ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Iwo Cyprian Pogonowski 
Notka wikipedii dotycząca osoby prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego 
PAKT WOJSKOWY POLSKA - IZRAEL.  
Ewa Jasiewicz,Yonatan Shapira na spotkaniu w Krakowie 22 czerwca 2010  
Cała prawda o ataku z 11 września 
Jeden z filmów usułujących przedstawić prawdę i ataku z 11 września 2001 roku 
Historia kontroli bankowej w USA 
Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie.  
Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
Nie dajmy się lobbystom energetyki jądrowej! Wywiad z prof. Mirosławem 
Energetyka jądrowa jest przeżytkiem - nadzieje na tanią energię dawała w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie, które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Nie możemy się mu poddać. 
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
whatreallyhappened.com 
Warto dodać ten link do Pana strony: http://whatreallyhappened.com/

99% tez dotyczących religii, polityki i ekonomii i filozofii się pokrywa z tezami zaprasza.net. Topowa strona. 
Cała prawda o World Trade Center 
Filmik dokumentalny przedstawiający wydarzenia z 11 września 2001 roku. 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Wszystko pod kontrolą 
Od zawsze służby specjalne kontrolowały rzekome niezaplanowane spotkania oficjeli z obywatelami.
Przykład podstawionego Putina - jako przypadkowego przechodnia.
 
Patriotyzm 
Piosenka Lecha Makowieckiego 
Wezwanie do przebudzenia 
Film opisujący mechanizmy ekonomicznej władzy nad światem 
Młodzież izraelska w Polsce 
Doskonały dokument o wycieczce młodzieży izraelskiej do Polski. 
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
Kaczyński również nas w to wciągnął 
Zbrodnie wojskowe w Iraku 
Niemcy 1940 - Izrael 2009 - Szokujące zdjęcia 
 
Przedsiębiorstwo holokaust 
Telewizyjny wywiad z Normanem Finkelsteinem 
"patriotyzm" po 1989 roku 
komentarz zbędny 
Polscy "nacjonaliści" o żydach 
Po prostu zobaczcie 
więcej ->

 
 

Między młotem a kowadłem

Między młotem a kowadłem

Bartłomiej Bartoszek

Od pewnego czasu na łamach „Opcji na Prawo” toczony jest spór o to, czy Polska przed wybuchem II wojny światowej powinna zmienić swoją politykę i zawrzeć sojusz z Niemcami. Z jednej strony mamy pana Adama Maksymowicza, uważającego, że Polska dokonała słusznego wyboru, przyjmując twarde stanowisko wobec niemieckich żądań. Innego zdania jest pan Adam Danek, który uważa, że przed wojną Polska winna dążyć do zbliżenia z III Rzeszą. Postanowiłem podjąć polemikę z panem Dankiem, gdyż jego twierdzenia są niezwykle kontrowersyjne. Poniżej postaram się wykazać błędność wielu założeń, tez i opinii jakie ów autor przedstawia w swoich tekstach: „Niemieckie obrachunki” oraz „Krucjata, której nie było”.

Już na początku artykułu „Niemieckie obrachunki” autor pisze: Przyjrzyjmy się zresztą owej Wielkiej Przestrzeni Gospodarczej, biednym: Polsce, Rumunii, Bułgarii, Jugosławii, republikom bałtyckim. Czy dało się tam znale?ć coś do zrabowania? Co innego na bogatym, ludnym Zachodzie. Pan Danek zdaje się sugerować, że przynajmniej jednym z głównych celów ekspansji III Rzeszy była możliwość rabunku. Rabunki dokonywane przez Niemców były jednak efektem wojny, a nie jej celem. A gdy mimo to spojrzymy przez chwilę przez pryzmat tej tezy, okaże się, że w tych „biednych” krajach znajdowały się złoża surowców, tak bardzo potrzebnych niemieckiej gospodarce (choćby rumuńska ropa naftowa). Dodatkowo, jak pokazała historia, w tych krajach było co rabować.


Dalej w tym samym tekście czytamy: Obrońcy tezy o niemieckim Drang nach Osten zbyt łatwo zapominają, pod jakim głównie hasłem Hitler (demokratycznie) doszedł w Niemczech do władzy: posłać do diabła upokarzający traktat wersalski, na czele którego stały nie wschodnioeuropejskie państwa jak Polska czy ZSRS, lecz przede wszystkim Francja i Wielka Brytania. Podobny argument p. Danek przytacza również w artykule „Krucjata, której nie było”. Prawdą jest, że Adolf Hitler chciał obalić ład powersalski. By tego dokonać, wcale nie musiał jednak rozpoczynać wojny na zachodzie. Co więcej, nie chciał takiej wojny. W grudniu 1938 roku Francja i Niemcy podpisują deklarację pokojową. W czasie negocjacji Georges Bonnet miał powiedzieć: (...) zostawcie nam nasze imperium kolonialne, a my zostawimy wam Ukrainę (Eugeniusz Guz, Drugie Monachium 1939. Kulisy zdrady. Warszawa 1990). Tymczasem droga do żyznych pól Ukrainy wiodła przez Polskę. Natomiast co do Anglii to powszechnie wiadomo, że Hitler marzył o sojuszu z tym państwem. Na kilka dni przed wybuchem wojny, 25 sierpnia 1939 roku Hitler w czasie spotkania z brytyjskim ambasadorem w Berlinie, Nevillem Hendersonem, przedstawił mu propozycję globalnego porozumienia. Fßhrer zapewniał rozmówcę, że rozumie sytuację, w jakiej znalazła się Wielka Brytania. Dlatego, aby Londyn mógł zachować twarz, Berlin ze zrozumieniem przyjmie wojownicze nastawienie Anglii pod warunkiem, że będzie to „wojna pozorów”. Ambasadora zapewniono, że Rzesza jest gotowa zawrzeć sojusz ze Zjednoczonym Królestwem i dokonać podziału stref wpływów na świecie. Wszystko pod warunkiem, że Anglicy zrezygnują ze swoich wpływów w Europie Wschodniej, w której Niemcy miałyby wolną rękę. Takich propozycji raczej się nie składa największemu wrogowi. Poza tym, patrząc na te fakty, Polska miała niewiele do zaoferowania Hitlerowi. Każdą „ofertę” Warszawy dla Niemiec nasi „przyjaciele” znad Tamizy i Sekwany mogli z łatwością „przebić”, dając nazistom wolną rękę na wschodzie. Dlatego na, zdawałoby się, retoryczne pytanie p. Danka: Ciekawe jednak, jaki kierunek by obrał, gdyby Polska w kluczowym momencie zaoferowała mu układ o zachowaniu życzliwej neutralności w razie wybuchu wojny Niemiec z państwem trzecim…, odpowiadam: wschodni.

Innym argumentem na rzecz zbliżenia z Niemcami, jaki możemy znale?ć w tekście „Krucjata, której nie było” jest stwierdzenie: Co ciekawe, nasze relacje z Niemcami uległy znacznej poprawie po dojściu w nich do władzy Hitlera. Nadęty kapral już w 1933 r. ogłosił odejście od antypolskiej polityki poprzednich gabinetów, co umożliwiło podpisanie w 1934 r. polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy we wzajemnych stosunkach. Dlaczego jednak Hitler zdecydował się podpisać taką deklarację? Na to pytanie p. Danek nie odpowiada. Dlatego zrobię to ja. Po pierwsze, nie zapominajmy, że Hitler świetnie zdawał sobie sprawę ze słabości ówczesnych Niemiec. Musiał więc dążyć do poprawy stosunków z innymi krajami, aby móc realizować swoje plany. Uważam, że te kroki miały na celu jedynie uśpienie czujności innych państw i były czysto instrumentalne. Gdy tylko Niemcy poczuły się silne, rozpoczęły swoją ekspansję. Drugim wytłumaczeniem podpisania tego układu w 1934 roku może być to, że był to efekt misternej gry dyplomatycznej przeprowadzonej przez Polskę. Gry, dodajmy, przeprowadzonej po mistrzowsku.

Otóż Józef Piłsudski wiedział, że „krzykacz”, za jakiego uważał Hitlera, gdy tylko dostanie wolną rękę od państw zachodnich, wyciągnie ją ku Polsce. W takiej sytuacji było tylko jedno wyjście: dać „austriackiemu kapralowi” po łapach, póki jeszcze można. Pomysł przybrał formę planu wojny prewencyjnej przeciw Niemcom. Wojska francuskie i polskie wkroczyłyby do Niemiec (armia niemiecka nie byłaby w stanie się przeciwstawić takim krokom) i zmusiły Berlin do zaprzestania zbrojeń i przestrzegania traktatu wersalskiego. Zapewne wiązałoby się to z okupacją części terytorium naszego zachodniego sąsiada. Należało tylko wprowadzić plan w życie, a raczej przekonać kilka państw w Europie, że takie plany istnieją i Polska nie zawaha się ich zrealizować. Pogłoski o przygotowywanej przez Polskę wojnie prewencyjnej szybko obiegły dyplomatyczne salony. Wywołały one niepokój w Paryżu, niedowierzanie w Londynie i strach w Berlinie. Nawet Mussolini dowiedział się o tych pogłoskach i ostrzegł Niemców przed możliwością francusko-polskiej interwencji zbrojnej. Efekt? Normalizacja stosunków polsko-niemieckich i pakt o nieagresji.

Czy naprawdę istniały plany takiej interwencji? Nie zachowały się żadne dokumenty dowodzące tego. Trzeba pamiętać, że całą akcję przeprowadzono metodami niemal konspiracyjnymi. Jednak na istnienie takich planów może wskazywać to, że w kwietniu 1933 roku minister Anatol Muhlstein donosił Józefowi Beckowi: Stwierdziłem bezspornie, że mówił o tem (wojnie prewencyjnej) Paul Boncour, jako o rzeczy, którą należy się zająć. Wiem również, że myśl ta chodzi po głowie Daladiera i wzbudza w nim duży niepokój (...) Mówią o tem czołowe osobistości rządowe. (Piotr Wandycz, Trzy dokumenty: przyczynek do wojny prewencyjnej. Zeszyty Historyczne t. III). Inną poszlaką wskazującą, że jednak było coś na rzeczy, jest podróż senatora Jerzego hr. Potockiego do Paryża. Wiadomo, że przybył on do Francji w styczniu 1933 roku z poufną misją, powierzoną mu prawdopodobnie przez samego Piłsudskiego. Hrabia Potocki był specjalnym wysłannikiem ministra Becka, który miał omawiać sprawy z francuskim ministrem spraw zagranicznych tylko ustnie. Anonsując go polskiemu ambasadorowi we Francji, minister nic nie wspomniał o celach misji senatora. Dlaczego nie angażowano oficjalnie rządu? Dlaczego tych rozmów nie mógł przeprowadzić po prostu polski ambasador w Paryżu? Można domniemywać, że chodziło o jakieś kontrowersyjne pomysły i, być może, wybadanie możliwości ich realizacji. Nie miejsce tu jednak na szersze opisanie tej sprawy. Dlatego wrócę do tez prezentowanych przez p. Danka.

Wśród twierdzeń, które wyszły spod pióra tego autora, znajdujemy również takie: Co zaś do słynnej eksterytorialnej autostrady (i linii kolejowej), jeszcze latem 1939 r. Władysław Studnicki opracował szczegółowe rozwiązanie tej kwestii, możliwe do zaakceptowania i dla Polski, i dla Niemiec (...). Autor wyciąga nieuprawniony wniosek, że projekt autorstwa Władysława Studnickiego był do zaakceptowania dla obu stron, mimo że w Berlinie i Warszawie ten projekt zignorowano i nie ustosunkowano się do niego. Musimy też zwrócić uwagę na fakt, że Joseph Goebbels w instrukcji dla dziennikarzy z 16 sierpnia 1939 roku w odniesieniu do roszczeń wobec Polski pisze: Rozwiązanie kompromisowe dla Niemiec jest nie do przyjęcia. Nie zapominajmy też, że Niemcy dążyli do zajęcia całego „polskiego korytarza”, nie chodziło im tylko o eksterytorialne połączenie z Prusami Wschodnimi. Już w pa?dzierniku 1936 roku Constantin von Neurath w rozmowie w hrabią Ciano stwierdził, że Niemcy nie zrezygnują z aneksji Gdańska i polskiego korytarza, który jest dla Niemiec nie do zniesienia, a tylko odkładają realizację tego celu w czasie. W sierpniu 1939 roku mieliśmy zaś tzw. 16 punktów Ribbentropa: anulowanie traktatu wersalskiego, włączenie Gdańska do Rzeszy, plebiscyt w tzw. korytarzu pomorskim po upływie 12 miesięcy od przyjęcia propozycji, plebiscyt miał się odbyć pod międzynarodową kontrolą, prawo głosowania mieli mieć wszyscy Niemcy urodzeni lub mieszkający na Pomorzu przed 1 stycznia 1918 roku, plebiscyt nie objąłby Gdyni, miano zawrzeć nowe umowy regulujące prawa mniejszości polskiej w Rzeszy i niemieckiej w Polsce, o „zwycięstwie” miała zdecydować zwykła większość głosów, a ludność „przegranego” miała zostać wysiedlona, strona przegrana zaś miała otrzymać „korytarz przez korytarz” o szerokości 1 km. Wygląda interesująco? Propozycja ta jednak nie podlegała dyskusji. Warszawa mogła ją przyjąć lub odrzucić. I jeszcze jedno, nowe stanowisko Berlina przekazano Polakom 31 sierpnia 1939 roku.

Zakładam, że p. Danek, sugerując, iż jeszcze latem 1939 roku możliwe było zbliżenie polsko- niemieckie, nie wiedział o trzech, moim zdaniem istotnych wydarzeniach. Pierwsze z nich to rozmowa Hitlera z gen. Walhterem von Brauchitschem z 25 marca 1939 roku, w której Fßhrer stwierdził, że Polskę należy rozbić. Następne wydarzenie to przemówienie Hitlera do dowódców wojskowych z 23 maja 1939 roku: Nie chodzi nam o Gdańsk. Chodzi o rozszerzenie przestrzeni życiowej na wschodzie i o rozwiązanie problemu Morza Bałtyckiego (...) Pozostaje decyzja: zaatakować Polskę przy pierwszej stosownej sposobności. I jeszcze jedno. W Salzburgu 11 sierpnia 1939 roku doszło do spotkania Ribbentropa z hrabią Ciano. W jego trakcie na pytanie Włocha: Czego chcą Niemcy? Gdańska i korytarza? Ribbentrop odpowiedział: My chcemy wojny!


W dalszej części tego samego tekstu autor powołuje się na trafną opinię Adolfa Boheńskiego, że zbliżenie między Niemcami i Rosją zawsze stanowi zagrożenie dla Polski. Następnie zaś pisze: W 1933 r. w Niemczech powstał rząd, który szukał zbliżenia z Polską przeciw Związkowi Sowieckiemu – i Polska taką szansę świadomie przegapiła! W efekcie niemiecki rząd zniechęcił się i powrócił na wypróbowaną drogę współpracy z Sowietami. Twierdzenie, że Berlin poszedł na współpracę z Moskwą dlatego, że Polska odrzuciła niemieckie propozycje, jest całkowicie błędną interpretacją faktów. Pakt Ribbentrop-Mołotow zawarto, gdyż w Berlinie uważano, że to ostatecznie zniechęci sojuszników Polski do udzielenia jej pomocy. Dodatkowo Hitler wiedział, że Francja i Anglia toczą tajne rozmowy wojskowe ze Stalinem. Rokowania te ciągle się przedłużały, więc Niemcy ubiegli Paryż i Londyn i dali Rosjanom to, czego chcieli. Zawarcie tego paktu było olbrzymim zaskoczeniem dla całego świata. W końcu naziści od lat podkreślali swój antykomunizm. Układ ten Berlin traktował całkowicie instrumentalnie. Niemcy ociągały się lub nie wywiązywały z obiecanych Moskwie dostaw. Ile ten pakt znaczył dla Niemców, pokazał 22 czerwca 1941 roku.

Często w swoim tekście p. Danek powołuje się na opinie Władysława Studnickiego. Jedną z nich jest : Nasza armia w wojnie z armią niemiecką to une quantite negligeable, nie będąca w stanie oprzeć się atakowi dłużej niż dwa tygodnie; jednak ta sama nasza armia, walcząca w razie nieposzanowania naszej neutralności przez Rosję, z pomocą niemiecką, wspierana przez fachowe niemieckie dowództwo, przy użyciu dostarczonych przez Niemcy czołgów i samolotów i przy pomocy niemieckich instruktorów – byłaby potężną siłą, zapewniającą zwycięstwo na wschodzie. W dalszej części tego tekstu możemy zaś znale?ć taką opinię samego autora artykułu: (...) łatwo zgadnąć, iż antysowiecki sojusz polsko-niemiecki miałby przede wszystkim jeden rezultat: nie doszłoby do podboju i okupacji Polski przez III Rzeszę i ZSRS, a przytłaczająca większość polskich ofiar wojny stanowiła właśnie ich skutek. Nie możemy zapominać, że Niemcy bardzo niechętnie dzieliły się swoimi technologiami, nawet z sojusznikami. Pragnę też zauważyć, że Wehrmacht nie był w stanie pokonać Armii Czerwonej w 1941 roku, a tym bardziej nie byłby w stanie tego zrobić w 1939 roku. Przedstawię to na przykładzie wojsk pancernych. Musimy pamiętać, że w 1939 roku Niemcy miały niewiele nowoczesnych czołgów. Większość sił Panzerwaffe stanowiły lekkie, słabo uzbrojone i opancerzone czołgi typu Panzer I i Panzer II. Te czołgi w starciu z takimi maszynami radzieckimi jak BT-5, BT-7 czy nawet T-26 były niemal bez szans. Pamiętajmy, że ZSRR wprowadza wtedy do użycia takie maszyny jak KW-1 i 2 oraz T-34. Co więcej, wtedy armii niemieckiej wciąż brakuje doświadczenia bojowego, które w 1941 roku okazało się bezcenne. A drugi najważniejszy dla Niemiec rodzaj sił zbrojnych, czyli lotnictwo? W starciu z lotnictwem słabszych krajów Luftwaffe mogła być nowoczesna. Jednak, gdy przyszło się jej zmierzyć z angielskimi Spitfireami czy radzieckimi IŁ-2, okazało się, że wiele niemieckich maszyn jest przestarzałych (osobną kwestią jest słabe wyszkolenie radzieckich pilotów). Poza tym Niemcy nie mogli szybko uzupełniać strat wśród wyszkolonych załóg (ciężkie straty w bitwie o Anglię) oraz w sprzęcie. W tym miejscu może się pojawić zarzut, że zapominam o tym, iż Niemcy tymi „słabymi” czołgami pokonali Francję, a ZSRR nie radził sobie z Finlandią. Dlatego krótko odpowiem już teraz na te potencjalne zarzuty. Francja szykowała się do wojny pozycyjnej, w której czołgi miały stanowić siły wsparcia dla piechoty. Posiadali nowoczesne uzbrojenie, ale nie potrafili go wykorzystać. Należy też pamiętać o niskim morale armii francuskiej. Niemcy zaś używali czołgów jako samodzielnych, skoncentrowanych sił uderzeniowych, mieli wysokie morale i doświadczenie bojowe. Miejmy też na uwadze powodzenie planów gen. Mansteina i okoliczności, które doprowadziły do ich realizacji (zdobycie przez Francuzów pierwotnych niemieckich planów ataku opartych o plan Schliffena). Co się zaś tyczy wojny radziecko-fińskiej, to pamiętajmy, że ZSRR i tak by ją wygrał, choć poniósłby przy tym duże straty i zajęłoby mu to więcej czasu. Dodatkowo Rosjanie do wojny z Finlandią byli nieprzygotowani. Rzucili do boju w warunkach zimowych i na zalesione tereny masę czołgów i sprzętu zmechanizowanego, który utknął w gigantycznych korkach na nielicznych drogach. Czerwonoarmiści mieli letnie mundury i nie szkolono ich do walki w takich warunkach. Dodatkowo dowództwo radzieckie popełniło mnóstwo błędów w czasie planowania operacji (zaplanowano wojnę na 12 dni i na taki okres przygotowano zaopatrzenie). Dlaczego więc ZSRR miałby być lepiej przygotowany do wojny z Niemcami? Ponieważ Rosjanie szykowali się do wojny na zachodzie już od 1938 roku, a w pa?dzierniku 1939 roku rozpoczęto opracowywanie szczegółowych planów wojny z Niemcami. Należy też brać pod uwagę takie czynniki jak: ogromne przestrzenie (na, których blitzkrieg zaczął zawodzić), słaba infrastruktura (osłabiająca impet natarcia), duże rezerwy ludzkie (na miejsce straconego tuzina dywizji Rosjanie mogli wystawić tuzin następnych), czy możliwość szybkiego uzupełniania strat w sprzęcie i ludziach. Jak pokazał rok 1941, to wystarczyło, aby zatrzymać niemiecki pochód w kierunku Uralu. Zdaję sobie sprawę, że ta odpowied? jest niewyczerpująca i nie uwzględnia wielu czynników, ale na dłuższą, niestety, w tym tekście nie mogę sobie pozwolić.

Wracając zaś do sojuszu polsko-niemieckiego. Siły takiego sojuszu pewnie wtargnęłyby głęboko w terytorium ZSRR, jednak nie byłyby w stanie pokonać tego państwa. Rosjanie byli w stanie szybko uzupełniać swoje straty i zdołali się podnieść po klęskach roku 1941. Natomiast Niemcy po jednej dużej klęsce pod Stalingradem już się nie podnieśli. Udział Polski w wojnie po stronie Niemiec pewnie przedłużyłby wojnę, ale nie zapewniłby takiej koalicji zwycięstwa. Do takiego sojuszu jednak nie mogło dojść, gdyż żadna ze stron go nie chciała. Już przytoczyłem wypowiedzi Hitlera i Ribbentropa, które wskazują na dążenie Niemiec do otwartej konfrontacji z Polską. Nie znaczy to, że przed taką wojną Berlin nie chciał zdobyć jak najwięcej w sposób pokojowy. Za takim wyjściem optowali Herman Göering i Ernst von Weizsäcker. Uważali, że Rzesza powinna dążyć do zrealizowania jak największej ilości celów bez wystrzelenia pocisku. W takim wypadku wobec Polski, być może, udałoby się powtórzyć Monachium. Te pomysły zawiodły, gdyż ani Polska, ani Hitler na drugie Monachium nie mieli ochoty. Dowodem na to jest odrzucenie przez Warszawę i Berlin propozycji papieża Piusa XII z 5 maja 1939 roku, aby zwołać międzynarodową konferencję mającą rozwiązać spór niemiecko-polski. Poza tym już 3 kwietnia 1939 roku Hitler wydał rozkaz rozpoczęcia przygotowań do ataku na Polskę, a 28 kwietnia wypowiedział pakt o nieagresji.

Teraz ustosunkuję się do tez dotyczących bardziej II wojny światowej, niż kwestii sojuszu polsko-niemieckiego. W ciekawy sposób pan Adam Danek odpowiedział na twierdzenie p. Maksymowicza, że Niemcy nie mogłyby pokonać Stanów Zjednoczonych. Mianowicie w artykule „Krucjata, której nie było” pisze on: Ameryka przystąpiła do wojny w odpowiedzi na japońską ekspansję na Pacyfiku, który uważała za własną strefę wpływów. W obronie swej dominacji przygotowała kontrofensywę i – jak przyznaje coraz więcej historyków – celowo wystawiła Japończykom łatwy cel w Pearl Harbor, by zyskać pretekst do przystąpienia do wojny. III Rzesza – wbrew wszelkim pompatycznym mowom o „obronie demokracji” itp. – stanowiła dla USA drugorzędnego przeciwnika. Państwem, które faktycznie wykrwawiło Niemcy i zmusiło je do kapitulacji, był ZSRS. Dalej czytamy też: Drugi front europejski otworzyli zachodni alianci tylko pomocniczo – oraz po to, by po zwycięstwie nad III Rzeszą nie dopuścić do dalszego marszu Armii Czerwonej na zachód. Teza, że USA specjalnie wystawiły Japończykom łatwy cel w Pearl Harbor, by zyskać pretekst do przystąpienia do wojny, jest tak absurdalna, że nie wymaga ona żadnego komentarza. Co innego stwierdzenie, że III Rzesza była drugorzędnym przeciwnikiem dla USA. Takie twierdzenie nie wytrzymuje starcia z faktami. Otóż w styczniu 1943 roku odbyła się konferencja w Casablance. W jej trakcie alianci zachodni zdecydowali, że będą walczyć, aż do bezwarunkowej kapitulacji państw osi. Następnie Stany Zjednoczone przyjmują zasadę beat Germany first, jako że amerykański sztab generalny uznał Niemcy za najgro?niejszego przeciwnika w skali globalnej. Japonia po porażkach poniesionych w bitwie o Guadalcanal, bitwie morskiej pod Midway oraz bitwie na Morzu Koralowym (wszystkie latem 1942 roku) nie była w stanie poważnie zagrozić (co nie znaczy, że nie był to przeciwnik wymagający i dokuczliwy) Stanom Zjednoczonym, które przejęły inicjatywę na Pacyfiku. W takiej sytuacji większość sił lądowych i lotniczych Stany Zjednoczone kierowały na front europejski. Jedynie większość sił marynarki wojennej skierowano na Pacyfik, gdyż główny ciężar walk na morzach z Niemcami wzięły na siebie jednostki brytyjskiej Royal Navy.

P. Danek dokonuje wysublimowanej interpretacji faktów historycznych, gdy pisze, że otwarcie frontu we Francji w 1944 roku miało tylko charakter pomocniczy. Otóż Moskwa już od 1942 roku domagała się otwarcia drugiego frontu w Europie, by odciążyć Armię Czerwoną. Obietnicę otwarcia tego frontu natychmiast Stalinowi złożono. Było to powodem wielu spięć między sojusznikami, gdyż ani w 1942 (nieudane lądowanie pod Dieppe), ani w 1943 roku alianci nie byli gotowi do otwarcia tego frontu. Lądowanie we Włoszech było operacją pomocniczą, uderzeniem w „miękkie podbrzusze Europy”, które okazało się wyjątkowo twarde. Dopiero operacja Overlord w czerwcu 1944 roku utworzyła front, który w sposób znaczący mógł odciążyć Rosjan. A głównym celem działań aliantów było pokonanie Niemiec.

Gdy autor cytowanych przeze mnie słów stwierdza, że alianci zachodni Bez sowieckiego wysiłku zbrojnego nie zdołaliby pokonać Niemiec, dowodzi tym samym, że nie docenia potęgi ówczesnych Stanów Zjednoczonych. Otóż USA były w stanie walczyć równocześnie na dwóch frontach (w Europie i na Pacyfiku) z bardzo trudnymi przeciwnikami. Co więcej, Ameryka uzbrajała niemal wszystkie siły aliantów zachodnich oraz wysyłała olbrzymie dostawy do Chin i ZSRR (w trakcie wojny na miejsce jednego straconego czołgu Amerykanie budowali 10 kolejnych). Natomiast po wojnie Amerykanie odbudowali ze zniszczeń wojennych Japonię i Europę Zachodnią. Tymczasem Niemcy wraz z sojusznikami nie były w stanie sobie poradzić nawet na jednym froncie z Armią Czerwoną. Nawet udział w walkach po stronie Wehrmachtu Polaków nic by nie zmienił, a Polska po wojnie zostałaby ukarana za wspieranie nazistów.

W „Krucjacie, której nie było” możemy przeczytać również opinię, że sojusz z III Rzeszą uchroniłby polskich Żydów przed zagładą. Autor wymienionego artykułu powołuje się na przykład Bułgarii (która nigdy nie wypowiedziała wojny Związkowi Radzieckiemu). Problem polega na tym, że w Bułgarii nie mieszkało ponad trzy miliony Żydów. Mało prawdopodobne, aby naziści zgodzili się na istnienie „oazy spokoju” dla Żydów pośrodku „tysiącletniego imperium”.

Kończąc swój artykuł p. Danek pisze: Polska bynajmniej nie walczyła „po stronie honoru i prawdy”, ponieważ takiej strony w tamtej wojnie nie było. II wojna światowa stanowiła wewnętrzną rozgrywkę w obozie Zła, mordercze zapasy złego komunizmu i złego demoliberalizmu ze złym nazizmem – a państwa trzecie usiłowały jakoś wyjść cało z tej bójki w diabelskiej rodzinie. Polacy mogli to uczynić, pozwalając nazizmowi i demoliberalizmowi wykrwawiać się we wzajemnej walce, skoro te jej koniecznie chciały. Ale mogli też zrobić znacznie więcej – wziąć udział w zniszczeniu Związku Sowieckiego: wypatroszyć czerwonego molocha w jego własnym gnie?dzie, przynosząc narodom od Dniepru po najdalsze krańce Rosji wyzwolenie od komunistycznej tyranii. Opinia ta jest silnie nacechowana emocjami, dlatego trudno z nią dyskutować. Musimy pamiętać, że II wojna światowa była starciem między konkretnymi państwami, wywołanym obłąkańczymi pomysłami jednego człowieka. To nie jest tak, że poszczególne państwa (nie licząc agresorów) chciały brać udział w wojnie. Jeżeli spojrzymy na postawę Francji i Anglii w 1938 i 1939 roku, to trudno nazwać je państwami wojowniczymi. Większość krajów (mam na myśli państwa, które faktycznie brały udział w działaniach wojennych) była raczej zmuszana do wzięcia udziału w tej wojnie. Każdy napadnięty przez Hitlera i jego sojuszników automatycznie przyłączał się do koalicji antyhitlerowskiej. Wiele krajów nie mogło sobie pozwolić na komfort neutralności. Jednym z nich była Polska, która była zmuszona opowiedzieć się po którejś ze stron. Wybrała stronę aliantów zachodnich. Czy to oznacza, że staliśmy się częścią „obozu zła”, że weszliśmy do „diabelskiej rodziny”? Oczywiście, że nie. Walczyliśmy po stronie „dobra” w tym sensie, że walczyliśmy u boku tych, którzy zmagali się z Hitlerem będącym wówczas dla wielu uosobieniem zła. Jednak najbardziej wstrząsająca jest opinia o wyzwoleniu narodów (...) od Dniepru po najdalsze krańce Rosji wyzwolenie od komunistycznej tyranii. To, jak wyglądało „wyzwalanie” ludności ZSRR przez wojska niemieckie, każdy dobrze wie. Nazywanie więc dostania się spod tyranii komunistycznej pod nazistowską „wyzwoleniem” jest nie na miejscu.

Na koniec chciałem zwrócić uwagę na pewną istotną rzecz, o której w rozważaniach typu „co by było gdyby”, często się zapomina. Chodzi o to, że decyzje podejmowane są na podstawie dostępnych informacji. A co wiedziała Polska przed wrześniem 1939 roku? Wiedziała, że Hitler jest partnerem niewiarygodnym. W 1935 roku podpisał umowę z Anglią, która pozwalała mu na budowę floty o tonażu do 35% tonażu floty brytyjskiej, a potem umowę złamał. We wrześniu 1938 roku odnośnie do kwestii Sudetów mówi, że to jego ostatnie żądanie terytorialne w Europie. W marcu 1939 roku Czechosłowacja przestaje istnieć a Litwa musi oddać Kłajpedę. W pa?dzierniku 1938 roku zgłasza roszczenia wobec Polski. Przez lata podkreśla swój antykomunizm, a w sierpniu 1939 roku zawiera pakt o nieagresji ze Stalinem. Dodać do tego należy antypolską propagandę w Niemczech. Jaką wiarygodność mógł mieć dla Warszawy tak agresywny partner? Raczej niewielką lub żadną. Nie należy też zapominać o ideologii nazistowskiej, którą Hitler konsekwentnie wcielał w życie. Natomiast dla Polaków i Żydów było w niej konkretne miejsce. W pamiętniku Josepha Goebbelsa pod datą 10.10.1939 r. możemy przeczytać: Opinia Fßhrera o Polakach jest miażdżąca. Bardziej zwierzęta niż ludzie, całkiem tępi, bez wyrazu.(...) Fßhrer nie chce z Polakami żadnej asymilacji. Nie jest to opinia Hitlera o Polakach, którą sobie wyrobił po zajęciu Polski. To raczej podsumowanie jego poglądów na ten temat.

Decydując się na stanowczy opór wobec niemieckich roszczeń, Warszawa miała silne podstawy ku temu. Miała sojusz z Francją i Anglią, ale nie wiedziała o tajnych rozmowach Londynu i Berlina, by uniknąć wojny. Przed paktem Ribbentrop-Mołotow Polska miała zapewnienie o życzliwej neutralności Litwy i ZSRR, a wiele stolic europejskich było przychylnych Polsce. Co więcej, Moskwa zapewniała, że nie odmówi prośbie o pomoc. Gdy doszło do zawarcia paktu między III Rzeszą a ZSRR, Polska nie wiedziała o tajnym protokole. Można by wymieniać wiele rzeczy, o których Polska wiedziała, a o których nie. Ogólnie rzecz ujmując, chodzi o to, że władze polskie, bazując na dostępnych informacjach, podejmowały kroki, jakie w ich mniemaniu były najlepsze. Na ich podstawie Warszawa była przekonana, że mając sojusz z Anglią i Francją, uda się odeprzeć ewentualną niemiecką agresję. Stało się jednak inaczej.

Podsumowując, stwierdzam, że pan Adam Danek w swoich rozważaniach pisał w sposób emocjonalny i silnie zideologizowany. Sprawia to, że autor ten nie wziął pod uwagę wielu istotnych czynników oraz dokonał błędnej interpretacji wielu faktów historycznych. Natomiast argumenty, które przytoczył na rzecz sojuszu Polski z III Rzeszą są nieprzekonujące. Polska znalazła się wtedy między młotem a kowadłem. Czy mimo to było jakieś wyjście z tej sytuacji? Moim zdaniem tak. W 1933 roku Edvard Benes wysunął propozycję zawarcia układu o przyja?ni między Polską a Czechosłowacją. Warszawa pomysł jednak odrzuciła, gdyż polskie władze nie wierzyły w trwałość państwa czechosłowackiego. W związku z tym 16 maja 1935 roku Czesi zawarli układ ze Związkiem Radzieckim. Zastrzegli przy tym, że układ nie może być wymierzony przeciwko Polsce. Odrzucenie propozycji Czechów było błędem. Gdyby doszło do sojuszu między Pragą i Warszawą, wtedy oba państwa mogłyby się skutecznie przeciwstawić ewentualnej niemieckiej agresji. Wspomnę jeszcze, że przed Monachium 1938 roku Czechosłowacja miała silne umocnienia na granicy z Niemcami oraz jedną z najlepiej wyposażonych armii w Europie. Ciśnie się na usta pytanie: co by było, gdyby w 1938 roku Polska zrewidowała swoje stanowisko i zdecydowanie poparła Czechosłowację w sporze z Niemcami? Jest to jednak pytanie, na które już nigdy nie poznamy odpowiedzi. Pozostaną nam tylko przypuszczenia.

http://www.opcja.pop.pl/?id_artykul=1327
8 wrzesień 2008

Bartłomiej Bartoszek 

  

Archiwum

Prezydenckie menu
wrzesień 5, 2003
www.dziennik.krakow.pl
Spieprzać dziady, czyli kolejny "prezydent wszystkich Polaków"
listopad 9, 2006
INTERIA.PL/RMF/PAP
Nie ma jak zawodówka
styczeń 26, 2006
Odbudowa owszem ale nie w Faludży
lipiec 2, 2006
Dahr Jamail
Zionists Made A Deal With The Devil
styczeń 11, 2007
przysłał ICP
Nastała grobowa cisza
padziernik 22, 2007
Artur Łoboda
Plastynanci w plastynarium
czerwiec 17, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
Czy neokonserwatyzm jest... konserwatyzmem? [głos w ankiecie „Frondy”] Remigiusz Okraska
styczeń 30, 2007
Remigiusz Okraska
Wiara naszych przodków
grudzień 15, 2005
Artur Łoboda
Teraz k ... ONE
listopad 18, 2003
Artur Łoboda
A teraz rząd światowy
grudzień 10, 2008
Gideon Rachman
Kontynuatorzy z SLD (2)
Wszyscy ludzie prezydenta

czerwiec 20, 2003
Paweł Siergiejczyk
Niemcy w Epoce Neo-kolonializmu
wrzesień 6, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Zobacz, jakie nieruchmości w drodze przestępstw przejął Kaczyński
listopad 15, 2006
Zbigniew Nowak
Rozmawiałem z Małgorzatą Majewską
wrzesień 19, 2006
Artur Łoboda
Za Putinu!
styczeń 9, 2008
MAREK BARAŃSKI
Imam Chazbijewicz: wizyta papieża wzmocniła państwo polskie
sierpień 19, 2002
PAP
Początek końca
sierpień 9, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Hołota i żydohołota (II)
luty 20, 2006
Artur Łoboda
Turcja Przyjaciel Izraela i Kandydat na Członka Unii Europerjskiej
sierpień 2, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media