Prezydenckie marzenie; zmiana nie tylko rządów, ale i regionów: proamerykańskie demokratyczne obszary cel, którego korzenie pochodzą z Izraela i od neokonserwatystów”

Pro izraelskie siły od dłuższego czasu były zainteresowane bezpośrednim zaangażowaniem armii amerykańskiej na Bliskim Wschodzie. W czasie zimnej wojny one osiągnęły ograniczone sukcesy, gdyż USA trzymało się polityki równowagi. Większość sił na Bliskim Wschodzie jak Zespół Sił Reagowania miały być na horyzoncie i nie angażować się. W tym czasie główną ideą było wygrywanie lokalnych sił-z tego powodu Reagan poparł Irak Saddama Husajna w wojnie przeciwko rewolucyjnemu Iranowi- celem było utrzymania równowagi korzystnej dla USA.

Ta polityka zmieniła się po pierwszej wojnie w Zatoce, kiedy administracja Clintona przyjęła strategię „podwójnego powstrzymywania”. Znaczące amerykańskie siły miały stacjonować na Bliskim Wschodzie w celu powstrzymywania Iranu i Iraku zamiast pozwolić na wygrywanie tych dwóch państw. Ojcem podwójnego powstrzymywania był nikt inny jak Martin Indyk, który po raz pierwszy przedstawił tę strategię na WINEP w maju 1993 roku a następnie jako dyrektor departamentu ds. sprawa Bliskiego Wschodu i Azji Południowej wprowadził ją w życie.

W połowie lat 90 rosło niezadowolenie z tej strategii, gdyż Waszyngton stał się śmiertelnym wrogiem dla dwóch nienawidzących się krajów, poza tym USA zostały zmuszone do ponoszenia ciężarów wynikających z utrzymywania tam kontyngentu w ramach polityki powstrzymywania. Ale ta strategia była popierana przez lobby, które robiło wszystko w Kongresie by ją utrzymać. Naciskany przez lobby i inne pro izraelskie siły Clinton utwardził tą politykę narzucając wiosną 1995 roku embargo na Iran. Ale AIPAC i inni chcieli więcej. W rezultacie w kongresie przeforsowano Ustawy o sankcjach na Libię i Iran, według nich firmy z państw zagranicznych, które inwestują więcej niż 40 mln dolarów w przemysł naftowy w Libii i Iranie miały podlegać sankcjom. Zgodnie z tym, co Ze’ev Schiff wojskowy korespondent Ha’aretz napisał „Izrael jest niewielkim elementem w układzie, ale nikt nie powinien zaprzeczyć, że nie potrafi wpłynąć na tych z Beltway”

W ostatnich latach 90, neokonserwatyści przekonywali, że strategia podwójnego powstrzymywania jest nieskuteczna i konieczne jest obalenie rządu w Iraku. Poprzez obalenie Saddama Irak stanie się modelem demokracji, a USA zapoczątkują daleko idący proces zmian na Bliskim Wschodzie. Ten sam punkt widzenia został zaprezentowany w raporcie dla Netanyahu. W 2002 roku, kiedy inwazja była już postanowiona transformacja regionu stała się aktem wiary neokonserwatystów.

Charles Krauthammer opisał ten wielki układ jako owoc myślenia Natana Sharanskiego, ale Izraelczycy niezależnie od wyznawanych poglądów politycznych wierzą, że obalenie Saddama Husajna zmieni sytuację na Bliskim Wschodzie na korzyść Izraela. Aluf Benn napisał 17 lutego 2003 roku w Ha’aretz:

Wyżsi oficerowie IDF oraz ludzie blisko powiązani z Szaronem tacy jak doradca bezpieczeństwa narodowego Ephraim Halevy malują różowy cudowny obraz przyszłości Izraela, której może się spodziewać po wojnie. Oni przewidują efekt domina, gdyż po upadku Saddama nastąpi upadek wrogo nastawionych do Izraela przywódców arabskich. Wraz z ich upadkiem zniknie terroryzm i broń masowego rażenia.

Po upadku Bagdadu w połowie kwietnia 2003 roku, Szaron i jego porucznicy zaczęli naciskać Waszyngton by zaatakował Damaszek. 16 Kwietnia w wywiadzie dla Yedioth Ahronoth Szaron wezwał Stany Zjednoczone do wywarcia presji na Syrię, podczas gdy minister obrony w rządzie, Shaul Mofaz stwierdził w wywiadzie udzielonym Ma’ariv „mamy długą listę żądań, i chcemy, żeby Syria jest spełniła. Byłoby stosowne przekazać je przez Amerykanów” Ephraim Halevy stwierdził na wykładzie, WINEP, że teraz najważniejsze jest, że Stany Zjednoczone powinny być surowe wobec Syrii. Z kolei w Washington Post napisano, że Izrael wspomaga kampanię przeciwko Syrii dostarczając USA raportów na temat działań syryjskiego prezydenta Baszira Asada.

Najbardziej znani członkowie lobby przedstawiali te same argumenty. Wolfowitz deklarował „W Syrii powinna nastąpić zmiana rządu” a Richard Perle powiedział dziennikarzom, że „Wrogie rządy na Bliskim Wschodzie powinny dostać krótką wiadomość dwa słowa jesteście skończeni” Na początku kwietnia WINEP wydał wspólny raport obu partii z kongresu, w, którym napisano, że Syria „nie powinna przegapić wiadomości, że kraje zachowujące się podobnie jak Saddam, czyli bezmyślnie, lekkomyślnie, krnąbrnie mogą podzielić jego los” 15 kwietnia Yossi Klein Halevi zamieścił artykuł w Los Angeles Times zatytułowany „Teraz przyciśnijcie Syrię”, podczas gdy następnego dnia Zev Chafets opublikował artykuł w New York Daily News zatytułowany „W Syrii przyjaznej terrorystom również potrzebna jest zmiana rządów”. Nie chcąc pozostać w tyle 21 kwietnia Lawrence Kaplan napisał w New Republic, że Asad jest zagrożeniem dla Ameryki.

W tym samym czasie na kapitolu kongresman Eliot Engel przedstawił Syria Accountability, and Lebanese Sovereignty Restoration Act. Ustawa ta zagroziła sankcjami Syrii, jeżeli ten kraj nie wycofa się z Libanu, nie odda swoich zapasów broni masowego rażenia oraz nie przestanie popierać terrorystów. W ustawie wzywano Syrię i Liban do podjęcia poważnych kroków w celu zawarcia pokoju z Izraelem. Według Jewish Telegraph Agency ta ustawa była silnie popierana przez lobby-zwłaszcza przez AIPAC- i „ukształtowana przez niektórych najlepszych przyjaciół Izraela w kongresie”. Administracja Busha była mało entuzjastycznie nastawiona do niej, jednak ustawa anty syryjska przeszła przeważającą większością głosów (398 na 4 w izbie reprezentantów a w senacie 89 do 4) i Bush ją podpisał 12 grudnia 2003 roku.

Administracja sama w sobie była podzielona w kwestii ataku na Syrię. Chociaż neokonserwatyści byli chętni do ataku na Damaszek, CIA i departament stanu byli temu przeciwni. I nawet po tym jak Bush podpisał ustawę on podkreślił, że nie będzie się spieszył z wprowadzeniem jej w życie. Jego dwuznaczność jest zrozumiała. Po pierwsze syryjski rząd dostarczał ważne informacje na temat Al.-Kaidy od 11 września: ostrzegł także Waszyngton przed planowanymi atakami w Zatoce i umożliwił śledczym CIA dostęp do Mohammeda Zammara, który miał rzekomo werbować zamachowców z 11 września. Atak na rząd Asada mógłby tylko zagrozić tym cennym związkom oraz podminować w ogromnym stopniu wojnę z terroryzmem.

Po drugie Syria nie miała złych stosunków z Waszyngtonem, przed wojną z Irakiem (zagłosowała nawet za rezolucją ONZ 1441) i sama w sobie nie była gro?bą dla USA. Twarde postępowanie z Syrią mogło doprowadzić do powstania obrazu USA jako zbira, który ma nienasycony apetyt na atak na każde państwo arabskie. Po trzecie umieszczenie Damaszku na liście celów do uderzenia dałoby mu podstawę do wzniecenia niepokojów w Izraelu. Nawet, jeżeli chciano wywrzeć na ten kraj presję, to na początek należało skończyć z Irakiem. Jednakże kongres żądał prowadzenia twardej polityki wobec Syrii głównie z powodu nacisków urzędników izraelskich i takich grup jak AIPAC. Gdyby nie lobby nie byłoby ustawy syryjskiej a polityka Waszyngtonu zgodna byłaby z interesami narodu.

Izraelici mają tendencję do opisywania każdego zagrożenia w najczarniejszych barwach, ale Iran jest szeroko uznawany za najniebezpieczniejszego wroga na Bliskim Wschodzie, ponieważ ma największe szanse na uzyskanie broni nuklearnej. Praktycznie, rzecz biorąc wszyscy Izraelczycy przyznają, że islamski kraj na Bliskim Wschodzie z bronią jądrową stanowi zagrożenia dla istnienia ich państwa. „Irak jest kłopotliwy... Ale powinieneś zrozumieć, jeżeli mnie pytasz, że Iran jest o wiele niebezpieczniejszy niż Irak” stwierdził w rozmowie na miesiąc przed inwazją na Irak minister obrony Izraela Beniamin Ben-Eliezer.

Szaron zaczął naciskać na USA w celu doprowadzenia do konfrontacji z Iranem w listopadzie 2002 roku w wywiadzie dla Timesa. Opisał w nim Iran jako „centrum światowego terroryzmu” jego skłonność do uzyskania broni nuklearnej, stwierdził, że administracja Busha powinna zająć się Iranem „natychmiast po podbiciu Iraku”. Pod koniec 2003 roku Ha’aretz napisał, że izraelski ambasador w Waszyngtonie wzywa do zmiany rządu w Iranie. On stwierdził, że „obalenie Saddama nie jest wystarczające”. Według jego słów „Ameryka powinna iść dalej. Największe zagrożenie dla nas pochodzi głównie z Syrii i Iraku”

Neokonserwatyści nie tracili czasu w przygotowaniu nowej wojny przeciwko Iranowi. 6 Maja AEI Fundacja Obrony Demokracji Instytut Hudsona sponsorowały konferencję poświęconą Iranowi. Wszystkie te organizacji są nastawione proizraelsko. Mówcy byli silnie pro izraelscy i wzywali do USA do przeprowadzenia zmiany rządu w Iranie. Jak zwykle pojawiło się stado artykułów neokonserwatystów wzywających do wojny z Iranem „Wyzwolenie Iraku było pierwszą wielką bitwą w sprawie przyszłości Bliskiego Wschodu. Ale następna wielka bitwa-mamy nadzieję, że nie wojskowa- będzie miała miejsce w Iranie” napisał William Kristol 12 maja w Weekly Standard.

Administracja odpowiedziała wkrótce na presję lobby pracując nad zamknięciem programu nuklearnego Iranu. Jednak nie osiągnęła wiele sukcesów a Iran jest zdeterminowany, żeby wejść w posiadanie broni nuklearnej. W rezultacie lobby wzmocniło presję. Pojawiły się felietony redakcyjne i inne artykuły zwracające uwagę na bezpośrednią gro?bę ze strony nuklearnego Iranu, ostrożność w zawarciu porozumienia z terrorystycznym rządem, wzywające do podjęcia akcji prewencyjnej w przypadku niepowodzenia dyplomacji. Lobby naciska na kongres by ten przyjął Iran Freedom Support, Act, który rozszerzy dotychczasowe sankcje. Izraelscy urzędnicy także grożą podjęciem działań na własną rękę w przypadku nie zaniechania przez Iran prac na pozyskaniem broni nuklearnej, jednak celem tych gró?b jest wywarcie presji na USA by dalej zajmowały się tą sprawą.

Każdy może twierdzić, że Izrael i lobby nie mają wystarczającego wpływu na politykę, gdyż USA mają własne powody by uniemożliwić Iranowi pozyskanie broni jądrowej. Jest w tym trochę prawdy, ale nuklearne ambicje Iranu nie są bezpośrednią gro?bą dla Waszyngtonu. Jeżeli USA mogły współistnieć z nuklearnym Związkiem Radzieckim, nuklearnymi Chinami, lub nawet z Północną Koreą są w stanie współistnieć z nuklearnym Iranem. Z tego właśnie powodu lobby musi utrzymywać stałą presję na polityków by utrzymać kurs na konfrontację z Teheranem. Gdyby lobby nie istniało Iran i USA mogłyby być sprzymierzeńcami, jednak, aby do tego mogło dość amerykańska polityka musiałaby być bardziej umiarkowana a prewencyjne wojny nie powinny być traktowane poważnie.

Nie jest zaskakujące, że Izrael i jego zwolennicy chcą, żeby USA zajmowało się każdym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Izraela. Jeżeli ich wysiłki mające na celu wpłynięcie na amerykańską politykę powiodą się, wrogowie Izraela zostaną albo zniszczeni albo osłabieni. Izrael będzie miał wolną rękę w sprawie Palestyńczyków a wszelkie koszty walki, zniszczeń śmierci spadną na USA., Ale nawet, gdy USA nie powiedzie się próba transformacji Bliskiego Wschodu znajdą się one w obliczu zradykalizowanego świata arabskiego i islamskiego. W tym momencie nadjedzie koniec Izraela chronionego przez jedyną na świecie super potęgę. To nie jest najlepszy wynik z punktu widzenia lobby, ale powinien być wzięty pod uwagę przez Waszyngton. Waszyngton powinien się zdystansować od lobby oraz naciskać na Izrael, żeby zmusić to państwo do zawarcia pokoju z Palestyńczykami.

Czy potęgę lobby można ograniczyć? Każdy powinien o tym pomyśleć, gdy przychodzi czas na przemyślenie kwestii irackiej. Poza tym konieczne jest odbudowa wizerunku Ameryki w świecie islamskim, a ostatnio wyszedł na jaw fakt przekazywania tajemnic rządowych władzom w Izraelu przez członków lobby. Każdy mógł także pomyśleć, że śmierć Arafata i wybór na stanowisko prezydenta umiarkowanego polityka Mahmuda Abbasa do wywarcia mocniejszej presji i przyjęcia bardziej sprawiedliwego postępowania w procesie pokojowym. Krótko mówiąc istnieją kwestie, w których przywódcy powinni zdystansować się od lobby i zaadoptować politykę blisko wschodnią bardziej zgodną z interesami Ameryki. Dotyczy to zwłaszcza kwestii palestyńskiej. Wykorzystanie amerykańskiej siły do osiągnięcia pokoju pomiędzy Palestyńczykami a Izraelem o wiele bardziej pomoże w rozprzestrzenieniu demokracji w regionie.

Ale tak się nie stanie zbyt szybko. AIPAC i jego sprzymierzeńcy (łącznie z chrześcijańskimi syjonistami) nie mają poważniejszych przeciwników w świecie lobby stycznym. Oni wiedzą, że coraz trudniejsze jest popieranie sprawy Izraela, ich odpowiedzią na to jest zwiększenie personelu i rozwinięcie działalności. Poza tym politycy amerykańscy są bardzo podatni na kontrybucje w kampanii i inne formy politycznej presji, główne ?ródła mediów sympatyzują z Izraelem niezależnie od tego, co ten kraj robi.

Wpływ lobby sprawia kłopoty na kilkunastu frontach. Zwiększa ono niebezpieczeństwo zamachu terrorystycznego we wszystkich państwach-łącznie z europejskimi sprzymierzeńcami Ameryki. Sprawia, że niemożliwe jest zakończenie konfliktu palestyńsko izraelskiego, przez co ekstremiści zyskują potężne narzędzie pomocne przy rekrutacji. Stwarza to także nowe ogniska terrorystów i ich sympatyków oraz daje nowe siły islamistycznym radykałom w Europie i Azji.

Kolejne obawy wzbudza kampania lobby mająca na celu doprowadzenie do zmian rządów w Iranie i Syrii, jeżeli doprowadzi to do ataków na te kraje mogą one przynieść katastrofalne skutki. Wrogość lobby w stosunku do Syrii i Iranu sprawia, że prawie uniemożliwiono Waszyngtonowi pozyskanie ich pomocy w walce przeciwko Al.-Kaidzie i irackiemu powstaniu.

Istnieje tutaj również moralny wymiar. Dzięki lobby Stany Zjednoczone umożliwiły ekspansję izraelską na okupowanych terytoriach, stały się także odpowiedzialne za zbrodnie popełniane na Palestyńczykach. Ta sytuacja podcina działania Waszyngtonu mające na celu promocję demokracji zagranicą i sprawia, że wyglądamy na hipokrytów, gdy wywieramy presję na inne państwa by przestrzegały praw człowieka. Amerykańskie działania zmierzające do ograniczenia rozprzestrzeniania broni jądrowej także sprawiają, że uważani jesteśmy za hipokrytów, gdyż nie mamy nic przeciwko temu, żeby Izrael utrzymał swój nuklearny arsenał, co tylko zachęca Iran i inne państwa do podjęcia działań mających na celu pozyskanie podobnego potencjału.

Poza tym kampania Lobby mająca na celu zduszenie debaty na temat Izraela jest niezdrowa dla demokracji. Uciszanie sceptyków poprzez organizowanie czarnych list i bojkotów-pomawianie o antysemityzm- naruszają podstawową zasadę, na której się demokracja opiera otwartą debatę. Niezdolność kongresu do przeprowadzenia autentycznej debaty w tych ważnych kwestiach paraliżuje cały proces demokratycznych obrad. Wolno zwolennikom Izraela popierać swoją sprawę i zwalczać jej przeciwników, ale ich działania mające na celu zduszenie debaty poprzez zastraszanie powinny być potępione.

Kończąc wpływy lobby są także niekorzystne dla Izraela. Jego zdolność do pozyskania Waszyngtonu dla wspierania ekspansjonistycznych celów zniechęciła Izrael do wykorzystania sposobności-łącznie z traktatem pokojowym z Syrią, i wprowadzeniem w życie porozumienia z Oslo- to mogło uratować Izrael i zmniejszyć szeregi ekstremistów. Nie uwzględnianie wiarygodnych praw Palestyńczyków oczywiście nie poprawi bezpieczeństwa Izraela. A długa kampania w czasie, której zabijano przywódców palestyńskich tylko wzmocniła ekstremistyczne grupy takie jak Hamas a zmniejszyła liczbę palestyńskich przywódców, którzy byli gotowi zaakceptować sprawiedliwy układ i sprawić, żeby był przestrzegany. Byłoby lepiej dla samego Izraela, żeby lobby było mniej potężne a polityka USA bardziej sprawiedliwa.

Istnieje płomyk nadziei. Chociaż lobby pozostaje nadal potężną siłą negatywne efekty ich wpływów są w coraz większym stopniu trudne do ukrycia. Potężne państwa stać na błędną politykę, ale rzeczywistości nie da się na dłuższą metę ignorować. Potrzebna jest otwarta dyskusja nad wpływami lobby i nad celami polityki amerykańskiej w regionie. Istnienie Izraela jest jednym z elementów tej polityki, ale szerokie cele regionalnej polityki Izraela już nie. Otwarta debata polityczna odsłoni ograniczenia strategiczne i moralne jednostronnej polityki Izraela i umożliwi przyjęcie polityki zgodnej z interesami USA, co będzie korzystne zarówno dla innych państw w regionie jak i dla samego Izraela.
9 lipiec 2006

John Mearsheimer i Stephen Walt 

  

Archiwum

Zniewalanie ludzi i państw konsumeryzmem
listopad 1, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Wojskowa turystyka
maj 21, 2003
Stanisław Tymiński
Zły Omen?
marzec 27, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Sześć województw to enklawy dziecięcej biedy
grudzień 2, 2002
PAP
Zjazd Wicyniaków
czerwiec 12, 2007
Edward Wo?niak
Gówno wciska gówno
wrzesień 27, 2004
Rozmowa z rabinem ISRAELEM SINGEREM
luty 26, 2007
jan
Globalizacja jako miraż
kwiecień 27, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
"Wolne media w TVP"
maj 27, 2004
Psychopaci!
grudzień 15, 2006
Usprawiedliwiony
Prawdziwy portret "władzy"
luty 6, 2006
PAP
Terror „911” w USA: fakty dziwniejsze niż fikcja
padziernik 13, 2004
Marek Głogoczowski
"Pralnie pieniedzy"
padziernik 24, 2005
Goska
Unia Europejska czy Stany Zjednoczone AP.
Czy jest z czego wybierać? (2)

lipiec 13, 2004
Gracjan Cimek
Dziela niedokonczone!
wrzesień 15, 2008
mik
Solidarność społeczna
sierpień 19, 2008
Mirosław Naleziński, Gdynia
Inna historia
czerwiec 25, 2003
przesłała Elżbieta
Posłowie PO ukarani za "Trzech Króli"
padziernik 29, 2008
PAP
"Niespodzianka pa?dziernikowa" czyli Bush zaatakuje Iran na tydzień przed wyborami
wrzesień 23, 2006
nadesłała Dorota
Kpina sądowa w sprawie FOZZ
marzec 30, 2005
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media