ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Imperium KLAUSA SCHWABA i jego marionetki. DAVOS 2022. 
 
Grzegorz Braun odpowiada na Państwa pytania 
Monika Jaruzelska zaprasza
 
PAKT WOJSKOWY POLSKA - IZRAEL.  
Ewa Jasiewicz,Yonatan Shapira na spotkaniu w Krakowie 22 czerwca 2010  
Bruksela już we wrześniu 2019 r. czyniła przygotrowania do pseudopandemii 
 
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
Brytyjska modelka zabita zastrzykiem? 
Trzy tygodnie po szczepieniu zmarła - po wystąpieniu wielu komplikacji - w tym białaczki.  
Nanotechnologia w szczepionkach 
PIĄTA KOLUMNA - SPRAWOZDANIE Z PRAC NAD ANALIZĄ ZAWARTOŚCI I DZIAŁANIA "SZCZEPIONEK" NA COVID 
AI nie będzie świadoma, twierdzi Roger Penrose (Nobel 2020) 
Czy sztuczna inteligencja może być i czy kiedykolwiek będzie świadoma? 
FDA ogranicza stosowanie szczepionki J&J z powodu powikłań 
Amerykańska agencja zmieniła swoje stanowisko z uwagi na wysokie ryzyko wystąpienia powikłania po przyjęciu preparatu Janssen, czyli zakrzepicy z zespołem małopłytkowości (TTS).  
Atak pistapo w Gdańsku 
Atak "policji" na proteście w czasie przemowy Krzysztofa Kornatowicza - Gdańsk - 10.10.2020r.  
Patriotyzm 
Piosenka Lecha Makowieckiego 
Kanciarze z Wall Street 
Film przedstawia kulisy Wall street . Metody działania , które doprowadziły w ciągu kilku ostatnich lat do wywołania kryzysu finansowego. 
Częstotliwości radiowe i mikrofalowe a manipulacja ludzkimi emocjami i zachowaniem 

 
 

 
Wirusowe kłamstwa. Komu zależy na straszeniu nas przeziebieniem? 
 
Niemiecki agent na czele Instytutu Pileckiego 
 
"Babcia Kasia" 
Kim naprawdę jest Katarzyna Augustynek  
Szczepionka covid zacznie zabijać w sezonie zimowym 
Lekarze dla prawdy: „W okresie jesienno-zimowym 2021 r. Co najmniej 20-30% zaszczepionych przeciwko COVID umrze z powodu szczepionki,i przypiszą to nowemu szczepowi wirusa. 
Izrael w chaosie: ogłoszono całkowitą ewakuację, ponieważ ciężkie rakiety Iranu spadły na Tel Awi... 
 
"Quo Vadis Polonia?" Lech Makowiecki  
 
Wojsko izraelskie zabija Żydów, by odpowiedzialnością obarczyć Hamas 
Na angielskojęzycznej, izraelskiej stronie ynetnews.com, pojawił się film nakręcony w podczerwieni przez jeden z izraelskich helikopterów typu Apache podczas ataku Hamasu na Izrael 7.10.2023 r. 
więcej ->

 
 

Wszyscy jesteśmy podejrzliwi

http://www.obywatel.org.pl/index.php?name=News&file=article&sid=9071

Polakom brakuje wzajemnego zaufania. Właśnie to skutkuje mizerną aktywnością społeczną.

Wśród środowisk, które krytykują nie tyle ten czy inny rząd lub opcję polityczną, lecz cały „system”, często pojawia się opinia – czy raczej zarzut – że bierność społeczna jest efektem „ogłupienia” Polaków. Przekonują, że obywatele naszego kraju są łatwowierni, naiwni, zbyt mało krytyczni, dają się zwodzić ładnym słówkom i hasłom rzucanym pod publiczkę, a propaganda establishmentu robi im wodę z mózgu. Jedynie garstka przenikliwych buntowników nie dała się omamić. To ci „oświeceni” demaskują knowania reżimu oraz organizują przeciwko niemu rachityczne 100-osobowe demonstracje, które toną w morzu obojętności.

Czy rzeczywiście tak jest? Na pewno podobny osąd nie należy do całkowicie pozbawionych sensu. Można bez problemu wskazać, że w krajach np. Europy Zachodniej krytyczna reakcja społeczeństwa na wiele działań rządu, klasy politycznej czy lobby wielkiego biznesu, jest znacznie bardziej powszechna niż w Polsce. Nie ma w zasadzie znaczenia, o jaki problem chodzi – czy będzie to „interwencja zbrojna” w jakimś „złym” kraju, czy rządowe plany zmniejszenia zabezpieczeń socjalnych. Pojedyncze marsze antywojenne czy demonstracje przeciwko „reformom” gromadzą setki tysięcy uczestników, czyli tyle, ile uzbierałyby w skali roku razem wzięte wszystkie polskie protesty na dowolne tematy.

Jeszcze bardziej wymowne będzie porównanie Polski do Stanów Zjednoczonych, które zazwyczaj traktujemy jako kraj odmóżdżonych tłuściochów, po całych dniach zajadających się hamburgerami przed telewizorem z głupawymi filmami. W USA istnieją jednak tysiące prężnych inicjatyw społecznych, krytycznych wobec Wielkiego Rządu lub Wielkiego Biznesu. Bardzo radykalne czasopisma osiągają tam kilkudziesięciotysięczne nakłady, sprzedawane całkowicie poza „kioskową” siecią dystrybucji, wyłącznie w prenumeracie pocztowej. Społeczeństwo żywo reaguje na zjawiska, które mu się nie podobają – tysiące osób na rozmaite sposoby „knują” przeciwko rozmaitym decyzjom czy wydarzeniom. Na tym tle Polacy wypadają nader mizernie.

Oczywiście takie porównania są ułomne, gdyż nie biorą pod uwagę setek przyczyn składających się na odmienną sytuację różnych społeczeństw. Można wskazać choćby na to, że kultura społeczno-polityczna USA i państw Europy Zachodniej kształtowała się dłużej i w znacznie bardziej sprzyjających warunkach niż w naszym kraju. To, co u nas dopiero raczkuje lub z mozołem się odradza, tam ma wieloletnie tradycje i solidne zaplecze w postaci wzorców kulturowych i stosownych instytucji. Można dodać też, że lepsza jest sytuacja materialna tamtejszych społeczeństw, a o aktywność obywatelską łatwiej, gdy nie trzeba walczyć o elementarne podstawy bytu.

W tym wszystkim są jednak pewne kwestie problematyczne. Otóż w różnorakich sondażach opinii publicznej Polacy wcale nie wypadają tak ?le. Przeciwko szczególnie szkodliwym postaciom, działaniom i decyzjom – we?my choćby Leszka Balcerowicza, inwazję na Irak czy niesławne „cztery reformy” AWS-u – opowiada się większość społeczeństwa. Podobnie jest z poparciem udzielanym np. tak zohydzanym przez media i stronniczo przedstawianym zdarzeniom, jak rolnicze blokady dróg czy demonstracje górnicze. Znale?ć można oczywiście także kontrprzykłady, choćby bardzo wysokie poparcie dla członkostwa w Unii Europejskiej, zbieżne z – no właśnie – wyjątkowo nasiloną propagandą. Ale w tym przypadku utrzymująca się wysoka, a nawet rosnąca akceptacja dla integracji europejskiej pokazuje, że społeczeństwo autentycznie uznało, iż taki wybór leży w jego interesie. Zdarzają się co prawda kurioza – Polacy najbardziej w Europie ufają np. dziennikarzom – ale trudno z takich specyficznych i dziwacznych trendów wyciągać wioski o braku krytycznego myślenia.

Nie ma powodów, by uznać, że Polacy w swej masie są wyjątkowo „ogłupieni” czy podatni na propagandę. Tym bardziej, gdy we?miemy pod uwagę, że w kluczowych kwestiach panuje u nas zgoda wszystkich znaczących podmiotów ponad politycznymi podziałami, że debata publiczna jest mizerna i toczy się w z góry ustalonych ramach, że brak w niej poważnych środowisk alternatywnych (media często i chętnie nagłaśniają opinie np. Centrum im. A. Smitha – ciekawe, czy podobnie traktowałyby Centrum im. J. Keynesa albo im. W. Röpkego, gdyby takowe istniały?).

Problemem jest natomiast chyba coś innego niż brak krytycyzmu. Postawię tezę – czysto „felietonową”, a więc popartą jedynie własnymi obserwacjami i intuicją – że Polaków cechuje krytycyzm nadmierny, przeradzający się w jałowe krytykanctwo, z którego nie wynika żadna publiczna aktywność. To ostatnie z kolei jest pochodną cechującego Polaków braku zaufania do siebie nawzajem. Wcale nie jest tak, że wyjątkowo podatni na różnoraką propagandę są mieszkańcy kraju nad Wisłą. Polacy bardzo krytycznie i nieufnie oceniają wiele wywodów i działań autorstwa „onych”. Tyle że nieufności wobec establishmentu towarzyszy brak zaufania względem niemal wszystkich innych środowisk i podmiotów. Trudno w takich warunkach o prężne, zbiorowe działanie, bo opiera się ono na poczuciu wspólnoty, na choćby minimalnym przekonaniu o jednym celu większej grupy.

Pokazują ten problem także różnorakie sondaże. Okazuje się, że Polacy w niewielkim stopniu ufają sobie wzajemnie. Mamy zaufanie do kilku „poważnych” instytucji, a przede wszystkim do członków rodziny. Natomiast niewielkie jest do „obcych” – znajomych, mieszkańców tego samego miasta czy dzielnicy, członków tej samej branży czy grupy zawodowej itp. Niezbyt ufamy też organizacjom społecznym, poza najbardziej znanymi, zajmującymi się „ckliwą” tematyką, z liderami prezentowanymi w mediach w pozytywnym świetle. Poza najbliższym kręgiem rodzinnym i towarzyskim oraz odległymi instytucjami, w Polsce istnieje poważny kryzys zaufania wobec różnych struktur i środowisk „średniego szczebla”.

Gdyby wziąć pod uwagę opinie wypowiadane w prywatnych rozmowach, nasi rodacy wcale nie są bezkrytyczni wobec struktur władzy i kapitału. Oczywiście część osób nabiera się na piękne słówka i takież koszule czy krawaty polityków, inni wierzą w to, że Konfederacja Pracodawców Prywatnych składa się z filantropów, którzy prawa pracownicze chcą ograniczać po to, aby Polska była krajem płynącym mlekiem i miodem. Nie sądzę jednak, żeby odsetek takich osób był znacząco większy niż w dowolnym kraju. Za to znakomita większość ma jakieś „ale” a to do rządu, a to do instytucji, które działają ?le „za nasze pieniądze”, a to do biznesu – „wiadomo, że” reklamy kłamią, hipermarkety oszukują na czym tylko mogą, a szef-pracodawca to kawał łotra i cwaniaka. Problem w tym, że są to na ogół wywody bez większej wartości, przyjmujące postać pomstowania przed telewizorem czy przy butelce. Bo gdy pada propozycja wspólnego rozwiązania jakiegoś, niewielkiego choćby, problemu, wówczas okazuje się, że potencjalni sojusznicy też są w taki czy inny sposób podejrzani i niegodni zaufania.

I znów można by doszukiwać się przyczyn takiego stanu rzeczy w przeróżnych zjawiskach i wydarzeniach z przeszłości odległej lub całkiem niedawnej. Tradycji zbiorowego działania nie mamy zbyt wiele. Autentyczne społeczeństwo obywatelskie istniało ostatnio w międzywojniu, też zresztą mocno krępowane sanacyjnym centralizmem, a nierzadko zamordyzmem. W PRL-u społecznikostwo wtłaczano w sztywne, biurokratyczne formy, częstokroć zależne od woli i humoru kacyka któregoś szczebla, z kolei inicjatywy opozycyjne przybierały postać bąd? to wielkich zrywów i buntu, bąd? konspiracyjnej tajnej roboty. Poza okresem solidarnościowego „karnawału” trudno w ostatnich dziesięcioleciach wskazać tradycje normalnego zbiorowego działania, a tamte doświadczenia trudno uznać za ponadczasowe, skoro oparte były na nieistniejącym już modelu dwubiegunowego podziału oraz wyrazistym wspólnym wrogu.

Z „Solidarnością” wiąże się bez wątpienia inna istotna przyczyna braku zaufania. Ruch ten wyzwolił ogromne nadzieje i oczekiwania, a jego liderzy zgromadzili ogromny kapitał społecznego zaufania. Co z tym zrobili, to mniej więcej wiadomo. Skończyło się albo blamażem szybkim i totalnym, jak w przypadku Lecha Wałęsy, albo rozłożoną na raty utratą wiarygodności, jak w przypadku środowiska Unii Wolności i „Gazety Wyborczej” (ta ostatnia zachowała część dawnej pozycji „procentowej” tylko dlatego, że tracąc jedne grupy zwolenników, zyskała inne – Adam Michnik nie jest już „idolem” robotników i „przyjacielem ludu”, lecz bożyszczem części klasy średniej i wyalienowanej ze społeczeństwa inteligencji humanistycznej, często bardzo interesownej i związanej z „michnikowcami” rozmaitymi zależnościami).

W Polsce skompromitowało się też mnóstwo podmiotów, które powinny absorbować i organizować społeczną energię. Od liderów związków zawodowych, którzy okazywali się najlepszymi kumplami i sojusznikami nie pracowników, lecz pracodawców, przez bohaterów jednego epizodu, którzy popularność i zaufanie roztrwaniali niemal natychmiast, ulegając pokusie indywidualnej kariery (tak było z kobietą, która dzielnie walczyła z wyzyskiem w hipermarketach, a pó?niej uznała, że koniecznie musi zostać posłanką), kończąc zaś na tzw. organizacjach pozarządowych, w których kwitnie nieróbstwo i cwaniactwo, zaś one same częstokroć są prywatnymi folwarkami liderów i miejscem zatrudniania ich koleżków, kuzynów czy małżonków. To wszystko prawda, a ludzie mają prawo nie ufać autorom takich wyczynów i podejrzliwie traktować inicjatywy im podobne.

Swoje robi też polityczna wojna wszystkich ze wszystkimi. Nie ma sensu kultywować naiwnej wizji, w której podziały polityczne są całkiem nieistotne, a światopogląd autorów jakiejś inicjatywy jest zupełnie bez znaczenia. Problem polega jednak w Polsce na tym, że nawet najbardziej „niepolityczne” działania i sfery aktywności zostają uwikłane w przepychanki ideologiczno-partyjne. Zwykła chęć uczczenia pamięci o Powstaniu Warszawskim będzie części środowisk „śmierdziała prawicą”, a chęć skutecznej ochrony skrawka przyrody inni uznają za „lewacką ekologię”. W ten sposób już na starcie wprowadza się atmosferę podejrzliwości i węszenia „kto za tym stoi”. Widziałem na własne oczy tego typu zachowania w tak, zdawałoby się, niewinnych przypadkach, jak próba stworzenia placu zabaw i ochrona parku przed zamianą w podziemny parking.

Na wyższym poziomie eskalowanie postaw „politycznych” też robi swoje. Lewica, szczególnie ta radykalna, namiętnie węszy odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne, akceptując tylko tych, którzy spełniają kryteria czystości ideologicznej w stu procentach. Dochodzi tu do tak kuriozalnych sytuacji, jak – przykład autentyczny – wymuszenie przy pomocy nagonki na wieloletnim działaczu pewnej organizacji, na co dzień nie zajmującej się w ogóle sprawami „obyczajowymi”, udziału w tzw. paradzie równości. W ten sposób miał on zdjąć z siebie odium ciążących od dawna podejrzeń, iż ulega „konserwatywnej hegemonii ideologicznej”. Na prawicy jest dokładnie tak samo, jednak paranoja na punkcie tropienia heretyków – aczkolwiek robi ona to zazwyczaj w bardziej kulturalny sposób niż lewackie sekty – zostaje tu spotęgowana tzw. realizmem politycznym. Jeśli ktoś nie wie, na czym on polega w omawianej kwestii, to skrótowo informuję, że w wersji utylitarnej i niezbyt wysublimowanej chodzi o kultywowanie przekonania, że wszystko ma drugie dno, nikt niczego nie robi całkiem bezinteresownie, a jeśli np. krytykujemy jakąś instytucję, to tylko po to, aby wygry?ć stamtąd kogoś i zająć jego miejsce. W efekcie zamiast rozsądnej ostrożności i czujności, mamy permanentną podejrzliwość, która w dodatku urasta do rangi cnoty i kunsztu politycznego.

Wszystkie te czynniki i zjawiska, zebrane w całość, skutkują daleko posuniętą atrofią mobilizacji społecznej. Polacy są podejrzliwi wobec wielu negatywnych zjawisk, procesów i instytucji, ale jeszcze bardziej wobec siebie nawzajem. To znakomicie paraliżuje aktywność obywateli, zdolność wspólnego działania i inicjowanie struktur oporu. Ułatwia za to napuszczanie jednych na drugich, stosowanie zasady „dziel i rząd?”, wpuszczanie społecznej energii w kanał domysłów, rozliczeń, nieustannego analizowania wiarygodności itp. Gdyby Polacy cechowali się ponadprzeciętną podatnością na propagandę, to mizerne przejawy aktywności społecznej traktowaliby z obojętnością lub wchodziliby z nimi w polemikę pełną ideologicznego zacietrzewienia. Tymczasem w ich postawach dominuje właśnie ton nieufności: o co im chodzi – na pewno o pieniądze, coś kombinują, za darmo by tego nie robili, ktoś ich podpuścił, skąd mają tyle czasu na takie protestowanie itd., itp. Takie komentarze dotyczą przeróżnych spraw, powtarzane są niczym mantra w dowolnym przypadku. Jeśli ktoś zajmuje się czymś wykraczającym poza indywidualną karierę, życie rodzinne i rozrywkę, nie tyle jest dziwaczny lub nie ma racji, lecz w oczach komentatorów najczęściej jest właśnie podejrzany.

Nie zamierzam nikogo przekonywać do całkowitego porzucenia podejrzliwości. Jest ona potrzebna także wtedy, gdy zaistniałe wspólne inicjatywy mogą skręcić w niewłaściwym kierunku lub paść łupem różnych „złych ludzi”. Namawiam jednak do refleksji nad tego rodzaju powszechną podejrzliwością i krytykanctwem. Dziś nie tyle potrzeba wielkiej idei, jasno wytyczonego celu czy dużych środków finansowych na puszczenie w ruch maszynerii tego, co oznacza wyświechtany termin społeczeństwa obywatelskiego. Potrzeba odbudowy zaufania oraz nabrania dystansu wobec podejrzliwości. Jak to zrobić – nie wiem. Wiem natomiast, że im dłużej będzie dominowała logika spod znaku „człowiek człowiekowi wilkiem”, tym więcej osobników z tego stada zostanie zagryzionych. I każdy z nas może być następną ofiarą.
21 grudzień 2007

Remigiusz Okraska 

  

Archiwum

TAM GDZIE KIEDYŚ BYŁA POLSKA
styczeń 5, 2005
Edward Maciejczyk
S.P.Q.R.
maj 11, 2008
Artur Łoboda
Nasze złodziejskie Państwo
październik 28, 2004
Mirosław Naleziński
Ks. Zaleski: TW "Filozof" to abp Życiński
listopad 14, 2008
PAP
Panstwa Europy Wschodniej
wrzesień 27, 2006
Bogdan
Słowo o "księciu dziennikarstwa"
styczeń 15, 2008
Dariusz Kosiur
Inwazja niemieckich homoseksualistów
maj 16, 2006
Adam Wielomski
Nie jesteśmy
luty 28, 2003
zaprasza.net
Nie wracajcie do Polski!
maj 4, 2006
Muzeum ściąg
grudzień 11, 2002
Super Expres
Opcja Zerowa. Sto lat za murzynami, pięć minut przed Żydami
marzec 6, 2008
Artur Łoboda
Kraków ma najwyższą ocenę
listopad 21, 2007
PAP
Film o nas
marzec 30, 2008
Marek Jastrząb
Myśleli że to pododdziały bratniej Al-kaidy. Tylko pozorowali walkę...
luty 24, 2004
czytelnik
USA rozpracowane przez Rosję, czyli Ameryka w negliżu !
luty 11, 2007
tezlav von roya
Cicho sza!
styczeń 16, 2006
Andrzej Kumor
Rosjanie pokazują swoją broń Paryżu
czerwiec 29, 2007
. bez podpisu
USA znajdą w Iraku broń masowego rażenia
kwiecień 14, 2003
Znikają gruszki z unijnych wierzb...
lipiec 1, 2003
Włodzimierz Kałuża
Wszystko musi przejść przez centralę
marzec 14, 2004
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media