ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Historia kontroli bankowej w USA 
Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie.  
Dr Mike Yeadon rozmawia z dr Reinerem Fuellmichem o kłamstwach dotyczących COVID  
„Nie bój się wirusa. To nie jest tak niebezpieczne, jak ci wmówiono.

„Bójcie się swoich Rządów - lub organów, które panują ponad tymi Rządami”. 
Niemcy 1940 - Izrael 2009 - Szokujące zdjęcia 
 
Nową pandemię zaplanowano na 2025 rok 
 
Izrael jest „TOASTEM” – nikt nie może tego teraz zatrzymać | Pułkownik Douglas Macgregor 
 
Jedyna rozsądna analiza początku wojny przeciwko Iranowi 
Nagła Eskalacja Wojny i Trzęsienie Ziemi w Iranie. Przypadek… Czy Sygnał Czegoś Większego? 
Kto mordował w Katyniu 
Izraelska gazeta „Maariv” z 21 lipca 1971 r. wyjawia końcowy sekret katyńskiej masakry. 
Były agent CIA ujawnia, jak Izrael zmusił Trumpa do zbombardowania Iranu 
 
Podobno to ten psychol Klaus Schwab 
To ten od "wielkiego resetu".  
TO POWINIEN KAŻDY OBEJRZEĆ! 
David Martin - Wystąpienie w Parlamencie Europejskim na III Międzynarodowym Szczycie Covid  
Chcą całkowitej eksterminacji wszystkich Palestyńczyków 
Izrael i Hamas: czy ludzi ogarnęło zbiorowe szaleństwo?  
Podatek katastralny lewicy zniszczy oszczędności Polaków  

 

 
Skazany za pestki moreli, B17  
Faszyzm w barwach demokracji 
Rosyjska ruletka, czyli epidemia testów 
Jak jeden mąż przyjęto błędny model matematyczny i zamknięto w domach miliony ludzi wpędzając ich w dodatkowe problemy zdrowotne i finansowe. Zrujnowano gospodarki, zlikwidowano całe branże, przekreślono cały dorobek na temat zdrowego stylu życia. 
Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
Dr Carrie Madej bada fiolki „szczypawek” i ujawnia przerażające wyniki 
Dr Carrie Madej przedstawia na Stew Peters Show co znalazła w fiolkach szczypawek Moderna i J&J 
Opresja szczepień - nieznany zapis wideo - prof. Stansiław Wiąckowski 
W wrześniu 2016 roku ekipa NTV odwiedziła w Kielcach wybitnego człowieka. Profesor Stanisław Wiąckowski to odważny naukowiec, autor kilkuset publikacji na temat ochrony środowiska i zdrowia. 
Naczelna Izba lekarska współpracuje z duchami zmarłych lekarzy  
Bezczelność kowidowców przekroczyła wszelkie granice. Powołują się na autorytet zmarłych lekarzy, by ścigać uczciwych lekarzy.  
Niemiecki agent na czele Instytutu Pileckiego 
 
Między piekłem a niebem - sytuacja 1 września 2020 
Hanna Kazahari z Tokio 1 września 2020. 
więcej ->

 
 

Finis Poloniae?

http://www.obywatel.org.pl/index.php?name=News&file=article&sid=8809

"Porzućcie wszelką nadzieję" - to znakomite podsumowanie wyników wyborów.

Ów slogan widniejący nad bramą piekieł w „Boskiej komedii” Dantego dobrze opisuje sytuację, którą mamy w Polsce po 21 pa?dziernika. I bynajmniej nie mam na myśli przede wszystkim zwycięstwa opcji skrajnie liberalnej, choć i to musi budzić niepokój. Wynik wyborów oraz związane z nim zjawiska obrazują problemy dużo poważniejsze niż to, że przez kilka lat będą rządzić „aferałowie”.

Wybory świadczą przede wszystkim o umacnianiu się polityczno-medialnej oligarchii. Nie, nie tej bynajmniej, którą PiS straszył w wystąpieniach swoich liderów. Nie chodzi o żaden „powrót III RP”. Jest coś znacznie gorszego. Mamy do czynienia z postępującą monopolizacją sceny politycznej przez kilka podmiotów, które zasilane ogromnymi dotacjami z budżetu już na starcie, bez żadnej dyskusji programowej, zyskują ogromną przewagę nad wszelką konkurencją – po prostu zasłonią ją billboardami i zagadają spotami wyborczymi. W dodatku to właśnie im sprzyjają wielkie media. Wszelkie ugrupowania spoza układu, zwłaszcza „radykalne” i „awanturnicze”, nie mają żadnych szans, by choć trochę poważniej zaznaczyć swoją obecność na scenie politycznej. „Wielka polityka” będzie się więc coraz bardziej kręciła w zaklętym kręgu tych samych dobrze znanych, od lat zużytych postaci oraz ich wiernych przybocznych, swoistych następców tronu w partyjnych dynastiach. Wszelkie ruchy będą się odbywały w obrębie tego środowiska – „nową jakością” będą kolejne wersje UW-bis, PC-bis, KLD-bis i PZPR-bis.

Wybory z 21 pa?dziernika okazały się triumfem polityki reklamowo-telewizyjnej oraz tzw. dobrego wrażenia, jakie na głosujących zrobili liderzy poszczególnych partii. Jeszcze bardziej niż we wszystkich poprzednich wyścigach o elekcję ważne było to, czy przywódca partii jest miły i „wyważony”, a spór programowy bazował na tandetnych sloganach. PiS straszył powrotem liberałów, tak jakby sam przez dwa lata w poważniejszym stopniu odszedł od wytycznych polityki liberalnej. PO obiecywała drugą Irlandię, tak jakby sukces Zielonej Wyspy miał cokolwiek wspólnego z polską syntezą prymitywnego liberalizmu gospodarczego i peerelowskiej spuścizny. PSL jak zwykle obiecywał, że dogada się z każdym, tak jakby jego elektoratowi – głównie rolnikom i mieszkańcom prowincji – było obojętne, jakie rozwiązania przyjmie nowy parlament. A główne media i LiD straszyli triumfem autorytaryzmu i wzywali do „obrony demokracji”, tak jakby coś wspólnego z demokracją miało kilkanaście lat III RP, w której niepodzielną władzę w gospodarce i świecie opinii sprawowała świta Michnika.

Jednak wyborcy dali się na to nabrać – i to wyjątkowo licznie jak na polskie realia. Efektem jest brak w nowym parlamencie ugrupowań „skrajnych”. Totalną klęskę poniosły Samoobrona i LPR, które w stosunku do czasów swej świetności zanotowały mniej więcej dziesięciokrotnie mniejsze poparcie. Mimo szumnych zapowiedzi swych liderów, sromotnie przegrała także Polska Partia Pracy, po raz kolejny zyskując wynik niespełna 1-procentowy. I bynajmniej nie ma się z czego cieszyć, nawet jeśli – jak niżej podpisany – nie sympatyzujemy zbytnio z żadną z tych partii. Wbrew potocznej opinii, serwowanej głównie przez zwolenników liberalizmu politycznego, zdrowa demokracja nie jest bowiem taką, w której nie ma miejsca na „skrajności”. Wręcz przeciwnie – obecność w dyskursie publicznym partii podważających konsensus pokazuje, że z demokracją wszystko jest w porządku, bo toczy się w niej ożywiona debata, artykułowane są sprzeczne stanowiska i postulaty, pojawiają się nowe idee i propozycje, a różnorodne grupy społeczne mają wyrazicieli swoich poglądów. Skrajności i radykalizmu można było – i należało to czynić – bać się w czasach, gdy naziści i komuniści wprost postulowali samą likwidację parlamentaryzmu i swobód obywatelskich, ale w dzisiejszej Europie takie obawy i porównania są zupełnie ahistoryczne i pozbawione sensu, świadcząc bąd? to o kretynizmie, bąd? o cwaniactwie tych, którzy się nimi posługują.

Obecność Samoobrony, LPR i PPP w parlamencie byłaby oznaką znakomitego zdrowia polskiej sceny politycznej, nie zaś jej choroby. Byłoby tak również dlatego, że partie owe wnosiły jako jedyne jakieś merytoryczne treści i postulaty do toczonej debaty. Nie zawsze mądre i merytorycznie uzasadnione, lecz bazujące na czymś więcej niż slogany; stawiające ważkie pytania, nawet jeśli udzielające kiepskich odpowiedzi. Można nie zgadzać się np. z pomysłem szkolnych mundurków autorstwa Romana Giertycha, ale oznacza to spór o wartości i metody wychowawcze. Można nie podzielać anachroniczno-gierkowskiej wizji gospodarki proponowanej przez PPP, ale jest ona wyłomem w jednomyślnym naśladowczym liberalizmie. Można nie mieć zaufania do programu Andrzeja Leppera, streszczonego w haśle „Balcerowicz musi odejść”, ale jego partia była przynajmniej symbolicznym reprezentantem tych warstw społecznych i środowisk, których zadowoleni ideolodzy i propagandyści „polskiej drogi do kapitalizmu” w ogóle nie raczyli dostrzegać jako współobywateli. Gdyby te trzy partie nie znalazły się w Sejmie dlatego, że przegrały uczciwą debatę o celach i sposobach rozwoju Polski, nie byłoby problemu. One przegrały jednak z billboardami, sloganami, ładnymi i łatwymi skojarzeniami, z chamskimi nagonkami i ironiczno-głupkowatymi komentarzami, z przemilczaniem i marginalizowaniem, z medialnymi zarządcami masową wyobra?nią.

Warto wspomnieć też o nowym fetyszu powyborczych komentatorów, czyli wysokiej frekwencji. Mamy tu ciekawy paradoks. Te same media, które niejednokrotnie potępiały populizm np. Leppera, teraz zachwycają się faktem, że spora ilość Polaków ruszyła do urn właśnie po wyjątkowo populistycznie brzmiących zachętach. Całe elita polityczno-kulturowa straszyła nas niemalże końcem świata, jeśli nie zagłosujemy. Albo nadal miał rządzić zamordystyczny PiS, a szwadrony śmierci z CBA wciąż rozstrzeliwać posłanki opozycji, albo cała armia tajnych współpracowników SB znów pieczołowicie tkać nitki ledwo co naderwanego Układu. Nic dziwnego, że trochę więcej ludzi niż zwykle ruszyło na wybory.

Pytanie jednak samo ciśnie się na usta: i co z tego? Wyższa frekwencja byłaby czymś godnym uwagi i pochwały, gdyby oznaczała większe zaangażowanie w życie publiczne. Tymczasem każdy, kto zajmuje się tą „działką” w Polsce, może stwierdzić coś dokładnie przeciwnego. Rośnie liczba ludzi zdegustowanych polityką. Partie przyciągają nie sympatyków-idealistów, lecz karierowiczów, a te z nich, które nie oferują personalnych profitów, najczęściej przypominają sektę z nieomylnym guru na czele i zaślepionymi, „betonowymi” wyznawcami. Organizacje pozarządowe – poza kilkoma rozreklamowanymi przez media i zajmującymi się tematyką „chwytającą za serce” – tchną martwotą, będąc miejscem etatowej pracy garstki ich liderów, nie zaś ośrodkiem koncentracji społecznej energii i zaangażowania. Stale maleje ilość czasopism ideowo-politycznych wszelkich opcji – stare upadają, nowe szybko kończą żywot, a spora część istniejących zamienia się w blade kopie wysokonakładowych dzienników i tygodników, zamiast być miejscem pogłębionej debaty i refleksji. Dużych czasopism o wyrazistej linii politycznej też jest coraz mniej, a ich nakłady spadają – mamy za to wciąż potężniejszy „klan” nijakich, niezbyt różniących się od siebie wielkich gazet, w których zresztą można przeczytać teksty tych samych autorów. Na spotkania dyskusyjne czy pokazy „zaangażowanych” filmów przychodzi w dużych miastach po kilkadziesiąt osób, z których znakomitą większość stanowią emeryci i studenci. Podobne ilości uczestników gromadzą demonstracje i pikiety, poza tymi, które odgórnie zrobi jakaś wielka partia lub centrala związkowa. Do tego dochodzi swoista specjalizacja – co z tego, że ileś osób w całym kraju robi sensowe rzeczy, skoro nie wyściubiają oni nosa poza swoje opłotki ani nie próbują współpracować; często zresztą nie mają nawzajem pojęcia o swoim istnieniu. Ekolodzy są tylko od ekologii, działacze rolniczy widzą jedynie problemy upraw i hodowli, związkowców interesują prawa pracowników w ich zakładzie, ale już nie w sąsiednim, katolicy nie dogadają się z ateistami, a feministki ze środowiskiem, które nie rozpatruje każdego problemu przez pryzmat płci. Nie ma też elementarnej solidarności. Kto dziś jest w stanie uwierzyć, że ćwierć wieku temu w kraju nad Wisłą górnicy strajkowali w imieniu lekarzy, aby tamci nie musieli odchodzić od łóżek chorych – dziś lekarze odchodzą od tych łóżek bez wahania, a górników mają za roszczeniowy motłoch, który ciągle chce coś zabrać „podatnikom”.

W efekcie niemal cała działalność publiczna jest mizerna, z wyjątkami, które dotyczą spraw „niekontrowersyjnych” (czyli nie naruszają niczyich interesów) lub są na rękę wielkim graczom – co to komu szkodzi, że Owsiak kupi sprzęt szpitalowi, a Caritas nakarmi bezdomnych, skoro w ten sposób państwo będzie miało mniej „klientów” na głowie. Nie ma w Polsce żadnego ożywienia politycznego, choć tak orzekli pożal się Boże analitycy, dla których wyznacznikiem aktywności społecznej jest to, że Polacy w ostatnich miesiącach często rozsyłali e-mailowo żarty o Kaczorach, Donaldzie i Aleksandrze Filipińskim. Mamy natomiast marazm i atrofię publicznego zaangażowania – i z każdym rokiem zjawisko to przybiera większe rozmiary.

Świetnie to widać nie tylko wtedy, gdy owa „aktywność” sprowadza się do chwilowych zrywów, najczęściej niewiele kosztujących (kartka wrzucona do urny, SMS wysłany „w szczytnym celu”, nałogowe bicie piany na forach internetowych), ale także po stosunku społeczeństwa do różnych inicjatyw. Chyba jeszcze nigdy w historii Polski nie było tak jak dzisiaj, gdy różnej maści społecznicy są powszechnie uważani albo za frajerów, albo wręcz oskarża się ich o utajone niecne interesy – „bo przecież za darmo by tego nie robili”. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest mnóstwo, podobnie jak winnych, lecz nie zmienia to faktu, że nie istnieje u nas żadne społeczeństwo obywatelskie, a nawet jego silne zalążki. Wszelkie inicjatywy, poza stworzonymi przez elitę i/lub namolnie reklamowanymi przez wielkie media, toną w bagnie obojętności, podejrzliwości, malkontenctwa i krytykanctwa.

Wybory Anno Domini 2007 są nie tyle przełomem, co raczej ostatnim gwo?dziem do trumny. Oznaczają one zablokowanie – finansowe, medialne, kadrowe –kanałów artykulacji interesów społecznych. Nie ma co liczyć nawet na tak elementarny bunt społeczny, jak obrona interesów ekonomicznych. Niezadowoleni – i często najbardziej aktywni – wyjadą do pracy zagranicę, środki pomocowe z Unii zapchają usta pozostałym, a postępująca atomizacja społeczna, liberalna propaganda i atmosfera wzajemnej podejrzliwości sprawią, że niezadowoleni będą usiłowali wyrwać coś ze wspólnej kasy dla siebie kosztem reszty – czy to wspólnie (jak grupy branżowe), czy w pojedynkę. Bardziej wymagającym lub wrażliwym zaserwuje się banialuki o „pokoleniu JP2”, „wartościach rodzinnych” albo „europejskiej modernizacji” i „nowoczesnych standardach”.

Chciałbym się mylić.
8 listopad 2007

Remigiusz Okraska 

  

Archiwum

Dokopac Ruskim, ale czy naprawde warto?
listopad 29, 2008
Gregory Akko
DO RADNYCH MIASTA WROCŁAWIA. ODPOWIED¬ NA INICJATYWĘ STWORZENIA MUZEUM SOLIDARNOŚCI WE WROCŁAWIU
luty 5, 2003
"Mondre rady, mondre rady, mondre rady..."
grudzień 22, 2008
Artur Łoboda
Czy Kanał Panamski Będzie Powiększony?
kwiecień 26, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Niech nas Bóg broni przed światowymi dziełami
październik 28, 2004
Mirosław Naleziński
Rzecznik rządu Michał Tober zaprzeczył jakoby była rozważana dymisja ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego.
lipiec 6, 2002
PAP
Trzech śmieci
czerwiec 28, 2008
(ls)
LIST DRUGI
wrzesień 18, 2005
aaa
Portrety świet(n)ych udawaczy: casus Aureliusza Augustyna
styczeń 28, 2007
Marek Głogoczowski
Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu
październik 19, 2008
Artur Łoboda
Kielce 1946 Fejgin: „Pogromy i inne fortele”
lipiec 5, 2006
Robert Malewicki
Wskrzesić ducha patriotyzmu
sierpień 13, 2003
Małgorzata Bochenek
Skutki straty wartości dolara w USA
marzec 19, 2008
Iwo Cypian Pogonowski
Ś+P..Czy nieświetej+pamieci?.. nś+p. Dla globalnej mendy??
styczeń 18, 2008
szer.NIKIFOR
Przez żonę obciął sobie penisa
listopad 5, 2004
Mirosław Naleziński, Gdynia
Merry Christmas to you from the Holy Land!
grudzień 23, 2005
Israel Adam Shamir
Jaka gospodarka?
grudzień 5, 2006
bez podpisu, lub b.p.
Program podróży Jana Pawła II do Polski
sierpień 5, 2002
PAP
Rosjanie pokazują swoją broń Paryżu
czerwiec 29, 2007
. bez podpisu
Stop wariatom prasowym!
czerwiec 23, 2006
Wojciech Romerowicz
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media