ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Nastąpił globalny zamach stanu 
Oszustwo covid-19 zostało wymyślone w jakimś celu; była to część planu, który zaczął się na poważnie w latach 60., kiedy grupa ludzi spotkała się i zgodziła, że świat jest przeludniony. 
Zdjęcia zawartości szczepionek na Covid-19 
 
Przemoc seksualna wobec dzieci  
Organizacje pedofilskie na najwyższych szczeblach władzy 
Klimat i trop finansowy 
To właśnie mega-korporacje i mega-miliarderzy — (...) są głównymi zwolennikami “oddolnego” ruchu dekarbonizacji — od Szwecji przez Niemcy po USA i dalej. 
Drugi List otwarty prof. Ryszarda Rutkowskiego 
Panie Ministrze, Szanowni Państwo to prawda "że Internet przyjmuje wszystko", ale na szczęście pozwala też przełamywać rządową cenzurę i autocenzurę polskich naukowców i lekarzy, którzy swoim milczeniem autoryzowali i dalej autoryzują wielokrotnie bezzasadne działania rządu (np. w sprawie przymusowego noszenia maseczek). Dzisiaj bowiem w Holandii, Czechach, Szwecji, na Białorusi miliony ludzi chodzą bez maseczek na twarzy, nie chorują i nie umierają. W Polsce zaś, wbrew opiniom naukowców z Australii, czy USA miliony rodaków, w tym młodzież licealna, studenci i schorowani seniorzy muszą narażać swoje zdrowie nosząc "cudowne" bawełniane maseczki i/lub przyłbice 
Cicha Broń do Cichych Wojen 
 
Za Javierem Milei stoi Chabad Lubavitch - chasydzka struktura przestępcza 
Nowy premier Argentyny Javiere Milei uważany jest przez niektórych za drugiego Trumpa 
LIST OTWARTY-PETYCJA w interesie publicznym do Marszałków i Radnych wszystkich województw 
Drogi Czytelniku!
Jeśli chcesz wzmocnić oddziaływanie poniższego pisma-petycji, to możesz wysłać takie samo albo podobne pismo-petycję od siebie lub większej liczby osób lub od organizacji.  
Zdzisława Piasecka na temat szokujących zmian w polskim systemie edukacji 
O skandalicznych zmianach w polskim systemie edukacji, który wkrótce ma zostać włączony w tzw. Europejski Obszar Edukacji 
Kaczyński również nas w to wciągnął 
Zbrodnie wojskowe w Iraku 
Dyrektorzy Moderny i AstraZeneca obwiniają Rządy za niebezpieczne szczepionki 
Chciałbym poznać datę, jeśli to możliwe, kiedy rozszyfrowaliście całą sekwencję DNA tego wirusa, czy też opieraliście się wyłącznie na sekwencji dostarczonej przez rząd chiński?
Czy podczas prób na ludziach umierali u was ludzie, a jeśli tak, to na jaką chorobę umierali? 
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
Niezależna witryna Alexa Jones'a 
Alex Jones należy do nielicznych ludzi na świecie którzy mają odwagę mówić prawdę o antyspołecznej konspiracji 
Zawłaszczenie majątku przez bankierów poprzez rewolucje społeczne 
Co łączy rewolucję październikową, upadek muru berlińskiego, rozpad bloku wschodniego i dzisiejszą wojnę klimatyczną?



 
Dowody zaplanowanej akcji szczepień przeciwko nieistniejącemu kowidowi 
Sasha przedstawia dowody na to, że cały proces opracowania, produkcji i zatwierdzenia zastrzyków na Covid był jednym wielkim teatrzykiem dla mas. Cała operacja, począwszy od rzekomych "badań klinicznych", a skończywszy na samej nazwie i klasyfikacji prawnej tych zastrzyków, jest jednym wielkim oszustwem, dokonanym przez rządy i agencje regulacyjne na całym świecie w ścisłej współpracy z kartelem farmaceutycznym.  
Holenderski poseł Geert Wildersem przemilcza zbrodnie Izraelczyków 
Holenderski poseł Stephan van Baarle skonfrontował się w parlamencie ze skrajnie prawicowym politykiem Geertem Wildersem, oskarżając go o wspieranie trwającej ofensywy militarnej Izraela w palestyńskiej Strefie Gazy, w wyniku której zginęło ponad 63 000 Palestyńczyków, głównie kobiety i dzieci. 
Izrael w chaosie: ogłoszono całkowitą ewakuację, ponieważ ciężkie rakiety Iranu spadły na Tel Awi... 
 
Brytyjska modelka zabita zastrzykiem? 
Trzy tygodnie po szczepieniu zmarła - po wystąpieniu wielu komplikacji - w tym białaczki.  
TAK SIĘ BAWIĄ UKRAIŃCY - KORUPCJA źródłem BOGACTWA? 
Bardzo drogie auta, prywatne odrzutowce, jachty, helikoptery i nieruchomości w luksusowych europejskich destynacjach, przemyt w walizkach kilkunastu lub kilkudziesięciu milionów dolarów i ponad miliona euro tak bawią się ukraińskie elity.  
Ljubljana - protesty przeciwko szczepieniom 
29 września 2020 roku po incydencie na obwodnicy Lublany trwa na Placu Republiki protest przeciwko szczepieniom Covid-19
 
więcej ->

 
 

Zapomniane piękno

Pro domo sua

Był sobie świat

Życie w Polsce Ludowej, w tym specyficznym połączeniu rekwizytorni socjalistycznego baraku, jakiejś wielkiej zbiorowej prowizorki z elementami zaniedbanych pamiątek przeszłości - które często miały postać kupy gruzów - oduczyło wielu Polaków sztuki obcowania z pięknem. Oduczyło umiejętności dostrzegania go w twarzach ludzi niedotkniętych pleśnią socjalizmu, w przyrodzie, w sztuce, w zmieniającym się świetle pór dnia i pór roku. Mamy dziś możliwość powracania do tej naturalnej postawy człowieka, jaką jest postawa kontemplacji. Kontemplacji dzieła Stworzenia, kontemplacji piękna, które zawarte jest w otaczającej nas rzeczywistości - między innymi dzięki coraz większej ilości ukazujących się w Polsce publikacji, które starają się przekazać, na czym polega prawdziwa wartość dawnej polskiej kultury, krajobrazów, losów ludzkich.
Jedną z najbardziej wymownych prac tego rodzaju jest wydany w tym roku tom wspomnień Jana Bułhaka, pt. "Kraj lat dziecinnych". Ten urodzony w 1876 roku na Nowogródczy?nie artysta fotografik i pisarz, poeta, którego pasje artystyczne zbiegły się z wielką miłością do stron rodzinnych, stał się jednym z najwybitniejszych kronikarzy i dokumentalistów polskiej przeszłości. Najpierw na Wileńszczy?nie, potem także w Polsce centralnej, a w ostatnim okresie życia (zmarł w 1950 roku) także na Ziemiach Odzyskanych. Jego fotografie noszą niepowtarzalne piętno wrażliwości poetyckiej i malarskiej, każda z nich jest jakby odkryciem świata, każda ma w sobie coś ze świeżości spojrzenia dziecka, dla którego wszystko jest pierwsze, wzniosłe i jedyne.
Mimo sławy i międzynarodowego prestiżu Jan Bułhak pozostał przez całe życie wierny stylowi fotografowania, który był zarazem jego sposobem przeżywania świata. Ma on swoje ?ródło, jak możemy przekonać się z tomu jego wspomnień, w zaznanym w dzieciństwie nasyceniu się barwami, smakami, nastrojami tego serca Polski, jak często nazywa się Nowogródczyznę, najpiękniejszy skrawek ojczystej ziemi.
Nowogródek, Worończa, Świte?, Tuhanowicze, miejsca, które tak zapadły w serce Adamowi Mickiewiczowi, który tutaj właśnie osadził realia "Pana Tadeusza", były także kolebką Jana Bułhaka, w której ponad pół wieku po Mickiewiczu kształtowała się jego wyobra?nia artystyczna, dojrzewały jego talenty, literacki, fotograficzny, ale przede wszystkim ta szczególna umiejętność przekazania kulturowej odrębności ojczystej ziemi. Wykształcony, znający świat (studiował m.in. u jednego z najwybitniejszych fotografików europejskich Hugo Erfurtha w Dre?nie), nigdy nie podporządkował się cudzej doktrynie artystycznej, pozostał sobą mimo presji ówczesnych prądów artystycznych. "Ten ziemianin i tradycjonalista", pisze o Janie Bułhaku w posłowiu Jolanta B. Kucharska, "wychowany w klimacie mickiewiczowskiego dworu, przez wiele lat mieszkający w Wilnie - centrum polskiej kultury romantycznej - do końca życia pozostał romantykiem, mistrzem pejzażu patriotycznego. W swoich działaniach dążył do tego, aby fotografia przestała być jedynie rzemiosłem, a stała się jedną z dziedzin sztuki, zrównaną w prawach z malarstwem (...). Pragnął osiągnąć efekt malarskości, podobny do tego, jaki uzyskiwali impresjoniści". Wiele z dorobku fotograficznego artysty, przede wszystkim negatywy i albumy dziesięciu tysięcy zdjęć "Polska w obrazach fotograficznych", spłonęło w Wilnie w czasie wojny wraz z dużą częścią rękopisów. Wspomnienia, które dostajemy dzisiaj do rąk, ilustrowane fotogramami z okolic rodzinnych, są zatem ocalałym skarbem, jednym z nielicznych, większość bowiem dorobku kultury dwudziestolecia międzywojennego uległa zagładzie w pożodze wojennej lub wskutek umyślnych działań komunistów niszczących ślady tamtej Polski.
Jan Bułhak pisał te wspomnienia w pierwszych latach wojny i to zapewne rzutowało na charakter owych stronic, na emocjonalne napięcie, które wyczuwa się w każdym zdaniu. Jest to jakby uklęknięcie i przytulenie się do kolan matki w czasie szalejącej na świecie zawieruchy.
Autor przywołuje we wstępie swoją podróż przez rodzinne miejsca, jeszcze za czasów wczesnej młodości, wraz z sąsiadem i przyjacielem domu, Janem Szpiehalskim z Haciszcz. Miał wówczas osobliwe przeczucie nieodzowności tej pracy: "nieudolnymi słowy tłumaczyłem podświadomy tok moich myśli, to ustawiczne poczucie, że się coś wokoło mnie przemija bezpowrotnie, że jakieś wysokie piękno, jakieś bezcenne dobro przechodzi mimo nas niezauważone, a jest ono tak proste, powszechne i bliskie, że nie można go dojrzeć, jak się nie widzi powietrza, dopóki jest czyste i niczym nie zmącone. Czułem, że trzeba by opisywać nasze strony, nasz kraj, żeby uświadamiać sobie i przypominać innym te jakieś nienazwane, nie dające się bliżej określić skarby, jakie się w nim kryją (...), teraz pojmuję, że wówczas było jeszcze na nie za wcześnie, bo za mało jeszcze żyłem, za mało kochałem i cierpiałem. Trzeba było naprzód utracić rzeczy najdroższe, zmierzyć własnym bólem ich wartość i niepowrotność, by je ocenić, uszanować i umiłować naprawdę".
Czyż nie jest tak zawsze? Czyż i dziś, ilekroć bierzemy do ręki książkę, która ukazuje "tamtą Polskę", nie czynimy tego tak, jakbyśmy dotykali relikwii? Po utracie tak wielkiej części dorobku materialnego i duchowego naszych przodków, gotowi jesteśmy całować każdy okruch pamięci o tamtym świecie.
"Kraj lat dziecinnych" to pamiętnik artysty pisany przebogatym językiem, liryczny, ciepły, poetycki. Ale nie brak w nim bardzo rzetelnych, wyrazistych kształtów tamtego świata. Z kart tomu wspomnień wyłania się obraz Nowogródczyzny jako swego rodzaju wzorca małej ojczyzny, opartego na silnym poczuciu wspólnoty, umiłowaniu tradycji, pracowitości, przywiązaniu do ziemi, szacunku dla własności, ale także pomysłowości, gospodarności. Na tym wszystkim, co kazało pracującym na ziemi traktować swój wysiłek jako twórczą współpracę z Panem Bogiem. To ta powaga i stateczność w podejściu do ziemi narzucała styl wzajemnych stosunków różnych grup społecznych, pozwalała rozkwitać wiejskiemu rzemiosłu, tworzyła wypróbowane więzi między pracodawcą a pracownikiem. Nowogródczyzna opisana przez Jana Bułhaka może być dzisiaj natchnieniem dla tych, którzy poszukują i starają się odnowić swoje związki z ziemią na wyższym poziomie, świadomi jej wartości.
Z wielką swadą i poczuciem humoru opisuje także artysta te specyficzne cechy polskiego domu, jak staropolska gościnność, manifestująca się choćby typowym dla średnioszlacheckiego dworu poczęstunkiem, jakim była tzw. herbata. "Każdy posiłek oprócz obiadu nazywał się herbatą (...), ale byłby naiwny ten, co by sądził, że dostanie tylko gołej herbaty z jakimś lekkim dodatkiem, jak to się praktykowało po arystokratycznych domach szerszego świata. O, nie! Wszak to nowogródzka szlachetna gościnność prosta, niewymyślna, ale dostatnia, rada każdemu gościowi nieba przychylić, a choćby go na tamten świat wyprawić z przejedzenia nadmiarem smakowitego poczęstunku. Na przyjezdnego rzucano się jak na ofiarę, jak na królika doświadczalnego, by na nim wypróbować wartość domowych specjałów i zaspokoić potrzebę szczodrego serdecznego ugaszczania. Zastawiano stół jak na Wielkanoc niewiarygodną ilością zimnych dań, przystawek i przekąsek i czyniono to z taką gastronomiczną rozrzutnością, że gość sam nie wiedział, od czego zacząć, i kapitulował nie doszedłszy do połowy stołowej ewidencji (...). Wszystko to wjeżdżało na stół przy akompaniamencie ustawicznych przeprosin gospodyni, że przyjęcie jest tak skromne i niedostateczne, a tymczasem stół uginał się od jadła, jarzył od barw jak wystawa artystyczna i przypominał francuskie powiedzenie 'embarras de richesse'. Ale gospodyni tego było za mało: trzeba było posłuchać jej utyskiwań, że 'gość to nic nie je' i 'wstanie głodny od stołu', co byłoby uważane za największe familijne nieszczęście, za wieczny wstyd i niezatartą hańbę dla całego domu. Trzeba było widzieć ten proszący, przymilny wyraz, z jakim objedzony i ledwo łypiący oczami gość był molestowany, by raczył skosztować jeszcze jednej odmiany jakiegoś specjału, a prośby te były szczere, płynące z serca, nie miały w sobie ani krzty obłudy czy udania. (...) Gospodyni sama usługiwała gościom, sama im nakładała na talerze, używając prośby, namowy i przemocy, sama przynosiła z szaf i kredensów coraz nowe zapasy i całe serce wkładała w to herbaciane ugoszczenie. Toteż (...) trwało ono całymi godzinami w ciepłej, poufnej atmosferze, przeplatane gawędą, żartami i wszelakimi wywnętrznieniami, tworzyło nastrój rodzinny i udzielało go nawet obcym, włączając ich niepostrzeżenie do swego koła, jak ta lampa nad stołem, obejmująca wszystkich siedzących przychylnym światłokręgiem. Herbata w domu szlacheckim miała cechy bezładnej, ale przy tym milszej improwizacji, pełnej dobrego humoru, szczerej ochoty i wesołej przypadkowości, była odbiciem charakteru gospodarzy, zwierciadłem ich ludzkości i poczciwości i w tym był cały jej urok, wówczas powszechny, więc niedostrzegalny...".
Myliłby się jednak ktoś, kto w tym opisie dostrzegłby cechy rozrzutności czy rozmiłowania w konsumpcji, przeciwnie, były to rzeczy najzupełniej obce rodzinom ziemiańskim. Książka Jana Bułhaka potwierdza, że właściwością tego środowiska było życie skromne i oszczędne. Był to rodzaj powinności, obowiązku stanu i szacunku dla rodziny. Bezcenne są te przypomnienia wobec rozpanoszonego w naszym piśmiennictwie powojennym, a także w filmach, wizerunku życia ziemiaństwa jako jednego pasma zbytków, zabaw i rozrzutności. "Ojciec miał wielkie upodobanie do rękodzieł i budownictwa, we dworze zawsze był roczny stelmach, stolarz i kowal, a i inni rzemieślnicy nie wyprowadzali się z oficyny. Robiono meble, ule ramowe, bryczki, wszelką stolarszczyznę budowniczą. Były to szczęśliwe czasy, gdy prawie wszystko wyrabiało się w domu, gdyż starano się wydawać jak najmniej pieniędzy w mieście. Oszczędzano nawet na tanim cukrze, kupowanym w 'głowach', zastępując go przy smażeniu konfitur domowym miodem. Trzymano się starej wiejskiej zasady, że za pieniądze kupuje się tylko sól i żelazo, a wszystko inne trzeba mieć własne, domowego wyrobu (...). Sam dobrze pamiętam płótna i sukna - samodział tkane na miejscu oraz takież dywany nad łóżkami odznaczające się gustem i szlachetnością stylu. Zawdzięczano to pracowitości i umiejętności naszych prababek, które posiadały rozległą wiedzę praktyczną w zakresie gospodarstwa i rękodzieł domowych i świeciły przykładem rozumnej rządności, choć nie miały innego wykształcenia jak domowe i niewiele wiedziały o kulturze i równouprawnieniu kobiet".
Książkę Jana Bułhaka czyta się i ogląda z bijącym sercem jako rodzaj przewodnika po świecie, który już odszedł, ale zarazem - poradnika dla tych wszystkich, którzy po doświadczeniach jałowego życia w komunizmie, potem w liberalizmie, tęsknią do życia normalnego, wśród kochającej się szczęśliwej rodziny, wśród przyrody, której piękno i zmienność inspiruje i dodaje sił, w harmonii z ziemią i lud?mi, nie uciekając od wysiłku na rzecz społeczności lokalnej i Ojczyzny. Jest jakimś wielkim cudem i darem, że książki tego rodzaju pojawiają się właśnie teraz, gdy tak wielu z nas, po rozczarowaniach życia pod dyktando któregoś z systemów wymyślonych za biurkiem ponurych ateistów, szuka ładu i harmonii bytowania określonego konserwatywnymi zasadami, przenikniętego wzorami zaczerpniętymi z najlepszych kart rodzimej przeszłości.
Nie trzeba dodawać, że Jan Bułhak najpiękniejsze i najbarwniejsze partie swoich wspomnień poświęcił rodzicom, Waleremu Bułhakowi i Józefie, córce Władysława Dachnowicza-Haciskiego z Miratycz. Ich miłość, czułość, dobroć, wzajemna wię? tworzyła ten ciepły krąg światła, w którym krzepł umysł i rosło serce przyszłego mistrza ojczystego pejzażu, legendy i ojca polskiej fotografiki, poety i pisarza, który sensem swego życia uczynił utrwalenie minionego - a przecież ocalonego w jego pracach - świata.

Ewa Polak-Pałkiewicz

Jan Bułhak, "Kraj lat dziecinnych", Gdyńska Oficyna Wydawnicza "ASP Rymsza", 2003

24 grudzień 2003

przesłała Elżbieta 

  

Archiwum

U progu
Kabaret Klika

listopad 18, 2003
www.kabaret-klika.prv.pl
Jak funkcjonują największe gangi (4)
PKO BP i reszta świata

luty 25, 2005
Jarosław Supłacz
Łapówki w marynarce wojennej
lipiec 18, 2002
PAP
Michnik: instrukcja obsługi
luty 5, 2008
Rafał Ziemkiewicz
Geremek: Stocznia powinna być wyjątkiem
wrzesień 4, 2007
INTERIA.PL
polnische Schweine
październik 22, 2005
Artur Łoboda
Pozorowanie etyki, czyli etyka w służbie kapitału
maj 12, 2007
Gracjan Cimek
Czyja Sprawa?
listopad 10, 2004
Kazimierz Murasiewicz
Polonia - List do Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego
styczeń 29, 2008
przyjaciel
Szefowie przedsiębiorstw powinni obciąć sobie zarobki
wrzesień 11, 2002
zaprasza.net
Kariera Hitlera i Jego Zemsta na Polsce
wrzesień 23, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Polskie szpitale
luty 10, 2007
Bogusław
CALL FOR MAY 23RD PROTEST OF AIPAC ANNUAL CONFERENCE
maj 23, 2005
piśmienny
Moralne harakiri
kwiecień 6, 2003
Artur Łoboda
Łukaszewicz: Papież zostawił kapitał wiary, że będzie lepiej
sierpień 20, 2002
PAP
Portal PLUGAWA_POLSKA.COM
styczeń 15, 2009
Marek Głogoczowski
Oszwabić Polaków (1)
lipiec 17, 2004
IAP
Precz z Kopernikiem! Niech żyje Ptolemeusz!
listopad 12, 2007
nadesłał Marduk
Nauka historii współczesnej
luty 9, 2007
Jan Lucjan Wyciślak
Zapraszamy do Toronto
kwiecień 4, 2008
przeslala Elzbieta Gawlas
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media