ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

"Quo Vadis Polonia?" Lech Makowiecki  
 
Przedsiębiorstwo holokaust 
Telewizyjny wywiad z Normanem Finkelsteinem 
Strona Krzysztofa Wyszkowskiego 
Strona domowa Krzystofa Wyszkowskiego 
Pomylił Chrześcijaństwo z Judaizmem 
Skandaliczna niewiedza Prezydenta USA, czy też raczej perfidna prowokacja?
W przemówieniu Baracj Obama opisuje Chrześcijaństwo odwołaniami do Judaizmu.  
Na straży wolności: Goldman Sachs  
Gerald Celente i John Stossel rozmawiają z sędzią Napolitano o różnych, nie do końca jasnych powiązaniach, między amerykańskimi bankami i rządem USA. Największe podejrzenia budzi bank Goldman Sachs, który ma dziwną nadreprezentację we władzach rządowych. Dla przypomnienia, dodam, że pracownikiem tego banku jest były premier RP, Kazimierz Marcinkiewicz, a bank był zamieszany w spekulacje na złotówce. 
Iwo Cyprian Pogonowski 
Notka wikipedii dotycząca osoby prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego 
Ostatni mit (o polityce sowieckiej) 
 
Cała prawda o World Trade Center 
Filmik dokumentalny przedstawiający wydarzenia z 11 września 2001 roku. 
Zakrzyczana prawda 
Mamy 2010 rok a zbrodniarze którzy doprowadzili do wielu wojen i kryzysu światowego w w dalszym ciągu - z tupetem - niczym Josef Goebbels kłamią w oczy w kwestii sytuacji gospodarczej świata i Stanów Zjednoczonych
 
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
Wszystko pod kontrolą 
Od zawsze służby specjalne kontrolowały rzekome niezaplanowane spotkania oficjeli z obywatelami.
Przykład podstawionego Putina - jako przypadkowego przechodnia.
 
"patriotyzm" po 1989 roku 
komentarz zbędny 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Strzeżcie się Obamy 
Kto naprawdę stoi za Barakiem Obamą? 
Próba upodmiotowienia obywateli za pośrednictwem internetu 
Celem serwisu jest umożliwienie obywatelom wyrażenia swojej woli w najważniejszych dla nich sprawach. 
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
Skazany za pestki moreli, B17  
Faszyzm w barwach demokracji 
Nie dajmy się lobbystom energetyki jądrowej! Wywiad z prof. Mirosławem 
Energetyka jądrowa jest przeżytkiem - nadzieje na tanią energię dawała w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie, które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Nie możemy się mu poddać. 
Historia kontroli bankowej w USA 
Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie.  
Niezależna witryna Alexa Jones'a 
Alex Jones należy do nielicznych ludzi na świecie którzy mają odwagę mówić prawdę o antyspołecznej konspiracji 
więcej ->

 
 

Ziemia, planeta ORANUSIAN?

Poniżej projekt rozdziału zamykającego przygotowynany zbiór esejów z lat 2002 - 2007, któremu nadałem roboczy tytuł "Antyhellenistyczne aspiracje Zachodu".
Any comments, please?

M.G. 5.01.007

ZIEMIA, PLANETA ORANUSIAN?


Liberalny „Młot na Rozum”, w Polsce i na Świecie


Bydgoski pisarz, poeta i polityk Stefan Pastuszewski, wydawca ogólnopolskiego miesięcznika literackiego „Akant”, w numerze 12/2006 tego trudnodostępnego pisma celnie zauważa: „Człowiek współczesny jest bardzo zmęczony. Tempo zmian jest straszne. Śledzę rozwój literatury i otóż nie ma powieści panoramicznej, która uchwyciłaby przemianę PRL-u w rzeczywistość demokratyczną. Powstają jedynie powieści będące wewnętrzną wiwisekcją, czy ukazujące fragmentaryczność świata przeciętnego człowieka.” (str. 56)



Brak „całościowego” spojrzenia na szybkie zmiany, jakie zaszły w Europie Wschodniej w ciągu ostatnich dwóch dekad, nie powinien zaskakiwać nikogo, kto uważnie studiował znane już od blisko 150 lat pisma Karola Marksa. Ten bowiem myśliciel, zaledwie 20 lat temu uznany w Szwecji za „filozofa tysiąclecia”, starał się właśnie o to, aby świat pojmować w sposób nie fragmentaryczny, ale całościowy. Ponieważ zaś w ostatniej dekadzie wieku XX-go, w okresie „jesieni ludów”, byliśmy świadkami, „wojowniczego” odejścia od marksizmu w skali (prawie) całego globu, więc z widnokręgu społecznego musieli zniknąć filozofowie starający się interpretować otaczającą nas rzeczywistość w sposób bardziej szeroki. Dzisiaj to „oficjalne” w Polsce zrozumienie świata nie przekracza pojęcia o nim afgańskiego analfabety, który przez dwa dni niósł mój plecak w górach Hindukuszu latem 1976 roku. Jedyną rzeczą, którą się od niego, w czasie naszego długiego marszu przez górską pustynię dowiedziałem, to to, że „demokratia bro” (demokracja jest dobra), a „komunism charob” (komunizm zły).



Na czym zatem polegała – i polega – istota niedawnego przekształcenia ustroju „złego” (czyli „komunistycznego”), w ustrój „dobry” (czyli „demokratyczny”), która to transformacja ustrojowa dotknęła w ostatnich dwóch dekadach nie tylko Polskę, ale i całą „euroazjatycką” strefę wpływów byłego ZSRR? Dr Leszek Skonka, były prominentny działacz „Solidarności” z Wrocławia, z okazji 25-lecia ogłoszenia „Stanu Wojennego”, podał następującą charakterystykę przemian zaszłych w okresie ostatniego ćwierćwiecza:

„W końcowej fazie rządów Gierka dumnie, choć nie zawsze zasadnie, wskazywano, że PRL znalazła się w czołówce krajów najbardziej rozwiniętych przemysłowo i mieści w pierwszej ich dziesiątce. Zapewne, było w tym wiele przesady i megalomanii, ale faktem jest, że PRL miała niewątpliwe osiągnięcia społeczne, gospodarcze, socjalne, oświatowe, naukowe, kulturalne, zdrowotne … np. w górnictwie, hutnictwie, w przemyśle chemicznym, lekkim, stoczniowym, maszynowym, energetycznym, Ale były to niezaprzeczalne osiągnięcia społeczeństwa, a nie partii: odbudowa kraju, zagospodarowanie Ziem Zachodnich i Północnych industrializacja gospodarki, elektryfikacja wsi i mechanizacja rolnictwa, bezpłatne oświata na wszystkich szczeblach nauczania, dostępne finansowo żłobki, przedszkola, wczasy, sanatoria, służba zdrowia, symboliczne ceny lekarstw i ich bezpłatność dla emerytów, rencistów, tanie budownictwo, dostępne finansowo czynsze, niskopłatne świadczenia takie, jak gaz, światło, ogrzewanie; zakładowe budownictwo mieszkaniowe, rozbudowana służba zdrowia na wsi ( izby porodowe), opieka lekarska i stomatologiczna w szkołach, w zakładach pracy, tania komunikacja miejska, kolejowa, autobusowa, lotnicza.

Ludzie zarabiali mało, ale starczało im na utrzymanie i regulowanie świadczeń. Większość ich wypracowanych zarobków wpływających dziś do kieszeni rodzimych lub zagranicznych kapitalistów, zabierało państwo na tworzenie zbiorowej konsumpcji i inwestycji. Nie było tzw. rażących kominów płacowych. Różnice w zarobkach wynosiły najwyżej kilkakrotność najniższych zarobków, a nie, jak obecnie kilkanaściekrotnie, kilkadziesiątkrotnie, kilkusetkrotnie, a nawet kilka tysięcykrotnie. Nie było milionów bezrobotnych, bezdomnych, głodnych, niedożywionych dzieci, żebraków, nędzarzy grzebiących w śmietnikach i wysypiskach śmieci …Nie było też tysięcy przedwczesnych zgonów z powodu braku pomocy medycznej, setek samobójstw z przyczyn ekonomicznych. Nie było również tak katastrofalnego spadku urodzin hamowanego względami ekonomicznymi.”



Oczywiście łatwo nam przyjdzie powiedzieć, że wymienione w drugiej części tego wyliczenia przez dra Skonkę, negatywy życia w dzisiejszej, „demokratycznej” Polsce zawdzięczamy nie nagle wyjątkowo potulnemu, zgadzającemu się na wszystko społeczeństwu, ale elicie „Solidarności”, która sformowała I Rząd III RP, a w szczególności zawdzięczamy I Prezydentowi tejże RP, Laureatowi Pokojowej Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie, który na swej walce o wolność dorobił się milionów. Co więcej, każdy, kto miał jakąkolwiek styczność z władzami naszego kraju w ciągu ostatniego dwudziestolecia doskonale wie, że „osiągnięcia” Polski w tym okresie są rezultatem ścisłej współpracy kolejnych rządów, początkowo PRL-u, a potem III i IV „Rzeczpospolitej, z „agencjami rozwoju” mającymi swa siedziby w USA. Chodzi w szczególności o współpracę z „tandemem” BŚ i MFW ulokowanym w Bretton Woods koło Waszyngtonu, z Fundacją NED (National Endowment of Democracy), umiejscowioną także w Waszyngtonie, oraz o powiązaną z tą państwowo-prywatną NED, „planetarną” Fundację Batorego/Sorosa, oczywiście też współpracującego ściśle z CIA i z Departamentem Stanu. Tej ostatniej Centralnej Agencji „Inteligencji” przedstawiciel, według opublikowanych wspomnień generała Jaruzelskiego, brał udział w najtajniejszych przygotowaniach do wprowadzenia w Polsce Stanu Wojennego 13 grudnia 1981 roku.



W sytuacji, gdy bardzo dobrze jest udokumentowany udział jawnych i tajnych agentur USA – w tym oczywiście i pozornie „polskiego” Watykanu – w dekomunizacji krajów byłego bloku socjalistycznego, warto mówić raczej o RE-KONKWIŚCIE Europy Wschodniej przez korporacyjny kapitalizm, niż o spontanicznym, antysocjalistycznym „zrywie” ludności. Ten, znany naszym dziadkom, „stary” kapitalizm po prostu wykorzystał nachalnie oferowane narodom produkty swej „fabryki snów” w Hollywood, by przekonać naiwną ludność – i to nie tylko Polski, ale także i innych krajów Europy Wschodniej – że po zmianie ustroju zacznie ona żyć „godnie tak jak w USA”, kraju widzianym przez pryzmat serialu „Dynasty” oraz przez wartość przywiezionych do Polski dolarów. Kimżesz zatem byli – i nadal są – ci Wspaniali Kapitaliści, którzy za zgodą milionowych rzesz mieszkańców Eurazji, od Łaby aż po Pacyfik, założyli na tych terenach kolejną kolonię Mamona? Kolonię symbolizowaną przez dominację w krajobrazie nie znaku „sierpa i młota”, ale przez literę „M” – jak McDonald, też na tle czerwonym, tym razem czerwonym nie jak robotnicza krew, ale czerwonym jak keczup do hamburgerów.



Oranus/„ustodupie” jako słowo-klucz do zrozumienia po-nowoczesności



Bystry krytyk społeczeństwa korporacyjnego, Wiktor Pielewin argumentuje, że od chwili upowszechnienia się wynalazku telewizji, w krajach najbardziej skorumpowanych – a więc przede wszystkim w USA – wykształcił się nowy typ niezbyt ruchawego, ustawicznie oglądającego TV człowieka, któremu nadał on nazwę ORANUS (oral + anus), na język polski przełożoną przez tłumacza jego książki jako „ustodupie”. O tym, rewolucjonizującym naukę o człowieku, koncepcie Pielewina czytałem już w 2005 roku, w książce Izraela Szamira „Pardes – studium kabały” ([1]). Nawet rozwinąłem w owym czasie ten „mięczakoludzki” koncept osobowości w ogólną teorię dominacji, w krajach totalnie skomercjalizowanych, „niewidzialnego bóstwa” określanego łacińskim terminem „Cul-Capita”, względnie słowiańskim „Żopogław”, etymologicznie bezpośrednio nawiązującym do pielewinowskiego ‘ustodupia’, czyli oranusa ([2])



Niedawno dotarł do mnie, drogą elektroniczną, przełożony na język polski pełen tekst rozdziału „Homo zapiens” z książki Pielewina „Generation π” ([3]), zawierający szczegóły konceptu „oranusa-ustodupia”. To pojęcie jest w istocie zdolne zrewolucjonizować nasze naiwne wyobrażenie o niby-życiu ultra stechnicyzowanych i skomercjalizowanych, po-nowoczesnych ludzkich „mięczaków”. W szczególności ‘oranus’ to „słowo wytrych” pozwalające zrozumieć skąd się bierze to, zaobserwowane przez Pastuszewskiego, „ciągłe zmęczenie człowieka współczesnego … przez to straszne tempo przemian”. Gdy się czyta Pielewina i porównuje jego tezy z otaczającym nas światem „demokracji post-socjalistycznej”, to się dostrzega, że PO PROSTU ZOSTALIŚMY ZAATAKOWANI PRZEZ ORANUSJAN i doprawdy nie wiem, czy zoon, czyli żywina naszej planety, z tą „mięczakopodobną” odmianą człowieczeństwa potrafi sobie poradzić w nadchodzących dziesięcioleciach.



Otóż według Pielewina oranus, przeze mnie utożsamiony w 2005 roku ze słowiańskim „nadczłowiekiem”, o imieniu Żopogław (vide Gorbaczow, Juszczenko, Balcerowicz, oraz „nasz” Milikiewicz na Białorusi), posiada tylko trzy odruchy warunkowe, każdy z nich artykułowany przez anglo-amerykański, popularny obecnie w Polsce, komercyjny odgłos zachwytu względnie zdziwienia „wow!”. Pielewin pisze:

„Wow-impuls oralny sprawia, że komórka oranusa pochłania pieniądze, aby usunąć cierpienie spowodowane konfliktem między obrazem sie­bie samej i obrazem idealnego "arcy-ja", tworzonego przez reklamę. (…)

Wow-impuls analny sprawia, że komórka wyda pieniądze, aby doznać rozkoszy zbieżności wyżej wymienionych obrazów. (…)

Wow-impuls analny i oralny zostały tak nazwane przez analogię z funkcjami jamy ustnej i zwieracza, chociaż należałoby je raczej kojarzyć z wdechem i wydechem (…) Podrażnienie oralno-analne osiąga największą intensywność przy stole gry w kasynie albo w czasie spekulacji na giełdzie pieniężnej, chociaż sposoby wow-stymulacji mogą być dowolne. (…)

Impuls „wow” wypierający tłumi i wypiera ze świadomości człowieka wszystkie procesy psychiczne, które mogłyby utrudnić całkowite utożsamienie z komórką oranusa. (…) Impuls wypierający to zagłuszacz-jammer, który uniemożliwia od­biór niepożądanej radiostacji, generując intensywne zakłócenia (…) Pod wpływem impulsu wypierającego, który blokuje wszystkie subtelne procesy psychiczne, niezwiązane bezpośrednio z przepływem pieniędzy, świat zaczyna być postrzegany wyłącznie jako uosobienie oranusa: "Świat to miejsce, w którym biznes napotyka pieniądze".



Jak to już pisałem (cytując Izraela Szamira półtora roku temu), Pielewin postuluje, że „Oranus jest ze swej natury prymitywnym wirtualnym organizmem typu pasożytniczego. Jego niezwykłość polega jednak na tym, że nie przysysa się on do jakiegoś jednego organizmu-dawcy, ale czyni inne organizmy swymi komórkami.” Taki „nowotwór”, potrafiący podporządkowywać sobie cały, złożony organizm, poprzez włączenie jego komórek w swą uproszczoną, zgigantyzowaną strukturę, jest dobrze znanym zjawiskiem w medycynie. Otóż każde zwierzę wyższe, a zatem i człowiek, jest zawsze, w ciągu swego życia, narażone na pojawienie się w jego wnętrzu, a zwłaszcza w jego trzewiach oraz w węzłach chłonnych, endogennego, czyli pochodzącego z jego komórek macierzystych, pasożyta, który w sprzyjających warunkach potrafi ‘transformować’ otaczające go młode, wciąż odradzające się komórki zużywanych wewnętrznie i zewnętrznie tkanek. Taka ‘transformacja tumoralna’, która zazwyczaj pojawia się w nie wykorzystywanych wystarczająco organach, upodabnia nowo-tworzące się komórki do „mięczako-polipów”, pasożytujących na braterskich tkankach, które dzięki ich wcześniejszemu, długotrwałemu „ćwiczeniu”, osiągnęły swą ‘dojrzałość’, stając się tkankami wyspecjalizowanymi w najrozmaitszych czynnościach, do jakich jest zdolny organizm traktowany jako całość.



Co jest jeszcze bardziej ciekawe, w miejscach na ciele, gdzie pojawia się patologia rozwoju nowotworowego, za pomocą znanych metod – na przykład za pomocą pomiarów promieniowania podczerwonego lub rezonansu magnetycznego – wykrywa się znaczny przerost działalności metabolicznej, charakteryzujący „mnożący się bez upamiętania i usiłujący opanować organizm” małozróżnicowany agregat komórek neoplazmy. Podobne „rozgrzanie się” ludzkiej tkanki społecznej obserwuje się we wszystkich punktach na świecie, gdzie Mamon-Oranus zaczął tworzyć swe przerzuty, zwane w medycynie metastazami. To właśnie w tych miejscach „ciepłych” naszej cywilizacji, jak to zauważył zarówno Pastuszewski jak i Skonka, „człowiek współczesny (przebywający nieustannie w „trzewiach” super-państwa oranusa-ustodupia) jest bardzo zmęczony. Tempo zmian jest straszne.”...”(pojawiają się miliony) bezdomnych, głodnych, niedożywionych dzieci, żebraków, nędzarzy grzebiących w śmietnikach i wysypiskach śmieci … (mamy) przedwczesne zgony z powodu braku pomocy medycznej, setki samobójstw z przyczyn ekonomicznych” – dokładnie w taki bowiem sposób, pod nawet słabo powiększającym mikroskopem, wygląda cytologia ewoluującej w kierunku nowotworu złośliwego, tkanki raka ([4]).



„3 x Wow!’” odruchy wypierające Homo sapiens z lica planety



Jedną z najpoważniejszych prac Karola Darwina był jego opis maleńkiego pasożyta morskiego, skorupiaka zwanego ‘wąsonogiem’ (Cirripedia), który po doczepieniu się do ofiary traci swe narządy ruchu oraz oczy i zamienia się w nieruchomą, mniejszą od główki od szpilki grudkę, składającą się w zasadzie z jamy gębowej, przewodu pokarmowego oraz organów rozrodczych. Otóż podobną „metamorfozę” osobowości możemy obserwować dzisiaj w wypadku ludzi, którym udało się doczepić do „mechanicznych cycków”, jakimi dla nich są giga-korporacje dominujące dzisiaj w krajobrazie nie tylko USA ale i Rosji. (Jak chociażby ten sławny „Gasprom”, terroryzujący obecnie pół Europy gro?bą zakręcenia kurków z ponoć „życiodajnym”, ziemnym gazem.) Po prostu ludzie, którzy znale?li się w warunkach niezwykle łatwego życia, jakie dają nam ułatwienia techniczne zaczynają, w sposób naturalny, odrzucać wszelkie, niepotrzebne im w tych „ulepszonych” warunkach, organy i to zarówno organy ruchu jak i zmysły a zatem automatycznie także i Rozum, który pozbawiony wrażeń zmysłowych jest z konieczności ślepy i głupi. Nowi Ludzie, imitując wzorce osobowości dominujące w USA, kultywują u siebie tylko te organy, które Arystoteles kojarzył z działalnością duszy „wegetatywnej”, czyli roślinnej, polegającej na odżywianiu się i (niezróżnicowanym) wzroście populacji ([5]).



W tym właśnie fakcie zoologicznym, trywialnym z punktu widzenia lamackowsko-piagetowskiej teorii ewolucji, tkwi ?ródło pojawienia się na naszej planecie podgatunku ‘oranusjan’ (oral + anus), najpierw wśród umotywowanych nakazem Biblii „mnóżcie się i panujcie nad ziemią” ludów żydo-anglosaskich, a potem już w skali całego globu. Wiktor Pielewin celnie zauważa, że differentia specifica, odróżniająca ludzkie ustodupie-oranusa, od normalnego człowieka, jest jego odruch „wow” wypierający „wszystkie procesy psychiczne, które mogłyby utrudnić całkowite utożsamienie z komórką oranusa. (…) Impuls wypierający ... blokuje wszystkie subtelne procesy psychiczne, niezwiązane bezpośrednio z przepływem pieniędzy.” Poniżej chciałbym podać trzy, powszechnie znane przykłady tego patologicznego zjawiska, dwa pochodzące z czasów współczesnych i jeden ze starożytności, ilustrujące jak funkcjonuje impuls „wow!” – przypominający w tym wypadku ostrzegawcze warknięcie psa – wypierający, i to w skali całych narodów, odruchy myślenia charakteryzującego homo sapiens.



1. „WOW!” SOCJO-POLITYCZNE. Pod koniec lat 1980 rozmawiałem kilkakrotnie w Warszawie z wybitnymi intelektualistami „Solidarności” (m. innymi z pó?niejszym wice-Ministrem Kultury), usiłując przekonać ich, że „Nowa Polska”, którą usiłują zbudować, będzie po prostu „końcem historii” Polski jako samodzielnego bytu kulturowego. Gdy mówiłem tym działaczom, że ponura antyutopia George Orwella „Rok 1984” jest satyrą na dobrze znaną Orwellowi Anglię pierwszej połowy wieku XX-go, a nie na Związek Radziecki, którego realiów Orwell osobiście po prostu nie znał, to oni wręcz odwracali się ode mnie „my tego nie chcemy wiedzieć”. Elity „Solidarności” były już w tym okresie obficie sponsorowane przez „robotnicze” („Force Ouvrière”) agentury CIA, co bardzo wyra?nie wyznaczało im – i nadal wyznacza –co wolno myśleć, a co jest nie do przyjęcia do wiadomości.



2. „WOW!” BIO-SOCJOLOGICZNE.. Od ponad 30 lat, czyli od czasów, gdy na Uniwersytecie Genewskim robiłem studia doktorskie w zakresie genetyki populacji, to w ramach opracowań z historii biologii badałem szczegółowo, skąd się wziął popularno-naukowy mit o „przypadkowości” mutacji genetycznych, który to mit jest podstawą całego, imponującego gmachu neodarwinowskiej teorii ewolucji. I oczywiście dość szybko udało się znale?ć bardzo liczne, począwszy od doświadczeń de Vriesa z Oenothera lamarckiana dowody, zgromadzone przez bardzo kompetentne osoby (4, rozdz. 7-9), wskazujące że dojrzewające organizmy wyższe są w stanie „manipulować” nie tylko ekspresją swych genów, ale i tworzyć całkiem nowe, pasujące do silnie zaburzonego środowiska, zestawy genetyczne jako „odpowied? genomu na rzucone mu wyzwanie”. (Jest to tytuł oficjalnego wystąpienia Barbary McClintock przy odbieraniu przez nią Nagrody Nobla z dziedziny biologii w 1983 roku; nagrodę tą otrzymała ona za prace nad „skaczącymi genami”, zwanymi przez nią transpozonami, które to prace zostały wykonane już we wczesnych latach 1940, ale przez następnych 30 lat były one na ścisłym, naukowym „indeksie”.)



To, że geny „używane” muszą się z czasem „zużywać”, a zatem musi być zapewniona ich regeneracja – oraz „nad-regeneracja” (overrecovery) prowadząca do bardziej wydajnych reakcji przystosowawczych, wynika po prostu z III Prawa Newtona (akcji i reakcji). Tak zwani „teoretycy biologii”, negujący istnienie tego podstawowego prawa fizyki stawiają siebie na tym samym poziomie intelektualnym co dogmatycy kościelni utrzymujący, że „Pan” stworzył materialnie istniejące gatunki zoon z niczego, ex nihilo, a zatem wbrew innemu znanemu prawu fizyki, znanemu jako Prawo Zachowania (i to przez całą wieczność!) Maso-Energii. Zawziętość, z jaką środowiska neodarwinistów tłumią wszelkie racjonalne odruchy myśli, sugerujące że istoty żywe – a więc i ludzie – są w stanie „coś wymyślić”, aby przeciwstawić się „tyranii bezrozumu” nie tylko w ekonomii, ale i w nauce, daje się wytłumaczyć tylko na gruncie teorii Korporacyjnej Zmowy. Ten „spisek ślepoty” elit liberalnych demokracji, ma utrzymać naiwnych konsumentów w przekonaniu, że dostarczane przez te Ponadnarodowe Korporacje Środki Uprzyjemniające Życie, nie powodują, w sprzężeniu zwrotnym, obowiązkowej z punktu widzenia Prawa Lamarcka, atrofii organów wypieranych przez ich mechaniczno-chemiczne protezy.



3. „WOW!” RELIGIJE, czyli PAULIŃSKI „MŁOT NA ROZUM”. Nowoczesny, agresywny ustrój korporatystyczny, zdominowany przez wyścig „wow!” w gromadzeniu pieniędzy, po niemiecku określany jest terminem Burgergesellschaft. Ten nowoczesny agregat ulegających coraz większemu ujednoliceniu się korporacji przemysłowo-handlowych, nie powstał oczywiście ex nihilo czyli, mówiąc religijnie, jako Odwieczny Projekt Stwórcy. Na początku wieku XX-go Max Weber starał się udowodnić, że ogarnięte żądzą pieniądza Burgergesellschaft (na polski tłumaczone nieadekwatnie jako ‘społeczeństwo obywatelskie’) jest produktem etyki protestanckiej. Ten związek zachodniego chrześcijaństwa z etyką Mamona dostrzegli już pół wieku wcześniej zarówno francuski publicysta Maurice Joly (w „Dialogu w piekle Makiawela z Monteskiuszem”) jak i Karol Marks (w „W kwestii żydowskiej”). Obaj oni postulowali, że rodzące się podówczas społeczeństwo kapitalistyczne jest realizacją projektu żydowskiej społeczności „teokratyczno-komercyjnej”. Karol Marks posunął się nawet do stwierdzenia, że „Żydostwo osiąga swój szczyt wtedy, kiedy ukształtowało się w pełni społeczeństwo obywatelskie (czyli Burgergesellschaft), lecz ono dojrzało w pełni dopiero w świecie chrześcijańskim.” ([6])



Tak więc, według Karola Marksa, już u wczesnych chrześcijan musiały się pojawić zalążki kultu Oranusa-Żopogława, które to „nasiona głupoty”, w sprzyjających warunkach – jakich dostarczył, przede wszystkim, rozwój techniki drukarskiej – doprowadziły do tego, że w czasach nowoczesnych, zacytujmy jeszcze raz Marksa, „żydostwo mogło zapanować powszechnie i uczynić z wyobcowanego człowieka i wyobcowanej przyrody rzecz zewnętrzną, przedmiot kupna i sprzedaży, znajdujący się w niewoli egoistycznego interesu i handlu.” Otóż zredukowanie wszystkich relacji człowieka ze światem do „wolnej gry rynkowej”, wymagało wcześniejszego wyparcia („wow!”) więzi uczuciowej tegoż człowieka z przyrodą, w tym i z żywymi lud?mi. W Nowym Testamencie rzeczywiście znajdujemy, w sławnych „Listach” św. Pawła, apoteozę takiego woluntarystycznego samo-oślepienia się – wręcz autokastracji umysłu – dla „Pana”. Ten pauliński „wow!” wypierający najbardziej szlachetny organ ludzki, jakim jest Rozum, widać szczególnie wyra?nie w „I Liście do Koryntian” (1, 20 i 2, 2): „Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrości świata!” (Wow! Jak wspaniale, nie ma po co się uczyć, bo wszelka wiedza jest przecież głupstwem!); „Albowiem uznałem za właściwe nic nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego!” (Wow! – co za nadęty pychą ignorant!).



W „Liście do Kolosan” 2, 8-11, św. Paweł ostrzega nawet swych czytelników „Baczcie aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem, opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie. ... W nim też zostaliście obrzezani obrzezką, dokonaną nie ręka ludzką, gdy wyzuliście się z grzesznego ciała ludzkiego, to jest obrzezanie Chrystusowe.” A więc, jeszcze raz, zgodnie z nauką „wow!” Apostoła, precz z grzesznymi, wywoływanymi przez zmysły (i inne ‘żywioły’) skojarzeniami, których dostarcza wyra?nie anty-pauliński, sokratyczny Rozum. A gdy się przestanie używać tych „grzesznych”, cielesnych zmysłów, postępując wbrew zaleceniu Jezusa, iż „oko twoje jest świecą (grzesznego?) ciała twego”, to już bardzo blisko jest się kompletnego etycznego wykolejenia, kiedy to „światło, które w tobie jest ciemnością jest” – która to, rzadko dzisiaj przypominana, prosta „ludzka” mądrość Jezusa z Nazaretu, bardzo dobrze pozwala zrozumieć ciemne intencje „apostoła” Pawła, pozorującego na (wysłannika) „boga”, robiącego karierę wśród naiwnych poznawczo pogan, zwłaszcza tych rzezimieszków, chciwych swych grzechów odkupienia.



3 x Wow! Wartości Liberalnej Demokracji



Opisane powyżej polityczne, naukowe oraz religijne socjo-techniki „3 x wow!” wypierania poznawczo bardziej złożonych reakcji psycho-motorycznych, warto porównać, z pewną dozą ironii, do metody „elenktycznej” stosowanej przez Sokratesa, który przed wprowadzeniem swych uczniów w świat nowych pojęć starał się oczyścić ich umysły z fałszywych mniemań. Na kolejnym etapie swej metody wychowawczej Sokrates stosował metodę „maieutyczną”, będącą czymś w rodzaju ‘sztuki położniczej’, ułatwiającej uczniom uzmysłowić sobie prawdy, które już tkwiły uśpione w ich wnętrzu. Jakież zatem „3 Prawdy Wow!” ujawniają się, prawie spontanicznie, po zabiegu „katharsis” jakim jest „oczyszczenie dusz”, po angielsku zwane brainwasching, przeprowadzane dzisiaj przez środki masowego przekazu, bardzo precyzyjnie kontrolowane przez „kapłanów- obrzezańców” Liberalnej Demokracji?



Po pierwsze, wśród ludności „transformowanej” ugruntowuje się, jako odruch Pawłowa, przekonanie, że tylko Pieniądz jest w życiu ważny. Jak przypomina wychowany w ZSRR Pielewin, ta nabyta „metodą elenktyczną” prawda wyrażana jest w znanych amerykańskich przysłowiach ludowych „Money talks, bullshit walks” (pieniądze mówią, język może odpocząć) oraz „If you are so clever show me your money” (skoro jesteś taki mądry, to pokaż mi swoje pieniądze). .... Pod wpływem impulsu wypierającego („3 x wow!” polityczne, naukowe oraz religijne), który blokuje wszystkie subtelne procesy psychiczne, niezwiązane bezpośrednio z przepływem pieniędzy, świat zaczyna być postrzegany wyłącznie jako uosobienie oranusa-ustodupia (czyli Mamona).” Samo-organizujące się w ten sposób ‘społeczeństwo obywatelskie’ zaczyna się koncentrować głównie na zdobywaniu pieniędzy oraz na ich wydawaniu, te osobniki, które tych pieniędzy zagarną najwięcej uważa się wręcz za „nowych świętych”, których listy rankingowe ogłaszają corocznie z dumą (wow!) magazyny „Forbes” (w USA oraz w Rosji) oraz „Wprost” (w Polsce).



Po drugie, praktyka handlu wskazuje, że najlepsze pieniądze zarabia się na najnowszej (wow!) technice. Stąd też pochodzi ta gigantyczna, korporacyjna presja, na technicyzację ludzkiego życia w każdym, najmniejszym nawet zakątku ziemi, zapełnionej obecnie coraz szczelniej nie tylko samochodami, ale i elektroniką, nie mówiąc już o „umożliwiających życie” wytworach przemysłu farmaceutycznego.



Po trzecie w końcu, wszystkie te, wymienione powyżej osiągnięcia cywilizacyjne (civitas znaczy miasto, a więc są to wytwory „kultury” mieszczańskiej) wypierają – w sensie dosłownym – ludzkie organy i ludzkie zachowania – jak na przykład odwagę – których są one protezą. Stąd też te wytwory techniki spełniają rolę sedatives, środków „usadzających”, czy to przed ekranem telewizyjnym, czy za kierownicą samochodu, czy za klawiaturą komputera, czy też po prostu w wannie z ciepłą wodą w odpowiednio komfortowym mieszkaniu. W tych, wymuszonych przez rozwój techniki, warunkach „uśpienia” coraz liczniejszych organów człowieka, sama ludzka osobowość, jak to celnie zauważa Pielewin, zaczyna po prostu znikać, co najlepiej widać w przypadku Homo Zapiens (od ang. zapping), czyli znieruchomiałego „oglądacza telewizji”: „Kondycja współczesnego człowieka nie jest po prostu opłakana - można powiedzieć, że w ogóle nie istnieje, albowiem człowieka prawie nie ma. Nie ma niczego, na co można by wskazać i powiedzieć: "Oto jest Homo Zapiens". HZ - to po prostu szczątkowe jarzenie świetlówki uśpionej duszy; to film o zdjęciach do innego filmu, wyświetlany przez telewizor w pustym domu.”



Do bezustannego, wytrwałego siedzenia, czy to w pracy, czy to „na wolności” w domu lub w samochodzie (samochodzie zazwyczaj unieruchomionym w korku), potrzebny jest tylko jeden organ, mianowicie klasyczna słowiańska żopa, stąd też ten super-organ ma tendencję do ciągłego wzrostu, co widać szczególnie dobrze wśród „pobożnych” mieszkańców USA. Czytając, na początku roku 007, o koncepcie oranusa-ustodupia opracowanym przez młodszego ode mnie o 20 lat Pielewina, przypomniałem sobie, że już trzydzieści trzy lata temu, na łamach paryskiej „Kultury” opublikowałem krótki esej o charakterze religioznawczym, w którym sugerowałem, że Prawdziwym Bogiem USA jest po prostu Zgigantyzowana Żopa, w którą chciałyby się „wkręcić”, finansowo co bardziej ambitni, przedstawiciele HZ (Patrz Addendum).



Sumud i Flux , czyli platońska „Wspólnota Ludzi, Bogów i Przyrody” kontra mojżeszowa „Korporacja Gwałcicieli Ziemi”



A zatem to, co z rewerencją (wow!) nazywamy Zachodem, to nic innego jak pielewinowski Oranus-Ustodupie o ambicjach planetarnych, którego wartości to PIENIˇDZ, TECHNIKA I (żeńska zazwyczaj – wow!) ŻOPA, jak to już starałem się uzmysłowić czytelnikom paryskiej „Kultury” w lipcu roku 1980 ([7]). Czy da się temu zestawowi WARTOŚCI 3 X WOW! w jakiś skuteczny sposób przeciwstawić? Czy cały świat musi koniecznie zamienić się w Tysiacletnie Królestwo Oranusa/Żopogława, jak to zapowiedział w Starym Testamencie prorok Izajasz (60, 12): „Bo naród i królestwo, które tobie nie będą służyć, zginą, i takie narody będą doszczętnie wytępione”. Aktualność tego biblijnego proroctwa sprzed 2,5 tysiąca lat potwierdził, w latach 1990-tych, były radziecki dysydent Aleksander Zinowiew, autor znanej satyry na ZSRR p.t. „Homo sovieticus”, napisanej w latach 1970-tych. W ostatnich zdaniach swej, opublikowanej tylko w języku francuskim książki „La grande rupture” (Wielkie zerwanie), sumującej jego 20-letnie doświadczenia życia na Zachodzie, Zinowiew pesymistycznie zauważa „Zachód zabija w zarodku wszelkie próby realizacji ustroju społecznego odbiegającego od norm przezeń wyznaczonych” ([8]).



Przyznaję, że będąc młodszym od Zinowiewa o lat 20, nie jestem aż tak wielkim jak on pesymistą. To, że korporacyjne media dopuszczają do wysławiania się dzisiaj, „w szklanym okienku” li tylko profesjonalne „gadające żopy wolności” (jak ta, płci żeńskiej, reprezentująca tygodnik „Polityka” w czasie wykładów na temat cudów liberalnej ekonomii), jest faktem li tylko lokalnym, ograniczonym do terenów „atlantyckich”, znajdujących się pod okupacją UE + USA (który to ostatni kraj, na całe dla nas szczęście, jest wyjątkowo silnie znienawidzony w „pozachrześcijańskich” częściach naszego globu). Z punktu widzenia teorii rozwoju osobowości, opracowanej w szczegółach przez Szkołę Epistemologii Genetycznej Jeana Piageta w Genewie, masowe upowszechnienie się „usadzających” osobowość środków technicznych, w sposób bio-automatyczny wywołało ogólnoludzki regres poznawczy o niespotykanych dotychczas rozmiarach. I ten regres – połączony z hipertrofią najbardziej prymitywnych zachowań konsumpcyjnych – musi oczywiście doprowadzić do kompletnej dewastacji naszej (czyżby naprawdę naszej?) Ziemi.



Wychowany, podobnie jak Pielewin oraz Zinowiew, w nie istniejącym już ZSRR, (anty)izraelski pisarz Izrael Szamir, w swej, jak dotąd nie możliwej do wydania w Polsce książce „Pardes” (Raj), zatytułował jeden z rozdziałów „Sumud i Flux”. Sumud po arabsku znaczy „trwanie”, zaś flux po angielsku oznacza „przepływ”. Według niego Palestyńczycy (etymologicznie „potomkowie Filistynów”) w Ziemi Świętej są przesyceni ideą ‘sumudu’, zaś tamtejsi Żydzi to element, ciągłego kierującego się „duchem” Mamona, „przepływu”. Napływowi mieszkańcy Izraela, podobnie jak mieszkańcy USA, nie potrafią sobie nigdzie znale?ć korzeni, a zatem, kierując się li tylko światłami Biblii, są z konieczności jak najbardziej eksploatatorsko nastawieni do całego świata.



Bardzo podobną do Szamira opinię o „ludziach ziemi” – czyli z grecka dosłownie autochtonach – i ‘kosmopolitach’, ludziach wykorzenionych, wygłosił już w latach 1950-tych Stanisław Vincenz, znany badacz Pokucia oraz Huculszczyzny okresu międezywojennego. Vincenz przypomniał przy tej okazji, że to już Platon propagował ideę polis jako „wspólnotę (komunę, Gemeinshaft) ludzi, bogów i przyrody”. Przeciwieństwem tej „pogańskiej wspólnoty” jest według Vncenza nowoczesne, wykorzenione z ziemi Burgergesellshaft, które nie tylko Karol Marks, ale i Max Weber oraz Izrael Szamir skojarzyli – i nadal kojarzą – z po dziecięcemu marzącym o kolejnych podbojach, wyalienowanym od przyrody i od innych narodów, mojżeszowym „ludem bożym”. Izrael Szamir nawet wygłosił, 24 listopada 2006, na Państwowym Uniwersytecie w St. Petersburgu (d. Leningradzie), oficjalny wykład pod tytułem „Liberalny terror”, w którym argumentował, że liberalizm to nic innego jak neojudaizm ([9])



W tej historycznej sytuacji naturalną jest „zabroniona” przez liberałów myśl, że by ratować Naszą Ziemię, przed nieustającym atakiem ze strony wywodzących się od mojżeszowych Lewitów „Oranusjan” – czyli czcicieli Cul-Capita/Mamona – konieczna jest „re-hellenizacja” naszej kultury. Ten „powrót Europy na łono Rozumu” z konieczności musi oznaczać nie tylko krytyczne odczytanie „zaleceń” Starego Testamentu, ale i równie krytyczną ocenę „objawień” Testamentu Nowego, w który podstępnie został wmontowany „wirus” zabijający Rozum. W pierwszej bowiem, przed przemysłowej fazie chrześcijaństwa, paulińska idea „zaciemnienia świata” Chrystusem Ukrzyżowanym nie miała bezpośredniego przełożenia na promocję kultu Mamona. Dopiero w pó?niejszych wiekach, w momencie pojawienia się uduchowionych „Listami” Pawła ruchów protestanckich, „bogiem jedynym” zreformowanych chrześcijan stał się po raz wtóry Mamon, starożytny Bóg Prawdziwy nie tylko Fenicjan, ale i „tych z Egiptu”, jak Platon z pogardą określał ówczesny Izrael. Przecież mit o grzechów odkupieniu przez krew Chrystusa to jest zwykłe barbarzyństwo, modelowane na zachowaniu się próbującej sterroryzować świat faryzejskiej Mafii. Mafii „Pana” (Molocha), która wzajemną „miłość” swych członków zwykła cementować zbiorowym mordem kogoś niewinnego i prawdomównego. I właśnie z tą Mafią „Pana”, o aramejskiej nazwie Mamon (lub Jahwe), jakoś musimy się uporać, bo inaczej rozmiłowany w lekturze Biblii „lud boży” zamieni naszą planetę po prostu w stertę po-konsumpcyjnych odpadów.

Addendum



Raj (PaRDeS) Potrząsaczy Siedzeniem pod nazwą USA


Fragmenty artykułu M.G. „Kuracja antyszokowa”, zawierającego satyrę na futurologiczne pisarstwo Alvina Tofflera. Artykuł ten był opublikowany w miesięczniku Kultura, nr. 7/8, Paryż1973; nie wszedł on do zbioru esejów M.G. „Etos bezmyślności” z 1991 roku.


(...) Co zatem pozostało ludziom przyszłości? (...) Parafrazując słowa wieszcza moglibyśmy powiedzieć: „Bez serc, bez głów, bez nóg to są siedzeń ludy”. Człowiek przyszłości posiada siedzenie, czyli d..., którą – by nie wulgaryzować języka polskiego – będę w dalszym ciągu tego artykułu nazywał Wyżej Wymienioną Częścią Ciała (WWCC).

Otóż właśnie, jak zauważyli to moi znajomi, nabawiłem się w Ameryce (mieszkając tam w latach 1969 – 1972) prawdziwej obsesji siedzenia. (...) Jeśli się zgodzimy na materialistyczną tezę Feuerbacha, że „człowiek stworzył sobie boga na obraz i podobieństwo swoje”, to człowiek przyszłości winien czcić siedzenie. Popatrzywszy w ten sposób na kraj przyszłości, ze zdumieniem odkryłem coś, na co chyba jeszcze nie wpadł żaden z socjologów, że najpotężniejsze na świecie mocarstwo opiera się na najbardziej śmiesznym, a jednocześnie najbardziej prymitywnym i niebezpiecznym kulcie jaki istniał w historii ludzkości – po prostu na kulcie d... (po amerykańsku to się tłumaczy ass – co oznacza nie tylko WWCC ale także osioł, dureń).

Zauważyć to już można wjeżdżając do Ameryki. Zwykłe ustępy, toalety, W.C. czy wulgarne francuskie urinoire przybierają poetyczno-eufemistyczne nazwy bathroom – miejsce kąpieli, restroom – miejsce odpoczynku, nadające Wyżej Wymienionym Czynnościom (WWC) zgoła transcendentalne wymiary. Wszystkim znane są zwyczaje podkreślania zasobności domu ilością łazienek, dumne zachwalanie przez hotele swych możliwości ustępowych. To, iż ta część ciała pełni jakieś niezwykle ważne zadanie, można poznać także po tym, z jaką przyjemnością młodzi Amerykanie naszywają sobie na siedzeniu flagi narodowe. Jak wiadomo, sztandary wywiesza się zazwyczaj w miejscach najbardziej dostojnych.

Poniżej podaję kilka charakterystycznych przypadków kultu WWCC. Na autostradzie koło San Rafael natknęliśmy się na trailer-park, na którego bramie ogromny napis obwieszczał światu: The best bathrooms in U.S. (najlepsze ustępy w Stanach Zjednoczonych). Moi amerykańscy towarzysze podróży zastanawiali się nad tym, jak też można się wybić na tym polu? – Może w czasie wykonywania Wyżej Wymienionych Czynności przygrywa tam orkiestra? W kasynie gry „Harrah”, gdzie usługi dla ludności osiągnęły wręcz nieporównywalny poziom, za każdym zwiedzającym „miejsce odpoczynku” biegnie obsługa, zacierająca skrzętnie ślady jego działalności.

Na miejscach pikników i w miejscach widokowych ustępy stoją dumnie w najbardziej eksponowanych miejscach – bo czymże jest widok morza czy gór wobec metafizyki Wyżej Wymienionych Czynności. (...)

Przyglądając się bliżej znanemu wszystkim „kultowi pieniądza” można stwierdzić, iż jest on tylko jedną z manifestacji kultu WWCC: solidne konto w banku daje bezpieczeństwo i zezwala na zaspokojenie wszelkich marzeń o komforcie dla WWCC. (Niedawno w Genewie oglądałem nową willę za 4 mln dolarów: reprezentacyjny parter składał się głównie z dużej pływalni i wręcz zatrzęsienia ustępików. Pomyślałem wtedy, że pewnie businessman’i w czasie przyjęcia moczą ciałka w wodzie, a potem biegną do WC, gdzie zamierają z rozkoszy na kryształowych sedesikach.)

Warto zauważyć, że kult WWCC nie jest kultem zamkniętym i narażonym na skostnienie w obrzędach. Wręcz przeciwnie, przybiera on ciągle nowe, coraz bardziej podniecające formy. Opisywane przez Tofflera przejście od cywilizacji przemysłowej do super-przemysłowej może być traktowane jako przejście od biernego, statycznego kultu siedzenia (ustępy, ustabilizowane posady i statusy społeczne, solidne konta bankowe) do aktywnego, dynamicznego kultu siedzenia, polegającego na komfortowym potrząsaniem siedzeniem przy pomocy specjalnych urządzeń ASS (Ass Shaking System), emfemeryczne posady, karty kredytowe i hoc-hockrację.

Urządzenia ASS już od kilku lat podbijają rynki, serca i siedzenia ludzi we wszystkich bardziej rozwiniętych krajach świata. Dlatego warto im się dobrze przyjrzeć. Każde z tych urządzeń posiada pokryty chromami i inkrustacjami, gigantycznych rozmiarów motor, seksualnie eksponowany na zewnątrz, podkreślający zarówno siłę phalliczną jak i walory siedzenia swego pana. Motor ten służy do wydawania ryku naśladującego odgłosy cyklopa wykonującego Wyżej Wymienioną Czynność, ewentualnie imitujący zwielokrotniony ryk osła.

Omawiane urządzenia można podzielić z grubsza na kilka typów, w zależności od sposobu poruszania się: jednośladowy, dwuśladowy i gąsienicowy. Istnieją także środki ASS do poruszania siedzeń po wodzie i w powietrzu, a przypuszczam, że wkrótce urządzeń tych przybędzie więcej, dzięki sławnej inwentywności ludzi przyszłości. Najbardziej pospolite pojazdy jednośladowe używane są zazwyczaj do zwiększania „eksplozji informacji” w miastach, ewentualnie do potrząsania siedzeniem w laskach podmiejskich.

Urządzenia dwuśladowe są to różnego rodzaju duny-buggies, używane głównie na pustyniach i plażach. Dzięki nim, znalezienie spokojnego miejsca na plażach Meksyku staje się powoli niemożliwością, co pewien czas pojawia się warczący żuczek z gromadką trzęsących siedzeniem szczęśliwców.

Pomińmy napełniające rykiem jeziora czterystukonne motorówki i skoncentrujmy się na snowmobiles (saniach motorowych). Dzięki nim udało się ludziom przyszłości dokonać najwspanialszej rzecz, o której zawsze marzyli, a przedtem się jej trochę bali: uzyskali oni wprost nieograniczoną możność poruszania swych siedzeń w przeogromnych kniejach i lasach Ameryki. Tych urządzeń jest już w akcji około trzech milionów i jak podają raporty służby leśnej, dzikiej zwierzynie Ameryki grozi zupełna zagłada, bo będące na niższym szczeblu rozwoju zwierzęta ?le znoszą „szok przyszłości”, ich delikatna tkanka mózgowa ulega zniszczeniu od ryku snowmobiles i pojawiają się u nich oznaki obłędu, w przeciwieństwie do stojących na szczycie drabiny ewolucyjnej ludzi przyszłości, posiadających korę mózgową zbudowaną z drucików i płytek (hybryda biologiczno-mechaniczna), którym ryk nie tylko nie przeszkadza, ale sprawia niewysłowioną przyjemność.

Ponieważ potrząsanie jest rzeczą świętą, odbywa się ono głównie w dni odświętne i w czasie wakacji. Każdego weekend’u autostrady zapełniają się lud?mi przyszłości, ciągnącymi za sobą, na lorach i ciężarówkach, oszałamiające bogactwo środków ASS, by nasycać potem lasy, pola i góry odgłosami misterium potrząsania.

Jest rzeczą oczywistą, że świat tak nasycony informacją nie pozostanie w miejscu. Wymieńmy za Tofflerem kilka perspektyw na nieodległą przyszłość: – opanowanie oceanów jako surowca i przestrzeni życiowej dla potrząsających siedzeniem, wynalezienie specjalnych maszyn ASS pracujących w głębinach, powstanie podmorskich kolonii potrząsaczy siedzeniem, przystosowanie się siedzeń do życia w tym nowym świecie.

– rewolucja w biologii: możliwość „projektowania” genów, zmiany „naturalnych cech” człowieka; zacieranie się różnic między science-fiction a rzeczywistością; możliwość sztucznej hodowli zaprogramowanych embrionów, produkcji homunculusów o żądanych własnościach fizycznych i psychicznych, tworzenie hybryd mechaniczno-biologicznych, ewolucyjne zacieranie się różnicy między głową a siedzeniem (vide żopogław – jako model człowieka-boga, skonstruowany przez M.G. anno 2005).

– dalszy rozwój informatyki, budowa dostępnych dla każdego urządzeń ASS o mocy ponad 200 decybeli, wręcz nieograniczony rozwój automatów myślących, por. istniejące już urządzenie BIOFEEDBACK system – rodzaj podręcznego komputera-ASS, w odpowiednich momentach nadającego miłe dla mózgu wiby ASS, możliwość przekształcenia go w zminiaturyzowane alter-ego, które wszczepione pod skórę siedzenia, zaopatrzone w wymienialne taśmy, przekazywałoby bezpośrednio do układu nerwowego wibracje związane z potrząsaniem w każdych warunkach ziemsko-kosmicznych.

W części poświęconej relacjom człowiek-rzecz, człowiek – człowiek, Toffler słusznie zauważa, że „coraz mniej istotną staje się (metafizyczna) ‘esencja’ przedmiotu, a coraz bardziej jego (racjonalna) funkcja. Tę samą logikę stosuje on i do ludzi. (...) Cywilizacja, której istotą jest tylko racjonalna „funkcja” wydaje się być podobna do tej części ciała, która poza funkcjonowaniem nie posiada żadnego innego znaczenia. (...)

Toffler nazywa cywilizację przyszłości „cywilizacją rzeczy do wyrzucenia” i choć się przed tym nielogicznie broni, zachwala ją także jako cywilizację „ludzi do wyrzucenia”. Wszyscy wiemy, jaką to rzecz człowiek wyrzuca z siebie najczęściej. Dlaczego nie nazwać po imieniu wizji świata proponowanej nam przez kraj przyszłości. Jest to DOSKONAŁE GÓWNO. (...)





--------------------------------------------------------------------------------







Przypisy



[1] Israel Shamir „PaRDeS – an etude in Cabbala”, BookSurge 2005; wersja polska dostępna na stronie internetowej www.israelshamir.net .

[2] Patrz esej M.G. „Cul-Capita/Oranus, czyli niewidzialny „Pan” Zachodu”.

[3] Wiktor Pielewin „Generation π”, OSI-Zug, 2002. Według opinii, znalezionej przez google.pl księgarni wysyłkowej www.petlaczasu.pl/generation/b.306 „Urodzony w 1962 roku Pielewin jest autorem kontrowersyjnym, budzącym skrajne emocje. Posiłkując się groteską i surrealizmem ukazuje w swych książkach przemiany społeczne spowodowane upadkiem ZSRR i systemu komunistycznego. Świat „Nowej Rosji”, w której rządzą gangsterzy, mafia, gigantyczny kapitał i koncerny medialne kreujące sztuczną rzeczywistość, jest tyleż zabawny, co gro?ny. Opisując przemianę Rosjan w „Nowych Ruskich” autor nie przebiera w środkach – jeden z polskich krytyków piszących o Pielewinie stwierdził: „Szczęście rosyjskiej literatury polega na tym, że ma pisarzy, którzy tajniki narodowego charakteru potrafią bezkompromisowo opisać. Tego możemy jedynie pozazdrościć.”

[4] Patrz rozdział 20 „Mechanizm powstawania raka” w książce M. G. „Atrapy i paradoksy nowoczesnej biologii; historia teorii różnicowania się, oraz dedyferncjacji, organizmów ożywionych”. Kraków 1993.

[5] Patrz dane na temat „amerykańskiej psyche” zgromadzone przez M.G. w jego pracy doktorskiej p.t. „(Antyzoologiczna) filozofia społeczno-polityczna Noama Chomsky’ego”, wyd. Editions de Lamarck, Kraków 2002.

[6] Karol Marks „Wkwestii żydowskiej” [w] Karol Marks i Fryderyk Engels „Dzieła”, tom I, Warszawa 1971

[7] M.G. „Ciuciubabka naukowa”, Kultura, Paryż, nr. 7/8, 1980; artykuł ten był opublikowany także w zbiorze esejów M.G. „Etos bezmyślności”, wyd. Lewiatan, Kraków 1991.

[8] Alexandre Zinoviev „La grande rupture” ed. L’Age d’homme, Lausanne 1999.

[9] http://www.israelshamir.net/English/Eng7.htm


Post Scriptum.

Podrozdział „3 x wow! wypierające Homo sapiens z lica Ziemi” omawiałem, w styczniu 007, w grupie studentów 3 roku filozofii. Otóż wszyscy ci studenci byli przekonani, że rozpoczynające „Metafizykę” Arystotelesa stwierdzenie, że „wszyscy ludzie pragną wiedzieć z natury” jest prawdziwe. Kimżesz zatem są, ci wyszczególnieni w rzeczonym podrozdziale, „wynaturzeni” uczeni, politycy oraz kapłani, którzy z taką zajadłością zwalczają najbardziej ewidentne prawdy? Przypomniałem zatem mym, nie znającym jeszcze „życia” studentom, że niechęć do poznania niewygodnych faktów jest w świecie współczesnych elit rzeczą nagminną, chociażby w sądownictwie, kiedy to sędziowie zawodowo „zamykają oczy”, by nie dostrzec zbrodni dokonywanych przez „sponsorujących” ich pracę kryminalistów. Uogólniając to istotne spostrzeżenie możemy powiedzieć, że to tylko wśród pasożytniczych grup społecznych, odruchowo starających się obrabować oraz upodlić swych bli?nich, występuje to charakterystyczne wynaturzenie, polegające na próbach zakłamania świata w celu zrobienia na tym biznesu.



I w tym miejscu, jako osoba zajmująca się zawodowym „badaniem wieku tego” od czasu mych pierwszych, publikowanych w paryskiej „Kulturze”, artykułów na temat zachowania się mieszkańców USA, jestem zobowiązany do wskazania, jeszcze raz, na podstawowe ?ródło takich etycznie odrażających zachowań. „Ojcem chrzestnym” (ang. godfather, dosłownie ‘bogiem-ojcem’) tych wszystkich „udających że nie widzą” polityków, uczonych oraz kapłanów jest oczywiście święty Paweł, „korespondencyjny nauczyciel” Ojców Kościoła. Ten ‘żopogław’ – czyli Apostoł Ignorancji – zalecał w swych „Listach” „obrzezanie Chrystusowe, dokonane nie ręką ludzką” ale po prostu wysiłkiem woli, tak aby ludzie przestali rozumieć cokolwiek, co się „w świecie żywiołów” (czyli w świecie realnym) dzieje (Kol. 2, 11). To dzięki takiej auto-kastracji zmysłów (a więc automatycznie i umysłu) chrześcijanie przestali kojarzyć, że krzyż, na którym wisi człowiek niewinny i w dodatku zacny, jest symbolem hańby „Boga-Ojca”, który do tej zbrodni dopuścił, a zatem nie daje on żadnej nadziei na „zbawienie przez samooślepienie się” tego krzyża bałwochwalców.



Każda bowiem „obrzezka” jest grzechem przeciw Naturze i naturalnym jest, że to właśnie ci „obrzezani w Panu”, będą się najbardziej przeciw tej Naturze zwracać. Pieczołowicie będą oni unikać zauważenia („Gdzie jest badacz wieku tego?” zapytuje Apostoł – I Kor. 1, 20) gwałtu, którego i na sobie samych i na całym „grzesznym” świecie dokonują. By jednak nie kończyć, w sposób ponury, tego eseju o INWAZJI, w obecnym wieku, ŻOPOGŁAWYCH-ORANUSJAN, bezmyślnie marzących o świata wyjałowieniu, tak by na nim pozostała tylko „jedna owczarnia i jeden pasterz” (Jan 10, 16), pozwolę sobie przytoczyć rzecz nieco humorystyczną, ilustrującą do jakiego stopnia dawni biskupi Kościoła byli zdominowani przez ducha judaizmu. Otóż przeczytałem niedawno, u znanego religioznawcy Mircea Eliade, że Kościół specjalnie ustanowił, że Nowy Rok będzie ogłaszany w osiem dni po Bożym Narodzeniu, tak aby lud w tym dniu corocznie musiał celebrować Rocznicę Obrzezania Bożego Penisa!
6 styczeń 2007

Marek Głogoczowski 

  

Archiwum

będzie ich w Krakowie 80. Jeden kosztuje 100 tys. zł.
marzec 3, 2005
Piaskownica
wrzesień 9, 2007
Marek Olżyński
Dramat w Osetii
wrzesień 2, 2004
zaprasza.net
Dylemat Japonii: Ropa Naftowa Iranu czy Posłuszeństwo Wobec USA
luty 4, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Bezgrzeszni Żydzi
grudzień 3, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Ksiazki w wersji elektronicznej - bezpłatnie
lipiec 24, 2004
"Jednoczenie Germanii"
styczeń 13, 2007
Bogdan Wilczewski Trzy Radła AK
Watykan zmienił zdanie wobec nauki
listopad 9, 2005
EAI
Huwbejbini XXI wieku
luty 7, 2003
zaprasza.net
Porada dla wielodzietnych biednych rodzin
padziernik 22, 2007
Mirosław Naleziński, Gdynia
Komu pomoże al-Kaida?
listopad 5, 2006
tadeusz
Amerykański ruch anty-wojenny
wrzesień 4, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Terror Żydów przeciwko Żydom – Część trzecia: Zbrodnie sjonistów
czerwiec 11, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
"Antyreligijna retoryka"
maj 13, 2008
Artur Łoboda
Podać ?ródło pochodzenia majątku
lipiec 22, 2004
Janina Kotłowska - Rudnik
Fetysz niepodległości
luty 12, 2003
Leszek Skonka
Pytanie, które powinien sobie zadać każdy Polak
styczeń 9, 2007
Artur Łoboda
THE GLOBAL ELITE IS DIVIDING ITS MINIONS INTO TWO "HOUSE TEAMS"...AGAIN!
marzec 27, 2003
"W koło Macieju"
padziernik 6, 2006
przesłala Elżbieta
Odzyskac dumę narodową
wrzesień 13, 2003
Artur Kowalski
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media