ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Bezczelność syjonistycznych "nadludzi" 
Już nie kryją się ze swoją pogardą do reszty świata.

 
Wykład Ernsta Wolffa na temat obecnego kryzysu 
 
Jak to jest z kowidem na Florydzie? 
 
Kolędowanie w Alternatywie dla Niemiec 
 
Ludobójstwo covid 
Wywiad z CLAIRE EDWARDS  
Śledztwo w sprawie zbrodni wojennych w Strefie Gazy  
To "pierwsze w historii ludobójstwo transmitowane na żywo... Jeśli ludzie są nieświadomi, to są świadomie nieświadomi" 
Kalisz w obronie Olszanskiego i Osadowskiego 
 
PiStapo atakuje rodziny 
Przypomnijmy sobie sceny ze świata Orwella. To już się dzieje.  
Strona Krzysztofa Wyszkowskiego 
Strona domowa Krzystofa Wyszkowskiego 
Iran dziesiątkuje izraelskie miasto portowe Hajfę pociskami kasetowymi; 2 osoby zabite, samochody... 
 
Wzmożenie infekcji wirusowych wywołane jest przez szczepionki 
Przemówienie Thierry’ego Baudeta w holenderskim parlamencie nt. agendy Covid-19
 
To tylko... / It's just...  
Jak Nas wganiają w kajdany 
Naczelna Izba lekarska współpracuje z duchami zmarłych lekarzy  
Bezczelność kowidowców przekroczyła wszelkie granice. Powołują się na autorytet zmarłych lekarzy, by ścigać uczciwych lekarzy.  
Konferencja prasowa w sprawie listu EMA 21.11.2023r 
"Omijając i ignorując kilka przepisów, Komisja Europejska świadomie wprowadziła na rynek potencjalnie śmiertelne zastrzyki. Potwierdziło się, że skutki uboczne zależą od partii szczepionki, podobnie zanieczyszczenie DNA". Konferencja prasowa UE/FvD 21 listopada 2023 r. 
Opresja szczepień - nieznany zapis wideo - prof. Stansiław Wiąckowski 
W wrześniu 2016 roku ekipa NTV odwiedziła w Kielcach wybitnego człowieka. Profesor Stanisław Wiąckowski to odważny naukowiec, autor kilkuset publikacji na temat ochrony środowiska i zdrowia. 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Rozmowa Adnieszki Wolskiej z Sucharitem Bhakdi 
 
Promieniowanie telefonów komórkowych, kontrola, uzależnienie – sposoby wyjścia z pułapki cyfrowej 
5G to technologia totalnej kontroli, która prze okazji niszczy zdrowie użytkownika 
Dowody zaplanowanej akcji szczepień przeciwko nieistniejącemu kowidowi 
Sasha przedstawia dowody na to, że cały proces opracowania, produkcji i zatwierdzenia zastrzyków na Covid był jednym wielkim teatrzykiem dla mas. Cała operacja, począwszy od rzekomych "badań klinicznych", a skończywszy na samej nazwie i klasyfikacji prawnej tych zastrzyków, jest jednym wielkim oszustwem, dokonanym przez rządy i agencje regulacyjne na całym świecie w ścisłej współpracy z kartelem farmaceutycznym.  
Debata ws. pandemii COVID-19! 
Sytuacja w Polsce i na świecie! Klimczewski, Socha, Giorganni!  
więcej ->

 
 

Zapomniane piękno

Pro domo sua

Był sobie świat

Życie w Polsce Ludowej, w tym specyficznym połączeniu rekwizytorni socjalistycznego baraku, jakiejś wielkiej zbiorowej prowizorki z elementami zaniedbanych pamiątek przeszłości - które często miały postać kupy gruzów - oduczyło wielu Polaków sztuki obcowania z pięknem. Oduczyło umiejętności dostrzegania go w twarzach ludzi niedotkniętych pleśnią socjalizmu, w przyrodzie, w sztuce, w zmieniającym się świetle pór dnia i pór roku. Mamy dziś możliwość powracania do tej naturalnej postawy człowieka, jaką jest postawa kontemplacji. Kontemplacji dzieła Stworzenia, kontemplacji piękna, które zawarte jest w otaczającej nas rzeczywistości - między innymi dzięki coraz większej ilości ukazujących się w Polsce publikacji, które starają się przekazać, na czym polega prawdziwa wartość dawnej polskiej kultury, krajobrazów, losów ludzkich.
Jedną z najbardziej wymownych prac tego rodzaju jest wydany w tym roku tom wspomnień Jana Bułhaka, pt. "Kraj lat dziecinnych". Ten urodzony w 1876 roku na Nowogródczy?nie artysta fotografik i pisarz, poeta, którego pasje artystyczne zbiegły się z wielką miłością do stron rodzinnych, stał się jednym z najwybitniejszych kronikarzy i dokumentalistów polskiej przeszłości. Najpierw na Wileńszczy?nie, potem także w Polsce centralnej, a w ostatnim okresie życia (zmarł w 1950 roku) także na Ziemiach Odzyskanych. Jego fotografie noszą niepowtarzalne piętno wrażliwości poetyckiej i malarskiej, każda z nich jest jakby odkryciem świata, każda ma w sobie coś ze świeżości spojrzenia dziecka, dla którego wszystko jest pierwsze, wzniosłe i jedyne.
Mimo sławy i międzynarodowego prestiżu Jan Bułhak pozostał przez całe życie wierny stylowi fotografowania, który był zarazem jego sposobem przeżywania świata. Ma on swoje ?ródło, jak możemy przekonać się z tomu jego wspomnień, w zaznanym w dzieciństwie nasyceniu się barwami, smakami, nastrojami tego serca Polski, jak często nazywa się Nowogródczyznę, najpiękniejszy skrawek ojczystej ziemi.
Nowogródek, Worończa, Świte?, Tuhanowicze, miejsca, które tak zapadły w serce Adamowi Mickiewiczowi, który tutaj właśnie osadził realia "Pana Tadeusza", były także kolebką Jana Bułhaka, w której ponad pół wieku po Mickiewiczu kształtowała się jego wyobra?nia artystyczna, dojrzewały jego talenty, literacki, fotograficzny, ale przede wszystkim ta szczególna umiejętność przekazania kulturowej odrębności ojczystej ziemi. Wykształcony, znający świat (studiował m.in. u jednego z najwybitniejszych fotografików europejskich Hugo Erfurtha w Dre?nie), nigdy nie podporządkował się cudzej doktrynie artystycznej, pozostał sobą mimo presji ówczesnych prądów artystycznych. "Ten ziemianin i tradycjonalista", pisze o Janie Bułhaku w posłowiu Jolanta B. Kucharska, "wychowany w klimacie mickiewiczowskiego dworu, przez wiele lat mieszkający w Wilnie - centrum polskiej kultury romantycznej - do końca życia pozostał romantykiem, mistrzem pejzażu patriotycznego. W swoich działaniach dążył do tego, aby fotografia przestała być jedynie rzemiosłem, a stała się jedną z dziedzin sztuki, zrównaną w prawach z malarstwem (...). Pragnął osiągnąć efekt malarskości, podobny do tego, jaki uzyskiwali impresjoniści". Wiele z dorobku fotograficznego artysty, przede wszystkim negatywy i albumy dziesięciu tysięcy zdjęć "Polska w obrazach fotograficznych", spłonęło w Wilnie w czasie wojny wraz z dużą częścią rękopisów. Wspomnienia, które dostajemy dzisiaj do rąk, ilustrowane fotogramami z okolic rodzinnych, są zatem ocalałym skarbem, jednym z nielicznych, większość bowiem dorobku kultury dwudziestolecia międzywojennego uległa zagładzie w pożodze wojennej lub wskutek umyślnych działań komunistów niszczących ślady tamtej Polski.
Jan Bułhak pisał te wspomnienia w pierwszych latach wojny i to zapewne rzutowało na charakter owych stronic, na emocjonalne napięcie, które wyczuwa się w każdym zdaniu. Jest to jakby uklęknięcie i przytulenie się do kolan matki w czasie szalejącej na świecie zawieruchy.
Autor przywołuje we wstępie swoją podróż przez rodzinne miejsca, jeszcze za czasów wczesnej młodości, wraz z sąsiadem i przyjacielem domu, Janem Szpiehalskim z Haciszcz. Miał wówczas osobliwe przeczucie nieodzowności tej pracy: "nieudolnymi słowy tłumaczyłem podświadomy tok moich myśli, to ustawiczne poczucie, że się coś wokoło mnie przemija bezpowrotnie, że jakieś wysokie piękno, jakieś bezcenne dobro przechodzi mimo nas niezauważone, a jest ono tak proste, powszechne i bliskie, że nie można go dojrzeć, jak się nie widzi powietrza, dopóki jest czyste i niczym nie zmącone. Czułem, że trzeba by opisywać nasze strony, nasz kraj, żeby uświadamiać sobie i przypominać innym te jakieś nienazwane, nie dające się bliżej określić skarby, jakie się w nim kryją (...), teraz pojmuję, że wówczas było jeszcze na nie za wcześnie, bo za mało jeszcze żyłem, za mało kochałem i cierpiałem. Trzeba było naprzód utracić rzeczy najdroższe, zmierzyć własnym bólem ich wartość i niepowrotność, by je ocenić, uszanować i umiłować naprawdę".
Czyż nie jest tak zawsze? Czyż i dziś, ilekroć bierzemy do ręki książkę, która ukazuje "tamtą Polskę", nie czynimy tego tak, jakbyśmy dotykali relikwii? Po utracie tak wielkiej części dorobku materialnego i duchowego naszych przodków, gotowi jesteśmy całować każdy okruch pamięci o tamtym świecie.
"Kraj lat dziecinnych" to pamiętnik artysty pisany przebogatym językiem, liryczny, ciepły, poetycki. Ale nie brak w nim bardzo rzetelnych, wyrazistych kształtów tamtego świata. Z kart tomu wspomnień wyłania się obraz Nowogródczyzny jako swego rodzaju wzorca małej ojczyzny, opartego na silnym poczuciu wspólnoty, umiłowaniu tradycji, pracowitości, przywiązaniu do ziemi, szacunku dla własności, ale także pomysłowości, gospodarności. Na tym wszystkim, co kazało pracującym na ziemi traktować swój wysiłek jako twórczą współpracę z Panem Bogiem. To ta powaga i stateczność w podejściu do ziemi narzucała styl wzajemnych stosunków różnych grup społecznych, pozwalała rozkwitać wiejskiemu rzemiosłu, tworzyła wypróbowane więzi między pracodawcą a pracownikiem. Nowogródczyzna opisana przez Jana Bułhaka może być dzisiaj natchnieniem dla tych, którzy poszukują i starają się odnowić swoje związki z ziemią na wyższym poziomie, świadomi jej wartości.
Z wielką swadą i poczuciem humoru opisuje także artysta te specyficzne cechy polskiego domu, jak staropolska gościnność, manifestująca się choćby typowym dla średnioszlacheckiego dworu poczęstunkiem, jakim była tzw. herbata. "Każdy posiłek oprócz obiadu nazywał się herbatą (...), ale byłby naiwny ten, co by sądził, że dostanie tylko gołej herbaty z jakimś lekkim dodatkiem, jak to się praktykowało po arystokratycznych domach szerszego świata. O, nie! Wszak to nowogródzka szlachetna gościnność prosta, niewymyślna, ale dostatnia, rada każdemu gościowi nieba przychylić, a choćby go na tamten świat wyprawić z przejedzenia nadmiarem smakowitego poczęstunku. Na przyjezdnego rzucano się jak na ofiarę, jak na królika doświadczalnego, by na nim wypróbować wartość domowych specjałów i zaspokoić potrzebę szczodrego serdecznego ugaszczania. Zastawiano stół jak na Wielkanoc niewiarygodną ilością zimnych dań, przystawek i przekąsek i czyniono to z taką gastronomiczną rozrzutnością, że gość sam nie wiedział, od czego zacząć, i kapitulował nie doszedłszy do połowy stołowej ewidencji (...). Wszystko to wjeżdżało na stół przy akompaniamencie ustawicznych przeprosin gospodyni, że przyjęcie jest tak skromne i niedostateczne, a tymczasem stół uginał się od jadła, jarzył od barw jak wystawa artystyczna i przypominał francuskie powiedzenie 'embarras de richesse'. Ale gospodyni tego było za mało: trzeba było posłuchać jej utyskiwań, że 'gość to nic nie je' i 'wstanie głodny od stołu', co byłoby uważane za największe familijne nieszczęście, za wieczny wstyd i niezatartą hańbę dla całego domu. Trzeba było widzieć ten proszący, przymilny wyraz, z jakim objedzony i ledwo łypiący oczami gość był molestowany, by raczył skosztować jeszcze jednej odmiany jakiegoś specjału, a prośby te były szczere, płynące z serca, nie miały w sobie ani krzty obłudy czy udania. (...) Gospodyni sama usługiwała gościom, sama im nakładała na talerze, używając prośby, namowy i przemocy, sama przynosiła z szaf i kredensów coraz nowe zapasy i całe serce wkładała w to herbaciane ugoszczenie. Toteż (...) trwało ono całymi godzinami w ciepłej, poufnej atmosferze, przeplatane gawędą, żartami i wszelakimi wywnętrznieniami, tworzyło nastrój rodzinny i udzielało go nawet obcym, włączając ich niepostrzeżenie do swego koła, jak ta lampa nad stołem, obejmująca wszystkich siedzących przychylnym światłokręgiem. Herbata w domu szlacheckim miała cechy bezładnej, ale przy tym milszej improwizacji, pełnej dobrego humoru, szczerej ochoty i wesołej przypadkowości, była odbiciem charakteru gospodarzy, zwierciadłem ich ludzkości i poczciwości i w tym był cały jej urok, wówczas powszechny, więc niedostrzegalny...".
Myliłby się jednak ktoś, kto w tym opisie dostrzegłby cechy rozrzutności czy rozmiłowania w konsumpcji, przeciwnie, były to rzeczy najzupełniej obce rodzinom ziemiańskim. Książka Jana Bułhaka potwierdza, że właściwością tego środowiska było życie skromne i oszczędne. Był to rodzaj powinności, obowiązku stanu i szacunku dla rodziny. Bezcenne są te przypomnienia wobec rozpanoszonego w naszym piśmiennictwie powojennym, a także w filmach, wizerunku życia ziemiaństwa jako jednego pasma zbytków, zabaw i rozrzutności. "Ojciec miał wielkie upodobanie do rękodzieł i budownictwa, we dworze zawsze był roczny stelmach, stolarz i kowal, a i inni rzemieślnicy nie wyprowadzali się z oficyny. Robiono meble, ule ramowe, bryczki, wszelką stolarszczyznę budowniczą. Były to szczęśliwe czasy, gdy prawie wszystko wyrabiało się w domu, gdyż starano się wydawać jak najmniej pieniędzy w mieście. Oszczędzano nawet na tanim cukrze, kupowanym w 'głowach', zastępując go przy smażeniu konfitur domowym miodem. Trzymano się starej wiejskiej zasady, że za pieniądze kupuje się tylko sól i żelazo, a wszystko inne trzeba mieć własne, domowego wyrobu (...). Sam dobrze pamiętam płótna i sukna - samodział tkane na miejscu oraz takież dywany nad łóżkami odznaczające się gustem i szlachetnością stylu. Zawdzięczano to pracowitości i umiejętności naszych prababek, które posiadały rozległą wiedzę praktyczną w zakresie gospodarstwa i rękodzieł domowych i świeciły przykładem rozumnej rządności, choć nie miały innego wykształcenia jak domowe i niewiele wiedziały o kulturze i równouprawnieniu kobiet".
Książkę Jana Bułhaka czyta się i ogląda z bijącym sercem jako rodzaj przewodnika po świecie, który już odszedł, ale zarazem - poradnika dla tych wszystkich, którzy po doświadczeniach jałowego życia w komunizmie, potem w liberalizmie, tęsknią do życia normalnego, wśród kochającej się szczęśliwej rodziny, wśród przyrody, której piękno i zmienność inspiruje i dodaje sił, w harmonii z ziemią i lud?mi, nie uciekając od wysiłku na rzecz społeczności lokalnej i Ojczyzny. Jest jakimś wielkim cudem i darem, że książki tego rodzaju pojawiają się właśnie teraz, gdy tak wielu z nas, po rozczarowaniach życia pod dyktando któregoś z systemów wymyślonych za biurkiem ponurych ateistów, szuka ładu i harmonii bytowania określonego konserwatywnymi zasadami, przenikniętego wzorami zaczerpniętymi z najlepszych kart rodzimej przeszłości.
Nie trzeba dodawać, że Jan Bułhak najpiękniejsze i najbarwniejsze partie swoich wspomnień poświęcił rodzicom, Waleremu Bułhakowi i Józefie, córce Władysława Dachnowicza-Haciskiego z Miratycz. Ich miłość, czułość, dobroć, wzajemna wię? tworzyła ten ciepły krąg światła, w którym krzepł umysł i rosło serce przyszłego mistrza ojczystego pejzażu, legendy i ojca polskiej fotografiki, poety i pisarza, który sensem swego życia uczynił utrwalenie minionego - a przecież ocalonego w jego pracach - świata.

Ewa Polak-Pałkiewicz

Jan Bułhak, "Kraj lat dziecinnych", Gdyńska Oficyna Wydawnicza "ASP Rymsza", 2003

24 grudzień 2003

przesłała Elżbieta 

  

Archiwum

Portal PLUGAWA_POLSKA.COM
styczeń 15, 2009
Marek Głogoczowski
Czy Amerykanie sami sobie zadali klęskę?
marzec 28, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Polska wspiera Izrael
listopad 25, 2004
aaa
Elegancja, Francja
październik 25, 2005
Artur Łoboda
Gorzkie zioło pamięci
sierpień 7, 2003
Ewa Polak-Pałkiewicz
"Intelektualiści" pozywają Leszka Bubla-redaktora gazety Tylko Polska
listopad 19, 2006
tatar
Czy należy chronić szkodników - W. Ziobro w Dzienniku Polskim
kwiecień 27, 2005
Adam Sandauer
AFERA rozporkowa w Polsce! Naprawde!
grudzień 4, 2006
Jan
Perfidia J. T. Grossa
luty 14, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Prawda i kłamstwa o marcu 68
maj 8, 2003
Szybki osąd - tańsze państwo
styczeń 25, 2006
Mirosław Naleziński, Gdynia
Lepper: kolejny przekręt PSL
wrzesień 16, 2002
PAP
Dialog o Polityce Zagranicznej USA
lipiec 28, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Serwis o UE
sierpień 2, 2003
przesłała Elżbieta
Dobry żart na dzień dobry
sierpień 26, 2003
Kilka uwag odnośnie Kosowa
luty 26, 2008
Artur Łoboda
Szacunek dla dat
luty 22, 2003
Krystyna Sienkiewicz
marzec 12, 2005
Ewa Zaleska
Strategiczne straty USA w Azji Centralnej
październik 12, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Chiny a Imperium Amerykańskie
luty 6, 2005
Iwo Cyprian Pogonowski , USA
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media