ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

"Quo Vadis Polonia?" Lech Makowiecki  
 
Podobno to ten psychol Klaus Schwab 
To ten od "wielkiego resetu".  
Demonstracja w Pradze przeciwko terrorowi kowidowemu 
Prowokacja policyjna w celu wywołania ataku na pokojową demonstrację przeciwko maskom w Pradze 18.10.2020.
Na wzór komunistów pisowskie media demonstrantów tych nazywają "chuliganami".  
Strzeżcie się Obamy 
Kto naprawdę stoi za Barakiem Obamą? 
Żydzi tradycjonaliści przeciwko syjonistom 
 
Kryptoreklama-czy prawdziwe lekarstwo na cukrzycę? 
"W naszym kraju nie skupiamy się na leczeniu diabetyków, ale na zarabianiu pieniędzy przez duże koncerny farmaceutyczne." 
Ljubljana - protesty przeciwko szczepieniom 
29 września 2020 roku po incydencie na obwodnicy Lublany trwa na Placu Republiki protest przeciwko szczepieniom Covid-19
 
Cała prawda o ataku z 11 września 
Jeden z filmów usułujących przedstawić prawdę i ataku z 11 września 2001 roku 
Jak ludzie "umierają" w "szpitalach kowidowych" 
Tak wygląda koronawirus Covid 19 w szpitalach zachodniej Polski 
Ivan Komarenko wywiad dla Głos Obywatelski 
W obronie Naszej wolności 
Im – wolno, nam – nie 
Wielka bitwa o port w Hajfie zakończyła się. Chiny rozpoczną swe zawiadywanie portem w roku 2021, co postawi USA przed alternatywą, czy Szósta Flota będzie dalej zawijała do Hajfy, czy też należy urzeczywistnić pogróżkę wycofania się? 
Lockdown w Anglii 
Była kochanka Borisa Johnsona ujawnia - z kim Premier GB konsultował wprowadzenie stanu wyjątkowego pod pretekstem fikcyjnej pandemii
 

 
Mój dom, mój świat ...  
BOŻENA MAKOWIECKA - MÓJ DOM, MÓJ ŚWIAT...
Tytułowa piosenka z płyty "Mój dom, mój świat" powstała tuż po obaleniu rządu Olszewskiego.
O ile refren podobał się wszystkim, o tyle zwrotki - niekoniecznie... Stąd opóźniona o prawie 20 lat premiera teledysku ... 
Powszechny nakaz maskowania nadal jest bezprawny 
Pomimo nowelizacji ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi nakaz zakrywania twarzy jest bezprawny. 
Szczepionkowy stan wojenny w Nowym Jorku 
Nowy Jork inicjuje wprowadzenie medycznego stanu wojennego z użyciem oddziałów wojska, aby przejąć szpitale, z których niezaszczepieni pracownicy służby zdrowia są masowo zwalniani 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
David Icke w LondonReal TV 
Podczas bezpośredniej transmisji na YouTube (6 kwietnia 2020 r.) obejrzało 65 tysięcy osób. Zaraz potem został on usunięty ze wszystkich kanałów YouTubea, Vimeo i Facebooka. Wywiad - zwłaszcza od ok. 50 min. - polecamy polskim władzom, ekspertom, dziennikarzom, policji i wojsku oraz wszystkim tym, którzy czują, że w niedalekiej przyszłości mogą przyczynić się do zachowania godności i wolności przez człowieka.  
Ludobójstwo COVID- konferencja w Wiedniu 23 październik 2020 
23 października 2020 zespół złożony z Claire Edwards (byłej redaktor pracującej dla ONZ, badaczki i mówczyni), Stevena Whybrow (dziennikarza śledczego, aktywisty, badacza Prawa Naturalnego i mówcy), Lucasa Alexandra (dziennikarza i prowadzącego telewizję internetową Age of Truth) oraz kilku innych osób, doręczył prezydentowi Austrii pismo, które następnie zostało odczytane i wyjaśnione bardziej szczegółowo na konferencji prasowej. 
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
Montanari: Szczepionka to wielki przekręt 
Jeśli prawdziwa choroba nie daje odporności, absurdem jest mieć nadzieję, że szczepionka może to zrobić, co nie jest niczym innym, jak tylko chorobą w postaci atenuowanej. 
więcej ->

 
 

Ostatni ludzie to my Zderzenie cywilizacji na końcu historii

Tekst pochodzi z Tygodnika Idei "Europa", dodatku do Dziennika, nr 1 (144) 6 stycznia 2007 str. 5-6.

Slavoj Zizek zastanawia się nad dzisiejszą kondycją ludzkości. Jego zdaniem mieszkańcy Zachodu przypominają Nietzscheańskich "ostatnich ludzi" - apatycznych, wyzutych z wszelkich autentycznych namiętności i pogrążających się w jałowym hedonizmie. Zachód ma obsesję na punkcie inności, którą jednak jest w stanie zaakceptować tylko pod warunkiem, że upodobni się ona jak najbardziej do niego samego. Frazesom o tolerancji towarzyszy zaostrzanie polityki imigracyjnej, a hasłom "otwartości na innego" - paniczny strach przed wybuchem prawdziwych namiętności. "Innego można tolerować, dopóki jego obecność nie jest nachalna, dopóki inny nie jest naprawdę inny. Tolerancja współwystępuje ze swoim przeciwieństwem: mój obowiązek bycia tolerancyjnym wobec innego w praktyce oznacza, że nie powinienem się do niego za bardzo zbliżać, ingerować w jego przestrzeń".
W opowieści hollywoodzkiej bogate tło historyczne to jedynie dodatek do tego, o czym naprawdę jest film - do podróży inicjacyjnej bohatera lub pary bohaterów. W "Czerwonych" rewolucja pa?dziernikowa służy za tło dla pojednania kochanków w namiętnym akcie seksualnym. W "Dniu zagłady" gigantyczna fala, która zalewa całe wschodnie wybrzeże USA, jest tłem dla kazirodczego związku córki z ojcem; w "Wojnie światów" inwazja kosmitów daje Tomowi Cruise'owi szansę na odnalezienie się w roli ojca. W "Ludzkich dzieciach" Alfonsa Cuarona jest jednak inaczej - tutaj tło odgrywa główną rolę. W typowym hollywoodzkim filmie fantastycznonaukowym przyszły świat może być pełen nieznanych przedmiotów i wynalazków, ale nawet cyborgi zachowują się dokładnie tak samo jak my, a raczej jak nasi przodkowie w starych hollywoodzkich melodramatach i filmach akcji. W "Ludzkich dzieciach" nie ma nowych gadżetów, Londyn wygląda dokładnie tak samo jak teraz; Cuaron wydobył jedynie jego ukryty potencjał poetycki i społeczny - szarość i rozkład zaśmieconych przedmieść czy wszechobecność wideonadzoru. Film przypomina nam, że ze wszystkich dziwnych rzeczy, które umiemy sobie wyobrazić, najbardziej zwichrowana jest sama rzeczywistość. Hegel zauważył dawno temu, że portret jakiejś osoby jest do niej bardziej podobny niż ona sama. "Ludzkie dzieci" to film SF o naszej tera?niejszości.
Jest rok 2027, rodzaj ludzki stał się bezpłodny - najmłodszy mieszkaniec Ziemi, urodzony przed 18 laty, został właśnie zabity w Buenos Aires. W Wielkiej Brytanii od lat obowiązuje stan wyjątkowy, oddziały antyterrorystyczne ścigają nielegalnych imigrantów, władza państwowa zarządza kurczącą się ludnością, która wegetuje w warunkach jałowego hedonizmu. Czy te dwa elementy, hedonizm plus nowe formy społecznego apartheidu i kontroli opartej na strachu, nie stanowią cech definiujących dzisiejsze społeczeństwa? I w tym miejscu pojawia się przebłysk geniuszu Cuarona, który powiedział w jednym z wywiadów: "Wiele historii o przyszłości mówi o czymś podobnym do Wielkiego Brata, ale uważam, że jest to XX-wieczny pogląd na tyranię. Dzisiejsza tyrania stroi się w nowe przebrania. W XXI wieku tyrania określa się mianem >>demokracji<<". Dlatego władcy świata nie są Orwellowskimi "totalitarnymi" biurokratami w szarych mundurach, lecz światłymi, tryskającymi erudycją demokratycznymi administratorami, każdy ze swoim stylem życia. Kiedy bohater filmu odwiedza dawnego przyjaciela, teraz wysokiego urzędnika państwowego, aby załatwić specjalne zezwolenie dla uchod?cy, wchodzimy do mieszkania, które przypomina loft bogatej homoseksualnej pary z Manhattanu. Ubrany w swobodny sposób urzędnik siedzi za stołem ze swoim kalekim partnerem.
"Ludzkie dzieci" z pewnością nie są filmem o bezpłodności jako problemie biologicznym. Bezpłodność, o jakiej mówi Cuaron, została już dawno zdiagnozowana przez Friedricha Nietzschego, który zauważył, że cywilizacja zachodnia ciąży w stronę "ostatniego człowieka", apatycznej istoty bez większych pasji i zaangażowań: ostatni człowiek nie umie stawiać sobie wielkich celów, jest zmęczony życiem, boi się ryzyka, pragnie tylko wygody i bezpieczeństwa będącego funkcją powszechnej tolerancji. "Nieco trucizny kiedy niekiedy. Od czasu do czasu trochę trucizny: to darzy słodkimi snami. A w końcu dużo trucizny, aby mile zemrzeć umrzeć. (...) Ma się swą przyjemnostkę na dzień i swą przyjemnostkę na czas nocy; lecz zdrowie ceni się nade wszystko. (...) >>Myśmy szczęście wynale?li<<, mówią ostatni ludzie i mrużą oczy" (przeł. St. Wyrzykowski).
Ostatni Człowiek nie chce, by mu przeszkadzać w snuciu marzeń i dlatego kluczowym słowem w jego mentalnym wszechświecie jest "molestowanie". Na swoim najbardziej podstawowym poziomie termin ten oznacza brutalne fakty gwałtu, pobicia i innych form społecznej przemocy, które oczywiście należy z całą bezwzględnością potępić. W ogólnym uzusie sens tego słowa niepostrzeżenie przesuwa się jednak w stronę potępienia wszelkiej nadmiernej bliskości innego człowieka, z jego pragnieniami, lękami i przyjemnościami.
Tolerancyjną postawę wobec innych, której domaga się dzisiejszy liberalizm, określają dwa wątki: z jednej strony szacunek dla inności i otwartość na nią, z drugiej obsesyjny strach przed molestowaniem. Innego można tolerować, dopóki jego obecność nie jest nachalna, dopóki inny nie jest naprawdę inny. Tolerancja współwystępuje ze swoim przeciwieństwem: mój obowiązek bycia tolerancyjnym wobec innego w praktyce oznacza, że nie powinienem się do niego za bardzo zbliżać, ingerować w jego przestrzeń. Innymi słowy, muszę uszanować jego nietolerancję dla mojej nadmiernej bliskości. Prawo do niebycia molestowanym, tj. do trzymania się na bezpieczną odległość od innych, powoli staje się podstawowym prawem człowieka w naszych społeczeństwach.
W większości państw zachodnich sądy wydają zakaz zbliżania się do domu powoda, kiedy pozwany ma zarzut molestowania seksualnego. Jest to wprawdzie środek konieczny, ale stanowi swego rodzaju obronę przed traumatyczną rzeczywistością żądzy innego: czyż nie jest oczywiste, że jawne okazywanie namiętnych uczuć do innego człowieka zawiera w sobie przemoc? Namiętność z definicji rani swój obiekt i nawet jeśli jej adresat z radością godzi się zajmować to miejsce, musi przeżyć moment strachu i zaskoczenia.
To samo dotyczy nawet powiększającego swój zakres zakazu palenia. "Bezdymne" najpierw stały się biura, potem samoloty, restauracje, lotniska, puby, prywatne kluby, a nawet - na niektórych kampusach - teren wokół wejść do budynków i wreszcie, w ramach dydaktycznej cenzury, która kojarzy się ze słynną stalinowską praktyką retuszowania zdjęć nomenklatury, amerykańska poczta państwowa usunęła papierosa ze znaczków z fotoportretami gitarzysty bluesowego Roberta Johnsona i malarza abstrakcjonisty Jacksona Pollocka. Zakazy te biorą na cel nadmierną i ryzykowną przyjemność innego, zawartą w akcie "nieodpowiedzialnego" zapalania papierosa i zaciągania się głęboko dymem z bezwstydną rozkoszą (w odróżnieniu od yuppies epoki clintonowskiej, którzy palili bez zaciągania się, uprawiali seks bez penetracji i byli na diecie beztłuszczowej). Jak to ujął Jacques Lacan, "po śmierci Boga nic już nie jest dozwolone".
Na rynku można dzisiaj znale?ć całą gamę produktów pozbawionych swoich trucicielskich właściwości: kawę bezkofeinową, śmietanę odtłuszczoną, piwo bezalkoholowe... Lista jest długa. Mamy też seks odseksualniony w postaci seksu wirtualnego, wojnę bez działań wojennych, czyli wojnę bez ofiar (oczywiście po naszej stronie) z doktryny Colina Powella, politykę odpolitycznioną w postaci nowej definicji polityki jako rządów fachowców, mamy wreszcie lansowane przez tolerancyjny liberalny multikulturalizm doświadczenie Innego wypreparowane z Inności (wyidealizowany Inny tańczy fascynujące tańce i ma ekologicznie zdrowe, holistyczne podejście do rzeczywistości, natomiast takie elementy jak bicie żony czy kazirodczy gwałt nie mieszczą się w jego obrazie).

Mieszkańcom krajów Pierwszego Świata coraz trudniej jest wyobrazić sobie publiczną czy uniwersalną Sprawę, za którą byliby gotowi oddać życie. Coraz bardziej wygląda na to, że granica między Pierwszym a Trzecim Światem pokrywa się z linią oddzielającą pragnienie długiego, satysfakcjonującego, zamożnego życia wypełnionego materialnymi i kulturalnymi przyjemnościami od chęci złożenia swego życia na ołtarzu jakiejś wyższej Sprawy. Czy nie jest to opozycja między "biernym" i "czynnym" nihilizmem, jak to nazwał Nietzsche? Na Zachodzie jesteśmy ostatnimi lud?mi, zanurzonymi w głupich codziennych przyjemnościach, natomiast muzułmańscy radykałowie są gotowi zaryzykować wszystko w nihilistycznej walce, która prowadzi ich do samozniszczenia. Nic dziwnego, że w "Ludzkich dzieciach" jedynym miejscem, gdzie utrzymuje się dziwne poczucie wolności, swego rodzaju terytorium wyzwolonym, bez tej wszechobecnej, dławiącej opresji, jest Blackpool, miasto otoczone murem i zamienione w obóz dla uchod?ców kierowany przez jego mieszkańców. Pod koniec filmu obóz zostanie bezlitośnie zbombardowany z powietrza. Kwitnie tam życie, fundamentaliści islamscy organizują demonstracje militarne, ale jednocześnie można tam doświadczyć aktów autentycznej solidarności. Nic dziwnego, że właśnie tam rodzi się dziecko.
W 2004 roku na antenie NBC odbyła się dyskusja na temat losu wię?niów Guantanamo. Jeden z najbardziej kuriozalnych argumentów za tym, że ich status jest etycznie i prawnie akceptowalny, brzmiał następująco: jeńcami są ci, w których nie trafiły bomby - ponieważ byli celem amerykańskiego bombardowania i przypadkiem je przeżyli i ponieważ bombardowanie stanowiło element legalnej operacji wojskowej, nie można potępiać wzięcia ich do niewoli po zakończeniu działań wojennych. Ich obecna sytuacja, jakkolwiek byśmy ją oceniali, jest lepsza niż bycie martwym. Rozumowanie to zawiera w sobie pewne niezamierzone implikacje: prawie dosłownie robi z wię?niów żywe trupy, ludzi w jakimś sensie już martwych (stracili prawo do życia, ponieważ byli celem legalnych bombardowań, które miały za zadanie ich zabić). Należą więc do gatunku, który Giorgio Agamben nazywa "homo sacer": są lud?mi, których można bezkarnie zabić, ponieważ w świetle prawa ich życie już się nie liczy. Jeśli wię?niowie Guantanamo lokują się w przestrzeni "między dwoma śmierciami" i należą do kategorii "homo sacer", prawnie martwych (pozbawionych określonego statusu prawnego), ale biologicznie wciąż żywych, to przypadek Terri Schiavo, który zawładnął naszą wyobra?nią w marcu 2005 roku, mieści się na przeciwległym biegunie. W 1990 roku Schiavo doznała uszkodzeń mózgu na skutek chwilowego zatrzymania akcji serca spowodowanego przez niedobór potasu, przypuszczalnie będący konsekwencją zaburzeń łaknienia. Wyznaczeni przez sąd lekarze orzekli, że kobieta znajduje się w utrwalonym stanie wegetatywnym, nierokującym nadziei na wyzdrowienie. Jej mąż domagał się odłączenia jej od aparatury, natomiast rodzice Terri twierdzili, że jej stan może się jeszcze poprawić i że ona sama nie zgodziłaby się na taki krok. Sprawa dotarła do najwyższych instancji państwowych, zaangażował się w nią Sąd Najwyższy i prezydent, a Kongres w trybie ekspresowym wydawał kolejne uchwały. Kiedy spojrzymy na tę sprawę w szerszym kontekście, to jej absurdalność wprawi nas w osłupienie: na całym świecie dziesiątki milionów ludzi umiera na AIDS i z głodu, a społeczeństwo amerykańskie skupia całą uwagę na pojedynczym przypadku przedłużania czysto biologicznego życia, utrwalonego stanu wegetatywnego, pozbawionego wszelkich specyficznie ludzkich cech. Te dwie skrajności wyznaczają dzisiaj kontekst praw człowieka: z jednej strony "ci, w których nie trafiły bomby" (fizycznie i psychicznie pełnosprawni, ale pozbawieni prawa do życia), z drugiej strony istota ludzka zredukowana do czysto wegetatywnego życia, które jest chronione przez cały aparat państwowy.
Co się więc z nami stało? Każdy uważny czytelnik markiza de Sade'a dostrzeże następujący paradoks: niczym nieskrępowany seksualizm Sade'a, całkowicie wyzuty z transcendentnego wymiaru duchowego, zamienia seks w mechaniczną czynność pozbawioną autentycznej zmysłowej namiętności. Czy ofiarą podobnego procesu nie padają dzisiejsi ostatni ludzie, "postmodernistyczne" jednostki, które odrzucają wszelkie wyższe cele na rzecz jałowego życia wypełnionego coraz bardziej wyrafinowanymi i sztucznie generowanymi przyjemnościami? Dawne społeczeństwa hierarchiczne tłumiły siły żywotne za pomocą rygorystycznych systemów ideologicznych i aparatów państwowych, natomiast dzisiejsze społeczeństwa paradoksalnie tracą żywotność za sprawą swego permisywnego hedonizmu - wszystko jest dozwolone, ale w postaci bezkofeinowej, pozbawionej swej istoty.
Powyższe dotyczy nie tylko naszych przyjemności, ale również naszej demokracji: jest to demokracja coraz bardziej bezkofeinowa, pozbawiona swego politycznego ostrza. Stulecie temu G.K. Chesterton napisał: "Ludzie, którzy rozpoczynają walkę z Kościołem w imię wolności i człowieczeństwa, kończą na odrzuceniu wolności i człowieczeństwa, byle tylko móc dalej walczyć z Kościołem". Dzisiaj należałoby przede wszystkim dodać, że to samo odnosi się do obrońców religii: wielu religijnych fanatyków rozpoczęło od gwałtownych ataków na współczesną świecką kulturę, a skończyło na wyrzeczeniu się samej religii (ich walka zatraciła wszelki wymiar religijny). Czy nie można per analogiam prognozować, że dzisiejsi liberalni bojownicy tak namiętnie pragną walczyć z antydemokratycznym fundamentalizmem, że skończą na odrzuceniu wolności i demokracji, byle tylko mogli dalej walczyć z terrorem? Pragną za wszelką cenę udowodnić, że niechrześcijański fundamentalizm stanowi główne zagrożenie dla wolności, toteż nie cofną się przed stwierdzeniem, że musimy ograniczyć naszą wolność tu i teraz, w naszych rzekomo chrześcijańskich społeczeństwach. Terroryści są gotowi zniszczyć świat z miłości do innego, natomiast antyterrorystyczni bojownicy są gotowi zdewastować swój demokratyczny świat z nienawiści do muzułmańskiego innego. Jonathan Alter, Alan Dershowitz i Sam Harris tak bardzo cenią ludzką godność, że godzą się na legalizację tortur - największego poniżenia ludzkiej godności - dla jej obrony.
Dzisiejsza polityka jest przede wszystkim polityką strachu: przed imigrantami, przestępczością, bezbożnym seksualnym rozpasaniem, nadmiernie rozbudowanym państwem (pobierającym zbyt wysokie podatki), katastrofami ekologicznymi, wiktymizacją i molestowaniem (dlatego wzorcową liberalną formą polityki strachu jest polityczna poprawność). Tego rodzaju polityka zawsze polega na mobilizacji wystraszonych ludzi metodą dalszego straszenia. Wielkim wydarzeniem pierwszego półrocza 2006 roku w Europie był fakt, że polityka antyimigracyjna zyskała prawo obywatelstwa w życiu politycznym. Przestała być kojarzona wyłącznie z marginalnymi partiami skrajnie prawicowymi. We Francji, Niemczech, Austrii i Holandii, w nowym klimacie dumy ze swojej tożsamości kulturowej i historycznej, główne partie dają sobie prawo do podkreślania, że imigranci są gośćmi, którzy muszą sobie przyswoić wartości kulturowe wyznawane przez przyjmujące ich społeczeństwo. "To jest nasz kraj, pokochajcie go albo wynoście się".

Dlatego "zderzenie cywilizacji" jest współczesną odmianą choroby Huntingtona. Jak stwierdził Samuel Huntington, po zakończeniu zimnej wojny "żelazną kurtynę ideologii" zastąpiła "aksamitna kurtyna kultury". Ta pesymistyczna wizja może się wydawać zupełnym przeciwieństwem prognozy Francisa Fukuyamy, który radośnie przewidywał, że liberalna demokracja ogarnie cały świat, co będzie oznaczało Koniec Historii. W rzeczywistości "końcem historii" jest właśnie "zderzenie cywilizacji": konflikty etniczno-religijne są wpisane w charakter globalnego kapitalizmu. W naszej "postpolitycznej" epoce, kiedy politykę sensu stricto konsekwentnie wypiera fachowe administrowanie społeczeństwem, jedynym uprawnionym ?ródłem konfliktów, jakie pozostało, są napięcia kulturowe (etniczne, religijne).
A zatem - by posłużyć się antyterrorystycznym zawołaniem bojowym prezydenta Busha - doceńmy "Ludzkie dzieci" Cuarona, bo ten film "uderza w samo serce" naszych kłopotów.
przeł. Tomasz Bieroń

Dzisiejsza polityka - twierdzi Zizek - stanowi przede wszystkim odzwierciedlenie rozmaitych lęków Zachodu. To sprawia, że w praktyce realizuje ona coś odwrotnego względem własnych deklarowanych celów - obrońcy liberalnego konsensusu opartego na poszanowaniu ludzkiej godności głoszą potrzebę wprowadzenia tortur, a chrześcijańscy fundamentaliści nawołują do całkiem niechrześcijańskiej rozprawy z wrogami zachodniej cywilizacji. "Dzisiejsza polityka jest przede wszystkim polityką strachu: przed imigrantami, przestępczością, bezbożnym seksualnym rozpasaniem, nadmiernie rozbudowanym państwem (pobierającym zbyt wysokie podatki), katastrofami ekologicznymi, wiktymizacją i molestowaniem (dlatego wzorcową liberalną formą polityki strachu jest polityczna poprawność). Tego rodzaju polityka zawsze polega na mobilizacji wystraszonych ludzi metodą dalszego straszenia".

Slavoj Zizek, ur. 1949, filozof, publicysta. W latach 80. należał do środowiska zajmującego się rewizją i uwspółcześnieniem marksizmu. W swoich poglądach inspiruje się głównie psychoanalizą Jacques'a Lacana. W Polsce opublikowano m.in. jego "Wzniosły obiekt ideologii" (2001). Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - ostatnio w nrze 36 z 9 września ub.r. zamieściliśmy jego tekst "Pięć lat wojny z terrorem".
SLAVOJ ZIZEK
8 styczeń 2007

Sławoj Zizek 

  

Archiwum

Duma lobby Izraela
sierpień 26, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Słowa Papieża, zmienione chytrze przez krętaczy ...
maj 21, 2003
Demokracja jest wtedy, gdy wznosisz okrzyki pro-rządowe
listopad 2, 2004
PAP
List do zdrajcow Polski
czerwiec 15, 2008
przeslala Elzbieta Gawlas Toronto
Tarcza
sierpień 17, 2008
Artur Łoboda
Wykupili całe Drezno...
grudzień 10, 2006
pi'eS
Rząd brytyjski wprowadza absurdalne przepisy "w walce z homofobią"
sierpień 11, 2007
bibula
Noam Chomsky o zadłużeniu
styczeń 5, 2007
cgc@poprostu.pl
Pipsztyk
wrzesień 15, 2002
korekta (ku pamięci)
Czy jest choć jedna osoba gotowa pomóc Polsce?
luty 11, 2009
Artur Łoboda
RMF FM - zawiadomienie o przestępstwie stacji
marzec 18, 2007
Zdzisław Raczkowski
Adam Michnik - miedzy lwem a lisem
wrzesień 17, 2002
GAZETA POLSKA
Felieton kąśliwy
styczeń 9, 2006
Marek Olżyński
Prawdziwe "zawracanie kijem Wisły" Proces pułkownika Ryszarda Chwastka
grudzień 6, 2002
Lech Michałowski
Jak przegrać „wojnę przeciwko terrorowi?”
kwiecień 2, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Podejrzewamy osoby zarządzające ZOZ MSWiAw Krakowie o świadome działanie o charakterze przestępczym
sierpień 3, 2004
Parada błaznów
wrzesień 2, 2003
Artur Łoboda
Afganistan i broń atomowa - czyli dokąd prezydent wysyła polskich chłopców.
wrzesień 16, 2006
Dorota Szczepańska
France Telecom uratowana przez internet i komórki
marzec 8, 2007
AFP
Czyżby Początek Buntu w Ameryce?
listopad 19, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2021 Polskie Niezależne Media