ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
"patriotyzm" po 1989 roku 
komentarz zbędny 
Kaczyński również nas w to wciągnął 
Zbrodnie wojskowe w Iraku 
Niemcy 1940 - Izrael 2009 - Szokujące zdjęcia 
 
Nie dajmy się lobbystom energetyki jądrowej! Wywiad z prof. Mirosławem 
Energetyka jądrowa jest przeżytkiem - nadzieje na tanią energię dawała w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie, które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Nie możemy się mu poddać. 
Skazany za pestki moreli, B17  
Faszyzm w barwach demokracji 
Niezależna witryna Alexa Jones'a 
Alex Jones należy do nielicznych ludzi na świecie którzy mają odwagę mówić prawdę o antyspołecznej konspiracji 
Młodzież izraelska w Polsce 
Doskonały dokument o wycieczce młodzieży izraelskiej do Polski. 
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
Iwo Cyprian Pogonowski 
Notka wikipedii dotycząca osoby prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego 
"Quo Vadis Polonia?" Lech Makowiecki  
 
Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
Ostatni mit (o polityce sowieckiej) 
 
Patriotyzm 
Piosenka Lecha Makowieckiego 
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
Mój dom, mój świat ...  
BOŻENA MAKOWIECKA - MÓJ DOM, MÓJ ŚWIAT...
Tytułowa piosenka z płyty "Mój dom, mój świat" powstała tuż po obaleniu rządu Olszewskiego.
O ile refren podobał się wszystkim, o tyle zwrotki - niekoniecznie... Stąd opóźniona o prawie 20 lat premiera teledysku ... 
Historia kontroli bankowej w USA 
Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie.  
Wielkie pytania o 9/11 
Strona poświęcona analizie wydarzeń z 11 września 2001 
Charlie Sheen & Alex Jones on 9/11 
Znany aktor Hollywood aktor zebrał się na odwagę powiedzenia tego co myśli o 11 września 2001 roku 
Pomylił Chrześcijaństwo z Judaizmem 
Skandaliczna niewiedza Prezydenta USA, czy też raczej perfidna prowokacja?
W przemówieniu Baracj Obama opisuje Chrześcijaństwo odwołaniami do Judaizmu.  
więcej ->

 
 

Karuzela Szmaciaków

Jeżeli kochasz szlachetną pamięć swych Rodziców i Przodków, troszczysz się o godność, wolność i dobrobyt swych potomnych, przekaż to dalej, chociaż kilku wartym tego ludziom. Jeżeli droga Ci jest mowa polska i pozytywne strony naszej historii, kultury i tradycji - nie bąd? pasywny i włącz się w ruch naprawy Rzeczypospolitej w Kraju i na świecie. Kiedy nie wiesz co robić - pytaj innych, oświeconych ideą miłości Ojczyzny, nadzieją i wiarą. Wspieraj się świadomością wszystkiego co dobre i piękne w świętym słowie Polska !
Bąd? uczciwym z uczciwymi i szlachetnym z szlachetnymi, zawsze życzliwy i pomocny sprawie polskiej i Polakom.

(Piotr Letowt-Vorbek)

FORUM Portalu Ojczyzna.pl

Karuzela Szmaciaków


Stosunki polityczne III RP obrazuje monstrualna karuzela; grupy interesów, kluby Szmaciaków i sitwy kolesiów, eufemistycznie zwane stowarzyszeniami lub partiami politycznymi,
czepiają się tej karuzeli kurczowo - byle dłużej, byle więcej pieniędzy i orderów. "Przejęcie władzy przez obóz solidarnościowy" odtrąbione w 1989 roku to iluzja - nigdy do tego nie doszło. W konsekwencji demokracja gnije, postępuje rozkład państwa, pojawiło się widmo plutokracji.
Na to pytanie Jacek Kuroń w roku 2003 ma prostą odpowied?: winien jest kolega Balcerowicz i prezydent Wałęsa, który wybrał Balcerowicza. Jednak znakomita większość z milionów ludzi, którzy przeżyli euforię Sierpnia'80, pamięta stan ducha i umysłów w tamtych dniach i przyczyn widzi więcej; od lat zdaje sobie też sprawę, że Wielka Solidarność Polaków trwała bardzo krótko, może dwa, może kilka miesięcy. Pó?niej były spory i personalne konflikty, drobne prywatne i grupowe interesy, ambicje liderów. Szczery zapał i entuzjazm wielu działaczy słabł, rosła obojętność i rozczarowanie milionów rodaków. Niektórzy dysydenci pokazywali prawdziwe oblicza - zwykłych oportunistów i cwaniaków. Natomiast ci z elementarną przyzwoitością i czystymi intencjami często wycofywali się w cień lub odchodzili, nie godząc się na kompromisy z bolszewikami. W rezultacie zwolennicy grubej kreski: Michnik, Geremek, Mazowiecki i Kuroń "załatwili sprawy" przy "okrągłym stole". Ten ostatni płacze teraz nad rozlanym mlekiem, inni zaś kontemplują swoje "osiągnięcia w budowie wolnej i sprawiedliwej", odbierają ordery i honorowe doktoraty. Jednak wolność bez demokracji i solidarności niszczy państwo, degraduje społeczeństwo, rozkłada gospodarkę.

Erozja w "S"
Erozja ideałów Solidarności postępowała już od 1981 roku za sprawą wielu byłych towarzyszy w szeregach doradców i obrońców robotników. Część z nich chciała początkowo reformować bolszewicki socjalizm, jak po Pa?dzierniku '56. Inni szukali pola dla własnych karier, które im się nie udały w szeregach PZPR. Natomiast Szmaciaków i znaczną część światłej nomenklatury bardzo uwierał gorset socjalistycznej urawniłowki. Gierek wprawdzie - na wzór moskiewski - zezwolił budować dacze i rozdawał talony na samochody, ale był to dalej siermiężny socjalizm. A nomenklatura je?dziła na Zachód turystycznie i służbowo, podziwiała przepych życia menadżerów i kapitalistów, którzy nie musieli ukrywać stanu posiadania. W Polsce zaś za wyjście przed szereg i publiczne pokazanie prywatnego "dorobku" działaczom partyjnym i gospodarczym groziły represje ze strony zawistnych szefów, którzy zgromadzili mniej dóbr albo bardziej obawiali się "gniewu ludu".
W rezultacie, już w latach stanu wojennego, zawiązało się ciche przymierze dysydentów-cwaniaków i bezideowej nomenklatury, które stanowiło zalążek swoistej neobolszewickiej masonerii. Postępujące przez lata rządów Jaruzelskiego zbliżenie ludzi bez zasad i skrupułów skutkowało psuciem Solidarności od wewnątrz i kruszeniem partyjnego betonu - wizja łatwych karier i wielkiej wyprzedaży majątku narodowego zbliżała oportunistów o różnych życiorysach. Kiedy Wałęsa wygrał z Miodowiczem telewizyjną dyskusję na argumenty, a pierestrojka Gorbaczowa nabierała tempa, rosły nadzieje czerwonego establishmentu na nieskrępowane korzystanie z bogactwa, które już posiadali albo zamierzali przejąć (przecież państwowe firmy to były ich firmy), a w szeregach dawnej Solidarności rosły apetyty amatorów łatwych karier i dużej kasy. Pragnienie, aby wziąć udział w podziale wielkich tortów i konfitur pod dobrymi hasłami - transformacji ustrojowej i liberalizmu gospodarczego - stawało się celem samym w sobie. Jak ten podział realizowano, wszyscy pamiętamy; ukraść milion albo sto, wziąć kredyt w banku przyjaciela i nie oddać, kupić firmę, w której się pracuje za pożyczone w tej firmie pieniądze. Jak dalej grabież państwa przebiega, też widzimy; kupując tanio - dzięki łapówkom i powiązaniom z grupami trzymającymi władzę w gminach, miastach i w państwie - a sprzedając kilkakrotnie drożej.
Neobolszewicka hybryda, zwyrodnienie demokracji, budzi obawy o państwo i przyszłość narodu. Instytucje państwa wydają się spełniać wytyczne najbogatszych w sprawach polityki gospodarczej i podatkowej, oczyszczać z win aferzystów, a surowo traktować niesubordynowanych menadżerów i przedsiębiorców. Zwykły obywatel jest nadal nikim dla władzy i aroganckiej biurokracji, a dla premiera zerem bywa także poseł. Możliwości protestu są mniejsze niż w PRL, bo strach o utratę pracy i przed represjami rządowych organów staje się większy.
Kpiny Millera, Kwiatkowskiego, Czarzastego i Michnika z członków sejmowej komisji śledczej i milionów ludzi "śledzących wszystko w telewizji", dawno przekroczyły granice dobrego smaku. Wynika to zapewne z przekonania bohaterów afery, że inteligencji mają więcej niż sami dla siebie potrzebują. Jednak miliony "śledzących wszystko w telewizji" zagadkową aferę widzą wedle znanych faktów. W gabinecie Millera Rywin na pytanie premiera "czy ja cię wysłałem do Michnika" odpowiedział: "no, to zabijcie mnie, powieście". Przecież taką propozycję składa zwykle spalony gangster - kiedy ziemia usuwa mu się spod nóg - bossowi, który w razie wpadki potrafi coś wymyślić i może okazać wspaniałomyślność w zamian za lojalność. Pó?niej gangster, asekurowany przez adwokatów, milczy jak zaklęty i czeka na rozwój wydarzeń. Znamy to z gangsterskich filmów, a obecnie także z życia - w kręgach polityczno-biznesowych w Polsce. Jak widać w omawianym przypadku, gangsterowi milczenie się opłaciło - nie trafił do psychuszki ani nie musiał powiesić się w celi ze zdenerwowania. W rezultacie wielu innych gangsterów w kręgach polityczno-biznesowych utwierdza się w przekonaniu, że milczenie i kłamstwo to cnoty najważniejsze, aby utrzymać się na karuzeli Szmaciaków.
Afera Rywina i szereg innych afer z Millerem w tle, kryzys finansów publicznych i systemu podatkowego, zamachy bogatych na państwową kasę i wszechobecna korupcja muszą budzić najwyższy niepokój. Klasa polityczna, a raczej neobolszewicka hybryda, kręcąca się na karuzeli władzy przez 14 lat, jest odpowiedzialna za postępującą dezintegrację społeczeństwa, armię ludzi niepotrzebnych i wielkie bezrobocie. Tymczasem, doradca ekonomiczny byłego premiera znajduje przyczynę tego stanu w... większym przyroście naturalnym w Polsce niż u naszych sąsiadów (GW 6.06.2003)! Czy odgrzebywanie błędnej teorii Thomasa Malthusa sprzed dwustu lat, aby usprawiedliwiać elementarne błędy w polityce gospodarczo-społecznej, to cynizm czy kpina? Czy apelowanie pana doradcy - nie mieszajmy ludziom w głowach, unikajmy głoszenia sądów, że 14-lecie to porażka - ma stanowić dowód, że mądrale z Unii Wolności inteligencji mają jeszcze więcej od intelektualistów z SLD? No cóż, przekonanie jednych i drugich, że ludzie nie potrafią zrobić użytku ze swoich własnych szarych komórek, jest wzruszające.
Nowa partia z pewnością przetasowania w partiach politycznych i liczne "nowe otwarcia" starych cwaniaków, polegające na zmianie szyldów i pieczątek, nie uratują demokracji i nie pomogą zbudować społeczeństwa obywatelskiego.
Polsce potrzebna jest zupełnie nowa partia, wspierana przez zapomnianych bohaterów Sierpnia '80 i oparta na ludziach, którzy do żadnej partii nie należeli. Tylko taka partia z nowymi liderami i klarownym programem gospodarczo-społecznym może zebrać wielki elektorat: zarówno wśród tych, którzy przestali brać udział w głosowaniach, bo już w nic nie wierzą, jak i wśród tych, którzy przywykli głosować na mniejsze zło. Taka partia może stanowić pomost pomiędzy pokoleniami i pobudzić zwykłych ludzi do aktywności w życiu publicznym, może przywrócić słowom "patriotyzm" i "przyzwoitość" ich sens i znaczenie. Trzeba tchnąć nadzieję i wiarę w miliony tych, którzy wolną Polskę wymodlili w kościołach, którzy ojczyznę widzą oczami bohaterów Sienkiewiczowskiej trylogii, którzy słuchali słów polskiego Papieża - nie lękali się bolszewików, a teraz nie wiedzą, jak zabrać się do niezatapialnych, zadufanych neobolszewików i wyzwolić od politycznych oportunistów. Tylko nowa masowa partia, w której kariery polityczne zaczynać się będą od dobrej pracy na rzecz społeczności lokalnej, może przyciągnąć milczącą większość i przeciwstawić się watahom polityków-biznesmenów, wspieranych pieniędzmi mafii i oligarchów. Na taką partię czeka ponad 60% Polaków, przekonanych o konieczności wymiany całej klasy politycznej.
Jan Kazimierz Kruk, tyg. "Solidarność"
Nieobecny Naród

Po artykule "Karuzela Szmaciaków" ("TS" nr 30 z dn. 25.07.03) czytelnicy uderzyli w wysoki ton: "Co się z tym Narodem stało; na początku lat 80. był solidarny, wspaniały - pó?niej coś pękło". Otóż, moim zdaniem, z polskim narodem nic złego się nie stało - nadal jest wspaniały, ludzie są sobie życzliwi, sąsiedzi solidarni.

Problem w tym, iż naród, który chętnie idzie na barykady, chętnie walczy o wolnoąć naszą i waszą, jest nieobecny w życiu społecznym i nie walczy o jakość własnego państwa. Łatwo to zresztą zrozumieć; Polacy przez całe wieki nie mieli własnego państwa. Okres międzywojenny był zbyt krótki, aby nasze społeczeństwo nauczyło się brać udział w rządzeniu u siebie - we wsiach i miastach, w gminach, powiatach i w państwie.
Brak demokratycznych tradycji ułatwił watahom cwaniaków i ciemniaków sięganie po władzę w III RP, co więcej jest przyczyną kuriozalnego marginesu społecznego. Margines PRL-u - utożsamiany z brudnymi typami pod obskurnymi kioskami z okropnym piwem - poszerzyli politycy i biznesmeni, kłamcy i złodzieje, bogaci i biedni z różnych środowisk. Dewizą społecznego marginesu jest łatwiejsze życie kosztem innych; kiedyś chodziło o piwo, kiełbasę i inne deficytowe dobra, teraz chodzi także o duże pieniądze i władzę, która leży na ulicy. Wystarczy przecież tym czekającym na ulicach na lepszą przyszłość dać na wódkę i papierosy, aby zdobyć głosy i "demokratyczny" mandat. Można pójść dalej; podrabiać podpisy i fałszować wybory. Wszystko to jest możliwe, kiedy milcząca większość jest bierna, a w rezultacie nieobecna w walce o praworządne państwo i czeka na kolejne zawirowania dziejowe albo na męża opatrznościowego, który zaprowadzi ład i sprawiedliwość.
A margines wciąż ma się dobrze, tworzy nowe partie bez społecznej bazy, dzieli się i łączy, a w sprawach własnych przywilejów i pieniędzy bywa zdumiewająco solidarny. Margines zdominował elity polityczno-biznesowo-towarzyskie III RP; zamiast śmietanki mamy w rezultacie specyficzną śmieciankę towarzyską, a zamiast państwa prawa, chroniczne bezprawie i nagminne nadużycia władzy przez kolejne ekipy dzierżących władzę.

Skąd się wzięła ta śmiecianka?
Trzeba wrócić do historii PRL-u. Trzy miliony partyjnych obywateli nie stanowiło awangardy bojowników o socjalizm i powszechny dobrobyt - to była armia małych oportunistów, poszukujących dostępu do lepszych gatunków wędlin, talonów na pralki, telewizory, samochody, snopowiązałki i traktory, łatwiejszych awansów w pracy, atrakcyjnych wczasów i zagranicznych wyjazdów. Jądro tej armii stanowiły oddziały zamknięte (partia wewnętrzna) bezczelnych cwaniaków, którzy czuli się powołani, aby dzielić i rządzić. "Elity władzy" PRL-u powstały na zasadzie negatywnej selekcji i przyciągnęły znaczną część inteligencji twórczej i świata kultury i sztuki - ludzi szukających sławy, rozgłosu i dobrobytu łatwiejszą drogą. Ale, chociaż życie było ciężkie, 20 milionów obywateli aktywnych w życiu społecznym, zawodowym, a także w działalności naukowej i artystycznej do szeregów partii-przewodniczki nie przystąpiło. Wielu twórców spotkały represje, zamknięto im drogę do wydawnictw i na scenę, ograniczono możliwości tworzenia, a jednak nie ulegli - wybierali emigrację wewnętrzną, drugi obieg, pozostawanie na uboczu, biedę i upokorzenia.
Nagły upadek bloku sowieckiego przyniósł transformację ustrojową, którą zdyskontowały elity PRL-u i "nowe elity" pretendentów do władzy i pieniędzy. Milcząca większość przyjęła postawę biernych obserwatorów lub kibiców, dzieląc się przy tym wedle podziałów na obrotowej scenie politycznej. Nieobecność Narodu w przemianach po 1989 roku to w rezultacie dychotomia starych i nowych elit, które pośpiesznie dokonały podziału PRL-u, ale stoją w miejscu z procesem tworzenia nowego państwa. Przerasta to bowiem możliwości intelektualne i morale, jakie te elity prezentują. Mamy za to gorszącą walkę o władzę i pieniądze, walkę z punktu widzenia interesu społecznego beznadziejną, rozgrywaną co cztery lata przez tę samą śmieciankę towarzyską, przy pomocy tych samych tricków, coraz bardziej pod dyktando oligarchów.

Bezradność, brak wiary?
Walczyć o nowe państwo czy załamać ręce? - to dramatyczne pytanie do milczącej większości. Miliony zniechęconych, zwłaszcza schodzących ze sceny, powinny jednak pomyśleć o przyszłości naszych dzieci i wnuków, o naszych obowiązkach wobec przyszłych pokoleń. Cudowne przemiany w Polsce nie nastąpią z dnia na dzień, być może większość z tych ubolewających, iż naród zatracił wartości i ideały, lepszych czasów nie doczeka. Jednak dróg do naprawy państwa i odrodzenia społeczeństwa trzeba pilnie poszukiwać. Może to być nowa partia albo ruch społeczny tworzony nie przez tych, którzy szykują się do walki o mandaty w najbliższych wyborach - ale przez tych, którzy o żadne mandaty ubiegać się nie zamierzają, lecz chcą jeszcze coś zrobić dla przyszłości Polski. Własnym przykładem i zaangażowaniem - odwołując się do narodowych tradycji i chlubnej historii - mogą przyciągnąć do polityki i pracy dla społeczeństwa ludzi młodych, którzy po latach staną się dumą społeczności lokalnych i odrodzonego państwa. Potrzebne jest porozumienie młodych i starych ponad głowami pokolenia rozgrywającego wyścigi szczurów, zajętego własnymi karierami. Młodzieńcza wrażliwość i doświadczenie starszych, powracających do ?ródeł i korzeni, mogą wyzwolić ogromną pozytywną siłę społeczeństwa.
Aktywności i solidarności Narodu nie ożywi jakaś Nowa Idea. Świat cierpi na kryzys wielkich idei; wiek XX pokazał, jak łatwo wielkie hasła torują drogę do władzy przestępcom i
zbrodniarzom, jak łatwo państwa są zawłaszczane przez ludzi pazernych, bez zasad. A zatem w świecie rozdartym, bezideowym, ?ródłem odrodzenia Narodu muszą stać się zasady elementarne: przyzwoitość i uczciwość, życzliwość, tolerancja i miłość bli?niego - dla wierzących to po prostu Dziesięć Przykazań. Polska ciągle ma wielkie szanse, aby do ?ródeł powrócić. Setki tysięcy pielgrzymów na Jasną Górę, miliony ludzi w kościołach, miliony życzliwych sąsiadów taką nadzieję daje. Tylko udział tych milionów w życiu społeczno-politycznym może przynieść odrodzenie Narodu i naprawę państwa. Wybuchy społeczne, które w PRL-u w pewnym stopniu temperowały nadużycia i samowolę władzy, nie będą skuteczne w obecnej rzeczywistości. Współczesny kapitalizm, dla kamuflażu nazywany wolnorynkowym, dobrze sobie z wybuchami niezadowolenia radzi, a nasze "elity" świetnie wykorzystują doświadczenia Zachodu w poskramianiu buntów i protestów społecznych. Ograniczona skuteczność związków zawodowych w obronie krzywdzonych pracowników i ludzi wyrzucanych na bruk dowodzi, iż nie uda się teraz, pod bramami hut, kopalń i stoczni wygrać walki o lepszą Polskę. Konieczny jest udział całego Narodu - wszystkich, którzy zachowali elementarną przyzwoitość i mają poczucie sprawiedliwoęci.
Każdy z nas może zrobić coś więcej poza słowną dezaprobatą dla korupcji i nadużyć władzy. Oburzenie okazane w rozmowie z sąsiadem lub telefon protestacyjny do radia i gazety to za mało - nie powstrzyma tych, którzy nasze państwo traktują jak Orwellowską farmę świń. Żałosny jest natomiast każdy starszy człowiek powtarzający, iż wierzy w młodzież, która naprawi ten świat, tak bardzo przez nas zepsuty. Ale taka nadzieja - że inni coś z tym zrobią - a także przygnębienie, rozpacz, niewiara, słabe zdrowie i brak czasu nie usprawiedliwiają naszej bezczynności. Niestety, nowa emigracja wewnętrzna i "szlachetny konformizm" - tych, co się nie splamili, ale nie chcą mieć z tym nic wspólnego - stają się coraz bardziej powszechne. Dlaczego? Bo nie ma już wodzirejów, którzy w organizowaniu masowej opozycji widzą swój interes. Nowi liderzy, choćby mieli najlepsze intencje, będą podejrzani, iż powodzenie ich zepsuje i zdradzą interesy publiczne. Trzeba zatem sięgać do najlepszych przykładów pospolitego ruszenia.

Nieobecni wystąp
Walczyć, ale jak? Najprościej jak potrafimy i najbliżej domu. Zło rozmnożyło się; w samorządach, w spółdzielniach mieszkaniowych i ogródkach działkowych małe gangi rządzą i dzielą wspólna własność, a znakomita większość ustępuje, bo nie chce się użerać albo pragnie mieć święty spokój. Musimy przyłączać się wszędzie tam, gdzie protestują ludzie, jeżli mamy pewność, że ich prawa zostały pogwałcone. Musimy wspierać się wzajemnie w potyczkach z biurokracją, dla której pojedynczy obywatel jest nikim. Tam, gdzie występuje podejrzenie o nadużycie władzy i korupcję, społeczne komitety powinny wyjaśniać sprawy przy otwartej kurtynie - prawo nie może paraliżować tych, którzy chcą dociekać prawdy, tymczasem obecnie stanowi złotą tarczę dla złodziei i aferzystów. Trzeba wychodzić z domów, ogródków działkowych, blokowisk, noclegowni i wygodnych rezydencji naprzeciw grupom krzykaczy, którzy chcą decydować o nas bez nas. Chętnych do trzymania władzy trzeba pytać, co dotychczas zrobili. Sami musimy zdobywać o nich pełne informacje i sprawdzać życiorysy. W przeciwnym razie w dniu wyborów będziemy gorączkowo szukać na listach właściwego kandydata i zdecydujemy się na tego, który dostarczył nam do skrzynki pocztowej najlepszy życiorys lub zestaw obietnic. Z wolności - póki nie odebrał jej nam żaden autokrata ani junta, ani mafia oligarchów - należy zrobić co prędzej właściwy użytek; trzeba umacniać demokrację, biorąc czynny udział w jej tworzeniu.

Jan Kazimierz Kruk Tyg. Solidarność nr 35
26 wrzesień 2003

 

  

Archiwum

Chenney obiecuje Żydom zwycięstwo
marzec 14, 2007
Iwo Cyprian Pogonnowski
"Monologi cywilizacji" na wyspie Rodos, 3- 6 września 2003
wrzesień 26, 2003
Marek Głogoczowski
Zagadka samochodów-pułapek z 11 września 2001
maj 9, 2007
marduk
Frasyniuk przeciw koncesji dla telewizji o. Rydzyka
styczeń 24, 2003
PAP
Polonia w "Prima Aprilis" 2005
kwiecień 2, 2005
km
Wielkanocny "odkupicielski" Balet Zdrajców oraz Nierządnic "Pana"
kwiecień 17, 2006
Marek Głogoczowski
Dla kogo robil Schnepf?
maj 26, 2006
Tomasz Sommer
"Młodzi" się "skrzykują" - starzy - podjudzają
maj 24, 2006
Stanisław Michalkiewicz
Ku?nia kłamstwa
luty 13, 2004
Adrian Dudkiewicz
Polski elektryk
padziernik 22, 2008
Artur Łoboda
Edelman nawoluje do zamkniecia Radia Maryja za mowienie prawdy o Zydach
kwiecień 6, 2006
Artykul w Gazecie
Polityka Wschodnia RP
marzec 31, 2006
Adam Wielomski
WOBEC CZASU IDZIEMY Z MGŁˇ BEZ SUKCESU.
listopad 22, 2008
Zygmunt Jan Prusiński
Fura, skóra i komóra .... czyli ..... jeszcze niedawna nadzieja durnych Polaków
czerwiec 19, 2008
SE
Dramat szefowej fundacji
padziernik 31, 2004
Mirosław Naleziński, Gdynia
Zacznijmy od siebie, zacznijmy dzisiaj...
lipiec 8, 2003
Andrzej Kumor
Niektórzy nazywają to absurdami
maj 30, 2008
Artur Łoboda
Pokłosie SB
maj 30, 2005
dr Leszek Skonka
Czy to nie prorokacja?
listopad 29, 2006
Jan
Sułtan i Shaitan
grudzień 3, 2004
Israel Shamir
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media