ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

DEMOKRACJA BEZPOŚREDNIA ARTYKUŁY COVID-19 CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT DZIŚ W KRAKOWIE DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Ukraina: Maski rewolucji 
W Odessie w maju 2014 r. wymordowali bezkarnie 45 osób. Jak to możliwe, że nie usłyszeliśmy żadnych protestów ani krytyki ze strony zachodnich demokracji? Ukraińska rewolucja była silnie wspierana przez dyplomację USA. 
Aresztowanie Prezydenta Korei Południowej 
 
PiStapo atakuje rodziny 
Przypomnijmy sobie sceny ze świata Orwella. To już się dzieje.  
Here's Why You Should Skip the Covid Vaccine 
“The world has bet the farm on vaccines as the solution to the pandemic, but the trials are not focused on answering the questions many might assume they are.” 
Żadna ze 137. instytucji naukowych badających kowida - nie wyizolowała, w czystej postaci SARS-COV-2. NIGDY! 
 
Nie dajmy się lobbystom energetyki jądrowej! Wywiad z prof. Mirosławem 
Energetyka jądrowa jest przeżytkiem - nadzieje na tanią energię dawała w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie, które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Nie możemy się mu poddać. 
Chasydzki ślub w NY legalny w dobie kowida 
 
Astrid Stuckelberger, sygnalistka WHO - wywiad 'Planet Lockdown' 
 
Folksdojcz 
Fantastyczny zespół - poruszający ważne problemy społeczne stworzył bardzo dosadną piosenkę, będącą miksem wywiadu telewizyjnego z śpiewem zespołu. 
WHO: Poprzez zdrowie publiczne do globalnej dyktatury 
Traktat WHO oraz poprawki do Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych to bezpośredni atak globalistów na demokratyczne, suwerenne narody świata (chociaż już wiemy, że tak naprawdę ani one „demokratyczne”, ani „suwerenne”) w celu ustanowienia sanitarnej dyktatury WHO pod pretekstem walki z niekończącymi się pandemiami (a według nowej, zmienionej niedawno przez WHO definicji „pandemii”, pandemią może być dosłownie wszystko - może być „pandemia otyłości”, „pandemia depresji”, „pandemia kataru”, "pandemia alergii", itd.) 
Jerzy Jaśkowski Pasteryzacja ludzi  
 
Ekspert od COVID-u, okazał się być awatarem stworzonym przez Chińczyków  
 
Mój dom, mój świat ...  
BOŻENA MAKOWIECKA - MÓJ DOM, MÓJ ŚWIAT...
Tytułowa piosenka z płyty "Mój dom, mój świat" powstała tuż po obaleniu rządu Olszewskiego.
O ile refren podobał się wszystkim, o tyle zwrotki - niekoniecznie... Stąd opóźniona o prawie 20 lat premiera teledysku ... 
Podobno to ten psychol Klaus Schwab 
To ten od "wielkiego resetu".  
Rezonans magnetyczny niebezpieczny dla zaszczepionych 
Niektórzy ludzie silnie ucierpieli z powodu wytwarzanego przez niego elektromagnetyzmu.

Najcięższe przypadki skończyły się śmiercią osób poddanych tejże diagnostyce. 
Polskie firmy nie obsługuja POLICJANTÓW 



 
Światowy dług 
Ciekawe kto jest "wierzycielem" tego długu? 
Montanari: Szczepionka to wielki przekręt 
Jeśli prawdziwa choroba nie daje odporności, absurdem jest mieć nadzieję, że szczepionka może to zrobić, co nie jest niczym innym, jak tylko chorobą w postaci atenuowanej. 
Sędziowie nie wierzą w kowida i nie dają się zastraszyć. Ale, czy innych karzą za brak maski? 
Impreza w SĄDZIE REJONOWYM. W sali rozpraw zrobili bankiet. Przyjechała policja 
Szczepionka przeciwko ospie prawdziwej wyzwoliła wirusa AIDS 


Epidemia AIDS mogła zostać wywołana przez masową kampanię szczepień, która zlikwidowała ospę prawdziwą. Światowa Organizacja Zdrowia, która kierowała trwającą 13 lat kampanią, bada nowe dowody naukowe sugerujące, że uodpornienie szczepionką Vaccinia przeciwko ospie prawdziwej obudziło niepodejrzewane, uśpione zakażenie ludzkim wirusem obrony immunologicznej (HIV). 
więcej ->

 
 

Zapomniane piękno

Pro domo sua

Był sobie świat

Życie w Polsce Ludowej, w tym specyficznym połączeniu rekwizytorni socjalistycznego baraku, jakiejś wielkiej zbiorowej prowizorki z elementami zaniedbanych pamiątek przeszłości - które często miały postać kupy gruzów - oduczyło wielu Polaków sztuki obcowania z pięknem. Oduczyło umiejętności dostrzegania go w twarzach ludzi niedotkniętych pleśnią socjalizmu, w przyrodzie, w sztuce, w zmieniającym się świetle pór dnia i pór roku. Mamy dziś możliwość powracania do tej naturalnej postawy człowieka, jaką jest postawa kontemplacji. Kontemplacji dzieła Stworzenia, kontemplacji piękna, które zawarte jest w otaczającej nas rzeczywistości - między innymi dzięki coraz większej ilości ukazujących się w Polsce publikacji, które starają się przekazać, na czym polega prawdziwa wartość dawnej polskiej kultury, krajobrazów, losów ludzkich.
Jedną z najbardziej wymownych prac tego rodzaju jest wydany w tym roku tom wspomnień Jana Bułhaka, pt. "Kraj lat dziecinnych". Ten urodzony w 1876 roku na Nowogródczy?nie artysta fotografik i pisarz, poeta, którego pasje artystyczne zbiegły się z wielką miłością do stron rodzinnych, stał się jednym z najwybitniejszych kronikarzy i dokumentalistów polskiej przeszłości. Najpierw na Wileńszczy?nie, potem także w Polsce centralnej, a w ostatnim okresie życia (zmarł w 1950 roku) także na Ziemiach Odzyskanych. Jego fotografie noszą niepowtarzalne piętno wrażliwości poetyckiej i malarskiej, każda z nich jest jakby odkryciem świata, każda ma w sobie coś ze świeżości spojrzenia dziecka, dla którego wszystko jest pierwsze, wzniosłe i jedyne.
Mimo sławy i międzynarodowego prestiżu Jan Bułhak pozostał przez całe życie wierny stylowi fotografowania, który był zarazem jego sposobem przeżywania świata. Ma on swoje ?ródło, jak możemy przekonać się z tomu jego wspomnień, w zaznanym w dzieciństwie nasyceniu się barwami, smakami, nastrojami tego serca Polski, jak często nazywa się Nowogródczyznę, najpiękniejszy skrawek ojczystej ziemi.
Nowogródek, Worończa, Świte?, Tuhanowicze, miejsca, które tak zapadły w serce Adamowi Mickiewiczowi, który tutaj właśnie osadził realia "Pana Tadeusza", były także kolebką Jana Bułhaka, w której ponad pół wieku po Mickiewiczu kształtowała się jego wyobra?nia artystyczna, dojrzewały jego talenty, literacki, fotograficzny, ale przede wszystkim ta szczególna umiejętność przekazania kulturowej odrębności ojczystej ziemi. Wykształcony, znający świat (studiował m.in. u jednego z najwybitniejszych fotografików europejskich Hugo Erfurtha w Dre?nie), nigdy nie podporządkował się cudzej doktrynie artystycznej, pozostał sobą mimo presji ówczesnych prądów artystycznych. "Ten ziemianin i tradycjonalista", pisze o Janie Bułhaku w posłowiu Jolanta B. Kucharska, "wychowany w klimacie mickiewiczowskiego dworu, przez wiele lat mieszkający w Wilnie - centrum polskiej kultury romantycznej - do końca życia pozostał romantykiem, mistrzem pejzażu patriotycznego. W swoich działaniach dążył do tego, aby fotografia przestała być jedynie rzemiosłem, a stała się jedną z dziedzin sztuki, zrównaną w prawach z malarstwem (...). Pragnął osiągnąć efekt malarskości, podobny do tego, jaki uzyskiwali impresjoniści". Wiele z dorobku fotograficznego artysty, przede wszystkim negatywy i albumy dziesięciu tysięcy zdjęć "Polska w obrazach fotograficznych", spłonęło w Wilnie w czasie wojny wraz z dużą częścią rękopisów. Wspomnienia, które dostajemy dzisiaj do rąk, ilustrowane fotogramami z okolic rodzinnych, są zatem ocalałym skarbem, jednym z nielicznych, większość bowiem dorobku kultury dwudziestolecia międzywojennego uległa zagładzie w pożodze wojennej lub wskutek umyślnych działań komunistów niszczących ślady tamtej Polski.
Jan Bułhak pisał te wspomnienia w pierwszych latach wojny i to zapewne rzutowało na charakter owych stronic, na emocjonalne napięcie, które wyczuwa się w każdym zdaniu. Jest to jakby uklęknięcie i przytulenie się do kolan matki w czasie szalejącej na świecie zawieruchy.
Autor przywołuje we wstępie swoją podróż przez rodzinne miejsca, jeszcze za czasów wczesnej młodości, wraz z sąsiadem i przyjacielem domu, Janem Szpiehalskim z Haciszcz. Miał wówczas osobliwe przeczucie nieodzowności tej pracy: "nieudolnymi słowy tłumaczyłem podświadomy tok moich myśli, to ustawiczne poczucie, że się coś wokoło mnie przemija bezpowrotnie, że jakieś wysokie piękno, jakieś bezcenne dobro przechodzi mimo nas niezauważone, a jest ono tak proste, powszechne i bliskie, że nie można go dojrzeć, jak się nie widzi powietrza, dopóki jest czyste i niczym nie zmącone. Czułem, że trzeba by opisywać nasze strony, nasz kraj, żeby uświadamiać sobie i przypominać innym te jakieś nienazwane, nie dające się bliżej określić skarby, jakie się w nim kryją (...), teraz pojmuję, że wówczas było jeszcze na nie za wcześnie, bo za mało jeszcze żyłem, za mało kochałem i cierpiałem. Trzeba było naprzód utracić rzeczy najdroższe, zmierzyć własnym bólem ich wartość i niepowrotność, by je ocenić, uszanować i umiłować naprawdę".
Czyż nie jest tak zawsze? Czyż i dziś, ilekroć bierzemy do ręki książkę, która ukazuje "tamtą Polskę", nie czynimy tego tak, jakbyśmy dotykali relikwii? Po utracie tak wielkiej części dorobku materialnego i duchowego naszych przodków, gotowi jesteśmy całować każdy okruch pamięci o tamtym świecie.
"Kraj lat dziecinnych" to pamiętnik artysty pisany przebogatym językiem, liryczny, ciepły, poetycki. Ale nie brak w nim bardzo rzetelnych, wyrazistych kształtów tamtego świata. Z kart tomu wspomnień wyłania się obraz Nowogródczyzny jako swego rodzaju wzorca małej ojczyzny, opartego na silnym poczuciu wspólnoty, umiłowaniu tradycji, pracowitości, przywiązaniu do ziemi, szacunku dla własności, ale także pomysłowości, gospodarności. Na tym wszystkim, co kazało pracującym na ziemi traktować swój wysiłek jako twórczą współpracę z Panem Bogiem. To ta powaga i stateczność w podejściu do ziemi narzucała styl wzajemnych stosunków różnych grup społecznych, pozwalała rozkwitać wiejskiemu rzemiosłu, tworzyła wypróbowane więzi między pracodawcą a pracownikiem. Nowogródczyzna opisana przez Jana Bułhaka może być dzisiaj natchnieniem dla tych, którzy poszukują i starają się odnowić swoje związki z ziemią na wyższym poziomie, świadomi jej wartości.
Z wielką swadą i poczuciem humoru opisuje także artysta te specyficzne cechy polskiego domu, jak staropolska gościnność, manifestująca się choćby typowym dla średnioszlacheckiego dworu poczęstunkiem, jakim była tzw. herbata. "Każdy posiłek oprócz obiadu nazywał się herbatą (...), ale byłby naiwny ten, co by sądził, że dostanie tylko gołej herbaty z jakimś lekkim dodatkiem, jak to się praktykowało po arystokratycznych domach szerszego świata. O, nie! Wszak to nowogródzka szlachetna gościnność prosta, niewymyślna, ale dostatnia, rada każdemu gościowi nieba przychylić, a choćby go na tamten świat wyprawić z przejedzenia nadmiarem smakowitego poczęstunku. Na przyjezdnego rzucano się jak na ofiarę, jak na królika doświadczalnego, by na nim wypróbować wartość domowych specjałów i zaspokoić potrzebę szczodrego serdecznego ugaszczania. Zastawiano stół jak na Wielkanoc niewiarygodną ilością zimnych dań, przystawek i przekąsek i czyniono to z taką gastronomiczną rozrzutnością, że gość sam nie wiedział, od czego zacząć, i kapitulował nie doszedłszy do połowy stołowej ewidencji (...). Wszystko to wjeżdżało na stół przy akompaniamencie ustawicznych przeprosin gospodyni, że przyjęcie jest tak skromne i niedostateczne, a tymczasem stół uginał się od jadła, jarzył od barw jak wystawa artystyczna i przypominał francuskie powiedzenie 'embarras de richesse'. Ale gospodyni tego było za mało: trzeba było posłuchać jej utyskiwań, że 'gość to nic nie je' i 'wstanie głodny od stołu', co byłoby uważane za największe familijne nieszczęście, za wieczny wstyd i niezatartą hańbę dla całego domu. Trzeba było widzieć ten proszący, przymilny wyraz, z jakim objedzony i ledwo łypiący oczami gość był molestowany, by raczył skosztować jeszcze jednej odmiany jakiegoś specjału, a prośby te były szczere, płynące z serca, nie miały w sobie ani krzty obłudy czy udania. (...) Gospodyni sama usługiwała gościom, sama im nakładała na talerze, używając prośby, namowy i przemocy, sama przynosiła z szaf i kredensów coraz nowe zapasy i całe serce wkładała w to herbaciane ugoszczenie. Toteż (...) trwało ono całymi godzinami w ciepłej, poufnej atmosferze, przeplatane gawędą, żartami i wszelakimi wywnętrznieniami, tworzyło nastrój rodzinny i udzielało go nawet obcym, włączając ich niepostrzeżenie do swego koła, jak ta lampa nad stołem, obejmująca wszystkich siedzących przychylnym światłokręgiem. Herbata w domu szlacheckim miała cechy bezładnej, ale przy tym milszej improwizacji, pełnej dobrego humoru, szczerej ochoty i wesołej przypadkowości, była odbiciem charakteru gospodarzy, zwierciadłem ich ludzkości i poczciwości i w tym był cały jej urok, wówczas powszechny, więc niedostrzegalny...".
Myliłby się jednak ktoś, kto w tym opisie dostrzegłby cechy rozrzutności czy rozmiłowania w konsumpcji, przeciwnie, były to rzeczy najzupełniej obce rodzinom ziemiańskim. Książka Jana Bułhaka potwierdza, że właściwością tego środowiska było życie skromne i oszczędne. Był to rodzaj powinności, obowiązku stanu i szacunku dla rodziny. Bezcenne są te przypomnienia wobec rozpanoszonego w naszym piśmiennictwie powojennym, a także w filmach, wizerunku życia ziemiaństwa jako jednego pasma zbytków, zabaw i rozrzutności. "Ojciec miał wielkie upodobanie do rękodzieł i budownictwa, we dworze zawsze był roczny stelmach, stolarz i kowal, a i inni rzemieślnicy nie wyprowadzali się z oficyny. Robiono meble, ule ramowe, bryczki, wszelką stolarszczyznę budowniczą. Były to szczęśliwe czasy, gdy prawie wszystko wyrabiało się w domu, gdyż starano się wydawać jak najmniej pieniędzy w mieście. Oszczędzano nawet na tanim cukrze, kupowanym w 'głowach', zastępując go przy smażeniu konfitur domowym miodem. Trzymano się starej wiejskiej zasady, że za pieniądze kupuje się tylko sól i żelazo, a wszystko inne trzeba mieć własne, domowego wyrobu (...). Sam dobrze pamiętam płótna i sukna - samodział tkane na miejscu oraz takież dywany nad łóżkami odznaczające się gustem i szlachetnością stylu. Zawdzięczano to pracowitości i umiejętności naszych prababek, które posiadały rozległą wiedzę praktyczną w zakresie gospodarstwa i rękodzieł domowych i świeciły przykładem rozumnej rządności, choć nie miały innego wykształcenia jak domowe i niewiele wiedziały o kulturze i równouprawnieniu kobiet".
Książkę Jana Bułhaka czyta się i ogląda z bijącym sercem jako rodzaj przewodnika po świecie, który już odszedł, ale zarazem - poradnika dla tych wszystkich, którzy po doświadczeniach jałowego życia w komunizmie, potem w liberalizmie, tęsknią do życia normalnego, wśród kochającej się szczęśliwej rodziny, wśród przyrody, której piękno i zmienność inspiruje i dodaje sił, w harmonii z ziemią i lud?mi, nie uciekając od wysiłku na rzecz społeczności lokalnej i Ojczyzny. Jest jakimś wielkim cudem i darem, że książki tego rodzaju pojawiają się właśnie teraz, gdy tak wielu z nas, po rozczarowaniach życia pod dyktando któregoś z systemów wymyślonych za biurkiem ponurych ateistów, szuka ładu i harmonii bytowania określonego konserwatywnymi zasadami, przenikniętego wzorami zaczerpniętymi z najlepszych kart rodzimej przeszłości.
Nie trzeba dodawać, że Jan Bułhak najpiękniejsze i najbarwniejsze partie swoich wspomnień poświęcił rodzicom, Waleremu Bułhakowi i Józefie, córce Władysława Dachnowicza-Haciskiego z Miratycz. Ich miłość, czułość, dobroć, wzajemna wię? tworzyła ten ciepły krąg światła, w którym krzepł umysł i rosło serce przyszłego mistrza ojczystego pejzażu, legendy i ojca polskiej fotografiki, poety i pisarza, który sensem swego życia uczynił utrwalenie minionego - a przecież ocalonego w jego pracach - świata.

Ewa Polak-Pałkiewicz

Jan Bułhak, "Kraj lat dziecinnych", Gdyńska Oficyna Wydawnicza "ASP Rymsza", 2003

24 grudzień 2003

przesłała Elżbieta 

  

Archiwum

Kto - komu i czemu służy
lipiec 2, 2008
Artur Łoboda
Kłopoty w Izraelu, Iraku i Okolicy
styczeń 12, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Innowacje Holocaust Industry: Wypłacajcie odszkodowania dla... dzieci "ofiar Holokaustu"
maj 9, 2007
bibula.com
Recenzja książki J.A. Rossakiewicza pt "Demokracja finansowa"
marzec 8, 2006
Zbigniew Dmochowski
Abecadło polityczne 1
październik 17, 2007
Artur Łoboda
Przepraszacze
czerwiec 11, 2005
przesłała Elzbieta
Unia Europejska
marzec 23, 2005
Gregory Akko
Nalezy sie bac
lipiec 31, 2008
...
Refleksje szczęściarza
marzec 24, 2008
Marek Ka
13 XII 2007
grudzień 10, 2007
przesłał .
Polska będzie płacić Żydom.
październik 14, 2006
Dorota
Ostry Zespół Zakochania
lipiec 19, 2008
Dlaczego tylko w Polsce rządzeni są mądrzejsi od rządzących?
maj 3, 2005
Obserwator Pesymista
Upadek narodu
październik 22, 2003
Andrzej Kumor
"Wewnętrzne przekonanie" psycho - Tuska
marzec 10, 2008
Artur Łoboda
Spółdzielcza ciuciubabka
luty 8, 2009
Witold Filipowicz
Ordnung must sein, praca uczyni cię wolnym
marzec 4, 2005
Artur Łoboda
Hamas "Dziecko Izraela"
styczeń 28, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Własność rzecz święta
październik 4, 2006
Dariusz Kosiur 04.10.2006
Liniowy - błędny i szkodliwy
sierpień 2, 2003
prof. Jerzy Żyżyński
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2026 Polskie Niezależne Media