ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Ciekawe strony

Niemcy 1940 - Izrael 2009 - Szokujące zdjęcia 
 
Nie dajmy się lobbystom energetyki jądrowej! Wywiad z prof. Mirosławem 
Energetyka jądrowa jest przeżytkiem - nadzieje na tanią energię dawała w latach 60. ubiegłego stulecia, czyli przed pół wiekiem. Okazało się natomiast, że jest kosztowna, niebezpieczna, i nie wiadomo, jak poradzić sobie np. z jej odpadami. Istnieje jednak silne lobby łapówkarskie, które wciska energię jądrową do krajów słabych politycznie i gospodarczo. Nie możemy się mu poddać. 
Wezwanie do przebudzenia 
Film opisujący mechanizmy ekonomicznej władzy nad światem 
Wielkie pytania o 9/11 
Strona poświęcona analizie wydarzeń z 11 września 2001 
Kanciarze z Wall Street 
Film przedstawia kulisy Wall street . Metody działania , które doprowadziły w ciągu kilku ostatnich lat do wywołania kryzysu finansowego. 
Cała prawda o ataku z 11 września 
Jeden z filmów usułujących przedstawić prawdę i ataku z 11 września 2001 roku 
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki  
Wołyń 1943. sł. muz. Lech Makowiecki. Utwór z płyty "Patriotyzm" 
Na straży wolności: Goldman Sachs  
Gerald Celente i John Stossel rozmawiają z sędzią Napolitano o różnych, nie do końca jasnych powiązaniach, między amerykańskimi bankami i rządem USA. Największe podejrzenia budzi bank Goldman Sachs, który ma dziwną nadreprezentację we władzach rządowych. Dla przypomnienia, dodam, że pracownikiem tego banku jest były premier RP, Kazimierz Marcinkiewicz, a bank był zamieszany w spekulacje na złotówce. 
Mój dom, mój świat ...  
BOŻENA MAKOWIECKA - MÓJ DOM, MÓJ ŚWIAT...
Tytułowa piosenka z płyty "Mój dom, mój świat" powstała tuż po obaleniu rządu Olszewskiego.
O ile refren podobał się wszystkim, o tyle zwrotki - niekoniecznie... Stąd opóźniona o prawie 20 lat premiera teledysku ... 
"Quo Vadis Polonia?" Lech Makowiecki  
 
Patriotyzm 
Piosenka Lecha Makowieckiego 
Iwo Cyprian Pogonowski 
Notka wikipedii dotycząca osoby prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego 
Młodzież izraelska w Polsce 
Doskonały dokument o wycieczce młodzieży izraelskiej do Polski. 
Próba upodmiotowienia obywateli za pośrednictwem internetu 
Celem serwisu jest umożliwienie obywatelom wyrażenia swojej woli w najważniejszych dla nich sprawach. 
whatreallyhappened.com 
Warto dodać ten link do Pana strony: http://whatreallyhappened.com/

99% tez dotyczących religii, polityki i ekonomii i filozofii się pokrywa z tezami zaprasza.net. Topowa strona. 
Wszystko pod kontrolą 
Od zawsze służby specjalne kontrolowały rzekome niezaplanowane spotkania oficjeli z obywatelami.
Przykład podstawionego Putina - jako przypadkowego przechodnia.
 
davidicke.pl 
Tym - którzy interesują się losami Świata nie ma potrzeby przedstawiać Davida Icke. Tym ktorzy do tej pory spali umysłowo ta strona może otworzyć oczy.  
Strzeżcie się Obamy 
Kto naprawdę stoi za Barakiem Obamą? 
"patriotyzm" po 1989 roku 
komentarz zbędny 
Cała prawda o World Trade Center 
Filmik dokumentalny przedstawiający wydarzenia z 11 września 2001 roku. 
więcej ->

 
 

Hezbollah - szyicki "islam rewolucyjny" Walka o wyzwolenie południowego Libanu

24 maja 2000 r. państwo Izrael poniosło pierwszą w swojej historii klęskę. Obserwatorzy podkreślali, że żadnej innej sile zbrojnej nie udało się do tego stopnia pobić potężnej armii izraelskiej, jak uczynili to partyzanci libańscy. Izraelskie wojska okupacyjne opuściły w popłochu i nieładzie południowy Liban, który w oka mgnieniu pokrył się sztandarami z ręką wznoszącą pistolet maszynowy. To godło Hezbollahu (Hizb Allah) - Partii Boga, szyickiej odmiany "islamu rewolucyjnego", czyli radykalnego islamu politycznego, w tym kraju. Hezbollah kierował Mukawamą al-Islamiją, Islamskim Ruchem Oporu, który po siedemnastu latach wojny partyzanckiej przepędził okupantów izraelskich. To zwycięstwo antyizraelskiego ruchu oporu było jedną z wielu ważnych oznak ponownego przypływu fali rewolucyjnej na świecie, a w szczególności ponownego ożywienia ruchów wyzwoleńczych na słabo rozwiniętych i zależnych peryferiach światowego systemu kapitalistycznego.


Szyici stanowią spolaryzowaną klasowo, ale w swojej masie najbardziej uciskaną i dyskryminowaną społeczność wyznaniową tego wielowyznaniowego kraju. "Ruch oporu rozwinął się na podglebiu kulturowym nasyconym islamem szyickim. Mobilizuje duchowe, symboliczne i moralne zasoby ludności kompensując przewagę wojskową i technologiczną okupanta", pisali pół roku przed tym zwycięstwem specjalni wysłannicy Le Monde Diplomatique. Cytowali słowa teologa i myśliciela z południowego Libanu, Muhammada Hassana al-Amina: "W tym regionie opór i niezłomna postawa wobec okupantów tkwią korzeniami w fundamencie kulturowym, którego ogólne ramy stanowi islam. Nie można zrozumieć gotowości do poświęcenia i męczeństwa nie wiążąc jej z obecnym w świadomości ludowej przykładem śmierci męczeńskiej, jaki imam Husajn i jego ludzie dali pod Karbalą"1 - działo się to w VII w., a Husajn był wnukiem proroka Muhammada (Mahometa) i uchodzi wśród szyitów za bohatera.


Wykładający na uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku uczony palestyński Edward Said komentował w kairskim tygodniku Al-Ahram: "My, Palestyńczycy, musimy wiele nauczyć się od libańskiego ruchu oporu." Choć jest znany ze swojej wrogości do radykalnego islamu politycznego, nie zawahał się oświadczyć, że "dyscyplina Hezbollahu, jego gotowość do poświęceń i niezwykłe, nieugięte oddanie sprawie są godne naśladowania we wszystkich sytuacjach - nie tylko w południowym Libanie".2


Uczciwi obserwatorzy i komentatorzy polityczni na ogół podzielają ocenę wystawioną Hezbollahowi przez redakcję bejruckiego Daily Star jako "najmniej skorumpowanej, najciężej pracującej i pod pewnymi względami najbardziej postępowej partii politycznej, jaka kiedykolwiek działała w Libanie"3. Jest on wpływowym, masowym ruchem prowadzącym legalną działalność parlamentarną i pozaparlamentarną w ramach peryferyjnej (tzn. takiej, jaka występuje na zależnych i słabo rozwiniętych peryferiach światowego kapitalizmu) odmiany ustroju demokracji burżuazyjnej, jaka po latach wojny domowej i obcej okupacji ukształtowała się w Libanie. Tymczasem po wydarzeniach z 11 września 2001 r. władze amerykańskie umieściły go na liście "organizacji terrorystycznych" i zażądały od rządu libańskiego zamrożenia jego aktywów w bankach libańskich. Spotkało się to z odmową władz w Bejrucie. Premier Libanu Rafik Hariri oświadczył, że jego rząd nadal będzie odróżniał "ruchy oporu" od "organizacji terrorystycznych", zaznaczając, że Hezbollah zalicza się do tych pierwszych. Z kolei przewodniczący parlamentu (i tradycyjny rywal polityczny Hezbollahu w łonie społeczności szyickiej) Nabih Berri stwierdził, że "ruch oporu w Libanie i Intifada w Palestynie nie mają charakteru terrorystycznego - przeciwnie, stanowią przejawy wojny z terroryzmem, jakim jest okupacja izraelska".4 Sam Hezbollah zajął wyzywającą postawę. "Ta lista nas ani ziębi, ani grzeje", powiedział jeden z działaczy. "Gdy Ameryka oskarża Hezbollah, uważamy to za dowód wiarygodności naszych celów."5


O wadze, jaką imperializm amerykański przywiązuje w swojej rzekomej "wojnie z terroryzmem" do działalności Hezbollahu, świadczy treść orędzia George'a W. Busha o stanie państwa, wygłoszonego 29 stycznia 2002 r. Prezydent USA powiedział w nim: "W odległych dżunglach i na pustyniach operuje i kryje się w ośrodkach wielkomiejskich terrorystyczny świat podziemi, do którego należą takie ugrupowania, jak Hamas, Hezbollah, Dżihad Islamski i Dżajsz-i-Muhammad."6 Hezbollah nie działa w żadnym "świecie podziemi", bo - jak powiedzieliśmy - jest to legalny ruch, mający nawet posłów w parlamencie. Charakterystyczne, że poza kaszmirskim Dżajsz-i-Muhammad wszystkie pozostałe organizacje "terrorystycznego świata podziemi" wymienione przez Busha - palestyński Hamas i Dżihad Islamski oraz libański Hezbollah - są ruchami oporu wobec okupantów izraelskich. To jeszcze jeden dowód na to, jak nierozerwalny jest związek między amerykańską "wojną z terroryzmem" a izraelską wojną z narodem palestyńskim i światem arabsko-muzułmańskim.

DYLEMAT SZYICKI


Dla szyickiego odłamu islamu odwiecznym problemem jest stosunek do władzy państwowej, ponieważ uważa on, że podstawowym problemem nękającym ludzkość jest długotrwała nieobecność prawowitego przywództwa. W walce o władzę i przywództwo w islamie, która wybuchła po śmierci proroka Muhammada, tendencja zwana pó?niej szyitami (stronnikami) uważała, że prawowitymi przewodnikami społeczności muzułmańskiej mogą być tylko członkowie Domu Proroka, konkretnie potomkowie zamordowanego w 661 r. zięcia proroka, a zarazem czwartego kalifa, Alego. Jej zdaniem to jego prorok wyznaczył na swojego następcę - imama (boskiego przywódcę). Lecz o kalifat rywalizował z nim przywódca klanu Umajjadów. Uważanych przez szyitów za prawowitych imamów - Alego i jego następców - było dwunastu, a ostatni z nich zaginął bez wieści ("ukrył się") w 874 r. Od tej chwili umma - społeczność muzułmańska - nie ma prawowitego kierownictwa i nie będzie go miała, dopóki w Dniu Sądu nie powróci na ziemię mahdi - "ukryty imam". Dopiero wtedy nastanie ponownie sprawiedliwe społeczeństwo. Wszelki władca czy reżim państwowy, jaki istniał od czasu zniknięcia ostatniego imama i jaki będzie istniał do czasu jego powrotu, powinien więc być postrzegany przez szyitów jako nieprawowity, a wszelkie społeczeństwo jako niesprawiedliwe. Silnie mesjanistyczny charakter doktryny religijnej szyitów widać więc jak na dłoni.
Postrzeganie władzy państwowej jako nieprawowitej i ładu społecznego jako niesprawiedliwego spychało szyitów w dół drabiny społecznej i skazywało na marginalizację, dyskryminację, a nawet prześladowania polityczne i religijne. Naturalną reakcją na takie położenie był bunt i powstanie zbrojne, ale ciężkie klęski, jakie ponosili, i bardzo wysoka cena, jaką nieraz masowo płacili, skłoniła tę społeczność i jej przywódców do refleksji nad racjonalnością rebelii. Z kondycją społeczności szyickiej w państwie i społeczeństwie musieli borykać się teoretycznie uczeni muzułmańscy w zakresie prawa i teologii zwani alimami (ulemami), a zwłaszcza stojący najwyżej w hierarchii alimów i uprawnieni do podejmowania samodzielnych inicjatyw prawodawczych mudżtahidowie (wśród których najwybitniejszą pozycję zajmują ajatollahowie). Stali się oni niejako imamami funkcjonalnymi, bo do powrotu mahdiego to na nich ciążyła powinność interpretowania wszelkich kwestii religijnych, moralnych, społecznych i politycznych. Decydowali, czy mimo wszystko integrować się w ramach danego ustroju państwowego czy danej konstelacji władzy i bronić ich jako mniejszego zła w stosunku do większego, jakim byłaby - zawsze zagrażająca w ich oczach społeczeństwu - anarchia, czy stać na pozycjach odmowy. Z biegiem czasu stawali się coraz bardziej pragmatyczni i odpolitycznili imamat - wprowadzili rozróżnienie między religijną i świecką sferą życia, sprawy polityczne uplasowali doktrynalnie w tej ostatniej, a wobec niej i tym samym polityki i władzy politycznej zajęli doktrynalnie obojętne stanowisko. Choć nadal uważali władzę państwową za blu?nierczą, nieczystą i zepsutą, normom legitymizacji władzy gwarantowali w ten sposób autonomię, co pozwalało szukać z nią modus vivendi.
W islamie szyickim ukształtowała się idea takija - prawomocności obłudy podyktowanej przez wymogi bezpieczeństwa: zagrożony prześladowaniami religijnymi szyita miał prawo ukrywać, a nawet negować, swoją przynależność wyznaniową. Mudżtahidowie i w ogóle alimowie nieraz wyjaśniali, że takija jest dopuszczalna tylko wtedy, gdy istnieje realne, poważne niebezpieczeństwo, którego nie można uniknąć, i nie ma żadnej nadziei na stoczenie zwycięskiej walki, oraz tylko do czasu, gdy szyici zgromadzą siły i osiągną taką świadomość, które pozwolą jednemu z imamów wzniecić zwycięskie powstanie i zdobyć władzę. O ile jest oczywiste, że to wszystko było odpowiedzią na jak najbardziej żywotną kwestię przetrwania społeczności szyickiej, o tyle nie ulega również wątpliwości, że ta żywotna kwestia przetrwania stała się dla wielu alimów i wyższych warstw społeczności pretekstem do usprawiedliwiania własnych postaw konserwatywnych oraz ugody z klasą panującą i władzą państwową.


Lecz w doktrynie, a co więcej, w sferze społecznej i politycznej, kondycji szyickiej zawsze pulsowało coś innego, w zależności od warunków czy koniunktur przeciwstawnego lub komplementarnego - idea męczeństwa. Jednym z niezwykle ważnych aspektów szyizmu jest pamięć o czynie wnuka proroka, najstarszego żyjącego syna Alego i trzeciego imama, Husajna. Uważał on, że Jazid z klanu Umajjadów, który został kalifem, jest uzurpatorem i że kalifat należy się jemu jako najstarszemu członkowi Domu Proroka. Wraz z 72 swoimi lud?mi został wciągnięty pod Karbalą (na południu dzisiejszego Iraku) w pułapkę i okrążony przez kilka tysięcy uzbrojonych po zęby żołnierzy Jazida. Odrzucił żądanie bezwarunkowej kapitulacji i możliwość odwrotu i postanowił walczyć wiedząc, że czeka go pewna śmierć, gdyż miał nadzieję, że jego męczeństwo ożywi roszczenia Domu Proroka do kalifatu. Zginął jako ostatni. Pokazał szyitom, że w walce o słuszną sprawę pobożni i prawowierni nie powinni bać się śmierci. Działo się to między 1 a 10 muharram 61 r. hidżry (8-17 maja 681 r.). Co roku szyici obchodzą uroczyście rocznicę tej bitwy w dniu zwanym Aszura (dziesiątym - 10 muharram). Oczywiście, pamięć o bitwie pod Karbalą była dla wielu szyitów uzasadnieniem stanowiska głoszącego, że bunt nie popłaca, bo grozi zagładą, a jedynie racjonalna jest strategia przetrwania. Natomiast dla tych szyitów, którzy godzeniu się z władzą uważaną za nieprawowitą i ładem społecznym uważanym za niesprawiedliwy przeciwstawiali odmowę i czyn zmierzający do zmiany władzy i ładu społecznego, była ona ?ródłem potężnej inspiracji moralnej. Męczeństwo imama Husjana stanowiło dla nich wzór do naśladowania.

"REWOLUCJA ISLAMSKA"


W ciągu XX w., w miarę jak panowanie zachodnich mocarstw imperialistycznych kładło się coraz większym cieniem na społeczeństwach muzułmańskich, a wraz z nimi na społecznościach szyickich, ugodowe nastroje establishmentu szyickiego były coraz bardziej radykalnie kontestowane przez nurt bojowy. Z biegiem czasu skupił się on w An-Nadżafie, miasteczku irackim, od dawna stanowiącym główny ośrodek ideologiczny szyizmu, które stało się ku?nią szyickiej odmiany radykalnego islamu politycznego. Najwybitniejszego i najgłośniejszego rzecznika znalazł w ajatollahu Ruhollahu Chomejnim, od 1925 r. zagorzałym przeciwniku monarchii w Iranie, a od 1962 r. zwierzchniku szyitów w tym kraju, wkrótce skazanym przez szacha Mohammada Rezę Pahlawiego na banicję. Chomejni wystąpił z gwałtowną krytyką forsowanej przez szacha polityki, która łączyła modernizację państwa i społeczeństwa, pociągającą za sobą laicyzację i podkopującą pozycje duchowieństwa szyickiego, z pogłębieniem uzależnienia gospodarczego i politycznego Iranu od mocarstw imperialistycznych, a w szczególności od imperializmu amerykańskiego. Głosił, że historyczna postawa poddaństwa dynastii Pahlewich wobec interesów brytyjskich, a następnie amerykańskich, doprowadziła Iran do utraty niepodległości i wyprzedaży bogactw naturalnych, a w szczególności największego - zasobów ropy naftowej - oraz sprowadziła kraj do położenia nie różniącego się istotnie od kolonii i skazała go na niedorozwój.


Ideologia Chomejniego wykluczała i negowała walkę klas, a świat dzieliła na ciemięzców, do których należały oba supermocarstwa - Stany Zjednoczone i Związek Radziecki - wraz ze swoimi sojusznikami i służącymi ich interesom reżimami satelickimi w Trzecim Świecie, oraz na ciemiężonych, których stanowiły - pod względem klasowym niezróżnicowane - narody przez nie uciskane i od nich zależne. Alternatywą wobec światowego kondominium imperialistycznego chrześcijańskiego i kapitalistycznego Zachodu oraz "bezbożnego" i "komunistycznego" Wschodu miały być islam pojmowany jako jedność religii i polityki oraz republika islamska. Ponieważ taka republika rządzi się z natury rzeczy prawem islamskim - szariatem, a do interpretacji prawa islamskiego powołani są alimowie, to oni właśnie powinni byli rządzić państwem, ale pod warunkiem, że zamiast poświęcać się rytuałom religijnym, zajmą się rozwiązywaniem politycznych, gospodarczych i prawnych problemów islamu.


Obalenie cesarstwa w Iranie i innych reżimów zależnych od imperializmu oraz zerwanie stosunków zależności z mocarstwami imperialistycznymi nie miało prowadzić do obalenia kapitalizmu - oto dlaczego radykalny islam polityczny Chomejniego negował walkę klas. Miało prowadzić do drobnomieszczańskiej - sprawowanej przez alimów - dyktatury politycznej nad burżuazją, którą należało wywłaszczyć politycznie, czyli pozbawić władzy politycznej, ale której - przynajmniej na większą skalę - nie należało wywłaszczać ekonomicznie; nie mogło więc być mowy o pozbawieniu jej władzy gospodarczej. Zarazem powinna ona być bezwzględną dyktaturą nad klasą robotniczą, którą należało pozbawić wszelkich możliwości rozwoju niezależnego ruchu społecznego i politycznego. Po przechwyceniu kierownictwa ogromnego i niesłychanie bojowego zrywu masowego, jakim była rewolucja 1979 r., kler szyicki pod wodzą Chomejniego zrealizował program takiej właśnie dyktatury. Ustanowiona po rewolucyjnym obaleniu monarchii republika islamska rozprawiła się bezwzględnie z niezależnym ruchem robotniczym i całą lewicą: od Modżahedów Ludowych7, którzy pierwsi wystąpili przeciwko dyktaturze kleru szyickiego (ale stosując nieskuteczny czy zgoła szkodliwy politycznie dla lewicy terroryzm) przez Fedainów Ludowych i inne nurty lewicowo-radykalne po wiernopoddańczo proradziecką, a zarazem wlokącą się w ogonie chomejnizmu partię Tude (komunistyczną).
Irańska "rewolucja islamska" była silnym wstrząsem dla systemu panowania imperializmu na Bliskim Wschodzie i poważnie nim zachwiała. "Internacjonalizm" szyickiego islamu politycznego, który zdobył władzę w jednym z największych państw regionu, trafił na szczególnie podatny grunt w Libanie, gdzie trwała już polityczna mobilizacja społeczności szyickiej, najpierw wciągniętej w tryby wojny domowej, a następnie zagrożonej wraz z całym narodem libańskim przez śmiertelnego wroga - Izrael. Drogi szyickiej odmiany radykalnego islamu politycznego w Libanie i sunnickiego radykalnego islamu politycznego w innych krajach świata arabsko-muzułmańskiego rozeszły się w tej samej chwili, w której jednemu i drugiemu wiatr mocno zadął w żagle. Najbardziej radykalne i bojowo nastawione środowiska sunnickiego islamu politycznego mobilizowały się do wojny partyzanckiej z najazdem armii radzieckiej w Afganistanie. Dla swojego przedsięwzięcia znajdowały wsparcie strategiczne w imperializmie amerykańskim i takich najbardziej związanych z nim i reakcyjnych reżimach świata muzułmańskiego, jak saudyjski i pakistański. W tym samym czasie w Libanie szyicki radykalny islam polityczny przypuszczał mordercze ataki na koszary wojsk amerykańskich i rozpętywał wojnę partyzancką z okupantem izraelskim - głównym sojusznikiem i najpotężniejszą siłą uderzeniową Stanów Zjednoczonych w świecie arabskim. Dla porównania - w Palestynie i w obozach dla uchod?ców palestyńskich w krajach ościennych Stowarzyszenie Braci Muzułmanów nie uczestniczyło w palestyńskim ruchu oporu i nie prowadziło walki z Izraelem, choć jego twórca, Hassan al-Banna, przywiązywał do kwestii palestyńskiej wielką wagę strategiczną i doktrynalną, a w latach 1935-1954 brało ono aktywny udział w walce najpierw z kolonizacją syjonistyczną, a następnie z państwem syjonistycznym. Natomiast teraz jego działacze wyjeżdżali walczyć z ZSRR w Afganistanie lub zajmowali się werbunkiem ochotników arabskich na front afgański. Jeden z nich, Abdullah Azzam, tworzył tam wraz z Usamą ben Ladenem podwaliny pod organizację znaną dziś jako Al-Kaida. Palestyńscy Bracia Muzułmanie utworzyli Islamski Ruch Oporu (Hamas) dopiero w 1987 r.


Dlaczego szyicki radykalny islam polityczny w Libanie wszedł wcześniej na drogę walki z Izraelem niż sunnicki radykalny islam polityczny w Palestynie? Między innymi dlatego, że naserowski nacjonalizm panarabski wraz ze swoimi sojusznikami na lewicy załamał się w Libanie szybciej niż w Palestynie i tym samym szybciej powstało tam szerokie pole do działalności radykalnego islamu politycznego. Lecz to nie jedyna przyczyna.

SZYICI W USTROJU KONFESJONALISTYCZNYM


Liban wchodził ongiś w skład imperium osmańskiego, po pierwszej wojnie światowej znajdował się pod powiernictwem francuskim, czyli faktycznie był kolonią, a niepodległość uzyskał w 1943 r. Osobliwością tego kraju było to, że społeczeństwo libańskie nie stanowiło względnie spójnej całości, lecz konstelację społeczności wyznaniowych, tradycyjnie nazywanych sektami - szesnastu według spisu powszechnego z 1932 r. Wśród nich są społeczności: chrześcijańsko-maronicka, grecko-prawosławna, grecko-katolicka, ormiańsko-prawosławna, ormiańsko-katolicka, syryjsko-katolicka, syryjsko-prawosławna, rzymsko-katolicka, sunnicka, szyicka i druzyjska. W tym regionie świata, podobnie jak w ogóle na kolonialnych czy zależnych i słabo rozwiniętych peryferiach światowego systemu kapitalistycznego, heterogenność etniczna, narodowa, wyznaniowa, kulturowa itd. formacji społecznych jest skutkiem ich heterogenności strukturalnej - niedorozwoju kapitalizmu (a ściślej tego, co Marks nazywał "swoiście kapitalistycznym sposobem produkcji"), jego niepełnego panowania. Na takim gruncie nie ma warunków do pełnego rozwiązania kwestii narodowej - porównywalnego z tym, jak ją rozwiązano w centrum kapitalizmu światowego w dobie rewolucji burżuazyjnych. Tylko rewolucje zdolne obalić kapitalizm są zarazem zdolne do realizacji zaległych zadań historycznych na tym polu - to jedna z podstaw teorii rewolucji permanentnej, wypracowanej przez Lwa Trockiego.8


Po formalnym uzyskaniu niepodległości Liban był rządzony na podstawie tzw. Paktu Narodowego - zaaranżowanego przez francuskie władze powiernicze (na wniosek przedstawiciela brytyjskiego w Bejrucie, gen. Edwarda Spearsa) porozumienia między chrześcijańskimi maronitami a muzułmanami sunnickimi. Przewidywało ono, że pozycje i wpływy polityczne w instytucjach państwowych będzie rozdzielać się według klucza przynależności wyznaniowej na podstawie wyników spisu z 1932 r., które wykazały, że chrześcijanie stanowią 52% ludności, a muzułmanie 45,5%. Maronici stanowili przytłaczającą większość chrześcijan i 30% ogółu ludności, sunnici 21%, szyici 18% i druzowie 6%. Na każde sześć mandatów poselskich przypadających chrześcijanom pięć miało przypadać muzułmanom, prezydent (stojący na czele władzy wykonawczej) miał być zawsze maronitą, premier sunnitą, przewodniczący parlamentu szyitą itd. Francji chodziło o to, aby panował maronicki odłam burżuazji, ponieważ jego panowanie stawiało tamę szybko wznoszącej się i coraz gwałtowniejszej na Bliskim Wschodzie fali nacjonalizmu panarabskiego, ale pragnęła również, aby uwzględniało ono interesy sunnickiego odłamu tej klasy. Stąd konfesjonalistyczny charakter ustroju politycznego niepodległego Libanu. W obrębie poszczególnych społeczności władzę, mającą - rzecz jasna - klasowy charakter, sprawowali bogaci, władający środkami produkcji lub wymiany, przywódcy klanowi i kacykowie lokalni, zwani zaimami, którzy rządzili w oparciu o stosunki patron-klient. To oni zapewniali protekcję, rozdzielali miejsca pracy i usługi, umożliwiali uzyskanie kontraktów budowlanych, zezwoleń na handel, zrobienie kariery zawodowej, uzyskanie mandatu poselskiego, choć często to oni sami reprezentowali swoje społeczności w parlamencie.


Szyici byli najbardziej upośledzoną społecznością wyznaniową. Jeszcze za czasów imperium osmańskiego przypadała im rola peryferyjna. W obliczu potęgi sunnickich Osmanów i chrześcijańskich maronitów - którzy z powodu swoich koneksji z Francją katolicką i Rzymem uzyskali w imperium specjalny status - oraz prześladowań ze strony jednych i drugich, skupili się poza głównymi ośrodkami życia gospodarczego, politycznego i kulturalnego, na najsłabiej rozwiniętych i pogrążonych w zastoju peryferiach kraju - na południu Libanu i we wschodniej części doliny Bekaa. W przestrzennej strukturze inwestycji i innych wydatków państwowych obszary te leżały na zupełnym marginesie, o czym świadczy choćby następujący fakt: w połowie lat siedemdziesiątych na południu mieszkało około 20% ogółu ludności Libanu, ale na tereny te przypadało niespełna 0,7% wydatków z budżetu państwa. Położenie niższych warstw społeczności szyickiej pogorszyło się w latach sześćdziesiątych na skutek kapitalistycznej modernizacji gospodarki i społeczeństwa. Rozwój stosunków kapitalistycznych, a wraz z nim postęp techniczny w rolnictwie, z którego utrzymywały się masy szyickie na południu, pozbawił wielu chłopów ziemi, pracy i dochodów.


Migrowali do Bejrutu, gdzie dzielili los uchod?ców palestyńskich - skupiali się w podstołecznym "pasie nędzy" i stawali się subproletariatem. Migracje te wzmogły się, gdy po klęsce państw arabskich w wojnie sześciodniowej 1967 r. z Izraelem, a następnie po zdławieniu rewolucji palestyńskiej przez armię jordańską podczas "czarnego września" 1970 r., do południowego Libanu napłynęli partyzanci palestyńscy. Na pograniczu z Izraelem i wokół strefy przygranicznej toczyły się teraz między nimi a wojskami izraelskimi działania wojenne. Akcje fedainów palestyńskich prowokowały wypady armii izraelskiej, która w pościgu za nimi często terroryzowała skupiska szyickie. W obliczu coraz nieznośniejszych warunków życia wielu szyitów z wziętych w dwa ognie osad uchodziło do dzielnic nędzy na południu Bejrutu, gdzie nie byli już protegowani przez obszarników szyickich i boleśnie odczuli brak opieki społecznej ze strony państwa.


Modernizacja kapitalistyczna nie tylko doprowadziła do postępującego zubożenia południa kraju i tamtejszych wiejskich mas szyickich oraz do ich postępującej urbanizacji w charakterze subproletariatu. Trzecim ważnym rodzajem przeobrażeń społecznych, jakim podlegała społeczność szyicka, było kształtowanie się młodej, nowocześnie wykształconej warstwy społecznej. Powstała ona w wyniku rozbudowy państwowych programów edukacji, w tym szkolnictwa wyższego, i uzyskania do nich dostępu przez część młodzieży - również szyickiej - z warstw niższych, które tradycyjnie nie miały możliwości się kształcić. Warstwa ta aspirowała do awansu społecznego, lecz ten szybko okazał się zablokowany przez tradycyjne stosunki społeczno-wyznaniowe, które w procesie modernizacji kapitalizmu pozostały niezmienione. Najszybciej rozrastająca się, coraz wyra?niej najliczniejsza, a zarazem nadal dyskryminowana, ubożejąca, a zarazem urbanizująca się i dysponująca własną nowoczesną inteligencją społeczność szyicka miała nie tylko coraz większe powody do mobilizacji, ale również coraz większe możliwości jej przeprowadzenia. Możliwości te były tym większe, im bardziej pogłębiał się kryzys państwa libańskiego.

WOJNA DOMOWA


Państwo ulegało paraliżowi i rozpadało się w miarę jak kraj coraz bardziej odczuwał skutki wojny izraelsko-palestyńskiej na południu. Prawica maronicka upatrywała - i słusznie - w narastającej i szerzącej się w kraju działalności fedainów palestyńskich zagrożenie dla tradycyjnie dominujących pozycji własnej społeczności wyznaniowej, toteż dążyła do jej wyhamowania. Tymczasem wśród mas muzułmańskich narastało przekonanie, że to muzułmanie, a nie chrześcijanie, stanowią większość ludności, zaś tradycyjny system polityczny, stojący na straży tradycyjnego, choć przeżywającego modernizację kapitalistyczną, ustroju społeczno-gospodarczego, jest coraz bardziej nieznośny. Wśród społeczności muzułmańskich szerzył się nacjonalizm panarabski i zwłaszcza wśród szyitów coraz szersze wpływy uzyskiwała lewica, przede wszystkim komunistyczna. Siły te uznały ustrój polityczny Paktu Narodowego za anachroniczny i wystąpiły z postulatami reform - nie tylko politycznych, ale również społecznych. Postulaty te, na tradycyjnych warstwach panujących sprawiające wrażenie bardzo radykalnych, w rzeczywistości zmierzały jedynie do zniesienia oligarchicznej, sprzęgniętej z wyznaniowym układem kastowym, struktury władzy, a tym samym do utorowania drobnej i średniej burżuazji muzułmańskiej drogi do awansu społecznego, w tym zwłaszcza umożliwienia im dostępu do wyższych szczebli aparatu władzy państwowej.


Nawet sprawiający wrażenie najbardziej radykalnych społecznie komuniści nie mierzyli dalej. Komunistyczna Partia Libanu (formalnie do 1943 r., a faktycznie dłużej, była to partia syryjsko-libańska) doświadczyła w swojej historii stalinowskiego i biurokratycznego zwyrodnienia międzynarodowego ruchu komunistycznego i służby w interesach dyplomatycznych Związku Radzieckiego. Gdy zażądał tego Kreml, poparła rząd Frontu Ludowego we Francji, choć kontynuował on politykę imperialistyczną wobec kolonii, w tym Libanu. Podczas drugiej wojny światowej na żądanie Kremla stanęła w jednym szeregu z Francją i innymi sprzymierzonymi z ZSRR mocarstwami imperialistycznymi przeciwko nacjonalizmowi panarabskiemu jako rzekomej agenturze mocarstw faszystowskich. Z obu tych koniunktur wyszła jednak obronną ręką w porównaniu z partiami komunistycznymi w wielu innych krajach arabskich, bo była dość aktywna na polu działalności niepodległościowej, aby pozyskać poparcie sporej części mas nacjonalistycznych. Gdy w chwili zwycięstwa aliantów nad Niemcami hitlerowskimi armia francuska przystąpiła do rozprawy z ruchem niepodległościowym i dokonała morderczych bombardowań Damaszku, "komuniści u boku nacjonalistów znale?li się po dobrej stronie w historii ruchów narodowowyzwoleńczych"9. Ich udział w walkach masowych, w tym w strajku generalnym, przyczynił się do wycofania wojsk francuskich z Syrii i Libanu w 1946 r. Co prawda uświadomili sobie wówczas wagę masowego nacjonalizmu narodów uciskanych, ale (stosując teorię stalinowską) uznali istnienie narodów syryjskiego i libańskiego, natomiast nie uznali istnienia narodu arabskiego, co skazywało ich na przegraną w rywalizacji z nacjonalizmem panarabskim. Na domiar złego w 1948 r., w ślad za Kremlem, poparli podział Palestyny i utworzenie państwa Izrael, co groziło samobójstwem politycznym.


Strategia rewolucji była stalinowska, etapowa - kapitalizmu nie można było obalić, dopóki nie dojrzeją do tego warunki, zwłaszcza gospodarcze, na co w krajach zależnych i słabo rozwiniętych można było czekać (jak mawiał pó?niej Fidel Castro krytykując tę strategię) ad calendas graecas. "Nie chodziło już o odniesienie do starego ewolucjonizmu marksistowskiego o inspiracji socjaldemokratycznej, lecz po prostu o przyjęcie ortodoksji radzieckiego marksizmu państwowego. Rewolucja nie stała na porządku dziennym; liczyło się umocnienie ojczyzny socjalizmu i partii komunistycznych. Zasada ta, przypisująca priorytet umocnieniu obozu socjalistycznego, utrzymała się podczas zimnej wojny. Walki narodowe były mu podporządkowane - to ZSRR miał monopol na przewodzenie ruchowi antyimperialistycznemu... Ta zależność od Związku Radzieckiego stanowiła determinujący aspekt niezgody między komunizmem a stronnictwami wyzwolenia narodowego. Kazała odkładać powstania i walki zbrojne na nieokreśloną przyszłość i blokowała rewolucję narodową. W tym kontekście partie komunistyczne dały się nieuchronnie prześcignąć w zawodach nacjonalistycznych, i to nawet wtedy, gdy intonowały hymny uświęcające ojczyznę. Na Wschodzie arabskim, jeszcze bardziej niż w Maghrebie, zaskoczyła je autentyczność arabizmu rewolucji narodowej."10 W 1952 r. kontrolujące ruch komunistyczny w tej części świata Biuro Kolonialne Komunistycznej Partii Francji wciągnęło bratnie partie, w tym komunistów libańskich, w zaciekłą walkę ideologiczną z reżimem naserowskim, który powstał w wyniku rewolucji egipskiej: rzekomo Ruch Wolnych Oficerów składał się z wychowanków nazizmu i stanowił faszystowską agenturą imperializmu amerykańskiego (choć w ruchu tym spore wpływy mieli komuniści, a konkretnie całkiem proradziecki, lecz nie cieszący się uznaniem we wspomnianym biurze paryskim i w Moskwie, Demokratyczny Ruch Wyzwolenia Narodowego, którym kierował Henri Curiel)11. Jeśli od konferencji w Bandungu i nacjonalizacji Kanału Sueskiego (1955-1956) zaczęli legitymizować się na gwałt wobec panarabskich sił nacjonalistycznych - uznali nawet, że istnieje naród arabski - i w dwa lata pó?niej wystąpili po ich stronie w pierwszej wojnie domowej, to też było to wynikiem zwrotu w polityce radzieckiej na Bliskim Wschodzie i w ogóle w Azji i Afryce. Dalej uważali, że mają przed sobą etap samodzielnej rewolucji narodowo-demokratycznej, która powinna wynieść do władzy "burżuazję narodową" lub, w najlepszym razie, jej substytut drobnomieszczański - teraz droga do socjalizmu prowadziła nieodzownie przez reżim "demokracji narodowej" typu naserowskiego.


Najbardziej radykalne, ewoluujące ku marksizmowi nurty nacjonalizmu panarabskiego czuły pismo nosem - były świadome, że partia ta porzuciła strategię walki rewolucyjnej - toteż nie szukały dla siebie miejsca w jej szeregach. W 1970 r. dwa takie nurty - jeden wywodził się z Arabskiego Ruchu Nacjonalistycznego i był spokrewniony politycznie z również wywodzacym się zeń Demokratycznym Frontem Wyzwolenia Palestyny kierowanym przez Najjifa Hawatmę, a drugi wywodził się z partii Baas i skupiał zwolenników myśli francuskiego filozofa marksistowskiego Louisa Althussera - stworzyły razem Organizację Akcji Komunistycznej w Libanie. Była to licząca się partia lewicowo-radykalna i mogła stać się realną alternatywą polityczną wobec "tradycyjnej" partii komunistycznej, choć była od niej słabsza. Tak jednak się nie stało, gdyż oscylowała między pozycjami rewolucyjnymi i reformistycznymi (w tradycyjnej terminologii marksistowskiej nazywa się to "centryzmem") i najpierw, przez kilka lat, wykazywała skłonności ultralewicowe, a następnie - po wojnie domowej 1975-1976 r., w której odegrała sporą rolę - ześlizgiwała się na prawo. Nie potrafiła zachować niezależności wobec burżuazyjnych przywódców Libańskiego Ruchu Narodowego i Organizacji Wyzwolenia Palestyny, zbliżyła się politycznie do partii komunistycznej i poszła na układy z reżimem syryjskim, gdy ten interweniował w Libanie.


W kwietniu 1975 r. między broniącą hegemonii chrześcijańskiej prawicą maronicką, której przewodziła Falanga i która reprezentowała elitarny, proimperialistyczny nacjonalizm libański ("libanizm"), a koalicją panarabskich sił nacjonalistycznych i lewicowych, zwaną Libańskim Ruchem Narodowym (LRN), wybuchła wojna domowa. LRN stanowił konfederację Komunistycznej Partii Libanu, Organizacji Akcji Komunistycznej w Libanie, Postępowej Partii Socjalistycznej (mającej głównie oparcie wśród druzów i kierowanej przez Kamala Dżumblatta, który stanął na czele LRN), Socjalistycznej Partii Odrodzenia Arabskiego, czyli Baas, Syryjskiej Partii Społeczno-Nacjonalistycznej, hołdującej idei wielkiej Syrii, Ludowej Organizacji Naserowskiej i Ruchu Niezależnych Naserowców oraz zbrojnych milicji tych ugrupowań. Wkrótce LRN znalazł naturalnego sojusznika w radykalnych nurtach palestyńskiego ruchu oporu, a następnie w całej, dysponującej poważnymi siłami wojskowymi, Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP). "Dla Dżumblatta i koalicji partii lewicowych zgrupowanych od 1969 r. w Ruchu Narodowym poparcie dla palestyńskiego ruchu oporu stanowiło kamień węgielny i uprzywilejowany instrument woli reformy systemu politycznego. To nakładanie się walki Palestyńczyków na wewnętrzną walkę polityczną lewicy libańskiej wychodziło poza zwykłe granice sojuszu taktycznego, mającego oparcie w zbieżnych interesach. Lewica biła się o Liban nierozłącznie rewolucyjny i arabski - tak, jakby odniesienie arabistyczne gwarantowało autentyczność aspiracji rewolucyjnej. Rzecz w tym, że palestyński ruch oporu stał się symbolem nacierającej rewolucji arabskiej. Młodzież libańska tym bardziej ogniskowała na nim swoje dążenia do zmiany, że zderzała się z klientelistycznymi i wyznaniowymi blokadami tradycyjnego systemu politycznego. Za pośrednictwem sukcesów i porażek walczących Palestyńczyków przeżywała z poślizgiem niemożliwą rewolucję libańską. Już w 1958 r. opozycja oparła się na arabizmie naserowskim kontrując opowiedzenie się [maronickiego] reżimu Kamila Szamuna po stronie Zachodu i starając się zapewnić społecznościom muzułmańskim szerszą reprezentację polityczną. W latach siedemdziesiątych w hierarchii wartości arabistycznych poparcie dla sprawy palestyńskiej zastąpiło naseryzm, przy czym lewica pociągnęła za sobą starą sunnicką klasę polityczną - nieraz wahającą się, ale przede wszystkim starającą się nie dopuścić, aby wyrwał jej się z rąk nowy radykalizm ulicy. Stawką ideologiczną, wokół której plasowali się stopniowo aktorzy nadciągającego dramatu libańskiego, było ponowne starcie arabistów i libanistów, ponieważ kwestia arabizmu stanowiła sedno niemożliwego do osiągnięcia konsensu libańskiego."12 Problem w tym, że przywódcy LRN dążyli do rewolucji stroniąc od działań rewolucyjnych i że na dłuższą metę palestyński ruch oporu nie tylko nie był w stanie ożywić nacjonalizmu panarabskiego, ale sam grzązł w jego kryzysie i ulegał jego rozkładowi.


" Ruch Narodowy wszedł w niemożliwy sojusz ze starym kierownictwem sunnickim, rozdartym między wspólnymi z maronicką klasą polityczną interesami a palącymi roszczeniami ulicy muzułmańskiej. Sama lewica nie miała żadnego zastępczego projektu politycznego. Podczas gdy w regionach chrześcijańskich [kierowany przez Falangę] Front Libański zorganizował prawdziwy aparat państwowy, Ruch Narodowy nadal wspierał legalność centralnej władzy państwowej - ostatniego szańca obrony przed rozbiorem kraju. W sektorach, które kontrolował, do 31 lipca 1976 r. czekał z utworzeniem Centralnej Rady Politycznej i zakładaniem komitetów dzielnicowych. Wtedy jednak bardzo daleko idące rozczłonkowanie często niekontrolowanych, a nieraz powiązanych z bandytyzmem milicji sprawiło, że trudne było nawet utrzymanie porządku publicznego." Były to milicje partyjne, często dające priorytet interesom swoich partii (jeśli nie po prostu własnym), a nie zintegrowana i demokratyczna milicja ludowa lub armia rewolucyjna, kontrolowana przez organy władzy ludowej (których nie było) czy przez organizacje masowe lub siłę polityczną kierującą się programem rewolucyjnym. "Poza tym lewica nie doceniła wagi czynników regionalnych - ani Syria, ani Egipt, ani Izrael, ani Stany Zjednoczone, ani nawet ZSRR nie pozwoliłyby, aby w Libanie wzięła górę rewolucja."13


Wiosną 1976 r., po stoczeniu zwycięskich walk z kierowanymi przez Falangę Siłami Libańskimi pod dowództwem Baszira Dżumajjila i armią libańską, sprzymierzone siły LRN-OWP opanowały dwie trzecie obszaru kraju, a układ sił był dla nich tak sprzyjający, że mogły zdobyć władzę państwową. Mogły, gdyby chciały, lecz nie chciały - choć dynamika wojny domowej i presja mas mogła je do tego zmusić. Zdawano sobie z tego sprawę w Damaszku, Tel-Awiwie, Waszyngtonie, Moskwie. W czerwcu do interwencji wojskowej w Libanie przystąpiła Syria - nie po to jednak, aby ułatwić im zdobycie władzy, lecz aby temu zapobiec. Był to kolejny przejaw pogłębiania się ogólnego kryzysu nacjonalizmu panarabskiego - przecież w Syrii rządził krajowy odłam partii Baas, która w swoim historycznym programie miała zapisaną rewolucję panarabską i budowę "jednego socjalistycznego narodu arabskiego". Odkąd jednak w 1970 r. wojskowe skrzydło Baas pod wodzą gen. Hafiza al-Asada przejęło siłą władzę i rozprawiło się ze skrzydłem cywilnym, radykalnie lewicowym, nastawionym pod wodzą Salaha Dżadida na rewolucję panarabską i ciążącym ku marksizmowi, reżim syryjski obawiał się nawet cienia rewolucji w regionie. Sprawująca w Syrii dyktaturę burżuazyjną biurokracja państwowa uznała, że choć rewolucja panarabska legitymizuje jej panowanie w oczach mas, to jednocześnie zagraża jej żywotnym interesom. "Uważam, że większość krajów podziela interes ogólny, jakim jest niedopuszczenie do tego, aby Liban został zradykalizowany", stwierdzał przytomnie ambasador amerykański Dean Brown. "Uważam, że podzielamy ten interes z Syryjczykami, z Izraelczykami, prawdopodobnie ze Związkiem Radzieckim, na pewno z Saudyjczykami i większością tych, których zaliczamy do umiarkowanych państw Bliskiego Wschodu."14 Armia syryjska przyszła na odsiecz śmiertelnie zagrożonemu panowaniu maronitów, ułatwiła prawicy chrześcijańskiej zwycięski szturm na oblężone od pół roku obozy palestyńskie Dżisr al-Basza i Tal az-Zaatar, a wreszcie sama przypuściła szturm na pozycje sił LRN-OWP i wyparła je z terenów chrześcijańskich. Na szczycie w Rijadzie monarchia saudyjska doprowadziła z poparciem USA i za zgodą ZSRR do zakończenia wojny domowej; zadanie "spacyfikowania" powierzono wielonarodowym siłom arabskim, które w ponad 80% składały się z żołnierzy syryjskich. Przywódca LRN Dżumblatt, który nie wybaczył Syrii tej interwencji, został wkrótce zamordowany przez agentów syryjskich.

MOBILIZACJA I RADYKALIZACJA SZYITÓW


Na pierwszych etapach wojny domowej wielu szyitów zaciągnęło się do szeregów LRN, w szczególności popierając komunistów, dla których społeczność szyicka stała się ważną, a nawet główną bazą społeczną - z 15 tysięcy członków Komunistycznej Partii Libanu połowę stanowili szyici. Radykalizacja i mobilizacja w łonie tej społeczności przebiegała jednak dwutorowo - również po linii wyznaniowej. W rezultacie przemian zachodzących w społeczności szyickiej i wstrząsów wywołanych przez wojnę domową tradycyjna postawa alimów szyickich, polegająca na powstrzymywaniu się od udziału w życiu politycznym oraz obsłudze interesów zaimów i stosunków między patronami a klientami, została zakwestionowana w łonie samego duchowieństwa. Wielu mudżtahidów i alimów opowiedziało się za aktywnością polityczną, ale nurt ten rozpadł się na dwa podnurty. Jednemu, umiarkowanemu, przewodził sajjid Musa as-Sadr, a drugiemu, radykalnemu - sajjid Muhammad Husajn Fadlallah. Obaj byli wybitnymi uczonymi w dziedzinie szyickiej doktryny religijnej. Różnie jednak postrzegali sytuację w Libanie i w walce o prawa społeczności szyickiej skłaniali się ku odmiennym strategiom politycznym. Wspólna była dla nich pogarda dla bierności politycznej i konserwatywnej roli społecznej tradycyjnych alimów, podobnie jak ostra była krytyka zaimów za to, że dbali o własne interesy, a nie o interesy swojej społeczności wyznaniowej, i że odwracali się plecami do subproletariackich mas szyickich, pozostawionych na łasce losu w dzielnicach nędzy w Bejrucie. Obaj głosili, że szyici mają obowiązek angażować się i w razie potrzeby walczyć, aby zmienić swój los i otoczenie. As-Sadr miał na uwadze interesy państwa libańskiego i za ramy swojej działalności uważał ramy tego państwa oraz nie wahał się uczestniczyć w instytucjonalnym życiu politycznym. Odcinał się od tych sił, które pozostawały pod wpływem nacjonalizmu panarabskiego i tak czy inaczej hołdowały ideom panarabskiej rewolucji narodowej. Natomiast Fadlallah stał na gruncie "internacjonalizmu islamskiego", interesy państwa libańskiego uważał za obce, a nawet wrogie, podobnie jak idee nacjonalizmu panarabskiego, i odmawiał jakiegokolwiek osobistego udziału w instytucjonalnym życiu politycznym.


W 1974 r. As-Sadr utworzył szyicki populistyczno-reformistyczny Ruch Wydziedziczonych, który następnie, po wybuchu wojny domowej, zorganizował swoje własne milicje zwane Libańskimi Oddziałami Ruchu Oporu, w skrócie Amal (Nadzieja) - taka właśnie nazwa przylgnęła ostatecznie do tego ruchu. W jego szeregach szybko znalazły się dziesiątki tysięcy szyitów. Aspiracją Amalu była poprawa statusu społeczno-politycznego społeczności szyickiej, a także ochrona szyitów na południu przed ogniem armii izraelskiej i coraz bardziej arbitralnym - często uciekającym się do przemocy wobec miejscowej ludności - panowaniem sił zbrojnych OWP w tym regionie. Choć piętnował ignorowanie przez zaimów interesów i potrzeb mas szyickich, obstawał przy alternatywnym, konkurencyjnym wobec komunistów i w ogóle lewicy, dyskursie, który omijał pojęcia wyzysku człowieka przez człowieka i walki klas. Zwracał się do "wydziedziczonych", przy czym w jego dyskursie "wydziedziczona" była cała społeczność szyicka. As-Sadr promował jej integrację ponadklasową i walkę o awans społeczny całej tej społeczności. Szukał dla swojego ruchu oparcia zarówno wśród ubogich i coraz bardziej ubożejących mas szyickich, jak i wśród zamożniejszych i pobożnych szyitów, którzy obawiali się (rzekomo) socjalistycznych i świeckich postulatów lewicy. Był reformistą; mniemał, że położenie społeczności szyickiej może zmienić nowa umowa między głównymi społecznościami wyznaniowymi, która uwzględniałaby rzeczywisty układ sił między nimi oraz zapewniła odzwierciedlającą go redystrybucję i demokratyzację władzy, stabilizującą zarazem państwo libańskie. Choć sympatyzował ze sprawą palestyńską, uważał działalność OWP w Libanie za "czynnik anarchii" destabilizujący państwo, generujący przemoc polityczną i wymagający zdecydowanego ukrócenia.
W końcu lat siedemdziesiątych wśród przywódców duchowych społeczności szyickiej, szczególnie na południu Libanu, gdzie nadal toczyła się wojna izraelsko-palestyńska, doszło do otwartej już polemiki - ktoś określił ją "zawodami w przeciąganiu liny" - między tymi, którzy (tak jak As-Sadr) stawiali na libańską "rację stanu" jako nadrzędną wobec sprawy palestyńskiej, a tymi, którzy kierowali się "internacjonalizmem islamskim". Dla Fadlallaha, który był głównym rzecznikiem tej drugiej orientacji, sytuację w Libanie można było zrozumieć i zmienić tylko na płaszczy?nie międzynarodowej, a problemy południowego Libanu były związane z całą tragedią palestyńską, która z kolei wynikała z dalekosiężnych planów imperializmu wobec całego świata muzułmańskiego. Fadlallah głosił, że państwo syjonistyczne ma naturę uzurpatora i że tak, jak zagarnęło ono ziemie arabskie w 1948 i 1967 r., tak też istnieje gro?ba, że zagrabi południowy Liban i wypędzi stamtąd ludność. Ponadto państwo to i jego powiązania z USA służyły po prostu, zdaniem Fadlallaha, realizacji strategii zmierzającej do uczynienia z całego Bliskiego Wschodu amerykańsko-izraelskiej sfery wpływów, gdyż tego wymagały strategiczne, polityczne i gospodarcze interesy USA. Wreszcie wypędzenia Palestyńczyków - stwierdzał - nigdy, bez względu na okoliczności, nie wolno postrzegać jako prawowitego działania. Jeśli muzułmanie chcą postępować w zgodzie ze swoją wiarą, nie mogą ani na chwilę uznać legalności Izraela - podobnie jak nie mogą uważać, że legalne jest spożywanie alkoholu czy cudzołóstwo. "Wierzymy w wolność człowieka i w walkę o wolność" - tak brzmiało charakterystyczne stwierdzenie wypowiedziane w jednym z jego wielu wystąpień, w których potępiał Izrael. "Taka jest podstawa naszej walki z Izraelem, który naszym zdaniem nie ma żadnego prawa do Palestyny. To, że mieszkał tam czy rządził tą ziemią ponad dwa tysiące lat temu, to żart historyczny czy polityczny. Zagrabił tę ziemie i wypędził z niej mieszkańców. Dlatego mówimy Izraelczykom, aby wynieśli się z Palestyny i powrócili tam, skąd przyszli... Powiedzieliśmy, że nawet gdyby Żydzi stali się muzułmanami, nie mieliby prawa pozostać w Palestynie, ponieważ zagrabili domy i ziemię innych ludzi - a to jest bezprawne. W tej sprawie zupełnie nie chodzi o to, czy są oni Żydami, czy nie. Chodzi jedynie o to, aby ziemia powróciła do prawowitych właścicieli."15 Dlatego walka z Izraelem - czy to prowadzona przez Palestyńczyków, czy przez Libańczyków - ma charakter egzystencjalny i uniwersalny; dotyczy obrony ziemi, ochrony praw jej mieszkańców i odzyskania tego, z czego ich wydziedziczono, a są to sprawy tak wielkiej wagi, że nie można spychać ich na drugi plan czy ignorować gwoli zachowania spokoju i zapewnienia sobie bezpieczeństwa.


Podczas gdy As-Sadr widział w zbrojnych szyitach obrońców swojej społeczności wyznaniowej, dążących do jej równouprawnienia z innymi społecznościami wyznaniowymi, Fadlallah widział w nich mudżahidów (bojowników) światowej społeczności muzułmańskiej we wszechstronnej konfrontacji z tymi, którzy ją uciskają i grabią. Zbieżność z dyskursem ajatollaha Chomejniego jest oczywista - obaj kładli głównie nacisk na prawo narodów do stanowienia o swoim losie w obliczu czegoś, co postrzegali jako agresję imperialistyczną mającą na celu zawładnięcie zasobami Bliskiego Wschodu oraz zniewolenie jego narodów.
Choć Fadlallah postrzegał kwestię libańską i palestyńską jako jedną i tę samą, nie żywił większych złudzeń ani co do skuteczności wojny partyzanckiej Palestyńczyków na południu Libanu, ani co do szans naserowskiego (czy baasistowskiego) nacjonalizmu panarabskiego. Choć bowiem aprobował nieodłączny od nacjonalizmu apel o jedność świata arabskiego, dostrzegał jego niezdolność do mobilizacji mas i wyzwolenia Palestyny. Islam dysponuje inną siłą - zapewniał, podobnie jak inni aktywiści szyiccy odrzucając tradycyjną postawę establishmentu szyickiego. Poprzednicy mogli stosować takiję jako sposób na przeżycie w trudnych czasach, ale to nie mogło pozostać permanentnym wyjściem. Nieobecność mahdiego nie oznacza, że należy rezygnować z działalności politycznej; religii nie należy zamykać w meczetach, z dala od samego życia. Islam wskazuje drogę tym, którzy pragną przeciwstawić się historycznej niesprawiedliwości, stworzonej przez ludzi ulegających własnej pazerności. Szyici jako ludzie wierzący powinni szukać siły w islamie, dokonując zmian na miejscu, wokół siebie. Islam usankcjonuje męczeństwo i poświęcenie i sprawi, że ludzie pobożni podejmą to, co Fadlallah nazywał "rebelią przeciwko lękowi", stawiając za przykład postawę zajętą przez imama Husajna podczas bitwy pod Karbalą. Rocznicy tej bitwy - dniu Aszury - nadawał takie oto symboliczne znaczenie: "Niechaj Aszura stanie się hasłem tego stulecia, prawdziwym wyrazem ruchu, który rodzi się w łonie naszego narodu po to, aby zmienić naszą rzeczywistość w imię lepszej przyszłości. Aszura obdarza nas celem, zamysłem i wiedzą o tym, jak sprostać wyzwaniom. Tego dnia człowiek czuje, że idee to nie tylko coś, o czym się czyta, to nie tylko filozofia, ale siły, które stymulują nas do działania, nakazy motywujące nas do stawienia czoła realiom po to, aby je zmienić, ukształtować na nowo zgodnie z naszymi najlepszymi umiejętnościami... Mamy ogromną potrzebę mentalności Aszury, aby przy jej pomocy stworzyć nowego człowieka, który będzie świadomy swojej roli i gotowy do działania, ponieważ wiemy, że Allah pomaga tylko tym, którzy sami sobie pomagają. To na człowieku spoczywa obowiązek wykazania się inicjatywą."16
W ciągu lat siedemdziesiątych mogło wydawać się, że Fadlallah nie ma szans w rywalizacji z As-Sadrem o rząd dusz i kierunek mobilizacji społeczności szyickiej - jego dyskurs nie przyciągał mas. Tymczasem po śmierci As-Sadra (zniknął w tajemniczych okolicznościach w 1978 r. podczas pobytu w Libii) kierownictwo Amalu najpierw wzięło kurs na poparcie dla właśnie zwycięskiej "rewolucji islamskiej" w Iranie, ale wkrótce przeszło w ręce elementów świeckich pod wodzą Nabiha Berri, który z biegiem czasu związał się z reżimem syryjskim i jego okupującymi wschodni i północny Liban wojskami. Zraziło to do Amalu i wyobcowało z niego wielu ludzi kierujących się uczuciami religijnymi, pragnących iść w ślady "rewolucji islamskiej" i uważających Chomejniego za swojego przewodnika duchowego. Gdy ten postanowił czynnie ich poprzeć, aby szerzyć "rewolucję islamską" w skali międzynarodowej, a Liban padł ofiarą zmasowanej inwazji armii izraelskiej, która pobiła palestyński ruch oporu i sprzymierzone z nim libańskie siły nacjonalistów panarabskich i komunistów, nadszedł czas sprzyjający takim jak Fadlallah rzecznikom radykalnego islamu politycznego.

NAJAZD IZRAELSKI


Pod koniec lat sześćdziesiątych i w latach następnych dochodziło do punktowych ataków armii izraelskiej na wojska partyzanckie OWP w południowym Libanie. Od połowy lat siedemdziesiątych wokół strefy granicznej Izrael tworzył i finansował milicję kolaborantów libańskich - Armię Libanu Południowego (ALP). Pod koniec lat siedemdziesiątych wzrosła skala i intensywność zaangażowania Izraela w Libanie. W 1978 r. państwo żydowskie po raz pierwszy najechało Liban. Zmiana polityki izraelskiej miała teraz na celu położenie kresu działalności i obecności sił OWP na południu Libanu. Pod silną presją protestów międzynarodowych, w tym rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, armia izraelska musiała jednak wycofać się do samozwańczej "strefy bezpieczeństwa" kontrolowanej przez ALP. Nie na długo - na początku czerwca 1982 r., w sześć tygodni po opuszczeniu Synaju na mocy zawartego z Egiptem traktatu pokojowego, Izrael najechał Liban na wielką skalę. Teraz nie chodziło już tylko o zmiażdżenie OWP, ale o wyrugowanie raz na zawsze całej politycznej i wojskowej infrastruktury palestyńskiego ruchu oporu i jego sojuszników na terytorium Libanu. Plany izraelskie były dalekosiężne - chodziło o stworzenie warunków do "ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej". Tak określał to bez ogródek izraelski minister obrony, gen. Ariel Szaron. Po drugie, chodziło o doprowadzenie do końca wojny domowej w tym kraju i przywrócenie hegemonii politycznej maronitom. Władze w Tel-Awiwie liczyły, że zdominowany przez prawicę maronicką rząd libański, politycznie, wojskowo i gospodarczo zależny od państwa żydowskiego, podpisze z nim wszechstronny traktat pokojowy. Na nowego prezydenta Libanu upatrzyły sobie przywódcę maronickiej Falangi, Baszira Dżumajjila. Wybrali go posłowie zwiezieni pod kontrolą armii izraelskiej.
Rządy państw arabskich odmówiły wszelkiej konkretnej pomocy walczącym Palestyńczykom, którzy skupili się głównie w Bejrucie Zachodnim i stawiali tam armii izraelskiej zbrojny opór u boku bojowników byłego LRN. Poparły one plan amerykańskiego "mediatora" Philipa Habiba, który przewidywał opuszczenie kraju przez fedainów palestyńskich i całą OWP w zamian za zapewnienie ochrony cywilnej ludności palestyńskiej, skupionej na południowych peryferiach Bejrutu Zachodniego, w obozach Sabra i Szatila, przez siły wielonarodowe złożone z żołnierzy amerykańskich, francuskich i włoskich. Rządy te usankcjonowały w ten sposób rozbrojenie narodu palestyńskiego i sprzymierzonych z nim sił libańskich. Tej otwartej zdradzie, jakiej wobec narodu palestyńskiego dopuściła się burżuazja krajów arabskich, towarzyszyła - jak można było się tego spodziewać - bezczynność radzieckiej biurokracji państwowej. Nie stroniąc od cynizmu oświadczyła ona, że nie zamierza "być bardziej arabska niż sami Arabowie". Radzieckie poparcie dla OWP zawsze było podporządkowane sprawie zachowania sojuszów dyplomatycznych na Bliskim Wschodzie, nieodzownych do ochrony interesów państwowych ZSRR, tj. interesów panującej w tym państwie kasty biurokratycznej. Ponieważ Syria była ostatnim sojusznikiem Kremla w tym regionie, ochrona reżimu Hafiza al-Asada, ubabranego we krwi palestyńskiego i libańskiego ruchu narodowego, stanowiła granicę, za którą Kreml nie miał zamiaru się posuwać.


Na plan Habiba przystało kierownictwo OWP. Mimo siedemdziesięciodwudniowego oblężenia Bejrutu Zachodniego przez armię izraelską, obrócenia przez nią miasta w ruinę (tylko 1 sierpnia spadło na nie 180 tysięcy pocisków artyleryjskich), blokady żywnościowej, odcięcia dostaw wody i prądu, 18 tysięcy zabitych i 40 tysięcy rannych wśród oblężonej ludności i bojowników, dalsza obrona była możliwa. Innymi słowy, istniała alternatywa wobec planu Habiba. Wymagała ona jednak gruntownej przebudowy ruchu oporu: zjednoczenia i centralizacji wszystkich jednostek bojowych, podległych dotychczas rozmaitym partiom, w ramach jednolitej siły zbrojnej, wprowadzenia w niej demokracji żołnierskiej, demokratycznego wyboru w poszczególnych jednostkach delegatów do centralnej rady delegatów jednostek bojowych, powołania przez tę radę - kontrolowanego przez nią - dowództwa, powołania terenowych rad delegatów ludności cywilnej i zorganizowania przez nie całokształtu cywilnego ruchu oporu, przejęcia przez jedne i drugie rady całej władzy w Bejrucie Zachodnim oraz sprawowania jej w zbiorowym interesie mas mieszkańców i bojowników itd. Jedyny możliwy do realizacji program walki w obronie Bejrutu Zachodniego musiałby więc być programem zrewolucjonizowania wojskowego i cywilnego ruchu oporu. Ani przywódcy OWP, ani ich komunistyczni i nacjonalistyczni sojusznicy libańscy nie mogli jednak przyjąć takiego programu, ponieważ tak jak podczas wojny domowej 1975-1976 r., zdecydowanie stronili od rewolucji oraz musieliby zerwać swoje sojusze międzynarodowe z burżuazyjnymi reżimami arabskimi i z biurokratycznym reżimem radzieckim. O takim zerwaniu przez nich nie mogło być mowy nawet wtedy, gdy reżimy te pozostawiły palestyński i libański ruch narodowy na łasce losu.


1 września 1982 r. 16 tysięcy bojowników OWP z Jaserem Arafatem na czele, którym pozwolono zabrać ze sobą tylko broń lekką, odpłynęło z Bejrutu do Tunezji, Algierii i Jemenu, a 4500 innych fedainów palestyńskich, podległych władzom syryjskim, wyjechało do okupowanej przez Syrię doliny Bekaa. 10 września, wbrew gwarancjom udzielonym kierownictwu OWP, amerykańsko-francusko-włoskie siły wielonarodowe zaniechały ochrony cywilnej ludności palestyńskiej. 14 września Baszir Dżumajjil, falangista będący od trzech tygodni prezydentem-elektem Libanu, wyleciał wraz ze swoim sześćdziesięcioosobowym sztabem w powietrze - była to zapewne robota syryjskich służb specjalnych. Jego śmierć stała się pretekstem do zajęcia przez armię izraelską Bejrutu Zachodniego, co plan Habiba wykluczał, oraz wspólnej z kontrolowanymi przez Falangę chrześcijańskimi Siłami Libańskimi pod dowództwem Eliego Hobejki i kolaborantami z Armii Libanu Południowego dowodzonej przez majora Saada Haddada rzezi palestyńskiej ludności cywilnej w Sabrze i Szatili. Tak oto zaledwie w parę tygodni okazało się, że cała rzekoma mediacja amerykańska i wszystkie rzekome gwarancje udzielone Arafatowi przez prezydentów Reagana, Mitterranda i Pertiniego służyły podstępnemu wyprowadzeniu fedainów palestyńskich z Libanu, rozbrojeniu arabskich nacjonalistów i lewicy oraz oddaniu Bejrutu Zachodniego i uchod?ców palestyńskich pod nóż zbrodniczego przymierza armii izraelskiej i prawicy libańskiej. Jak zwykle, mocarstwa imperialistyczne wykonały brudną robotę na rzecz brudnej wojny państwa Izrael - swojego żandarma na Bliskim Wschodzie.


Lecz to wszystko świadczyło również o degrengoladzie politycznej kierownictw OWP i byłego LRN - stanowiło kolejny gwó?d? do trumny tradycyjnego nacjonalizmu panarabskiego i tradycyjnego ruchu komunistycznego w Libanie i w ogóle w świecie arabsko-muzułmańskim. Oba te ruchy przeżywały ostateczny, nieodwracalny schyłek. Sytuacja była niesłychanie paradoksalna, bo dokładnie w tej samej chwili, na innym odcinku, rewolucja arabska stanęła w obliczu wielkiej szansy. Oto po raz pierwszy w dziejach Izraela zarysował się rozłam między burżuazją syjonistyczną a poważną częścią mas żydowskich, którym wreszcie zaczęły otwierać się oczy - kolonialna, rasistowska i ludobójcza natura państwa syjonistycznego nawet im rzucała się teraz w oczy. Wieść o masakrach w Szatili i Sabrze dosłownie wstrząsnęła izraelską opinią publiczną - tym bardziej, że już marsz wojsk izraelskich na Bejrut i popełniane przez nie zbrodnie wywołały w Izraelu protesty najbardziej demokratycznych środowisk społecznych, a nawet części żołnierzy. W ciągu zaledwie kilku dni ruch pokojowy przybrał w Izraelu ogromne rozmiary. Setki tysięcy Izraelczyków wyszły na ulice oskarżając premiera Menahema Begina i gen. Szarona o zbrodnie wojenne oraz żądając dymisji rządu i wycofania wojsk izraelskich z Libanu. Nie było komu zdyskontować tej niezwykłej koniunktury politycznej. Mimo straszliwej klęski palestyńskiego i libańskiego ruchu narodowego, w Libanie część mas muzułmańskich nadal była gotowa do zdecydowanej walki z okupantem izraelskim, a nawet szerzyły się wśród nich coraz bardziej bojowe nastroje - w szczególności świadczyła o tym narastająca radykalizacja i mobilizacja mas szyickich. Dowodziła ona niezbicie, że obrona Bejrutu Zachodniego była możliwa i że przyjęcie planu Habiba było aktem zdrady kierownictw OWP i byłego LRN wobec mas. Ta radykalizacja i mobilizacja nie mogła już przynieść korzyści politycznych ani panarabskim nurtom nacjonalistycznym, ani nawet ruchowi komunistycznemu, który ogromnie zawiódł szyitów. Na ogół ci szyici, którzy dotychczas udzielali poparcia komunistom, czynili to z powodu ich radykalnego programu. Z biegiem czasu przekonali się jednak, że program to jedno, a rzeczywista polityka to drugie - że z partią komunistyczną nie można wiązać nadziei ani na poprawę położenia najuboższych, najbardziej uciskanych i wyzyskiwanych mas, wśród których potężny kontyngent stanowili szyici, ani na poprawę położenia społeczności szyickiej jako takiej - jako najbardziej uciskanej i dyskryminowanej społeczności wyznaniowej. Wielu szyitów, którzy walczyli w szeregach milicji komunistycznych i w ogóle w siłach zbrojnych LRN, miało nieodparte poczucie, że służyli za mięso armatnie. Teraz radykalizację i mobilizację mas w tej społeczności mogła zdyskontować tylko inna, nowa, bojowo nastawiona i radykalna siła. Był nią radykalny islam polityczny.

NARODZINY ISLAMSKIEGO RUCHU OPORU


Na przeszkodzie izraelskiej satelizacji Libanu stały wojska syryjskie. Choć Syria uważała Izrael, okupujący od 1967 r. Wzgórza Golan, za swojego wroga numer jeden, syryjska interwencja wojskowa w 1976 r. była na rękę Izraelowi. Ceną, jaka przyszło mu za to zapłacić, było znalezienie się Libanu w syryjskiej strefie wpływów. Przez kilka lat gra była warta świeczki, bo za sprawą interwencji syryjskiej rewolucja palestyńska po raz drugi straciła możliwość uzyskania dostępu do władzy państwowej - po raz pierwszy utraciła taką możliwość podczas "czarnego września" 1970 r. w Jordanii - i nie mogła uczynić z jednego z państw ościennych odpowiednika Wietnamu Północnego w wojnie wyzwoleńczej narodu wietnamskiego. Teraz, gdy OWP została pokonana i musiała ewakuować swoje wojska i instytucje polityczne z Libanu, chodziło o to, aby państwo to przeszło spod kurateli syryjskiej pod kuratelę izraelską. Dla Syrii byłoby to ciężkim ciosem. W sukurs przyszedł Iran, gdzie sprawujący władzę radykalny islam polityczny uważał Izrael za śmiertelnego wroga. Polityka Chomejniego była nastawiona na czynne stymulowanie międzynarodowej ekspansji "rewolucji islamskiej", która pokazała, "czego w obliczu ucisku i niesprawiedliwości może dokonać pobożny, dobrze zorganizowany i powodowany silnymi motywacjami ruch muzułmański"17. Libańska społeczność szyicka była trzecią co do wielkości po irańskiej i irackiej. Dla szerzenia "rewolucji islamskiej" miała więc wielkie znaczenie.
Podczas gdy dla wielu szyitów należących do Amalu doświadczenie irańskie było tylko ?ródłem inspiracji, bardziej religijne elementy w łonie tego ruchu dopatrywały się w nim głębokiej idei i strategicznego drogowskazu. Ostatecznie rozejście się umiarkowanych elementów świeckich i radykalnych elementów religijnych, które dotychczas współistniały ze sobą w Amalu, sprowokowała decyzja przywódcy tego ruchu, Nabiha Berriego, o przystąpieniu do Komitetu Ocalenia Narodowego - ciała politycznego utworzonego przez prezydenta Libanu Iljasa Sarkisa w pierwszej fazie najazdu izraelskiego 1982 r. W skład komitetu wchodzili przedstawiciele elit politycznych kraju, a w szczególności Baszir Dżumajjil, postrzegany jako "człowiek Izraela" w Libanie i słusznie oskarżany o to, że ma swój udział w inwazji. W okresie poprzedzającym inwazję izraelską Amal, sprzymierzony z Syrią i wysługujący się jej władzom, zbrojnie zwalczał OWP. Radykałowie zareagowali na krok Berriego napiętnowaniem przywódców Amalu jako "sprzedawczyków" i opuścili jego szeregi.


Reżim syryjski od lat stawiał w Libanie na "prokurentów" werbowanych w łonie OWP i LRN, wykorzystywał w takim charakterze Amal, szukał ich (i z biegiem czasu znalazł) nawet na prawicy maronickiej. Liban miał znajdować się pod kuratelą Syrii, ale w obliczu gro?by przejęcia kurateli nad krajem przez Izrael, władze w Damaszku poszły na rękę Iranowi, w którym znalazły sojusznika. Zgodziły się, aby z Iranu przerzucono do kontrolowanej przez wojska syryjskie, a zarazem stanowiącej skupisko szyitów, części doliny Bekaa, kontyngent Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej. Miał oni zaszczepić ideę, ducha i energię pierwszej zwycięskiej "rewolucji islamskiej" sercom i umysłom tych szyitów libańskich, którzy nie chcieli pogodzić się z przystosowawczą postawą Amalu. "Internacjonalistyczny" dyskurs radykalnego szyickiego islamu politycznego, głoszony przez sajjida Fadlallaha, nie tylko padał teraz na podatny grunt, ale cieszył się legitymizacją ze strony najwyższego autorytetu wszystkich pobożnych szyitów - ajatollaha rezydującego w świętym mieście irańskim Kum.
Wojska izraelskie wycofały się z Bejrutu, gdy wyszła na jaw ich zbrodnicza rola w masakrach w Szatili i Sabrze, a wieść o tym obiegła świat i sam Izrael. Na miejsce zabitego prezydenta parlament wybrał bardzo dużą większością głosów jego brata, Amina Dżumajjila, tylko że układ sił w parlamencie nie odzwierciedlał układu sił w społeczeństwie. Ten, który wykazał spis z 1932 r. i który posłużył za podstawę dystrybucji władzy w Pakcie Narodowym, należał już do zamierzchłej przeszłości. W 1983 r. oceniano, że w Libanie jest 1,95 miliona muzułmanów i 1,15 miliona chrześcijan. Państwo libańskie było bardzo słabe; celem udzielenia pomocy reżimowi i przywrócenia mu władzy w kraju wielkie mocarstwa zachodnie wysłały do Bejrutu Siły Wielonarodowe złożone z żołnierzy amerykańskich, francuskich i włoskich.


Reżim Amina Dżumajjila nie szukał porozumienia ze społecznościami muzułmańskimi, lecz starał się je zmiażdżyć. Rozbrajał tylko milicje muzułmańskie i lewicowe w Bejrucie Zachodnim, natomiast w ogóle nie kazał armii wkroczyć do wschodniej, opanowanej przez prawicę chrześcijańską, części miasta. Arbitralnie aresztował wielką liczbę - głównie muzułmańskich - obywateli i wspierał milicje Falangi, które usiłowały zdobyć kontrolowane przez społeczność druzów góry Szuf we wschodnim Libanie. Reżim ten i jego armia regularna byli masowo postrzegani jako jeszcze jedna milicja w toczącej się nadal wojnie domowej.


Nowy prezydent Libanu przeliczył się zupełnie co do szyitów. Po pierwsze, silny poparciem imperializmu amerykańskiego i mocarstw zachodnich, rozwinął stosunki z tradycyjną elitą społeczności szyickiej, ignorując nowe siły polityczne, w tym Amal. Po drugie, mocno uderzył w społeczność szyicką rozkazując armii libańskiej zburzenie nielegalnie zbudowanych bidonvilles na przedmieściach stolicy i przepędzając mieszkańców - w większości szyitów. Po trzecie, zaaprobował traktat z Izraelem - tzw. Porozumienie z 17 Maja 1983 r. - zawarty w wyniku mediacji Amerykanów, a w oczach stronnictw odmowy uchodzący za kolejny dowód na to, że państwo libańskie jest satelitą przymierza amerykańsko-izraelskiego. Sajjid Fadlallah podkreślał pó?niej, że Siły Wielonarodowe nie przebywały w kraju z żadną misją pokojową. "Były postrzegane przez lud jako parasol chroniący reżim, chroniący Izrael, a nie lud."18 Stały się po prostu - podobnie jak armia rządowa - kolejną milicją w wojnie domowej, a do jej zakończenia czy choćby wygaśnięcia było daleko. Niespodziewane, a jednocześnie niesłychanie mordercze uderzenia nowej siły polityczno-wojskowej - islamskiego ruchu oporu, mającego oparcie w społeczności szyickiej, spadły na nie i stojące za nimi mocarstwa imperialistyczne jak grom z jasnego nieba.


W Baalbeku w dolinie Bekaa irańscy bojownicy Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej dali z siebie wszystko, aby wykonać zadanie powierzone im przez Chomejniego. Sajjid Abbas Musawi, pó?niejszy sekretarz generalny Hezbollahu (zamordowany przez armię izraelską w 1992 r.), przeszedł w 1982 r. przez obóz szkoleniowy, który prowadzili. Tam, jak opowiadał, nauczyli go i wielu młodych szyitów imperatywu poświęcenia i męczeństwa, toteż już wkrótce niektórzy z nich z ochotą jechali na śmierć ciężarówkami wypełnionymi materiałem wybuchowym. W lutym 1979 r., podczas rewolucji w Iranie, obserwatorzy byli zdumieni zachowaniem mas - rzesze pobożnych szyitów, które gołymi rękami biły się na ulicach z wojskiem, gotowe były pójść na śmierć i szły na nią z zapałem. Z ust marksistów można często usłyszeć opinię - w tym numerze Rewolucji daje mu wyraz Gilbert Achcar - że do czegoś takiego zdolne są tylko ruchy mistyczne. Mają oni zapewne rację, ale w wojnach i innych ostrych konfliktach, także w rewolucjach, na większą czy mniejszą skalę często występują zachowania indywidualne i zbiorowe, polegające na woluntarystyczym przekraczaniu granicy między życiem a śmiercią, choć strony walczące, po których zachowania te występują, w żadnej mierze nie zaliczają się do ruchów mistycznych. Za takimi zachowaniami stoi - a raczej stanowi ich napęd - motywacja ideowa osiągająca wymiar mistyczny, który wcale nie jest właściwy jedynie ruchom mistycznym. W toku szczególnie zaciętych i decydujących walk klasowych wymiar ten nieraz osiągają motywacje bojowników rewolucyjnych, choć hołdują oni materialistycznemu poglądowi na świat. Wiadomo, jak ważne dla przebiegu walk klasowych, a także dla historycznej roli narracji o nich, są zachowania zbiorowe polegające na czynach bohaterskich popełnianych z pogardą dla śmierci, Ten, kto miał do czynienia z nurtami rewolucyjnymi wywodzącymi się z drobnomieszczańskich ruchów nacjonalistycznych czy populistycznych w krajach kolonialnych i zależnych, wie, że nawet wtedy, gdy przyjmują one program marksistowski, w ich dyskursach nieraz obecny jest tak bardzo wymowny termin, jak "mistyka walki rewolucyjnej". Nie oznacza to jednak, że uzasadnione byłoby rozmywanie takiej osobliwości radykalnego islamu politycznego, jak uprawiany przezeń z niebywałą intensywnością i przekuwany w czyn kult poświęcenia i męczeństwa. To, że jego światopogląd jest nie tylko skrajnie idealistyczny i zgoła woluntarystyczny, ale również mistyczny, sprzyja temu niesłychanie. Radykalny islam polityczny wtargnął na scenę antyizraelskiego ruchu oporu od razu ustawiając o wiele wyżej, niż to było w przymierzu OWP-LRN, poprzeczkę czynu bohaterskiego. Błędem byłoby nie doceniać politycznej skuteczności demonstracji woli "męczeństwa", dokonanej przez mudżahidów islamskiego ruchu oporu.
Małe komórki wojskowe tego nowego ruchu oporu miały zasiać w sercach wroga lęk, jakiego nigdy nie udało się w nich posiać palestyńskiemu ruchowi oporu. Jeśli miały być zwycięskie, same musiały być nieulękłe. Tak też się stało. Dysponując bez porównania słabszą niż armia izraelska i Siły Wielonarodowe siłą ognia, nie nastawiały się na wojnę konwencjonalną, lecz stawiały na islam i szyickie dążenie do męczeństwa i poświęcenia. "Byliśmy młodym ruchem, który pragnął stawić opór legendarnej armii", wspominał pó?niej sajjid Hassan Nasrallah. "Taki kurs wymagał ludzi specjalnego pokroju, którzy nie martwiliby się o to, że niszczy się ich domy lub że są głodni, spragnieni i ranni. Potrzeba było ludzi ożywianych duchem dżihadu, gotowych do poświęcenia samych siebie, potrafiących bez końca dawać z siebie wszystko. Jedyna nazwa, na jaką zasługuje takie ugrupowanie, zrodzone z takich motywacji i ożywiane takim duchem, ugrupowanie, które oddało się do dyspozycji Boga Wszechmogącego i które stawiając opór wrogom, mimo ogromnej nierównowagi sił pod względem wojskowym, decyduje się na samomęczeństwo, to Hezbollah - Partia Boga."19
18 kwietnia 1983 r. prowadzony przez islamskiego szahida (męczennika) i wypełniony materiałem wybuchowym samochód ciężarowy zaatakował ambasadę amerykańską w Bejrucie, powodując śmierć 63 osób, w większości wyższych operatorów Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). 16 pa?dziernika tego samego roku również prowadzona przez islamskiego szahida i wypełniona materiałem wybuchowym ciężarówka zaatakowała kwaterę piechoty morskiej USA na lotnisku międzynarodowym w Bejrucie, powodując śmierć 241 żołnierzy amerykańskich. W parę minut pó?niej w innej części miasta - w Bir Hassan - doszło do podobnego ataku na kwaterę wojsk francuskich, w którym zginęło 59 spadochroniarzy. Tego samego dnia w Tyrze, nadmorskim mieście na południu Libanu, kolejna prowadzona przez szahida ciężarówka obróciła w perzynę kwaterę wojsk izraelskich powodując śmierć 29 żołnierzy; wraz z nimi zginęło 32 więzionych tam Libańczyków i Palestyńczyków. Akcje te przeprowadził Dżihad Islamski. Uchodził on wówczas i w następnych latach za odrębną organizację, choć podobnie jak tworzący się w tym czasie Hezbollah, był szyicką organizacją polityczno-religijną i miał ściśłe powiązania z irańską "rewolucją islamską". Lecz prof. Nizar Hamza twierdzi, że od początku był to stworzony przez Hezbollah bli?niak Islamskiego Ruchu Oporu i obok niego stanowił drugi człon organizacji bojowej Hezbollahu.


Następnie bliżej niezidentyfikowane grupy występujące pod takimi nazwami, jak Organizacja Sprawiedliwości Rewolucyjnej czy Organizacja Wyklętego Ludu Ziemi, zaczęły uprowadzać w charakterze zakładników obywateli mocarstw zachodnich, w szczególności Amerykanów. Był wśród nich William Buckley, kierownik placówki CIA w Bejrucie. W zamian za jego uwolnienie porywacze żądali uwolnienia 17 szyitów skazanych w Kuwejcie za zamachy bombowe na ambasady USA i Francji. Dwaj szyici libańscy powali samolot TWA lecący z Aten do Rzymu ze 153 pasażerami na pokładzie i zatrzymali 42 Amerykanów jako zakładników, żądając uwolnienia 766 wię?niów libańskich z więzień w Izraelu - wypuścili zakładników po dwóch tygodniach. Akcje te miały zapobiec zaangażowaniu wojskowemu USA w pierwszej, irańsko-irackiej, wojnie w Zatoce po stronie irackiej oraz dalszej interwencji wojskowej mocarstw zachodnich po stronie maronickiej w Libanie, wymusić na władzach USA, aby kontynuowały - jak czyniły to za monarchii - dostawy broni i sprzętu wojskowego dla Iranu, wymusić na Francji wywiązanie się z potajemnych zobowiązań wobec Iranu, m.in. w sprawach nuklearnych, doprowadzić do uwolnienia Palestyńczyków i Libańczyków więzionych bez sądu w Izraelu od czasu najazdu na Liban. Przywódcy Hezbollahu odcinali się od tych akcji, ale je usprawiedliwiali. "Narody uciskane nie posiadają technologii i środków zniszczenia, jakimi dysponuje Ameryka i Europa. Muszą więc walczyć stosując swoje własne środki", mówił Fadlallah wyjaśniając stanowisko Hezbollahu w tej sprawie. "Uważamy to za legalną z religijnego punktu widzenia wojnę z mocarstwami imperialistycznymi, które panują nad światem."20 Zdaniem władz brytyjskich, wspomniane grupy stanowiły względnie samodzielne odgałęzienie Hezbollahu i wchodziły w skład jego "zewnętrznej organizacji bezpieczeństwa". Prawdopodobnie działały na stykach Herzbollahu z irańskimi służbami specjalnymi i były przez nie kontrolowane lub co najmniej inspirowane.


Nie był to jednak główny front. Coraz aktywniejszy ruch oporu skupiał swoją działalność głównie na walce z okupantami izraelskimi, przy czym wkrótce okazał się agresywniejszy, skłonniejszy do poświęcenia i bardziej zdeterminowany niż ten, który Izrael poznał dotychczas, w toku walk z fedainami palestyńskimi. Obejmował on szeroki wachlarz sił politycznych i wyznaniowych, w tym OWP oraz Front Libańskiego Narodowego Ruchu Oporu założony we wrześniu 1982 r., tuż po upadku Bejrutu Zachodniego, m.in. przez Libańską Partię Komunistyczną i Organizację Akcji Komunistycznej w Libanie, ale "miał bezspornie południowolibański i szyicki charakter"21. Innymi słowy, w dużej mierze był on wynikiem mobilizacji społeczności szyickiej na południu kraju.
Latem 2000 r., tuż po zwycięstwie Islamkiego Ruchu Oporu nad okupantem, komendant partyzancki hadżdż Dżawad wspominał: "W 1978 r., gdy miałem dwanaście lat, Izraelczycy zaatakowali moją wieś na południu i straciłem kilku członków rodziny. To było moje pierwsze doświadczenie z niesprawiedliwością - niesprawiedliwością, z którą chciałem walczyć. W 1982 r., po naje?dzie izraelskim, wraz z grupą ośmiu młodych mężczyzn z mojej wsi postanowiliśmy stawić opór okupacji. To były czasy, w których ugrupowania palestyńskie i takie partie lewicowe, jak Syryjska Partia Społeczno-Nacjonalistyczna i Partia Komunistyczna, zaczynały się wycofywać. Pamiętam, jak wraz z przyjaciółmi nawiązaliśmy kontakt z tymi partiami i poprosiliśmy, aby dały nam broń, bo to pozwoliłoby nam walczyć z Izraelczykami. Wtedy spotkaliśmy [irańskich] gwardzistów rewolucyjnych i przyłączyliśmy się do nich. Zaczęliśmy prowadzić operacje ruchu oporu posługując się bronią pozostawioną przez partie lewicowe; walczyliśmy jak dzieci - brakowało nam doświadczenia, które uzyskaliśmy, gdy wstąpiliśmy do Hezbollahu."22


Tu każdy pamiętał, jak wypędzono Palestyńczyków z ziemi ojczystej, gdy powstało państwo Izrael. Szyici libańscy nauczyli się od Palestyńczyków, że jedynym sposobem, aby zapobiec zagarnięciu ich ziemi przez Izraelczyków, jest walka - twardy, nieugięty opór. Egzystencjalny charakter zagrożenia ze strony Izraela, podnoszony w swoim czasie przez sajjida Fadlallaha i jego nurt, teraz był postrzegany przez szerokie rzesze miejscowej ludności jako rzeczywistość. Amal starał się pacyfikować nastroje mas szyickich, choć jego komendanci odmawiali sformalizowania związków z Izraelczykami. Gdy jednak pod koniec 1983 r. rozgorzała na południu wojna partyzancka, nawet ten ruch wystąpił przeciwko armii izraelskiej.


Izraelsko-libańskie Porozumienie z 17 Maja nie weszło w życie. Siły Wielonarodowe, znajdujące się w Bejrucie pod nieustannym ostrzałem, ponoszące coraz większe straty i borykające się z coraz większymi trudnościami, w lutym 1984 r. wzięły nogi za pas pozostawiając za sobą kraj w kłębach dymu i rząd libański w ciężkich tarapatach. Izraelczycy na próżno szukali partnerów, z którymi mogliby dojść do porozumienia w sprawie ustanowienia systemu bezpieczeństwa na południu kraju i uniemożliwić Palestyńczykom ponowne zainstalowanie się w strefie przygranicznej. W kwietniu 1985 r. nękana przez ruch oporu armia izraelska doprowadziła do końca ewakuację terytorium libańskiego, które podbiła podczas inwazji 1982 r., ale którego nie była w stanie kontrolować. Izrael zatrzymał swoje wojska nie opodal granicy libańsko-izraelskiej i odtworzył w tym rejonie dawną "strefę bezpieczeństwa" pod swoją faktyczną kontrolą, w czym dopomogli mu kolaboranci z Armii Libanu Południowego, którzy na ogół "byli wyrzutkami społecznymi i bandytami od lat terroryzującymi południe"23. Strefa ta, o powierzchni 1100 km2 (10% terytorium kraju), ciągnęła się po stronie libańskiej wzdłuż granicy na długości 79 km i na szerokości od 7 do 17 km. W oczach bojowo nastawionych środowisk szyickich ewakuacja armii izraelskiej oznaczała, że Izrael został pobity i upokorzony. Przez dziesięciolecia było odwrotnie - to Izrael postrzegano jako niepokonaną i miażdżącą machinę wojenną, a świat arabski jako nieustannego nieudacznika. Teraz ruch oporu zadał armii izraelskiej na południu ciężki cios psychologiczny. W czasie jej ewakuacji pewien przywódca szyicki powiedział: "Izraelczycy byli znani ze swoich ciosów wywiadowczych - pod nosem Francuzów wykradli kanonierki z Cherbourga, porwali Adolfa Eichmanna, w Entebbe uwolnili pasażerów uprowadzonego samolotu, wykradli radar Egipcjanom. Tu jednak ponieśli fiasko. Unicestwiliśmy mit, że Izrael jest czwartą światową potęgą wojskową. Uczyniliśmy to sami - nikt nam nie płacił za to, jak Palestyńczykom, ani nie mieliśmy pomocy ze strony państw arabskich. W całym świecie arabskim nikt tak nie stawiał oporu, jak my."24

TOŻSAMOŚĆ SUBPROLETARIATU SZYICKIEGO


Prof. Fuad Adżami, pisząc o miejskiej bazie społecznej i o działaczach Hezbollahu - o wywodzącym się ze wsi subproletariacie szyickim, który osiedlił się w południowej części Bejrutu, za otaczającymi go wydmami, oraz o duchownych trybunach i komendantach milicji "islamu rewolucyjnego" - przytacza zdanie pewnego socjologa libańskiego, że byli to "synowie bez ojców", a więc ludzie społecznie i kulturowo wykorzenieni. Gdy pół wieku wcześniej ojcowie pó?niejszych bojowników i zwolenników Hezbollahu "rozpoczęli swą ostrożną migrację do miast, zmarłych szyitów przewożono do rodzinnych wiosek, aby tam ich pochować, w miastach bowiem nie było szyickich cmentarzy. Nie było również szyickich meczetów." Ze swoich bidonvilles za wydmami przejmowali leżący po wojnie domowej i oblężeniu izraelskim w ruinach Bejrut Zachodni. W przeszłości "ta część miasta - siedziba Uniwersytetu Amerykańskiego, zachodnich ambasad i hoteli z widokiem na morze - stała się siedliskiem specyficznej kultury miejskiej i wrażliwości politycznej, która wraz z nią się pojawiła: nacjonalizmu arabskiego z charakterystyczną dla niego mieszaniną zachodniego blichtru i antyzachodniej polityki. Nowi właściciele Zachodniego Bejrutu, synowie niedawno przybyłych do miasta chłopów, mieli już inne poglądy. (...) Ich hasła, mówiące o muzułmańskim milenium i kampanii w celu wyplenienia wszelkich śladów amerykańskiej obecności, połączyły się z otwartym buntem przeciwko staremu porządkowi arabskiego nacjonalizmu."25 Świecki panarabizm, zwrócony ongiś ku naserowskiemu Egiptowi, zastępowali radykalnym panislamizmem starającym się imitować chomejnistowski Iran i dążyli do budowy w tej części miasta "rewolucyjnej społeczności islamskiej" na modłę irańską - społeczności ujętej przez duchowieństwo we wszystkich sferach życia w karby względnie integrystycznie interpretowanej i wykładanej doktryny religijnej.


Była druga strona medalu. Wdrażanie reakcyjnej przecież ideologii islamistycznej w życie społeczne miało w tym życiu opresywne skutki. Zarazem w kraju i regionie, w którym narody nie ukształtowały się w pełni, a więc kwestia narodowa nie została rozwiązana, a wraz z nią kwestia demokratyczna w stosunkach między społecznościami wyznaniowymi, podczas gdy wyszło na jaw, że burżuazyjny i drobnomieszczański nacjonalizm panarabski nie jest w stanie spełnić wykutych w walce z imperializmem dążeń mas arabskich do panarabskiej jedności narodowej i zbankrutował, ta intensywnie wdrażana ideologia radykalnego islamu politycznego wyposażała wykorzenioną społeczność subproletariacką w nową, tym razem panislamską tożsamość i w dążenie do budowy zjednoczonej w skali międzynarodowej umma - społeczności muzułmańskiej. Zjawisko to stawało się potężną siłę napędową ekspansji radykalnego islamu politycznego w wielu krajach świata muzułmańskiego.


" Jesteśmy świadkami ześlizgiwania się ku tożsamości muzułmańskiej, która staje się nową formą nacjonalizmu. Ewolucja ta nie jest zakończona i nic jeszcze nie pozwala stwierdzić, że ta tożsamość zastąpi inne formy przynależności. Tożsamość muzułmańską, obecną w walkach wyzwoleńczych narodów na początku XX w., przez pięćdziesiąt lat zastępowały inne formy identyfikacji", pisze badaczka radykalnego islamu politycznego Luiza Toscane. "Skutkiem dyskredytacji arabskich kierownictw nacjonalistycznych - naserowskich lub baasistowskich - w regionie arabskim jest wśród działaczy islamu zaangażowanego przejmowanie często mobilizujących postulatów narodowych."26 Islam ten krytykuje radykalnie (panarabski i wszelki inny) nacjonalizm jako produkt importowany z Zachodu wraz z panowaniem kolonialnym zachodniego imperializmu i czynnik sabotujący budowę jednolitej międzynarodowej społeczności muzułmańskiej. Nie powinno to wprowadzać nas w błąd co do rzeczywistych stosunków między radykalnym islamem politycznym a nacjonalizmem. Pod wielu względami ten pierwszy staje się nową formą tego drugiego i przejmuje jego niespełnione dążenia narodowe, w sferze doktrynalnej zamiast panarabskiego postulując budowę "narodu (pan)islamskiego". Często, pisze Toscane, "jest on po prostu wykolejonym wyrazem nacjonalizmu arabskiego, którego kolejne kierownictwa poniosły fiasko", a "gdy kwestie narodowe przeciwstawiają sobie muzułmanów, ma on skłonność do wlewania się w formę narodu panującego (naród arabski, Iran)."27 Wielkoperski ucisk innych narodowości w islamistycznym Iranie i ignorowanie przez radykalny islam polityczny "wewnętrzego" ucisku narodowego w świecie muzułmańskim (kwestie kurdyjska, kabylska, saharyjska i wiele, wiele innych) też rzuca istotne światło na tę sprawę.


Jeśli zaś chodzi o wykorzenienie napływowej społeczności szyickiej w Bejrucie, to było ono względne - poczuwała się ona do więzi ze społecznościami, z których wyszła, i ta wię? stała się ogromnie ważnym czynnikiem we wznieconej przez Hezbollah walce z okupantem izraelskim. "Rozmaite grupy, które pó?niej złożyły się na Hezbollah, zrodziły się na terenach «ni to wsi, ni to miasta», jakie stanowi południowe przedmieście Bejrutu i część jego wschodniego przedmieścia (szyicka dzielnica Nabaa, zniszczona przez falangistów w 1976 r.). Pó?niej rozszerzyły swoje wpływy w kierunku wsi, z których pochodzili mieszkańcy tych przedmieść i które leżały w pozostawionych przez państwo na łasce losu strefach peryferyjnych (Bekaa i Liban południowy) i dotychczas były bastionami sprzymierzonych z palestyńskim ruchem oporu partii panarabskich i lewicowych. Ta szczególna wrażliwość często zdeklasowanej i wykorzenionej ludności wiejskiej kontrastowała z legitymizmem miejskiej ludności szyickiej (Tyr, Sajda i Bejrut), które identyfikowały się bardziej z projektem reformy i sanacji państwa lansowanym przez Amal - ruch Nabiha Berriego... Jeśli chodzi o lewicę, to jej rola polityczna i wojskowa malała. Odwrót sił społecznych na pozycje społeczności wyznaniowych podczas wojny domowej, strategie regionalne i międzynarodowe, krach ZSRR, spory wewnętrzne wokół bilansu wojny domowej i strategii, jaką należało obrać po wojnie, poważnie ją osłabiły. Natomiast po pierwszym odwrocie izraelskim w kwietniu 1985 r. ruch Amal stał się jednym z głównych aktorów wojny domowej - atakował zwłaszcza Palestyńczyków - co ograniczyło jego udział w walce z okupantem. Od drugiej połowy lat osiemdziesiątych Hezbollah stał się główną siłą ruchu oporu i starał się ucieleśniać walkę narodową. Dokonał syntezy narodowego wymiaru walki z wymiarem religijnym."28

PRZESŁANIE DO UCISKANYCH


W kierownictwie Hezbollahu zasiadali głównie duchowni. Tak, jak zgodnie z doktryną Chomejniego na czele republiki islamskiej miał stać "najwyższy przewodnik duchowy", tak też Hezbollah urządził swoją strukturę organizacyjną stawiając na jej czele wiodącego alima. Koneksję ideologiczną z radykalnym islamem politycznym Chomejniego widać wyra?nie w programowym dokumencie politycznym z 1985 r. - Liście otwartym Hezbollahu do uciśnionych w Libanie i na świecie. Jest w nim mowa o narodzie islamskim, "którego awangarda odniosła zwycięstwo w Iranie i stworzyła trzon światowego państwa islamskiego, stosując się do rozkazów jedynego mądrego i sprawiedliwego dowództwa, ucieleśnionego obecnie w najwyższym ajatollahu Ruhollahu al-Musawim al-Chomejnim". Hezbollah twierdził, że Chomejni "łączy w sobie wszystkie zalety totalnego imama, wzniecił rewolucję muzułmańską i przeprowadza chwalebne odrodzenie islamskie". W związku z tym wyjaśnił: "My tu, w Libanie, nie jesteśmy zamkniętą partią organizacyjną ani nie tworzymy wąskich ram politycznych. Jesteśmy narodem związanym mocną więzią ideologiczną i polityczną - islamem - z muzułmanami w każdej części świata."


Myśl Chomejniego, postulująca islam jako alternatywę wobec "zachodniego kapitalizmu" i "wschodniego socjalizmu" oraz niezależność narodów uciskanych wobec obu supermocarstw - USA i ZSRR - służyła więc Hezbollahowi za przewodnik ideowy. Podobnie jak czynił to Chomejni, obarczył on Stany Zjednoczone odpowiedzialnością za katastrofy swojego kraju, Izrael postrzegał jako "straż przednią Amerykanów", a partię falangistów chrześcijańskich jako sprzymierzeńców jednych i drugich. Społeczność międzynarodowa nie może oczywiście zapobiec agresji tych trzech aktorów, stwierdzał Hezbollah, więc jedynym sposobem wyzwolenia i uzyskania niepodległości jest przemoc tych, którzy padają ofiarą agresji. W Liście otwartym napisano: "Opowiedzieliśmy się za religią, wolnością i godnością, przeciwko poniżeniu i nieustannemu podporządkowaniu Ameryce i jej sprzymierzeńcowi, syjonizmowi, oraz ich sojusznikom-falangistom. Powstaliśmy, aby wyzwolić kraj, przepędzić zeń imperialistów i naje?d?ców i sprawić, aby nasz los znalazł się w naszych rękach." Wystąpienie przeciwko imperializmowi amerykańskiemu w żadnej mierze nie miało jedynie deklaratywnego charakteru, o czym doskonale wiedziano w Waszyngtonie. Władze amerykańskie toczyły za pośrednictwem służb specjalnych zaciekłą walkę z Hezbollahem, o czym świadczył choćby nieudany zamach na jego "duchowego przewodnika" Fadlallaha, - w eksplozji wyładowanego materiałem wybuchowym samochodu w pobliżu domu Fadlallaha w Bir al-Abed zginęło 85 cywilów, w tym dzieci. W wyniku szeroko zakrojonego śledztwa służba bezpieczeństwa Hezbollahu aresztowała dwanaście osób, które przyznały się, że zostały wynajęte i przeszkolone w tym celu przez CIA. To, że zamach zorganizowała CIA (przy czym sfinansowały go władze saudyjskie, a wykonawcami byli najemnicy brytyjscy), potwierdził Carl Bernstein (ten sam, który ujawnił aferę Watergate). Wiadomo, co by się działo na świecie, gdyby taki zamach przeprowadzili np. gdzieś w USA czy w Europie Zachodniej islamiści - jaka byłaby burza polityczna i medialna, jakie pociągnąłby on za sobą akcje odwetowe wielkich mocarstw, jakie oświadczenia składaliby prezydenci i premierzy różnych państw, wszelkie "autorytety moralne" itd. Tamten zamach nie wywołał żadnej reakcji tych samych środowisk. Kierują się one zasadą, że terroryzm amerykańskich służb państwowych nie podlega potępieniu i należy solidarnie go kryć. Zgodnie z prawem wartości rządzącym światowym kapitalizmem, wartość życia obywateli krajów Trzeciego Świata nijak się ma do wartości życia obywateli mocarstw imperialistycznych.


Islam był dla Hezbollahu zarówno ?ródłem inspiracji i mobilizacji, jak i przedsięwzięciem politycznym - takim, jakie zrealizowano w Iranie. "Jesteśmy narodem przywiązanym do przesłania islamu", pisano w Liście otwartym, "oraz narodem, który pragnie, aby uciskani i wszyscy ludzie studiowali boskie przesłanie, ponieważ przyniesie ono sprawiedliwość, pokój i spokój na świecie." Hezbollah wyjaśniał jednak: "Nie chcemy, aby islam panował w Libanie na siłę, na wzór dzisiejszego maronityzmu politycznego. Minimum, jakie moglibyśmy zaakceptować po to, aby w sposób legalny zrealizować aspiracje, których jesteśmy nosicielami, to uwolnienie Libanu od zależności wobec Zachodu i Wschodu, ostateczne położenie kresu syjonistycznej okupacji jego ziem i przyjęcie takiego ustroju, jakiego swobodnie będzie sobie życzył naród." Ten ostatni spośród trzech wymienionych "minimalnych" celów strategicznych polegał więc na zniesieniu ustroju konfesjonalistycznego. Hezbollah uważał, iż wszelka rola opozycyjna w ramach tego ustroju może służyć jedynie przedłużeniu jego żywota. "Nie jesteśmy zainteresowani jakąkolwiek realizacją reformy politycznej w ramach zgniłego systemu sekciarskiego, dokładnie tak samo, jak nie jesteśmy zainteresowani stworzeniem żadnego gabinetu ani uczestnictwem żadnej naszej osobistości w jakimkolwiek ministerstwie wchodzącym w skład reżimu ucisku."


Manifest był również wezwaniem do wojny z Izraelem. Hezbollah postrzegał Izrael jako z samej swojej istoty wrogi twór, u podstaw którego leży akt gwałtu, grabieży i niesprawiedliwości dziejowej i który nieustannie dąży do ekspansji jako ruch kolonizacyjny. "Nasza walka z uzurpatorskim Izraelem", czytamy w manifeście, "wynika ze świadomości ideologicznej i historycznej, że państwo syjonistyczne jest od urodzenia i z samej swojej natury agresywne, zbudowane na zagrabionej ziemi, kosztem praw narodu muzułmańskiego." Izrael należało więc wyprzeć z południowego Libanu, ale Hezbollah podkreślał, że wyzwolenie południa to tylko preludium ostatecznego zniszczenia państwa Izrael. W tej wojnie o przetrwanie nie było miejsca na kompromisy ani na rokowania. Hezbollah odrzucał nawet wszelką mediację w walce z Izraelem jako wrogą działalność, która "będzie służyła jedynie uznaniu prawowitości syjonistycznej okupacji Palestyny".29


Podobnie jak Chomejni, Hezbollah uważał większość reżimów w świecie muzułmańskim za reżimy defetystyczne, zależne i skore do rokowań z USA i Izraelem - w tym oczywiście reżim oparty w Libanie na hegemonii maronitów. Zarazem widział możliwość wspólnej walki z chrześcijanami libańskimi i kimkolwiek innym, kto byłby gotów walczyć z trójgłowym wrogiem, tj. USA, Izraelem i Falangą chrześcijańską. Rozmach i głębia tej walki wymagały jedności, a Hezbollah miał świadomość, jak bardzo byłby narażony, gdyby działał sam. Dlatego zachęcał chrześcijan i muzułmanów sunnickich do zerwania z lojalnością sekciarską - główną przyczyną tragedii libańskiej - i uniknięcia w ten sposób pułapki w postaci imperialistycznej polityki "dziel i rząd?". Kładł nacisk na konieczność odróżnienia religii od sekciarstwa. Lojalność wobec czy to chrześcijańskiej, czy muzułmańskiej sekty nie ma charakteru religijnego. Religia jest uniwersalna, a jej wartości są ogólnoludzkie. Ponadto sekciarstwo stanowi przeszkodę dla jedności narodowej, bo uniemożliwia związki Libańczyków z ojczyzną - każda społeczność wyznaniowa uważa, że to ona sama jest dla siebie ojczyzną, co sprawia, że ruch oporu jest tylko sprawą jednej społeczności wyznaniowej (szyitów) i tylko jednego regionu kraju (południa). W związku z tym Hezbollah głosił, że - w przeciwieństwie do zwykłego sekciarstwa - islam nie wyklucza ponadwyznaniowej wspólnoty ideowej i że podstawowe cele ruchu sprzyjają jedności Libańczyków bez względu na przynależność wyznaniową. Nie miał jednak wątpliwości, że skore do wspólnej walki ze wspólnym wrogiem siły prędzej czy pó?niej przekonają się, iż "islam rewolucyjny jest siłą kierowniczą w walce", najskuteczniej stawia czoło uciskowi i najlepiej motywuje do walki.

HEGEMONIA SYRYJSKA


Ożywienie działalności palestyńskiego ruchu oporu w Libanie, dokąd powróciło około pięciu tysięcy fedainów, wywołało wrogą reakcję Syrii i ściśle związanego z nią - skorego do występowania na libańskiej scenie politycznej w roli syryjskiego "prokurenta" - Amalu, który od dawna dążył do wyrugowania OWP z życia politycznego kraju. W maju i czerwcu 1985 r. na polecenie władz syryjskich Amal, wpierany przez głównie szyicką VI Brygadę armii libańskiej, jak również dysydentów z arafatowskiej organizacji Al-Fatah i lewicę palestyńską (Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, Demokratyczny Front Wyzwolenia Palestyny, komunistów) obległ obozy uchod?ców palestyńskich w Bejrucie, ale mimo ciężkich walk z bojownikami OWP nie zdobył ich, gdyż wrogo nastawieni do arafatowców fedaini palestyńscy niespodziewanie zmienili front - opozycja antyarafatowska zaczęła zdawać sobie sprawę, że władze syryjskie wykorzystują ją do załatwienia swoich porachunków z OWP i rozciągnięcia kurateli nad palestyńskim ruchem oporu. U boku arafatowców wystąpili też bojownicy Hezbollahu. W 1986 r. milicje Amalu wzmogły aktywność wymierzoną przeciwko antyizraelskimu ruchowi oporu - starały się nie dopuścić ani fedainów palestyńskich, ani mudżahidów z kierowanego przez Hezbollah Islamskiego Ruchu Oporu na południe kraju i uniemożliwić im ataki na pozycje izraelskie. Od pa?dziernika tego roku rozpoczęły szesnastomiesięczną "wojnę o obozy" - pragnąc zmiażdżyć struktury wojskowe i polityczne OWP, obległy obozy uchod?ców pod Tyrem i Sajdą (w której OWP wchodziła w skład koalicji rządzącej miastem), a także pod Bejrutem. Doprowadziło to do zwarcia szeregów palestyńskiego ruchu oporu i w kwietniu 1987 r. w Algierze do oficjalnego pojednania opozycji z kierownictwem OWP. W ciągu całego 1986 r. Amal sprzymierzony z prosyryjską mniejszością dawnego Libańskiego Ruchu Narodowego toczył również w Bejrucie Zachodnim walki z większością dawnego ruchu - milicjami druzów, komunistów i naserowców.


Po ciężkich walkach i za zgodą obu stron w lutym 1987 r. armia syryjska wkroczyła do Bejrutu Zachodniego, nakazała milicjom zejść z ulic i zamknąć biura i zaczęła je rozbrajać. Po kilku dniach uderzyła na pozycje Hezbollahu zabijając 22 działaczy tego ruchu, który w oczach reżimu syryjskiego zbytnio się rozrósł i wyrósł na ważny, niebezpiecznie samodzielny czynnik polityczny - "którego siła była postrzegana przez Syrię jako zagrożenie dla jej własnych ambicji kontrolowania Libanu".30 Fuad Adżami zwraca uwagę na znamienny fakt. "Syryjczycy ogłosili, że dwóch starszych dowódców ekspedycji syryjskiej zdusiło rozruchy Braci Muzułmanów w Hamie w 1982 r. Rebelia w Hamie została zdławiona w sposób bezlitosny. Od tej chwili Hama stała się symbolem rządowych represji, zapowiedzią tego, co rząd w Damaszku przygotował dla tych, którzy staną mu na drodze. Bez żadnych wstępów, likwidując 22 członków Partii Boga wkrótce po przybyciu do Bejrutu Zachodniego, Syryjczycy ogłosili nowe rządy w mieście."31 Władze syryjskie dały więc Hezbollahowi do zrozumienia, że jeśli nie uzna ich hegemonii i będzie zamierzał szerzyć w Libanie "rewolucję islamską", będzie groziło mu to samo, co buntowi syryjskich Braci Muzułmanów, a kontrolowane przez Hezbollah skupiska szyickie może czekać taki sam los, jak Hamę, obróconą przez armię w perzynę. Znamienne jest jednak również to, że wojska syryjskie nie wkroczyły na południowe przedmieścia miasta, gdzie Hezbollah miał swoją bazę społeczną. Podobnie postąpiły podczas swojej wcześniejszej interwencji, latem 1986 r. - również tam nie weszły. Zadanie "pacyfikacji" Hezbollahu - wymuszenia na nim respektu dla hegemonii syryjskiej i powściagnięcia ekspansji "islamu rewolucyjnego" - miało wkrótce przypaść szyickiemu "prokurentowi" Damaszku w Libanie, Amalowi.


Presja Syrii na Hezbollah wzmogła się wydatnie, gdy w styczniu 1988 r. Amal zaniechał "wojny o obozy". W Palestynie wybuchła pierwsza Intifada, która zyskała sobie szerokie poparcie na świecie - szczególnie w świecie arabskim - toteż dalsze prowadzenie wojny z OWP w Libanie stało się dla władz syryjskich politycznie niewygodne. Milicje Amalu można było natomiast użyć przeciwko Hezbollahowi. W marcu 1988 r. koło Nabatiji doszło do pierwszego starcia zbrojnego Hezbollahu z Amalem, który przypuścił ataki na bazy swojego rywala szyickiego w wielu punktach na południu kraju. W kwietniu Amal ogłosił, że zdobył ostatnia bazę Hezbollahu na południu, w Siddikin, oraz kazał wynosić się irańskim jednostkom Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej z Szarkiji i Dżibszitu. W maju milicje Amalu, mające wsparcie syryjskie, natarły na pozycje Hezbollahu wspieranego przez gwardzistów irańskich na południowych przedmieściach Bejrutu. Wreszcie Syrii udało się zagrozić podstołecznej twierdzy Islamskiego Ruchu Oporu. Skończyło się jednak porozumieniem między Syrią, Iranem, Amalem i Hezbollahem - przewidywało ono, że Amal i Hezbollah zaniechają obecności wojskowej na całych południowych przedmieściach z wyjątkiem "zielonej linii" dzielącej muzułmański Bejrut Zachodni od chrześcijańskiego Bejrutu Wschodniego. Nabih Berri ogłosił, że Amal rozwiązuje swoje milicje w Bejrucie i na wszystkich innych obszarach kraju z wyjątkiem południa, gdzie miały one działać nadal jako antyizraelski ruch oporu - oczywiście, zgodnie ze swoją kunktatorską lub wręcz wrogą ruchowi oporu linią.
W końcu lat osiemdziesiątych trzęsawisko libańskie było bardziej grząskie niż kiedykolwiek. Bezlitosne walki między siejącymi terror i bezprawie milicjami wyznaniowych ruchów i partii politycznych, a także w łonie tych milicji, masowa emigracja, gospodarka w ruinie - wszystko to było nie do zniesienia dla zrozpaczonej ludności. Na domiar złego od 1988 r. Liban miał dwa rządy. Gdy Amin Dżumajjil, który po wycofaniu Sił Wielonarodowych w 1984 r. był praktycznie prezydentem bez kraju, skończył swoją kadencję w 1988 r., nie potrafił wyznaczyć żadnego wiarygodnego następcy. Liban był na to nazbyt rozczłonkowany, a większość polityków muzułmańskich bojkotowała pałac prezydencki. W rezultacie na terenach zdominowanych przez chrześcijan powstał jeden rząd, głównie maronicki, pod przewodnictwem gen. Michaela Auna, który cieszył się poparciem mocarstw zachodnich i Iraku, podczas gdy na terenach zdominowanych przez muzułmanów powstał drugi, głównie muzułmański, pod przewodnictwem sunnickiego polityka Salima Hossa, który cieszył się poparciem Syrii. Ponieważ podczas wojny w Zatoce Arabsko-Perskiej Hafiz al-Asad stanął po stronie aliantów, przeciwko Saddamowi Husajnowi, Waszyngton dał mu wolną rękę - mógł bez przeszkód usunąć rząd Auna i ustanowić w Libanie nowy ład. Temu służyło podpisanie w Taifie w Arabii Saudyjskiej w pa?dzierniku 1989 r. Karty Porozumienia Narodowego. Przewidywała ona rozciągnięcie władzy państwowej na całe terytorium kraju, rozwiązanie wszystkich milicji i przeprowadzenie reformy konstytucyjnej celem osiągnięcia równowagi między społecznościami wyznaniowymi i położenia kresu dominacji chrześcijańskiej. Dotychczasowy układ sił w parlamencie - 6 do 5 na korzyść chrześcijan - zmieniono na 5 do 5, podobnie jak podzielono pół na pół teki ministerialne, a silną pozycję urzędu prezydenckiego (w dalszym ciągu przypadającego maronitom) osłabiono na korzyść urzędu premiera (w dalszym ciągu przypadającego muzułmanom sunnickim). Tak więc formuła konfesjonalistyczna, choć zreformowana, pozostała nietknięta - i nadal była niekorzystna dla szyitów. Ocenia się, że w tym czasie szyici stanowili 35% ludności i byli największą społecznością wyznaniową, sunnici 24%, druzowie 5%, maronici 21%, a inni chrześcijanie 14%. (Były jednak również oceny, zgodnie z którymi muzułmanie stanowili 75%, a nie 64% ludności.) Tymczasem z 128 miejsc w parlamencie szyitom przypadało tylko 27 - niespełna 10%.


W pa?dzierniku 1990 r. armia syryjska pozwoliła Islamskiemu Ruchowi Oporu odegrać poważną, choć drugorzędną rolę w ostatecznym natarciu na pozycje wojsk gen. Auna. W Libanie ustała wojna domowa. Ceną była hegemonia syryjska. Syria, mająca w tym kraju wojska i koneksje, była od prawie piętnastu lat jednym z głównych graczy na scenie libańskiej wojny domowej. Za pośrednictwem przewidzianych w porozumieniu, a następnie zafiksowanych w odpowiednim traktacie i pakcie libańsko-syryjskim specjalnych stosunków Bejrutu z Damaszkiem, Liban pozostał w sferze wpływów Syrii - tym bardziej, że stacjonowało tam 40 tysięcy żołnierzy syryjskich. Reżim Al-Asada przeciągnął na swoją stronę i nakłonił do poparcia porozumienia takich przywódców Falangi, jak Eli Hobejka. Człowiek ten, który podczas masakry Szatili i Sabry wydał rozkaz "totalnej eksterminacji" Palestyńczyków, został protegowanym syryjskim i w trzech kolejnych rządach był ministrem.


Początkowo Hezbollah odrzucił Porozumienie Taifskie, bo nie kończyło ono z konfesjonalistyczną formułą rządów w kraju. Co więcej, obawiał się śmiertelnie, że będzie musiał rozbroić się i w rezultacie zaniechać walki zbrojnej z okupantem, będącej dla niego zadaniem strategicznym. Gdy więc większość milicji przynajmniej symbolicznie oddała broń armii rządowej, a 20 tysięcy byłych milicjantów (6500 z Sił Libańskich, 2800 z Amalu, 2800 z Postępowej Partii Socjalistycznej itd.) wcielono do armii libańskiej, Hezbollah tego nie uczynił argumentując, że nie jest "milicją", lecz "ruchem oporu" wobec okupantów izraelskich. Ocenia się, że w grę wchodziło około 5 tysięcy mudżahidów Islamskiego Ruchu Oporu. Ponadto odmówiła złożenia broni OWP w sile około 6 tysięcy bojowników i stacjonująca w Baalbeku i wokół miasta gwardia irańska w sile 2 tysięcy bojowników. "Nie oddamy broni rządowi dopóki Izrael okupuje południe kraju", oświadczył sekretarz generalny Musawi. "Lufy naszych karabinów zakreślają czerwoną linię, której nie wolno przekraczać."32 Lecz Hezbollah szybko zrozumiał ducha nowych czasów, jakie nastały w Libanie po Porozumieniu Taifskim - doszedł do wniosku, że dogmatyczne pozostawanie poza systemem instytucjonalnym państwa libańskiego jest bardzo ryzykowne i może skazać ruch na marginalizację polityczną.


Zdaniem prof. Nizara Hamzy, na ewolucję polityczną Hezbollahu wywarł wpływ "pragmatyczny" kurs, jaki po śmierci Chomejniego w czerwcu 1989 r. doszedł w toku walk frakcyjnych do głosu wśród przywódców irańskich i był forsowany przez prezydenta Haszemi Rafsandżaniego. W pa?dzierniku 1989 r. na nadzwyczajnym zgromadzeniu dwustu delegatów Hezbollahu w Teheranie miało dojść do starcia między "ortodoksami" związanymi pod przewodnictwem Hassana Nasrallaha z polityką dopiero co zdymisjonowanego irańskiego ministra spraw wewnętrznych i protektora Hezbollahu, Alego Akbara Mohtaszemiego, którzy opowiadali się za walką o (ponadnarodową) republikę islamską, a "heterodoksami" popieranymi przez Rafsandżaniego i pod przewodnictwem Abbasa Musawiego dążącymi do usytuowania Hezbollahu w głównym nurcie życia politycznego kraju, a zarazem do prowadzenia walki z ustrojem konfesjonalistycznym. Fadlallah jako "duchowy przewodnik" Hezbollahu miał poprzeć tę drugą frakcję.


" Fadlallah wzywał nieustannie do dialogu z chrześcijanami - z maronitami włącznie - na temat podzielanych przez muzułmanów i chrześcijan wartości, a przywódcy Hezbollahu wzywali do ustanowienia ustroju niewyznaniowego nie definiując go jasno, a więc pozostawiając charakter tego ustroju do dyskusji. Teoria państwa islamskiego miała pozostać obecna w szeregach partyjnych, nie miała być jednak publicznie eksponowana jako cel bieżący, ponieważ wzbudzała podejrzliwośc sunnitów, a dla druzów i chrześcijan w ogóle nie była do przyjęcia. Z drugiej jednak strony pełne zdefiniowanie ustroju niewyznaniowego oznaczałoby odrzucenie teorii wilajat al-fakih [władzy państwowej teologów], a tego nie można było uczynić z powodu jej popularności wśród członków i zwolenników partii", pisze Hamza. "W każdym razie faworyzowana przez Fadlallaha libanizacja Hezbollahu w wielkiej mierze podkopała pozycje ekstremistów w partii. Co więcej, ciągłemu schyłkowi politycznemu Mohtaszemiego i zwycięstwu zwolenników Rafsandżaniego w wyborach w 1992 r. do Islamskiego Zgromadzenia Konsultatywnego odpowiadała niemal zupełna erozja władzy bojowej frakcji Hezbollahu w Libanie. Kluczowym wska?nikiem siły Rafsandżaniego i wpływów Fadlallaha był wybór sajjida Abbasa Musawiego na sekretarza generalnego partii w lipcu 1991 r. Całkowite uwolnienie zachodnich zakładników w 1992 r. jest kolejnym dowodem schyłku bojowej frakcji Hezbollahu. Nawet sajjid Hasan Nasrallah, którego wybrano na stanowisko sekretarza generalnego po zabójstwie Abbasa Musawiego w lutym 1992 r., nie odstąpił od prowadzonej przez jego poprzednika polityki zbliżenia. Mimo swojej bojowej przeszłości, pod wpływem Rafsandżaniego i Fadlallaha zachęcał partię do udziału w libańskich wyborach parlamentarnych po to, aby przyczynić się do eliminacji konfesjonalizmu politycznego, co jest jednym z celów tej partii."33


Z PODZIEMIA DO JAWNEGO ŻYCIA POLITYCZNEGO


Tym, co zapewne przesądziło o zmianie stanowiska, była aprobata Syrii dla dalszego ruchu oporu. Syria, zaprowadzając na mocy Porozumienia Taifskiego i przy pomocy swojej hegemonii politycznej i obecności wojskowej względny spokój w Libanie na północ od izraelskiej "strefy bezpieczeństwa", zawarła nad głową rządu libańskiego porozumienie z Iranem. Przewidywało ono rozwiązanie ostrego kryzysu międzynarodowego, jaki spowodowało uprowadzanie obywateli państw zachodnich i ich przetrzymywanie w charakterze zakładników przez proirańskie bojówki islamistyczne oraz kontynuowanie zbrojnego ruchu oporu wobec okupacji izraelskiej w południowym Libanie i zezwolenie na pozostanie przez Hezbollah siłą zbrojną dopóty, dopóki będzie trwała okupacja. Podejmując taką decyzję syryjski prezydent Al-Asad kierował się wyłącznie syryjską "racją stanu" - liczył, że swobodna działalność wojskowa Islamskiego Ruchu Oporu na południu kraju będzie bardzo uciążliwa dla armii izraelskiej i zmusi Izrael do negocjacji w sprawie okupowanych Wzgórz Golan.


W 1992 r. Hezbollah postanowił wziąć udział w pierwszych od dwudziestu lat wyborach powszechnych. Jego włączenie się w zinstytucjonalizowane życie polityczne było oczywiście zgodne z ambicjami reżimu syryjskiego jako naczelnego zawiadowcy libańskiego życia politycznego. Jeśli jednak Al-Asad mniemał, że ograniczy to niezależność polityczną Hezbollahu, to się przeliczył, bo udział w życiu politycznym pozwolił Hezbollahowi zyskać dla Islamskiego Ruchu Oporu taką legitymację w oczach społeczeństwa i państwa, jakiej dotychczas nie miał. Wzrost społecznej legitymacji ruchu oporu sprzyjał zaś niezależności politycznej Hezbollahu. Udział w wyborach przyniósł duży sukces. Z 27 mandatów poselskich zarezerwowanych dla szyitów Hezbollah zdobył osiem. Razem z dwoma posłami sunnickimi i dwoma chrześcijańskimi utworzył w parlamencie najliczniejszy blok opozycyjny - Blok Wierny Ruchowi Oporu.
W latach wojny domowej Hezbollah skapitalizował alienację, radykalizację i mobilizację doświadczaną przez społeczność szyicką. Główne założenia ideowo-programowe ruchu, ogłoszone w Liście otwartym w 1985 r., trzeba było teraz przystosować do nowej roli państwa, hegemonii syryjskiej oraz nastrojów społeczeństwa, które aspirowało do wyższej stopy życiowej, spokoju i bezpieczeństwa. Nowa sytuacja narzucała rozmaite ograniczenia, ale również stwarzała nowe szanse. Dawniej gra polityczna, tocząca się między społecznościami wyznaniowymi, była powiązana z rywalizacją między nacjonalizmem panarabskim i ruchem komunistycznym a prawicą. Teraz nacjonaliści i komuniści byli słabi, a kraj toczyła rywalizacja między przywódcami klanowymi, którzy w ramach systemu konfesjonalistycznego reprezentowali swoje interesy klasowe skojarzone z sekciarskimi interesami własnych społeczności wyznaniowych, oraz partii politycznych, które w czasie wojny domowej stały się "mafiami wyznaniowymi". Tradycyjna struktura władzy konfesjonalistycznej i stosunków patron-klient przeżyła wojnę domową i znalazła w Porozumieniu Taifskim warunki do swojej ponownej realizacji, tylko że zamiast burżuazji maronickiej hegemonię uzyskała burżuazja sunnicka, która wykorzystywała państwo do promocji swoich własnych interesów gospodarczych.


Odkąd Hezbollah znalazł się w parlamencie, ostro krytykował taki stan rzeczy. Obok zbrojnego ruchu oporu wobec Izraela, jego priorytetem była polityka społeczna. Wskazywał, że podczas gdy rząd powojenny wiele zainwestował w odbudowę Bejrutu w przedwojennym kształcie, tzn. jako siedziby i ośrodka realizacji interesów oligarchii handlowej i finansowej, zubożałe rejony kraju pozostały zaniedbane. Podczas kampanii wyborczej w 1996 r. Hezbollah promował zmianę dotychczasowej polityki - głosił, że środki inwestycyjne należy skierować do takich sektorów produkcyjnych, jak przemysł, rolnictwo, hodowla i rybołówstwo. Ogólnie rzecz biorąc, postrzegał ubóstwo mas jako problem strukturalny. Po pierwsze, głosił, że system konfesjonalistyczny sprzyja sekciarstwu i krótkowzrocznej polityce nastawionej na konsolidację podstaw władzy elit rządzących i ich siatek klientelistycznych. "W rezultacie obywatele zatracają poczucie obywatelstwa i każda sekta stara się poprawić swoją własną sytuację, a nie działać razem z innymi gwoli naprawy społeczeństwa jako całości."34 Rejony słabo reprezentowane we władzach są tym samym zaniedbane. Dyskryminacja nie dotyczy jednak tylko muzułmanów, podkreślał Hezbollah, ponieważ nawet wiele rejonów chrześcijańskich jest dyskryminowanych. Po drugie, potępiał wszechwładzę rynku i konkurencji, która szkodzi solidarności społecznej, powoduje rozkwit korupcji i stwarza alarmujące nierówności społeczne.
Na ogół obserwatorzy byli zgodni co do tego, że ideowy ciężar gatunkowy Hezbollahu odróżniał ten ruch od większości innych sił politycznych działających w Libanie. Po przejściu z podziemia do jawnego życia politycznego i działalności parlamentarnej zyskał sobie reputację ruchu cechującego się wysokimi zasadami moralnymi i prawością - w otoczeniu politycznym, które jest przeżarte przez prywatę, korupcję i mafijne interesy. Cieszył się już taką reputacją podczas wojny domowej, bo podczas gdy większość milicji partyjnych była skorumpowana, napadała na cywilów, grabiła i konfiskowała mienie, partyzanci z Hezbollahu tak się nie zachowywali - "postępowali z lud?mi bardzo przyzwoicie".35


W Hezbollahu było jednak coś, co u wielu Libańczyków wywoływało lęk. Obawiali się, że dąży on do ustanowienia z gruntu obcego wielowyznaniowemu Libanowi i aspiracjom mas nie tylko chrześcijańskich, ale również muzułmańskich, ustroju wzorowanego na irańskiej republice islamskiej. Deklarował przecież poparcie dla doktryny władzy państwowej teologów-prawodawców - wilajat al-fakih - głoszonej przez Chomejniego; zgodnie z nią, pod nieobecność Dwunastego Imama, nieograniczona władza powinna przypadać wali al-fakih, sprawiedliwemu prawodawcy, którego mądrość pochodzi od Boga i rodziny Proroka. Niektórzy wnikliwi komentatorzy polityczni uważali, że Hezbollah został zaakceptowany jako aktor na libańskiej scenie politycznej, ale poza własną społecznością nikogo nie pociąga. Komentatorzy ci twierdzili, że ludzie mogą sympatyzować z jego osiągnięciami jako organizatora ruchu oporu na południu kraju czy z jego pracą na polu opieki społecznej, budową szkół i szpitali, ale ogromna większość społeczeństwa po prostu nie zgadza się z jego ideologią. Rzeczywiście, retoryka lat osiemdziesiątych nadal ciążyła na wizerunku Hezbollahu. Obok składania deklaracji wierności Chomejniemu, zajmował ambiwalentną postawę wobec Libanu jako państwa. Podobnie jak to czyni cały radykalny islam polityczny, uważał państwa narodowe - a raczej ich niedorozwinięte karykatury na peryferiach światowego systemu kapitalistycznego - za spadek po czasach kolonialnych, wytwór imperializmu. Np. sajjid Abbas Musawi oświadczył pewnego razu: "Idziemy za ajatollahem Chomejnim i jego przywództwo obowiązuje w Libanie tak samo jak w Iranie czy w jakimkolwiek innym kraju muzułmańskim. Wszystkie granice dzielące świat islamu są sztuczne i wkrótce znikną".36


O ile jednak promieniująca z Teheranu i uznana przez Hezbollah za własną retoryka "internacjonalizmu islamskiego" mogła być siłą napędową radykalnego islamu politycznego w latach wojny domowej, o tyle pó?niej groziła izolacją. "Wrzawa wokół republiki islamskiej nie ma sensu - ona tu każdego bardzo przeraża", stwierdzała pewna badaczka. Wskazywała, że Hezbollah, działając obecnie w ramach systemu, musi zastanowić się, jak promować islam zamiast do niego zrażać. Wymaga to żmudnej pracy, bo - bardziej niż inne partie - zmusza go do występowania z konkretnymi programami politycznymi, które pozwoliłyby pokazać, o co mu chodzi. W ten sposób może rozwiać otaczającą go atmosferę podejrzliwości.37 Z kolei rzecznicy Hezbollahu kładli nacisk na to, że nie proponuje on w parlamencie żadnych ustaw, które zmierzałyby do wprowadzenia prawa islamskiego. "Liban jest zróżnicowanym krajem", mówił jeden z nich. "Przecież to naturalne, że ludziom, którzy nie wyznają islamu, nie proponujemy żadnych praw islamskich."38


Husajn hadżdż Hassan, poseł Hezbollahu, wypowiadając się w tej sprawie, nie zaprzeczył przywiązaniu ruchu do islamu ani jego pragnieniu ustanowienia państwa islamskiego, ale stwierdził, że nie jest to żaden z priorytetów ruchu ani tym bardziej konkretny plan. "Liban jest społeczeństwem pluralistycznym o wielu obliczach, żyją w nim muzułmanie i chrześcijanie, wśród których jest wiele podziałów i działa wiele sekt, toteż nie znam wśród nas nikogo, kto proponowałby ustanowienie państwa islamskiego na modłę irańską czy tym bardziej saudyjską... W naszym kraju duży odsetek mieszkańców stanowią chrześcijanie. Szanujemy ich historię i razem z nimi przeżywamy tera?niejszość. Razem spoglądamy również w przyszłość. Są naszymi pobratymcami. Razem zbudujemy nasze państwo. Wiemy również, że niektórzy muzułmanie wyznają poglądy, które nie koniecznie są zgodne z myślą islamską." Stwierdził również, że islam promuje pewne zasady, z którymi mogą zgodzić się wszyscy Libańczycy. Natomiast państwo islamskie to "rozwiązanie idealistyczne" i Hezbollah zdaje sobie sprawę, że "nie będzie w stanie wprowadzić go w Libanie". Jeśli chodzi o granice, to wskazał, że siedemdziesiąt lat wcześniej nie było ich w tym rejonie świata - narzucili je Francuzi i Brytyjczycy po to, aby wzniecały sprzeczności i konflikty. Teraz te granice są faktem, toteż należy się z nimi liczyć, lecz nie powinny one wykluczać współpracy między państwami. Globalizacja umniejsza znaczenie granic i jest to nieuchronne, tylko że Stany Zjednoczone wykorzystują ją do swojego panowania. "Gdy Amerykanie mówią o globalizacji, GATT [Układzie Ogólnym w sprawie Ceł i Handlu] i światowym ładzie gospodarczym, chodzi im jedynie o to, aby mieć świat w garści, ponieważ są najpotężniejsi pod względem gospodarczym i wojskowym. Nie ma innego bloku, który potrafiłby stawić im czoło... Cóż więc skandalicznego czy złego w propozycji, abyśmy zatarli granice, które nas dzielą - znieśli swoje granice jako Arabowie czy jako muzułmanie, względnie jako kraje Trzeciego Świata? W tym wszystkim chodzi o budowę nowej siły czy nowej mocy, które byłyby w stanie stawić czoło [Amerykanom] lub po prostu pozwoliłyby nam żyć, pozostać, przetrwać w tym brutalnym systemie, który na całym świecie przygniata ubogich... Gdy proponujemy ideologię, która wzywa wszystkie narody do zjednoczenia się przeciwko imperializmowi amerykańskiemu, nie mówimy jedynie o muzułmanach... Zniesienie granic nie oznacza zniesienia tożsamości narodowej - oznacza łączenie wysiłków i gromadzenie mocy, które mogą nam przysporzyć siły."


Dla Hezbollahu Palestyna jest sercem świata arabskiego, gdyż leży zarówno nad Morzem Czerwonym, jak i nad Morzem Śródziemnomorskim, obok Kanału Sueskiego, który oddziela arabski Wschód od arabskiego Zachodu. Tam znajduje się Jerozolima, tam znajdują się wrota Azji, stamtąd blisko jest do Afryki. Rola Izraela jako "raka" na ciele świata islamu polega na tym, że na wszystkich kierunkach zagraża on otoczeniu arabskiemu i islamskiemu. "Jest nas 200 milionów Arabów, mamy przed sobą 5 milionów Izraelczyków, a mimo to oni nas biją", powiedział hadżdż Hassan. "Zagarniają nasze zasoby, okupują naszą ziemie, zabijają naszych ludzi. W obozach dla uchod?ców żyje w nędzy 5 milionów wypędzonych Palestyńczyków." Zdaniem Hezbollahu przyczyną tego wszystkiego jest to, że mocarstwa zachodnie penetrują ideologicznie świat arabski i wprowadzają podziały między Arabami i muzułmanami. "[Mówią], że «masz swoją tożsamość, musisz pozostać Libańczykiem, Palestyńczykiem, Egipcjaninem.» Nasze granice są sztuczne - wytyczono je po to, aby nas od siebie oddzielić. W ten sposób łatwiej nas kontrolować. Nie wzywamy do jedności formalnej ani niezrównoważonej, która oznacza, że jedni traktują innych z góry. Po prostu musimy wiedzieć, że nasze rozbicie jest przyczyną naszej słabości. Wiemy, że gdy proponujemy jedność, wywołuje to lęki wśród chrześcijan i wszystkich innych mniejszości w całym świecie arabskim. Jak długo jednak mamy być rozbici w obliczu naszego syjonistycznego wroga?"39


Pod istotnymi względami Hezbollah coraz bardziej różnił się od tych ruchów, które długo przed kampanią propagandową George'a W. Busha służyły dominującym mediom światowym do kreowania stereotypu radykalnego islamu politycznego. "Ruchy te powinny zaakceptować ideę pluralizmu politycznego i różnice polityczne oraz zaniechać czynienia z rozbieżności konfliktów antagonistycznych. Powinny również zrezygnować w walce o władzę ze stosowania przemocy i unikać pogrążania się w logice wojny domowej, która zagraża jedności społeczeństw arabsko-muzułmańskich", mówił wysłannikom Le Monde Diplomatique Ali Fajad, członek Biura Politycznego Hezbollahu. "Hasło «republiki islamskiej» znikło z jego programu politycznego, a cele, jakie sobie stawia w tym kraju, są - zdaniem Alego Fajada - zbieżne z celami partii lewicowych i laickich. «Działamy na rzecz reformy systemu politycznego po to, aby stał się sprawiedliwszy i bardziej reprezentatywny, co wymaga obalenia zasady, zgodnie z którą podmiotami politycznymi są społeczności wyznaniowe. Łączymy się z tymi, którzy walczą z dzikim kapitalizmem, ucieleśnionym przez neoliberalizm, o ochronę gospodarki libańskiej przed prawami rynku i wyzwaniami globalizacji. Żądamy, aby państwo odgrywało większą rolę w osłonie klas upośledzonych, rozwoju służb publicznych i opiece społecznej.»"40 Gdyby nie to, że mamy do czynienia z radykalnym islamem politycznym, co w znacznej mierze zmienia postać rzeczy, moglibyśmy zapewne uplasować Hezbollah na lewo od dzisiejszej, służącej globalnemu kapitalizmowi neoliberalnemu, socjaldemokracji.

WIARYGODNOŚĆ RUCHU OPORU


Gdy Izraelczycy wycofali się z rubieży Bejrutu do swojej "strefy bezpieczeństwa" na południu Libanu, w społeczeństwie libańskim idea zbrojnego ruchu oporu bardzo zyskała na popularności. Hezbollah był mocno przekonany, że Izraelczyków można wypędzić z południowego Libanu tylko pod warunkiem, iż się walczy z bronią w ręku, a nie - że się negocjuje. To główny punkt programu, który ruch ten zawsze i niestrudzenie podkreśla. Pewien rzecznik Hezbollahu wyjaśnił, że nadanie ruchowi oporu najwyższego priorytetu wynikało z tego, iż społeczeństwo libańskie miało potrzebę walki z agresją izraelską wobec ziemi arabskiej, odzyskania swoich zasobów i obrony swojej godności narodowej. "Dlaczego ruch oporu jest priorytetem numer jeden? Dlatego, że żadnego państwa nie można ustanowić na zdrowej podstawie, dopóki nie położy się kresu okupacji. Czyż można zbudować we wsi szkołę wiedząc, że prawdopodobnie następnego dnia spadną na nią pociski artyleryjskie? Czyż chłop może wyjść do pracy w polu, gdy jest pod ostrzałem izraelskiego strzelca wyborowego? Zaiste, ruch oporu i wyzwolenie kraju ma równie wiele wspólnego z godnością narodową. Okupacja oznacza ucisk, niesprawiedliwość, zabór zasobów, zagraniczną kontrolę nad krajem. Przywykliśmy do tego, że gdzie tylko Izraelczycy okupują jakieś terytorium, budują tam swoje osiedla i kradną ziemię."41
Górzysty, a zarazem gęsto zaludniony teren bardzo sprzyjał prowadzeniu walki partyzanckiej - pozwalał mudżahidom przemieszczać się niepostrzeżenie, kryć się przed obserwacją czy pościgiem z powietrza, rozpraszać się po akcji zbrojnej wśród licznej i sprzyjającej im ludności. "Celem osiągnięcia wyzwolenia Hezbollah i inne ugrupowania ruchu oporu na południu kraju od samego początku obrały jasną i specyficzną strategię, a mianowicie praktykę walki zbrojnej z naje?d?cą aż do wyzwolenia ostatniej piędzi okupowanej ziemi libańskiej", pisał po zwycięstwie Raszid Wadi, palestyński i panarabski działacz nacjonalistyczny z Jordanii, który studiował strategię i taktykę wojskową ruchu oporu w Libanie. "Jak zawsze w takim przypadku, wdrażanie tej strategii należało rozpocząć od ustalenia słabych i mocnych punktów nieprzyjaciela syjonistycznego, jak również mocnych i słabych punktów samego ruchu oporu. Nie trzeba chyba dodawać, że Hezbollah skorzystał na szeroką skalę z doświadczeń, sukcesów i niepowodzeń ruchów wyzwoleńczych w innych krajach. Biorąc pod uwagę to, że syjoniści posiadają ogromny arsenał broni i przytłaczającą przewagę pod względem technologii wojskowej, kierownictwo libańskiego ruchu oporu doszło do wniosku, że nie można i nie należy starać się o dorównanie nieprzyjacielowi lub o prześcignięcie go w tych dwóch dziedzinach. Taka próba byłaby daremna, czego przekonująco dowiodły doświadczenia konwencjonalnych armii arabskich. Kierownictwo ruchu oporu doszło jednak również do wniosku, że z wyzwoleniem nie można czekać do chwili, gdy uda się osiągnąć konwencjonalnie pojmowany parytet strategiczny. Znaczyło to, że strategiczną nierównowagę sił należy kompensować poprzez praktykę starej/nowej taktyki wojskowej, którą wiele innych ruchów z powodzeniem zastosowało wcześniej w Trzecim Świecie, tzn. przewlekłej wojny ludowej i wojny partyzanckiej. Gdy układ sił sprzyja nieprzyjacielowi, a nie można czekać, aż zmieni się on w znaczeniu konwencjonalnym, naje?d?cy można pozbawić komfortowej sytuacji prowadząc wojnę partyzancką. Należy nawiązać i utrzymać kontakt bojowy z nieprzyjacielem po to, aby mieszać mu szyki i przerywać jego linie zaopatrzeniowe, kładąc specjalny nacisk na długotrwałe wyczerpanie jego rezerw ludzkich. Można to osiągnąć przemieszczając się szybko i nieustannie, dokładnie wybierając cele i uderzając w nie precyzyjnie, aby zmaksymalizować straty nieprzyjaciela, a następnie szybko się wycofując. W końcu prowadzi to do totalnej utraty morale przez nieprzyjaciela, bo czuje on, że na próżno stara się walczyć z nieuchwytnymi duchami, które mogą wyrządzić bardzo namacalne szkody.


"Libański ruch oporu stosował z ogromnym powodzeniem tę znakomitą taktykę wojskową. Początkowo w atakach na konwoje i kwatery nieprzyjacielskie posługiwał się taktyką «żywych bomb». Na ogół operacje te przeprowadzało bardzo niewielu bojowników. W większości przypadków «żywe bomby» powodowały duże straty w szeregach naje?d?ców, wywołując wśród nich chroniczny stan szoku, a w społeczeństwie naje?d?ców - prawdziwy kryzys. Tego rodzaju czyny bohaterskie nie tylko powodowały wysokie straty w ludziach, ale również zmuszały naje?d?ców do wydatkowania poważnych zasobów finansowych i wojskowych. Np. podczas inspekcji ich koszar i posterunków wojskowych stwierdziliśmy, że syjoniści musieli dużo inwestować w budowę umocnionych stalą fortyfikacji oraz bardzo długich i wysokich na sześć czy siedem stóp betonowych murów wzdłuż wszystkich dróg, jakich używali w obrębie swoich posterunków i poza nimi. Po prostu chodziło o to, aby w ten sposób zredukować skutki ataków ruchu oporu i zapewnić swoim przerażonym żołnierzom poczucie bezpieczeństwa. Lecz te wszystkie i inne środki bezpieczeństwa okazały się nieskuteczne wobec determinacji prącego do zwycięstwa ruchu oporu. Ten, zawsze zaczepnie nastawiony, rozwijał i wymyślał nowe sposoby wciągania naje?d?ców do walki. Jako przykład nowej taktyki, która doskonale zdała egzamin, wyczerpując rezerwy ludzkie naje?d?ców i ich kolaborantów libańskich, można wymienić zdalnie sterowane ładunki wybuchowe, umieszczane przy drogach i punktach, przez które nieprzyjaciel musiał obowiązkowo przechodzić. Ponadto ruch oporu walczył na niejednym froncie i stosował niejeden sposób operacji. Np. udało mu się przeniknąć na dużą skalę siły kolaborantów libańskich, które utworzono do pomocy naje?d?com. Te siatki podziemne, operujące w głębokiej konspiracji w łonie armii kolaborantów Antonie'a Lahada, służyły ruchowi oporu za oczy i uszy i stanowiły ?ródło bardzo cennych informacji. Często naje?d?ców czekała niemiła niespodzianka - oto rzekomy kolaborant libański wysadzał się w powietrze w środku kolumny syjonistów czy ich kolaborantów albo zwracał swój pistolet maszynowy w «niewłaściwym» kierunku. Przecież zużycie nieodnawialnych zasobów ludzkich nieprzyjaciela czasem może być ważniejsze dla ruchu oporu niż cenna informacja...


" W przeciwieństwie do OWP, Hezbollah i inni libańscy bojownicy o wolność nigdy nie operowali ze stałych pozycji i nigdy nie gromadzili sił w stałych bazach czy fortach. Był to kluczowy czynnik zwycięstwa w południowym Libanie, ponieważ sprawił, że wojska nieprzyjacielskie nie były w stanie brać odwetu na wszechobecnych bojownikach ruchu oporu, ścigać ich lub przypuszczać na nich niespodziewane ataki. Z czysto wojskowego punktu widzenia pozwalało to im mocno trzymać inicjatywę w swoich rękach i wybierać czas i miejsce każdego starcia... Silna wola walki, pomysłowość i nieprzerwany strumień męczenników po pierwsze pozwoliły libańskiemu ruchowi oporu utrzymać codzienny kontakt bojowy z nieprzyjacielem, a po drugie uczynić z działań obliczonych na jego wyczerpanie stałą cechę pola walki, nie pozwalając mu liczyć, że działania te osłabną w bliższej czy dalszej przyszłości. W rezultacie doprowadziło to ostatecznie do jego sromotnego krachu. Liczne pojazdy wojskowe, magazyny, a nawet supertajne dokumenty, jakie pozostawił po sobie pośród haniebnie panicznego odwrotu, świadczą o bezużyteczności rozbudowanych struktur i wyrafinowanych sprzętów w walce z małą grupą pomysłowych bojowników o wolność, całkowicie oddanych słusznej sprawie i gotowych zwyciężyć za wszelką cenę. W końcu syjonistyczny Goliat runął. Nie ma w tym nic tajemniczego ani żadnego cudu, jest natomiast - jak to nieraz podkreślał Nasrallah - odtwarzalny związek przyczynowo-skutkowy."42


Hezbollah, w pełni świadomy, że umęczona wojną libańska opinia publiczna przez długi czas zajmowała ambiwalentną postawę wobec ruchu oporu na południu kraju, podejmował w rozmaitych dziedzinach wielkie wysiłki, aby przekonać ją, że ponoszenie ciężarów nieustannej walki zbrojnej jest absolutnie nieodzowne. Na campusach organizacja studencka Hezbollahu prowadziła intensywną, skierowaną do ogółu młodzieży akademickiej, działalność polegającą na odczytach, pokazach filmów, a nawet organizowaniu podróży autokarami do wiosek leżących na pierwszej linii frontu - tak, aby ułatwić studentom nie należącym do Hezbollahu zrozumienie roli ruchu oporu. Kobieca gałą? Hezbollahu organizowała podobne odczyty wśród kobiet - zwłaszcza gospodyń domowych - w osiedlach i po wsiach w całym kraju. Szajch Nabil Kauk, przywódca Hezbollahu na południu kraju, wskazywał, że Izraelczycy z reguły opisują wojnę na południu tak, jakby toczyła się ona między Izraelem a Hezbollahem, a więc nie dotyczyła całego Libanu i jego narodu. Dlatego za ważne uważał prezentowanie działalności ruchu oporu jako walki o słuszną sprawę narodową. Po takiej linii Hezbollah utworzył pod koniec 1997 r. nową formację partyzancką, nazwaną Brygadami Libańskiego Ruchu Oporu, zachęcając do zaciągania się do niej obywateli libańskich wszystkich wyznań. Sekretarz generalny Nasrallah oświadczył, że "celem tej formacji ruchu oporu jest danie każdemu, kto jest Libańczykiem i pragnie wziąć udział w ruchu oporu, szansy walki w jego ramach bez względu na wyznawaną religię". Zapewniał, że wszyscy męczennicy i ranni bojownicy tej formacji, jak również ich rodziny, zostaną otoczeni taką samą opieką, jak mudżahidzi Islamskiego Ruchu Oporu. Zapewniał również, że "nadejdzie dzień, w którym nikt nie będzie mógł powiedzieć, iż ruch oporu jest szyicki lub islamski. Zostanie on uznany za poważny ruch, w którym zaangażowani są wszyscy Libańczycy ze wszystkich sekt."43


Wysiłki Hezbollahu zostały uwieńczone poważnym sukcesem. Analitycy w Libanie byli zgodni co do tego, że wizerunek ruchu oporu w oczach opinii publicznej uległ zmianie. Kierowany przez Hezbollah Islamski Ruch Oporu był jednym z przodujących aktorów bezlitosnego ostrzału wojsk izraelskich w latach 1983-1985 i odtąd stał się absolutnie dominującą siłą wśród libańskich ugrupowań partyzanckich. W ciągu długich lat wojny w błotach i górach południowego Libanu podniósł swój poziom wojskowy i z "cywilbandy" stał się wysoko wykwalifikowaną i skuteczną formacją dorównującą elitarnym standardom wojskowym. Issa Goraib, wydawca libańskiego dziennika L'Orient Le Jour, stwierdził w maju 1998 r., że partyzantka Hezbollahu ma teraz inny charakter niż w przeszłości. Podczas gdy kiedyś wyglądała jak "gromada podekscytowanych fanatyków, których ustawiono w szeregu na drodze prowadzącej do dżihadu i męczeństwa i obwieszono materiałem wybuchowym", w ciągu minionych lat potrafiła stawiać okupacji izraelskiej bardzo nowoczesny i skuteczny opór. "Zarówno muzułmańscy, jak i chrześcijańscy wieśniacy [na południu kraju] odnoszą się do niej z dużym podziwem", stwierdził.44 Giles Trendle, dobrze obeznany z działalnością Hezbollahu dziennikarz brytyjski, opisał jego mudżahidów jako "niesłychanie zdeterminowanych ludzi", którzy przy pomocy zasadzek i min drogowych dążą do "powolnego podkopania odporności fizycznej i psychologicznej żołnierzy izraelskich i milicjantów z Armii Libanu Południowego, zamiast nastawiać się na zadanie im jednego miażdżącego ciosu."45 Po gorącym okresie, w którym w południowym Libanie zginęło pięciu żołnierzy izraelskich, w artykule wstępnym w bejruckim Daily Star chwalono Hezbollah za "waleczność, znakomity profesjonalizm, a przede wszystkim wielokrotnie odniesione przez [jego] bojowników sukcesy".46 Do innego godnego uwagi przejawu jedności narodowej wokół ruchu oporu doszło wtedy, gdy osiemnastoletni Hadi Nasrallah, syn sekretarza generalnego Hezbollahu, zginął jesienią 1997 r. w starciu zbrojnym z żołnierzami izraelskimi. Szerokie kręgi libańskiej opinii publicznej uznały tego żołnierza elitarnego trzonu Islamskiego Ruchu Oporu za bohatera narodowego. Ocenia się, że w ciągu siedmiodniowej żałoby w domu pogrzebowym w twierdzy Hezbollahu na południu Bejrutu hołd składało mu co dzień około 200 tysięcy osób; byli wśród nich politycy, przywódcy religijni i Libańczycy "ze wszystkich środowisk społecznych".47


Za pośrednictwem rozmaitych mediów Hezbollah dotarł również do izraelskiej opinii publicznej. Al-Manar (¬ródło Światła) to lojalna wobec Hezbollahu stacja telewizyjna, której głównym zadaniem było kontrowanie izraelskiego obrazu wojny na południu kraju. Partyzantka islamistyczna oskarżała Izrael o próby ukrywania porażek i często filmowała swoje ataki na cele izraelskie w "strefie bezpieczeństwa". Takie materiały filmowe pokazywała następnie telewizja Al-Manar. Chodziło o ochronę i konsolidację libańskiego frontu wewnętrznego, ale był to również oręż wojny psychologicznej prowadzonej wobec izraelskiej opinii publicznej. Al-Manar potrafiła przekazać do Izraela przesłanie głoszące, że jego armia walczy ze skromną, ale skuteczną siłą i zachęcić izraelską opinię publiczną do apelowania o wycofanie wojsk izraelskich z Libanu.
Wojna na południu Libanu stała się dla Izraela poważnym ciężarem. Hezbollah zwiększył liczbę ataków z 20 w 1990 r. do 310 w 1995 r., a także zrównoważył stosunek liczby zabitych żołnierzy armii izraelskiej i Armii Libanu Południowego do liczby zabitych bojowników ruchu partyzanckiego - w 1990 r. wynosił on 1 do 5,2, podczas gdy już w 1992 r. 1 do 1,7. W 1997 r. zginęło 39 żołnierzy izraelskich, a w rok pó?niej - 21, podczas gdy dużo więcej odniosło rany. Z roku na rok ruch partyzancki wzmagał działalność. W 1996 r. Hezbollah przypuścił 460 ataków, w 1997 r. 670, a w 1998 r. - 1200. W lutym 1999 r. w sprawozdaniu Ośrodka Badań Politycznych izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych stwierdzono, że Hezbollahowi jeszcze nigdy "nie powodziło się tak dobrze". Obok wzrostu ataków partyzantów odnotowano ekspansję działalności społecznej, gospodarczej i politycznej islamistów libańskich, wzrost poparcia dla nich ze strony rządu libańskiego i wzrost różnicy zdań na temat okupacji południowego Libanu wśród opinii publicznej w samym Izraelu. O ile na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy w rejonie izraelskiej "strefy bezpieczeństwa" na południu Libanu panował spokój, opinia publiczna w Izraelu uważała utrzymanie tej strefy za sukces, w kilka lat pó?niej narosło w niej przekonanie, że obecność wojskowa w Libanie to przegrana sprawa. Rozmaite i coraz liczniejsze izraelskie grupy lobbingowe występowały z postulatami natychmiastowego jednostronnego wycofania wojsk izraelskich, podczas gdy w pierwszej połowie 1999 r. sondaże opinii publicznej wykazały, że połowa izraelskiej opinii publicznej jest gotowa poprzeć wycofanie. Doszło też do rozłamu w establishmencie politycznym i wojskowym. Weteran wywiadu izraelskiego, Rewuen Merhan, stwierdził publicznie, że Hezbollah "to pod każdym względem bojownicy o wolność, autentyczna ekspresja głębokiego pragnienia przegnania Izraela z południowego Libanu". Zwracając się do "jastrzębi" w establishmencie, którzy przeciwstawiali się jednostronnemu wycofaniu, oświadczył, że gdyby przyszli na świat jako szyici libańscy, walczyliby z okupacją z takim samym zapałem jak Hezbollah.48


Strategia i taktyka wojskowa Islamskiego Ruchu Oporu nie zmierzała do militarnego pobicia armii izraelskiej, lecz do politycznego pobicia państwa Izrael. Tak też się stało. Izrael tracił w Libanie coraz więcej żołnierzy, co prowadziło do załamania się morale okupantów i stymulowało nastroje antywojenne w społeczeństwie izraelskim. Odkąd partyzanci libańscy uzyskali rakiety prochowe średniego zasięgu, wystrzeliwane z wyrzutni przenośnych i popularnie nazywane katiuszami, strefa buforowa na nic się już nie zdawała, bo bez trudu mogli nimi dosięgnąć miast północnego Izraela. Matki czterech żołnierzy izraelskich wystąpiły przeciwko okupacji południowego Libanu, objechały kraj, wznieciły ruch antywojenny i przekonały do niego dużą część izraelskiej opinii publicznej. Mówiły, że nie godzą się, aby ich synowie ginęli za nic lub w imię złej sprawy, na wojnie, która nie jest obronna, lecz agresywna, bo to Izrael jest napastnikiem.

BUDOWA STRUKTUR "SPOŁECZEŃSTWA OPORU"


Mimo aprobaty społecznej i instytucjonalnej dla antyizraelskiego ruchu oporu, Hezbollah był uwikłany w konflikty na rozmaitych domowych frontach walki. Np. podczas kampanii wyborczej 1996 r. odrzucił ofertę współpracy ze strony Amalu i zapowiedział, że we?mie udział w wyborach w sojuszu z kilkoma ugrupowaniami lewicowymi, niezależnymi i sunnickimi. Libańska "klasa polityczna" zareagowała na to rozpętując kampanię przeciwko Hezbollahowi - oskarżając go o to, że opowiadając się za "państwem muzułmańskim" sprzyja rozczłonkowaniu kraju i stymuluje "ekstremizm". Przywódców Amalu i Hezbollahu wezwano do Damaszku i pod jego presją partie te postanowiły wystawić w wyborach wspólne listy. W rezultacie Hezbollah nie tylko stracił szansę zwiększenia swojego stanu posiadania w parlamencie, ale nawet jeden (z ośmiu) mandatów, a ponadto mandaty stracili dwaj posłowie - chrześcijanin i sunnita - należący do Bloku Wiernego Ruchowi Oporu. Blok opozycyjny uzyskał więc łącznie dziewięć mandatów, podczas gdy poprzednio - w wyniku wyborów 1992 r. - miał ich dwanaście.

Prawdopodobnie kampania przeciwko islamistom libańskim została zaaranżowana przez Syrię - a co najmniej dostała od niej zielone światło. W ten sposób reżim Al-Asada dał Hezbollahowi do zrozumienia, że za bardzo się rozrósł. Ponadto władze syryjskie były zaniepokojone dążeniem Hezbollahu do konsensu w sprawie ruchu oporu ponad barierami wyznaniowymi, bo mogło ono zagrozić interesom syryjskim. Damaszkowi odpowiadało tradycyjne sekciarskie rozczłonkowanie libańskiego życia politycznego. Zdaniem władz syryjskich Hezbollah powinien był kontynuować ruch oporu na południu, ale pozostać na sekciarskiej scenie politycznej społeczności szyickiej. Husajn hadżdż Hassan uznał przebieg batalii wyborczej 1996 r. za przejaw "zacofanej mentalności politycznej" społeczeństwa libańskiego. Był on, jego zdaniem, typową konsekwencją systemu sekciarskiego. Apel Hezbollahu o budowę państwa niesekciarskiego godził w zbyt wiele interesów notabli w łonie "klasy politycznej". Dlatego połączyli się przeciwko Hezbollahowi.49 Układ sił, który ukształtował się wówczas w parlamencie, nie odzwierciedlał popularności Hezbollahu. Mimo trudności z oszacowaniem jego wpływów uważa się, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych cieszył się poparciem 30-40% wyborców szyickich (a Amal około 30%) i że na południu kraju głosowało na niego około 60% wyborców szyickich.


Ciężkie ciosy spadły jednak na Hezbollah również od wewnątrz. Odkąd były bardzo radykalny sekretarz generalny, szajch Subhi Tufajli, przeciwstawił się udziałowi w wyborach 1992 r., w dolinie Bekaa przyprawiał on kierownictwo Hezbollahu o ból głowy. Choć usunięto go i pozbawiono formalnego stanowiska w ruchu, nadal cieszył się znaczną popularnością wśród zwolenników Hezbollahu, a w szczególności wśród radykałów i w społeczności szyickiej w Bekaa. Jako zażarty przeciwnik jakiegokolwiek modus vivendi z Izraelem, oskarżył kierownictwo Hezbollahu o przystosowanie do systemu politycznego, który prawdopodobnie - jak twierdził - zawrze w najbliższej przyszłości układ pokojowy z Izraelem. W 1995 r. oświadczył na wiecu, że jeśli Palestyna jest siedzibą muzułmanów, a Hezbollah trzyma się nadal orzeczenia Chomejniego, zgodnie z którym Izrael jest "rakową naroślą, którą należy wyciąć", to ruch oporu nie może ustać nawet w przypadku zawarcia takiego układu. "Jeśli jutro zostanie zawarty pokój z wrogiem, a macie okazję, aby zabić ambasadora syjonistycznego w Bejrucie, to waszym obowiązkiem jest tak właśnie uczynić. Nie powinniście wahać się z popełnieniem takiego czynu. Ruch oporu będzie żył i musicie wiedzieć, że zachowa on ciągłość bez względu na to, czy podpisze się układ pokojowy, czy nie. Powinniśmy podrzeć dokumenty pokojowe i upokorzyć tych spośród naszych rządzących, którzy zgodzą się je podpisać... Nigdy nie będzie nam wolno pogodzić się z utratą naszych praw. Nie wolno dopuścić do upokorzenia naszego narodu i odstąpić Palestyny Żydom."50


Do najostrzejszego jednak konfliktu doszło latem 1997 r. w rejonie doliny Bekaa. W tym uważanym za najuboższy w kraju rejonie szajch Tufajli stanął na czele protestu społecznego biedoty wiejskiej, zwanego "rewolucją głodnych". Piętnując rząd za ignorowanie potrzeb mieszkańców doliny Bekaa, oskarżył również Hezbollah o współpracę z rządem przeciwko jego własnemu ruchowi opozycyjnemu. Na początku 1998 r. armia libańska przeprowadziła operację mającą na celu aresztowanie szajcha. Po gwałtownej wymianie ognia, w której po obu stronach padli zabici, udało mu się zbiec.


Niepokoje w Bekaa wywołały w łonie Hezbollahu debatę; jest bardzo prawdopodobne, że w pewnych środowiskach podważyły one wiarygodność ruchu. Według bliskiego tej partii ?ródła, kilka sił postępowych - lewicowych i islamistycznych - zarzuciło kierownictwu Hezbollahu to, że przywiązuje zbyt dużą uwagę do ruchu oporu na południu kraju, natomiast zapomina o swoich zadaniach na polu opieki społecznej. Działacze Hezbollahu zgadzali się, że zarzut jest uzasadniony - szajch Tufajli miał rację w sprawach społecznych, ale popełnił dwa ciężkie błędy. Po pierwsze, zwrócił broń przeciwko rządowi, a po drugie nie uznał ruchu oporu za najwyższy priorytet. "Dla nas", wyjaśniali, "ruch oporu jest sprawą najwyższej wagi i priorytetem numer jeden, toteż musimy mieć mocną i solidną bazę. Napaść na państwo tylko podkopałoby taką bazę."51


Ambicją Hezbollahu było zakorzenienie prawomocności zbrojnego ruchu oporu i samego siebie wśród mas i na szczeblu instytucjonalnym. Starał się tworzyć w zubożałych rejonach kraju swoje własne siatki opieki społecznej. Siatki te powstały podczas wojny domowej, gdy państwo nie potrafiło zapewnić żadnej pomocy w tej dziedzinie. Ponieważ jednak nie było ono nadal zdolne wywiązać się jak należy ze swoich powinności na polu opieki społecznej, w krajobrazie zaniedbania, korupcji i zastoju społeczno-gospodarczego przystąpił do realizacji swoich własnych - niezależnych od państwa - programów. Na tych obszarach, na których pomoc państwa była wadliwa lub wręcz zupełnie nieobecna, wydział Hezbollahu zwany Dżihadem Budowlanym (Dżihad al-Binaa) świadczył w szerokim zakresie usługi dla ludności. Zapewniał bezpłatną oświatę i opiekę zdrowotną, pomagał chłopom przyswajać sobie nowoczesne techniki uprawy roli i oferował im nasiona i nawozy sztuczne po cenach niższych od rynkowych, prowadził sklepy wielobranżowe z dotowanymi towarami, organizował dystrybucję wody pitnej i generatorów energii elektrycznej, przyznawał studentom stypendia, zajmował się zbieraniem i wywozem śmieci. Inny wydział Hezbollahu, Stowarzyszenie Społeczne Al-Szahid, finansowało życie codzienne rodzin zabitych partyzantów oraz wspierało bojowników i cywilów, których wojna uczyniła inwalidami, sieroty itd. Środki pochodziły głównie od rozmaitych cywilnych stowarzyszeń islamskich w kraju i na Bliskim Wschodzie, ze zbiórek i kampanii finansowych organizowanych przez sam Hezbollah, ze ściągania od zwolenników islamskiego podatku zakat, od kupców libańskich działających nad Zatoką Arabską i w Afryce, od władz irańskich, które finansowały kilka projektów, a także z zysków, jakie przynosiły projekty inwestycyjne Hezbollahu. Na południu instytucje socjalne Hezbollahu zajmowały się zachęcaniem ludności do pozostania na miejscu. Chodziło o to, aby mimo wojny na wyczerpanie przeciwko okupantowi izraelskiemu życie było znośne. Ruch naprawiał tam drogi i budynki uszkodzone w wyniku izraelskiego ostrzału artyleryjskiego, dostarczał wody pitnej do wiosek przyfrontowych i umożliwiał chłopom modernizację gospodarstw. Zdaniem rzecznika Narodów Zjednoczonych Timora Goksela służby te przysporzyły Hezbollahowi ogromnego poparcia. Hezbollah starał się być obecny i zdolny do działania tam wszędzie na południu kraju, gdzie coś się działo. "Ludzie to widzą", powiedział Goksel. Gdziekolwiek spadły pociski artyleryjskie, pojawiał się Hezbollah i pytał: co możemy dla was zrobić? Obok napraw uszkodzonego dobytku zapewniał oświatę, opiekę medyczną itd. "Potem stajesz się od niego zależny", zauważył Goksel. "Czujesz, że coś jesteś mu winien. Nie musisz być sympatykiem, ale... [Hezbollah] jest na miejscu - a gdzie jest rząd?"52


Rozwój służb publicznych przez Hezbollah miał z jednej strony służyć "budowie społeczeństwa oporu", a z drugiej "pomagać ubogim". Kassem Olejk, dyrektor Dżihad al-Binaa, wyjaśniał, że Hezbollah nie czyni żadnych rozróżnień między tymi, którym pomaga, bez względu na to, czy są chrześcijanami, czy muzułmanami, ponieważ przez długie lata strategia Izraela polegała na eksploatacji wyznaniowej struktury społeczeństwa libańskiego, potęgowaniu nastrojów sekciarskich i stwarzaniu konfliktów między wyznaniami celem zapewnienia sobie kontroli nad południowym Libanem przy pomocy polityki "dziel i rząd?". "W budowie społeczeństwa oporu nie rozróżniamy między muzułmanami a chrześcijanami. Gdy pociski czy bomby uszkodziły gdzieś zarówno meczet, jak i kościół, najpierw odbudowujemy kościół. Chcemy uniemożliwić wrogowi przejście przez tę dziurę... bo nasz wróg chciałby powiedzieć: o, oni odbudowują meczet, ale nie kościół, lecz my nie chcemy dać mu takiej szansy."53


Odkąd - po wdrożeniu Porozumienia Taifskiego - wzmogła się działalność ruchu oporu, Izraelczycy starali się powstrzymać jego napór przeprowadzając dwie kampanie nalotów bombowych na dużą skalę - jedną w lipcu 1993, a drugą w kwietniu 1996 r. Setki tysięcy uchod?ców, których kampanie te zmusiły do emigracji na północ, do Bejrutu, miały zgodnie z zamierzeniami strategów izraelskich postawić rząd libański w bardzo trudnej sytuacji i skłonić go do zdławienia ruchu oporu. Celu tego nie udało się osiągnąć ani za pierwszym, ani za drugim razem. Rozwój sytuacji skłonił natomiast obie strony do wyrażenia zgody na zaniechanie ataków na ludność cywilną. Po kampanii 1996 r. powstała - z udziałem syryjskim, izraelskim, libańskim, amerykańskim i francuskim - specjalna grupa nadzorująca przestrzeganie porozumienia. Hezbollah uznał, że takie porozumienie jest uzasadnione, ponieważ jego celem miała być ochrona cywilów w południowym Libanie. Zarazem ostrzegł, że jeśli cywile libańscy nadal będą odnosili rany lub ginęli wskutek ostrzału armii izraelskiej, ruch oporu ponownie przypuści przy użyciu rakiet ataki na obszary cywilne w północnym Izraelu.


W tzw. polityce katiuszowej Hezbollahu kluczowe było pojęcie akcji odwetowej. Jak to wyjaśniali działacze tego ruchu, ostrzeliwanie katiuszami było dla Hezbollahu sposobem obrony cywilów na południu kraju. Przez całe lata okupacji wojsko i lotnictwo izraelskie brało cywilów libańskich na cel, nękało ostrzałami artyleryjskimi i nalotami bombowymi. W 1993 r. Hezbollah uznał, że dość tego; odtąd "odpowiedzieliśmy ostrzeliwując katiuszami ludność cywilną w północnym Izraela po to, aby armia izraelska zaprzestała ostrzału naszej ludności cywilnej. Moim zdaniem to odniosło skutek. Naszą strategią nie jest atakowanie cywilów izraelskich, lecz jest to sposób, aby zmusić Izraelczyków do powstrzymania się od ataków na naszych cywilów."54 Hadżdż Jussef Merhi oświadczył, że "broń [Hezbollahu] jest wymierzona głównie w armię izraelską", ale ruch oporu nie może pozwolić Izraelczykom na bezkarne atakowanie cywilów libańskich. Ostrzał katiuszowy - powiedział - to sposób na wymuszenie na Izraelczykach, aby w Libanie zachowywali ostrożność - wiedzą bowiem, że jeśli zaatakują cywilów libańskich, Hezbollah odpowie im tym samym. Choć wyraził żal, że może to posłużyć za usprawiedliwienie tym, którzy nazywają Hezbollah "terrorystami", podkreślił: "Przedmiotem naszej pierwszorzędnej troski jest nasza ludność cywilna na południu kraju."55


Choć, jak się wydaje, kampania nalotów bombowych w 1996 r. spowodowała wzrost popularności Hezbollahu, były również oznaki świadczące - bardziej w 1993 niż w 1996 r. - że rząd libański jest podatny na presje izraelskie. Zdaniem pewnego obserwatora, w obu przypadkach w łonie administracji libańskiej zrodziły się wątpliwości, czy należy nadal pozwalać ruchowi oporu na ostre działania bojowe przeciwko czemuś, co uchodzi powszechnie za najpotężniejszą machinę wojenną na Bliskim Wschodzie. Wtrąciła się jednak Syria, co - jak zauważa prof. Judith Harik - zapobiegło starciom między rządem w Bejrucie a Hezbollahem. Damaszek, występując w roli ostatecznego arbitra, postawił sprawę jasno: podczas gdy rząd libański cieszy się statusem władzy państwowej na północ od "strefy bezpieczeństwa", Hezbollah ma pozostać ruchem oporu na południu. Dzięki tej d?wigni syryjskiej Hezbollah mógł kontynuować swój morderczy opór wobec okupacji izraelskiej i budować coraz lepszy wizerunek w oczach mas. Ponadto państwo libańskie było zmuszone wywiązać się ze swoich powinności wobec uchodzących z południa obywateli. W rezultacie zwłaszcza bombardowania izraelskie 1996 r. stały się wyzwaniem narodowym, tzn. wojna zaangażowała teraz cały Liban, a nie tylko Hezbollah. "To pozytywne przesłanie", zauważa Harik, "wywołało wśród obywateli mocne poczucie solidarności i wykrystalizowało narodowy ruch oporu. W całym kraju, bez względu na linie wyznaniowe, które na ogół dzielą społeczeństwo libańskie, ludzie zaczęli przykładać się do wysiłku wojennego."56 Sekretarz generalny Hezbollahu, sajjid Nasrallah, obserwując tę reakcję opinii publicznej, stwierdził z dumą: "[Izraelczycy] chcieli osłabić Hezbollah, ale Hezbollah wyszedł z tego silniejszy. Chcieli rozpowszechnić pogląd, że Hezbollah to terroryści. Chcieli doprowadzić do rozłamu między ludem a ruchem oporu. Lecz ruch oporu jest teraz popularniejszy niż kiedykolwiek. Chcieli wywołać w Libanie nastroje niezadowolenia, ale doświadczyliśmy takiej solidarności narodowej, jakiej nie widzieliśmy od trzydziestu lat. Fiasko wroga jest naszym zwycięstwem. Gdyby nie masakra kobiet i dzieci, mielibyśmy powody do radości, ale ze względu na nią musimy stwierdzić, że było to smutne zwycięstwo."57 Mówiąc o masakrze Nasrallah miał na myśli atak artyleryjski armii izraelskiej na kwaterę fidżyjskiego kontyngentu wojsk ONZ we wsi Kana, w której schroniło się około czterystu uchod?ców libańskich; w wyniku ataku zginęło 106 cywilów.
Wybory municypalne latem 1998 r. przyniosły Hezbollahowi bolesną porażkę w Baalbeku, byłej twierdzy tej partii w dolinie Bekaa, gdzie lojalni wobec szajcha Tufajliego islamiści szyiccy wystąpili jako rywale, pewne straty na rzecz Amalu na południu kraju, przytłaczające zwycięstwo na południowych przedmieściach Bejrutu i liczne dowody rosnącej popularności w innych rejonach kraju. Hezbollah wyszedł obronną ręką z rywalizacji ze swoim najpoważniejszym rywalem - Amalem - i stało się jasne, że nadal jest na wstępującej fali. W libańskim tygodniku Monday Morning uznano Hezbollah za "rzecznika większości społeczności szyickiej w Libanie".58

PO ZWYCIĘSTWIE


Po dwudziestu dwóch latach okupacji Izrael nic nie uzyskał - ani nie osiągnął dalekosiężnych celów inwazji z 1982 r., ani nie wymusił realizacji dużo skromniejszych postulatów "gwarancji bezpieczeństwa" wzdłuż granicy z Libanem, demontażu Islamskiego Ruchu Oporu i powszechnej amnestii dla długoletnich kolaborantów z Armii Libanu Południowego dowodzonej przez Antoine'a Lahada. Izraelską potęgę wojskową spotkała natomiast sromotna porażka polityczna - a więc to, do czego od dawna dążyli islamiści libańscy. "Gdy odgrywająca rolę «prokurenta» Izraela milicja zwana «Armią Libanu Południowego» - kiedyś nazwana przez pewnego generała izraelskiego «tarczą Galilei» - po prostu uciekła, dziesiątki tysięcy wieśniaków, którzy porzucili swoje domy lub zostali z nich wypędzeni w ciągu dwudziestu dwóch lat przez Izraelczyków, napłynęły z powrotem z dziećmi, które w latach wojny stały się bojownikami Hezbollahu, i wnukami", donosił w przeddzień zwycięstwa Robert Fisk, bliskowschodni korespondent Independenta. "Cmentarze po wsiach są już pełne «męczenników», a śmierć jest powszednim zjawiskiem na kamiennych wzgórzach południowego Libanu. Przez ostatnie osiemnaście lat śmierć z jednakowym okrucieństwem nachodziła partyzantów z Hezbollahu i żołnierzy izraelskich. Hezbollah przyjmował śmierć z otwartymi ramionami, Izraelczycy się jej bali. Oto dlaczego Hezbollah wygrał, a Izraelczycy przegrali."


" Kolejni premierzy izraelscy, wykrwawiając swoich żołnierzy w licznych wadi i na stanowiskach baterii artyleryjskich w południowym Libanie, obiecywali, że Izrael nigdy nie wycofa się bez podpisania uprzednio traktatu pokojowego. W końcu nie było jednak żadnego porozumienia, żadnego pokoju, żadnego traktatu. Był tylko widok czmyhającej największej armii na Bliskim Wschodzie i jej poddających się gromadnie milicjantów. Zaledwie w ciągu czterech dni 375 ludzi z Armii Libanu Południowego - prawdopodobnie 18% jej żołnierzy w służbie czynnej - którzy bombardowali współobywateli, grozili im, zmuszali ich do współpracy i - w więzieniu w Chiam - torturowali, zdezerterowało do Hezbollahu lub oddało się w ręce władz libańskich. Tych, którzy usiłowali uciec do Izraela, spotkała znana odpowied?: wracajcie do domu. To samo działo się w 1983 r., gdy Izraelczycy opuścili góry Szuf. To samo działo się w 1985 r., gdy opuścili Sajdę. Kolaboranci pozostali na łasce losu, byli ścigani, wtrącani do więzień, czasami zabijani lub pakowani do bagażników samochodów i torturowani. Lecz wczoraj - rzecz dziwna na wojnie libańskiej - panowała swojego rodzaju tolerancja. Nie zamordowano żadnych milicjantów z Armii Libanu Południowego. Żadna armia Hezbollahu nie wkroczyła masowo do uwolnionych od Izraelczyków wsi szyickich. Oczywiście, byli tam partyzanci ze swoimi karabinami. Lecz większość z nich urodziła się w właśnie wyzwolonych wsiach Hula, Tajbi, Markaba, Tallusa, Bejt Jahun - nie mogli pamiętać dnia, w którym ponad dwadzieścia lat temu rodzice wynosili ich z tych samych wsi na rękach."59
Dziennikarze, którzy ściągnęli na tereny wyzwolone, byli zdumieni zachowaniem zwycięskich mudżahidów Islamskiego Ruchu Oporu - określili je jako "godne i wzorowe". Kontrastowało ono z tym, co działo się wcześniej, gdy armia izraelska wycofywała się częściowo z okupowanych terenów Libanu. Brytyjski dziennikarz David Hirst pisał: "Podczas tzw. «wojny o góry Szuf», której wybuch towarzyszył stopniowemu wycofywaniu się Izraela z najechanego w 1982 r. Bejrutu, druzowie wzięli odwet za okrucieństwa popełnione pod osłoną podboju izraelskiego przez chrześcijańskich milicjantów maronickich. Schwytanym milicjantom zarzucali na szyję druty i wlekli ich po ulicach. Tymczasem jedyne «ciało», jakie Hezbollah lub jego sojusznicy wlekli przez «wyzwolone» południe, było kamienne. Chodziło o posąg nieżyjącego majora Saada Haddada, pierwszego dowódcy Armii Libanu Południowego. Swoją powściągliwością Hezbollah zadał kłam wszelkim zapowiedziom, że «agenci izraelscy» zostaną «zarżnięci w łóżkach». Pozwolono nawet uciec do Izraela strażnikom ze słynnego więzienia w Chiam. Nie ma żadnych doniesień o morderczych porachunkach ani o jakichkolwiek innych brutalnych czynach. Jeden z najzagorzalszych przeciwników ideologicznych Hezbollahu, Dory Szamun, który ongiś współdowodził jedną z najbardziej ekstremistycznych milicji chrześcijańskich, przyznał, że ten dobrze się zachowuje."60


A przecież zbrodnie okupanta izraelskiego były niezliczone. Wraz z kolaborantami dopuścił się masakr ludności cywilnej. Pod osłoną medialnej zmowy milczenia w Chiam działała katownia izraelska, w której torturowano wię?niów - nawet dzieci. Czyniono to według wzorów gestapowskich, zmodernizowanych technicznie na podstawie doświadczeń wyniesionych przez spadochroniarzy francuskich z wojny w Algierii oraz wzbogaconych o doświadczenia katowni dyktatur wojskowych w Ameryce Łacińskiej. Tak było nawet po zniesieniu legalności tortur przez izraelski Sąd Najwyższy, co nastąpiło dopiero we wrześniu 1999 r. Jak przystało na zachodnią "placówkę postępu" w świecie kolonialnym, w państwie Izrael stosowanie tortur wobec palestyńskich wię?niów politycznych było do tego czasu legalne. Zakaz sądowy nic w istocie nie zmienił - tortury to nadal nieodzowny środek obrony kolonialnych zdobyczy syjonizmu w Palestynie.


Islamski Ruch Oporu szybko zapewnił bezpieczeństwo w strefie przygranicznej, czujnie obserwując rozwój wydarzeń po stronie izraelskiej i libańskiej. Co więcej, gdy w byłej strefie okupacyjnej wsie chrześcijańskie poczuły się zagrożone obecnością islamistów i powrotem do domu tysięcy uchod?ców szyickich, Hezbollah dał posłuch ostrzeżeniom przed wybuchem konfliktów sekciarskich. Podszedł więc do sytuacji w tych wsiach ostrożnie i z dużym wyczuciem, nieraz powstrzymując się od wkraczania na ich teren. Jeśli chodzi o byłych kolaborantów, to aresztował ich i oddał w ręce władz państwowych. Choć wielu oficerów Armii Libanu Południowego było chrześcijanami, działacze Hezbollahu podkreślali, że przytłaczającą większość żołnierzy stanowili szyici i że oni również staną przed sądem pod zarzutem zdrady i kolaboracji. Samosądy były sporadyczne. "Hezbollah zdumiał nie tylko nas, ale cały świat swoją wstrzemię?liwością i prawością", stwierdził wkrótce po wycofaniu się Izraelczyków prawosławny arcybiskup południa kraju, Iljas Kfuri.61
Jeden z obserwatorów, radykalny nacjonalista panarabski, pisał: "Po wkroczeniu wraz z aliantami do Paryża w 1945 r. gen. de Gaulle pozwolił francuskiemu ruchowi oporu przystąpić do szerokiej kampanii okrutnych zabójstw, prześladowań i nadużyć wobec Francuzów, którzy współpracowali z rządem Vichy i nazistami. Zanim zaprowadzono praworządność, minęło kilka miesięcy. Natomiast bojownicy libańskiego ruchu oporu nie poszli na żadne takie deprawujące praktyki wobec tych, którzy kolaborowali z administracją Lahada i syjonistami. Libański ruch oporu w ogóle, a Hezbollah w szczególności dowiódł ponad wszelką wątpliwość, że składa się z bojowników o wolność, a nie morderców, że jest zbiorowiskiem ludzi wierzących w sprawę, o którą walczą, a nie bandą zabójców. Gdy odniósł zwycięstwo, na ziemie, które wyzwolił, przyniósł swoją etykę. (...) Po wyzwoleniu tego rodzaju spójna organizacja okazała się bardzo korzystna politycznie. Chodzi o to, że gdy syjoniści zaczęli brać pod uwagę możliwość jednostronnego wycofania się z Libanu południowego - zanim ich ewakuacja zamieniła się w bezładny odwrót - szli oni o zakład, że pod nieobecność rządów prawa wybuchnie tam sekciarski konflikt między szyitami, maronitami i druzami... Lecz bojownicy ruchu oporu nie zabrali się za załatwianie porachunków z kolaborantami. Górę wzięła etyka, dyscyplina i organizacja, w której wyrośli, powodując fiasko zamysłu syjonistycznego, zmierzającego do wywołania takiego sekciarskiego konfliktu na południu Libanu, a za jego pośrednictwem - w całym Libanie i świecie arabskim. Bojownicy ruchu oporu wkroczyli tam w spokoju i z pokorą - tak, jak Bóg uczył nas tego w Koranie, i tak, jak postąpił Prorok Muhammad podczas podboju Mekki przez pierwszych muzułmanów. To było największe zwycięstwo."62


Hezbollah poczynił również starania o utrzymanie ducha jedności ruchu oporu, o który zabiegał od lat - odkąd uświadomił sobie, że sekciarstwo wyznaniowe czy polityczne nie popłaca i stanowi poważną przeszkodę w realizacji zadań strategicznych, jakie ruch ten sobie postawił. Choć radykalny islam polityczny miał przytłaczającą przewagę w ruchu oporu, w walce zbrojnej o wyzwolenie okupowanego południa kraju brali również udział działacze Amalu, nacjonaliści panarabscy (naserowcy, baasiści) i komuniści. W spektakularnym geście na rzecz jedności zwycięskiego ruchu oporu przywódcy religijni Hezbollahu urządzili modły za dusze komunistycznych "męczenników" wspólnej walki o wyzwolenie. Wiele lat wcześniej Hezbollah, tocząc z komunistami walkę o hegemonię w społeczności szyickiej, nie cofał się przed stosowaniem wobec nich terroru, z zabójstwami włącznie.


Zaraz po zwycięstwie na dwudziestotysięcznym wiecu w Bint Dżbajl z udziałem byłych wię?niów Chiam, mudżahidów-inwalidów wojennych oraz córek i synów 1276 "męczenników" ruchu oporu, Nasrallah postawił sprawę jasno - o swoje muszą walczyć sami Palestyńczycy. Hezbollah - oświadczył - dał przykład: pokazał, że uwolnić ich od okupacji mogą tylko opór i poświęcenie, a nie negocjacje. Zwracając się do narodu palestyńskiego mówił: "Możesz wziąć swój los w swoje ręce tylko poprzez swoje własne czyny. Musisz odzyskać swoją ziemię, a nie zadowalać się tu wsią, tam boczną ulicą. Musisz domagać się swoich słusznych praw. Dla Palestyńczyków droga prowadzi przez ruch oporu, przez Intifadę... Oferujemy narodowi palestyńskiemu taktykę libańską, która polega na tym, że nie akceptuje się niczego poza całkowitym wyzwoleniem swojej ziemi."63


Zwycięstwo libańskiego ruchu oporu dosłownie zelektryzowało masy palestyńskie, które doświadczyły na własnej skórze, że lata negocjacji pokojowych z Izraelem nic nie dały poza bantustanem zwanym Autonomią Palestyńską. Niewielu obserwatorów dostrzegło - skądinąd oczywisty - związek między tym zwycięstwem a fiaskiem w lipcu 2000 r. rozmów w Camp David, gdzie prezydent Bill Clinton chciał doprowadzić do ostatecznego porozumienia izraelskiego premiera Ehuda Baraka z Jaserem Arafatem, a ten ostatni pod presją swojego narodu odmówił pójścia na kolejne ustępstwa wobec Izraela. Również niewielu - należał do nich nasz przyjaciel Michel Warschawski, dyrektor Centrum Informacji Alternatywnej w Jerozolimie, internacjonalista izraelski solidarny z narodem palestyńskim - przewidziało, że owe zwycięstwo stanie się katalizatorem wybuchu drugiej Intifady. Nowe palestyńskie powstanie narodowe wybuchło zaledwie w cztery miesiące po ucieczce armii izraelskiej z Libanu.


Przejście Hezbollahu z podziemia do jawnego, a nawet zinstytucjonalizowanego życia politycznego w peryferyjnej odmianie demokracji burżuazyjnej, jaka ukształtowała się w Libanie po 1990 r., rodzi naturalnie pytanie, czy Hezbollah stanie się stopniowo partią systemową państwa burżuazyjnego. W świetle zademonstrowanej przez ten ruch długotrwałej zdolności do zasadniczo niezależnej działalności politycznej w nader niesprzyjających warunkach, jakie stwarza hegemonia syryjska, byłby to pochopny wniosek. Zapytany o to przez nas szwedzki badacz tego ruchu, Mats Wärn, odpowiada: "Sęk w tym, że cała ta sprawa ma wymiar islamistyczny, który odróżnia Hezbollah od innych libańskich aktorów politycznych i sytuuje ten ruch na arenie regionalnej i globalnej. Wymiar ten jest przede wszystkim ideologiczny i pociąga za sobą orędowanie za sprawą palestyńską oraz stawianie czoła hegemonii amerykańskiej. Postrzegając Hezbollah jako ruch, któremu po prostu zależy na uprawie poletka polityki libańskiej po to, aby mieć odpowiednio duży udział w zbiorach, można stracić z pola widzenia głęboko zakorzenione zasady etyczne, które zapewniły mu ogromną żywotność i siłę woli. Podobnie jak to było w burzliwych latach osiemdziesiątych, ruch ten - na swoje własne sposoby, które ulegają zmianie - jest nadal w stanie wywrócić do góry nogami jakąś krajową, regionalną czy globalną strukturę."


Nicholas Blanford, dziennikarz bejruckiego Daily Star, pisał w lutym 2002 r.: "Informacje z południowego Libanu wskazują, że Hezbollah szykuje się do wojny. Wzdłuż granicy z Izraelem rozmieszczono setki zahartowanych w bojach bojowników - weteranów walki z dwudziestodwuletnią okupacją izraelską południowego Libanu. Dobrze poinformowane ?ródła na tym terenie potwierdzają, że w rejonie przygranicznym zmagazynowano duży arsenał, w tym rakiety. Niektórzy członkowie Hezbollahu twierdzą, że atak z Libanu na Izrael to tylko kwestia czasu. «To nastąpi, a my się do tego nieustannie przygotowujemy», mówi dobrze zorientowany i związany ze sprawami wojskowymi członek Hezbollahu. «Zaatakujemy Izrael w odpowiednim czasie, a gdy to uczynimy, zmieni się cały Bliski Wschód». Mocne to słowa jak na organizację, o której mówi się, że figuruje na drugim miejscu, zaraz po siatce Al-Kaida Usamy ben Ladena, na waszyngtońskiej liście celów wojny z terroryzmem. Choć kierownictwo Hezbollahu nie wypowiada się tak jasno, południowolibański komendant tego ugrupowania, szajch Nabil Kauk, oświadczył, że hezbollahowe «rakiety na granicy» odstraszą «akcje terrorystyczne» Szarona przeciwko Libanowi. (...) Wybuch Intifady palestyńskiej we wrześniu 2000 r. sprawił, że Hezbollah ponownie nabrał znaczenia. Podupadająca gospodarka Izraela, podobnie jak niedawna odmowa służby na terytoriach palestyńskich przez niektórych rezerwistów w armii izraelskiej, sprzyja wierze Hezbollahu w to, że morale państwa żydowskiego spada i wykazuje tendencje rozkładowe. Działacze Hezbollahu mówią o «erze upadku Izraela». Co więcej, według opinii [prof. Nizara] Hamzy, ogłoszona przez prezydenta Busha «wojna z terroryzmem» i otwarta wrogość administracji USA do Hezollahu po prostu umacnia rolę tego ugrupowania jako wzoru do naśladowania przez inne organizacje islamistyczne na Bliskim Wschodzie. Nawet przytłaczająca przewaga wojskowa Izraela nie niepokoi Hezbollahu. «Mamy coś, czego oni nie mają», mówi dobrze poinformowany członek Hezbollahu. «My dążymy do męczeństwa, a oni kochają życie. My możemy znieść cierpienie, a oni nie.» Gdy objeżdża się granicę libańsko-izraelską, nie widać żadnych wyra?nych oznak, że rozmieszczono tam 10 tysięcy rakiet. Lecz ?ródło z dobrymi koneksjami zapewnia, że one tam są - może nie 10 tysięcy, ale dość, aby spowodować spustoszenie w północnym Izraelu, gdy nadarzy się taka okazja. Według tego ?ródła, między majem 2000 a grudniem 2001 r. «jedna ciężarówka za drugą» zwoziła broń do rejonu przygranicznego. Na razie jednak jest ona ukryta. Łatwiej zauważyć bojowników Hezbollahu. Wzdłuż zasieków granicznych mają oni małe punkty obserwacyjne - często bezpośrednio na wprost silnie ufortyfikowanych przyczółków armii izraelskiej. W dwóch położonych w pobliżu granicy punktach obsługują 57-milimetrowe baterie przeciwlotnicze. Libańską przestrzeń powietrzną niemal codziennie naruszają izraelskie samoloty bojowe, co Narody Zjednoczone potępiają jako «prowokacje». W ciągu minionych dwóch tygodni Hezbollah zaczął je ostrzeliwać. Wielkokalibrowe pociski przelatują nad granicą i wybuchają z wielkim hukiem tysiące stóp nad miastami izraelskimi. (...) Ostrzał ten ma nie tyle wyrządzić szkody, ile wywołać panikę."64
W 1981 r. Gilbert Achcar wskazał w swoich tezach o odrodzeniu radykalnego islamu politycznego, że choć zasadniczo i ex definitione jego ideologia i program są reakcyjne, w pewnych szczególnych warunkach może on tymczasowo podjąć się - zaniechanej zarówno przez burżuazję, jak i drobnomieszczański nacjonalizm oraz lewicę wrastającą w system i chowającą do kieszeni swój radykalny program - realizacji niektórych zadań narodowo-demokratycznych, które (w myśl teorii rewolucji permanentnej) dziedziczy rewolucja proletariacka. Achcar wskazał na to na podstawie doświadczenia "rewolucji islamskiej", która dwa lata wcześniej zdobyła władzę w Iranie. W prawie dwadzieścia lat pó?niej zwycięstwo kierowanego przez Hezbollah ruchu oporu nad armią izraelską i wyzwolenie okupowanego terytorium Libanu przyniosło bezsporny dowód słuszności tej tezy. Ponadto dziś wiemy na ten temat nieco więcej. Wiemy mianowicie, że tymczasowe przejęcie tych zadań przez radykalny islam polityczny może polegać na wieloletniej, uporczywej, angażującej w społeczeństwie najbardziej bojowe elementy, inteligentnie, sprawnie i skutecznie prowadzonej pod względem politycznym i wojskowym, a w końcu zwycięskiej walce. Może prowadzić do długotrwałego zajęcia przestrzeni politycznej, na jakiej w zasadzie powinna rozwijać się lewica rewolucyjna, do wytrącenia jej z rąk istotnych zadań programowych i do jej zmarginalizowania.


Stosunkowo wysoka jakość polityczna kierownictwa Hezbollahu w porównaniu z jakością zarówno arafatowskiego kierownictwa palestyńskiego ruchu narodowego, jak i kierownictwa lewicy palestyńskiej (Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny i Demokratycznego Frontu Wyzwolenia Palestyny - obie te partie, odwołujące się do marksizmu, wywodzą się z Arabskiego Ruchu Nacjonalistycznego - oraz Palestyńskiej Partii Ludowej, dawniej Komunistycznej), nie tylko potwierdza schyłek i nieuleczalny kryzys tradycyjnego (ucieleśnianego ongiś przez naseryzm i baasizm) nacjonalizmu arabskiego. Wskazuje również na to, że nurty lewicy, które wyrosły w przeszłości z procesu radykalizacji tego nacjonalizmu, nie mówiąc już o śmiertelnie skażonej stalinizmem lewicy komunistycznej, nie mają szans na zapewnienie arabskim ruchom wyzwoleńczym choćby przejściowo skutecznego i zdolnego do realizacji choćby pewnych zadań narodowych i demokratycznych kierownictwa. Taka lewica, która potrafiłaby stać się realną alternatywą wobec radykalnego islamu politycznego, musiałaby powstać na nowych podstawach. W szczególności musiałaby być bezwzględnie internacjonalistyczna, zachować całkowitą niezależnośc wobec wszelkich - zarówno sprawujących władzę państwową, jak i przewodzacych ruchom masowym - burżuazyjnych sił politycznych, prowadzić politykę jednolitego frontu antyimperialistycznego i kierować się strategią rewolucji permanentnej.


Jedno z podstawowych założeń tej strategii brzmi: w słabo rozwiniętych krajach zależnych i poddanych uciskowi narodowemu obalenie panowania imperializmu i zależnej od niego burżuazji oraz ustanowienie władzy realizujacej bieżące i historyczne interesy mas pracujących jest możliwe na gruncie rewolucji narodowo-demokratycznej, jeśli rewolucyjne siły polityczne, które kierują się tymi interesami w swoim programie, potrafią przeciągnąć na stronę rewolucji ogromne w tych krajach rzesze zubożałej drobnej burżuazji i biedoty. Historia Hezbollahu i innych ruchów radykalnego islamu politycznego potwierdza, że w takich krajach masy drobnomieszczańskie i plebejskie są ciągle w stanie generować dynamiczne i bojowe ruchy społeczno-polityczne.
Dziś skutki globalizacji neoliberalnej i naporu "nowego imperializmu" potężnie stymulują ich rebelię.


---------------------------------
1 W. Charara, M. da Silva, "Résistance obstinée au Liban sud", Le Monde Diplomatique z listopada 1999 r., s. 13.


2 E.W. Said, "Magic Thought and Wishful Thinking", Al-Ahram Weekly z 29 czerwca 2000 r.


3 The Daily Star z 19 lutego 1998 r.


4 Le Monde z 8 listopada 2001 r.


5 The Washington Post z 8 listopada 2001 r.


6 G.W. Bush, The State of the Union Address z 29 stycznia 2002 r.


7 Modżahed (w licznie mnogiej modżahedin) to po persku to samo, co po arabsku mudżahid (w liczbie mnogiej mudżahidun) - bojownik.


8 Patrz wybór pism L. Trockiego poświęconych teorii rewolucji permanentnej w Rewolucji nr 1, 2001.


9 R. Gallissot, "Libération nationale et communisme dans le monde arabe", w: M. Dreyfus et al. (red.), Le sičcle des communismes, Paryż, Éditions de l'Atelier - Éditions Ouvrieres 2000, s. 268.


10 Tamże, s. 268.


11 Tę znamienną aferę polityczną opisał biograf Curiela, G. Perrault, Un homme ŕ part, Paryż, Barrault 1984, s. 231-239, 252-254.


12 N. Picaudou, La déchirure libanaise, Bruksela, Éditions Complexe 1989, s. 122-123.


13 Tamże, s. 152.


14 Tamże, s. 149.


15 The Middle East Insight t. 4 nr 2, 1995, s. 13.


16 Cyt. w: E. Sivan, "Islamic Radicalism: Sunni and Shi'ite", w: E. Sivan, M. Friedman (red.), Religious Radicalism and Politics in the Middle East, Albany, University of New York Press 1990, s. 65-66.


17 A.R. Norton, "The Origins and Resurgence of Amal", w: M. Kramer (red.), Shi'ism, Resistance and Revolution, Boulder, Westview Press 1987, s. 213.


18 The Middle East Insight t. 4 nr 2, 1995, s. 19.


19 Cyt. w: H. Jaber, Hezbollah Born With a Vengeance, Londyn, Fourth Estate Ltd. 1997, s. 20. Książka ta wyszła po polsku pt. Hezbollah - walka i zemsta, Warszawa, Rytm - Bellona 1999.


20 N. Picaudou, op. cit. s, 213.


21 A. Beydhon, "The South Lebanon Border Zone: A Local Perspective", Journal of Palestinian Studies t. 11 nr 3, 1992, s. 47.


22 R. Yehia, "Guerrillas on Extended Leave", Al-Ahram Weekly z 27 lipca 2000 r.


23 A.R. Norton, Amal and the Shi'a: Struggle for the Soul of Lebanon, Austin, University of Texas Press 1987, s. 111.


24 Cyt. w: R. Wright, Sacred Rage: The Wrath of Militant Islam, Touchstone, Simon & Schuster 2001, s. 238.


25 F. Ajami, Szejkowie, myśliciele, terroryści, Warszawa, Fakty 2002, s. 134-135.


26 L. Toscane, L'islam: Un autre nationalisme?, Paryż, L'Harmattan 1995, s. 197, 77.


27 Tamże, s. 80, 75.


28 W. Charara, M. da Silva, op. cit., s. 12.


29 A.R. Norton, op. cit., s. 168-180.


30 W.B. Fisher, "Lebanon", w: The Middle East and North Africa, Londyn, Europa Publications 1998, s. 719.


31 F. Ajami, op. cit., s. 133.


32 The Middle East International z 26 lipca 1991 r.


33 N. Hamzeh, "Lebanon's Hizbullah: From Islamic Revolution to Parliamentary Accomodation", Third World Quarterly t. 14 nr 2, 1993.


34 Wywiad M. Wärna z Hassanem Fadlallahem, dyrektorem radia Hezbollahu An-Nur, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course: The "Lebanonization" of Hizbollah. The Integration of an Islamist Movement into a Pluralist Political System, Department of Political Science, Stockholm University 1999.


35 Wywiad M. Wärna z Muhammadem Maszmussim, zastępcą redaktora naczelnego dziennika As-Safir, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course.


36 Cyt. w: Gh. Salamé, "Lebanon's Injured Identities", Papers on Lebanon (Oxford, Centre for Lebanese Studies) nr 2, 1988, s. 10.


37 Wywiad M. Wärna z Judith Harik Palmer, profesorem nauk politycznych na Uniwersytecie Amerykańskim w Bejrucie, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course


38 Wywiad M. Wärna z Hassanem Fadlallahem, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course.


39 Wywiad M. Wärna z Husajnem hadżdż Hassanem, posłem Hezbollahu do parlamentu, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course.


40 W. Charara, M. da Silva, op. cit., s. 13

.
41 Wywiad M. Wärna z Hassanem Fadlallahem, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course.


42 R. Wadi, "The Lessons of South Lebanon: The Military Strategy of the Lebanese Resistance", The Free Arab Voice z 8 lipca 2000 r.


43 Wywiad M. Wärna z szajchem Nabil Kaukiem, kierownikiem polityczno-wojskowym Hezbollahu na południu Libanu, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course, oraz The Daily Star z 4 i 15 listopada 1997 r.


44 Wywiad M. Wärna z Issą Goraibem, redaktorem naczelnym dziennika L'Orient Le Jour, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course.


45 The Middle East International z 3 listopada 1995 r.


46 The Daily Star z 27 listopada 1998 r.


47 The Middle East International z 10 pa?dziernika 1997 r.


48 Ha'arec z 27 grudnia 1998 r.


49 Wywiad M. Wärna z Husajnem hadżdżem Hassanem, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course.


50 Cyt. w: H. Jaber, op. cit., s. 209.


51 Wywiad M. Wärna z dr. Abdallahem Mortadą, kierownikiem Wydziału Spraw Zagranicznych Hezbollahu, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course.


52 Wywiad M. Wärna z Timorem Gokselem, rzecznikiem Tymczasowych Sił Narodów Zjednoczonych w Libanie (UNIFIL), cyt. w: M. Wärn, Staying the Course.


53 Wywiad M. Wärna z Kassemem Olejkiem, cyt. w: M. Wärn, A Voice of Resistance: The Point of View of Hizballah. Perceptions, Goals and Strategies of an Islamic Movement in Lebanon, Department of Political Science, Stockholm University 1997.


54 Wywiad M. Wärna z dr. Abdallahem Mortadą, cyt. w: M. Wärn, Staying the Course.


55 Wywiad M. Wärna z hadżdżem Jussefem Merhim, kierownikiem Wydziału Spraw Zagranicznych Hezbollahu, cyt. w: M. Wärn, A Voice of Resistance.


56 J. Harik, "Syrian Foreign Policy and State/Resistance Dynamics in Lebanon", Studies in Conflict and Terrorism t. 20 nr 3, 1997.
57 Time z 13 maja 1996 r.


58 Monday Morning z 6 lipca 1998 r.


59 R. Fisk, "In The End, They Just Skulked Away. But Can The War Really Be Over?", The Independent z 23 maja 2000 r.


60 D. Hirst, "Making Lebanon Whole Again", Al-Ahram Weekly z 1 czerwca 2000 r.


61 The Daily Star z 2 czerwca 2000 r.


62 L. Shubeilatt, "The Great and the Greater Victory in South Lebanon", The Free Arab Voice z 15 lipca 2000 r.


63 Cyt. w: R. Fisk, "Hizbollah Leader Says Guerrilla War with Israel Is Over", The Independent z 27 maja 2000 r.


64 N. Blanford, "Emboldened by US Jibes, Hizbullah Prepares for War", Christian Science Monitor z 8 lutego 2002 r.



10 sierpień 2006

Z.M.K. 

  

Archiwum

Belka zadowolony z obniżki stóp
czerwiec 27, 2002
PAP
Aniołowie Zagłady
kwiecień 6, 2006
przesłała Elzbieta
Czyżby kolejny dowód na zaplanowanie ataku na wieże w NYC przez Mossad?
lipiec 27, 2004
śledczy
Wielki bluff
luty 24, 2003
Andrzej Rudnicki http://www.trybuna.com.pl/
Fundamentalisci Protestanccy i Walczący Izrael
lipiec 29, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Auschwitz
styczeń 28, 2005
Zimna, piękna Polska
styczeń 22, 2006
zaprasza.net
Leopardy dla dywizji im. Stanisława Maczka !!!
wrzesień 14, 2002
Artur Łoboda
Dziela niedokonczone!
wrzesień 15, 2008
mik
Bezprawie po polsku
Szefowie "Super Expressu" będą sądzeni

listopad 25, 2002
PAP
Gówno zawsze wypływa na wierzch
styczeń 21, 2006
PAP
Włodzimierz Bukowski
Przesłanie do Polakow cz. 1

maj 13, 2003
przesłała Elżbieta
Czwarta władza i agenci
padziernik 22, 2003
Teresa Kuczyńska
"Polacy potrzebują ekumenizmu"
padziernik 24, 2004
PAP
Burzenie Gazy
styczeń 27, 2003
BEN ADAM z Tel Awiwu
Np. Emeryt na Rencie
luty 18, 2008
Marek Jastrząb
Oszukani emeryci
padziernik 27, 2003
Michał Stankiewicz
Schroeder: zwiększyć podatki w nowych państwach UE
kwiecień 25, 2004
PAP
Bible Is Hate
kwiecień 14, 2008
przysłał ICP
Coraz więcej ujawnionych faktów przemawia za tym że to Mossad jest odpowiedzialny za zamach 911...
kwiecień 1, 2004
czytelnik
więcej ->
 
   


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media