ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Niezależna witryna Alexa Jones'a 
Alex Jones należy do nielicznych ludzi na świecie którzy mają odwagę mówić prawdę o antyspołecznej konspiracji 
"Quo Vadis Polonia?" Lech Makowiecki  
 
Niemcy 1940 - Izrael 2009 - Szokujące zdjęcia 
 
Kanciarze z Wall Street 
Film przedstawia kulisy Wall street . Metody działania , które doprowadziły w ciągu kilku ostatnich lat do wywołania kryzysu finansowego. 
Żydzi tradycjonaliści przeciwko syjonistom 
 
Kaczyński również nas w to wciągnął 
Zbrodnie wojskowe w Iraku 
Nie dajmy się lobbystom energetyki jądrowej! Wywiad z prof. Mirosławem 
Energetyka jądrowa jest przeżytkiem - nadzieje na tanią energię dawała w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie, które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Nie możemy się mu poddać. 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
Iwo Cyprian Pogonowski 
Notka wikipedii dotycząca osoby prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego 
Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
Młodzież izraelska w Polsce 
Doskonały dokument o wycieczce młodzieży izraelskiej do Polski. 
whatreallyhappened.com 
Warto dodać ten link do Pana strony: http://whatreallyhappened.com/

99% tez dotyczących religii, polityki i ekonomii i filozofii się pokrywa z tezami zaprasza.net. Topowa strona. 
Kto mordował w Katyniu 
Izraelska gazeta „Maariv” z 21 lipca 1971 r. wyjawia końcowy sekret katyńskiej masakry. 
Skazany za pestki moreli, B17  
Faszyzm w barwach demokracji 
Przedsiębiorstwo holokaust 
Telewizyjny wywiad z Normanem Finkelsteinem 
Cała prawda o ataku z 11 września 
Jeden z filmów usułujących przedstawić prawdę i ataku z 11 września 2001 roku 
Polscy "nacjonaliści" o żydach 
Po prostu zobaczcie 
Na straży wolności: Goldman Sachs  
Gerald Celente i John Stossel rozmawiają z sędzią Napolitano o różnych, nie do końca jasnych powiązaniach, między amerykańskimi bankami i rządem USA. Największe podejrzenia budzi bank Goldman Sachs, który ma dziwną nadreprezentację we władzach rządowych. Dla przypomnienia, dodam, że pracownikiem tego banku jest były premier RP, Kazimierz Marcinkiewicz, a bank był zamieszany w spekulacje na złotówce. 
Zakrzyczana prawda 
Mamy 2010 rok a zbrodniarze którzy doprowadzili do wielu wojen i kryzysu światowego w w dalszym ciągu - z tupetem - niczym Josef Goebbels kłamią w oczy w kwestii sytuacji gospodarczej świata i Stanów Zjednoczonych
 
więcej ->

 
 

Miłuj geja swego



***Wystarczy przecież popatrzeć na warszawskie billboardy,żeby się przekonać, że opcja seksualna jest w przestrzeni publicznej demonstrowana niezwykle intensywnie i niewątpliwie za zgodą władz miasta. Tyle że jest to opcja heteroseksualna. Trudno też sobie wyobrazić, by ktokolwiek zabronił demonstracji rodzin heteroseksualnych domagających się na przykład zasiłków dla dzieci.*** - Polityka (10 czerwca 2005; tytuł tygodnika).

Zacznijmy od najłatwiejszego - raczej 'bilbordy'.
Kilkadziesiąt lat temu (ba, kilkanaście) nikt nie mówił o żadnych opcjach - nie mówiono nawet o opcji heteroseksualnej, bowiem w powszechnym odbiorze innej nie było. Dość żałosni są obrońcy nienaturalnych opcji - założę się, że 20 lat temu mieli dokładnie takie samo zdanie co większość dzisiejszych Polaków, ale w demokracji każdy jest filozofem i jeśli już uczepi się jakiegoś modnego nurtu, to nie popuści. Zwłaszcza osoby publiczne. Panowie dziennikarze - kto wymyśla określenia rodzina h. albo małżeństwa h. (gdzie h = hetero-/homoseksualny). Małżeństwo i rodzina nigdy nie miały dodatkowych przymiotników; owszem - szczęśliwe małżeństwo, niepełna rodzina, ale w "obrocie medialnym" nie pamiętam, aby stosowano na masową skalę słownictwo aż tak delikatnej natury (kiedyś wymyślono eksport, potem epizodycznie znaliśmy eksport wewnętrzny, ale powróciliśmy wyłącznie do eksport; miejmy nadzieję, że z małżeństwem będzie podobnie). Dawniej nigdy w szkołach i w gazetach nie poruszano wstydliwych tematów. Czasami w nocnych programach telewizyjnych albo w prasie specjalistycznej. Teraz każdy dziennikarz musi coś napisać "w temacie" nawet w lokalnej gazecie.
Oczywiście, tylko krowa nie zmienia poglądów, zatem nie mam pretensji, że ludziska zmieniają zdanie. Kiedyś niewolnictwo uznawano za naturalną formę międzyludzkiego współistnienia i wielu dżentelmenów oraz dam nie wnikało w beznadziejne położenie rabów. Żyli sobie dostatnio wyzyskując owych biedaków, chodzili do kościoła i nie zdawali sobie sprawy z (najoględniej pisząc) niestosowności sytuacji. Wiele trudu (setki lat) wymagało wykazanie, że niewolnictwo jest niezgodne z naturą, konstytucją, etyką i religią, aby zlikwidować to koszmarne zjawisko. Znacznie krócej trwało zauroczenie pewnego narodu wielkim nazistą i ich wspólnym przekonaniem, że upokarzanie, a nawet eliminowanie, i innych narodów nie jest zgodne z ludzką naturą. Obecnie świętuje tryumf "bezgraniczny" kapitalizm, na którego szczycie usadowiło się parę procent przedstawicieli homo sapiens, przekonanych, że można bogacić się na wszystkich, na wszystkim i wszelkimi możliwymi sposobami. I trudno im zrozumieć, że bycie nadludzko bogatym jest równie nienaturalne, jak wiele innych dewiacji. Gorzej - z szeregu krwawych rewolucji nie wyciągnęli żadnych wniosków. Część z nich jest zapewne (także głęboko) wierząca, ale również nie przejmują się karzącą ręką Boga.
Ludzkość nie znosi próżni - wymyślono równouprawnienie dla gejów. Nie wystarcza im palec, czyli konstytucyjne uznanie, że większość społeczeństwa nie powinna ich gnębić tudzież wyśmiewać; oni chcą całą rękę. Powołują się na stare i uznane w świecie konstytucje, dowodząc, że nie zabroniono tam homożeniaczki. Owszem, autorom do głowy nie przyszło podczas pisania ustaw zasadniczych, że dwie panie albo dwóch panów zechcą przed urzędem i/albo przed ołtarzem zawrzeć umowę lub przyjąć sakrament. A prawnicy dowodzą - co nie jest zabronione, jest dozwolone. Ten słynny slogan należy w końcu moralnie i prawnie obalić, bowiem z jego powodu ludzkość podąża ku katastrofie. Równie dobrze można byłoby się powoływać na stary kodeks drogowy, w którym nie określono dopuszczalnych prędkości, bowiem twórcy znali jedynie konie jako najszybsze urządzenia transportowe i nawet największym fantastom do głowy nie przychodziły drogowe bolidy.
***W międzynarodowych badaniach porównawczych na pytanie: "Czy chciałbyś mieć za sąsiada geja?", 55% Polaków odpowiedziało: "nie!". Wśród krajów starej unijnej "15" najwięcej takich odpowiedzi udzielono w Irlandii - 27%, czyli dwa razy mniej niż w Polsce.***
A cóż to za ankieta? Czy chciałbyś oznacza - masz wolę, czy tolerowałbyś? To zasadnicza różnica. Równie dobrze, można byłoby zapytać - czy chcesz mieć sąsiada chorego na AIDS lub gru?licę, bogatego a cwanego biznesmena lub biednego i ułomnego menela, garbatego jeżdżącego rowerem lub przystojniaka kilkusetkonnym autem? A pytanie dobre 20 lat temu - czy wolałbyś wydać córkę za kawalera z Niemiec Wschodnich czy za rozwodnika z Niemiec Zachodnich? I podawać procenty - świetna lektura... No to do kompletu brakuje - czy chciałbyś mieć syna geja? Ankietowe pytania często nie są przemyślane, bywają nieprecyzyjnie tłumaczone - wystarczy przeglądać niemal codzienne ankiety zamieszczane na portalach.
***Kulturowa otwartość Zachodu wobec odmiennych postaw seksualnych nie jest jednak jakimś stanem odwiecznym. Przyszła wraz z pó?ną nowoczesnością. Dzisiejszy stan osiągano stopniowo przez całe poprzednie półwiecze. Jeszcze czterdzieści lat temu homoseksualizm był karalny i przymusowo leczony nie tylko w USA, lecz także w Anglii.***
Konstytucja demokratycznego państwa mówi, że wszyscy obywatele są równi. W USA pewnie jest to wyra?nie zapisane "od zawsze", czyli ponad dwustu lat. Ów zapis jednak nie przeszkadzał większości Amerykanów na tolerowanie nie tylko antyrasistowskich obyczajów, ale formalnych zapisów, zwłaszcza w południowych stanach. Kiedy już Murzyni wywalczyli swoje prawa (pół wieku temu), geje ciągle byli szykanowani - groziły kary więzienia i grzywny za kontakty nawet "za zamkniętymi drzwiami", czyli w prywatnych mieszkaniach. U nas w tym czasie nie słyszałem, aby sądy wydawały jakieś wyroki na owych nieszczęśników. W Polsce przez ostatnie pięć dekad (bo tyle mniej więcej obserwuję nasze społeczeństwo) traktowano homoseksualistów bez większych emocji, natomiast Amerykanie najpierw zmodernizowali swoje zachowania wobec czarnych, a potem wobec gejów. Można zaryzykować, że mieli podobny do nich stosunek, co Niemcy do Żydów w latach 30. A u nas i dawniej, i dziś - tolerancja jest na podobnym poziomie ze wskazaniem na jej zwiększanie. Kiedy w bardziej światowych państwach urządzano łapanki na gejów, Polska nie wtrącała się w cudze sprawy i nie pouczała, że nie jest to zbyt konstytucyjne. A teraz wahadło zbytniej nietolerancji wahnęło się przesadnie w stronę przeciwną i doszło do nadmiernej tolerancji - oba skrajne rozwiązania (w krótkim czasie i pod mocą tej samej konstytucji!) nie są zbyt fortunne. Być może mają wyrzuty sumienia. Nawet ostatnio, kiedy w USA "pożeniono" sporo "jednobiegunowych" par (a potem zaraz rozwiązano owe szczególnego rodzaju więzy kompromitując solidność amerykańskiego prawa), Polska była zaskoczona przebiegiem "zaślubin" i "rozwodów", ale nie pouczała na oficjalnym szczeblu społeczeństwa amerykańskiego. Jeśli przez wieki Polacy byli najbardziej tolerancyjni w Europie wobec Żydów, raczej nigdy nie popierali niewolnictwa, uznają równość na wielu płaszczyznach, a teraz nie chcą dopuścić do zrównania w jednej jedynej dziedzinie, to trudno to uznać za kontynuację jakiejś wrodzonej nietolerancji - raczej jest to objaw zdrowej logiki ponad dziwną modą. My, Polacy, nie chcemy po prostu zbyt dużo słyszeć o gejach, lesbijkach, transwestytach, onanistach, rogaczach i innych nieszczęśliwcach niepodlegających kodeksowi karnemu oraz o ich (jakże często) wydumanych problemach. Następnym krokiem będzie próba uznania związków kazirodczych (ale jeszcze nie pedofilnych) - wszak konstytucja zapewnia wolność prawo wyboru dorosłym i można odwołać się do sprawdzonych staroegipskich tradycji.
Jeśli ktoś nie interesuje się astronomią, to dlaczego w imię tolerancji ma znać się na czarnych dziurach, gwiazdach, kometach i orbitach? Co to nas obchodzi, że astronomi* chcą maszerować z transparentami, lunetami i wygłaszać pogadanki. Jeśli koniecznie chcą sobie zorganizować capstrzyk, to niech wynajmą stadion i toczą dyskusje, byleby nie chcieli zmieniać istniejącego prawa. Jeśli taki astronom zechce nająć do pomocy ładną panią, która wysłużonej żonie pomagałaby kręcić globusem albo nawet całym Układem Słonecznym, to ich prywatna sprawa. Z kolei, jeśli astronomce nie wystarcza w oglądzie nieboskłonu optycznie ślepawy mąż, to też ich sprawa. Dopóki nie wyjdą ze swoimi problemami na ulice, do szkół, urzędów, zakładów pracy, dopóty społeczeństwo ze zrozumieniem i spokojem patrzy na ich rozterki. Ale im mało - chcą zaprzątać swoimi problemami umysły wszystkich - i dzieci, i młodzież, i prawodawców, znakomicie ożywiając (i niepokojąc!) stateczny naród. No i wzywają na pomoc nowoczesnych astronomów z zagranicy, a ci to bez żenady dają do zrozumienia, że ciemnawe czasy, kiedy na niebo patrzono przez okopconą szybkę już dawno minęły i pora na nowoczesne spojrzenie.
Przecież nikt nie zabrania wynaturzonym obywatelom realizować się w nauce, technice, sztuce i sporcie. Większość z nich wcale nie chce obnosić się ze swoim niewidocznym (na szczęście) kalectwem - pracują i uczą się jak większość, z pokorą znosząc swój garb, który zesłał im los. Jednak mniejszość, nie mogąc zaistnieć w żadnej z wymienionych dziedzin, koniecznie musi narozrabiać - taki już ma charakter. Największe wojny i rewolucje wywoływane były przez kilka procent społeczeństwa. A koszty ponosiły całe narody, nie tylko nawiedzeni działacze.
Obecnie większym problemem (etycznym, religijnym i ekonomicznym) jest umieranie zwykłych obywateli (bez wnikania w ich seksualne predyspozycje), ponieważ budżet Państwa nie przewidział ich w planie leczenia Narodu. Codziennie odchodzą z tego padołu zlekceważeni i zaniedbani ludzie, często w doskonale wyposażonych szpitalach, w obecności najlepiej wykształconych lekarzy. Gdyby pokazano w mediach zdjęcia obozów koncentracyjnych (z ostatnich lat), w których z głodu giną ludzie, to zajęłyby się tym wszystkie właściwe organizacje, zaś parlamenty czciłyby ową martyrologię minutą ciszy. Zawsze łatwiej oddawać hołd ludziom zza gór i rzek (Bałkany, Afryka, Korea Płn.), a nie chcemy słyszeć o pechowcach umierających kilka ulic od nas.Ale to znane zjawisko - wszyscy występowaliśmy (dawniej) o osądzenie zbrodniarzy niemieckich oraz (niedawno) radzieckich, jednak bez specjalnego zapału żądamy więzienia dla polskich oprawców - to takie wstydliwe...
***Po pięćdziesięciu latach w tej samej konserwatywnej Brytanii "The Economist", renomowany - i na pewno nie lewicowy - tygodnik establishmentu gospodarczego, poucza sekretarza Rumsfelda, że "Ameryka powinna uczyć się od swoich sojuszników i zezwolić gejom na służbę w siłach zbrojnych". W Wielkiej Brytanii, w której niedawno homoseksualizm karano więzieniem, pary służących w wojsku gejów, którzy zawarli formalny związek cywilny, otrzymują od armii wspólne służbowe mieszkania.***
Jeżeli ów renomowany organ gospodarczy (dobrze, że nie znane pismo muzyczne...) doradza amerykańskim wodzom, aby posadzili za sterami gejów, bo pewnie jest coraz mniej ochoczych wojaków a heteroobywateli, to (po dopuszczeniu pań do służby wojskowej) można przyjąć, że jeśli każde imperium kiedyś się rozpadnie, to uczyni to z nadmiaru... demokracji. Jednak żołnierz, wojownik (zwłaszcza lotnik) kojarzy się z męskim zdecydowanym charakterem "o zachowaniach od wieków uznanych za typowe". Podczas największej wojny być może wielu pilotów było "na rozdrożu" (płciowym), ale nie obnosiło z tym się (bo nie było ani klimatu, ale przede wszystkim nie było to niezbędne!) i zapewne wielu bohatersko ginęło za ojczyznę. W kronikach wymieniani są jako Amerykanie, Rosjanie, Polacy, Niemcy. W dokładniejszych zestawieniach zapewne jako Murzyni, Indianie, Eskimosi, Żydzi, Aborygeni (wszystko od wielkich liter, aby nikogo nie urazić). Jeśli wśród nich byli geje/gejowie to nie pisano o tym w ogóle, co najwyżej dla rodzin i znajomych było to owiane (wstydliwą!) tajemnicą. Nikomu nie przychodziło do głowy z tym się ujawniać, a na marmurowych tablicach także nie umieszczano seksualnych uwag - bo i po co?!
Skoro geje mają w NATO wspólne mieszkania, to pewnie na pokazach lotniczych (podniebne parady równości?) będą latać osobne homoklucze* i (póki co w większości) heteroklucze*... Oczywiście mile już widziane eskadry pilotek, także w seksualnych podkluczach (tradycyjne oraz lesklucze*). Wojsko, to poważne - ze swej istoty - skrzydło państwa, ale jego podwaliny nie tylko zniewieściały, ale pomału gejowieją*. A przecież owi nieszczęśliwcy mogliby sobie wybierać pracę (i służbę) w każdym zawodzie, jednak ktoś ich wyra?nie namawia, aby czynili to z coraz większym rozgłosem. I jeśli już by przeszli wszelkie wojskowe testy i kontrole, to powinni okazać "minimalną społeczną lojalność" i dyskretnie milczeć w temacie - a oni muszą się z tym obnosić (piechurzy, a w lotnictwie - ...oblatywać). A może liczą na popłoch, który wywołać jest zdolna informacja na Bliskim Wschodzie - na terrorystów planowany jest atak kilku gejowskich eskadr? Wszak stosowanie żeńskich oddziałów wobec arabskich wojowników zawsze wywierało porażający skutek, to może gejowskie oddziały rozbiją w puch ostatnie bastiony oporu...
***Do niedawna wydawało się, że kluczem do sukcesu miasta jest kapitał ludzki, czyli duża liczba dobrze wykształconych osób. Dziś dominuje już nieco inny pogląd - twórcza atmosfera wymaga odpowiedniej twardej infrastruktury (kawiarni, klubów, pasaży), sprzyjającej kontaktom, stwarzającej forum dla spotkań, wymiany myśli, pomysłów i inspiracji. Potrzebna jest też jednak infrastruktura miękka - zestaw odpowiednich zwyczajów decydujących o społecznych postawach. Jedne zwyczaje mogą bowiem sprzyjać rozwojowi, a inne go skutecznie blokują. Normy prorozwojowe to: tolerancja, otwartość i zaufanie, które "umożliwiają powstanie łańcuchów twórczych idei i innowacji. Ksenofobia sprzyja nieefektywności". Gdzie kwitnie życie kulturalne, ludzie chcą się spotykać, a gdy się spotykają, rodzą się pomysły.***
I co - jeśli będą się spotykać częściej w swych ulubionych monopłciowych konfiguracjach, to nasza cywilizacja z umęczonego a powolnego konia pociągowego zamieni się w rączego a zadowolonego konia wyścigowego? Twórcze spotkania w firmie, organizowane w celu podniesienia wydajności pracy, nie powinny w ogóle zahaczać o omawiane sprawy, natomiast spotkania po pracy w tolerancyjnym społeczeństwie są prywatną sprawą obywateli. Jaka ksenofobia? Masz być zwykłym uprzejmym i porządnym człowiekiem i pracownikiem. Jeśli masz wady czy dewiacje, to staraj się je tuszować, bo w przeciwnym wypadku (narzucając się lub tylko upubliczniając) to właśnie ty będziesz nietolerancyjny! Są firmy, w których pracownicy nie mogą chodzić toples, z fryzami irokezami, brwiowymi kolczykami. I porządny bankier nie zatrudni takich osób nawet, jeśli miałyby mu zyski wzrosnąć (chyba na zapleczu). To nie ksenofobia, to pewien porządek rzeczy.
***Z tej perspektywy ciekawe jest doświadczenie Irlandii i Dublina. Dwadzieścia lat temu Irlandia była ubogim krewnym Europy, a Dublin należał do najbardziej ponurych europejskich miast. Dziś irlandzki dochód narodowy na głowę przewyższa brytyjski, Irlandia jest drugim po USA eksporterem oprogramowania, a w Dublinie działa blisko tysiąc firm wysokich technologii. Ale - na przekór powszechnej opinii - mechanizm irlandzkiego cudu nie zaczął się od reform gospodarczych i nie skończył się na obcinaniu podatków. Jego trwałym elementem jest świadomie prowadzona zmiana kulturowa. Zaczęła się ona w 1969 r. od radykalnej ulgi podatkowej przyznanej artystom. Ulga obowiązuje do dziś i kosztuje 35 mln euro rocznie. Nie jest to może mało, ale dzięki tej uldze Dublin stał się podatkowym rajem artystów i przyciągnął tysiące twórców, także z zagranicy. Napływ bohemy zmienił konserwatywną stolicę niewielkiego państwa w jedno z najciekawszych, tętniących życiem, wielokulturowych miast europejskich.***
Owszem, przykład Irlandów* jest zaskakujący, aż do tego stopnia, że można byłoby zwątpić w poprawność obliczeniowej metody dowodzącej aż tak nagłego wzrostu dobrobytu. Ale skoro sami Bryci* nie negują owej matematyki... Autorzy powołali się na ulgę podatkową dla artystów. I co, niby owa sekstolerancja miałaby pchnąć ten naród do sukcesu? Żyję już ponad pół wieku i nigdy nie spotkałem żadnego geja ani lesbijki. Jeśli wierzyć statystyce, to w szkołach, w pracy i w rodzinie powinienem nie tyle poznać (bo pewnie się kamuflowali i czynią to nadal), co choć napotkać, dziesiątki "odmiennych" kolegów i wpółpracowników. Konstytucja zapewnia równość wszystkim obywatelom i nie powinniśmy szykanować ludzi za inne wyznanie, poglądy i kolor skóry. Tolerancja ma dwie strony medalu - nie można ludzi pytać o wyznanie, poglądy i kolor, zaś oni nie powinni nam opowiadać o swych preferencjach. Oczywiście, w przypadku koloru skóry raczej jest wszystko widoczne i kultura polega na widzeniu Murzyna, ale udawaniu, że go nie widzimy (w USA i w RPA także odwrotnie). Przecież w przypadku inwalidów nikt raczej do tego się nie przyzna, ale jeśli nasz wzrok natrafi na drastyczną formę kalectwa, to nie wgapiamy się w biedaka ostentacyjnie, jednak dyskretnie każdy coś tam obserwuje i ocenia skalę odstępstwa od normy. Jedynie całkowicie zaaferowani ludzie mogą przeoczyć takiego inwalidę i właśnie to może być ocenione jako zobojętnienie na cudzą krzywdę. I ponownie - kultura nie polega na niezauważaniu nieszczęścia, ale na taktownym udawaniu, że tego nie dostrzegamy. A dla wrażliwszych i zamożniejszych - na pomocy oferowanej nieszczęśnikom, także aby łagodzić wpływ kalectwa i zbliżyć ich ciała do normy (ale nie utwierdzać ich w przekonaniu, że odstępstwo jest godne pochwały!).
Natomiast nie popierałbym wszelkich parad urządzanych przez inwalidów, którzy ukazywaliby dokładny bezmiar swego kalectwa, aby uzyskać jakiekolwiek korzyści. Od tego są etycy, dziennikarze, posłowie, służba zdrowia - w porze nocnej niech przekazują widzom swe drastyczne obrazy i sugestie, jednak nie za dnia na ulicach!
Owszem, Dublin jest ciekawym miastem, zwłaszcza dla polonistów - od wielu lat nie mogą się zdecydować, w jaki sposób wymawiać jego nazwę w polskich tekstach [dAblin/dUblin].
***Zdaniem prof. Floridy (eksperta od ekonomii miast) kapitał twórczy budują trzy "T"”: Talent, Technologia i Tolerancja. Talent to liczba ludzi pracujących twórczo (naukowcy, artyści, projektanci, analitycy). Technologia to liczba zgłoszeń patentowych. Natomiast by mierzyć tolerancję, Florida zastosował Gay Index, czyli odsetek osób o orientacji jawnie homoseksualnej. Uznał, że jeśli geje i lesbijki nie obawiają się otwarcie komunikować swojej odmienności, to znaczy, że społeczność jest otwarta na szczególnie trudną do zaakceptowania odmienność i będzie też otwarta na inne odmienności, częste u osób twórczych. Otwarte środowisko nie tylko przyciąga różne twórcze osoby, ale też umożliwia im funkcjonowanie publiczne, dzięki czemu zasilają społeczność swoimi ideami i przyspieszają jej rozwój. Sztandarowym przykładem działania trzech "T" stało się San Francisco, słynące z doskonałych uczelni, instytutów badawczych i przemysłu komputerowego, a jednocześnie mające największy w USA odsetek homoseksualistów.***
Z powyższych wywodów można byłoby wywnioskować, że jeśli społeczeństwo jest tolerancyjne wobec homoseksualistów, to szybszy jest wzrost poziomu techniki i w ślad za tym - zamożność narodu. Zakładając (z nadwyżką), że owych "innych" jest 5%, to nawet gdybyśmy im stworzyli wyjątkowo sprzyjające warunki, co dałoby dwukrotny (zatem i nieprawdopodobny) wzrost efektywności ich pracy, to ogólna wydajność pracy w społeczeństwie wzrosłaby tylko do 105%. A pomijamy tu negatywny wpływ na 95% pozostałych pracowników, którzy byliby wystarczająco sfrustrowani cieplarnianymi warunkami tworzonymi dla omawianej mniejszości (no bo przecież nie stać nas na stworzenie równie atrakcyjnych warunków dla "normalnej" większości), że ich spadek wydajności byłby znakomicie większy niż zyski osiągnięte na dopieszczeniu "innych". W Polsce można ten efekt sprawdzić na pracownikach zakładów pracy - jeśli zatrudniono nowych i młodych pracowników dając im niemal te same pensje, co wieloletnim pracownikom (choćby dlatego, że za mniejsze kwoty nie ma chętnych do pracy), to straty finansowe i moralne z powodu animozji nie rekompensują zysków na wydajności owego młodego człowieka, który wprawdzie (jako szczególnie obdarzony zaufaniem pracodawcy) "daje z siebie wszystko", jednak wobec braku doświadczenia oraz niemożliwości utrzymania wysokiej wydajności przez dłuższy czas - może być towarzysko zignorowany w firmie.
W Rzeszy i w ZSRR osiągano wysoką wydajność pracy nie szafując wysokimi płacami. Odwoływano się do ideologii, miłości do wodza i ojczyzny oraz do gro?by utraty życia w razie nieposłuszeństwa. Podobnie na polu walki. Nikomu nie życzę powrotu do tych metod, ale są to przykłady na efektywne (choć niedemokratyczne) zwiększenie jakości roboty... Należy uznać, że przyjazność w miejscu pracy podnosi wydajność, jednak nie można przesadzać z głaskaniem ułomnych (pod jakimkolwiek względem) obywateli. Jeśli są honorowi, to mogą czuć się urażeni. Zresztą mamy dowody na patologię - wielu cwaniaków, pod hasłem zatrudnienia niepełnosprawnych, uzyskało nienależne dopłaty z budżetu państwa. Można wyobrazić sobie zakład pracy chronionej dla "odmieńców seksualnych", co wobec wysokiego zagrożenia bezrobociem, mogłoby spowodować, że pracownicy o tradycyjnej orientacji byliby zainteresowani zdobyciem stosownego zaświadczenia, które byłoby przepustką do jeszcze paru lat pracy. A o sposobach uzyskania takiego dokumentu nie trzeba nad Wisłą zbytnio się rozpisywać... Już nakręcono film opisujący sytuację, w której pracownik zagrożony utratą pracy, w akcie rozpaczy i walki o przetrwanie, podpisuje współczesną folkslistę - podaje się za geja i udowadnia, że zakład go szykanuje. Oczywiście, firma zwalnia pracownika, który nie dojrzał jeszcze do takich sztuczek. Iluż to uczniów uzyskało zaświadczenia o dysleksji, aby mieć fory w szkole? Niebawem znerwicowanych i ślepawych pilotów dopuścimy do prowadzenia statków powietrznych, bo jakże to - szykanować porządnych ludzi?
Najprzyja?niejsza forma współpracy w firmie to tolerancja na wszystkie odchylenia i wynaturzenia, jednak przy kulturalnej zasadzie - nie afiszujemy się ze swoim kolorem skóry, wyznaniem, upodobaniami obyczajowymi. Nie próbujemy wytargować lepszej pozycji powołując się na odmienność. Jednocześnie oczekujemy, że jeśli już komuś zaufamy i zwierzymy się z problemów, to nie zostanie to sensacyjnie rozwleczone po firmie. W pracy należy zachowywać się rozsądnie i według uznanych delikatnych reguł. Jeśli pracujemy w innym kraju albo regionie, to właśnie wówczas nie afiszujemy się jakąkolwiek odmiennością - jesteśmy gościem i powinniśmy podporządkować się lokalnym zwyczajom. Przecież będąc u kogoś w domu nie wprowadzamy swoich porządków. W firmie skupmy się na świadczeniu pracy. W wolnych chwilach możemy spokojnie przedyskutować wszelkie tematy, jednak taktownie i z osobami chcącymi nas posłuchać. Jeśli kogoś nie interesuje astronomia albo różnice pomiędzy transwestytami, to właśnie w ramach tolerancji - nie bąd?my namolni, a tym bardziej agresywni!
Teraz społeczeństwu dochodzi kolejny kłopot - politycy i dziennikarze, którzy opowiadają się za całkowitą tolerancją wobec homoseksualistów, powołują się na spostrzeżenie - im większa liczba tolerowanych gejów, tym większy dobrobyt społeczeństwa, zatem jeśli ktoś nie zgadza się z nimi, ten zostaje automatycznie hamulcowym rozwoju gospodarczego Polski, niejako sabotażystą! A wiele przecywilizowanych społeczności światowych wraca do ekologicznej żywności i tęsknie spoziera do mniej wybetonowane polskie rzeki. Nie przesadzajmy z tym postępem - nawet depresyjni Holendrzy (może wysoki poziom morza im zaszkodził w wielu społecznie nieprzemyślanych - z naszego punktu widzenia - rozwiązaniach?) jednak jeżdżą tradycyjnymi (a okrutnie tandetnymi!) rowerami...

* - zastosowałem szereg słów, których nie ma w naszych słownikach; liczę jednak na tolerancję, do której namawiamy się nawzajem...
24 lipiec 2005

Mirosław Naleziński, Gdynia 

  

Archiwum

Człekozwierz, komu potrzebny?
styczeń 1, 2008
przesłał .
2008.03.27. Serwis wiadomosci ze świata w 3ch językach
marzec 27, 2008
tłumacz
Dla Izraelczyków Polska jest nie mniej winna niż Niemcy
kwiecień 13, 2007
przysłał ICP
Królestwo złodziei i bezrobotnych
sierpień 23, 2003
przesłała Elżbieta
Kalisz zawiadomi prokuraturę o przecieku ws. ordynatora
luty 24, 2007
Znajd? słowo "terroryzm"
marzec 9, 2003
v-ce
Polonia Śpi??
listopad 5, 2006
Bogusław
Szczegółowa instrukcja USA dla Słowenii mającej teraz prezydencję unijną, kiedy i jak EU ma uznać Kosowo i jak ma to konkretn
luty 20, 2008
marduk
Cytat dnia :
"przejrzysty offset"

grudzień 4, 2002
Jabłoko
Ekonomia na codzień czyli historie lokalne.
kwiecień 5, 2004
Jan lucjan Wyciślak
Imperium
lipiec 2, 2003
prof. Iwo Cyprian Pogonowski
Z kagańcem na pysku
wrzesień 20, 2003
Andrzej Kumor
Umiejętność czytania tekstów - "Atak w Oświęcimiu"
sierpień 11, 2004
Układ Lokalny – „Business - Businessmana!”
maj 28, 2006
Dariusz Adamczewski
Gdzie ukrywa się socjalizm(!)
listopad 15, 2005
Marek Olżyński
I PO ZIMAKU...
marzec 2, 2005
Eminem: Mosh "(...)No more blood for oil"
grudzień 16, 2004
LIST OTWARTY DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO
marzec 14, 2005
Andrzej Gwiazda
Tak bylo, tak moze jeszcze byc...
kwiecień 22, 2003
przesłała Elżbieta
Kontynuatorzy z SLD (2)
Wszyscy ludzie prezydenta

czerwiec 20, 2003
Paweł Siergiejczyk
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media