ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Niezależna witryna Alexa Jones'a 
Alex Jones należy do nielicznych ludzi na świecie którzy mają odwagę mówić prawdę o antyspołecznej konspiracji 
Historia kontroli bankowej w USA 
Dyktatura banków i ich system zadłużający, nie są ograniczone do jednego kraju, ale istnieją w każdym kraju na świecie.  
whatreallyhappened.com 
Warto dodać ten link do Pana strony: http://whatreallyhappened.com/

99% tez dotyczących religii, polityki i ekonomii i filozofii się pokrywa z tezami zaprasza.net. Topowa strona. 
Skazany za pestki moreli, B17  
Faszyzm w barwach demokracji 
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
Charlie Sheen & Alex Jones on 9/11 
Znany aktor Hollywood aktor zebrał się na odwagę powiedzenia tego co myśli o 11 września 2001 roku 
Przedsiębiorstwo holokaust 
Telewizyjny wywiad z Normanem Finkelsteinem 
Kaczyński również nas w to wciągnął 
Zbrodnie wojskowe w Iraku 
Cała prawda o World Trade Center 
Filmik dokumentalny przedstawiający wydarzenia z 11 września 2001 roku. 
Pomylił Chrześcijaństwo z Judaizmem 
Skandaliczna niewiedza Prezydenta USA, czy też raczej perfidna prowokacja?
W przemówieniu Baracj Obama opisuje Chrześcijaństwo odwołaniami do Judaizmu.  
www.globalresearch.ca 
świetne analizy polityczne i gospodarcze w skali mikro i makro + anty-NWO 
Strzeżcie się Obamy 
Kto naprawdę stoi za Barakiem Obamą? 
Kanciarze z Wall Street 
Film przedstawia kulisy Wall street . Metody działania , które doprowadziły w ciągu kilku ostatnich lat do wywołania kryzysu finansowego. 
Iwo Cyprian Pogonowski 
Notka wikipedii dotycząca osoby prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego 
Strona Krzysztofa Wyszkowskiego 
Strona domowa Krzystofa Wyszkowskiego 
Wezwanie do przebudzenia 
Film opisujący mechanizmy ekonomicznej władzy nad światem 
Zakrzyczana prawda 
Mamy 2010 rok a zbrodniarze którzy doprowadzili do wielu wojen i kryzysu światowego w w dalszym ciągu - z tupetem - niczym Josef Goebbels kłamią w oczy w kwestii sytuacji gospodarczej świata i Stanów Zjednoczonych
 
Wszystko pod kontrolą 
Od zawsze służby specjalne kontrolowały rzekome niezaplanowane spotkania oficjeli z obywatelami.
Przykład podstawionego Putina - jako przypadkowego przechodnia.
 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Ameryka: Od Wolności do faszyzmu 
Amerykanie zaczynają rozumieć - co się dzieje z ich krajem. O tym mówi film pod wskazanym linkiem. 
więcej ->

 
 

Upadek Polski przez Michnikowczyzne

Sitwo, ojczyzno moja
Rafał A. Ziemkiewicz 15-02-2008


Jeśli oderwiemy się od bieżących połajanek, a spróbujemy znale?ć główny spór polskiej polityki, to okaże się, że tak naprawdę zmieniły się jego zewnętrzne przejawy, a istota pozostaje ta sama. Nie wygląda też na to, by ktokolwiek się kwapił z nowymi pomysłami - pisze Rafał Ziemkiewicz
autor zdjęcia: Janusz Kapusta
?ródło: Rzeczpospolita
+zobacz więcej

Polska polityka nie wkroczyła trzy miesiące temu w jakąś nową erę. Zasadnicze wyzwanie, jakie stoi przed Polską, jest bowiem cały czas to samo. To modernizacja kraju – dogonienie Zachodu, od którego wskutek historycznych nieszczęść zostaliśmy na wiele dziesiątków lat odcięci. W tym pojęciu mieści się przebudowa ekonomiczna, w kierunku wolnorynkowego kapitalizmu oraz przebudowa społeczna w kierunku systemu liberalno-demokratycznego. Spór dotyczy tego, który z elementów modernizacji jest ważniejszy dla powodzenia całości procesu.

Kto co woli modernizować

Czy uruchomienie mechanizmów ekonomicznych skutkuje zmianami społecznymi, przede wszystkim wykształceniem "klasy średniej" i upowszechnieniem własności, które w naturalny sposób przekształcają poddanych partyjnej nomenklatury w społeczeństwo obywatelskie, czy przeciwnie, nie da się stworzyć gospodarki wolnorynkowej bez odtworzenia zdrowej tkanki społecznej poprzez reprywatyzację, powszechną prywatyzację (czy, jak wolą niektórzy, powszechne uwłaszczenie) i likwidację przywilejów, jakimi "realny socjalizm" odróżnił "równych od równiejszych"?

Środowiska, które zawierały pakt Okrągłego Stołu i które poprzez różne partie polityczne dominowały w pierwszym piętnastoleciu wolnej Polski, zdecydowanie wybrały pierwszą odpowied?. Ubierając to w różne słowa, czasem jawnie, czasem pod osłoną cynicznie używanej retoryki socjalnej, kolejne rządy, przy nieodmiennym wsparciu establishmentu, realizowały zasadę "po pierwsze gospodarka", w przekonaniu, że dobre wyniki makroekonomiczne przełożą się stopniowo na szeroką społeczną akceptację dla nowego porządku, a dobrobyt zaowocuje ucywilizowaniem na wzór zachodni sceny politycznej.

Zwolennicy drugiego poglądu nie mieli zbyt szerokich możliwości sformułowania alternatywnego planu pozytywnego. Ze stosunkowo największym społecznym rezonansem udało się to twórcom programu uwłaszczeniowego firmowanego przez NSZZ "Solidarność", ale do jego realizacji zabrakło politycznych narzędzi. Jeszcze bardziej niszowy charakter miały starania środowisk – przyznajmy, słabych i lekceważonych przez partyjnych przywódców – pracujących nad prawicowymi programami. Jedynie Unia Polityki Realnej, choć nie odniosła żadnych sukcesów politycznych, zdołała zauważalnie wpłynąć na sposób myślenia, zwłaszcza kształcącej się młodzieży.

Uśpić wichrzycieli

Wybór, który z elementów cywilizacyjnej modernizacji należy uznać za priorytetowy, warunkował jednak nie tylko to, co nazywam tu programem pozytywnym, ale także odpowied? na pytanie, co stanowi dla polskiej modernizacji – a więc dla Polski – największe zagrożenie. Partie i media wyrażające sposób myślenia establishmentu uznały, że modernizacji zagrażają przede wszystkim niepokoje społeczne. Uznały też, że niepokoje takie są więcej niż prawdopodobnym skutkiem uwolnienia jakichkolwiek emocji, czy to historyczno-rozliczeniowych, czy roszczeniowych.

Zbudowano tu swoistą odmianę eisenhowerowskiej "teorii domina" z czasów "zimnej wojny", wyłożoną najbardziej otwarcie w artykułach Adama Michnika. Jakiekolwiek wichrzenie (a wichrzeniem była nawet próba stworzenia wzorowanego na zachodnim systemu partyjnego), czy to polityczne, mające swe ?ródło w rozliczeniach zbrodni komunistycznych, dekomunizacji i lustracji, czy też obliczone na korygowanie społecznych niesprawiedliwości ścieżki reform, która "przyjaciołom przyjaciół" daje fortuny, a masę prostych obywateli wydziedzicza z dorobku całego życia, nieuchronnie muszą doprowadzić do załamania reform i odejścia zarówno od wolnorynkowego, jak i demokratycznego kursu wyznaczonego przy Okrągłym Stole.

Do rangi racji stanu podniesiono więc utrzymanie społeczeństwa w stanie uśpienia, tak jak usypia się pacjenta poddawanego skomplikowanej operacji; rolę narkozy (i nasuwa się tu skojarzenie raczej z dawnym obyczajem głuszenia chorego pałą niż współczesnymi, subtelnymi metodami) odegrać miała jednomyślność odpowiednio wykreowanych "autorytetów", wsparta potęgą propagandową realizującą nadwiślańską odmianę "politycznej poprawności". Przy zadawaniu Polakom owej "narkozy" okrągłostołowy establishment szybko rozgrzeszył się z łamania zasad przyzwoitości, gwałcąc debatę publiczną i zatracając umiar w demonizowaniu rzeczywistych, a nawet tylko potencjalnych, przeciwników jedynie słusznej ścieżki Wielkiej Przemiany, jako faszystów, "ludzi niegodnych podania ręki", populistów etc.

Śmiertelna zemsta faktów

Zjawisko to, które od nazwiska głównego kodyfikatora ideologii III RP nazwałem michnikowszczyzną, przyniosło różnorakie szkody. Przede wszystkim całkowicie fałszywa była ocena sytuacji, jaka legła u jego podstaw: Polsce nie zagrażała ani nacjonalistyczna dyktatura, ani jakobinizm. W przekonaniu establishmentu operacja stworzenia normalnego państwa demokratycznego i rynkowego, w imię której "uśpiono" społeczeństwo, miała dać błogosławione efekty w ciągu jednej, najdalej dwóch kadencji. Tymczasem za zasłoną narzuconego przez "autorytety" milczenia zamiast oczekiwanej normalności mieliśmy coraz większe patologie, aż po piętnastu latach i spektakularnym zawaleniu się kolorowej fasady "reform" wyjrzała zza niej zgnilizna państwa rządzonego przez gangi skorumpowanych i zblatowanych kolesiów. Jednak gdy wskutek tego 80 procent wyborców oddało swój głos na partie obiecujące radykalne zerwanie z III RP, wbrew jeremiadom Michnika, nie spowodowało to końca demokracji, faszystowskiej dyktatury ani powrotu do państwowej gospodarki nakazoworozdzielczej.

Wśród wspomnianych wyżej szkód nie ostatnią jest kompletne obezwładnienie części polskich elit intelektualnych i pogrążenie ich w intelektualnej impotencji. Dominacja michnikowszczyzny sprawiła, że praktycznie od pierwszych miesięcy III RP jej religią, kostniejącą z każdym rokiem, stała się walka z fantomem "zagrożenia demokracji". W praktyce walka z owym zagrożeniem sprowadziła się do zajadłej krytyki wszelkich prób naruszenia pomagdalenkowego status quo. "Nie ma gorszych reakcjonistów niż byli rewolucjoniści, gdy wreszcie dorwą się do władzy" – powiadał klasyk. Prawidłowość ta potwierdziła się w pełni, podobnie jak i ta, że postawa skrajnie reakcyjna, zachowawcza, stopniowo degraduje intelektualnie jej wyznawców.

Cała mądrość tych, którzy chcieli być "nie na prawicy, nie na lewicy, tylko na przedzie" sprowadziła się koniec końców do labidzenia, że "demokracja jest zagrożona, bo podważa się autorytety", "znieważa się nawet Kuronia i Herberta", Kaczyński przypomina Gomułkę i Putina, a zaplute karły z prawicy podnoszą rękę na samego Michnika, kierując się zawiścią, bo jakież można sobie wyobrazić inne powody, dla których mógłby ktoś Michnika krytykować.

"Fakty teoriom przeczą, a to jest karygodną rzeczą" – ironizował mistrz Szpotański, i ta ironia jak ulał pasuje do sytuacji michnikowszczyzny. Skoro z jej teorii wynika, że utrata władzy przez sojusz z Magdalenki musiała spowodować kryzys demokracji w Polsce, to wbrew faktom trzeba się upierać, że ostatnie dwa lata były czasem totalitarnej dyktatury. Zgoda co do faktów kompromitowałaby postawę michnikowszczyzny w całym piętnastoleciu. Z tego kanału "warszawka i krakówek" już nie wyjdą – michnikowszczyzna, mimo pozorów opiniotwórczości, jest już intelektualnym trupem, coraz gorzej pachnącym. Żadne transfuzje z Żiżka i Osta, przeprowadzane przez środowisko "Krytyki Politycznej", nie są w stanie wyrwać jej z bezkrytycznego czy zgoła sklerotycznego uporu, że wszystko, co można najlepszego, wymyślono już i wcielono w życie, zanim Rywin przyszedł do Michnika, a teraz pozostaje bronić tego przed populistami.

Kaczyński o dziesięć lat za pó?no

Podczas gdy michnikowszczyzna skupiała uwagę zarażonych nią elit na zagrożeniach bąd? to całkowicie urojonych, bąd? drugorzędnych, stopniowo nasilała się nieleczona choroba, która w istocie od samego początku stanowiła główne zagrożenie dla modernizacji Polski. Zalążkiem tej choroby było zaniechanie rozbicia struktur społecznych Peerelu, a zwłaszcza jej nomenklatury i aparatu przemocy.

W teorii miały je unieszkodliwić prywatyzacja i wolny rynek (choć że była to teoria chybiona, można było stwierdzić już w roku 1991 r., obserwując Rosję). W istocie siła powstałych na ich bazie grup interesu zdeprawowała III RP, w znacznym stopniu czyniąc i z wolnego rynku, i z demokracji fasadę dla mechanizmów oligarchicznych w typie latynoamerykańskim.

Z taką diagnozą zagrożenia dla modernizacji występował już na początku lat dziewięćdziesiątych Jarosław Kaczyński. Występował jako niejedyny, ale jako jedyny z tych, którzy tak odczytali sytuację, zdołał się utrzymać na scenie politycznej do czasu, aż społeczeństwo zaczęło się wybudzać z zadanej mu narkozy. Niestety, jak słusznie zauważył w "Dzienniku" Robert Krasowski, Kaczyński po roku 1992 nie był zdolny do aktualizowania swej diagnozy, i kiedy mógł uczynić ją podstawą praktyki rządzenia, była już w znacznym stopniu anachroniczna.

Wszystko wskazuje na to, że Kaczyński naprawdę wierzył w jednolity układ – mafię, której rozbicie jest sprawą jednej zdecydowanej operacji policyjnej. Tak jak reformatorzy początku poprzedniej dekady wierzyli, że wystarczy przez pewien czas powstrzymać społeczną aktywność, a reformy wszystko zmienią, tak Kaczyński sądził chyba, że byle zyskać na czasie – poprzez dopuszczenie do konfitur Leppera i Giertycha – prokuratorzy wydobędą na światło dzienne nici łączące Kwaśniewskiego, Millera i "Wyborczą" ze wszystkimi szemranymi sprawami i mafiami ostatnich piętnastu lat.

A piętnaście lat to dość, aby nawet struktura budowana w sposób planowy i otwarty zdołała się zasadniczo zmienić. Żaden zaś układ, pozostańmy przy tym wieloznacznym określeniu, nie był w III RP tworzony według z góry przyjętych planów. Komuniści istotnie mieli plan zachowania przywilejów nomenklatury, ale rozsypał się on 4 czerwca 1989 r. – od tego momentu zmuszeni byli do improwizacji, która powiodła się tylko dzięki niewiarygodnej, z dzisiejszego punktu widzenia, naiwności i nieudolności ówczesnego kierownictwa OKP.

Feudalna pamięć materiału

Zło, jakie się tu dokonało, nie polegało jednak na stworzeniu jednolitej, tajnej struktury, podporządkowującej sobie z ukrycia całe państwo. Owszem, na drobną skalę takie struktury, chroniące interesy pewnych grup dawnej władzy, powstawały, i było to tolerowane w błogim przekonaniu, że z czasem reformy odbiorą im rację bytu.

Zło polegało na uruchomieniu fatalnej dynamiki społecznej zmiany. Zamiast nowoczesnego społeczeństwa, w którym zdolny pucybut może zostać milionerem, a leniwy milioner stracić fortunę, przez kilkanaście lat III RP odbudowywała, w znacznym stopniu spontanicznie, wedle zasady "przykład idzie z góry", parafeudalną strukturę Peerelu, w której o awansie człowieka i jego zamożności nie decydowały osobiste przymioty, ale znajomości i powiązania.

Nierozbite postkomunistyczne układy, na których skupił się Kaczyński, nie były tu przyczyną najistotniejszą. Skoro zabrakło znaczącego impulsu modernizacyjnego – a zabrakło, bo w lęku przed społecznymi niepokojami tłumiono jak się dało wszelkie spontaniczne działania – działać zaczęła "pamięć materiału". Poszczególne środowiska, począwszy od tych odgrywających w państwie szczególną rolę, zaczynały odtwarzać swe wewnętrzne feudalne mechanizmy, uzyskiwać u władzy przywileje wyłączające je spod działania praw rynku i wolnej konkurencji. Prawnicy, naukowcy, lekarze, geodeci, architekci, nadzory budowlane… nie ma tu sensu wyliczać, gdyż lista ta dziś obejmuje niemal wszystkie zawody, które w krajach cywilizowanych gwarantują awans i karierę – rok po roku zamykali się i umacniali rządzące nimi mechanizmy przypominające wojskową "falę".

Po piętnastoletnim uśpieniu Polacy, zamiast we Francji czy Niemczech, obudzili się w Boliwii, w państwie z pozoru wolnorynkowym, gdzie bodaj nigdzie nic nie można osiągnąć bez protekcji, znajomości, w ostateczności łapówki. Państwie, które młodemu, zdolnemu naukowcowi, lekarzowi czy prawnikowi ma do zaoferowania tylko wieloletnie terminowanie i pracę na rzecz rządzących środowiskiem starych partyjnych "szych" i ich dzieci, w nadziei, że w końcu łaskawie pozwolą mu oni awansować.

Ciepełko za zamkniętymi drzwiami

Patrząc z punktu widzenia interesu wspólnego, możemy powiedzieć, iż III RP okazała się Rzecząpospolitą kolesiów, sitw, klik i branż, państwem, gdzie polityka polega na rwaniu do siebie i na lawirowaniu między silniejszymi i słabszymi grupami interesów, zaspakajaniu ich roszczeń w zamian za udzielone poparcie. Sprzyja temu stanowi rzeczy powszechny brak poczucia dobra wspólnego, który Polaków sprowadził do roli polactwa, brak instynktu państwowego, triumf cynizmu i urbanowego "panświnizmu", które sprawiają, że w społecznym odczuciu każdy, kto nie kieruje się prosto pojmowanym interesem swoim i swojej grupy, sitwy, a już zwłaszcza odważa się z niej wyłamywać, jest naiwnym frajerem albo szkodliwym głupkiem.

Dopóki tak Polska wygląda, dopóty jej modernizacja musi być powierzchowna i nietrwała, bez względu na to, ile uda się pozyskać unijnych funduszy, tak jak nietrwała okazała się np. modernizacja Iranu, mimo wydania na nią z kaprysu szacha miliardów petrodolarów.

Patrząc z punktu widzenia obywatela, najistotniejszą cechą takiej Rzeczypospolitej Sitw jest zamknięcie dróg awansu i wszelkich jego rodzajów. Awansu zawodowego, cywilizacyjnego, finansowego. Nawet w znowu entuzjastycznej wobec rzeczywistości "Wyborczej" znale?ć można listy od młodych naukowców, skarżących się na feudalną władzę profesorów, na konieczność dopisywania "patronów" do prac, przy których nie kiwnęli oni palcem, limitowaniu przez "falowców" dostępu do grantów i aparatury.

Z drugiej strony przygnębiające wrażenie sprawiają informacje o tym, jak traktowani są na polskich uczelniach naukowcy, którzy porobili kariery na Zachodzie, z ominięciem tutejszych układów: szykanowani i wypluwani jako element obcy, zagrażający błogiemu ciepełku. Sięgam po ten przykład, żeby nie eksploatować w nieskończoność patologii środowiska prawniczego. Niczym się ono nie różni od innych.

Dziś tę właśnie blokadę awansu, czy mówiąc mądrzej, petryfikację struktury społecznej, nazwałbym polskim problemem numer jeden.

Politycy, którzy za sprawą ordynacji wyborczej oraz ustawy o finansowaniu partii też stali się jeszcze jednym kartelem, dawno już przyjęli do wiadomości, że realnie rządzenie Polską nie polega na komunikacji z "masami". Masy mają tu niewiele do powiedzenia – mogą iść albo nie iść na wybory, a jeśli pójdą, mogą poprzeć w plebiscycie jedną z partyjnych list, ale o tym, kto wejdzie do parlamentu, nie decydują one, tylko prezes, który listę układał. Realnie sztuka rządzenia polega w Polsce na układaniu się z sitwami, koteriami, klikami, kamarylami i lobbies.

Inwestycje grup interesu

Czy zanik znaczenia SLD oznacza, że nie ma już problemu postkomunizmu? Odpowiem pytaniem: a czy zniknięcie ZChN oznaczało, że nie ma już w Polsce "narodowych katolików"? Czy upadek UW oznaczał koniec michnikowszczyzny albo upadek AWS koniec lobby związkowego? W takim systemie, jaki się w Polsce wytworzył, partie są tylko swoistymi inwestycjami grup interesu. SLD przestało cokolwiek zapewniać, więc "inwestorzy" wycofali z niej swoje aktywa, ale czy to znaczy, że wycofali się z rynku, czy tylko przenieśli je gdzieś, gdzie mogą liczyć na więcej? Jak by powiedział Kisiel – zgadnij, kotku.

Nie rozwodząc się nadmiernie nad meandrami bieżącej polityki – sądzę, że znaczna część tych, którzy głosowali w roku 2005 na PiS i PO, widziała w zapowiadanej IV RP i "szarpnięciu cuglami" nadzieję na odblokowanie możliwości awansu. Nadzieje te zostały zawiedzione, rewolucję moralną skompromitowała koalicja z Lepperem, a ostatecznie pogrążyło Kaczyńskiego skupienie na tropieniu komunistycznego "układu" i w ogóle na przeszłości. PiS, uwikławszy się w bardzo ostry konflikt z zagrożonymi grupami interesów, zaniedbał – mimo pewnych rzeczywistych starań, na przykład o otwarcie zawodów prawniczych – pozyskanie głosów ludzi młodych. Te głosy zdołał pozyskać w ostatnich dwóch tygodniach kampanii Donald Tusk, ponieważ jego obietnice można było odbierać właśnie jako zapowied? udrożnienia mechanizmów awansowania, dorabiania się poza sitwami czy korporacjami.

Czy Tusk te nadzieje jest w stanie spełnić? Wątpię, czy w ogóle zamierza. Z każdym dniem jego rządów wątpię w to coraz bardziej. Wszystko wskazuje bowiem, że pomysłem tego rządu na trwanie i zachowanie popularności jest właśnie uleganie sitwom i oddawanie im pola, a nie wchodzenie z nimi w konflikt. Czy jest je w stanie spełnić Kaczyński? Nie widać, żeby w ogóle zastanawiał się, dlaczego nie udało mu się to wcześniej, więc jeśli wróci do władzy, prawdopodobnie znów uzna, że przede wszystkim trzeba wytropić układ, a to wymaga oparcia się na kolejnych Netzlach, Kaczmarkach i Kornatowskich.

Zgodzić się trzeba, że obecny polski spór polityczny, sprowadzony do żałosnego wyciągania sobie, kto kiedy rozmawiał z oficerem WSI, a kto zjadł kolację w restauracji albo popsuł laptopa, jest, mówiąc brutalnie, picem na wodę; rzeczywiste mechanizmy znowu, jak za czasów przedrywinowych, zostały ukryte przed przeciętnym obywatelem, karmionym przez media, zwłaszcza elektroniczne, papką "inforozrywki". Być może znowu, jak w 2005 r., obywatele zdołają się przeciwko temu skutecznie zbuntować. Nie zmienia to wszystko faktu, że problemy Polski, a zatem kryteria, według których należy oceniać polityczną sytuację, pozostają te same.
¬ródło : Rzeczpospolita
18 luty 2008

ziemkiewicz 

  

Archiwum

Wybór Putina
grudzień 14, 2007
Iwo Cyprian Pogonowski
Zbiórka na *Varius Manx*
lipiec 19, 2006
MirNal
My terroryści, albo przypowieść o dontszatach
grudzień 19, 2007
Artur Łoboda
System za 25 milionów
marzec 15, 2006
Ciekawostka
wrzesień 20, 2004
ccc
Bulterier Kaczyńskich - Jacek Kurski znów atakuje. Prawie wszystko o Kurskim.
czerwiec 18, 2006
Zdzisław Raczkowski
Terror w Biesłanie
wrzesień 6, 2004
Iwo Cyprian Pogonowski
Strach przed Polakami
luty 7, 2003
http://www.rzeczpospolita.pl/
Russia is Doomed
styczeń 17, 2005
Said Ibrahayev
Już nic polskiego
sierpień 18, 2003
Anna Surowiec, Robert Popielewicz
Glodujacy Edward Dusza - Jozef Mackiewicz - polscy dygnitarze
sierpień 1, 2008
Elzbieta Gawlas Toronto
David Irving wypuszczony z austriackiego więzienia
grudzień 22, 2006
bibula- pismo niezależne
Gdyby nie Balcerowicz to bylibyśmy drugą ....
listopad 11, 2004
www.dziennik.krakow.pl
Hubris pani Sarah Palin
wrzesień 12, 2008
Iwo Cyprian Pogonowski
Gdzie są profesorowie z dawnych lat ?
listopad 14, 2008
Zygmunt Jan Prusiński
Odpolitycznianie prokuratury
luty 22, 2003
http://www.rzeczpospolita.pl/
Dzielenie skóry na nied?wiedziu
padziernik 28, 2003
www.krakow.pl
Czudaki ukraszajut mir
listopad 29, 2006
luzak
Tania dziwka
luty 1, 2004
Artur Łoboda
Przyjazne przesiadki
styczeń 6, 2008
Mirosław Naleziński, Gdynia
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media